Sevilla może żądać powtórzenia meczu z Realem! Wszystko przez… kontuzję sędziego

W ostatnim meczu Realu Madryt z Sevillą doszło do niecodziennej sytuacji. Arbiter, który prowadził mecz doznał w 60. minucie urazu i musiał opuścić murawę. Zastąpił go inny sędzia, ale jak się okazuje, może to przynieść zaskakujące konsekwencje. 

Długo czekaliśmy na bramki w niedzielnym meczu na Santiago Bernabeu. Real znalazł sposób na rozpracowanie Sevilli dopiero w 81. minucie, dzięki błyskowi geniuszu Luki Modricia, który posłał piękny strzał wprost do siatki ekipy z Andaluzji. Tym samym „Królewscy” wygrali mecz 1-0, ale… to może nie być koniec tej historii.

Powtórka?

Jak twierdzą hiszpańskie media, Sevilla może ubiegać się o powtórzenie meczu z Realem od 60. minuty. Skąd ten pomysł? W drugiej połowie kontuzji doznał sędzia główny Isidro Díaz de Mera Escuderos. Po kilkuminutowej przerwie poświęconej na rozmasowywanie łydki arbitra, zarządzono zmianę.

Escuder opuścił boisko, a jego miejsce zajął Carlos Fernandez Buergo, rezerwowy sędzia. I tu pojawia się problem. Otóż Buergo nie posiada odpowiednich uprawnień do prowadzeniu meczów z użyciem systemu VAR. „Mundo Deportivo” twierdzi, że jest to wystarczający powód, aby Sevilla mogła ubiegać się o powtórzenie meczu z Realem. Powołuje się przy tym na wpis byłego sędziego, Estradę Fernandeza.

Dramatyczne wydarzenia we Francji. Piłkarz został wprowadzony w śpiączkę. Mbappe zareagował

W Ligue 2 doszło do tragedii. Już w 1. minucie meczu groźnego wypadku doznał Alberth Elis, którego przewieziono do szpitala. Piłkarz pozostaje w śpiączce, a słowa wsparcia wysyła między innymi Kylian Mbappe. 

Podczas sobotnich meczów doszło do starcia Girondins Bordeaux z Guingamp. Gospodarze wygrali spotkanie 1-0 po bramce Zana Vipotnika, ale wynik to najmniej istotna sprawa. Już na samym początku widowiska doszło do tragicznych wydarzeń.

Śpiączka

Już w 1. minucie meczu doszło do starcia Albertha Elisa z Donatienem Gomisem. Piłkarz Bordeaux zderzył się z rywalem, w wyniku czego doznał poważnego urazu głowy. Zawodnikowi udzielono pomocy medycznej, ale nie obyło się bez przewiezienia do szpitala, gdzie przeprowadzono zabieg chirurgiczny. Klub wydał oficjalny komunikat w sprawie jego zdrowia.

– Alberth Elis doznał urazu głowy, w wyniku którego zawodnik został wprowadzony w sztuczną śpiączkę farmakologiczną. W nadchodzących dniach będziemy śledzić ewolucję jego stanu zdrowia w szpitalu. W tej chwili nie można jeszcze określić rokowań życiowych i funkcjonalnych Albertha. Klub spodziewa się zatem, że przez kilka dni nie będzie mógł przekazać nowych, decydujących informacji i nie będzie udzielał żadnych dalszych komentarzy na temat stanu zdrowia Albertha – napisali „Żyrondyści”.

Słowa wsparcia

Piłkarze innych klubów ślą słowa wsparcia dla zawodnika oraz jego rodziny, życząc powrotu do zdrowia. Wśród nich jest także Kylian Mbappe. Gwiazdor PSG napisał na swoim Instagramie: „Wszystkie moje pozytywne myśli idą do Ciebie” . Za taką inicjatywę podziękował prezes klubu Gerard Lopez. Jego słowa zacytowano w oświadczeniu.

– Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy okazali swoje wsparcie dla Albertha i jego bliskich, w szczególności klubom z całej Francji. Wasze słowa rozgrzewają nasze serca i są wielką siłą w walce, którą toczy Alberth – napisano. 

Sosnowski sugeruje ustawienie walki Adamka z Chalidowem. Twierdzi też, że pokonałby obu na jednej gali

Podczas sobotniej gali KSW Epic doszło do długo wyczekiwanego starcia Tomasza Adamka z Mamedem Chalidowem. Były mistrz świata wygrał starcie przez kontuzję rywala, a Albert Sosnowski zasugerował… ustawienie wyniku. Do dyskusji włączył się Mateusz Borek. 

Starcie Adamka z Chalidowem było wyczekiwane przez kibiców i dostarczyło oczekiwanych emocji. Pojedynek zakończył się jednak po trzeciej rundzie, a legenda KSW musiała zrezygnować z dalszej walki. Wszystko przez kontuzję prawej ręki. Z tego powodu zwycięstwo przypadło byłemu mistrzowi świata w boksie.

Ustawiony werdykt?

Swoje wątpliwości w kwestii uczciwego rozstrzygnięcia pojedynku wątpi Albert Sosnowski. Pod wpisem „Kanału Sportowego” na Instagramie bokser zamieścił wymowny komentarz, który sugeruje ustalenie wyniki na długo przed walką. Zasugerował nawet, że swój udział w tym procederze miał mieć Mateusz Borek. Dziennikarz odpowiedział na komentarz.

Brak opisu.

Sosnowski zamieścił również kilka komentarzy pod wpisem konta KSW. Tam z kolei twierdził, że na jednej gali mógłby pokonać zarówno Adamka, jak i Chalidowa.

Brak opisu.

Kylian Mbappe dogadany z ultrasami PSG? Gwiazdor zabezpieczył się przed gwizdami

Kylian Mbappe po sezonie opuści PSG. Francuz zadbał o to, aby kibice nie pożegnali go gwizdami i rozstali się z nim w zgodzie. W tym celu dogadał się z ultrasami. 




Obecna umowa gwiazdora z PSG obowiązuje tylko do końca czerwca bieżącego roku. Nie zostanie ona przedłużona i po sezonie Francuz opuści Parc des Princes. Piłkarz miał poinformować już o swojej decyzji kolegów z szatni oraz samego Nassera Al-Khelaifiego.

Rozstanie w zgodzie?

Choć Mbappe już teraz należy do ikon PSG, to nie było pewne, jak na jego odejdzie zareagują kibice. W przeszłości zdarzało się, że kibice „Les Parisiens” wygwizdywali swoich piłkarzy niezależnie od ich zasług, tylko dlatego, że zdecydowali się odejść. Niedawno przeżył to choćby Leo Messi.




Według „L’Equipe” Mbappe miał się na to przygotować. Przedstawiciele 25-latka dogadali się ponoć z liderami bardzo wpływowej grupy Collectif Ultras Paris. Ci z kolei mieli wydać polecenie, aby nie gwizdać na gwiazdora, a ze wszystkimi reakcjami wstrzymać się do momentu oficjalnego ogłoszenia transferu piłkarza do Realu Madryt.




Warto przy tym wspomnieć, że choć Mbappe podjął decyzję o odejściu, to nie odpuścił gry w Paryżu. W bieżącym sezonie jego statystyki wciąż imponują. Francuz strzelił 32 gole w 31 meczach w tym sezonie. Do tego dorobku dorzucił również siedem asyst.

Anglicy zachwyceni Jakubem Kiwiorem! „Wrósł w drużynę. Byłoby okrutne, gdyby Arteta go odstawił”

Od dobrych kilku tygodni Jakub Kiwior jest pewniakiem do składu Arsenalu. Polski obrońca gra na lewej stronie defensywy, a w sobotę zaliczył kolejny świetny występ, tym razem przeciwko Newcastle (4-1). 24-latek strzelił jednego z goli dla „Kanonierów” i zebrał bardzo dobre oceny w mediach. 




4 lutego Kiwior rozegrał 45 minut przeciwko Liverpoolowi (3-1) i od tamtej pory nie opuścił żadnego meczu. Mało tego, wszystkie spotkania rozgrywa w pełnym wymiarze i zbiera świetne noty. Polak został pozytywnie oceniony za mecz z West Hamem (6-0), Burnley (5-0) i teraz z Newcastle.

Zachwyty w Anglii

Media w Wielkiej Brytanii nie kryją swojego zachwytu nad rozwojem Kiwiora. „Daily Mail” za spotkanie ze „Srokami” ocenił 24-latka na „siódemkę” w dziesięciostopniowej skali. Dziennikarze zauważyli także, że z każdym rozegranym meczem jest lepszy.




– Polak jest coraz lepszy. W czwartym z rzędu meczu w podstawowym składzie zagrał świetnie – uzasadnia „Daily Mail”. 

– Kolejny solidny występ na lewej obronie. Dobrze zastępuje Zinczenkę i Tomiyasu. Został nagrodzony, gdy w drugiej połowie strzelił gola – pisze z kolei portal goal.com, który przyznał Kiwiorowi tę samą ocenę. 




Nieco wyżej, bo na 7,5 ocenił Polaka portal „Pain the Arsenal”. Tam zauważono z kolei, jak dobrze zawodnik wpasował się do drużyny Mikela Artety. Zasugerowano nawet, że po powrocie podstawowym zawodników po kontuzjach, grzechem byłoby z niego zrezygnować.

– Wrósł w drużynę dzięki swoim solidnym występom pod nieobecość Zinczenki i Tomiyasu. Byłoby okrutne, gdyby Arteta go odstawił, gdy inni wrócą do zdrowia. W meczu z Newcastle dobrze prezentował się w obronie i strzelił gola – podsumowano.




 

– Rzadko się zdarza, żeby Polak strzelał gole. Dobrze grał w obronie i czasami włączał się do ataków – czytamy na football.london, który przyznał Kiwiorowi „ósemkę”. 

Zdecydowany apel do władz Legii Warszawa w kwestii pieniędzy. „Powiedzcie to kibicom!”

Łukasz Olkowicz w brutalnych słowach przejechał się po Legii Warszawa. Dziennikarz na kanale meczyki.pl skrytykował stołeczny klub za bierność na rynku transferowym. „Jeżeli nie macie pieniędzy, to powiedzcie to kibicom” – grzmiał. 




Legia Warszawa w miniony czwartek zawiodła na całej linii. „Wojskowi” przegrali rewanżowy mecz Molde 0-3 (2-6 dwumecz) i zostali wyeliminowani z Ligi Konferencji Europy.

„Powiedzcie kibicom”

Wśród kibiców słychać głosy, że winę za wynik ponoszą szczególnie działacze z Łazienkowskiej. Legia zimą sprzedała Bartosza Slisza i Ernesta Muciego, czyli dwóch kluczowych zawodników Kosty Runjaicia. W ich miejsce sprowadzono co prawda Qendrima Zybę, jednak oba spotkania z Molde spędzili na ławce rezerwowych.




Głos w tej sprawie zabrała teraz Łukasz Olkowicz z „Przeglądu Sportowego”. Dziennikarz był gościem w programie „Piłkarski Salon” na antenie meczyki.pl. Tam przejechał się po Legii, apelując do jej władz.




– Do tablicy wywoływany jest pion sportowy klubu. – Gdzie są transfery?! – pytają kibice. Jeżeli nie macie pieniędzy, to powiedzcie to kibicom, że one idą na stratę długu – powiedział w programie. 




– To jest niezrozumiałe, że klub sprzedał Muciego za ponad 10 mln euro, a i tak łapie się za kieszeń. Słyszałem, że po tym transferze Legia być może wyszła na zero. I to jest normalne. Ale wtedy trzeba wyjść do kibiców i o tym powiedzieć, za grzechy z przeszłości trzeba zapłacić. A dziś jest takie nie wiadomo co – podsumował Olkowicz. 

Taylor Swift… problemem Realu Madryt? Amerykańska gwiazda niszczy plany europejskich klubów

Taylor Swift może wpłynąć znacząco na koniec sezonu Realu Madryt. Wszystko przez… trasę koncertową amerykańskiej gwiazdy. Co ciekawe, to nie pierwsza taka sytuacja z jej udziałem.




Artystka w maju rozpocznie swoją kilkumiesięczną trasę koncertową „The Eras Tour”. Swift odwiedzi największe stadiony w Europie. W planie jest również wystąpienie w Polsce.

Swift vs piłka

Okazuje się, że trasa koncertowa gwiazdy tworzy spore problemy. Odczuli je na własnej skórze działacze Olympique Lyon, któremu grozi udział w barażach. Jeśli do nich dojdzie, to nie będą się mogły odbyć na stadionie Gropuama Stadium, bo… w tym samym terminie zaplanowano koncert.




Przed Lyonem Swift zagra także w Madrycie na Estadio Santiago Bernabeu, 29 i 30 maja. To rodzi z kolei problemy dla Realu, gdyż ostatnią kolejkę La Ligi zaplanowano pomiędzy 25 i 26 maja. Prace przygotowawcze, które odbędą się na obiekcie uniemożliwią „Królewskim” wybiegnięcie na murawę. Działacze mieli już w tej sprawie złożyć wniosek o rozegranie meczu w innym terminie.




W podobnych sytuacjach w przeszłości liga starała się iść klubom na rękę. Pomogła dawniej Atletico Madryt czy Athletikowi Bilbao. Tym razem może być jednak inaczej. W dwóch ostatnich kolejkach rozgrywane są symultanicznie spotkania drużyn, walczących o te same cele. Jeżeli Real Madryt do końca biłby się o mistrzostwo Hiszpanii, a Real Betis o awans do europejskich pucharów, to ich spotkanie bezpośrednie spotkanie musiałoby się odbyć w niedzielę.

Komisja Ligi nałożyła kary na Widzew i ŁKS za Derby Łodzi. Posypały się grzywny i zakazy dla kibiców

Komisja Ligi nałożyła na Widzew Łódź karę grzywny. To pokłosie zachowania kibiców podczas niedawno rozgrywanych 70. Derbów Łodzi z ŁKSem. 

Widzew Łódź pokonał w derbowym meczu ŁKS 2-0. W drugiej połowie na Stadionie Króla kibice wystawili swoje oprawy. Towarzyszyły im środki pirotechniczne, przez które Szymon Marciniak musiał przerwać widowisko. Arbiter zarządził przerwę dwukrotnie na około trzy minuty. Teraz Widzew czekają konsekwencje.

Grzywna

Teraz Komisja Ligi podjęła decyzję o karach, jakie spadną na oba kluby. W oficjalnym komunikacie nie podano dokładnych kwot grzywien nałożonych na Widzew i ŁKS, ale zrobił to Marcin Tarociński, rzecznik Widzewiaków. Na swoim prywatnym koncie na Twitterze opisał, o jakiej wysokości kary jest mowa.

– W związku ze zdarzeniami podczas meczu PKO BP Ekstraklasy ŁKS Łódź – Widzew Łódź, Komisja Ligi ESA nałożyła na Widzew Łódź karę finansową w wysokości 60 tysięcy złotych oraz karę zakazu udziału zorganizowanej grupy kibiców gości w kolejnym meczu z ŁKS w rozgrywkach mistrzowskich – napisał Tarociński. 

Wyborcza.pl zapytała także o karę, jaką otrzymał ŁKS. W odpowiedzi od klubu usłyszeli, że druga z łódzkich ekip otrzymała karę w wysokości 50 tysięcy złotych. Kibice, podobnie jak w przypadku Widzewa, nie będą mogli wejść na kolejny derbowy mecz.

Rzecznik prasowy Lecha Poznań wbił szpileczkę Legii. „Mamy rocznicę…”

Maciej Henszel, rzecznik prasowy Lecha Poznań podgrzał atmosferę po wczorajszym odpadnięciu Legii Warszawa z Ligi Konferencji Europy. Działacz nawiązał do zeszłorocznego awansu „Kolejorza” w tym samych rozgrywkach. 




Legia całkowicie zawiodła w rewanżu z Molde i przy Łazienkowskiej przegrała 0-3. Wcześniej w Norwegii przegrała z kolei 2-3, więc dwumecz zakończył się wynikiem 2-6. W tym sezonie nie będziemy mieli zatem dłużej swojego klubu w rozgrywkach Ligi Konferencji Europy.

„Jedyny awans w tym stuleciu”

Kompromitacja Legii nie przeszła bez echa w Polsce. Kibice nie zostawiają suchej nitki na „Wojskowych”, ale swoje trzy grosze dołożył także rzecznik prasowy Lecha Poznań. Dzisiejszą konferencję przed meczem ze Śląskiem Wrocław Maciej Henszel rozpoczął od wspomnienia o rocznicy awansu „Kolejorza” do 1/8 finału Ligi Konferencji.




– Dzień dobry szanowni państwo, witamy bardzo serdecznie, godzina dziewiąta minęła, więc możemy rozpoczynać konferencję prasową. W dniu szczególnym. Mamy dzisiaj rocznicę, pierwszą rocznicę awansu Lecha Poznań do 1/8 finału Ligi Konferencji Europy. I jest to jedyny awans polskiego klubu w tym stuleciu wiosną w europejskich pucharach – wypalił Henszel. 

Przypomnijmy, że Lech miał w zeszłym sezonie kapitalną przygodę w Lidze Konferencji. Najpierw wyszedł z grupy z Villarrealem, Hapoelem i Austrią Wiedeń, a następnie wywalczył awans do 1/8, pokonując Bodo/Glimt. Dzięki wyeliminowaniu Djurgarden trafili aż do ćwierćfinału, gdzie jednak lepsza okazała się Fiorentina.

Co z karierą Jakuba Modera w Birghton? Rozpoczęły się kluczowe rozmowy ws. przyszłości Polaka

Najbliższe miesiące będą sądne w kontekście przyszłości Jakuba Modera. Polski pomocnik niedawno wrócił do gry w Birghton po poważnej kontuzji i stopniowo jest wprowadzany do zespołu. Kilka dni temu, jak podaje portal meczyki.pl, rozpoczęły się z kolei rozmowy odnośnie nowego kontraktu dla „Modzia”. 

Brighton w 2020 roku zdecydowało się na ściągnięcie Jakuba Modera z Lecha Poznań. Pomocnik szybko wkupił się w łaski nowych szefów i zaczął odgrywać ważną rolę w drużynie. Niestety jeszcze przed mistrzostwami świata w Katarze zerwał więzadła krzyżowe i dopiero od niedawna ponownie możemy oglądać go na murawie.

Negocjacje się rozpoczynają

Obecna umowa Modera z Brighton obowiązuje tylko do czerwca przyszłego roku. Portal meczyki.pl podaje, że kilka dni temu rozpoczęły się negocjacje w kwestii odnowienia umowy. Angielski klub jest ponoć zainteresowany dalszą współpracą z Polakiem.

Co ciekawe, rozmowy są prowadzone przez nowego agenta Modera. Zawodnik dołączył do agencji CAA Base. Firma prowadzi interesy wielu uznanych piłkarzy, jak Kingsley Coman, Heung-min Son, James Maddison czy Cole Palmer.

Niewykluczone, że niebawem Moder powróci też do reprezentacji Polski. Piłkarza niedawno miał odwiedzić Sebastian Mila, wraz z innymi członkami sztabu. Wiele wskazuje więc na to, że Michał Probierz poważnie bierze pod uwagę opcję powołania pomocnika na mecze barażowe w marcu.

Bartłomiej Drągowski bohaterem Panathinaikosu! Polak obronił 3 rzuty karne [WIDEO]

Bartłomiej Drągowski walnie przyczynił się do awansu Panathinaikosu do finału Pucharu Grecji po wyeliminowaniu PAOK-u Saloniki. Polak świetnie spisał się w serii rzutów karnych, gdzie obronił trzy strzały.

W półfinałowym dwumeczu długo prowadził Panathinaikos, który wygrał pierwszy mecz 1-0. Rewanż przyniósł pierwszego gola dopiero w 72. minucie, co zaowocowało dogrywką. W niej strzelanie rozpoczął Tomasz Kędziora, który pokonał Drągowskiego strzałem w głowę. Panathinaikos zdołał strzelić jeszcze jednego gola, dzięki czemu wynik wskazywał 1-2. Sędzia zarządził więc rzuty karne.

Kapitalna forma

W serii „jedenastek” świetnie spisał się Drągowski. Początkowo Polak musiał uznać wyższość rywali, w tym ponownie Kędziory, którzy umieszczali piłkę w siatce. Nagle jednak popisał się spektakularnymi interwencjami. Najpierw obronił strzał Kirila Despodova, a później znalazł sposób na Magomeda Ozdoeva i Jonny’ego.

Biologiczny ojciec byłego reprezentanta Anglii był Polakiem? Testy potwierdziły pokrewieństwo

Wielokrotny, były reprezentant Anglii, Anthony Woodcock poszukuje swojego biologicznego ojca. Śledztwo doprowadziło go na… Polskę. Mężczyzna miał pochodzić na naszego kraju. 




Woodcock w trakcie swojej zawodowej kariery grał w Arsenalu czy Nottingham Forest. 42 razy reprezentował również barwy angielskiej reprezentacji, w której strzelił łącznie 12 bramek. Swoją przygodę z piłką postanowił zakończyć w 1990 roku.

Poszukiwania ojca

Były piłkarz dowiedział się kilka lat temu, że mężczyzna, który go wychował, nie jest jego biologicznym ojcem. Postanowił nie zostawiać tak tej sprawy i chce ją rozwiązać. Swój problem zgłosił do Turiego Kinga, który zawodowo zajmuje się genealogią oraz badaniem testów DNA. Badacz miał ustalić, że prawdziwy ojciec Woodcocka pochodził z Polski.




– Wiele wskazuje na to, że wiedział, że przyszedłem na świat. Musiał znać moje nazwisko lub wiedzieć, jakie nazwisko przyjmę. Nic dziwnego, że zacząłem zastanawiać się nad tym, czy śledził moją karierę piłkarską i cieszył się z moich sukcesów – powiedział były piłkarz dla BBC.

– Mamy już kilka informacji. Wiemy, jak miał na imię i gdzie pracował. Wiemy też, że pochodził z Polski. Najprawdopodobniej był na wojnie, a wcześniej uczył się do tego, by zostać lekarzem – dodał. 




Według ustaleń Woodcocka i Kinga mężczyzna, którego poszukują zmarł kilka lat temu. Miał mieć jednak na imię Piotr, zaś zamieszkiwał dzielnicę East Midlands. 67-latek prosi społeczeństwo o pomoc w odnalezieniu członków rodziny swojego biologicznego ojca.

– Przeprowadziliśmy już pierwsze testy DNA, ale wciąż potrzebuję waszej pomocy. Mówię do ludzi mieszkających w East Midlands. Poszukajcie w swojej pamięci, może uda wam się coś przypomnieć. Jeśli tak, skontaktujcie się, proszę, z BBC – apelował Woodcock. 

Czy Yarek Gąsiorowski zagra kiedyś dla Polski? Ojciec piłkarza: „Nie mogę mu powiedzieć, że ja chcę”

Yarek Gąsiorowski jest bez wątpienia wielkim talentem. Hiszpan z polskim paszportem mógłby grać w przyszłości w naszej reprezentacji, ale na razie w temacie brakowało konkretów. Ojciec zawodnika nie wyklucza jednak takiej możliwości, choć zaznacza, że decyzję koniec końców podejmie samodzielnie jego syn. 

Gąsiorowski to piłkarz Valencii z rocznika 2005. 19-latek gra na pozycji środkowego obrońcy, zaś od kilku lat toczy się dyskusja, czy zagra kiedyś dla Polski. Wszystko przez jego pochodzenie.

„Ja nie mogę powiedzieć mu, że chcę, żeby grał dla Polski”

Stoper od kilku lat występuje w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii. W kadrze do 19. roku życia uzbierał już 16 meczów, zaś wcześniej 15 w drużynie U17. Mimo to wciąż pojawia się nadzieja, że zdecyduje się na zmianę i zagra w „Biało-Czerwonych” barwach.

Ojciec Yarka, Robert, otwarcie przyznaje, że ten temat jest skomplikowany. Szerzej opowiedział o tej sytuacji w rozmowie na kanale FootTruck z Kubą Polkowskim i Mają Strzelczyk.

– Temat bardzo skomplikowany, bo wiadomo, on jest Hiszpanem, natomiast ojciec jest Polakiem. Ja będę, byłem i będę Polakiem. Mój syn ma ojca Polaka. On nie ma kolegów w Polsce – zaczął. 

– On naprawdę chcę grać w piłkę. Pewnego dnia, gdyby być może nie miał możliwości zagrać w kadrze w Hiszpanii, być może któregoś dnia… ale na dzień dzisiejszy ja te tematy zostawiam, on ma 18 lat i ja mu nie mogę powiedzieć „Yarek, bo ja jestem twoim ojcem i ja chcę, żebyś grał [dla Polski – przyp. red.]” – kontynuował pan Robert. 

Polkowski zapytał ojca Yarka także o zapytania ze strony PZPN-u w sprawie gry jego syna dla Polski. Ten potwierdził, że takie kontakty były.

– Były pytania bardzo poważne. Ale pojawia się konflikt interesów, nie może grać tu, nie może grać tam. Na dzień dzisiejszy hiszpańska kadra nie to, że była ciut szybsza, ale mieli tę możliwość, powołali go wcześniej. Wiadomo, jak go powołali wcześniej i zadzwonił PZPN z Polski, powiedzieli „albo tu, albo tam” – podsumował. 

Messi przerwał milczenie. Argentyńczyk zwrócił się do chińskich kibiców i wyjaśnił swoją nieobecność [WIDEO]

Chińskim kibicom bardzo nie spodobał się brak występu Leo Messiego podczas towarzyskiego meczu Interu Miami w Hongkongu. Argentyńczyk długo milczał w tej sprawie, ale w końcu postanowił się do niej odnieść. Opublikował w tym celu specjalne oświadczenie. 




Już niedługo Inter Miami zainauguruje sezon MLS. W pierwszym meczu zmierzy się z Realem Salt Lake. Niedawno drużyna zakończyła też przedsezonowe tournee, w ramach którego rozegrała kilka sparingów.

„Zrobiłem wszystko, co mogłem”

Jeden z nich odbył się w Hongkongu, gdzie Inter zagrał z drużyną gwiazd. W kadrze zabrakło wówczas Leo Messiego, ze względu na uraz, choć trzy dni później rozegrał spotkanie z Vissel Kobe z Japonii. Rozgniewani tym faktem byli chińscy kibice. Agencja „Reuters” poinformowała, że na te wydarzenia zareagować miały chińskie władze, które odwołały towarzyski mecz Argentyny z Nigerią w Hangzhou.




„Marca” podała z kolei, że Chińczycy domagają się oficjalnych przeprosin oraz wyjaśnień ze strony Messiego. Ten w końcu przerwał milczenie i opublikował oświadczenie w formie wideo. Dołączył do niego również napisy w języku angielskim i chińskim. W nim tłumaczył swoją absencję zapaleniem mięśnia, które miało się nasilić po meczu z Al-Nassr.

– Słyszałem jak niektórzy mówili, że nie chciałem grać w Hongkongu z powodów politycznych i wielu innych przyczyn, które są całkowicie nieprawdziwe. Gdyby tak było, nie podróżowałbym nawet do Japonii, ani nie odwiedziłbym Chin tyle razy, ile to zrobiłem – zaznaczył Argentyńczyk.




– Zrobiłem wszystko, co mogłem, ale naprawdę nie byłem w stanie zagrać. Odczuwałem dyskomfort, a było ryzyko, że się pogorszy – dodał. 

„Marca” dodaje, że organizatorzy meczu mieli już przeprosić kibiców. W ramach zadośćuczynienia zaproponowano im także zwrot 50 proc. poniesionych kosztów.

Kristoffer Velde łączony z wielkim klubem! Może zagrać w duecie z reprezentantem Polski

Kristoffer Velde ponownie łączony jest z przenosinami do topowego klubu. O piłkarza Lecha Poznań ma zabiegać Fenerbahce. Tureckie media twierdzą, że Norweg mógłby odejść z Polski po zakończeniu bieżącego sezonu. 

Skrzydłowy zbiera w trwających rozgrywkach bardzo dobre oceny i świetnie spisuje się na murawie. W 20 rozegranych dotychczas spotkaniach strzelił siedem goli i zanotował pięć asyst.

Zagra z Szymańskim?

Dobra dyspozycja Velde sugeruje, że już niebawem pożegna się z Poznaniem na rzecz innego, większego klubu. Niedawno sporo mówiło się o Nicei, która miała być nim mocno zainteresowana. Francuski klub nie jest jednak jedynym, który ma na swojej liście nazwisko piłkarza Lecha.

Turecki portal sporx.com podaje, że 24-latek przykuł uwagę Fenerbahce. Do potencjalnego transferu miałoby dojść latem, po zakończeniu bieżącego sezonu. W Stambule już teraz szukają zastępstwa dla Ryana Kenta, który może odejść ze względu na brak regularnych występów. Co jednak istotne – sporx.com zaznacza, że nie podjęto jeszcze żadnych rozmów w kwestii Norwega. Sprawa pozostaje zatem otwarta.

Przypomnijmy, że od kilku miesięcy w barwach Fenerbahce zachwyca Sebastian Szymański. Polak stał się prawdziwą gwiazdą ekipy znad Bosforu, strzelając 12 goli i asystując przy kolejnych 14. A to wszystko w zaledwie 39 meczach.