Jakub Świerczok z dubletem w lidze japońskiej! Dwa identyczne trafienia [WIDEO]

Nagoya Grampus w sobotę wygrało na wyjeździe z Gamba Osaka (3-1). W drużynie gości wystąpił Jakub Świerczok, który ustrzelił dublet. 28-latek ma w tym sezonie siedem trafień w klasyfikacji strzelców ligi japońskiej. 

Zarówno pierwszego, jak i drugiego gola Polak strzelił w niemal identyczny sposób. Piłkę wyłożył mu dwukrotnie Yuki Soma, zaś snajper posłał ją w prawy róg bramki, płaskim strzałem. Oba trafienia Świerczoka możecie zobaczyć w linku poniżej.

https://www.youtube.com/watch?v=8gNGyp8WxPA

Licząc wszystkie rozgrywki były napastnik Piasta Gliwice wystąpił w 20 spotkaniach Nagoya Grampus. Wraz z rozgrywkami Azjatyckiej Ligi Mistrzów i krajowym pucharem ma już na koncie 12 bramek.

„Nigdzie nie czuł takiej atmosfery. Nawet na Wembley”. Cash ocenił grę na PGE Narodowym

Matty Cash w przegranym meczu z Węgrami (1-2) zadebiutował w pierwszym składzie reprezentacji Polski. Dla 24-latka było to niezwykle ważne przeżycie, o czym świadczy, chociażby moment odśpiewywania hymnu. Siostra zawodnika Aston Villi, Hannah także podkreśla, jak bardzo jej bratu zależało na grze dla „Biało-Czerwonych”.

Cash polski paszport odebrał tuż przed listopadowym zgrupowaniem. Początkowo prawy obrońca dostał kilka minut w meczu z Andorą (4-1), gdzie zdążył pokazać kilka błyskotliwych zagrań. W meczu z Węgrami Sousa postanowił dać mu jednak dużo więcej czasu. 24-latek wystąpił w pierwszym składzie naszej kadry.

Piękny moment

Występ Casha z trybun PGE Narodowego mogła śledzić jego rodzina. Na stadionie obecna była między innymi siostra piłkarza, Hannah. W rozmowie z „TVP Sport” podzieliła się zarówno swoimi wrażeniami, jak i uczuciami brata.

– To był mój pierwszy raz w Polsce. Nigdy nie widziałam takiej atmosfery podczas meczu, jak na Stadionie Narodowym, choć byłam na kilku meczach Premier League. Na początku, gdy wszyscy śpiewali hymn, czułam ciarki. Tym bardziej, widząc śpiewającego Matthew – przyznała.

– Przygotowania? Dużo wypytywał mamę i babcię o polskie tradycję i kulturę, gdyż nie chciał czuć się obco w drużynie. W domu, przed wylotem na zgrupowanie, uczył się hymnu. Dzwonił do nas i się chwalił, ile już się nauczył. A po meczu w Warszawie przyznał, że nigdzie nie czuł takiej atmosfery. Nawet na Wembley. I cały czas powtarzał, że już nie może się doczekać kolejnego meczu, w marcu – opowiadała Hannah.

Hannah Cash zawodowo gra w golfa. Jak przyznała – jej brat także lubi sobie czasami uprawiać ten sport. On traktuje to jednak jako dodatkowe zajęcie.

– Matthew także grał i radził sobie dobrze. Ale zawsze u niego na pierwszym miejscu była piłka nożna. Golf był jego dodatkowym zajęciem i gdy był starszy, nie miał już czasu, by grać. Zresztą prawie cała rodzina Cashów grała w golfa! Mój tata, starszy brat Adam, Matthew… Ale tylko ja postanowiłam zająć się tym na poważnie – podsumowała.

Tak wyglądały ostatnie tygodnie Koemana w Barcelonie. Piłkarz wbił szpilkę Holendrowi

Sytuacja FC Barcelona od jakiegoś czasu nie jest godna pozazdroszczenia. Nie chodzi jedynie o finansową stronę Blaugrany. Także wyniki były zdecydowanie poniżej oczekiwań, co posadą przypłacił Ronald Koeman. Oscar Mingueza w „TV3” wbił niedawno szpilkę swojemu byłemu trenerowi. 

Holender jakiś czas temu pożegnał się z Camp Nou. W jego miejsce przyszedł z kolei Xavi, z którym wielkie nadzieje wiążą fani Barcelony. Hiszpan już zaczął wprowadzać swoje zmiany w drużynie, o czym więcej możecie przeczytać w linku poniżej.

Piłkarze FC Barcelony nie będą mieli lekko. Xavi wprowadził pierwsze zasady w szatni

Ciężka atmosfera

Wcześniej w szatni Barcelony brakowało dyscypliny i dobrych nastrojów wśród zawodników. Niedawno w rozmowie z „TV3” szerzej opowiedział o tym Oscar Mingueza. 22-latek wyznał, że ostatnie tygodnie pracy Koemana były dla niego i jego kolegów bardzo ciężkie.

– Potrzebowaliśmy zmiany. Dobra atmosfera nie istniała, a gracze byli niezadowoleni. W takich sytuacjach potrzeba zmiany otoczenia. Xavi wprowadził trochę dyscypliny i porządku. Dziwne było to, że do tej pory nie było takich zasad – opowiedział.

– Zespół przestał ufać temu pomysłowi. Każdy próbował rozwiązywać problemy na swój sposób. Nie działaliśmy ani na poziomie indywidualnym, ani zespołowym – dodał Mingueza.

Nie tylko kibice pokładają nadzieje w Xavim. Powrót Hiszpana na Camp Nou dodał optymizmu także piłkarzom. Mingueza stwierdził, że efekty pracy nowego trenera będą widoczne nawet podczas najbliższego spotkania.

– Jestem pewien, że teraz sytuacja zmieni się na lepsze. Myślę, że nie trzeba będzie na to czekać kilka miesięcy. Już od tego weekendu zobaczyć można będzie nowe oblicze drużyny – uważa 22-latek.

Kolejna legenda chce Złotej Piłki dla Lewandowskiego. „To byłby prawdziwy kryminał”

Niespełna dwa tygodnie dzielą nas od rozstrzygnięcia plebiscytu Złotej Piłki. 29 listopada „France Footbal” ogłosi najlepszego piłkarza 2021 roku. W gronie kandydatów do nagrody znajduje się Robert Lewandowski. Zwycięstwa Polaka domaga się Michael Owen. 

Nadal nie wiadomo, kto wygrał Złotą Piłkę w tym roku, choć głosowanie zakończyło się jakiś czas temu. Liczne przecieki sugerowały na przemian, że tegorocznym triumfatorem został Robert Lewandowski, z kolei inne mówiły o Leo Messim. Oficjalnie najlepszego piłkarza ostatnich 12 miesięcy poznamy jednak 29 listopada.

„To byłby kryminał”

Głos w sprawie plebiscytu „France Football” zabierało już wiele osób. Zarówno dziennikarze, jak i piłkarskie legendy wskazywały swoich faworytów. Jedną z tych legend jest Michael Owen, który bez wahania wskazał Roberta Lewandowskiego, jako tegorocznego zwycięzcę. Anglik wskazał przede wszystkim statystyki, jakie uzbierał napastnik Bayernu Monachium.

– Lewandowski miał pecha, że nie wygrał „Złotej Piłki” w roku, gdy odwołano plebiscyt. W tym roku postawiłbym właśnie na niego – przyznał na łamach „Euronews”.

– Wiadomo, są też inni kandydaci. Salah miał świetny sezon, choć nic nie wygrał. Z drugiej strony Jorginho wygrał wszystko. Nie jestem jednak pewny, czy ma na tyle duży potencjał, by być przed piłkarzami pokroju Lewandowskiego, którego typuję do zwycięstwa – dodał Owen.

– „Lewy” ponownie wygrał Bundesligę. Jego liczby są oszałamiające. To byłby prawdziwy kryminał, gdyby zakończył karierę bez „Złotej Piłki” na koncie – podsumował były napastnik.

Mariusz Rumak o rozstaniu z kadrą U-19: „Nikt nie podjął ze mną rozmowy”

Mariusz Rumak niedawno został zwolniony ze stanowiska selekcjonera reprezentacji U-19. Młodzieżówkę 44-latek prowadził zaledwie w pięciu spotkaniach. Decyzja PZPN-u wywołała rozgoryczenie u szkoleniowca. 

W marcu tego roku Jacek Magiera przejął Śląsk Wrocław. Trener WKS-u opuścił tym samym reprezentację Polski do lat 19, która musiała szukać sobie nowego selekcjonera. Wybór padł na Mariusza Rumaka, lecz ostatecznie okazał się niezbyt trafiony.

Słabe wyniki

Pod wodzą Rumaka młodzieżowa kadra odniosła zaledwie jedno zwycięstwo w pięciu meczach. Drużyna pokonała 4-0 Maltę, oprócz tego notując porażki z Norwegią (1-2) i Danią (0-1) w meczach towarzyskich oraz z Finlandią (1-3) w eliminacjach do mistrzostw Europy. Ostatnio Polacy zremisowali jeszcze z Ukrainą (2-2), co poskutkowało zwolnieniem 44-latka. „Biało-Czerwoni” nie awansowali bowiem na turniej finałowy.

O zwolnieniu PZPN poinformował w poniedziałek. W social mediach ukazał się oficjalny komunikat, tłumaczący po części powody rozstania z Rumakiem. Szkoleniowiec na łamach „Weszło” podzielił się teraz swoimi odczuciami.

– Byłem bardzo rozczarowany. To chyba rekord zwolnić trenera po pięciu meczach i ośmiu pełnych treningach. Do tego nikt nie podjął ze mną rozmowy. Chwilę rozmawiałem z nowym dyrektorem sportowym, ale to były codzienne rozmowy – przyznał Rumak.

– Czy to była największa moja porażka? Proszę mi wierzyć, nie da się przygotować i stworzyć silnego zespołu, zajmując się tylko analizą, selekcją i obserwowaniem – dodał.

 

Wolą grać z Włochami, niż… z Polską! Potencjalni rywale w barażach boją się naszej kadry

Reprezentacja Polski w barażach o mistrzostwa świata może trafić na naprawdę silne reprezentacje. Poza Włochami czy Portugalią mowa tu między innymi o Szwecji, czy Walii. Po meczu z Węgrami wydaje się, że będziemy tym słabszym w każdej możliwej parze. Okazuje się jednak, że pewna reprezentacja nie chce na nas trafić. 

Poniedziałkowa porażka z „Madziarami” przekreśliła nasze szanse na rozstawienie w barażach o wyjazd na mundial w Katarze. Tym samym nastroje przed ostatnimi bataliami są dość kiepskie. Możemy bowiem trafić, chociażby, na Włochów lub Portugalczyków i szybko zakończyć nasze starania.

Nie chcą grać z Polską

Choć w mediach przeważa narracja, że „Biało-Czerwoni” nie mają szans z większością rywali, to okazuje się, że w innych krajach patrzą na nas inaczej. Mowa konkretnie o Szwecji, z którą także możemy zagrać w barażach. Wcześniej spotkaliśmy się na Euro 2020 (2-3).

Mimo swojego zwycięstwa na mistrzostwach Europy Szwedzcy dziennikarze sugerują, że w kraju obawiają się wylosowania Polski. Ba, twierdzą nawet, że woleliby trafić na… Włochów!

– Polacy z pewnością zagrają w barażach o wszystko i dlatego są mniej mile widziani w naszej grupie niż… Włosi, którzy – jak można przeczytać w ich mediach – bardzo nas się boją – cytuje „Polska Agencja Prasowa” szwedzki „Expressen”.

Smuda pochylił się nad sytuacją reprezentacji Polski. „Lepiej ogłosić, co jest grane”

Wokół reprezentacji Polski w ostatnich dniach narosło wiele kontrowersji. Porażka z Węgrami mocno nadwyrężyła zaufanie kibiców do Paulo Sousy, a swoje oberwał także Robert Lewandowski. Sytuację skomentował Franciszek Smuda, który w swoim stylu ocenił postępowanie selekcjonera i kapitana „Biało-Czerwonych”.

Polska przegrała z Węgrami (1-2) ostatni mecz eliminacji mistrzostw świata. W wyniku porażki nasza reprezentacja nie znalazła się w gronie drużyn rozstawionych przed losowaniem baraży o wyjazd na mundial. Tym samym już w pierwszym meczu możemy stanąć naprzeciw potęgom, takim jak Włochy czy Portugalia.

„Chrzciny albo wesel”

Nad zamieszaniem wokół kadry pochylił się Franciszek Smuda. Były selekcjoner, a obecnie trener Wieczystej Kraków skomentował sytuację reprezentacji na łamach „Przeglądu Sortowego”.

– Czy jakikolwiek piłkarz może sobie wybierać mecze reprezentacji? To może przed eliminacjami niech każdy sprawdzi w kalendarzu, czy mu coś tam nie wypada? Jakieś chrzciny albo wesele szwagra. Nie chcę oceniać tej sytuacji, bo nie znam jej z bliska. Może Robertowi wypadło coś naprawdę ważnego. W takim razie lepiej ogłosić, co jest grane i zawczasu wyjaśnić, bo wybije jak szambo – ocenił decyzję wobec Roberta Lewandowskiego.

Nie sądzę jednak, by Robert przyszedł do mnie przed ważnym meczem i przekazał, że choć nie ma konkretnego powodu, to jednak nie zagra. Gdyby potrzebował odpoczynku, a mielibyśmy mecz o czapkę gruszek – OK. Tu mieliśmy walkę o lepsze ustawienie w barażu – dodał w rozmowie z „PS”.

Smuda zaznaczył również, że Cezary Kulesza postąpił słusznie, pozostawiając Sousę na stanowisku selekcjonera. Po porażce z Węgrami nie brakowało bowiem głosów, sugerujących, że Portugalczyka należy się pozbyć, mimo przedłużenia kontraktu do marca.

– Nie jestem zwolennikiem zbyt szybkiego wywalania. Każdy trener powinien mieć czas, by reprezentację czy klub „pomacać”, no przynajmniej z pół roku – stwierdził „Franz”.

 

Robert Lewandowski odpowiedział na krytykę za mecz z Węgrami! Opublikował oświadczenie

Reprezentacja Polski przegrała ostatni mecz z Węgrami (1-2). Jeszcze przed spotkaniem gromy posypały się na Paulo Sousę, za nie umieszczenie w kadrze meczowej Roberta Lewandowskiego. W ostatnim czasie wokół całej tej sytuacji narosła bardzo napięta atmosfera. Głos na ten temat postanowił zabrać sam 33-latek, który opublikował oświadczenie na łamach „Łączy nas Piłka”. 

Dzień po meczu z Andorą ukazała się wiadomość ze strony PZPN. Decyzją sztabu oraz zawodników postanowiono, że z Węgrami nie zagra Robert Lewandowski oraz Kamil Glik (stoper był zagrożony wykluczeniem na baraże). Poza wspomnianą dwójką rywalizację na PGE Narodowym musiał także opuścić Grzegorz Krychowiak, który musiał pauzować jedno spotkanie za żółtą kartkę przeciwko Andorze.

Gromy

Kibice i dziennikarze byli zaskoczeni oraz mocno zdezorientowani całą sytuacją. Od wyniku meczu z Węgrami zależało bowiem to, czy w barażach będziemy rozstawieni, omijając tym samym potencjalnie mocniejszych rywali. Mimo to Sousa zdecydował się w poniedziałek postawić na innych zawodników, co finalnie skończyło się tragicznie.

„Biało-Czerwoni” zagrali bardzo słabe spotkanie i przegrali z Węgrami 1-2. Selekcjoner po meczu wziął winę na siebie, lecz wciąż pojawiały się głosy, że niewłaściwie zachował się Robert Lewandowski. Krytyka pod adresem kapitana była na tyle duża, że ten zdecydował się na opublikowanie wyjaśnień.

Oświadczenie

Na łamach „Łączy nas Piłka” 33-latek opublikował oświadczenie, w którym tłumaczy, że decyzję podjęto w porozumieniu z Paulo Sousą. Warunkiem absencją Lewandowskiego w meczu z Węgrami było wygranie starcia w Andorze.

– O moich występach z trenerem Paulo Sousą rozmawialiśmy jeszcze przed zgrupowaniem. Sygnalizowałem, że grając tak dużo spotkań i znając swój organizm, mogę nie być w optymalnej dyspozycji w obu meczach. Trener słusznie nie chciał zlekceważyć meczu z Andorą. Wspólnie ustaliliśmy, że zagram w tym spotkaniu i w przypadku wygranej, w meczu z Węgrami szansę dostaną inni zawodnicy. Decyzja na końcu zawsze należy do trenera, ale potwierdzam, że była ona ze mną uzgodniona. Po wygranej z Andorą wiedziałem już, że nie zagram z Węgrami – czytamy.

– Spotkanie z Węgrami niestety nie ułożyło się po naszej myśli, ale nie możemy mieć żadnych zastrzeżeń do zaangażowania i ambicji całego zespołu. Żałuję, że nie mogłem pomóc drużynie na boisku, ale dzisiaj musimy skupić się na przyszłości, bo jeszcze niczego nie przegraliśmy. Stać nas na to, aby wygrać w barażach. Mamy pełne wsparcie i doskonałe warunki zapewniane podczas zgrupowań przez PZPN. Mamy motywację i ambicję. Rozumiem złość i rozgoryczenie kibiców i jako kapitan mogę ich tylko przeprosić oraz zapewnić, że zrobimy wszystko, aby awansować.

– Jestem realistą i wiem, że dla mnie osobiście to może być walka o ostatnie mistrzostwa świata z orłem na piersi. Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby pomóc naszej drużynie w awansie. Nigdy nie odmówiłem gry w reprezentacji i tak długo jak zdrowie na to pozwoli, nigdy tego nie zrobię. Gra na Stadionie Narodowym przed naszą publicznością zawsze będzie dla mnie wielkim świętem i powodem do dumy – zakończył kapitan reprezentacji Polski.

Źródło: Łączy nas Piłka

Zidane myśli o pracy w trzech drużynach. Jeden stawia jednak na pierwszym miejscu

Zinedine Zidane od zakończenia sezonu 2020/21 pozostaje bezrobotny. Francuz od opuszczenia Realu Madryt nie zdecydował się na objęcie żadnej innej drużyny. To się może jednak wkrótce zmienić. Według Fabrizio Romano szkoleniowiec jest chętny na podjęcie pracy w jednym z trzech klubów. 

Zidane świetnie odnalazł się w roli trenera. Podczas przygody z Realem Madryt trzy razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów, a także dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Hiszpanii. Ze stanowiska zrezygnował natomiast pod koniec ubiegłego sezonu.

Trzy kluby

Od tamtej pory „Zizou” nie prowadził żadnej drużyny. W ostatnich miesiącach sporo mówiło się o możliwym przejściu Francuza do Manchesteru United, biorąc pod uwagę coraz słabsze poparcie Ole Gunnara Solskjaera. Angielskie media przekonywały, że dla legendarnego zawodnika jest to kusząca propozycja, aczkolwiek finalnie sam zainteresowany miał odrzucić ten kierunek.

Teraz te doniesienia potwierdził Fabrizio Romano. Włoski dziennikarz w rozmowie z „Football Espana” stwierdził, że żadne rozmowy pomiędzy Zidanem a Manchesterem nie zostały podjęte.

Na ten moment szkoleniowiec jest bowiem chętny na przejęcie jednej z trzech innych ekip. Przede wszystkim Zidane stawia reprezentację Francji. W kadrze „Trójkolorowych” miałby zastąpić Didiera Dechampsa, ale dopiero po mundialu w Katarze.

Romano dodaje, że poza pracą w drużynie narodowej 49-latek bierze pod uwagę Paris Saint-Germain oraz Juventus. W tym ostatnim grał przez pięć lat jako piłkarz, aż do przejścia do Realu Madryt.

Jacek Góralski wrócił do treningów i… wślizgów! Bezlitośnie wykosił kolegę na treningu [WIDEO]

Jacek Góralski ostatnie miesiące spędził na leczeniu kontuzji. Polski pomocnik wrócił w końcu do treningów z drużyną Kairatu Ałmaty, czym pochwalił się na Instagramie. 29-latek wstawił wideo, w którym… bezlitośnie kosi swojego kolegę z boiska. 

Jan Tomaszewski uderza w Lewandowskiego i Sousę. „Jako kapitan pierwszy opuszcza statek”

Reprezentacja Polski przegrała z Węgrami (1-2) ostatni mecz eliminacji mistrzostw świata i skomplikowała swoją sytuację przed barażami. W wyniku porażki „Biało-Czerwoni” mają tylko matematyczne szanse na rozstawienie w batalii o wyjazd do Kataru. Jan Tomaszewski ostro skrytykował decyzje podjęte przez Paulo Sousę oraz postawę… Roberta Lewandowskiego. 

W poniedziałek raczej mało kto spodziewał się wygranej Węgrów na PGE Narodowym. Nawet po ogłoszeniu przez „Łączy nas Piłka”, że Polska zagra bez Roberta Lewandowskiego i Kamila Glika w narodzie nie brakowało entuzjazmu, chociaż… już wtedy pojawiały się głosy, że nieobecność liderów na takie spotkanie, gdzie walczymy o rozstawienie to nieporozumienie.

Krytyka Lewandowskiego

Podobnego zdania jest także Jan Tomaszewski. Były bramkarz reprezentacji Polski w rozmowie z „Super Expressem” zdecydował się otwarcie uderzyć w napastnika Bayernu Monachium.

– Po raz pierwszy występuję przeciwko Robertowi. To, co on zrobił, jest nie do pomyślenia. Ja do dziś nie wierzę, że on podjął taką decyzję, być może są tam inne zakulisowe sprawy. Jako kapitan był do tej pory fenomenalny i nagle on pierwszy opuszcza statek! – krytykował Tomaszewski.

– Jeśli Sousa twierdzi, że nie wystawiłby Lewandowskiego, bo oszczędza go, ponieważ w piątek jest mecz z Augsburgiem, to ja nie wiem, czy on jest selekcjonerem reprezentacji Polski, czy asystentem trenera w Bayernie. Co mnie to obchodzi? Poza tym Robert i wszyscy piłkarze mówią, że gra dla ojczyzny jest najważniejszą grą każdego człowieka – zaznaczył.

Kilka dni temu Robert Lewandowski poparł Sousę w kwestii szkolenia w Polsce. Portugalczyk stwierdził, że piłka nożna w naszym kraju potrzebuje gruntownych reform. 33-latek zgodził się z selekcjonerem, twierdząc, że nie widzi „światełka w tunelu”, co spotkało się z odpowiedzią Zbigniewa Bońka.

Boniek odpiera zarzuty Lewandowskiego. „Robert nic nie wie na temat szkolenia w Polsce”

W podobnym tonie wypowiedział się również Tomaszewski.

– W pewnym momencie Robert poparł pana Portugalczyka, który skrytykował system szkolenia młodzieży w Polsce. Na jakiej podstawie? Roberta nie ma 10 lat w Polsce. Ja twierdzę, że system szkolenia w Polsce jest obecnie jednym z najlepszych w Europie – ocenił.

Resztę rozmowy z Janem Tomaszewskim znajdziecie na „Super Express”.

Romeo Jozak uderza w byłego piłkarza Legii. „To człowiek, który czuł się ważniejszy od całego klubu”

Romeo Jozak w przeszłości był związany z Legią Warszawa. Szkoleniowiec prowadził mistrzów Polski w sezonie 2017/18, lecz zwolniono go jeszcze przed końcem rozgrywek. W rozmowie z „TVP Sport” wrócił do tamtego okresu. Wskazał między innymi zawodnika, który zdecydowanie wcześniej powinien opuścić Łazienkowską. 

Chorwat obecnie pełni drużynę dyrektora technicznego Arabii Saudyjskiej. Legię w sezonie 2017/18 poprowadził łącznie w 27 meczach. Wygrał 16 z nich, 3 zremisował, natomiast 8 przegrał. Odszedł przed końcem sezonu, zaś „Wojskowi” wygrali wówczas dublet, pod wodzą Deana Klafuricia.

Nie ma żalu

Po latach Chorwat wrócił do swojej przygody w Warszawie. W rozmowie z Piotrem Kamienieckim z „TVP Sport” przyznał, że była to dla niego świetna sprawa przejąć tak uznany klub. Jednocześnie szkoleniowiec podkreślił, że rozumie, dlaczego podjęto decyzję o jego zwolnieniu.

– Jestem szczęśliwym człowiekiem. Legia jest dla mnie niczym pierwszy pocałunek z pierwszą dziewczyną. To etap, którego nie da się zapomnieć i zawsze będę czerpał doświadczenia z tego okresu. Skończyło się zwolnieniem, choć zrozumiałem tę decyzję – przyznał.

Legia miała swojego Messiego

Jozak dodał, że w jego drużynie miał osoba, która powinna szybciej opuścić klub. 49-latek miał na myśli Michała Kucharczyka. W jego opinii skrzydłowy zachowywał się tak, jak Leo Messi w Barcelonie.

– Zdecydowanie wcześniej pożegnałbym Michała Kucharczyka. Powinien odejść po rundzie jesiennej. Wiele mogłoby się potoczyć wtedy inaczej. To człowiek, który czuł się ważniejszy od całego klubu. Niczym Leo Messi w Barcelonie – stwierdził.

– Wiem już, że zarządzanie ludźmi jest kluczowe w dużych klubach. Relacje ze wspomnianym piłkarzem były punktem zwrotnym w trakcie mojego pobytu w Warszawie. Czuł się silniejszy i istotniejszy ode mnie, ale też od Legii. Wszyscy wiedzieli, kto wynosi informacje. Nie mówiłem o tym wcześniej, ale była grupa, która decydowała się na takie zachowania. Nie powinno do tego dochodzić, tak jak nikt nie może być ponad klubem – podsumował Chorwat.

Złe wieści dla reprezentacji Polski. Walia może zepchnąć nas z rozstawienia w barażach

Reprezentacja Polski na własne życzenie skomplikowała sobie sytuację przed barażami o mistrzostwa świata. „Biało-Czerwoni” przegrali w poniedziałek z Węgrami i teraz, aby być rozstawieni podczas losowania, muszą oglądać się na inne drużyny. Jednym z warunków jest porażka Walii z Belgią, jednak okazuje się, że nie jest to takie oczywiste. 

Wtorkowe rozstrzygnięcia będą znaczące dla reprezentacji Polski. Od dzisiejszych wyników zależy to, czy w barażach o wyjazd na mundial w Katarze będziemy rozstawieni. Do takich kalkulacji nie doszłoby, gdyby nasi kadrowicze wygrali z Węgrami na PGE Narodowym. Niestety ulegli jednak rywalom 1-2.

Belgowie na naszą niekorzyść

Abyśmy byli rozstawieni muszą zostać spełnione określone warunki. Jednym z nich jest wygrana Walii w meczu z wyżej notowaną Belgią. Na papierze wydaje się, że wynik można z góry określić. Na naszą niekorzyść w barwach „Czerwonych Diabłów” nie zagra wielu kluczowych zawodników.

Roberto Martinez, selekcjoner Belgów zamierza bowiem zagrać w Cardiff rezerwowym składem. Tamtejsza federacja ogłosiła kadrę, która wyjechała na mecz z Walią. Na liście brakuje między innymi: Edena Hazarda, Thibauta Courtois, Thomasa Vermaelena i Tobiego Alderweirelda. Poza tym od pierwszych minut nie zagrają Youri Tielemans oraz Kevin de Bruyne. Także Romelu Lukaku opuści spotkanie ze względu na kontuzję.

Hiszpańskie media podają natomiast, że w barwach drużyny z Wysp nie zagra Gareth Bale. Lider Walijczyków nabawił się bowiem kontuzji mięśniowej.

Jest to fatalna wiadomość dla reprezentacji Polski. Walii wystarczy zaledwie jeden punkt, aby zająć nasze miejsce w gronie drużyn rozstawionych w barażach o wyjazd na mistrzostwa świata.

Tragiczny koniec roku reprezentacji Polski. Paulo Sousa podjął dziwne decyzje [PRZEMYŚLENIA]

Ostatni mecz kadry w 2021 roku za nami, eliminacje mistrzostw świata, a przynajmniej faza grupowa, także. Polacy, niestety, przegrali spotkanie z Węgrami (1-2) na PGE Narodowym po bardzo, bardzo kiepskim występie. Mało tego, przegrali spotkanie, które może finalnie przesądzić o tym, na kogo trafimy w barażach. Co zawiniło? Kogo właściwie można obarczyć winą i czy zawiedli poszczególnie gracze, cała drużyna czy może Paulo Sousa? 

Na początek warto zauważyć, że decyzje podjęte przed rywalizacją z Węgrami, należały do tych z kategorii „bardzo dziwnych”. Na trybunach Stadionu Narodowego spotkałem się ze znajomym dziennikarzem. Zapytał mnie wówczas, dlaczego właściwie Lewandowski nie znalazł się nawet kadrze meczowej, podczasy gdy ze zdecydowanie niżej notowaną Andorą zagrał 90. minut. I na to pytanie nie umiem znaleźć odpowiedzi.

Czy Andora na własnym terenie rzeczywiście byłaby tak trudnym rywalem, że musieliśmy posyłać do boju nasz wyjściowy skład? A nawet jeśli, to czemu przy prowadzeniu 3-1 Lewandowski nie opuścił murawy? Kapitan „Biało-Czerwonych” zagrał całe spotkanie, a ostatnie 30 minut graliśmy trójką w ataku, z Milikiem i Piątkiem, ustawionymi przed „Lewym”.

Gdyby Sousa zdjął w 60. minucie Lewandowskiego i wprowadził za niego Piątka (robiąc zmianę 1:1), to być może z Węgrami mógłby zagrać, chociaż te pół godziny w drugiej połowie. Kto wie, czy takie rozwiązanie nie zmieniłoby ostatecznego rozstrzygnięcia.

Tymoteusz Puchacz, aka „człowiek wrzutka”

Odchodząc jednak od dywagacji na temat Lewandowskiego, warto pochylić się nad grą Tymoteusza Puchacza. Nie zliczę, ile razy łapałem się za głowę, widząc kolejny rajd i nieudolną wrzutkę piłkarza Unionu Berlin. Wrzutkę, albo niecelne podanie, bo właściwie taki repertuar zapodał kibicom na Narodowym w poniedziałek.

Ale to jeszcze jakoś można mu wybaczyć. Jest młody, dynamiczny, ma zdrowie do biegania. OK. Czarę goryczy przelało jednak jego zachowanie przy drugiej bramce dla Węgrów.

Pomijając fakt, jaką dziurę zostawiła nasza pomoc (do tego jeszcze wrócę) w środku pola i przed polem karnym, to Puchacz zachował się po prostu fatalnie. Na pewno kojarzycie sytuację z meczu na Euro ze Szwecją, kiedy to Przemysław Płacheta wracał truchtem za atakującymi Szwedami. Powiedzieć, że miałem flashbacki z tej sytuacji wczoraj, to jak nic nie powiedzieć. Mało tego, Puchacz na koniec miał jeszcze pretensje do kolegów za straconego gola.

Zresztą przy pierwszej bramce też należy się go czepiać. W końcu to Puchacz trącił piłkę tak, że spadł idealnie na głowę Andrasa Schafera.

Ale żeby być sprawiedliwym, trzeba nadmienić, że chyba żaden z naszych obrońców nie zaliczył udanego występu. Zarówno Dawidowicz, jak i Kędziora mieli momenty mocno elektryczne. Matty Cash również się do tego grona wpisał, choć on rzeczywiście próbował, mimo że często na jego plecach znajdowało się dwóch-trzech rywali.

Nauczymy się grać piłką

Odbiegając od defensywy, jestem wprost przerażony naszą bezradnością w środku pola. W poniedziałek nie było żadnego lidera, który wziąłby na siebie ciężar rozgrywania piłki, konstruowania akcji. Na początku próbował Jakub Moder, ale ostatecznie przygasł. Przez pierwsze kilka minut próbował Mateusz Klich, ale przygasł. Wejście Piotra Zielińskiego na drugą połowę nieco ożywiło grę, aczkolwiek i on w pojedynkę nie był w stanie przebić węgierskiego muru.

Znowu brakowało nam takiej zadziorności, zbierania drugich piłek, walki o pozycję. A przecież nasi kadrowicze pokazali, że to potrafią, chociażby w meczu z Anglią czy Hiszpanią. Z Węgrami tego jednak zabrakło.

Jeden pozytyw

Być może robię to na siłę, aczkolwiek nie wyobrażam sobie nie wspomnieć o Karolu Świderskim. Napastnik PAOK-u chyba jako jedyny na PGE Narodowym zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Zebrał sporo fauli na sobie, kilka razy odważnie doskakiwał do rywali, stwarzając potencjalne zagrożenie. Fajnie wyglądało też jego cofanie się do drugiej linii, aby wesprzeć pomocnik w rozgrywaniu.

Będąc szczerym „Świder” podobał mi się od pierwszych minut. Na bramkę, która dała nam chwilowy remis, po prostu sobie zasłużył, jak nikt inny. Dla mnie był to zdecydowanie najjaśniejszy punkt reprezentacji Polski.

W meczu kobiet zagrał mężczyzna? Jordania wzywa Iran do wyjaśnień

Kobieca reprezentacja Iranu awansowała jakiś czas temu do Pucharu Azji Kobiet. Dokonali tego, pokonując kobiecą drużynę Jordanii. Przegrana strona uważa jednak, że rywale złamali przepisy i w składzie wystawili… mężczyznę.

Wspomniany kobiecy Puchar Azji zostanie rozegrany w przyszłym roku. 25 września Iranki zapewniły sobie udział w tych rozgrywkach, po tym, jak pokonały rywalki z Jordanii. Mecz zakończył się rzutami karnymi po bezbramkowym remisie (4:2).

Niecodzienne zarzuty

Choć spotkanie miało miejsce już jakiś czas temu, to Jordania nie chce pogodzić się z porażką. Tamtejsza federacja wysunęła w stronę rywalek z Iranu oskarżenie, jakoby jednak z zawodniczek miała być mężczyzną. Skargę złożono już w azjatyckiej federacji (AFC).

List skierowany do AFC opublikował prezydent Jordanii, Ali Al-Hussein. Żąda w nim ponownego przeprowadzenia testów medycznych, które udowodnią płeć bramkarki Iranu.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.