Pasjonat sportu, głównie w ujęciu statystyczno-ciekawostkowym. Interesuję się głównie piłką nożną, jednak śledzę największe wydarzenia w większości dyscyplin. Teksty piszę z czystej zajawki.
Robert Lewandowski wrócił do kadry meczowej FC Barcelony. Przed spotkaniem z Athletikiem Bilbao Polak został porównany przez swojego trenera do legend FC Barcelony – Leo Messiego i Ronaldinho.
Po krótkiej przerwie spowodowanej kontuzją Robert Lewandowski wraca do kadry meczowej FC Barcelony. Xavi uwzględnił Polaka w pomyśle na najbliższy mecz swojego zespołu. W niedzielę Barca zmierzy się na wyjeździe z Athletikiem Bilbao. Lewandowski najprawdopodobniej wystąpi od pierwszej minuty.
Xavi chwali Lewandowskiego
Na przedmeczowej konferencji prasowej Xavi Hernandez został zapytany przez jednego z dziennikarzy o Roberta Lewandowskiego. Pytanie dotyczyło wypowiedzi Polaka, który wcześniej stwierdził, że styl gry Barcy musi adaptować się do aktualnych czasów. W odpowiedzi na pytanie dziennikarza trener FC Barcelony porównał Lewandowskiego do legend klubu.
– Dużo rozmawiam z Robertem o futbolu. To osoba, którą porównujemy z takimi postaciami jak Ronaldinho, Messi – on zmienił mentalność drużyny. To nasz lider, a wszyscy piłkarze wokół niego się rozwijają. Komunikacja jest dla niego ważna, często rozmawiamy – powiedział Xavi Hernandez.
– Oczywiście 10 lat temu piłka nożna była inna. Teraz w ciągu 3 sekund możesz być pod oboma polami karnymi. Futbol był wolniejszy, miałeś więcej kontroli. Teraz ważniejszy jest wysoki pressing, wcześniej niektóre drużyny tylko broniły. Teraz większość zespołów cię pressuje, ważniejszy jest aspekt przejścia z obrony do ataku. Więc w pełni zgadzam się z Robertem – stwierdził Hiszpan.
– Ale to w żaden sposób nie zmienia naszej mentalności, sposobu gry. Tylko przeciwnik może nas do tego zmusić, jak zrobił to Paco Jémez ze swoim Rayo, oni świetnie wykorzystywali pressing. To zależy od przeciwnika i ich sposobu gry. Taktycznie futbol się bardzo poprawił, zespoły próbują większej liczby rzeczy. Wiele się zmieniło i trzeba się do tego dostosować – dodał trener FC Barcelony.
Robert Lewandowski uporał się już z problemami zdrowotnymi. Polski napastnik wrócił do kadry meczowej FC Barcelony. Xavi Hernandez postanowił powołać Polaka na najbliższy mecz przeciwko Athletikowi Bilbao.
Po raz ostatni Robert Lewandowski wystąpił w barwach FC Barcelony w meczu przeciwko Almerii w LaLiga. Spotkanie to odbyło się 26 lutego. Po meczu klub poinformował o urazie polskiego napastnika. Z powodu kontuzji 34-latek opuścił dwa mecze. W tym czasie Barca odnotowała dwa zwycięstwa, oba wynikami 1:0. Osłabiony zespół dowodzony przez Xaviego pokonał Real Madryt i Valencię.
Najbliższy mecz Barcelony
W najbliższą niedzielę FC Barcelona rozegra kolejny mecz w LaLiga. Rywalem Barcy w 25. kolejce ligi hiszpańskiej będzie Athletic Bilbao. Faworytem tego starcia jest zmierzają po mistrzostwo Hiszpanii FC Barcelona. Ich rywale z Kraju Basków zajmują 9. miejsce w ligowej tabeli.
Powrót Lewandowskiego
Po dwóch meczach nieobecności Robert Lewandowski wraca do szerokiej kadry swojego zespołu! Xavi powołał polskiego napastnika na niedzielny mecz z Atletikiem Bilbao. W składzie wciąż brakuje kontuzjowanych Dembele i Pedriego.
– Robert trenował z nami od czwartku, po pewnej przerwie i jest gotowy. Jest przykładem oddanego zawodnika, czuje się dobrze i chce zawsze grać. To kluczowy piłkarz, zmienił mentalność całej drużyny. Jesteśmy bardzo szczęśliwy z tego, że go tutaj mamy. Z powrotem jest z nami i będzie bardzo ważny, szczególnie, że mamy zaraz kluczowe mecze, a Athletic będzie wysoko pressował – skomentował Xavi Hernandez.
– Jeśli chodzi o Pedriego i Dembélé – musimy jeszcze trochę poczekać. Trenują indywidualnie i musimy obserwować jakie będą mieli odczucia przed następnymi spotkaniami – dodał trener FC Barcelony.
Kolejny dzień, kolejna afera w polskich mediach. Dziś dziennikarze przepraszają Jouse za swój tekst sprzed kilku dni, w którym doszukiwali się przejawu rasizmu.
Cofnijmy się do soboty, 4 marca 2023 roku. Górnik Zabrze rozgrywa u siebie spotkanie z Legią Warszawa. Pojedynek kończy się zwycięstwem przyjezdnych wynikiem 1:0. W drugiej połowie meczu dwie żółte kartki otrzymuje piłkarz Legii, Josue. Schodząc z boiska w kierunku szatni Portugalczyk pocałował herb Legii, pokazując to wprost przed kibicami Górnika. Sytuacja została ukazana w mediach społecznościowych stołecznego klubu.
Wydawać by się mogło, że sytuacja jest łatwa do zinterpretowania. Jednak nie dla wszystkich. Dzień po meczu „Przegląd Sportowy Onet” opublikował artykuł, w którym zarzucono Jouse obrażanie kibiców Górnika oraz doszukiwano się w jego zachowaniu przejawu rasizmu. Dziennikarze zinterpretowali gest piłkarza Legii jako złapanie za nos w celu przekazania, że „kibice Górnika śmierdzą”. Fragment tekstu znajduje się poniżej.
„Tuż przed wejściem do tunelu prowadzącego do szatni odpowiedział obrażającym go kibicom Górnika nieprzyzwoitym gestem, który w ocenie Komisji Ligi może zostać uznany za rasistowski. Co zrobił Josue? Złapał się ostentacyjnie za nos, sugerując, że kibice Górnika… śmierdzą.”
Po kilku dniach doczekano się przeprosin ze strony dziennikarzy. W najnowszym artykule można znaleźć przeprosiny. Dotyczą one jednak głównie złego doboru słów odnośnie całej sytuacji. Fragment tekstu z przeprosinami znajduje się poniżej.
„Pragnę przeprosić za niefortunny dobór słowa, jakoby zachowanie zawodnika przypuszczalnie mogło być rasistowskie. Widziany z trybuny prasowej gest zatkanego nosa sugerującego, że kibice w Zabrzu śmierdzą, mógł być co najwyżej ksenofobiczny, a najwłaściwszym określeniem zachowania piłkarza byłoby po prostu głupie i nieodpowiedzialne. Pragnę podkreślić, że w tekście absolutnie nie przesądzałem, że gest jest rasistowski, a jedynie zastanawiałem się, czy może mieć jego znamiona.”
„Tekst został opublikowany w niedzielę moją decyzją i była to niestety decyzja błędna, jeśli chodzi o domniemany rasizm kapitana Legii Warszawa..”
Szwedzki zespół Djurgarden sromotnie poległ w meczu z Lechem Poznań, przegrywając 0:2. Pomimo porażki zadowolony z występu swoich piłkarzy był jeden z trenerów Szwedów, Thomas Lagerlöf.
Za nami pierwszy mecz 1/8 finału Ligi Konferencji Europy pomiędzy Lechem Poznań a Djurgardens IF. Czwartkowe spotkanie było rozgrywane w Poznaniu i zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2:0. Bramki dla Kolejorza zdobyli Antonio Milić oraz Filip Marchwiński.
Wczorajsze spotkanie totalnie przebiegało pod dyktando poznaniaków. Lechici zdominowali swoich rywali w zasadzie nie pozwalając im na stworzenie sobie jakichkolwiek sytuacji na zdobycie bramki. Lech mógł wygrać ten mecz jeszcze wyżej, w końcówce meczu szansę na strzelenie gola na 3:0 miał Michał Skóraś.
Djurgarden nie postawił zbyt trudnych warunków Lechowi Poznań. Mimo to zadowolony z postawy swoich piłkarzy był jeden z trenerów szwedzkiego klubu, Thomas Lagerlöf.
– Jestem bardzo zadowolony z występu. Założyliśmy garnitur europejskich pucharów i dobrze kontrolowaliśmy mecz. Jestem niesamowicie rozczarowany wynikiem, ale ten występ jest obiecujący przed rewanżem – ocenił Thomas Lagerlöf.
Pewnie siebie przed rewanżem są także piłkarze Djurgarden. Po meczu obrońca szwedzkiego zespołu, Piotr Johansson, przyznał, że „rozjadą Lecha u siebie”.
– Rozmawialiśmy w kółeczku po meczu, że były dobre i złe momenty, ale do cholery rozjedziemy ich u siebie! – stwierdził Piotr Johansson.
W czwartek Jakub Kiwior zadebiutował w barwach Arsenalu. Występ Polaka przeciwko Sportingowi Lizbona nie należał jednak do najlepszych. Był on współwinny utraty pierwszej bramki. Po meczu Mikel Arteta skomentował, że nie wie, co w tej sytuacji w zasadzie się stało. Przeciętny występ Kiwiora miał również odzwierciedlenie w statystykach oraz wystawionych mu notach.
Za nami debiut Jakuba Kiwiora w pierwszej drużynie Arsenalu. Pierwszy występ 23-latka przypadł na mecz Ligi Europy. W czwartek Kanonierzy mierzyli się na wyjeździe z portugalskim Sportingiem Lizbona. Pojedynek zakończył się remisem 2:2. Jakub Kiwior spędził na boisku 71 minut.
Debiut Kiwiora
Do meczu ze Sportingiem Arsenal przystąpił w nieco odmienionym składzie. Szansę otrzymało kilku zawodników, którzy do tej pory nie mogli liczyć na regularną grę. W wyjściowym składzie Mikel Arteta postawił m.in. na Jakuba Kiwiora, czy też Matta Turnera. Niestety, obaj zawinili przy pierwszej bramce dla Sportingu Lizbona.
Błąd przy straconej bramce
W meczu Sporting-Arsenal jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście. Kilkanaście minut później Portugalczycy doprowadzili do wyrównania za sprawą bramki Goncalo Inacio. Niestety, przy tej bramce swój udział zaliczył Jakub Kiwior. Przy dośrodkowaniu można było odnieść wrażenie, że Polak nie wyskoczył do pojedynku główkowego. Wynikało to jednak najprawdopodobniej z błędu w komunikacji z bramkarzem, Mattem Turnerem. Amerykanin mógł krzyknąć polskiemu obrońcy, by ten zostawił mu piłkę, jednak bramkarzowi nie udało się jej przechwycić.
Powyższą sytuację po meczu skomentował Mikel Arteta. Trener Arsenalu był mocno zmieszany tym zdarzeniem. Na pomeczowej konferencji prasowej przyznał, że nie wie, co w tej sytuacji się wydarzyło.
– Nie wiem, co to było. Dzieje się to w ułamku sekundy. Na pewno w tej sekundzie nikt nie może mieć wolnego pojedynku główkowego – przyznał Mikel Arteta.
Statystyki
Poza sytuacją przy bramce na 1:1 Jakub Kiwior ustrzegł się rażących błędów indywidualnych. Mimo występ przeciwko Sportingowi ciężko jest zaliczyć do udanych. Nie najlepsza dyspozycja miała również swoje odzwierciedlenie w pomeczowych statystykach. Polak spędził na boisku nieco ponad 70 minut. W tym czasie zaliczył 0 przechwytów, wślizgów, wybić piłki. Do tego zanotował również 3 straty. Na plus celność podań na poziomie 96%, jednak Polak głównie wybierał bezpieczne opcje.
Bardzo bezpieczny debiut Jakuba Kiwiora. Według Opty:
– 0 przechwytów – 0 wślizgów – 0 wybić piłki – 49 kontaktów z piłką – 96 proc. celnych podań – 15 – najczęściej podawał do Saliby – 0 strzałów
Portal statystyczny SofaScore wystawił Jakubowi Kiwiorowi notę 6.1. Niestety jest to najsłabszy wynik spośród piłkarzy Arsenalu w tym meczu. Z kolei brytyjscy dziennikarze portal „football.london” wystawili Polakowi ocenę 5 w skali 1-10. Przedstawili oni także uzasadnienie.
– Powinien zachować się lepiej, by zapobiec utracie pierwszej bramki, gdyż nawet nie rzucił wyzwania Inacio. Ustawianie się nie zawsze było świetne, ale niektóre jego podania były imponujące – napisali dziennikarze „football.london”.
W 2023 roku Wisła Płock zanotowała komplet 5 porażek w PKO BP Ekstraklasie. Przed środowym meczem z Wartą Poznań kibic Wisły Płock postanowił dosadnie przekazać do trenerowi, Pavolowi Stano.
Wisła Płock znakomicie rozpoczęła sezon 2022/2023. W pierwszej kolejce Nafciarze wysoko pokonali Lechię Gdańsk 3:0, dzięki czemu wskoczyli na fotel lidera rozgrywek ligowych. Prowadzenia w Ekstraklasie Wisła Płock nie oddała aż do 9. kolejki. Na podium płocczanie utrzymywali się do 14. kolejki. Potem nastąpił jednak ogromny regres.
Kryzys Wisły Płock
W dołek Wisła wpadła jeszcze w ubiegłym roku. Apogeum osiągnęła jednak po przerwie zimowej. W 2023 roku Nafciarze rozegrali 5 spotkań w Ekstraklasie. Wszystkie kończyły się ich porażkami. W związku z tym Wisła spadła już na 9. miejsce w tabeli.
Rozmowa trenera z kibicami
Na środę został zaplanowany zaległy mecz Wisły Płock z Wartą Poznań. Przed rozpoczęciem spotkania trener Nafciarzy, Pavol Stano, wdał się w rozmowę z kilkoma kibicami swojego zespołu. Jeden z nich wyraźnie dał mu do zrozumienia, że nie jest zadowolony z postawy klubu. Kibic przypomniał trenerowi liczbę porażek Wisły w tym roku.
Jakub Kiwior w końcu może doczekać się debiutu w pierwszej drużynie Arsenalu! Jeden z brytyjskich dziennikarzy w rozmowie z „WP Sportowe Fakty” poinformował, że Polak ma zagrać w czwartkowym meczu Ligi Europy.
Arsenal zgłosił się po Jakuba Kiwiora w styczniu 2023 roku. Transfer udało się sfinalizować 23 stycznia. Za sprzedaż swojego piłkarza włoska Spezia otrzymała 25 milionów euro. Reprezentant Polski podpisał kontrakt z Kanonierami do 2028 roku.
Oczekiwanie na debiut
Od samego początku można było założyć, że Kiwior nie wejdzie z marszu do wyjściowego składu Arsenalu. Kanonierzy zmierzają po mistrzostwo Anglii, mając nieznaczną przewagę nad Manchesterem City. Jakub Kiwior został sprowadzony z myślą, by być zmiennikiem i potencjalnym następcą dla Gabriela Magalhaes. Brazylijczyk jest jednak w znakomitej formie w tym sezonie.
Mecz w rezerwach
Do tej pory Jakub Kiwior nie doczekał się wciąż debiutu w pierwszej drużynie Arsenalu. Polak zagrał póki co jedynie w drużynie rezerw Kanonierów. Rozegrał 45 minut przeciwko rezerwom Chelsea, gdzie zebrał pozytywne recenzje.
Szansa na debiut
Wszystko wskazuje jednak na to, że Jakub Kiwior w końcu doczeka się debiutu w pierwszej drużynie Kanonierów. Brytyjski dziennikarz Tom Canton w rozmowie z „WP Sportowe Fakty” poinformował, że polski stoper ma otrzymać szansę w czwartkowym meczu Ligi Europy. Rywalem londyńskiego klubu będzie Sporting Lizbona.
– Byłem pod wrażeniem jego rozmieszczania się po boisku i tempa, kiedy wystąpił w „młodzieżówce” – ocenił Tom Canton.
– Poprosiłem Mikela Artetę na konferencji prasowej przed meczem z Evertonem, aby powiedział kilka słów o nim. Szkoleniowiec stwierdził, że jest pod wrażeniem tego, jak dobrym piłkarzem jest i dodał, że będzie ważny dla tego klubu – ujawnił brytyjski dziennikarz.
– Plan Artety na ten moment to zasłona dla Gabriela Magalhaesa, który był dotychczas prawdopodobnie najlepszym stoperem w lidze w 2023 roku, a Kiwior nie ma wielkich szans na zastąpienie go w składzie w bieżącym sezonie – dodał.
– Chodzą głosy, że pojawi się na boisku podczas czwartkowego spotkania 1/8 finału Ligi Europy ze Sportingiem Lizbona – zdradził Canton.
Sezon 2022/2023 nie układa się po myśli Macieja Rybusa. Polak nie może liczyć na regularną grę w Spartaku Moskwa. Sytuację byłego reprezentanta Polski postanowił skomentować jego agent, Mariusz Piekarski.
W zeszłym roku wybuchła wojna na Ukrainie po tym, jak naszych wschodnich sąsiadów zaatakowali Rosjanie. Po rozpoczęciu wojny wszyscy polscy piłkarze grający w Rosji postanowili opuścić ten kraj. Wszyscy z wyjątkiem Macieja Rybusa. 33-latek zdecydował się pozostać w Rosji wraz ze swoją rodziną. Żona Macieja Rybusa jest Rosjanką.
Maciej Rybus wyjechał do Rosji w 2012 roku. Wówczas został piłkarzem Tereku Grozny. W 2016 roku związał się z francuskim Olympique Lyon, jednak już po roku wrócił do Rosji, podpisując kontrakt z Lokomotiwem Moskwa. Przed rozpoczęciem aktualnego sezonu ponownie zmienił klub. Polskiego obrońcę sprowadził Spartak Moskwa.
Obecny sezon z pewnością nie jest wymarzony dla Macieja Rybusa. 33-letni lewy obrońca nie może liczyć na miejsce w wyjściowym składzie Spartaka Moskwa. W tym sezonie ligi rosyjskiej wystąpił w zaledwie 7 meczach, strzelając 1 bramkę i notując 1 asystę.
Obecna sytuacja Macieja Rybusa nie niepokoi jego agenta. Mariusz Piekarski udzielił krótkiej wypowiedzi portalowi „sport.pl”. Menedżer piłkarski twierdzi, że takie sytuacje są normalne w futbolu. Dodał również, że nikt w Spartaku nie skreślił jeszcze Rybusa.
– Wolę powiedzieć o dwa słowa za mało niż o jedno za dużo. Przekonałem się na własnej skórze, że to lepsze wyjście – stwierdził Mariusz Piekarski.
– Tak czasem w piłce bywa. Chętnych do gry jest 25, a czasem nawet więcej. A może grać tylko 11. Ale powtarzam: do mnie żadne niepokojące sygnały nie docierają. Ani z klubu, ani od Maćka. Runda dopiero się zaczęła, a Maciek wciąż ma ważny kontrakt [do czerwca 2024 r.] i cały czas walczy o skład – podkreślił agent Macieja Rybusa.
We wtorkowe popołudnie miała miejsce konferencja prasowa Motoru Lublin. Po wystąpieniu przedstawicieli klubu dowiedzieliśmy się, że Goncalo Feio pozostał trenerem pierwszego zespołu Motoru Lublin. Dotychczasowy prezes, Paweł Tomczyk, został zawieszony w pełnieniu dotychczasowej funkcji na okres trzech miesięcy.
Ostatnie dni w polskim środowisku piłkarskim upłynęły pod znakiem konfliktu w Motorze Lublin. Po niedzielnym meczu lubelskiego klubu doszło do starcia trenera Goncalo Feio z prezesem Pawłem Tomczykiem. Portugalczyk zaatakował Tomczyka, który w wyniku obrażeń musiał trafić do szpitala. Ponadto Goncalo Feio miał również słownie zaatakować rzeczniczkę prasową klubu.
Konferencja Motoru
W poniedziałek Motor Lublin opublikował oficjalny komunikat w tej sprawie. Jego treść możecie przeczytać TUTAJ. Na konkrety przyszło nam jednak poczekać do wtorku, kiedy odbyła się konferencja prasowa. Na spotkaniu z dziennikarzami spotkali się właściciel Zbigniew Jakubas, trener Goncalo Feio i członkowie rady nadzorczej Izabela Bobrzyk oraz Robert Żyśko.
Prośba właściciela
Konferencja prasowa rozpoczęła się od długiej przemowy właściciela Motoru Lublin, Zbigniewa Jakubasa. Poprosił on o to, by nie krytykować prezesa Pawła Tomczyka. Właściciel dodał także, że po ostatnim wydarzeniu Tomczyk ucierpiał nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.
– Mam apel do wszystkich – do kibiców, do dziennikarzy. Nie grillujcie Pawła Tomczyka, bo on na to nie zasłużył. Po tym, co się wydarzyło jest psychicznie kompletnie zdołowany. Ja nigdy nie grilluję ludzi, staram się pomóc ludziom. Doceńmy to, co zrobił. Starał się jak mógł – powiedział Zbigniew Jakubas.
– Wybuchł konflikt między panami, nie potrafili go rozwiązać sami i mamy to, co mamy, że jesteśmy w wyniku tej afery na ustach całego świata sportowego. Nie pod kątem sportowym, a niestety pod kątem tego, o czym wszyscy mówimy – dodał właściciel Motoru Lublin.
Jakubas chwali Feio
Zbigniew Jakubas stanął w obronie Goncalo Feio. Właściciel lubelskiego klubu wystawił laurkę portugalskiemu trenerowi. Pochwalił go za zaangażowanie, kompetencje oraz pozytywne efekty pracy. Co jednak może zaskakiwać, to usprawiedliwianie zachowania Goncalo Feio. Zdaniem Jakubasa, Feio zaatakował prezesa Tomczyka z powodu przemęczenia.
– Trener Goncalo Feio. Mega kompetentny, tytan pracy. Po naszym pierwszym spotkaniu kilkugodzinnym emocjonalnie wiedziałem, że z tym człowiekiem jesteśmy w stanie dojść daleko. Mogę się wypowiadać o nim tylko w superlatywach – pochwalił trener Zbigniew Jakubas.
– Bardzo go cenię, kompetentny człowiek. Moim zdaniem ta cała sytuacja, która wynikła, jest efektem przemęczenia. Pan trener pracuje po 20 godzin i to jest w ogóle granica wytrzymałości organizmu. Być może w takiej sytuacji człowiek jest wybuchowy, pewnych rzeczy nie wytrzymuje – zauważył właściciel Motoru.
Feio zostaje w Motorze Lublin
Wiele osób się spodziewało, że po ostatnim wybryku będzie to koniec przygody Goncalo Feio w Motorze Lublin. Właściciel lubelskiego klubu podjął jednak zaskakującą decyzję. Zbigniew Jakubas potwierdził, że Goncalo Feio pozostanie trenerem Motoru Lublin do końca tego sezonu. Dodał także, Portugalczyk jest ostatnim trenerem, którego zatrudnia w klubie. Jeśli Feio odejdzie, to klub opuści także sam Jakubas.
– Zostajemy i będziemy dalej współpracowali. Umówiliśmy się, że współpracujemy do końca rundy i wtedy będzie starali się dalej współpracować. […] Do kiedy będzie trener [Goncalo Feio – przyp. red.], ja będę też. Jak trenera nie będzie, moja rola w Lublinie się skończy – zadeklarował Jakubas.
Oświadczenie Goncalo Feio
Na konferencji prasowej głos zabrał także Goncalo Feio. Portugalczyk przedstawił swoje stanowisko w tej sprawie. Przeprosił za swoje zachowanie i podziękował właścicielowi klubu za dane mu zaufanie.
– Wyrażam głębokie ubolewanie, że Motor i jego właściciel, kibice, piłkarze musieli się zmierzyć z falą krytyki z pozasportowych powodów, jaka przetoczyła się przez ogólnopolskie media wobec naszego klubu i głównie wokół mojej osoby. Nie ma absolutnie żadnego wytłumaczenia dla mojego zachowania, które było naganne. Pozwoliłem, aby złe emocje przysłoniły to, co powinno być w życiu najważniejsze – szacunek dla drugiego człowieka. Przepraszam za moje zachowanie i podkreślam, że potępiam wszelką formę przemocy, bo żaden człowiek nie jest uprawniony go agresji wobec innych. Powinniśmy być wzorem dla dzieci i młodzieży, jakim nie byłem. Przepraszam, że moje zachowanie przysłoniły postawę mojej drużyny i mojego sztabu. Przepraszam, że postawiłem w negatywnym świetle wszystkich, którym dobro klubu leży na sercu. Wiem, że przede mną daleka droga, aby odzyskać Wasze zaufanie. Na pewno znam siebie i wiem, że to zrobię. Chciałbym też podziękować za drugą szansę, którą postanowił mi dać właściciel – powiedział Goncalo Feio.
Paweł Tomczyk zawieszony
Kolejną istotną wiadomość podczas konferencji prasowej przekazała także Izabela Bobrzyk, członek rady nadzorczej Motoru Lublin. Dowiedzieliśmy się, że prezes Paweł Tomczyk został zawieszony na 3 miesiące. Poznaliśmy jego zastępcę.
– Podjęliśmy uchwałę o czasowym zawieszeniu pana prezesa w pełnieniu obowiązków na okres do 3 miesięcy. Na ten okres delegowaliśmy do pełnienia tych obowiązków członka rady nadzorczej pana Roberta Żyśko, który się zgodził na pełnienie tej funkcji – poinformowała Izabela Bobrzyk.
UEFA wybrała skład sędziów na najbliższy mecz Lecha Poznań w Lidze Konferencji Europy. Arbitrem głównym meczu Lech Poznań-Djurgardens IF będzie kobieta.
Po zwycięstwie nad Bodo/Glimt Lech Poznań awansował do 1/8 finału Ligi Konferencji Europy. Na tym etapie zmagań Kolejorz zmierzy się ze szwedzkim Djurgardens IF. Pierwszy pojedynek pomiędzy tymi zespołami odbędzie się już w ten czwartek w Poznaniu. Rewanż w Szwecji zostanie rozegrany tydzień później.
Kobieta sędzią meczu Lecha
Wiemy już także, kto poprowadzi mecz Lecha z Djurgarden. Sędzią głównym tego pojedynku będzie Francuzka, Stephanie Frappart. Sędziami liniowymi będą Mikael Berchebru oraz Steven Torregrossa. Bastien Dechepy będzie sędzią technicznym. Z kolei za system VAR odpowiadać będzie Tiago Martins.
Doświadczenie
Stephanie Frappart ma za sobą liczne występy w rozgrywkach mężczyzn. W tym sezonie poprowadziła mecz Ligi Mistrzów między Realem Madryt oraz Celtikiem. Ponadto Francuzka była również sędzią głównym 2 meczów Ligi Europy, 1 meczu w kwalifikacjach do Ligi Konferencji Europy, 12 spotkań w Ligue 1 oraz 4 pojedynków w Pucharze Francji. Na jesieni poprowadził także jeden mecz na Mistrzostwach Świata pomiędzy Kostaryką a Niemcami.
Motor Lublin wydał oficjalny komunikat w sprawie ostatniego wydarzenia z udziałem trenera Goncalo Feio. Klub przedstawił własną wersję wydarzeń. Zapowiedziano także nadzwyczajne posiedzenie Rady Nadzorczej klubu.
Od wczoraj głównym tematem w polskich mediach sportowych jest konflikt władz Motoru Lublin z trenerem pierwszego zespołu, Goncalo Feio. Po niedzielnym meczu ligowym miało dojść do starcia Portugalczyka z prezesem klubu. Feio miał zaatakować Pawła Tomczyka, po czym ten trafił do szpitala.
Oświadczenie Motoru Lublin
W ostatnich godzinach w tej sprawie pojawiło się wiele informacji od dziennikarzy. W końcu otrzymaliśmy również oficjalny komunikat od władz klubu. W imieniu spółki oświadczenie opublikowała Adwokat Izabela Bobrzyk. Pełni ona rolę Przewodniczącej Rady Nadzorczej Spółki Motor Lublin S.A.
Treść komunikatu Motoru Lublin:
Działając jako Przewodnicząca Rady Nadzorczej Klubu Motor Lublin S.A. – w imieniu Spółki informuję:
Po meczu, który miał miejsce w dniu 05 marca 2023 r. pomiędzy Motor Lublin S.A. — GKS Jastrzębie S.A. doszło do sytuacji powszechnie nieakceptowalnych — nagannych zachowań Trenera Gonçalo Feio. Po meczu Trener wulgarnie odniósł się do Rzecznik Prasowej Klubu, Pani Pauliny Maciążek. W tej sytuacji Pani Paulina Maciążek odmówiła poprowadzenia konferencji prasowej z jego udziałem.
Następnie po konferencji prasowej około godz. 20-tej doszło do wymiany zdań pomiędzy Trenerem Gonçalo Feio a Prezesem Klubu Pawłem Tomczykiem, w wyniku czego Trener Gonçalo Feio, w obecności innych osób kopnął w biurko i rzucił w Prezesa Pawła Tomczyka kuwetką na dokumenty, która uderzyła go w głowę. W konsekwencji tego działania doszło do urazu głowy Prezesa Pawła Tomczyka, który musiał być hospitalizowany i przebywa obecnie na długotrwałym zwolnieniu lekarskim, a jego stan zdrowia nie pozwala na pełnienie obowiązków służbowych.
Trener Gonçalo Feio w wyjaśnieniach, jakie złożył na żądanie Klubu, podał nieprawdę, że Prezes Paweł Tomczyk w trakcie tego zdarzenia był pod wpływem alkoholu — badanie szpitalne przeprowadzone o godzinie 21.00 nie potwierdziło tego faktu. W wyniku długotrwałego konfliktu z trenerem Prezes Klubu Motor Lublin S.A. oddał się do dyspozycji Rady Nadzorczej.
Na dzień jutrzejszy zostało zwołane nadzwyczajne posiedzenie Rady Nadzorczej Spółki Motor Lublin S.A., która poweźmie stosowne decyzje.
Dodatkowo, w wyniku medialnych doniesień Rzecznik Dyscyplinarny Polskiego Związku Piłki Nożnej — Adam Gilarski wszczął postępowanie wyjaśniające i zobowiązał Motor do przedstawiania informacji oraz wyników badań lekarskich Prezesa Pawła Tomczyka.
Jednocześnie informujemy, że akcjonariusze Klubu i Rada Nadzorcza Spółki podejmą wszelkie możliwe działania by w/w okoliczności nie miały negatywnego wpływu na aspekt sportowy działalności Klubu, albowiem osiągnięcie założonego celu sportowego i dobro drużyny są dla nas priorytetem.
Przewodnicząca Rady Nadzorczej Spółki Motor Lublin S.A.
Adwokat Izabela Bobrzyk
Ostatni wybryk Goncalo Feio może zakończyć lub też przerwać jego karierę trenerską. Jeśli Komisja Dyscyplinarna PZPN stwierdzi naruszenie nietykalności cielesnej, portugalskiemu szkoleniowcowi może zostać odebrana licencja trenerska.
Od dłuższego czasu było wiadomo o konflikcie trenera Motoru Lublin z prezesem tego klubu. Ostatnio miarka się jednak przebrała. Trener Goncalo Feio zaatakował metalową podkładką pod kartki prezesa Pawła Tomczyka. Po ataku polała się krew, a prezes Motoru musiał udać się do szpitala.
Nadchodzi koniec
Mimo że wciąż nie otrzymaliśmy oficjalnego komunikatu w tej sprawie, to można się domyślić, że jest to koniec przygody Goncalo Feio w Motorze Lublin. Portugalczyk był trenerem drugoligowego klubu od września 2022 roku. 33-latek poprowadził Motor w 13 oficjalnych meczach, wygrywając 8 z nich. 3 mecze pod wodzą Feio kończyły się remisem, a zaledwie 2 to były porażki. Tym samym zanotował on średnią punktów na mecz na poziomie 2,08.
Możliwe zawieszenie
Koniec pracy w Motorze Lublin to jednak nie wszystko, co może wkrótce spotkać Goncalo Feio. Portugalczyk może również stracić swoją licencję trenerską. Opowiedział o tym na łamach „sport.tvp.pl” Paweł Grycmann, dyrektor szkoły trenerów PZPN.
– Pierwszym organem w tego typu sprawach jest komisja dyscyplinarna. Jeśli oni stwierdzą naruszenie nietykalności cielesnej, to możemy zawiesić licencję trenerską. Żeby w ogóle doszło do tego, musi być zgłoszenie z klubu lub od jakiejś osoby. W przypadku bardzo medialnych spraw, od razu się nimi interesujemy. Nie możemy zostać bez reakcji, jeśli doniesienia okażą się prawdziwe – powiedział Paweł Grycmann.
Atak trenera Motoru Lublin na prezesa tego klubu jest obecnie głównym tematem w polskich mediach sportowych. Dziennikarze portalu „sport.pl” opublikowali nowe fakty w tej sprawie. Głos zabrała również rzeczniczka prasowa klubu.
Relacje trenera Motoru Lublin z władzami klubu od dłuższego czasu nie należały do najbardziej zdrowych. Goncalo Feio, pełniący rolę szkoleniowca pierwszego zespołu Motoru, notorycznie krytykował władze klubu na konferencjach prasowych. Najczęściej obrywało się prezesowi, Pawłowi Tomczykowi.
W niedzielę miało dojść do ataku trenera Motoru Lublin, Goncalo Feio, na prezesa klubu, Pawła Tomczyka. Jako pierwszy o tej sytuacji poinformował Krzysztof Stanowski. Portugalski szkoleniowiec miał zaatakować prezesa tacą, uszkadzając przy tym jego głowę. Paweł Tomczyk miał po tym trafić do szpitala.
Nowe fakty w tej sprawie opublikował portal „sport.pl”. Z informacji tamtejszych dziennikarzy wynika, iż do konfrontacji doszło po konferencji prasowej. Goncalo Feio miał udać się do rzeczniczki klubu i zaatakować ją słownie. W jej obronie miał stanąć prezes klubu, Paweł Tomczyk.
Dziennikarze „sport.pl” ustalili także, że Paweł Tomczyk oberwał nie tacą, a metalową podkładką pod kartki. Ta trafiła wprost w łuk brwiowy prezesa Motoru. Po ataku polała się krew. Właściciel Motoru kazał Tomczykowi natychmiast udać się do szpitala.
Głos w tej sprawie zabrała rzeczniczka Motoru Lublin. Powiedziała ona, że została słownie zaatakowana przez Goncalo Feio. Dodała także, że nie był to pierwszy tego typu przypadek, kiedy Portugalczyk ją obrażał.
– Mogę tylko potwierdzić, że ja zostałam obrażona, a prezes Tomczyk uderzony, przez co wylądował w szpitalu. Nie chciałabym wdawać się w szczegóły, bo tak ustaliliśmy w klubie. Jeszcze dziś prawdopodobnie pojawi się oświadczenie właściciela – pana Zbigniewa Jakubasa. Mogę jedynie dodać, że nie było to pierwsze takie zachowanie trenera w stosunku do mnie – powiedziała rzeczniczka Motoru Lublin w rozmowie z „sport.pl”.
Jedenaście klubów zostało ukaranych przez UEFA z powodu naruszenia zasad wypłacalności za sezon 2022/2023. Część z tych klubów może również zostać wykluczona z europejskich rozgrywek w kolejnych sezonach.
W kwietniu 2022 roku UEFA wprowadziła nowe zasady dotyczące kontroli finansów klubów nazwane mianem Licencjonowania Klubów i Zrównoważonego Rozwoju Finansowego. W związku z nowymi przepisami przeprowadzona została pierwsza ocena wymogów dotyczących wypłacalności poszczególnych klubów. Za badanie odpowiada Pierwsza Izba Organu Kontroli Finansowej Klubów UEFA. Wykazane zostały pewne nieprawidłowości w wypłacalności 11 klubów ze strefy UEFA.
Naruszenie zasad
UEFA poinformowała, że 11 klubów zostało ukaranych sankcjami dyscyplinarnymi za niespełnienie wymogów w zakresie wypłacalności w sezonie 2022/2023. Na świeczniku znalazły się: Aris Saloniki (Greacja), FC Astana (Kazachstan), FK Borac Banja Luka (Bośnia i Hercegowina), CFR Cluj (Rumunia), Floriana FC (Malta), Konyaspor (Turcja), Kyzyłżar Petropawł (Kazachstan), Olimpija Ljubljana (Słowenia), NK Osijek (Chorwacja), HNK Rijeka (Chorwacja) i Valmiera FC (Łotwa).
Możliwe wykluczenie
Zasady zostały naruszone w sumie przez 11 klubów. Mimo to kary nie są dla wszystkich identyczne. W przypadku CFR Cluj i NK Osijek kluby te zostaną zawieszone w europejskich pucharach tylko wtedy, jeśli ponownie naruszą zasady w dwóch najbliższych sezonach. Jeśli jednak chodzi o Aris Saloniki, FC Astanę, Olimpiję Ljubljana i HNK Rijeka kara wykluczenia jest zawiesza na jeden sezon i będzie egzekwowana w przypadku ponownego naruszenia zasad wypłacalności w kolejnym sezonie.
Kary finansowe
Pełna pula omawianych klubów otrzymała kary finansowe. Przypadki poszczególnych klubów się różnią, więc zróżnicowane są także wielkości kar. Najwięcej musi zapłacić CRF Cluj. Z kolei Floriana FC może zostać ukarana kolejną karą 10 tys. euro, jeśli do końca maca 2023 roku nie udowodni, że uregulowała „drobne kwoty”, które były w styczniu 2023 roku.
CFR Cluj – 250 tys. euro
NK Osijek – 150 tys. euro
Konyaspor – 150 tys. euro
Olimpija Ljubljana – 100 tys. euro
Aris Saloniki – 50 tys. euro
Valmiera FC – 50 tys. euro
FC Astana – 30 tys. euro
Borac Banja Luka – 10 tys. euro
Kyzyłżar Petropawł – 10 tys. euro
Floriana FC – 10 tys. euro
Dodatkowa grzywna
Na tym jednak nie koniec. Jeszcze jeden aspekt został naruszony przez NK Osijek i HNK Rijeka. Oba te kluby nie spełniły kryteriów licencyjnych, ponieważ miały zaległe zobowiązania w marcu 2022 r. Kryteria te są obowiązkowe do spełnienia, by móc uczestniczyć w klubowych rozgrywkach UEFA. W konsekwencji Pierwsza Izba Organu Kontroli Finansowej Klubów UEFA nałożyła na te kluby dodatkową grzywnę w wysokości 450 000 euro.
W ostatniej kolejce Ligue 1 Kylian Mbappe zdobył swoją 201. bramkę dla Paris Saint-Germain. Tym samym stał się on najlepszym strzelcem w historii paryskiego klubu.
W sobotę Paris Saint-Germain rozgrywało kolejne spotkanie w tym sezonie Ligue 1. Rywalem paryżan był zdecydowanie niżej notowany zespół Nantes. Pojedynek zakończył się zwycięstwem PSG 4:2. Bramki dla gospodarzy zdobyli Lionel Messi, Kylian Mbappe, Danilo Pereira oraz Jaouen Hadjam, który strzelił gola samobójczego. Dla gości po jednej bramce zdobyli Ludovic Blas oraz Ignatius Ganago.
Historyczny wyczyn Mbappe
Ostatnia bramka w meczu PSG-Nantes padła w doliczonym czasie gry. Jej autorem był Kylian Mbappe, który ustalił wynik meczu, strzelając na 4:2. Dzięki zdobytej bramce 24-latek zapisał się na kartach historii paryskiego klubu. Gol przeciwko Nantes był jego 201. w historii swoich występów dla PSG. Tym samym stał się on najlepszym strzelcem w historii klubu.
👑 REKORDZISTA KYLIAN MBAPPÉ! 👑
24-latek zdobył swoją 201. bramkę dla PSG i został najlepszym strzelcem w historii klubu ze stolicy Francji! 👏⚽️ Co za euforia kibiców! 🔥#modanafrancję🇫🇷 pic.twitter.com/bQKG6TdOVl
Do tej pory najlepszym strzelcem w historii Paris Saint-Germain był Edinson Cavani. Urugwajczyk zdobył łącznie 200 bramek dla PSG. Co jednak odróżnia obu piłkarzy to liczba meczów potrzebnych do osiągnięcia bariery 200 zdobytych goli. Cavani potrzebował 301 meczów, z kolei Mbappe zaledwie 246 spotkań. Francuz strzela bramki dla PSG średnio co 98 minut, a Cavani robił to średnio do 114 minut. Pod tym względem lepszy od obu panów był Zlatan Ibrahimović, który strzelał gole średnio co 97 minut.
Najlepsi strzelcy w historii PSG
Tym samym najlepszym strzelcem w historii klubu jest Kylian Mbappe (201 bramek), który wyprzedził Edinsona Cavaniego (200 bramek). Podium zamyka Zlatan Ibrahimović z 156 golami. Tuż za podium znajduje się Neymar, który zdobył 118 bramek. Piąte miejsce należy do Paulety, który strzelił 109 goli.
Najlepsi strzelcy w historii PSG
1️⃣ Kylian Mbappe 201⚽🆕 2️⃣ Edinson Cavani 200⚽ 3️⃣ Zlatan Ibrahimović 156⚽ 4️⃣ Neymar 118⚽ 5️⃣ Pauleta 109⚽ 6️⃣ Dominique Rocheteau 100⚽ 7️⃣ Angel Di Maria 93⚽ 8️⃣ Safet Susić 85⚽ 9️⃣ Rai 72⚽ 🔟 Carlos Bianchi 70⚽