Prezes Puszczy pokazał ostatni mail od Filipiaka. Piękny gest zmarłego właściciela Cracovii

W niedzielę piłkarskie środowisko obiegła informacja o śmierci Janusza Filipiaka. Były właściciel Cracovii uchodził za świetny przykład w kwestii zdrowego zarządzania klubem, dając „Pasom” wiele chwil radości. Żył również w zgodzie z wieloma prezesami innych klubów. Nie inaczej było w przypadku Puszczy Niepołomice, której szef, Marek Bartoszek, pokazał maila od 71-latka. 




Ostatnie tygodnie Filipiak spędził w szpitalu, co którego trafił pod koniec września. Właściciel Cracovii zmarł w niedzielę, co szybko rozeszło się w mediach. Cała piłkarska Polska była wyraźnie poruszona odejściem 71-letniego działacza.

Piękny gest

Filipiak był jednym z najbardziej oddanych klubowi właścicieli. Jego firma Comarch posiadała niemal 100 proc. udziałów w klubie. Za swojego życia pozwolił wejść Cracovii na zupełnie inny poziom, wygrywając Puchar Polski, a walcząc o europejskie puchary.




71-latek żył także w dobrych relacjach z PZPN-em i klubami na niższych szczeblach, jak do niedawna Puszcza Niepołomice. Kiedy obiekt beniaminka nie spełniał wymogów na grę w Ekstraklasie, Cracovia udostępniła im swój stadion. Filipiak utrzymywał również stały kontakt z prezesem Puszczy – Markiem Bartoszkiem.




Działacz postanowił podzielić się ostatnim mailem, jaki otrzymał od zmarłego Filipiaka. Właściciel Cracovii osobiście pogratulował pierwszego zwycięstwa Puszczy w Ekstraklasie. 7 sierpnia wygrali 1-0 ze Stalą Mielec.

– Gratuluję wygranej. Bardzo się cieszę. Trzymam za was kciuki. Dziękuję za zaproszenie na mecze – napisał w krótkim mailu do Bartosza.

„Trener legendarny” na celowniku Lecha Poznań. Będzie wielki powrót?

John van den Brom pożegnał się z Lechem Poznań. Tymczasowo funkcję pierwszego trenera po Holendrze objął Mariusz Rumak. Według Dawida Dobrasza z portalu meczyki.pl władze „Kolejorza” mają już konkretnego szkoleniowca, który miałby prowadzić klub na dłuższą metę. 




Lech Poznań prowadził w sobotę z Radomiakiem 2-0, ale nie dowiózł wyniku. Rywale skutecznie odrobili straty i ostatecznie urwali punkty, remisując 2-2. Ten i ostatnie złe wyniki klubu przeważyły decyzję o zwolnieniu Broma, co zakomunikowano w niedzielny poranek.

Konkretny kandydat

Tymczasowo stanowisko trenera objął Mariusz Rumak, który pracować ma do końca bieżącego sezonu. Lech ma jednak już swojego kandydata na stałego trenera. Dawid Dobrasz twierdzi, że Jackowi Rutkowskiemu marzy się… Maciej Skorża.




– Maciej Skorża to jest wymarzony trener dla Lecha Poznań. Jest trenerem Jacka Rutkowskiego. Zdobył z Lechem dwa z ośmiu mistrzostw Polski. Trener legendarny. Na pewno w Lechu będą próbowali to zrobić – oznajmił dziennikarz w programie „Meczyków”.




Dla Lecha będzie to jednak bardzo trudne zadanie. Od wyjazdu z Poznania Skorża wyrobił sobie niezłą markę w Azji, prowadząc Urawę Red Diamonds, ale rozstaje się z nią wraz z zakończeniem trwających Klubowych Mistrzostw Świata.




– Nazwisko Skorży będzie tam mocne. Nie jest powiedziane, że nie będzie to dla niego kolejna opcja – podsumował Dobrasz.

 

 

AZ Alkmaar wściekłe na UEFĘ po nałożonej karze. „Są bardzo źli i na pewno będą apelować”

AZ Alkmaar jest niezadowolone z kary, jaką nałożyła na klub UEFA. Sander Janssen w rozmowie ze sport.pl zdradził, że działacze na pewno będą apelować do organizacji w tej sprawie. 




Domowy mecz AZ Alkmaar z Legią Warszawa opiewał w wiele emocji. Po ostatnim gwizdku doszło do dantejskich scen oraz zamieszek, za co ukarano już polski klub. Holendrzy dopiero niedawno poznali również swoją karę. UEFA nałożyła na nich grzywnę w wysokości 40 tysięcy euro.

„Będą apelować”

AZ opublikowało już stosowny komunikat, w którym potwierdza, że po otrzymaniu uzasadnienia nałożonej kary złoży apelację do UEFY. Teraz potwierdza to również dziennikarz portalu „Voetbal International” – Sander Janssen w rozmowie ze sport.pl.




– Są bardzo źli na decyzję UEFA i na pewno będą apelować – powiedział dziennikarz. Przyznał jednak, że dla niego grzywna nie była żadnym zaskoczeniem – Dla mnie ta kara nie wygląda na jakiś wielki problem. Feyenoord otrzymał podobną grzywnę po ich meczu z Atletico Madryt. Działacze UEFA cały czas wlepiają komuś kary więc nie jestem zaskoczony konsekwencjami dla Alkmaar.




W czwartek doszło do rewanżowego meczu między Legią a AZ. Spotkanie wygrali „Wojskowi” (2-0), dzięki czemu wywalczyli awans do 1/16 Ligi Konferencji Europy, zajmując 2. miejsce w grupie. 1. zajęła Aston Villa, a Holendrzy skończyli zmagania zamykając podium.

Europejska drużyna rozegra sparing z Rosją? „Związki kultywują relację przyjaźni”

Zaskakujące informacje przekazuje serbski portal „Sportklub”. Według nich, ich reprezentacja ma zagrać mecz towarzyski z… Rosją. Spotkanie miałoby się odbyć w Sankt Petersburgu. 




24 lutego 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę, za co nałożono na nią wiele sankcji – także sportowych. UEFA wykluczyła Sborną ze wszystkich swoich rozgrywek, podobnie jak FIFA, która nie dopuściła Rosjan do baraży o mundial w Katarze. Od tamtej pory reprezentacja rozgrywa tylko mecze towarzyskie. W tym roku grała między innymi z Iranem i Irakiem (1-1 i 2-0) czy z Kamerunem (1-0).

Szokujący ruch?

Niebawem do tego grona może jednak dołączyć również… Serbia. Według serbskiego „Sportklub” uczestnik Euro 2024 miałby rozegrać z Rosją sparing 21 lub 22 marca. Co ciekawe, odbyć by się miało w Sankt Petersburgu.




Warto zaznaczyć, że w listopadzie ubiegłego roku w Ubie młodzieżowe reprezentacje obu tych krajów zagrały ze sobą spotkanie towarzyskie. Dorosłe kadry natomiast grały ze sobą w ostatnich latach bardzo często. W latach 2008-2016 rozegrali aż 4 sparingi. Na portalu czytamy natomiast, że: „związki piłkarskie Serbii i Rosji od lat kultywują relacje na najwyższym poziomie przyjaźni”.




Na razie są to jedynie doniesienia, które mogą zostać szybko zweryfikowane. Podobna sytuacja miała miejsce pod koniec ubiegłego roku, kiedy to sparing w Sankt Petersburgu z Rosją rozegrać miała Bośnia i Hercegowina. Wówczas przeciwko opowiedzieli się jednak piłkarze, na czele z kapitanem – Edinem Dżeko.

Sponsor PZPN zbliża się do upadku? Wraz z końcem roku ma zakończyć działalność

Inszury.pl, czyli kontrowersyjny sponsor PZPN, może wkrótce przestać istnieć. Takie informacje przekazał serwis cashless.pl.




Inszury.pl to internetowa porównywarka ubezpieczeń. Pierwszy raz mogliśmy o niej usłyszeć przed startem mundialu w Katarze. Wówczas, jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej działalności, została ogłoszona jako sponsor reprezentacji Polski.




Bardzo głośno zrobiło się o niej dopiero przy okazji wyjazdowego meczu z Mołdawią. Chodzi o tamtejszy skandal i obecność na pokładzie samolotu lecącego z kadrą do Kiszyniowa, Mirosława Stasiaka, skazanego za korupcję. Wówczas to właśnie inszury.pl wzięło na siebie winę i przyznało do zaproszenia działacza.

Koniec?

Teraz, jak podaje portal cashless.pl, firma może przestać istnieć. Z ich informacji wynika, że podmiot ma zakończyć działalność wraz z końcem bieżącego roku. Tym bardziej, że główna działalność firmy miała opierać się na stronie internetowej, a ta – nie działa. Podobnie ma się infolinia, która też pozostaje nieczynna.




PZPN za umowę z inszury.pl, a właściwie ze Spółką Polskie Media Ubezpieczeniowe, miała otrzymać spore pieniądze. Mowa o kwocie rzędu sześciu milionów euro.

Co dzieje się z Maciejem Rybusem? Agent piłkarza ujawnia

Agent Macieja Rybusa zdradził, jak wygląda obecnie sytuacja jego zawodnika. Polak nie może liczyć na regularną grę w klubie. 




Gdy wybuchła wojna na Ukrainie, wielu zawodników grających na rosyjskich boiskach zdecydowało się zmienić kluby. Były jednak przypadki, kiedy piłkarz wolał zostać, mimo konfliktu. Taką decyzję podjął właśnie Maciej Rybus, który z tego powodu przestał również otrzymywać powołania do reprezentacji Polski.

Nie jest najlepiej

Latem bieżącego roku Rybus postanowił nawet zmienić klub na Rubin Kazań, tym samym przechodząc do swojego czwartego klubu w Rosji. Nie wygląda to jednak dla niego zbyt dobrze. Ostatni raz na boisku pojawił się 8 sierpnia przy okazji meczu z Lokomotiwem Moskwa – byłym zespołem piłkarza. Teraz głos w jego sprawie zabrał agent – Roman Oreszczuk. Wyjaśnił on przyczyny długiej absencji Rybusa.




– Maciej pracuje z resztą grupy i będzie gotowy do gry w drugiej części sezonu. To decyzja sztabu szkoleniowego. Umowa wygaśnie latem, ale o jakich negocjacjach możemy mówić, jeśli Maciej nie gra? Jest za wcześnie, musi dojść do siebie. Ten chłopak chce jeszcze trochę pograć. Ma urazy mechaniczne, na które nikt nie jest odporny – cytował portal soccer.ru.




Rybus ma w swoim CV także Olympique Lyon, w którym spędził rok. Wcześniej grał w Legii Warszawa. W reprezentacji Polski rozegrał 66 meczów, uczestniczył w Euro 2012 i 2016 oraz był obecny na mundialu w 2018 roku.

Kibic Wisły Kraków pozwany przez… Wisłę Kraków. Klub domaga się 20 tysięcy złotych rekompensaty

Do zaskakującej sytuacji doszło z udziałem Wisły Kraków. „Biała Gwiazda” pozwała swojego kibica za… post na Twitterze. 




Pod Wawelem ambicja jest prosta – powrót do Ekstraklasy i odbudowa dawnej siły. Wiślacy jednak prezentują rozczarowującą formę i raczej nie zanosi się na wywalczenie awansu w trwających rozgrywkach.

Pozwany za post

Na Twitterze kibice często dawali upust emocjom i pokazywali swoje niezadowolenie względem formy „Białej Gwiazdy”. Jeden z nich oskarżył nawet klub o opłacanie lokalnych dziennikarzy: Bartosza Karcza z „Gazety Krakowskiej” oraz Marcina Ryszkę z „Goal.pl”. Spotkało się to z błyskawiczną i ostrą reakcją Jarosława Królewskiego.




Kibic został pozwany przez Wisłę, a klub domaga się w zadośćuczynienia w wysokości ponad 20 tysięcy złotych. Głos w tej sprawie zabrał już pozwany kibic oraz sam Królewski, który wytłumaczył decyzję.

– Dostałem pozew od Wisły Kraków o naruszenie dóbr osobistych w znanej Wam sprawie Bartosza Karcza na 20 tysięcy złotych! Zleciłem więc sprawę adwokatowi Robertowi Tomczykowi, który specjalizuje się także i w tego typu zagadnieniach – napisał kibic. 




– Pomówił Pan klub oraz dziennikarzy Karcza oraz Marcina Ryszkę, że klub ich opłaca, więc będzie Pan mógł udowodnić, że tak jest. Po co ten stres. Poprosiliśmy uprzejmie Pana Jarosława o skasowanie wpisów i przeprosiny – miał to gdzieś, więc w kolejnych trybach otrzymał pozew. Proste – wyjaśnił z kolei Królewski. 

Legia zarobiła wielką kasę w Lidze Konferencji. Wiadomo, ile wpłynie do klubu

Legia Warszawa zagra wiosną w 1/16 Ligi Konferencji Europy. Wicemistrzowie Polski wygrali w czwartek z AZ Alkmaar (2-0) ostatni mecz fazy grupowej. Tym samym wyszli ze swojej grupy z drugiego miejsca. Wiadomo, ile dzięki temu sukcesowi wypłynie do kasy „Wojskowych”. 




Legia nie miała prostego zadania przed ostatnim meczem w grupie. Aby zapewnić sobie awans wystarczył im co prawda remis z AZ, ale Holendrzy zapowiadali się na ciężkiego przeciwnika. Ostatecznie ekipa Kosty Runjaicia wykonała swoje zadanie w 100 procentach i wygrała 2-0.

Wysokie bonusy

Tym samym Legia zakończyła fazę grupową z czterema zwycięstwami na koncie. To się przełożyło na 2 mln euro (500 tys. za każdą wygraną). Dodatkowo zgarnęli 325 tysięcy za zajęcie 2. miejsca w grupie (Aston Villa za wygranie grupy otrzymała 650 tys.).




Przed „Wojskowymi” czekają również kolejne bonusy. Już za sam udział w 1/16 przypada im 300 tysięcy euro. W meczu z AZ Legia łącznie zagrała zatem o 1,125 mln euro. Łącznie natomiast w tej edycji zgarnęła ponad 7 mln euro, na co składa się awans do fazy grupowej i gra w eliminacjach.




Już w najbliższy poniedziałek odbędzie się losowanie 1/16 finału LKE. Legia może trafić między innymi na Ajax czy Sturm Graz. Rywala pozna o godzinie 14:00.

Gwiazda Legii blisko odejścia z klubu! Konkretne oferty na stole. Znane dwa kierunki transferu

Coraz więcej wskazuje na zimowy transfer Bartosza Slisza. Według portalu meczyki.pl w przypadku 24-latka pod uwagę brane są dwa kierunki. Nie brakuje ofert z topowych lig.




Slisz w bieżącym sezonie jest dla Legii wprost nieodzowny. Rozegrał już 31 meczów, a dzięki dobrej formie dostał powołanie do reprezentacji Polski od Michała Probierza. Zagrał w niej w trzech meczach o punkty – z Wyspami Owczymi, Mołdawią i Czechami.

Pora wyjechać?

24-latek rozgrywa już swój czwarty sezon w stolicy Polski. Do Legii trafił w połowie kampanii 2019/20 z Zagłębia Lubin za bagatela półtora miliona euro. Zbliża się jednak moment, kiedy Slisz musi podjąć decyzję o odejściu z Warszawy i wyjechaniu do zagranicznego klubu. Tym bardziej, że jego kontrakt wygasa pod koniec grudnia przyszłego roku. Zima może być więc ostatnią okazją do zarobienia na jego transferze.




Według portalu meczyki.pl zainteresowanych pomocnikiem nie brakuje. Oferty do Legii mają spływać z Włoch, Hiszpanii, Niemiec czy USA. Tomasz Włodarczyk twierdzi natomiast, że to właśnie te dwa ostatnie kierunki są najbardziej atrakcyjne dla samego zawodnika. Co więcej, na trybunach mieli się już pojawiać wysłannicy z konkretnych klubów.




Dziennikarz „Meczyków” poruszył również temat kwoty, jaką Legia może za Slisza zarobić. Mowa o blisko dwóch milionach euro.

– Ile może na tej transakcji zarobić Legia? W okolicach dwóch milionów euro – zważywszy na długość kontraktu piłkarza. Więcej w tym temacie powinno być wiadomo po dzisiejszym meczu z AZ Alkmaar. Awans lub jego brak zdefiniuje pozycję Legii na wiosnę – również potrzeby finansowe klubu – czytamy w tekście Włodarczyka. 

Wiadomo, kto pokaże Ligę Mistrzów w następnych sezonach? Borek nie ma żadnych wątpliwości

Mateusz Borek nie ma wątpliwości, do kogo trafią prawa na transmitowanie Ligi Mistrzów w kolejnych latach. Zdaniem współwłaściciela „Kanału Sportowego” tylko jeden dostawca może przejąć kontrakt. 




Od sezonu 2024/25 Liga Mistrzów będzie mieć zupełnie inny format. Zniknie podział na grupy, a rozgrywki przejdą na system szwajcarski. Wraz z końcem bieżącego sezonu zakończy się również kontrakt Polsatu Sport na transmitowanie LM.

„Nie ma innego”

Mateusz Borek w najnowszym programie poruszył właśnie ten temat. Przyznał tam, że nie ma żadnych wątpliwości, do kogo zawędrują prawa na transmitowanie Ligi Mistrzów.




– Wydaje mi się, że dziś nie ma innego faworyta do wygrania praw do Champions League niż telewizja Polsat – stwierdził dziennikarz.




Przetarg ma mieć miejsce w okolicach lutego lub marca przyszłego roku. Borek dodaje, że poza Ligą Mistrzów, Polsat ma mieć zapędy na zgarnięcie również Ligi Europy i Ligi Konferencji. Te obecnie należą do „Viaplay”, które jednak niebawem zniknie z polskiego rynku.

– Potem Polsat będzie ewentualnie szukał nabywcy na sublicencję – podsumował.

Młodzieżowy reprezentant Polski wyjawił kulisy afery alkoholowej. „Poszliśmy… przestaliśmy myśleć”

Na niedawnych mistrzostwach świata U17 doszło do skandalu w reprezentacji Polski. Czterech kadrowiczów wróciło do kraju ze względu na aferę alkoholową. Teraz o kulisach sprawy postanowił opowiedzieć Jan Łabędzki. 




W Indonezji doszło do wielkiego skandalu. Czterej młodzieżowi reprezentanci Polski zostali przyłapani na piciu alkoholu. Finalnie „Biało-Czerwoni” odpadli z turnieju po trzech meczach grupowych.

„Przestaliśmy myśleć”

Teraz o całej sprawie postanowił opowiedzieć Jan Łabędzki. Piłkarz ŁKS-u na łamach tygodnika „Piłka Nożna” wyjawił kulisy afery i przyznał, że bardzo żałuje wydarzeń z Azji.

– Trudno powiedzieć by cała sytuacja miała jednego prowodyra. Naprawdę trudno mi zrozumieć, jak taka głupota mogła nam przyjść do głowy, żeby wychodzić z pokoju hotelowego. Przecież na początku mieliśmy obejrzeć tylko film, odpocząć po towarzyskim meczu z USA. I nawet nie jestem w stanie powiedzieć, od kogo padło „idziemy”. No i poszliśmy… Przestaliśmy myśleć – wyjawił Łabędzki. 




– Jeszcze w taksówce przepraszałem za nasz występek, nie było jednak żadnej rozmowy. W hotelu podszedł do nas kierownik drużyny, lekarz i fizjoterapeuta, opowiedziałem, co się wydarzyło i poszliśmy spać. W ogóle nie dopuszczałem do siebie, że za ten występek zostaniemy wyrzuceni z mistrzostw. Trudno mi było sobie wyobrazić, że cała czwórka zostanie wykluczona z turnieju, który odbywa się na drugim końcu świata. Dopiero rano dowiedzieliśmy się, że wracamy do Polski i nie ma odwrotu od tej decyzji. Wróciliśmy do pokoju i płacz. Tylko tyle nam zostało – dodał.




W mediach pisano również o ciężkich warunkach, w jakich wykluczeni zawodnicy musieli wracać do Polski. Łabędzki potwierdził, że nie było łatwo, a podróż powrotna trwała ponad dobę.

– Byliśmy przekonani, że wrócimy z jednym z dwóch obecnych tam kierowników drużyny. Wracaliśmy sami, choć wtedy nikt o tym nie myślał. Zaczęło się na dobre, kiedy w Polsce wyszła ta sprawa. Mnóstwo telefonów, wiadomości. Rodzice, najbliżsi, nie wierzyli w to, co się stało. Bo dlaczego mieliby wierzyć, skoro w Polsce nigdy nie robiłem takich rzeczy – zaznaczył. 




– Wylądowaliśmy w środę o 6 rano. Po 25 godzinach podróży. Przede wszystkim byliśmy wystraszeni, że na lotnisku będą czekać na nas dziennikarze. Byłem w kontakcie z mamą, ale mówiła, że nikogo nie ma. Wie pan, jak wyglądaliśmy? Jak bohaterowie filmu „Kac Vegas”. I nie mówię tego, żeby żartować z naszego incydentu. Jeden w kąpielówkach, drugi w koszulce na lewą stronę, bo nie mieliśmy odzieży na zmianę, wszystkie reprezentacyjne stroje musieliśmy zostawić w Indonezji. Trzeci z klapkami w ręku. Podczas przesiadek ludzie zwracali nam uwagę, żebyśmy przerzucili koszulkę na właściwą stronę, a ona była po prostu brudna – podsumował.

„Persona non grata w kebabowniach” – duńskie media oceniły występ Grabary przeciwko Galatasaray

FC Kopenhaga wygrała wczoraj z Galatasaray (1-0) i zapewniła sobie awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Spora w tym zasługa Kamila Grabary, który zaliczył kolejne czyste konto i dobry występ. Teraz duńskie media wychwalają Polaka. 




Grabara najpóźniej latem przyszłego roku odejdzie z Kopenhagi do Wolfsburga. Na razie pozostaje jednak zawodnikiem mistrzów Danii, z którymi udało mu się awansować do fazy pucharowej LM.

„Persona non grata”

W meczu z Galatasaray Polak zachował kolejne czyste konto w tym sezonie, choć pracy w końcówce mu nie brakowało. Dziennikarze „Tipsbladet” nie ukrywają swoich zachwytów nad grą 24-latka. Za występ przeciwko tureckiej drużynie ocenili go na „czwórkę” w sześciostopniowej skali.




– Polski bramkarz stał się prawdopodobnie persona non grata we wszystkich kopenhaskich kebabowniach, po tym, jak dwa miesiące temu ostro skrytykował stadion Galatasaray i tureckich kibiców – napisali dziennikarze. 




– Po wtorkowym występie nic się nie zmieniło. W najbliższej przyszłości nie będzie mógł spokojnie zamówić shoarmy z dodatkowym chili – żartowali.




– Choć długo czekał na swoją pierwszą interwencję, to finalnie zanotował ich kilka. Kluczowe były zwłaszcza te w końcówce meczu. Dzięki nim zachował kolejne czyste konto – podsumowali. 

Chaos w Barcelonie. Xavi został przymuszony do zmiany kadry na mecz Ligi Mistrzów

FC Barcelona podjęła dziwne decyzje przed meczem z Royal Antwerp w Lidze Mistrzów. Blaugrana opublikowała kadrę meczową na to spotkanie, po czym ją zmieniła. „RAC1” przedstawia teraz nowe fakty w całym tym zamieszaniu. 




Ostatnio Barca przegrała 2-4 z Gironą i jeszcze bardziej zagęściła wokół siebie atmosferę. Już teraz pojawiają się informacje o kolejnych tarciach, jakie mają miejsce w drużynie. Co więcej, słychać również o możliwym zwolnieniu Xaviego i zastąpieniu go innym trenerem.

Laporta się wtrącił?

Na razie jednak to Hiszpan pozostaje na stanowisku szkoleniowca i w środę poprowadzi Barcelonę w ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów. Blaugrana ma już pewny awans z grupy, więc w spotkaniu z Royal Antwerp szansę na odpoczynek mieli dostać podstawowi zawodnicy. W pierwotnie opublikowanej kadrze meczowej zabrakło Roberta Lewandowskiego czy Ronalda Araujo i Ilkaya Gundogana.




Finalnie wspomniani zawodnicy… i tak udali się z drużyną do Belgii. Xavi podkreśla co prawda, że mogą oni liczyć na odpoczynek, a sama zmiana wyniknęła z przedłużonego pobytu w Antwerpii.




– Zmiana na liście powołanych wystąpiła ze względu na to, że zostaniemy tutaj dzień dłużej. Wszyscy podjęliśmy taką decyzję. Jeśli chodzi o rotację, to normalną rzeczą jest to, że mając awans, szansę na grę mogą otrzymać młodzi piłkarze czy tacy, którzy w ostatnim czasie grali mniej – podkreślał na konferencji. 




Nowe informacje w tej sprawie przedstawiła rozgłośnia „RAC1”. Dziennikarze twierdzą, że to nie Xavi podjął decyzję o zabraniu Lewandowskiego, Araujo i Gundogana do Belgii. Odgórnie narzucić miał mu to Joan Laporta.

„Specjalny status” Yarka Gąsiorowskiego. Tak Valencia traktuje 18-latka, mogącego grać dla Polski

Yarek Gąsiorowski to bardzo duży talent hiszpańskiej piłki. Zawodnik Valencii posiada polskie korzenie i w przyszłości mógłby reprezentować również nasz kraj. Problemem jest jednak jego klub, który podjął decyzję ws. jego przyszłości i blokuje piłkarza. O „specjalnym statusie” Gąsiorowskiego pisze więcej portal „Relevo”. 




18-latek jest w tym sezonie beneficjentem kiepskiej formy Valencii. „Nietoperze” radzą sobie bardzo słabo w lidze, co skutkuje wieloma szansami dla młodych zawodników. Jak na razie Hiszpan, posiadający również polskie obywatelstwo, rozegrał siedem meczów (między innymi z Realem Madryt czy Gironą).

Specjalne traktowanie

Valencia bardzo ceni sobie umiejętności Gąsiorowskiego. Mimo młodego wieku piłkarz ma mieć w klubie wręcz status nietykalnego. Odnosi się to konkretnie do kwestii jego sprzedaży. W minionym sezonie „Nietoperze” odrzuciły już ofertę z RB Salzburg, opiewającą na około pięć milionów euro.




Jak podaje „Relevo”, 18-latek ma zostać w Valencii na dłużej, a w drugiej części trwających rozgrywek – pełnić jeszcze ważniejszą rolę. Portal dodaje jednak, że klub może zmienić zdanie, jeśli pojawi się atrakcyjna oferta. Na ten moment jednak Gąsiorowski ma „specjalny status” w klubie i nie zapowiada się na jego sprzedaż.




– Jeśli pojawi się ogromna oferta, to klub ją zaakceptuje, choć fakt, że w zeszłym roku odrzucił pięć mln euro z Red Bulla Salzburg pokazuje, że nie chce się go pozbywać – czytamy. 




Warto zaznaczyć, że Gąsiorowski gra obecnie w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii, ale kwestia jego przyszłości jest nadal sprawą otwartą. 18-latek posiada polski paszport, dzięki czemu wciąż może zdecydować o reprezentowaniu „Biało-Czerwonych”.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.