Futurystyczny projekt stadionu w Arabii Saudyjskiej na Mistrzostwa Świata. Lokalizacja robi wrażenie [WIDEO]

Arabia Saudyjska przedstawiła projekt stadionu na Mistrzostwa Świata w 2034 roku. W jego wyposażeniu pojawi się wiele nowoczesnych funkcjonalności. Obiekt ma nosić imię koronnego księcia Mohammeda bin Salmana.




Imponujący projekt stadionu na mundial

Arabia Saudyjska od wielu miesięcy konsekwentnie stawia na inwestycje w piłkę nożną. Saudyjczycy sprowadzają do swojej ligi wielu znanych i utalentowanych piłkarzy. Wcześniej kraj z Bliskiego Wschodu przejął angielskie Newcastle United. Ponadto niedawno pojawiły się informacje o chęci sprofesjonalizowania przez nich trzeciej ligi.




Tomasz Hajto broni Roberta Lewandowskiego. „Przecież to jest jakaś hipokryzja” [CZYTAJ]

Wszystkie te działania mają najprawdopodobniej na celu wyrobienie sobie dobrej opinii w przestrzeni publicznej. Oprócz sportswashingu Arabia Saudyjska chciałaby osiągnąć status organizatora mistrzostw świata. Saudyjczycy celują w turniej w 2034 roku, do którego zdążyliby się przygotować.

Organizacja tak wielkiego wydarzenia wymaga budowy odpowiednich stadionów. Arabowie przedstawili niedawno projekt obiektu, który potencjalnie mógłby posłużyć na mundialu.




Według medialnych doniesień obiekt miałby stanąć na szczycie 200-metrowego klifu nieopodal Rijadu. Stadion miałby około 45 000 miejsc. W wyposażeniu znalazłyby się między innymi otwarty dach, wysuwana murawa i ekrany LED na ścianach. Obiekt byłby częścią wielkiego projektu supermiasta o nazwie Qiddiya City.




https://twitter.com/Spa_Eng/status/1746843967864381548

Źródło: Twitter

Tomasz Hajto broni Roberta Lewandowskiego. „Przecież to jest jakaś hipokryzja”

 

Tomasz Hajto był gościem w programie Romana Kołtonia na antenie Prawdy Futbolu. Były reprezentant Polski wypowiedział się na temat wyników plebiscytu Przeglądu Sportowego. Ekspert Polsatu Sport stanął w obronie Roberta Lewandowskiego i przejechał się po siatkówce.




Hajto o wynikach plebiscytu na Sportowca Roku w Polsce

Robert Lewandowski zajął siedemnaste miejsce w tegorocznej edycji plebiscytu Sportowca Roku. Odległa od podium lokata wywołała sporą dyskusję w przestrzeni publicznej. Wielu dziennikarzy i kibiców mówiło o tym, że „Lewy” może nie był ostatnio w najlepszej formie, ale w okresie oceny do plebiscytu zdobył mistrzostwo Hiszpanii oraz koronę króla strzelców ligi.




Xavi zrzuca winę na sędziego za porażkę z Realem? „Rzut karny, którego nie powinno być” [CZYTAJ]

W gronie broniących Roberta Lewandowskiego znalazł się Tomasz Hajto. Były reprezentant Polski w programie Romana Kołtonia na antenie Prawdy Futbolu przedstawił swoje zdanie w temacie wyników plebiscytu.

Zawodnik, który w przeszłości reprezentował m.in. barwy Schalke 04 Gelsenkirchen, porównał także piłkę nożną do siatkówki. Były obrońca reprezentacji Polski stwierdził, że najpopularniejszym i zdecydowanie cięższym sportem jest dyscyplina Roberta Lewandowskiego.




– Czterdzieste miejsce mu dajmy. Przecież to jest jakaś hipokryzja. Ja rozumiem, że chcieliśmy docenić kogoś jeżdżącego na rowerze albo na łyżwach. Dzisiaj rozmawiamy o siatkówce w Polsce – przecież to też jest niszowy sport. To jest sport, który jest popularny w 8-10 krajach na całym świecie – powiedział Tomasz Hajto.

– Dlaczego my odnosimy sukcesy w siatkówce? Romek… bo my płacimy najwięcej na całym świecie. My jesteśmy w stanie ściągnąć najlepszego zawodnika do Polski, bo my jesteśmy w stanie płacić 150-200 tysięcy miesięcznie pensji. Jak my byśmy w piłce byli w stanie płacić 20 milionów euro zawodnikowi – jednemu, ośmiu zawodnikom po 8 milionów, czterem po 12 i siedmiu po 6, to my byśmy też mieli jedną z najlepszych lig – stwierdził.

– To jest na pewno ciężki sport. Trzeba być super przygotowanym. To jest sport skakania. Tam nie dymasz 12 kilometrów w meczu na progowym tętnie 200, 220 – jak biegniesz 80 metrów, musisz 70 wrócić, kryć przeciwnika, operować jeszcze piłką nogami – dodał.




– Lepiej władamy rękami i nogami. Dziecko zaczyna jeść rękami, czy nogami? Ja się mega cieszę, że siatkówka ma sukcesy, sam ją oglądam, oglądałem też skoki narciarskie, ale nie bądźmy szowinistami. Nie starajmy się komuś udowodnić, że siatkówka jest bardziej popularna od piłki nożnej – podsumował.

Na szczęście Robert Lewandowski ostatnio wrócił do strzeleckiej formy. Kapitan reprezentacji Polski trafił do siatki rywali trzy mecze z rzędu. W ostatnim spotkaniu jego FC Barcelona uległa Realowi Madryt (1:4).

Źródło: Prawda Futbolu

Xavi zrzuca winę na sędziego za porażkę z Realem? „Rzut karny, którego nie powinno być”

Real Madryt pewnie pokonał FC Barcelonę w finale Superpucharu Hiszpanii. Xavi Hernandez w pomeczowej wypowiedzi zakwestionował decyzję głównego arbitra o podyktowaniu rzutu karnego dla Królewskich.




Wina sędziego?

Real Madryt wyprowadził dwa szybkie ciosy w ciągu pierwszych dziesięciu minut spotkania z FC Barceloną. Później spotkanie znów nabrało na intensywności ze względu na piękne trafienie Roberta Lewandowskiego.




Były piłkarz Legii i Arsenalu trafił do klubu z 14. ligi angielskiej. Szlachetny gest ze strony napastnika [CZYTAJ]

Nadzieje Dumy Katalonii zostały jednak szybko stłumione. Niedługo przed przerwą sędzia podyktował jedenastkę dla Realu Madryt, którą pewnie wykorzystał Vinicius Junior. W drugiej połowie Rodrygo podwyższył prowadzenie, a spotkanie zakończyło się wynikiem 4:1.




Xavi Hernandez w pomeczowej wypowiedzi zwrócił uwagę na różnicę klas w prezentowanym poziomie. Hiszpan docenił jakość Realu Madryt, ale wyraził także dezaprobatę w sprawie podyktowania „jedenastki”. Szkoleniowiec FC Barcelony, że rzut karny był niesłuszny.




– Zostaliśmy mocno zranieni za nasze wejście w mecz. Zaczęliśmy finał w najgorszy sposób, jaki się tylko dało. Przeciwko Realowi Madryt taka postawa jest nie do zaakceptowania – powiedział Xavi Hernandez na konferencji prasowej.

– Graliśmy źle w całym przekroju. Nie potrafiliśmy dobrze pressować, nie przerywaliśmy akcji taktycznymi faulami w okresie przejścia, kiedy sytuacje tego wymagały. Bramki straciliśmy po podaniach w wolne przestrzenie. Po 0:2 potrafiliśmy zareagować dobrze, mieliśmy dobre minuty do gola Roberta. Rzut karny, którego być nie powinno, był naszym zabójcą. Drużyną totalnie się rozłączyła – dodał Hiszpan.

– Futbol to gra błędów i nie minimalizować swoich, ale też trzeba zmaksymalizować zalety Realu. To dla nas ciężka porażka. Z tego miejsca składam najszczersze przeprosiny, ponieważ tak nie powinien wyglądać obrazek, w którym Barça znacząco odstaje od Madrytu. Niezależnie od okoliczności nie byliśmy na naszym poziomie – podsumował szkoleniowiec Barcy.

Źródło: Sport, transfery.info

fot. FC Barcelona

Real Madryt rozgromił FC Barcelonę w finale Superpucharu. Sporo krytyki w stronę Xaviego po klasyku [REAKCJE]

Real Madryt rozgromił FC Barcelonę (4:1) w finale Superpucharu Hiszpanii. Królewscy w starciu dwóch największych drużyn w Hiszpanii pokazali klasę wyższą niż ich rywale z Katalonii.




Superpuchar dla Realu Madryt

Królewscy szybko otworzyli wynik w meczu z FC Barceloną. Dwa szybkie ciosy w ciągu dziesięciu minut obnażyły słabość Dumy Katalonii w formacji defensywnej. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem 3:1. Wszystkie bramki Królewskich przed przerwą zdobył Vinicius Junior.

Były piłkarz Legii i Arsenalu trafił do klubu z 14. ligi angielskiej. Szlachetny gest ze strony napastnika [CZYTAJ]




Brazylijczyk został później nagrodzony statuetką dla najlepszego piłkarza meczu. Honorową bramkę dla FC Barcelony zdobył Robert Lewandowski. W drugiej połowie prowadzenie Realu Madryt podwyższył Rodrygo. Mecz wydawał się wówczas rozstrzygnięty, bowiem kilka minut później Ronald Araujo otrzymał czerwoną kartkę, przez co mistrzowie Hiszpanii kończyli mecz w dziesiątkę.




Reakcje

Spotkanie swoją intensywnością wywołało sporo emocji wśród opinii publicznej. Kibice i dziennikarze najczęściej zwracali uwagę na nieudolność FC Barcelony w obronie. Pojawiły się również głosy świadczące o sporym doświadczeniu i spokoju ze strony Realu Madryt. Najwięcej pochwał zebrał jednak Kroos i Vinicius. Nie zapomniano także o pstryczkach w stronę trenera Xaviego Hernandeza.




Źródło: X

Fot. Zrzut ekranu (Eleven Sports)

Były piłkarz Legii i Arsenalu trafił do klubu z 14. ligi angielskiej. Szlachetny gest ze strony napastnika

Były piłkarz Legii Warszawa i Arsenalu ponownie wrócił do gry. Wiele wskazuje na to, że 40-letni Eduardo Da Silva będzie występował w 14. lidze angielskiej.




Ambasador

Eduardo dołączył do Legii Warszawa w styczniu 2018 roku. Jego przygoda z polskim klubem była dość nieudana. Napastnik w czternastu spotkaniach zaliczył dwie asysty. Były reprezentant Chorwacji po epizodzie w Polsce zakończył karierę.

Władze Ekstraklasy dyskutują z PZPN-em na temat rewolucji w VAR. „Nie byłoby problemu, z którym mierzymy się teraz” [CZYTAJ]




Bardzo możliwe, że po kilku latach przerwy 40-latek postanowi wrócić na boiska. Tym razem doświadczony napastnik będzie występował w Gillingham Town FC. To drużyna z czternastego poziomu ligowego w Anglii.

Oprócz grania Eduardo będzie ambasadorem klubu. Były piłkarz Arsenalu zamierza pomóc Gillingham Town FC w zdobyciu sponsorów. Jednym z powodów dołączenia do tej drużyny był fakt, że on sam występował w małym zespole w Brazylii. 40-latek doskonale wie, jak ciężko zadbać o odpowiednie funkcjonowanie w futbolu amatorskim.




– W każdej społeczności są ukryte perełki takie jak ja i dlatego byłem zachwycony możliwością zostania ambasadorem Gillingham Town i pomagania im w pozyskiwaniu sponsorów. Rozmawialiśmy nawet o zarejestrowaniu mnie do gry w lidze. Chcę grać, ponieważ, mimo że jestem na emeryturze, to nadal gram w piłkę nożną z przyjaciółmi w Brazylii – powiedział w rozmowie z The Sun.




Zapomniana gwiazda wzięła już udział w charytatywnym meczu. Co ciekawe, innym ambasadorem Gillingham Town jest również były mistrz świata z Brazylią, Denilson.

Źródło: The Sun

Władze Ekstraklasy dyskutują z PZPN-em na temat rewolucji w VAR. „Nie byłoby problemu, z którym mierzymy się teraz”

 

Marcin Animucki w rozmowie z Interią wypowiedział się na temat centralnego VAR-u w Polsce. Prezes Ekstraklasy zapowiedział, że rozpoczęto dyskusje z Polskim Związkiem Piłki Nożnej w tej kwestii.




VAR w warszawskim budynku?

System Video Assistant Referee doskonale przyjął się w polskim środowisku piłkarskim. Rozwiązanie pomocne dla sędziów wprowadzono w 2017 roku. Rozpoczęto od obsługiwania kilku spotkań w kolejce. Następnie dokupiono więcej wozów, co pozwoliło na korzystanie z VAR-u we wszystkich spotkaniach Ekstraklasy.

Rzeźniczak reaguje na oświadczenie Kotwicy Kołobrzeg. „Skierujemy sprawę do PZPN” [CZYTAJ]




Prezes Ekstraklasy w rozmowie z Interią stwierdził, że rozpoczęły się dyskusje na temat rozwoju projektu. Według Marcina Animuckiego trwają debaty z Polskim Związkiem Piłki Nożnej na temat powstania centralnego ośrodka obsługi VAR.

Ekstraklasa rozpoczęła starania o budowę swojego centrum mediowego w Warszawie. Budynek miałby obsługiwać spółkę Ekstraklasa Live Park. Bardzo możliwe, że w tym miejscu również działałby także Centralny VAR. Marcin Animucki szacuje jednak, że wprowadzenie takiej technologii może zająć od kilkunastu miesięcy do dwóch lat.




– Dzisiaj funkcjonujemy z PZPN-em w systemie VAR-u zdecentralizowanego. Na każdy mecz musi więc jechać ekipa sędziowska, która siedzi w małym wozie i pomaga arbitrowi głównemu. Centralny VAR, o którym rozmawiamy z federacją, będzie natomiast polegał na tym, że sygnał ze stadionów mógłby trafiać do centrum mediowego, w którym będą znajdowali się sędziowie. Tam będą oceniali poszczególne sytuacje i komunikowali się z głównym rozjemcą, będącym na boisku – powiedział prezes Ekstraklasy.

– Nie byłoby problemu, z którym mierzymy się teraz ostatniej kolejce. Mamy pięć wozów, a meczów jest dziewięć. Zawsze trzeba więc wybierać, które spotkania będą obsługiwane przez VAR, a które nie. Mając odpowiednią liczbę stanowisk w centrum, ta sprawa nie byłaby przeszkodą. Jednocześnie po przejściu na centralny VAR nadal mielibyśmy do dyspozycji wozy. Mogłyby być one wykorzystywane do obsługi mniejszych meczów na stadionach z gorszym połączeniem internetowym i mniej rozwiniętą infrastrukturą. Pracowalibyśmy wtedy w modelu hybrydowym – dodał Animucki.




Źródło: Interia

fot. Kacper Polaczyk/Polczyk FOTO

Rzeźniczak reaguje na oświadczenie Kotwicy Kołobrzeg. „Skierujemy sprawę do PZPN”

Sprawa związana z kontraktem Jakuba Rzeźniczaka nabiera rozpędu. Doświadczony obrońca zareagował na oświadczenie i jednostronne zerwanie umowy ze strony Kotwicy Kołobrzeg.




Zamieszanie z kontraktem

Kotwica Kołobrzeg w miniony piątek poinformowała o jednostronnym zerwaniu kontraktu z Jakubem Rzeźniczakiem. Jako powód podano jego kontrowersyjny wywiad w „Dzień Dobry TVN”. Przypomnijmy, że były piłkarz Legii Warszawa przyznał wówczas, że nie czuje więzi ze swoją córką.

Były piłkarz Legii wstydzi się ostatniego etapu kariery. Szokujące kulisy gry w Albanii i Mołdawii [CZYTAJ]




Klub potępił słowa doświadczonego stopera. Jego zachowanie spotkało się z ogromną krytyką w środowisku sportowym i nie tylko. Konsekwencją tego występu w śniadaniowym programie było wypowiedzenie umowy. Problem w tym, że działanie Kotwicy Kołobrzeg nie ma zastosowania w prawie i kontrakt nadal obowiązuje (więcej pisaliśmy o tym TUTAJ).

Co ciekawe, sam Jakub Rzeźniczak może jeszcze zyskać na tej sytuacji. Nie dość, że klub będzie zobowiązany do wypłacenia mu kwoty z kontraktu, to może się domagać kolejnych pieniędzy w sądzie.

Piłkarz zareagował na doniesienia w rozmowie z „Faktem”. Doświadczony środkowy obrońca nie kryje swojego rozgoryczenia.




– Byłem w piątek w Kołobrzegu w klubie. Kazali mi zdać sprzęt. Potem byłem na spotkaniu z prezesem. Dwa dni temu otrzymałem wypowiedzenie kontraktu, tak więc mój prawnik wystosował pismo do Kotwicy, w którym nie zgadzaliśmy się na zerwania umowy. Z tego, co wiem, szefowie klubu z Kołobrzegu nie chcą się ustosunkować do tego pisma. Tak więc oczywiście skierujemy sprawę do PZPN. […] Prawdopodobnie sprawa wyląduje w Piłkarskim Sądzie Polubownym, który działa przy PZPN – powiedział Jakub Rzeźniczak.

Obrońca dodał jednak, że jest gotowy wypełniać swoje obowiązki. Doświadczony piłkarz chciałby wywiązać się z kontraktu, a decyzja klubu jest według niego niezrozumiała.




– To jest moje życie prywatne, tylko moje. Nie ukrywam, że czasami jest bardzo trudne. Dokładnie te same słowa na temat relacji z córką powiedziałem podczas wywiadu u Żurnalisty pół roku temu. Przecież miałem już wtedy podpisany kontrakt w Kołobrzegu i nikomu ta rozmowa nie przeszkadzała! Więc teraz… No teraz jest to sytuacja tym bardziej kuriozalna – podsumował.

Źródło: Fakt

Były piłkarz Legii wstydzi się ostatniego etapu kariery. Szokujące kulisy gry w Albanii i Mołdawii

 

Ariel Borysiuk udzielił ostatnio wywiadu Tomaszowi Ćwiąkale oraz Foot Truckowi. Były piłkarz Legii Warszawa opowiedział o kulisach gry w Albanii i Mołdawii. Pomocnik przyznał również, że przez pewien czas było mu wstyd pokazywać się w mediach.




Wstyd Borysiuka

Tomasz Ćwiąkała i Foot Truck przeprowadzili niedawno wywiady z Arielem Borysiukiem. Pierwszy z wymienionych spotkał się z zaskakującą odpowiedzią byłego reprezentanta Polski po propozycji rozmowy.

Kotwica Kołobrzeg straci na oświadczeniu ws. Rzeźniczaka? Prawnik reaguje: „Nie wiem, czy zdają sobie sprawę” [CZYTAJ]

Borysiuk miał odpowiedzieć Ćwiąkale: „Ze mną wywiad? Przecież ja nie mam żadnej kariery”. Ostatecznie 32-latek odpowiedział na pytania komentatora Canal+ Sport na jego kanale na YouTube. W rozmowie wytłumaczył swoją reakcję na propozycję wywiadu.




– Od dłuższego czasu zrezygnowałem z wywiadów i pokazywania się. Jestem człowiekiem twardo stąpającym po ziemi. Moje ostatnie lata kariery, to już było takie pikowanie w dół, że nie czułem potrzeby, żeby rozmawiać. No jednak trochę mi wstyd. Powiem to bez ogródek – powiedział Borysiuk.

– Wiadomo, że takie historie się zdarzają. Parę lat temu, gdyby ktoś mi powiedział, że w wieku 32 lat będę rozwiązywał kontrakt z Chojniczanką, to wysłałbym go do lekarza. Tak się to wszystko potoczyło. Dużo też w tym było mojej winy. Takim jestem człowiekiem, nie szukam na siłę wywiadów i pokazywania się. Musiałem dojrzeć do tej decyzji – dodał były piłkarz Legii Warszawa.

W rozmowie Ariel Borysiuk stwierdził między innymi, że błędem było rozstanie się z Mariuszem Piekarskim, który przez 11 lat pełnił rolę jego agenta. Były piłkarz Legii Warszawa zdradził również, że w momencie odejścia z Wojskowych miał na stole dwie oferty: z Club Brugge oraz Kaiserslautern. Ostatecznie Polak wybrał Niemcy, co dziś uważa za niekoniecznie dobrą decyzję.




– Wybrałem Niemcy, co być może okazało się błędem. Coś tam pograłem, ale to był klub nieskrojony pode mnie. Odchodziłem z Legii, która zawsze gra o najwyższe cele, a poszedłem do Niemiec, bo skusiła mnie Bundesliga. Zamiast na chłodno przeanalizować, że to drużyna, która może spaść z tej ligi, która gra całkiem inny futbol, niż Legia. Bo Brugge, to jest taki sam klub w Belgii, jak Legia w Polsce. Chciałem od razu iść na głęboką wodę. Po czasie myślę, że to może był błąd. Czasami za bardzo działałem emocjami, a nie głową – wytłumaczył.

Kulisy gry w Albanii i Mołdawii

32-latek w wywiadzie dla Foot Trucka opowiedział o kulisach gry w Albanii i Mołdawii. Były piłkarz Legii Warszawa przyznał, że panujące warunki były dla niego zaskoczeniem. W momencie odwiedzin przez polskich dziennikarzy odczuwał wstyd za miejsce, w jakim aktualnie gra w piłkę.




– Na początku w Albanii wszystko było super. Podpisałem kontrakt, niezła drużyna, grająca w eliminacjach do Ligi Europy. Akurat w pierwszej rundzie odpadli z zespołem z Mołdawii. Byłem na tym meczu po podpisaniu umowy, ale nie mogłem grać, bo nie byłem zarejestrowany. Pomyślałem sobie „No fajnie Ariel, chciałeś sobie zagrać jeszcze jedną rundę w Europie, a oni odpadli” – powiedział Borysiuk.

– Dostałem mieszkanie w Tiranie. Dojeżdżaliśmy godzinę na treningi, ale do 18 miałeś wolny czas. To fajnie wyglądało. Później doznałem kontuzji pięty. Beze mnie przegraliśmy dwa mecze, wróciłem i przegraliśmy kolejne. W tym klubie jest bardzo specyficzny prezes, on jest 15 lat w Laci. Tylko on wykłada tam pieniądze i rządzi, jak mu się podoba. Jest dobrze zbudowany i sprawuje władzę w starym stylu – dodał.

– Dzień po meczu zawsze było jego omówienie, ale to wyglądało tak, że mówił prezes, a trener stał z boku. Po prostu przytakiwał. Trzeba było się na przykład tłumaczyć, czemu podałeś tak, a nie inaczej. Po tych porażkach wszedł do szatni i powiedział: „We wrześniu przegraliśmy pięć meczów, więc nie dostaniecie pieniędzy. Czy ktoś ma coś do powiedzenia?”. Wszyscy głowa w dół. Zawodnicy z Albanii czuli przed nim strach. Ja miałem w miarę dobrze, bo on mnie trochę lubił, nie wiem czemu – stwierdził.

– W Mołdawii to był mocny hardcore. Graliśmy z wicemistrzem na wyjeździe i trener na odprawie mówi: „Nie przestraszcie się, jak będziemy dojeżdżać do stadionu”. Myślę sobie „Co on gada?”. Zajechaliśmy na ten stadion, parę kur przejechaliśmy, bo trasa prowadziła przez gospodarstwa wiejskie. Wyszliśmy na boisko i musiałem aż wysłać filmik do rodziny. Akurat na tym meczu był Michał Kołodziejczyk i Anita Werner, bo pisali książkę („Mecz to tylko pretekst” – przyp. red.). Przyjechali do mnie akurat wtedy. No nie powiem, trochę było wstydu. Przyjechali goście z Polski i zobaczyli, w jakich warunkach gram. Trochę się pośmiali ze mnie. Liga albańska to nie kosmos, ale dobrze to wyglądało w porównaniu do Mołdawii – podsumował.

Ariel Borysiuk po rozwiązaniu kontraktu z Chojniczanką Chojnice będzie bronił barw czwartoligowego Hutnika Warszawa. W przeszłości 32-latek grał w Legii Warszawa, Kaiserslautern (Niemcy), Wołdze Niżny Nowogród (Rosja), Lechii Gdańsk, QPR (Anglia), Wiśle Płock, Sheriffie Tyraspol (Mołdawia), Jagiellonii Białystok, Chennaiyin FC (Indie) oraz KF Laci (Albania).

Źródło: Foot Truck, Tomasz Ćwiąkała

Kotwica Kołobrzeg straci na oświadczeniu ws. Rzeźniczaka? Prawnik reaguje: „Nie wiem, czy zdają sobie sprawę”

Dziennikarz portalu „Meczyki.pl”, Tomasz Włodarczyk w piątek przekazał informację, że Kotwica Kołobrzeg rozwiązała kontrakt Jakubowi Rzeźniczakowi. Powodem jednostronnego zerwania umowy miał być wywiad w „Dzień Dobry TVN”. Według prawnika sportowego zawodnik może się czuć wygranym w tej sprawie.




Wyrzucony za skandaliczne słowa

Kotwica Kołobrzeg odniosła się do głośnego wywiadu Jakuba Rzeźniczaka w programie „Dzień Dobry TVN”. Były obrońca Legii Warszawa powiedział w rozmowie, że nie czuje więzi ze swoją córką. Dodał również, że nie utrzymuje z nią kontaktu.




Wspomniane słowa wywołały sporo dyskusji wśród opinii publicznej. Wypowiedź Rzeźniczaka w mocnych słowach skomentował między innymi Krzysztof Stanowski. Występ doświadczonego obrońcy w „Dzień Dobry TVN” został również potępiony przez jego klub, Kotwicę Kołobrzeg.

Kasperczak opowiedział o szamanach i drastycznych zwyczajach z Afryki. „W Polsce może brzmi to zabawnie” [CZYTAJ]

Zachodniopomorski zespół początkowo poinformował, że Rzeźniczak ma wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu. Ostatnio jednostronnie wypowiedzieli mu umowę. Według Tomasza Włodarczyka z „Meczyków” takie oświadczenie nie ma jednak zastosowania prawnego. O rozwiązaniu umowy zdecyduje Piłkarski Sąd Polubowny.




Zdanie dziennikarza podziela prawnik sportowy, Mateusz Stankiewicz. Jego zdaniem drugoligowy klub nadal będzie musiał płacić Rzeźniczakowi pensję w wysokości 400 tysięcy złotych za sezon, co stanowi około 33 tysiące złotych miesięcznie.




– Teraz piłkarz, jeśli nie zgadza się z tym oświadczeniem, może złożyć odpowiedni pozew do Piłkarskiego Sądu Polubownego o uznanie tego oświadczenia za bezskuteczne. Wtedy sprawa jest jakby w zawieszeniu, bo z chwilą złożenia tego odwołania do sądu to oświadczenie ulega „zamrożeniu”. Nie jest skuteczne do czasu, aż nastąpi rozstrzygnięcie sprawy przez Piłkarski Sąd Polubowny. […] Nie wiem, czy zdają sobie sprawę, że ten kontrakt nie przestał obowiązywać – powiedział prawnik sportowy, Mateusz Stankiewicz w rozmowie z „Faktem”.

Bardzo możliwe, że sprawa wyląduje w sądzie. Finalnie to Jakub Rzeźniczak może na tym zyskać, a Kotwica Kołobrzeg będzie musiała mu zapłacić więcej pieniędzy, niż na kontrakcie z powodu odszkodowania.

Źródło: Fakt

Kasperczak opowiedział o szamanach i drastycznych zwyczajach z Afryki. „W Polsce może brzmi to zabawnie”

Henryk Kasperczak opowiedział o swoich doświadczeniach z afrykańskim futbolem. W wywiadzie dla portalu WP Sportowe Fakty, były selekcjoner Maroka, Mali, Senegalu, Tunezji i Wybrzeża Kości Słoniowej wspominał o niektórych zwyczajach, które były praktykowane przez szamanów w drużynach piłkarskich.




Afrykańskie zwyczaje

Henryk Kasperczak w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty opowiedział o zwyczajach panujących w Afryce. Były selekcjoner tamtejszych reprezentacji zetknął się z przeróżnymi formami działań szamanów. Jednym z nich była przepowiednia we śnie. Co ciekawe, okazała się prawdziwa.

Saudyjczycy profesjonalizują trzecią ligę. Tyle można w niej zarobić [CZYTAJ]




– Pamiętam, że przed jednym z meczów w WKS szaman wszedł do szatni i powiedział, że miał sen. Zaczął spokojnie, aż nagle się poderwał. „Zobaczyłem w nim naszą radość po zwycięstwie” – krzyczał żywiołowo. W Polsce może brzmi to zabawnie, ale widziałem reakcje zawodników. Aż buzowali, w szatni zrobił się gwar. Byli podnieceni, rozrywała ich energia. Uważałem to za świetną formę motywacji, dlatego absolutnie nie ingerowałem. Ja odpowiadałem za taktykę, przygotowanie meczowe i kontakt z zawodnikami, a szamanom dawałem wykonywać ich robotę. Nie przeszkadzaliśmy sobie, każdy był zadowolony. Tamten sen się spełnił, wygraliśmy – powiedział były trener Wisły Kraków.




Palenie żywcem kur i nacieranie zawodników popiołem

Zdarzały się jednak mocniejsze akcje z udziałem szamanów. 77-latek w rozmowie wspomniał o nietypowym zwyczaju z Mali. I co najważniejsze, w tym przypadku również zadziałało.

– W kadrze Mali szaman smarował zawodników popiołem z kury. Najpierw palono je żywcem, a następnie nacierano prochem kostki i kolana zawodników – żeby nie odnieśli kontuzji. Piłkarze mówili mi, że dzięki temu czują się pewniej. I wie pan co? Faktycznie, mało mieliśmy wtedy urazów! – zdradził.




Krew w polu karnym

– Przed jednym z meczów cała drużyna udała się na stadion, zawodnicy wykopali dół w polu karnym i wlali do niego krew z zarżniętego wcześniej zwierzęcia. Dlaczego? Po to, by mieć szczęście w bronieniu własnego pola karnego i atakowaniu bramki przeciwnika – podsumował.

Najbliższy Puchar Narodów Afryki rozpocznie się już w sobotę 13 stycznia. Wybrzeże Kości Słoniowej w meczu otwarcia zagra z Gwineą Bissau. Najwięcej zwycięstw w turnieju odnieśli Egipcjanie (7 razy). Ostatni turniej wygrał zaś Senegal. Finał Pucharu Narodów Afryki zaplanowano na 11 lutego.

Źródło: WP Sportowe Fakty

Saudyjczycy profesjonalizują trzecią ligę. Tyle można w niej zarobić

Saudyjczycy nie przestają zaskakiwać swoim rozmachem. Państwo postanowiło zwiększyć zainteresowanie rozgrywek, inwestując w amatorskie zespoły z trzeciej ligi.




Saudyjczycy profesjonalizują trzecią ligę

Arabia Saudyjska od wielu miesięcy sprowadza do siebie największe gwiazdy futbolu. Przypomnijmy jednak, że nie każdy, kto zdecydował się na transfer na Bliskich Wschód, jest obecnie zadowolony. Jordan Henderson planuje wrócić do Europy, a Ajax wyraził wstępne zainteresowanie.




Właściciel Rakowa poszerzy działalność? Może przejąć zagraniczny klub! [CZYTAJ]

Takie sytuacje jednak nie blokują Arabów. Saudyjczycy nie chcą się zatrzymać na promowaniu najlepszej ligi. Planują rozwijać także niższe szczeble rozgrywek i zachęcają potencjalnych zawodników za pośrednictwem platformy FutbolJobs.

Oferta obejmuje wynagrodzenie od trzech do czterech tysięcy euro miesięcznie oraz własne mieszkanie. Dyrektor FutbolJobs, Valentin Botella Nicolas stwierdził, że ogłoszenie cieszy się sporym zainteresowaniem.




– Odzew, jaki otrzymaliśmy, był wprost przytłaczający. Można to policzyć na podstawie tysięcy codziennych interakcji, e-maili, wpisów w mediach społecznościowych czy wiadomości na WhatsAppie z prośbami o informacje dotyczące tej konkretnej oferty – powiedział.




Najbardziej poszukiwanymi zawodnikami są środkowi obrońcy, skrzydłowi i napastnicy. Brakuje również członków sztabów szkoleniowych, fizjoterapeutów i masażystów. Arabowie szukają również piłkarek.

Wspomniane działania są najprawdopodobniej spowodowane staraniem się Arabii Saudyjskiej o poprawę wizerunku w świecie futbolu i nie tylko. Wspomniane państwo kandyduje bowiem do organizacji Mistrzostw Świata w 2034 roku.

Źródło: MARCA, Meczyki.pl

Piłkarz klubu z Ligi Mistrzów urodził się cztery lata po śmierci matki. Teraz stanie przed komisją w celu wyjaśnienia wieku

Według doniesień portalu „beIN Sports” Guelor Kanga został wezwany na przesłuchanie przez Komisję Dyscyplinarną Afrykańskiej Konfederacji Piłki Nożnej. Zawodnik miał wyjaśnić podejrzenia dotyczące fałszywych danych w jego dowodzie.




Piłkarz z podrobionym dowodem?

Media dotarły do informacji, które podają w wątpliwość zgodność daty urodzenia Guelora Kangi. „33-latek” w rzeczywistości ma być o wiele starszy, niż twierdzi. Gdyby naprawdę miał tyle lat, ile podaje, to musiałby się urodzić kilka lat po śmierci matki.

Złota Piłka w rękach Speeda. Streamer zapytał Ronaldo, czy jest ojcem Cristiano [WIDEO]




Guelor Kanga ma w swoim CV niezłe europejskie drużyny. Pomocnik w 2013 roku trafił do FK Rostów z rodzimego Gabonu. W 2018 roku przeszedł do Crvenej Zvezdy. W międzyczasie odszedł do Sparty Praga i ponownie trafił do stolicy Serbii w 2020 roku. To właśnie z tym klubem zdobył najwięcej trofeów i zagrał w Lidze Mistrzów.

W ostatnim czasie wokół pomocnika Crvenej Zvezdy pojawiło się sporo zamieszania. Komisja Dyscyplinarna Afrykańskiej Konfederacji Piłki Nożnej wezwała go na przesłuchanie ws. potwierdzenia wieku. Kanga twierdzi, że urodził się 1 września 1990 roku. W sprawie pojawiło się jednak wiele dowodów podających to w wątpliwość.




Obserwowany od lat

Media przyjrzały się gabońskiemu piłkarzowi w 2021 roku. Wówczas mówiło się o tym, że mógł sfałszować tożsamość i w rzeczywistości być Kongijczykiem o imieniu i nazwisku Guelor Kiaku Kiaki Kiangani. Kilka dni temu oskarżono go o posługiwanie się fałszywymi danymi.

Wszystko przez doniesienia „beIN Sports”. Źródło twierdzi, że nie ma takiej możliwości, żeby urodził się 1 września 1990 roku, ponieważ cztery lata wcześniej zmarła jego matka. Po wspomnianych doniesieniach CAF postanowiła wznowić śledztwo w tej sprawie.




Według doniesień mediów piłkarz belgradzkiego klubu stanie niedługo przed komisją dyscyplinarną. Tam odpowie na pytania dotyczące tej kwestii.

Źródło: beIN Sports

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.