Jakub Kiwior opowiedział o początkach w Arsenalu. „Byłem zaskoczony wszystkim”

Jakub Kiwior spędził ostatnie miesiące w Arsenalu, gdzie zyskiwał coraz większe zaufanie Mikela Artety. Na antenie meczyki.pl obrońca reprezentacji Polski wyznał, co najbardziej zaskoczyło go po transferze do Londynu. 

W styczniu 2023 roku Kiwior zdecydował się na opuszczenie Spezii. Polaka z Włoch wykupił Arsenal, w którym początkowo trudno było mu przebić się do składu i zbierać minuty na poziomie Premier League. Pod koniec sezonu Arteta zaufał jednak 23-latkowi, a ten odpłacił mu się kilkoma niezłymi występami. Łącznie uzbierał osiem meczów, w którym strzelił nawet debiutanckiego gola.

Był zaskoczony

Po pół roku spędzonym w Londynie Kiwior postanowił przybliżyć kibicom, jak wyglądało jego wdrażanie do drużyny. W rozmowie z portalem meczyki.pl nie ukrywał, że Arteta zaskoczył go swoimi pomysłami.

– Byłem zaskoczony wszystkim. Nie mówię już o treningach, ale też podejściem trenera Artety. Próbuje przygotować nas przed meczem nie gadaniem, a pomysłem. Zawsze nas czymś zaskoczy. Często przychodzimy do szatni i zastanawiamy się: ciekawe co teraz? – opowiedział Kiwior. 

– Przed wyjazdowym meczem z Manchesterem City mieliśmy odprawę w hotelu, a tam boisko rozrysowane na podłodze… tejpami. Do tego monitory. I mieliśmy się ustawiać adekwatnie do sytuacji. To mnie zaskoczyło, pierwszy raz się z czymś takim spotkałem, ale to było super. Wiedziałeś wszystko co i jak – kontynuował. 

– W drużynie panuje świetna atmosfera. Przed przyjściem nie wyobrażałem sobie aż takiej. Wszystko mnie w tym klubie zaskoczyło. Już nie mówię o szatni, ale otoczka, stadion… Jak się wychodzi na mecz, to jest coś pięknego – dodał.

– Byłem zaskoczony tym, ile kibiców jest na naszych meczach wyjazdowych. Zbierają się ci najwierniejsi. Zrobiło na mnie wrażenie to, że fani Arsenalu przekrzykują innych kibiców – podsumował.

Cała rozmowa:

Potencjalni rywale Legii, Lecha i Pogoni w eliminacjach Ligi Konferencji Europy

Tomasz Smokowski ostro po kompromitacji Polaków. „Ku*wica mnie bierze”

Tomasz Smokowski bardzo ostro podsumował kompromitację reprezentacji Polski w Kiszyniowie. Dziennikarz „Kanału Sportowego” nie bał się użyć mocnych słów. 

Reprezentacja Polski po trzech meczach eliminacji Euro 2024 zajmuje dopiero 4. miejsce. Do tej pory wygrała tylko z Albanią (1-0), ale zanotowała kompromitujące porażki z Czechami (1-3) i Mołdawią (2-3).

„Ku*wica mnie bierze”

Szczególnie kompromitująca okazała się wczorajsza porażka w Kiszyniowie. „Biało-Czerwoni” dali sobie wyrwać zwycięstwo, mimo prowadzenia 2-0. Tomasz Smokowski twierdzi, że wynik z Mołdawią będzie się jeszcze długo ciągnąć za kadrą Santosa.

– Jesteśmy świadkami jednej z największych kompromitacji sportowych w historii reprezentacji. Myślę, że to, co się stało dzisiaj, może przebić mecz Polska – Łotwa na stadionie przy Łazienkowskiej. To taka porażka, która się przykleiła do Zbigniewa Bońka i jest mu wypominana od kilkunastu lat – mówił na „Kanale Sportowym”.

– Francuzi mają takie powodzenie, które odnosi się do niewypełnienia obowiązków zawodowych. Jeśli taka rzecz się odbywa w klubie, to można zawodnika zwolnić. To dzisiaj… Mnie, wiem, że może nie powinienem, ale mnie straszna ku***ca bierze – grzmiał.

Dziennikarz odniósł się także do kuriozalnej sytuacji z drugiej połowy, kiedy Mołdawia strzeliła anulowanego gola. Zwrócił uwagę na  zachowania Damiana Szymańskiego.

– Ten gol… Nie było protestów, Szymański odwrócił głowę, bo wiedział, że zawalił, przegrał pozycję. Ja nie wiem, to było do puszczenia – zaznaczył.

Tak zachował się Szczęsny po kompromitacji z Mołdawią. Rzucił jedno zdanie do dziennikarzy

Wojciech Szczęsny nie chciał stanąć przed kamerami po fatalnym występie w meczu z Mołdawią. Zamiast tego rzucił w kierunku dziennikarzy jedno zdanie. 

Dramatycznie zakończył się trzeci mecz reprezentacji Polski w Kiszyniowie. Mimo prowadzenia 2-0 po pierwszej połowie Mołdawia zdołała po zmianie stron odwrócić losy meczu i wygrała finalnie 3-2. Kadrze Fernando Santosa nie pomogła postawa Wojciecha Szczęsnego. Bramkarz puścił trzy gole, przy których mógł zachować się zdecydowanie lepiej.

„Nic do powiedzenia”

Po kompromitacji tylko Piotr Zieliński i Jan Bednarek mieli odwagę stanąć przed dziennikarzami „TVP”. Pozostali piłkarze starali się przemknąć niezauważenie do szatni. W korytarzu redaktorom innych stacji udało się nawiązać krótkie rozmowy z Jakubem Kamiński, Jakubem Kiwiorem i Robertem Lewandowskim.

Skory do rozmowy nie był jednak Wojciech Szczęsny. Zamiast tego rzucił w kierunku dziennikarzy jedno, bardzo wymowne zdanie.

– Nie mam nic do powiedzenia po takim meczu – cytuje bramkarza kadry portal sport.pl.

Wspomniane źródło dodaje także, że piłkarz Juventusu był jednym z ostatnich, który wsiadł do autokaru kadry. Po nim do pojazdu weszli jeszcze tylko Arkadiusz Milik oraz Fernando Santos. Portugalczyk po meczu potrzebował ponoć jeszcze wypalenia papierosa w samotności.

Po trzech meczach eliminacji mistrzostw Europy „Biało-Czerwoni” mają tylko trzy punkty i zajmują dopiero 4. miejsce przed Wyspami Owczymi. W tabeli wyprzedza nas Mołdawia, Albania i Czechy.

Tomasz Hajto nie przebierał w słowach. Ostre słowa pod adresem kadry. Oberwało się szczególnie Zielińskiemu

Tomasz Hajto nie oszczędził reprezentacji Polski po kompromitującej porażce z Mołdawią (2-3). Przejechał się po całej kadrze. W szczególności oberwało się jednak formacji obronnej oraz Piotrowi Zielińskiemu. 

Wczoraj byliśmy świadkami sensacyjnej wpadki „Biało-Czerwonych”. Polska przegrała w Kiszyniowie 2-3, choć po pierwszej połowie bez problemu prowadzili dwoma golami. Była to zdecydowanie jedna z największych kompromitacji naszej reprezentacji w XXI wieku.

„To przekracza granice”

Ostrych słów pod adresem drużyny narodowej nie szczędził Tomasz Hajto. Były piłkarz przejechał się po całej drużynie. Za skandaliczną porażkę obwinia przede wszystkim linię defensywy.

– Fatalna postawa w obronie Bednarka, Kiwiora. To spotkanie pokazało, że potrafimy się bronić przeciwko lepszym drużynom. Tym razem trzeba było pokazać więcej charakteru – zaczął Hajto. 

Największym winowajcą zdaniem byłego reprezentanta Polski jest jednak Piotr Zieliński, którego strata doprowadziła do strzelenia gola kontaktowego przez Mołdawię. To na niego Hajto zrzucił główną winę za podłączenie rywali do tlenu.

– Strata Piotra Zielińskiego i jego postawa po starcie piłki była skandaliczna. Stracił piłkę i się zatrzymał i patrzył się co się dzieje. Zabrakło mi charakteru, zaangażowania, walki i determinacji. To co wyprawiał Piotr Zieliński, to przekracza wszelkie granice. To było wręcz nieprawdopodobne – grzmiał. 

– Mołdawianie wygrali charakterem. Nie chcę słuchać, że ktoś jest zmęczony i bez formy. Oglądałem Chorwatów, którzy są po ciężkim sezonie. Jeden z Realu Madryt, jeden z Interu grał finał Ligi Mistrzów. I ten wymiotował na boisku z bólu i zmęczenia, bo walczył za swój naród. W historii polskiej piłki aż taki blamaż jeszcze się nie zdarzył – podsumował, 

Legenda reprezentacji Polski z apelem do kadrowiczów. „Mam nadzieję, że tego nie zrobią”

Reprezentacja Polski zmierzy się z Mołdawią w eliminacjach Euro 2024. Włodzimierz Lubański zaapelował do kadrowiczów przed tym spotkaniem. Ma do nich jedną prośbę. 

„Biało-Czerwoni” rozegrali podczas czerwcowego zgrupowania na razie jedno spotkanie. W piątek zmierzyli się z Niemcami w meczu towarzyskim, który wygrali 1-0 po bramce Jakuba Kiwiora. We wtorek zagrają z kolei z Mołdawią, ale tym razem spotkanie będzie o punkty w eliminacjach do mistrzostwa Europy.

Apel do piłkarzy

Mecz z Niemcami, mimo zwycięstwa, nie był pokazem finezji „Biało-Czerwonych”. Włodzimierz Lubański zauważył jednak, że dobrze prezentowaliśmy się w obronie. Odbiło się to natomiast na kondycji formacji ofensywnej.

– Zdecydowanie lepiej prezentowaliśmy się w obronie, niż w ataku. Wciąż mamy problem z tym, co zrobić z piłką po jej odzyskaniu – stwierdził w rozmowie z „TVP Sport”. 

Lubański przed meczem z Mołdawią postanowił zaapelować do reprezentantów. Przestrzega przede wszystkim przed zlekceważeniem niżej notowanych rywali.

– To zespoły, które mają dobrych zawodników, a czasami patrzymy na nie z przymrużeniem oka. Zlekceważenie Mołdawii może skończyć się źle dla naszej reprezentacji. Mam nadzieję, że piłkarze tego nie zrobią – przyznał.

– To nie będzie łatwe spotkanie, a nasi piłkarze ponownie muszą stanowić zespół. Dobry występ jednego czy dwóch zawodników nic nam nie da, jeśli inni będą zawodzić. Wszyscy muszą prezentować odpowiedni poziom – dodał.

I faktycznie, zlekceważeniem Mołdawii może się źle skończyć. W Kiszyniowie przekonali się już o tym Czesi, którzy nie zdołali przywieźć do kraju trzech punktów i jedynie bezbramkowo zremisowali.

Zbigniew Boniek wróci do pracy klubowej?! AS Roma szykuje niespodziewaną ofertę

Niespodziewane informacje w sprawie Zbigniewa Bońka. Według włoskich mediów dla byłego prezesa PZPN szykowana jest oferta… z AS Romy. 

Boniek w dawnych latach grał w barwach rzymskiego klubu i nigdy nie ukrywał swojej sympatii w jego kierunku. Do tej pory często można zauważyć go na trybunach Stadio Olimpico.

Asystent Mourinho?

Zdaniem „Corriere dello Sport” Boniek miał się w ostatnim czasie znacząco zbliżyć do właścicieli Romy. Włoskie media uważają, że może to wkrótce zaowocować ofertą pracy dla byłego prezesa PZPN. 67-latek miałby ponoć zająć stanowisko menadżera, który utrzymywałby stałe kontakty z dyrektorem generalnym.

Naturalnie oznaczałoby to także współpracę z Jose Mourihno. Boniek pomagałby Portugalczykowi między innymi w kontaktach z mediami. Co ciekawe to sam szkoleniowiec nalegał na zatrudnienie kogoś na to stanowisko. Brany pod uwagę miał być również Francesco Totti.

Krzysztof Piątek na szczycie listy. „Jest idealnym rozwiązaniem w ataku”

Krzysztof Piątek jest ponoć blisko kolejnej zmiany klubu. Reprezentant Polski latem powinien odejść z Salernitany i zasilić szeregi innego klubu z Serie A. Jest on postrzegany jako idealne rozwiązanie w ataku.

Piątek nie podbił Włoch ponownie, po tym, jak odszedł z Herthy do Salernitany. W 33 występach tylko czterokrotnie zdołał umieścić piłkę w siatce. Tym samym klub nie zdecydował się na wykupienie Polaka z Berlina (Piątek przebywał w Salernitanie na zasadzie wypożyczenia).

Zostanie we Włoszech?

Nie oznacza to jednak, że 27-latek musi rozstawać się z Półwyspem Apenińskim. Silna renoma, jaką Piątek wyrobił sobie w Serie A kilka lat temu wciąż pozwala mu przewijać się na listach transferowych klubów z dolnych rejonów tabeli.

Według „La Gazzetty dello Sport” sam zawodnik nie chce wracać do Herthy, zaś berlińczycy spadli do 2. Bundesligi i obecnie potrzebują oszczędności. Sprzedanie 27-latka wyjdzie więc na dobre obu stronom. Wspomniane źródło sugeruje, że zainteresowana wykupieniem Piątka ma być… Genoa! To właśnie w tym klubie przed laty reprezentant Polski pokazał się szerszej publiczności i zawędrował do Milanu.

– Genoa ma jasną koncepcję: potrzebuje składu zdolnego do spokojnego utrzymania, ale mieszącego się w określonych ramach finansowych. Piątek spełnia te warunki. Jest uważany za idealne rozwiązanie do ataku – czytamy na „LGdS”.

W Genoi Piątek spędził zaledwie kilka miesięcy. W ich trakcie strzelił 19 goli w zaledwie 21 występach. Po tym czasie przeniósł się do Mediolanu, skąd wykupiła go Hertha.

Tak zagramy z Niemcami? Fernando Santos może postawić na debiutanta

Już za kilka godzin na PGE Narodowym reprezentacja Polski zagra z Niemcami mecz towarzyski. Będzie to okazja na pożegnanie Kuby Błaszczykowskiego, który na pewno zamelduje się od pierwszej minuty na murawie. Na kogo jeszcze postawi Fernando Santos?

Błaszczykowski ma pojawić się na boisku w opasce kapitana. Będzie to jego ostatnie spotkanie w narodowych barwach, w których ostatni raz zagrał 3 lata temu. Tym spotkaniem przypieczętuje swoją historię w kadrze i ją zakończy.

Kto dalej?

Nie wiadomo jednak, jak długo skrzydłowy na murawie będzie przebywać. Spekulowano, że spędzi na niej 16 minut, w celu uczczenia numeru, z jakim występował w reprezentacji. Fernando Santos podkreślił jednak, że długość występu będzie zależeć od kondycji i samopoczucia samego zawodnika.

Tak czy inaczej Błaszczykowski jest zdecydowanym i prawdopodobnie jedynym pewniakiem do wyjściowego składu na Niemcy. Sebastian Staszewski z „Interii” twierdzi, że w bramce może również dojść do zmiany, ze względu na drobne problemy zdrowotne Wojciecha Szczęsnego. Na ten moment to jednak bramkarz Juve jest przewidywany do gry.

na portalu meczyki.pl możemy z kolei przeczytać, że w defensywie Santos postawi raczej na Bartosza Bereszyńskiego, Jakuba Kiwiora, Przemysława Wiśniewskiego oraz Przemysława Frankowskiego. Dla piłkarza Spezii byłby to debiut w kadrze narodowej.

W środku mieliby się znaleźć Piotr Zieliński, Damian Szymański i Karol Linetty. Przed nimi na skrzydłach, poza Błaszczykowskim, zobaczymy prawdopodobnie Nicolę Zalewskiego. Na szpicy bez zaskoczenia zagra z kolei Robert Lewandowski.

Przewidywany skład reprezentacji Polski na mecz z Niemcami wg. meczyki.pl:

Szczęsny – Bereszyński, Kiwior, Wiśniewski, Frankowski – Szymański, Zieliński, Linetty – Błaszczykowski, Lewandowski, Zalewski

Polski piłkarz bohaterem dużego transferu? Mateusz Borek zdradził kwotę

Mateusz Borek nie ma żadnych wątpliwości w sprawie przyszłości Kamila Grabary. Wkrótce polski bramkarz może zostać bohaterem głośnego transferu. Dziennikarz uważa, że potencjalna kwota, jaką będzie trzeba za niego zapłacić, zakręci się wokół 10 mln euro. 

Już za trzy dni reprezentacja Polski zmierzy się w meczu towarzyskim z Niemcami w Warszawie. Poza sparingiem kadra Fernando Santosa rozegra także mecz w eliminacjach mistrzostw Europy z Mołdawią.

Duży transfer

W poniedziałek rozpoczęło się zgrupowanie, na którym stawili się powołani przez Portugalczyka piłkarze. Co ciekawe, zabrakło na nim Kamila Grabary, który ma za sobą bardzo dobry sezon w duńskiej Kopenhadze. Takiej decyzji selekcjonera dziwi się Mateusz Borek, który podkreśla również, że młody bramkarz niebawem może zostać bohaterem dużego transferu.

– Wśród bramkarzy znowu nie ma Kamila Grabary, który robi furorę, sięga znowu po mistrzostwo kraju i puchar, grał w Champions League, jest młody… – powiedział Borek na kanale „Kanału Sportowego”.

– Muszę wam tutaj powiedzieć, że za chwilę będzie bohaterem jednak transferu do topowej ligi. Mówi się o kwocie 10 mln euro – przyznał.

Bartosz Bereszyński podsumował pobyt w Napoli. „Zrobiłem sobie prezent”

Bartosz Bereszyński spędził ostatnie pół roku w Napoli. Nie ukrywa, że mimo roli rezerwowego, cieszy się ze swojej decyzji. Była to dla niego świetna przygoda. 

W poniedziałek rozpoczęło się zgrupowanie reprezentacji Polski. „Biało-Czerwoni” już 16 czerwca zmierzą się towarzysko z Niemcami. Kilka dni później zagrają natomiast o punkty w eliminacjach do Euro 2024 z Mołdawią w Koszycach.

Piękny czas

Na zgrupowaniu w Warszawie pojawił się między innymi Bartosz Bereszyński. 30-latek spędził ostatnie miesiące w Napoli, gdzie jednak musiał pogodzić się z rolą rezerwowego. Na konferencji prasowej uniwersalny obrońca został zapytany o całokształt swojej przygody z mistrzami Włoch.

– Dla mnie miesiące w Neapolu były bardzo ciężkie i jednocześnie bardzo piękne. Można powiedzieć, że zrobiłem sobie prezent na „trzydziestkę”. To, co tam przeżyłem, będzie mi towarzyszyć do końca życia – przyznał „Bereś”.

– Kibice Napoli traktują wszystkich wyjątkowo – zwłaszcza po zdobyciu scudetto. Myślę, że jak wrócę tam na pizzę za 10 lat, to oni będą to pamiętać i nigdy tego nie zapomną. Sądzę, że na darmową pizzę w Neapolu mogę liczyć do końca życia – dodał.

Bereszyński trafił do Napoli zimą na zasadzie wypożyczenia. Media twierdzą, że ma wrócić do Sampdorii, gdzie ma jeszcze ważny kontrakt. On sam zaznacza jednak, że chciałby poszukać sobie nowych wyzwań.

– Przyszłość? Nie wiem. Dostałem wiadomość od Napoli, że na razie zajmują się tym, żeby podpisać umowę z nowym trenerem. Potem będą podejmować decyzje. Sampdoria? Kontrakt mam jeszcze przez kilka lat, ale będę szukał dla siebie najlepszego rozwiązania – podkreślił Bereszyński.

Wielka oferta dla Jose Mourinho. Odejdzie z Romy dla gigantycznych pieniędzy?

Wiele wskazuje na to, że Jose Mourinho nie popracuje jeszcze długo w AS Romie. Według włoskich mediów Portugalczyk jest kuszony bardzo atrakcyjnymi ofertami. 

Mourinho poprowadził dwa sezony temu Romę do zwycięstwa w Lidze Konferencji. W zakończonych dopiero rozgrywkach był bliski sięgnięcia po kolejne trofeum – tym razem w Lidze Europy. Lepsza okazała się jednak Sevilla, która dołożyła do gabloty kolejne tego typu trofeum.

Kuszony ofertami

Mimo to zdaje się, że „The Special One” ma spore zaufanie w Rzymie od swoich pracodawców. Jego obecna umowa jest jednak ważna tylko do przyszłego roku. Niewykluczone, że nie wypełni obowiązującej umowy i przejmie inny klub. O doświadczonego szkoleniowca mają zabiegać szejkowie z Arabii Saudyjskiej.

Konkretnie chodzi o przedstawicieli Al-Hilal. Według „Foot Mercato” Saudyjczycy mają być wściekli na fiasko negocjacji z Leo Messim, który wybrał Inter Miami. W odpowiedzi zamierzają ściągnąć inne światowe gwiazdy oraz trenera z prawdziwego topu.

60-latek to główny kandydat Al-Hilal. Szejkowie mają go kusić pieniędzmi, których nie zarobi w żadnym innym europejskich klubie. Co więcej, Mourinho ma otrzymać pełną kontrolę nad transferami klubu. Kluczowe rozmowy między stronami mają odbyć się jeszcze w tym tygodniu.

Mario Balotelli ocenił polską piłkę. Nie szczędził gorzkich słów

Samuel Szczygielski z meczyki.pl opowiedział o swoim spotkaniu z Mario Balotellim. Włoski napastnik wypowiedział się między innymi o poziomie polskiej piłki. Nie były to jednak pochlebne słowa. 

Manchester City skompletował w sobotę potrójną koronę, wygrywając upragnioną Ligę Mistrzów. W finale rozgrywek „Obywatele” pokonali 1:0 Inter Mediolan. Autorem jedynego gola był Rodri.

„Mamy fatalną piłkę”

W trakcie finału w Stambule wydarzenia dla portalu meczyki.pl relacjonował Samuel Szczygielski. Dziennikarz w jednym z programów na YouTube połączył się ze studiem. Opowiedział w nim o spotkaniu z… Mario Balotellim. Włoch wypowiedział się w gorzkich słowach o poziomie polskiej piłki

– Pewien nasz sąsiad hotelowy był w stanie bardzo zabawowym. Okazało się, że to Mario Balotelli. Kiedy znaleźliśmy się w windzie, zbiliśmy „piątkę”, był bardzo sympatyczny. Pytał o Polskę – mówił, że mamy fatalną piłkę, ale powodzenia – powiedział Szczygielski. 

Balotelli w przeszłości wstępował w wielu uznanych klubach. Przewinął się między innymi w Manchesterze City, ale grał również w Milanie, Interze czy Liverpoolu. Obecnie gra w FC Sion, z którym w poprzednim sezonie spadł do 2. ligi szwajcarskiej.

 

Neymar znał decyzję Messiego wcześniej. Wyznał, co powiedział Argentyńczykowi

Leo Messi zdecydował się na przenosiny do Interu Miami. Argentyńczyk w przyszłym sezonie grać będzie zatem w MLS. Neymar przyznał, że znał wcześniej plany swojego kolegi z boiska. 

35-latek niemal całą karierę spędził w FC Barcelonie. Dwa lata temu musiał jednak odejść z Camp Nou i powędrował do PSG. W Paryżu Messi spędził dwa lata, zaś od kilku miesięcy trwała saga, dotycząca jego przyszłości. Wiele wskazywało na to, że wróci do Katalonii. Ostatecznie wybrał jednak MLS, gdzie grać będzie w klubie Davida Beckhama, czyli w Interze Miami.

„Powiedziałem, że będzie szczęśliwy”

Choć kibice poznali decyzję Messiego kilka dni temu, to wybrany krąg wiedział o niej już wcześniej. Mowa między innymi o Neymarze, który rozmawiał z Argentyńczykiem dużo wcześniej. W ich prywatnej rozmowie przyznał, że 35-latek będzie w Miami szczęśliwy.

– Messi jest jednym z moich najlepszych przyjaciół. To dar, który otrzymałem od futbolu. Miałem okazję go spotkać, grać z nim, a potem być jego przyjacielem – przyznał Neymar. 

– Wiedziałem już wcześniej, że on trafi do Miami. Nawet rozmawialiśmy na ten temat. Powiedziałem mu, że będzie tu bardzo szczęśliwy ze względu na miasto, na styl życia oraz szansę na grę i mieszkanie tutaj w Miami. Jestem pewny, że Leo zmieni tę lig – dodał.

Wywiadu, w którym Brazylijczyk wypowiedział się o rozmowie z Messim, udzielił właśnie w Miami. Wraz z Viniciusem oglądał z trybun mecz Heat z Denver Nuggets (95:108).

Marek Papszun zdradził plany na przyszłość. Określił, jakie posady go interesują

Marek Papszun nie chce przechodzić na trenerską emeryturę. Szkoleniowiec przyznał, że są posady, które go interesują. Jakie konkretnie, wyjawił w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”. 

Po zakończeniu sezonu 2022/23 Papszun odszedł z Rakowa. Z Częstochową pożegnał się w najlepszym możliwym stylu – zdobywając mistrzostwo Polski. Schedę po 48-latku przejmie jego dotychczasowy asystent – Dawid Szwarga.

Co dalej?

Decyzję o odejściu Papszuna po sezonie ogłoszono jeszcze przed jego zakończeniem. Natychmiast wywołała ona masę spekulacji. Choć początkowo tłumaczono ją względami rodzinnymi, to obecnie coraz częściej szkoleniowiec daje do zrozumienia, że jest gotowy natychmiast rozpocząć pracę w nowym klubie.

– Są takie projekty, w które mógłbym wejść z marszu. Szczególnie mam tu na myśli tematy zagraniczne. W Polsce raczej ciężko byłoby myśleć o nowym wyzwaniu w tym momencie. W piłce jednak sytuacja jest dynamiczna i różne rzeczy mogą się wydarzyć. Niczego nie chcę wykluczać, ale bardziej pracujemy nad tematami zagranicznymi – przyznał trener w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

Nazwisko Papszuna pojawiało się najczęściej w kontekście Maccabi Hajfa. Przebąkiwano także, chociażby Dynamo Kijów czy reprezentację Polski. O tym ostatnim sam zainteresowany ma intensywnie myśleć.

– To jest jedno z kolejnych marzeń i celów, które się pojawiają, ale do tego daleka droga. Mamy obecnie selekcjonera, który ma zadania przed sobą. Jest nowym trenerem i ja mu kibicuję, bo gdyby tak nie było, to znaczyłoby, że jestem przeciw reprezentacji, a tak nigdy nie będzie. Od małego kibicowałem naszej kadrze i tak będzie na zawsze – oznajmił.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.