O włos od tragedii na ruchomych schodach. Francuski piłkarz uratowany przez kolegę z drużyny [WIDEO]

Do tragedii mogło dojść z udziałem byłego reprezentanta Francji. Kolega z drużyny uratował go przed groźną kontuzją, a może nawet czymś dużo gorszym. Nagranie obiegło już media społecznościowe. 




Andre-Pierre Gignac od 2015 roku występuje na meksykańskich boiskach. Francuz gra w Tigres UANL, w których strzelił 204 goli i dołożył 50 asysty w 367 meczach. 38-latek należy obecnie do klubowych legend.

O krok od tragedii

Niewiele jednak brakowało a Gignac mógł ulec bardzo poważnemu wypadkowi. Do sieci trafiło wideo, na którym napastnik wjeżdża ruchomymi schodami na wyższe piętro. Kibice, którzy zobaczyli 38-latka szybko podbiegli w jego kierunku, prosząc o zdjęcia i autografy.




Jedna z fanek podała Francuzowi koszulkę Tigres, zaś ten wychylił się aby chwycić trykot. Nie zauważył jednak zbliżającego się sufitu, o który uderzył nawet głową. Przed dużo poważniejszą sytuacją uratował go kolega z drużyny, który szybko odciągnął Gignaca od barierki. Skończyło się na szczęście tylko na strachu i obaj wjechali bezpiecznie na kolejne piętro.

Co ciekawe spora część kibiców obarcza winą za tę sytuację kobietę, która podawała Gignacowi koszulkę. Pod jej adresem pojawiło się wiele nieprzychylnych komentarzy, zarzucających jej bezmyślność, która mogła doprowadzić do tragedii.

Lewandowski roześmiał się po pytaniu o następcę Xaviego. „Nie, nie. Nie dam się wciągnąć w spekulacje”

FC Barcelona nie spisuje się najlepiej w bieżącym sezonie. W Katalonii zapadły już pierwsze decyzje odnośnie przyszłości. Po zakończeniu trwającej kampanii z klubu odejdzie Xavi. O całą sytuację zapytano Roberta Lewandowski, który udzielił wywiadu „Przeglądowi Sportowemu”. 




„Blaugrana” odpadła już z Pucharu Hiszpanii oraz przegrała Superpuchar kraju. Nie idzie również w La Liga, gdzie Barcelona zajmuje 3. miejsce ze stratą aż 10 punktów do Realu Madryt oraz 5 do Girony.

„Nie dam się wciągnąć”

Wszystko złożyło się na niezadowolenie wśród kibiców, którzy chcieli zwolnienia Xaviego. Legenda klubu postanowiła, że tak właśnie zrobi, jednak jego odejście nastąpi dopiero po zakończeniu sezonu 2023/24. Naturalnie trwają zatem liczne spekulacje o tym, kto może przejąć Barcę latem.




Na giełdzie nazwisk nie brakuje wielu znanych szkoleniowców na czele z Juergenem Kloppem, który po sezonie odejdzie z Liverpoolu. Przewija się także Hansi Flick, który miał się ostatnio zacząć uczyć języka hiszpańskiego. Robert Błoński z „Przeglądu Sportowego” próbował zapytać o tę sytuację Roberta Lewandowskiego. Ten jednak zareagował na pytanie śmiechem, nie udzielając konkretnej odpowiedzi.




– Hahaha… Nie, nie. Nie dam się wciągnąć w takie spekulacje, bo czegokolwiek bym nie powiedział, wywoła to tutaj ogromną polemikę, a i tak informacji jest mnóstwo. Hansiego znam, mamy dobry kontakt, ale dziś trenerem Barcelony jest Xavi. Szczerze, to nawet nie wiem, kiedy zapadnie decyzja i kiedy ogłoszą, kto do nas przyjdzie od nowego sezonu – odparł „Lewy”.

Potężna afera w Gwinei Równikowej. Prezydent obiecał piłkarzom premię za wyjście z grupy PNA

W Gwinei Równikowej wybuchła bardzo duża afera. Tamtejsza federacja potwierdziła zawieszenie dla Emilio Nsue i Iban Salvador w obowiązkach reprezentacyjnych. Dodatkowo zwolniono obecnego selekcjonera – Juana Micha. Wszystko to ma być pokłosiem deklaracji prezydenta kraju odnośnie… premii. 




Przy okazji mundialu w Katarze wokół reprezentacji Polski wybuchła gruba afera. Ówczesny prezes rządu, Mateusz Morawiecki obiecał piłkarzom premię za wyjście z grupy, co faktycznie udało się zrobić. Pieniądze miały jednak podzielić zawodników i finalnie doprowadzić do przetasowań w drużynie. Zwolniono między innymi Czesława Michniewicza.

Deja vu?

Teraz do podobnej sytuacji doszło przy okazji Pucharu Narodów Afryki. Gruba afera wyszła w Gwinei Równikowej, która na ostatnim turnieju trafiła do grupy z Wybrzeżem Kości Słoniowej, Nigerią i Gwineą-Bissau. Choć przynajmniej pierwsi z wymienionych rywali wydawali się silniejsi, to „Narodowy Grzmot” zajął pierwsze miejsce, a po drodze rozbił gospodarzy PNA (WKS) aż 4-0.




Gwinea Równikowa nie dała jednak rady długo zabawić na turnieju, bo już w 1/8 przegrała z Gwineą 1-0. Rzutu karnego nie wykorzystał w tym meczu Emilio Nuse, ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu tytułu króla strzelców. W sumie zdobył on pięć goli.




Wracając jednak do wspomnianej afery – Nuse został zawieszony za niedopuszczalne zachowania przed i po Pucharze Narodów Afryki. Jego los podzielił także Iban Salvador, czyli zawodnik Miedzi Legnica. Piłkarza oskarżono o udział w „nieprzyjemnym incydencie”, który wydarzył się w Abidżanie 29 stycznia, a więc dzień po meczu z Gwineą.




Mało tego, media informują o zwolnieniu selekcjonera Juana Micha. Rewelacji nie potwierdziła jeszcze krajowa federacja, ale decyzja miała być podyktowana premiami, obiecanymi piłkarzom przez prezydenta kraju.

Legia sprzątnie duży talent sprzed nosa Manchesteru City? Trwają poszukiwania następcy Muciego

Legia Warszawa szuka następcy Ernesta Muciego, który w ostatnich dniach przeszedł do Besiktasu. Według Piotr Koźmińskiego z „WP Sportowe Fakty” klub z Łazienkowskiej znalazł już konkretnego piłkarza, który pasowałby do oczekiwań. Transakcja może zostać dopięta jeszcze przed końcem okienka. 




Kilka dni temu gruchnęła wieść o nagłym transferze Ernesta Muciego. Albańczyk, który świetnie spisywał się w tym sezonie w barwach Legii, wybrał przenosiny do tureckiego Besiktasu. „Wojskowi” zainkasowali za swojego byłego piłkarza około 10 mln euro oraz zapewnili sobie procent od kolejnego transferu.

Szukanie następcy

Teraz przy Łazienkowskiej poszukiwany jest piłkarz, który mógłby z miejsca wskoczyć do składu Kosty Runjaicia. Sam Niemiec ma naciskać na zarząd w tej kwestii i oczekiwać solidnego wzmocnienia jeszcze w tym oknie transferowym. Według Piotra Koźmińskiego Legia znalazła już nawet konkretnego zawodnika.




Mowa o 20-letnim Samedzie Bazdarze z Partizana Belgrad. Dziennikarz „WP Sportowe Fakty” podaje, że Serb jest na celowniku „Wojskowych”, zaś zainteresowanie nim mają również wykazywać Manchester City czy RB Lipsk, które bacznie monitorują sytuację.  Ofensywny pomocnik jest jednak jedną z kilku opcji. Koźmiński twierdzi wprawdzie, że Legia obserwuje Bazdara, ale wiele wskazuje na to, że postawią na bardziej doświadczonego piłkarza.




Przypomnijmy, że Legia w miniony weekend wróciła do gry po przerwie zimowej. W pierwszym meczu w Ekstraklasie w tym roku pokonała Ruch Chorzów (1-0). Już w najbliższy czwartek zmierzy się z kolei z norweskim Molde w 1/16 Ligi Konferencji Europy.

Szymon Włodarczyk może szybko zmienić klub. „Zimą pojawiały się zapytania. Zobaczymy”

Szymon Włodarczyk ekspresowo opuści Austrię na rzecz silniejszej ligi? Takiej ewentualności nie wyklucza sam napastnik. W rozmowie z portalem sport.tvp.pl sam zdradził, że już zimą otrzymywał liczne zapytania. 




Latem minionego roku 21-latek zdecydował się na odejście z Górnika Zabrze i trafił do Sturmu Graz. Zaliczył mocne wejście do ligi austriackiej, choć z czasem jego forma nieco spadła. W sumie w bieżącym sezonie uzbierał natomiast 9 goli i 2 asysty w 30 meczach we wszystkich rozgrywkach (liga, puchar i europejskie puchary).

Ekspresowy transfer?

Dobre wejście do nowej drużyny oraz ligi spowodował, że Włodarczykiem zainteresowały się inne kluby. Sam zawodnik potwierdził, że otrzymywał liczne zapytania o swoją sytuację i możliwy transfer. Takie miały pojawiać się jeszcze zimą.




– Przyznam, że zimą pojawiały się już zapytania z innych klubów. Zobaczymy, co stanie się latem. Może już wtedy pojawi się świetna oferta i Sturm stwierdzi, że warto puścić mnie dalej? Nigdy nie da się do końca określić przyszłości w piłce nożnej – powiedział 21-latek.




Sturm Graz jest ponoć gotów puścić Włodarczyka, ale chce za niego zaporowej kwoty. Mówi się o nawet 15 mln euro, a nieoficjalnie zainteresowany ma być nim Celtic. Warto przypomnieć, że korzyści z takiego transferu spłynęłyby również do polskich klubów. Zarówno Legia, jak i Górnik otrzymają dodatkowe środki z racji bonusu solidarnościowego od kolejnego transferu napastnika.

Saudyjskie kluby kusiły Arkadiusza Milika. Polak otrzymał dwie oferty z Bliskiego Wschodu

Arkadiusz Milik mógł odejść z Juventusu na rzecz ligi saudyjskiej. Z Arabii otrzymał dwie oferty, jednak zdecydował się je odrzucić. Sytuacja miała mieć miejsce w ostatnich miesiącach. 

Polak pełni obecnie rolę rezerwowego w Juve. Taką pozycję „zawdzięcza” swojej dość kiepskiej skuteczności. Milik w 23 meczach „Starej Damy” we wszystkich rozgrywkach uzbierał zaledwie pięć goli. Co ciekawe, aż trzy z nich zdobył w meczu Pucharu Włoch na początku stycznia, kiedy ustrzelił hat-tricka Frosinone.

Odrzucił Arabię

Teraz okazuje się, że Milik mógł odejść z Włoch zimą. Nicolo Schira, renomowany włoski dziennikarz zdradził, że 29-latek otrzymał w ciągu ostatnich miesięcy dwie oferty z Bliskiego Wschodu. Nie zdradzono jednak, jakie kluby konkretnie miały zabiegać o jego usługi. Milik zdecydował się odrzucić otrzymane propozycje i kontynuować walkę o skład w Turynie.

Napastnik nie jest jedynym Polakiem, o którego zabiegają kluby z Arabii Saudyjskiej. W mediach regularnie przewija się temat transferu do Saudi Pro League Roberta Lewandowskiego. Do niedawna huczało również o Piotrze Zielińskim, który nie mógł dogadać się z Napoli i finalnie ma trafić do Interu Mediolan.

Zamieszanie z transferem Rafała Gikiewicza do Widzewa. Brat bramkarza zabrał głos

Rafał Gikiewicz znajduje się obecnie na testach przed transferem do Widzewa Łódź. Okazuje się jednak, że nadal nie wiadomo, czy doświadczony bramkarz zostanie zawodnikiem łodzian. Jego brat, Łukasz, poddał w wątpliwość medialne doniesienia, sugerując, że negocjacje ciągle trwają.

W poniedziałkowy poranek media społecznościowe obiegł wpis Widzewa Łódź z dołączonym zdjęciem Rafała Gikiewicza. Klub dodał do postu opis: „Rafał Gikiewicz przechodzi testy medyczne przed dołączeniem do Widzewa Łódź”, który dość jasno sugerował, że wkrótce oficjalne zostanie ogłoszony powrót Polaka do Ekstraklasy.

„Negocjacje trwają”

Dość niespodziewanie pojawiło się jednak zamieszanie. Samuel Szczygielski z portalu meczyki.pl napisał na Twitterze, że transfer Gikiewicza do Widzewa jest już dopięty. Odpowiedział mu z kolei brat piłkarza, Łukasz. Wpis okrasił wymownym opisem: „Chyba czegoś nie wiem”. 

Następnie 36-latek wdał się w dyskusję z internautami pod wpisem. Wynikło z niej przede wszystkim to, że choć Widzew wrzucił na swoje social media zdjęcie z badań „Gikiego”, to… jego transfer nie został jeszcze dopięty w klubie.

– To według ciebie najpierw robi się badania medyczne A później sobie pogadają czy w ogóle podpisze? – pytał jeden z użytkowników.

– Widocznie tak Widzew robi bo nie jest nic podpisane + rozmowy trwają – odpowiedział napastnik.

Sir Alex Ferguson dostał pytanie o Tottenham. Bezlitosna odpowiedź legendarnego trenera [WIDEO]

Sir Alex Ferguson był obecny podczas gonitwy Betfair Denman Chase w Newbury. Legendarnego szkoleniowca Manchesteru United „przyłapali” dziennikarze „Sky Sports”. Szkoleniowiec otrzymał dość nietypowe pytanie o… Tottenham. 




82-latek prowadził „Czerwone Diabły” w latach 1986-2014. Od zakończenia swojej przygody z fachem trenerskim wciąż aktywnie uczestniczył w życiu ekipy z Old Trafford. Pracował wówczas w strukturach klubu. Regularnie pojawiał się również na trybunach stadionu, wspierając ukochaną drużynę.

„Czy Tottenham wygra Premier League? Nie”

Prywatnie Ferguson jest również zapalonym fanem wyścigów konnych. Ostatnio był obecny w Newbury, gdzie z poziomu trybun śledził gonitwę Betfair Denman Chase. Przy okazji spotkał się z Mattem Chapmanem, redaktorem „Sky Sports”, który zadał Szkotowi kilka pytań. Jedno z nich dotyczyło Tottenhamu, a konkretnie tego, czy ekipa z Londynu sięgnie po mistrzostwo Anglii. Legendarny szkoleniowiec nie miał żadnych wątpliwości i natychmiastowo, z uśmiechem na ustach, odparł, że nigdy to nie nastąpi.




– Konkurencja ze strony Manchesteru City i Liverpoolu jest zbyt duża – rozwinął Ferguson. 




Chapman się jednak nie poddał i próbował dalej. Zadał kolejne pytanie, tym razem o to, czy Tottenham jest bliższy wygrania Premier League od Manchesteru United. Szkoleniowiec ponownie nie zostawił żadnych wątpliwości „Kogutom”.

Marek Papszun nie oszczędził Cezarego Kuleszy. „To nie jest prywatny klub, tylko dobro narodowe”

Marek Papszun w rozmowie z portalem „Piłka Nożna” nie szczędził ostrych słów pod adresem decyzji Cezarego Kuleszy jako prezesa PZPN. Były trener Rakowa Częstochowa skupił się między innymi na ostatnich decyzjach działacza. Oberwało mu się także za wybór selekcjonera. 




Pod koniec 2023 roku Michał Probierz zastąpił na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski Fernando Santosa. Wśród faworytów na to stanowisko wymieniano również Marka Papszuna. Przed podjęciem ostatecznej decyzji Kulesza miał się nawet spotkać z byłym szkoleniowcem Rakowa, ale jego wybór padł na obecnego opiekuna kadry.

Był bez szans?

Teraz w rozmowie z portalem „Piłka Nożna” postanowił wrócić do wyboru selekcjonera. Jego zdaniem mimo spotkania z Kuleszą i tak nie miał żadnych szans na objęcie reprezentacji Polski. Prezes PZPN miał dokonać wyboru jeszcze wcześniej i niezależnie od rozmowy chciał postawić na Probierza.




– Z mojej perspektywy, nie miałem żadnych szans, to nie była rywalizacja. Brałem udział w czymś, co de facto nie istniało, dlatego nie czuję się przegrany. Prezes podjął decyzję już przed spotkaniem ze mną, że selekcjonerem zostanie Michał Probierz, absolutnie takie było jego prawo – stwierdził Papszun. 




W tej samej rozmowie szkoleniowiec nie oszczędził Kuleszy. 49-latek zauważył, że wybory podjęte przez prezesa nie przełożyły się na wyniki „Biało-Czerwonych”. Papszun nie szczędził ostrych, stanowczych słów.

– Wybierał trenera najważniejszej drużyny w Polsce, więc naturalnie za tę decyzję ponosi odpowiedzialność. Zwłaszcza że nie pierwszy raz wybierał selekcjonera drużyny narodowej, a do jakich wyników te wybory doprowadziły, widzimy. Nie wyszliśmy ze słabiutkiej grupy i tylko dzięki przedziwnemu regulaminowi mamy szansę na awans – zaznaczył.  




– To nie jest prywatny klub, tylko dobro narodowe i jako kibice oczekujemy wykorzystania potencjału naszych piłkarzy. Temat dla mnie zamknięty – podkreślił, podsumowując. 

Już 21 marca reprezentacja Polski zagra z Estonią w barażach o mistrzostwa Europy w Niemczech. Jeśli uda się przejść tego rywala, to kadra Probierza zagra z wygranym pary Finlandia – Walia.

Roque dostał pytanie o rady od Roberta Lewandowskiego. Zdecydowana odpowiedź Brazylijczyka

Vitor Roque oficjalnie trafił do FC Barcelony zimą. W klubie wiążą z 18-latkiem wielkie nadzieje. Ostatnio młody napastnik udzielił krótkiej rozmowy „Mundo Deportivo”. Wypowiedział się w niej między innymi o Robercie Lewandowskim. 




Roque ma już na swoim koncie pierwsze trafienia w nowych barwach. Choć nie udało mu się nic strzelić w pierwszych meczach, to w ostatnich trzech zdobył dwie bramki. Przy okazji ostatniego meczu z Deportivo Alaves wyleciał dodatkowo z boiska z druga żółtą kartką, choć nie brakowało wokół tej sytuacji kontrowersji.

„Staram się podążać jego śladami”

Tak czy inaczej Brazylijczyk pozostaje wielką nadzieją dla kibiców Barcelony. Ostatnio 18-latek udzielił wywiadu „Mundo Deportivo”, w którym opowiedział o swoich pierwszych tygodniach w nowym klubie. Dziennikarze zapytali go także o jego relacje z Robertem Lewandowskim, z którym konkuruje o miejsce w składzie.




– To niesamowity zawodnik, jak wszyscy w szatni Barcelony. To piłkarz, który stworzył historię futbolu. Staram się uczyć od niego jak najwięcej, zawsze ma chęć do pracy. Po skończonych treningach idę z nim i staram się podążać jego śladami, aby nauczyć się jak najwięcej – stwierdził Roque.




Napastnik zdradził również rady, jakie otrzymywał od starszego kolegi.

– Mi mówi, że jestem jeszcze bardzo młody, więc mogę być spokojny, bo mam przed sobą świetlaną przyszłość – odparł Brazylijczyk.  

Popularny influencer na testach w Rakowie?! Niedawno walczył na gali Fame MMA

Zaskakujące informacje przekazuje portal czestosportowa.pl. Możemy na nim przeczytać, że w meczu rezerw Rakowa pojawił się znany YouTuber. Jego tożsamość nie została, póki co potwierdzona. 

Kilka dni temu rezerwy Rakowa Częstochowa przegrały 2-3 Garbarni Kraków. Dwa gole dla „Medalików” strzelił zawodnik testowany, którego tożsamość pozostała tajemnicą. Klub nie chciał zdradzić żadnych szczegółów dotyczących swojego potencjalnego nowego piłkarza.

YouTuber w Rakowie?

Te informacje postarał się jednak zgłębić Filip Dzięcioł. Jak dowiedział się dziennikarz portalu czestosportowa.pl tajemniczym zawodnikiem miał być Daniel Ostaszewski, czyli twórca internetowy, posługujący się pseudonimem „Ostry”.  W serwisie „Transfermarkt” możemy znaleźć informacje, że w przeszłości 23-latek miał trenować w Polonii Warszawa, Hutniku Warszawa, KS Łomianki, Pieście Piastów czy Ożarowii Ożarów Mazowiecki. Dzięcioł dodaje, że ostatnio Ostaszewski grał w A-klasowym KS Hetman 22 Katowice. W 9 występach strzelił w nim 15 goli.

Ostaszewskiego można z łatwością kojarzyć z internetu, ze względu na jego znajomość i gościnne wystąpienia u popularnego twórcy „Czajnika”, którego kanał ma aż dwa miliony subskrybentów. Sam „Ostry” może się natomiast pochwalić 250 tysiącami „followersów” na Instagramie. We wrześniu pojawił się również na gali Fame Friday Arena 2. Przegrał wówczas starcie z Kacprem Błońskim przez TKO w walce bokserskiej bez limitu czasowego.

Co ciekawe 23-latek ma ambitne plany. Jakiś czas temu otwarcie mówił, że zamierza skupić się na piłce, aby w 2024 roku trafić do Ekstraklasy. Później chciałby też zostać jej królem strzelców (w rozmowie z Betclic wskazał to jako cel na 2025 rok).

Chaos organizacyjny przed hitowym meczem Ekstraklasy. Legia wydała komunikat

Już dziś powraca Ekstraklasa. Od razu otrzymamy świetną dawkę kapitalnych emocji – starcie Ruchu Chorzów z Legią Warszawa na Stadionie Śląskim. Niestety, na kilka godzin przed spotkaniem ukazała się przykra informacja na temat jednego z kibiców „Wojskowych”. Dodatkowo towarzyszy temu chaos organizacyjny. 




Do Chorzowa z Warszawy ma przyjechać około 4,5 tysiąca kibiców. Już teraz jednak wiadomo, że pojawiają się spore problemy organizacyjne, spowodowane decyzjami władz miasta. Kibicom Legii nie zapewniono transportu z dworca na Stadion Śląski, wobec czego czeka ich pięciokilometrowy marsz oraz paraliż ulic. Legia postanowiła wydać w tej kwestii oświadczenie.




– Przed nami wielkie święto polskiej piłki, mecz Ruch Chorzów – Legia Warszawa na Stadionie Śląskim. Od kilku tygodni służymy organizatorom swoim doświadczeniem i pełnym wsparciem, mając na uwadze wysoką frekwencję kibiców, zarówno gospodarzy jak i gości – czytamy. 




– Jesteśmy w ciągłej gotowości do dialogu i współpracy z gospodarzem meczu oraz służbami odpowiadającymi za zapewnienie bezpieczeństwa. Poprosiliśmy o organizację autobusów dla 4,5 tys. kibiców Legii z dworca na stadion. Jeśli ten postulat okaże się niemożliwy do realizacji, nasi fani będą zmuszeni iść 5 km przez miasto. W takim wypadku apelujemy o wcześniejsze otwarcie bram stadionu dla naszych kibiców, którzy przyjadą do Chorzowa pociągiem o godz. 16. Brak zgody na takie rozwiązanie spowoduje kumulację ludzi, opóźnienia i blokady dróg. Według organizatorów czas wejścia na stadion jednej osoby wyniesie 20 sekund. Naszym zdaniem to zdecydowanie zbyt mało i jest nierealne do zrealizowania, szczególnie przy tak dużej liczbie widzów i jednocześnie małej liczbie dostępnych bram – dodano.




– Jako klub robimy wszystko, by zadbać o standardy obsługi i możliwość obejrzenia meczu przez naszych kibiców. Mamy nadzieję, że organizatorzy dzisiejszego spotkania staną na wysokości zadania. Ze strony Legii Warszawa deklarujemy dalsze pełne wsparcie i gotowość do pomocy organizatorom – podsumowano w komunikacie. 

Pełną treść oświadczenia Legii Warszawa możecie przeczytać w linku poniżej:

Komunikat Legii Warszawa – Legia Warszawa

[AKTUALIZACJA] Ruch Chorzów wydał swoje oświadczenie

Teraz do kwestii niezapewnienia transportu kibicom gości odniósł się również gospodarz meczu. Ruch Chorzów wydał oświadczenie, w którym nie zgadza się z atakiem w ich stronę. Klub przede wszystkim zaznacza, że organizację hitowego meczu z Legią planowano jeszcze w roku poprzednim, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik.

– Przypominamy, iż – mając w DNA prokibicowską postawę – przyznaliśmy kibicom Legii 4383 bilety, czyli pulę ponad dwa razy większą niż określają to przepisy (5% dostępnej pojemności trybun na dany mecz). Ponadto – choć nie leży to w gestii organizatora meczu, zaznaczamy, że podjęliśmy rozmowy z Zarządem Transportu Metropolitalnego oraz firmami transportowymi w kwestii przewozu kibiców Legii ze stacji kolejowej około 3,5 km w kierunku Stadionu Śląskiego, lecz nie znaleźliśmy podmiotu gotowego podjąć się organizacji tego przedsięwzięcia, informując o tym fakcie przedstawicieli Legii. Nie ukrywamy, że – chcąc wyjść naprzeciw naszym kibicom – jako Klub sami mierzymy się z podobnymi realiami, ale mimo dobrej woli każdej ze stron i dostatecznie dużego taboru w zasobach ZTM, problemem pozostaje liczba kierowców niewystarczająca do obsługi zleceń wszystkich chętnych – czytamy.

– Bramy Stadionu Śląskiego zgodnie z wnioskiem o organizację imprezy masowej – tak dla kibiców gospodarzy, jak i gości – standardowo zostaną otwarte na dwie godziny przed rozpoczęciem meczu, czyli o godz. 18:30. Ruch Chorzów deklaruje, iż dopełnia wszelkich starań, by kibice Legii znaleźli się na trybunach Stadionu Śląskiego w chwili rozpoczęcia dzisiejszego meczu. Ponadto pozostajemy w stałym kontakcie z przedstawicielami klubu naszych Gości oraz SLO Ruchu Chorzów i Legii Warszawa — podsumowano. 

Pełną treść oświadczenia Ruchu Chorzów możecie przeczytać w linku poniżej:

Oświadczenie Klubu – KS Ruch Chorzów

Kamil Glik skomentował domniemany konflikt z Robertem Lewandowskim. Wymowne słowa

Od zakończenia mundialu w Katarze Kamil Glik nie pojawił się już na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Piłkarz Cracovii został zapytany o swoją pozycję w kadrze oraz o… domniemany konflikt z Robertem Lewandowskim. Stoper nie zaprzeczył, a nawet jeszcze bardziej podkręcił spekulacje. 




Lewandowski dzierży opaskę kapitana reprezentacji Polski od wielu lat. Przejął ją jeszcze za kadencji Adama Nawałki od Jakuba Błaszczykowskiego. Sytuacja wzbudziła wówczas spore kontrowersje, a kibice i media doszukiwały się konfliktu między panami.

Wymowna odpowiedź

To jednak nie koniec historii. Przez długi czas utrzymywana była narracja, że mimo opaski Lewandowski nie był liderem drużyny. Tę funkcję pełnił natomiast Kamil Glik, zaś ich relacje daleko leżały od najlepszych.




Ostatni raz stoper zagrał jednak w reprezentacji jeszcze na mundialu w Katarze za kadencji Czesława Michniewicza. Później nie znalazł uznania ani u Fernando Santosa, ani u obecnego selekcjonera – Michała Probierza. Teraz w rozmowie z „Weszło” zawodnik odniósł się do swojej pozycji w kadrze. Pojawił się również wątek konfliktu z kapitanem.




– Nie wiem, przecież nie wysyłam powołań. Jeszcze rok temu byłem powoływany, pojechałem na mundial. Nie sądzę, żeby to miało jakikolwiek wpływ – zaznaczył. 

– Nic nie mówię. Komentuję tylko, dlaczego nie jestem powoływany, decyzję podejmuje selekcjoner Probierz – dodał. 




Taką odpowiedzią Glik dał pożywkę kolejnym spekulacjom. Mógł przecież zaprzeczyć, jeśli nie ma żadnego konfliktu z Lewandowskim, ale zamiast tego dał opinii publicznej furtkę do analizowania.

Molde zaprzecza plotkom nt. kibiców Legii. „Odsyłamy też do oświadczenia policji”

Już w przyszłym tygodniu dojdzie do meczu w fazie pucharowej Ligi Konferencji między Legią Warszawa a Molde. Wokół spotkania narastają negatywne emocje po tym, jak okazało się, że Norwegowie anulują noclegi kibicom z Polski, bo… są z Polski. „WP Sportowe Fakty” zapytało o to rzecznika prasowego klubu. 




Jak wiadomo – kibice Legii otrzymali zakaz wyjazdowy na pięć kolejnych meczów w europejskich pucharach. Oznacza to, że „Wojskowi” nie mogą liczyć na zorganizowany doping.




Okazuje się jednak, że trudności napotkali także indywidualni kibice. W internecie pojawiły się screeny z odmowami noclegów dla kolejnych fanów. Pojawiły się nawet plotki, że przed Polakami ostrzegała norweska policja. Burmistrz Molde w rozmowie z „WP Sportowe Fakty” zdecydowanie zaprzeczył jednak tym rewelacjom.

„Nie mogą kupować biletów”

W podobnym tonie wypowiedział się również rzecznik prasowy klubu, do którego odezwała się redakcja. Zdementował on plotki o wystosowanie prośby do hoteli, w myśl których miałyby one odrzucać rezerwacje dla polskich kibiców.




– Molde FK życzyłoby sobie powitać fanów Legii na meczu 15 lutego o 18:45, ale restrykcje UEFA sprawiły, że fani Legii nie mogą kupować biletów na to spotkanie – napisał Per Lianes w oświadczeniu dla „WP Sportowe Fakty”.




– Natomiast możemy zdementować plotki, że hotele w mieście zostały poproszone o powstrzymanie się od rezerwowania noclegów polskim kibicom. Takie pogłoski dotarły do naszego klubu, ale Molde FK nie kontaktował się z hotelami, aby takie ograniczenia zastosować. W tej sprawie odsyłamy też do oświadczenia policji w Molde, która podkreśla, że z jej strony nie było działań, aby takie ograniczenia zostały zastosowane – czytamy dalej.




– Molde FK ma tylko dobre doświadczenia z Legią Warszawa z 2013 roku, mamy wielu polskich obywateli jako kibiców na naszych meczach. Chcielibyśmy powitać kibiców przyjezdnej drużyny również na tym spotkaniu, ale musimy się stosować do ograniczeń nałożonych w tym przypadku przez UEFA – podsumował rzecznik. 

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.