NEWSY I WIDEO

Dziennikarz ujawnił rzekomy zapis kontraktu piłkarza Ekstraklasy. Szybka riposta

Sebastian Staszewski ujawnił rzekomy zapis kontraktu zawodnika Motoru Lublin. Sam zainteresowany szybko zripostował dziennikarza.

W czwartek Sebastian Staszewski na swoim Twitterze opublikował informacje transferowe związane z Motorem Lublin. Dziennikarz przekazał, Mbaye Ndiaye zostanie w Motorze na dłużej z uwagi na zawartą w kontrakcie klauzulę przedłużenia umowy o 2 lata.

Doniesienia dziennikarza

Dodatkowo Staszewski poinformował, że na mocy podobnych klauzul mają zostać przedłużone również umowy Sergiego Sampera oraz Jakuba Łabojko. W ich przypadku kontraktu miałyby zostać przedłużone o rok.




Odpowiedź piłkarza

Niedługo później do doniesień ustosunkował się osobiście Jakub Jabojko. Z jego wypowiedzi jasno wynika, że takiego zapisu nie ma w jego kontrakcie. Staszewski potwierdził, że ktoś musiał go wprowadzić w błąd.




Kto ubierze reprezentację Polski po MŚ? PZPN dostał bardzo ciekawe oferty

Reprezentacja Polski wkrótce ma zmienić sponsora technicznego. Na razie nie wiadomo, kto dostarczy nowe stroje dla „Biało-Czerwonych”. Według medialnych informacji, PZPN ma mieć natomiast oferty od trzech firm – w tym jednej polskiej.




Już od osiemnastu lat za stroje dla reprezentacji Polski odpowiada Nike. To właśnie w trykotach od Amerykanów zagramy mecze barażowe o mistrzostwa świata. W przypadku wywalczenia awansu, na sam turniej także pojedziemy w strojach od Nike.

Idzie nowe

Po MŚ historia tej współpracy może się jednak zakończyć. Kontrakt między firmą a PZPN wygasa jeszcze w tym roku. Federacja ma mieć obecnie trzy opcje, które są obecnie sondowane w gabinetach pod kątem przyszłości.




Pierwszym scenariuszem jest przedłużenie umowy z Nike i kontynuowanie współpracy. Propozycja od Amerykanów ma być już zresztą na stole. Propozycja miała się także pojawić ze strony innego giganta – Adidasa, który niedawno stracił współpracę z rodzimą reprezentacją Niemiec.

Jak przekazuje „TVP Sport”, do gry miała nieoczekiwanie wejść polska firma. Mowa konkretnie o marce Keeza, należącej do Tomasza Szulca. Obecnie działa ona aktywnie w piłkarskim świecie i jest sponsorem technicznym wielu wojewódzkich związków. Od stycznia współpracuje także z Polskim Związkiem Hokeja na Lodzie i reprezentacją.

Keeza to mała firma w porównaniu do Nike czy Adidasa, która dopiero buduje swoją pozycję. Jeśli miałaby zostać sponsorem reprezentacji oczywiste jest, że musiałaby zaproponować dużo wyższą stawkę, bo przecież byłaby to dla nich forma promocjicytuje jednego z pracowników PZPN, portal sport.tvp.pl.




Inne medialne doniesienia sugerują, że do gry chciałaby wkroczyć jeszcze jedna polska firma. Mowa konkretnie o 4F. Potencjalnie do stołu mieliby także zasiąść działacze Pumy i Macron.

Źródło: TVP Sport

Ostra dyskusja Mateusza Borka! „Chłopie, Ty mi nie będziesz mówił…”

Mateusz Borek wdał się w relatywnie ostrą dyskusję na Twitterze. W pewnym momencie ekspert Kanału Sportowego został zaatakowany, na co postanowił odpowiedzieć.

W ostatnich dniach polskie media zaczęły mówić o potencjalnym transferze Kajetana Szmyta. 23-latek miałby zamienić Zagłębie Lubin na Jagiellonię Białystok. W czwartek szczegółowe informacje przekazał Tomasz Włodarczyk, według którego Jaga ma pobić klubowy rekord transferowy.

Doniesienia Tomasza Włodarczyka postanowił skomentować Mateusz Borek. Dziennikarz wyraził swoje zdanie na temat Kajetana Szmyta oraz jego ewentualnego transferu do Jagiellonii. Zdaniem Borka, jest to logiczny ruch ze strony Jagi.

Na komentarz Mateusz Borka odpowiedział znany na Twitterze „FootballScout”. Komentarz nie należy do najprzyjemniejszych. „FootballScout” nie zgodził się z opinią Borka i stwierdził, by ten zostawił innym ocenę zawodników.

Mateusz Borek nie pozostawił tego bez odpowiedzi. Stwierdził, że nie wie kim jest odpowiadająca mu osoba. Dodał również, że prowadzi on rozmowę z Tomaszem Włodarczykiem, a nie z nim.

Pelle znowu w Ekstraklasie? Może dojść do bardzo niespodziewanego powrotu

Kilka lat temu w Cracovii grał Pelle van Amersfoort. Obecnie Holender gra w Katarze, jednak możliwe, że ponownie zobaczymy go w Ekstraklasie.




Amersfoort był solidnym napastnikiem, gdy grał w Cracovii. W sumie na przestrzeni 110 meczów strzelił dla „Pasów” 27 goli i dołożył 11 asyst.

Powrót do Polski?

Obecnie Holender gra w Katarze. Od 2024 roku jest zawodnikiem tamtejszego Al-Shahania. W obecnie trwającym sezonie strzelił trzy gole w 14 występach.




Niewykluczone, że wkrótce ponownie zobaczymy Holendra w Ekstraklasie, tym bardziej że jego kontrakt wygasa w czerwcu. Piotr Koźmiński podał, że sytuację Amersfoorta monitorują nasi ligowcy. Większość z nich byłaby nawet w stanie zapłacić kwotę odstępnego, żeby przyspieszyć transfer.

– Trzeba by zapłacić kwotę odstępnego, choć nie są to jakieś wielkie pieniądze. W zasadzie takie, na które mogłoby sobie pozwolić większość naszych ligowców – przekazał dziennikarz.

Nie wiadomo, które kluby dokładnie byłyby zainteresowane 29-latkiem. W tym gronie mogłaby się jednak z pewnością znaleźć Legia Warszawa, która ma gigantyczne problemy ze strzelaniem bramek.

Fot. Screen / YouTube – Ekstraklasa TV | źr. Piotr Koźmiński

Lata temu odchodził z Porto za wielką kasę. Dziś ma rady dla Pietuszewskiego. „Im szybciej zrozumie, tym lepiej”

Nazwisko Oskara Pietuszewskiego budzi obecnie wielkie emocje w świecie piłki nożnej. Transfer do FC Porto tylko podkręcił zainteresowanie młodzieżowym reprezentantem Polski. Radę dla 17-latka ma jednej z byłych piłkarzy „Smoków”.




Pietuszewski zimą odszedł z Jagiellonii i trafił do FC Porto. Portugalczycy zapłacili za niego około 8-9 mln euro. W sumie kwota może wzrosnąć i zbliżyć się do 10 mln.

„Im szybciej zrozumie, tym lepiej”

Skrzydłowy ma już za sobą debiut w barwach „Smoków”. Zagrał kilka minut przeciwko Vitorii Guimaraes i wywalczył rzut karny, a za faul na nim z boiska wyleciał jeden z rywali. Zebrał przy tym masę pochlebnych opinii.




Bacznie poczynania Pietuszewskiego śledzi Eliaquim Mangala. Lata temu Francuz odchodził z Porto do Manchesteru City za 45 mln euro. O swoich odczuciach co do umiejętności Polaka, wypowiedział się dla „Weszło”.

– Widziałem jego debiut z Vitorią. Bardzo obiecujący piłkarz, który pokazuje na boisku dużo ochoty do gry. Wiem, że choć jego kariera w Portugalii się dopiero zaczyna, to kibice już reagują na niego z dużym entuzjazmem – ocenił Mangala.

– Biorąc pod uwagę jego wiek, on ma wszystko, żeby się rozwinąć i żeby rosnąć. To już jest ekscytujące. Nie lubię porównywać piłkarzy. Każdy ma swój zestaw cech i Pietuszewski ma jeszcze wiele do poprawy. Szczerze mu życzę, żeby czerpał się przyjemność ze swojego doświadczenia i rozwijał się w Porto. Często oglądam ich mecze – dodał.

– Nie pracowałem nigdy z Francesco Fariolim, więc tutaj się nie wypowiem, ale poza boiskiem, to zdecydowanie moja droga, czyli zrozumienie specyfiki FC Porto i wymagań tego środowiska. Im szybciej Pietuszewski zrozumie, o co w tym klubie chodzi, tym lepiej. To mu ogromnie pomoże w przyszłości – podsumował.

Źródło: Weszło

Peszko zdradził szczegóły ws. Jamesa Rodrigueza. Pensja przeważyła

James Rodriguez zimą był oferowany polskim klubom, ale rozmowy zakończyły się szybciej, niż się zaczęły. Sławomir Peszko ujawnił kulisy i kwotę, która skutecznie ostudziła entuzjazm w Krakowie.

Wielkie nazwisko, ale jeszcze większe oczekiwania

James Rodriguez to jedna z największych gwiazd mundialu w Brazylii w 2014 roku. Kolumbijczyk pozostaje obecnie wolnym zawodnikiem, dlatego jego agenci aktywnie szukali dla niego nowego klubu. Jak się okazuje, jednym z kierunków była Polska, a konkretnie Kraków.

Najpierw informacje w tej sprawie przekazał Dawid Dobrasz na kanale Meczyki. Dziennikarz z Poznania ujawnił, że ofertę zatrudnienia Rodrigueza otrzymała Cracovia.

Niedługo później wyszło na jaw, że agenci piłkarza skontaktowali się także z Wieczystą Kraków. Oba kluby miały poznać warunki finansowe, które szybko ostudziły ewentualne rozmowy.

Szczegóły ujawnił Sławomir Peszko w Kanale Sportowym. Były reprezentant Polski potwierdził, że temat był realny, ale kluczowa okazała się pensja, jakiej domagał się Kolumbijczyk.

– To były pieniądze w granicach tego, co podaje się, że zarabia Andi Zeqiri – powiedział Peszko.

Oznacza to około 1,2 miliona euro brutto rocznie, czyli kwotę całkowicie poza zasięgiem realiów większości klubów Ekstraklasy, a tym bardziej projektów budowanych w niższych ligach.

Nawet jeśli nazwisko Rodrigueza wciąż elektryzuje kibiców, to jego aktualna forma i wiek nie uzasadniają takiego wydatku w oczach działaczy. Peszko jasno zaznaczył, że polskie kluby coraz częściej odchodzą od strategii opierającej się wyłącznie na głośnych nazwiskach z przeszłości.

– Takim tropem to i ja mógłbym jeszcze podpisać kontrakt jako piłkarz, bo przecież ja też grałem na mistrzostwach świata – stwierdził były piłkarz.

Rodriguez po odejściu z Realu Madryt nie zdołał już wrócić na światowy top. Ostatnio występował w Meksyku, jednak jego kariera od lat nie rozwija się zgodnie z oczekiwaniami, jakie pojawiły się po transferze do Hiszpanii.

Źródło: Kanał Sportowy, meczyki.pl

Legia mogła mieć napastnika wartego 23 miliony euro. Wybrali Szkurina

Legia Warszawa od miesięcy rozgląda się za klasowym napastnikiem, ale okazuje się, że jeden z nich był na wyciągnięcie ręki już rok temu. Klub z Łazienkowskiej odrzucił ofertę piłkarza, który dziś kosztuje fortunę i gra w Premier League.

Przegapiona szansa

Problemy Legii Warszawa z obsadą pozycji numer dziewięć nie są tajemnicą, ponieważ kadra Marka Papszuna wciąż wygląda skromnie pod względem napastników. Obecnie szkoleniowiec ma do dyspozycji jedynie Miletę Rajovicia i Antonio Colaka. Do zdrowia wraca również Jean-Pierre Nsame. W przestrzeni medialnej jednak regularnie pojawia się nazwisko Karola Świderskiego. Okazuje się, że problem ten mógł się rozwiązać wcześniej.

Według Piotra Koźmińskiego z Goal.pl rok temu „Wojskowym” oferowano usługi napastnika, który tej zimy został bohaterem transferu wartego aż 23 miliony euro. Chodzi o Pablo Felipe.

Brazylijczyk niedawno podpisał kontrakt z West Ham United, jednak wcześniej występował w portugalskim Gil Vicente. Jego początki w Portugalii były trudne, ponieważ jesienią 2024 roku nie zdobył ani jednej bramki. To właśnie w tamtym okresie jego nazwisko trafiło na biurko władz Legii.

 

Koźmiński podkreśla, że kandydatura Pablo Felipe miała nawet poparcie ówczesnego trenera „Wojskowych”, Goncalo Feio. Klub jednak nie zdecydował się na ten ruch, uznając, że Brazylijczyk nie jest właściwą opcją na wzmocnienie ataku. W efekcie postawiono na inny kierunek i zakontraktowano Ilję Szkurina.

Decyzja ta z perspektywy czasu wygląda bardzo niekorzystnie. Pablo Felipe w kolejnych miesiącach odblokował się strzelecko w Portugalii, a jego forma przyciągnęła uwagę klubów z najmocniejszych lig. Efektem był transfer do Premier League za wspomnianą wcześniej kwotę.

Źródło: Goal.pl

Dariusz Mioduski przerwał milczenie! „Klubem zarządzają odpowiedni ludzie”

Po wielu miesiącach Dariusz Mioduski w końcu zabrał głos. Właściciel Legii udzielił wywiadu, który odbił się szerokim echem w polskich mediach.




Obecny sezon zdecydowanie nie układa się po myśli Legii Warszawa. Pomimo sprowadzenia latem kilku głośnych nazwisk, nie nastąpiła poprawa wyników sportowych. Co więcej, zespół ze stolicy zaliczył niebywały regres. Legia, jako jedyna z czterech polskich klubów, zakończyła grę w Lidze Konferencji już na fazie ligowej. Ponadto odpadła z Pucharu Polski już w 1/16 finału. Z kolei w Ekstraklasie zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli po 19 kolejkach.

W obecnej sytuacji Legii nikt nie jest bez winy. Zawinili piłkarze, trenerzy, ale również osoby zarządzające. Kibice Legii szczególnie obwiniają jednak właściciela, Dariusza Mioduskiego. Przez wiele miesięcy prezes Legii nie zabierał głosu. W końcu jednak przerwał milczenie, udzielając wywiadu dla beIN Sports.

Cel – awans do europejskich pucharów

We wspomnianym wywiadzie Mioduski komentuje obecną sytuację pierwszego zespołu Legii. Dla Mioduskiego celem jest, by Legia zakończyła sezon w czołówce ligi i zakwalifikowała się do europejskich pucharów.

– Celem Legii zawsze jest zwycięstwo. Teraz musimy skupić się na systematycznej odbudowie naszej pozycji w tabeli. Każdy mecz się liczy. Tabela jest na tyle spłaszczona, że każda kolejka może przynieść istotne przetasowania – skomentował Dariusz Mioduski.

– Jako właściciel oczekuję od pionu sportowego realizacji założonych celów. Dla mnie celem na koniec sezonu jest znalezienie się wśród czołowych drużyn tabeli i zrobienie wszystkiego, aby zakwalifikować się do europejskich pucharów, jednak w tym momencie absolutnym priorytetem jest koncentracja na każdym kolejnym meczu, by odwrócić obecną sytuację sportową – stwierdził właściciel Legii.

Powrót na odpowiednie tory?

Sytuacja Legii w Ekstraklasie jest mocno nieciekawa. Jednak wrócenie na zwycięską ścieżkę z pewnością pozwoliłoby powalczyć o europejskie puchary. Czy tak się jednak stanie? Zdaniem Mioduskiego, jest to możliwe, gdyż – jego zdaniem – w klubie pracują odpowiedni ludzie.

– Dziś jestem przekonany, że mamy absolutnie wszystko, co niezbędne, aby odwrócić sytuację sportową i wrócić na zwycięską ścieżkę. Jestem optymistą nie z powodu ślepej wiary, lecz dlatego, że uważam, iż stworzyliśmy właściwe struktury – ocenił Mioduski.

– Klubem zarządzają odpowiedni ludzie — zarówno w pionie sportowym, jak i organizacyjnym — którzy doskonale rozumieją swoje cele oraz stojące przed nimi zadania. Co najważniejsze, zapewniliśmy im optymalne warunki i zasoby do skutecznej realizacji tych celów, dlatego teraz kluczowa jest egzekucja – uzupełnił.





źródło: beIN Sports
tłumaczenie: Legia.net

Złe wiadomości ws. Pietuszewskiego. Pojawił się problem

FC Porto zameldowało się bezpośrednio w 1/8 finału Ligi Europy, ale nie dla wszystkich to dobra wiadomość. Portugalskie media sugerują, że Oskar Pietuszewski może nie znaleźć się w kadrze na wiosenne mecze, mimo bardzo obiecującego początku w nowym klubie.

Limit bez litości dla Polaka

Awans FC Porto do 1/8 finału Ligi Europy rozbudził nadzieje polskich kibiców, którzy liczyli, że wiosną w europejskich pucharach zobaczą komplet rodaków w barwach „Smoków”. Rzeczywistość może jednak okazać się mniej optymistyczna, ponieważ jeden z nich najprawdopodobniej zostanie poza listą zgłoszeniową.

Oskar Pietuszewski zaliczył znakomity debiut 18 stycznia 2026 roku w meczu ligowym z Vitorią Guimaraes. Wszedł na boisko na ostatnie kilkanaście minut i natychmiast zrobił różnicę, ponieważ wywalczył rzut karny, który przesądził o zwycięstwie. W końcówce sprowokował też rywala do faulu, po którym przeciwnik zobaczył drugą żółtą kartkę.

W kolejnych spotkaniach Pietuszewski również pojawiał się na murawie, jednak wyłącznie w końcówkach. Na debiut w pierwszym składzie jeszcze nie dostał szansy, a na występ w Lidze Europy może w ogóle nie doczekać. Powód jest czysto regulaminowy, ale dla młodego skrzydłowego brutalny.

Do 5 lutego FC Porto musi zgłosić zawodników uprawnionych do gry w europejskich pucharach. Klub może dopisać maksymalnie trzech nowych piłkarzy, tymczasem zimą do zespołu dołączyło aż czterech. To oznacza, że jeden z nich zostanie pominięty.

Padnie na Polaka?

Portugalczycy spekulują, że wybór padnie właśnie na Polaka. Portal ojogo.pt stwierdził wprost, że to 17-letni skrzydłowy ma zostać poza kadrą na Ligę Europy. Podobne stanowisko zaprezentował serwis Mercado Azul w serwisie X, który również wskazał Pietuszewskiego jako najbardziej prawdopodobnego „przegranego” tej selekcji.

Decyzji jeszcze nie podjęto, jednak ma ona zapaść najpóźniej do końca najbliższego czwartku. Wciąż więc pozostaje cień nadziei, że Farioli zdecyduje się jednak na odważniejszy wariant. Niezagrożona wydaje się natomiast pozycja Thiago Silvy, który regularnie pojawia się na boisku i tworzy blok defensywny z Janem Bednarkiem oraz Jakubem Kiwiorem.

Nawet jeśli Pietuszewski nie zagra w Lidze Europy, jego sezon wcale nie musi być stracony. FC Porto wciąż rywalizuje na dwóch innych frontach. W lidze portugalskiej drużyna Polaków walczy o mistrzostwo, a w Pucharze Portugalii awansowała już do półfinału. Dla 17-latka to nadal przestrzeń do regularnej gry i budowania pozycji.

Źródło: ojogo.pt, Mercado Azul, sport.pl

Mudryk zbanowany w grze CS. Obrażał rywali z Polski

Mychajło Mudryk nie utrzymał emocji na wodzy podczas jednego z ostatnich meczów w Counter-Strike’a. Za swoje zachowanie Ukrainiec został już ukarany.




We wtorek światło dzienne ujrzało skandaliczne zachowanie Mychajło Mudryk podczas grania w Counter-Strike’a. Ukrainiec był na tyle poddenerwowany, że zwyzywał na czacie swoich rywali z Polski. Zrzuty ekranu szybko obiegły media społecznościowe.

Skandaliczne słowa Mudryka

Na opublikowanych zdjęciach widać, jak jeden z rywali Mudryka napisał w jego kierunku „Idź grać w piłkę”. Ukrainiec postanowił odpowiedzieć pisząc „Szczęśliwy Wołyń” oraz „Wołyń na następnej mapie”. Na kolejnym wycinku widać jeszcze jedną wiadomość „Następna mapa 39”. Wiadomości krótkie, jednak niezwykle skandaliczne, odnoszące się do tragicznych wydarzeń z przeszłości.

Szybka reakcja moderatorów

Zachowanie Mudryka nie pozostało bez konsekwencji. Jeden z moderatorów FACEIT
(platformy, na której rozgrywany był mecz – przyp. red.) przekazał, że ta sprawa została przekazana zespołowi ds. zaufania i bezpieczeństwa. Ponadto „złota weryfikacja” została usunięta z profilu ukraińskiego gracza.




Miesięczny ban

Kilka godzin później jeden z profili poświęconych informacjom ze świata CS’a przekazał, że na koncie Mudryka odnotowano bana. Ukrainiec został zawieszony na miesiąc za toksyczność.

Mario Balotelli i James Rodriguez w I Lidze? Klub odrzucił taką możliwość

Mario Balotelli i James Rodriguez byli zaoferowani Wieczystej Kraków. Ostatecznie klub z I Ligi odrzucił możliwość zakontraktowania obu tych zawodników.




Balotelli i James zaoferowani Wieczystej

Wieczysta Kraków miała możliwość zakontraktowania Mario Balotelliego i Jamesa Rodrigueza. Klub nie skorzystał jednak z takiej możliwości, o czym poinformował Sławomir Peszko na antenie Kanału Sportowego. Wiceprezes ds. sportowych Wieczystej ujawnił, że klub odchodzi od płacenia dużych pieniędzy tylko dlatego, że piłkarz ma duże nazwisko.

– Wcześniej był Mario Balotelli, teraz James Rodriguez. Natomiast odchodzimy od formuły płacenia 3 miliony rocznie za to, żeby przyjść i poleżeć na leżance albo dlatego, że ktoś kiedyś miał fajne nazwisko – przekazał Sławomir Peszko.

– No bo takim cyklem, to ja też mógłbym jeszcze podpisać, bo przecież byłem na World Cup w Rosji – podsumował.

James w Cracovii?

Ostatnio w mediach ukazała się ciekawa informacja dotyczące ewentualnego transferu Jamesa Rodrigueza do Ekstraklasy. Kolumbijczyk miał być zaoferowany Cracovii! Ta propozycja została jednak odrzucona. Pisaliśmy o tym TUTAJ.




PZPN zerwał współpracę z „To My Polacy”! Powodem zachowanie z meczu z Holandią

Polski Związek Piłki Nożnej poinformował o zakończeniu współpracy ze Stowarzyszeniem „To My Polacy”. Federacja wydała specjalny komunikat, w którym wyjaśnia decyzję.




W ubiegłym roku PZPN postanowił zareagować na opinie o słabej atmosferze podczas meczów reprezentacji Polski. Nawiązano w tym celu współpracę ze Stowarzyszeniem „To My Polacy”. Od tej pory przedstawiciele grupy byli obecni na każdym meczu „Biało-Czerwonych”, odpowiadając za zorganizowany doping.

Koniec

Stowarzyszenie możemy pamiętać najbardziej ze zremisowanego (1-1) meczu z Holandią na PGE Narodowym. Podczas drugiej połowy, spotkanie zostało przerwane, ze względu na rzucone na murawę race.




Ten incydent miał zdecydować o zakończeniu współpracy. PZPN opublikował oficjalny komunikat, w którym stawia sprawę jasno.

– Polski Związek Piłki Nożnej informuje, że współpraca ze Stowarzyszeniem „To My Polacy” została definitywnie zakończona. Przedstawiciele organizacji zostali o tym poinformowani podczas dzisiejszego spotkania z Wiceprezesem PZPN Adamem Kaźmierczakiem w siedzibie federacji. Decyzja ta jest konsekwencją skandalicznych i niebezpiecznych wydarzeń, które miały miejsce podczas meczu kwalifikacji do MŚ 2026 Polska – Holandia, rozegranego 14 listopada 2025 roku na PGE Narodowym. Spotkanie zostało przerwane na kilka minut z powodu rażącego złamania regulaminu i skrajnie niebezpiecznego zachowania części osób, w tym użycia materiałów pirotechnicznych i wrzucenia ich na murawę – w kierunku dzieci podających piłki, fotoreporterów oraz samych piłkarzy. Takie działania bezpośrednio zagrażały zdrowiu i życiu uczestników wydarzenia. W wyniku tych incydentów federacja stanęła w obliczu realnego zagrożenia zamknięcia stadionu przed kolejnymi meczami barażowymi, a finalnie została ukarana przez UEFA dotkliwą karą finansową – napisał związek.

– Takie zachowania są absolutnie niedopuszczalne. Każdy mecz reprezentacji narodowej powinien być prawdziwym świętem piłki nożnej – miejscem bezpiecznym i przyjaznym dla wszystkich uczestników. Incydenty tego typu niosą ze sobą ogromne ryzyko: zagrożenie bezpieczeństwa, straty wizerunkowe i ryzyko utraty możliwości kibicowania polskiej drużynie. Nie możemy na to pozwolić. Reprezentacja Polski zasługuje na doping, który jednoczy, a nie dzieli – podsumował Adam Kaźmierczak, wiceprezes PZPN ds. organizacyjno-finansowych.

Reprezentacja Polski wróci do gry pod koniec marca. 26.03 zmierzy się na PGE Narodowym z Albanią w półfinale baraży mistrzostw świata. Jeśli „Biało-Czerwoni” wygrają, kilka dni później zmierzą się w finale z Ukrainą lub Szwecją.

Hitowe doniesienia! James Rodriguez zaoferowany klubowi z Ekstraklasy

Bez wątpienia, to byłby jeden z największych hitów transferowych w historii Ekstraklasy. James Rodriguez został zaproponowany jednemu z polskich klubów.




Sylwetki Jamesa Rodrigueza nie trzeba chyba nikomu przedstawiać Kolumbijczyk przez wiele lat grał na topowym poziomie w Europie. Jednak od kilku lat jego kariera mocno pikuje. W ostatnim czasie znalazł się na swego rodzaju zakręcie. Wraz z końcem 2025 roku 34-latek opuścił meksykański Club Leon. Od początku tego roku wciąż pozostaje bez klubu.

W ostatnich latach James Rodriguez występował w egzotycznych klubach. Mimo to wciąż jest on podstawowym piłkarzem reprezentacji Kolumbii, gdzie pełni nawet funkcję kapitana. Za niespełna pół roku odbędzie się mundial, na którym James z pewnością będzie chciał wystąpić. W związku z tym bardzo istotnym jest, by znalazł on sobie jak najszybciej klub.

Przedstawiciele Jamesa Rodrigueza nie próżnują i starają się znaleźć mu nowy klub. Jak się okazuje, 34-latek był nawet oferowany polskim klubom! Dawid Dobrasz ujawnił, że chodziło m.in. o Cracovię.

– Wiem, że ten zawodnik był oferowany polskim klubom. Chyba do Cracovii, między innymi, zostało wysłane zapytanie – ujawnił Dawid Dobrasz.


źródło: Meczyki




Mateusz Borek bez ogródek o piłkarzu Legii. „Kompromitacja”

Mateusz Borek na antenie Kanału Sportowego bez ogródek skomentował postawę Milety Rajovicia. – To co piłkarsko pokazuje Rajović to kompromitacja, biorąc pod uwagę, ile kosztował – skomentował Borek.




W miniony weekend została rozegrana pierwsza kolejka PKO BP Ekstraklasy w 2026 roku. Falstart zaliczyła Legia Warszawa, która podtrzymała swoją serię meczów bez zwycięstwa. Wojskowi polegli w starciu z Koroną Kielce 1:2.

W meczu z Koroną Kielce kolejny słaby występ zanotował Mileta Rajović. Duńczyk nie był w stanie stworzyć odpowiedniego zagrożenia pod bramką rywali. Co więcej, w pierwszej połowie spotkania nie wykorzystał rzutu karnego. Na jego koncie wciąż są zaledwie trzy trafienia w tym sezonie Ekstraklasy.

Za swój ostatni występ Mileta Rajović zebrał wiele negatywnych komentarzy. Do grona krytyków Duńczyka dołączył Mateusz Borek, który na antenie Kanału Sportowego ocenił występ 26-latka.

Rozróżnijmy traktowanie piłkarza i człowieka. To co piłkarsko pokazuje Rajović, to kompromitacja, biorąc pod uwagę, ile kosztował. Nie trafiają do mnie publicystyczne teksty Marka Papszuna, że jest mu po ludzku go żal. To nie jest dobre miejsce, żeby publicznie o tym mówićskomentował Mateusz Borek.

Za wiele ruchów możemy winić Dariusza Mioduskiego, ale musimy też dyskutować o trenerze i zimą. Co oni zrobili zimą? Dostałem przekaz, że kilku zawodników odpadło, bo się nie nadają, a ci co zostali, to będą dość rzadko rotowali. Dostałem też zdjęcie wielkiego sztabu Papszuna, ale czy ktoś zobaczył nową jakość Legii w meczu z Koroną? – dodał.

Mam komunikat dla Legii: czas zejść na ziemię, to jest totalnie przeciętna drużyna. Przecierałem oczy ze zdumienia, oglądając Legię – podsumował ekspert Kanału Sportowego.





źródło: Kanał Sportowy

Stępiński wbił szpilkę Legii po dublecie i wygranej. „To normalne zwycięstwo”

Mariusz Stępiński z przytupem wrócił do Ekstraklasy. Debiut w Koronie przeciwko Legii zwieńczył dubletem, który dał jego drużynie trzy punkty. Po spotkaniu na Łazienkowskiej wbił rywalom szpilkę.




Ekstraklasa wróciła od gry po przerwie zimowej. W Warszawie niewiele jednak zmieniło względem jesieni. Legia przegrała na własnym stadionie 1-2 z Koroną, a dublet zaliczył wracający do ligi Mariusz Stępiński.

„Normalne zwycięstwo”

Napastnik okazał się bohaterem Korony. To on wyprowadził ją na prowadzenie w 23. minucie, a później strzelił zwycięską bramkę. Po spotkaniu zdobył się na szpileczkę w rywali, w rozmowie z „Canal+ Sport”.




Byliśmy wyżej w tabeli, więc to normalne zwycięstwomówił Stępiński, po czym dodał To oczywiście pół żartem, pół serio. Inauguracja rundy to zawsze niewiadoma. Wszyscy chcą się jak najlepiej przygotować, ale podchodzą do tego z niepewnością jak to będzie wyglądać. Dlatego bardzo cieszymy się, że udało nam się wygrać.

Korona po wygranej przy Łazienkowskiej zajmuje już 7. miejsce w tabeli z dorobkiem 27 punktów. Legia natomiast znajduje się coraz bliżej ostatniego miejsca. Na koncie ma już zresztą tyle samo punktów, co ostatnia Termalica (19).

Fot. Screen – YouTube / Canal+ Sport


TROLLNEWSY I MEMY

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.