Hiszpański dziennikarz dosadnie o Robercie Lewandowskim. „Nie jest już nietykalny”

Alfredo Martinez, hiszpański dziennikarz stacji „Onda Cero”, skomentował obecną sytuację Roberta Lewandowskiego. Według jego słów pozycja polskiego napastnika w FC Barcelonie nie jest już taka pewna jak wcześniej.




Pierwszy sezon Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie można uznać za udany. Katalończycy sięgnęli po mistrzostwo Hiszpanii, a Polak był jedną z kluczowych postaci swojego zespołu. Niejednokrotnie w pojedynkę rozstrzygał o losach meczu. W sumie w poprzednim sezonie zdobył 33 bramki w 46 meczach.




Drugi sezon w Barcelonie dla Lewandowskiego nie jest jednak już aż tak udany. W dotychczasowych 21 meczach tego sezonu Polak zdobył 9 bramek. W porównaniu z poprzednim sezonem gra Lewego wygląda dużo gorzej.




W poprzednim sezonie Lewandowski był jedną z głównych postaci w FC Barcelonie. Teraz ta sytuacja się już jednak odmieniła. Hiszpański dziennikarz, Alfredo Martinez, skomentował obecną sytuację, w której znajduje się polski napastnik. Dziennikarz stwierdził, że pozycja Lewego nie jest już aż tak niepodważalna. W klubie miało pojawić się niezadowolenie z dyspozycji Roberta. Niewykluczony jest chociażby transfer do Arabii Saudyjskiej.

– W Barcelonie mówią, że Robert Lewandowski nie odejdzie w letnim okienku transferowym. Rzeczywistość jest jednak inna. Robert nie jest już nietykalny. U części osób w klubie i zarządzie narasta niezadowolenie z dyspozycji Polaka. To wszystko jest do tego stopnia, że nie można wykluczyć jego odejścia w letnim okienku transferowym – np. do Arabii Saudyjskiej – przekazał Alfredo Martinez.

– Dużo będzie zależeć od samego Roberta, ponieważ musi zgodzić się na taki ruch, ale za jego odejściem pojawia się coraz więcej głosów. Powiedziano mi, że w imieniu klubu rozmawiali z arabskim agentem (wszystkie transfery do Arabii Saudyjskiej muszą odbywać się przez pośrednika w kraju), aby zbadać możliwość transferu w czerwcu do arabskiego klubu. Uważam, że Pini Zahavi też o tym myśli – uzupełnił.




Radovan Pankov wrócił do wydarzeń z Alkmaar. Podziękował za pomoc Mateuszowi Morawieckiemu

Radovan Pankov w wywiadzie dla „WP Sportowe Fakty” wrócił do wydarzeń z wyjazdowego meczu z AZ Alkmaar. Podziękował także za pomoc byłemu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu.




W październiku tego roku Legia Warszawa mierzyła się na wyjeździe z AZ Alkmaar. Wszyscy dobrze pamiętamy, co stało się pod stadionem AZ po zakończeniu meczu. W efekcie zamieszek zatrzymani zostali Josue i Radovan Pankov. Obaj spędzili jedną noc w holenderskim areszcie.




Pod stadionem AZ doszło do dużych zamieszek. Poturbowany został chociażby Dariusz Mioduski, co zostało uwiecznione na nagraniach. Z kolei Pankov trafił na noc do aresztu pod zarzutem spowodowania uszczerbku na zdrowiu jednej z osób ze służb pracujących przy organizacji meczu. Ta sprawa trwa aż do dziś.




Na 11 stycznia holenderska prokuratura wyznaczyła dzień rozprawy we wspomnianej sprawie z Pankovem w roli głównej. Piłkarz Legii jest pewny swego i uznaje to za formalność. Pankov miał otrzymać dokumenty potwierdzające to, że rzekomo poszkodowanemu nic się nie stało.

– Do poniedziałku ten człowiek [ochroniarz – przyp. red.] miał termin ostateczny, by przedłożyć medyczną dokumentację, obdukcję. W międzyczasie prokuratura wyznaczyła termin na 11 stycznia. Myślę jednak, że to będzie tylko czysta formalność, bo dostałem akt oskarżenia, z którego wynika, że temu człowiekowi nic tak naprawdę nie jest – wyjaśnił Radovan Pankov.




Pankov podziękował także za interwencję ówczesnemu premierowi Polski, Mateuszowi Morawieckiemu. Piłkarz przyznał, że dzięki temu on wraz z Josue mogli opuścić areszt wcześniej.

– Największe wsparcie otrzymałem z mojego klubu i od moich kibiców. Muszę też zaznaczyć, że polski polityk, ówczesny premier Mateusz Morawiecki wstawił się za nami. Dzięki temu najpewniej mogliśmy opuścić areszt wcześniej – powiedział Pankov.


źródło: wp sportowe fakty

Najlepsi piłkarze 2023 roku wg „The Guardian”. Duży zjazd Roberta Lewandowskiego

Brytyjski „The Guardian” opublikował rankingu 100 najlepszych piłkarzy mijającego roku. W zestawieniu znalazł się Robert Lewandowski, który jednak zaliczył duży zjazd w porównaniu z poprzednim rokiem.




Mijający rok był jednym z gorszych w karierze Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik się zaciął i nie zdobywał już tyle bramek co w poprzednich latach. W ostatnich 12 miesiącach Robert zdobył 24 bramki w 47 meczach. Pod tym względem wśród napastników z lig TOP 5 był dopiero 16.




Jak co roku „The Guardian” zaprezentował swój ranking 100 najlepszych piłkarzy w tym roku. Robert Lewandowski znalazł się w nim na 17. pozycji. W porównaniu z poprzednim rokiem oznacza to spadek o 10 lokat. W uzasadnieniu napisano, że był najlepszym strzelcem w Hiszpanii w sezonie 22/23. Podkreślono, że poprowadził FC Barcelonę do tytułu mistrzowskiego. W dalszej części napisano, że w 2023 roku w grze Polaka wkradły się lekkie problemy, a z biegiem czasu stawał się coraz bardziej sfrustrowany na boisku.




Najlepszym piłkarzem roku według „The Guardian” został Erling Haaland. Podium uzupełnili Jude Bellingham oraz Kylian Mbappe. Leo Messi zajął 10. pozycję. Cristiano Ronaldo 27.

Najlepsi piłkarze 2023 roku wg „The Guardian”:

1. Erling Haaland

2. Jude Bellingham

3. Kylian Mbappe

4. Harry Kane

5. Rodri

6. Vinicius Junior

7. Mohamed Salah

8. Kevin De Bruyne

9. Victor Osimhen

10. Leo Messi

17. Robert Lewandowski




Oto najchętniej oglądane kluby w tym sezonie Ekstraklasy. Są zaskoczenia [RANKING]

Organizacja „Sponsoring Insight” opublikowała ranking najchętniej oglądanych polskich zespołów w rundzie jesiennej PKO BP Ekstraklasy. W zestawieniu pojawiło się kilka zaskoczeń, jak chociażby czwarte miejsce Zagłębia Lubin.




W środowy wieczór zostanie rozegrany ostatni mecz PKO BP Ekstraklasy w tym roku. Po 19. rozegranych kolejkach liderem tabeli nieoczekiwanie jest Śląsk Wrocław. Podium uzupełniają Jagiellonia Białystok i Lech Poznań. Z kolei w strefie spadkowej znajdują się ŁKS Łódź, Ruch Chorzów i Cracovia.




Po rundzie jesiennej organizacja „Sponsoring Insight” przedstawiła dane dotyczące oglądalności poszczególnych polskich klubów. Pod uwagę brano oglądalność meczów transmitowanych na antenie „Canal+” i „Canal+ Sport”. Raport przygotowano na bazie danych Nielsen Media. Ranking ustalono wg skumulowanego AMR (AMR – średnia oglądalność minutowa).




Na szczycie zestawienia znalazł się Lech Poznań. Mecze Kolejorza w rundzie jesiennej PKO BP Ekstraklasy oglądało ponad 1,6 miliona osób. Minimalnie gorzej wypadła Legia. Podium uzupełnił Górnik Zabrze, który zbliżył się do oglądalności na poziomie 1,4 mln. Na dnie zestawienia znalazła się Puszcza Niepołomice z oglądalnością na poziomie niespełna 800 tysięcy. Całe zestawienie na grafice poniżej.




Kolejny skandal w Turcji. Szarpanina na boisku, w sumie 5 czerwonych kartek [WIDEO]

Piłka w Turcji już chyba nigdy nie przestanie nas zaskakiwać. Podczas jednego z meczów na trzecim poziomie rozgrywek doszło do kolejnej awantury na boisku.




Przed kilkoma dniami byliśmy świadkami ogromnego skandalu w Turcji. Po jednym z meczu tureckiej ekstraklasy na murawie wywiązała się ogromna szamotanina. W efekcie najbardziej ucierpiał sędzia główny. Został on uderzony przez prezesa jednego z klubów, a następnie skopany przez kilka osób. Niedługo po tej sytuacji ogłosił, że kończy karierę sędziowską. Więcej o tej sprawie pisaliśmy TUTAJ.




Od tego wydarzenia minęło zaledwie kilka dni, a na tureckich boiskach doszło do kolejnego skandalu. Tym razem nie na boiskach pierwszo-, a trzecioligowych. Podczas meczu Bursaspor-Diyarbekirspor doszło do przepychanek na murawie. Interweniowały służby. Sędzia główny pokazał ostatecznie 5 czerwonych kartek.







Marcin Oleksy stawia się za Cezarym Kuleszą. „Prezes nie wyglądał na osobę, która by się zataczała”

Marcin Oleksy stanął w obronie Cezarego Kuleszy. Polski ampfutbolista przekazał, że podczas otrzymywania nagrody od prezesa Kuleszy nie wyczuł, by ten był pod wpływem alkoholu.




Przed kilkoma dniami w polskiej przestrzeni medialnej ukazał się mocny tekst Rafała Steca. Dziennikarz „Gazety Wyborczej”, powołując się na osoby związane z polską federacją piłkarską, postawił w nie najlepszym świetle Cezarego Kuleszę. W tekście napisano, że prezes PZPN miał notorycznie być pod wpływem alkoholu podczas różnorakich wydarzeń.




Jednym z przytoczonych przykładów była sytuacja, kiedy Cezary Kulesza wręczał nagrodę polskiemu ampfutboliście, Marcinowi Oleksemu. Miało to miejsce przy okazji marcowego meczu z Albanią. W swoim tekście Rafał Stec przedstawił tę sytuację w ten sposób, że Kulesza miał pojawić się na boisku półprzytomny. Jego nie najlepszy stan miały widzieć liczne osoby, m.in. wolontariusze.




Do powyższego opisu na łamach „Faktu” ustosunkował się Marcin Oleksy. Ampfutbolista stanął w obronie prezesa PZPN. Stwierdził, że nie wyczuł niczego, co mogłoby wskazywać na to, że prezes jest pod wpływem alkoholu.

–  Prezes nie wyglądał na osobę, która by się zataczała. Ja nie wyczułem ani alkoholu, ani nie zauważyłem, żeby prezes był pijany. Myślę, że bardziej był zadowolony z tego co się dzieje, że wręczał mi tę nagrodę. Zresztą moje dzieci były ze mną i on o tym wiedział, tak więc to raczej jakaś nagonka – przekazał Marcin Oleksy.




Śledztwo ws. ustawiania meczów umorzone. PZPN wydał komunikat

Postępowania ws. podejrzeń o ustawianie meczów z udziałem Hutnika Kraków zostało umorzone. Polski Związek Piłki Nożnej wydał w tej sprawie specjalny komunikat.




Wróćmy do listopada tego roku. Wówczas Hutnik Kraków wydał oświadczenie, w którym poinformował o rozwiązaniu kontraktu z jednym zawodnikiem i o zawieszeniu innego piłkarza. Klub przekazał również, że zgłosił się z prośbą do PZPN o przeprowadzenie analizy, czy w ich ostatnich meczach nie miało miejsce zjawisko tzw. match-fixingu.




Gwoli przypomnienia. Władze Hutnika Kraków podejrzewały, że w dwóch meczach tego klubu mogło dojść do procederu ustawienia meczu. Mowa o dwóch spotkaniach z przełomu października i listopada. Hutnik przegrał 3:4 z rezerwami Lecha Poznań i 3:5 z Kotwicą Kołobrzeb. W obu tych przypadkach Hutnik prowadził 3:0, a mimo to wypuszczał zwycięstwa z rąk.




Dziś decyzję w tej sprawie ogłosił Polski Związek Piłki Nożnej. Jak czytamy w komunikacie, Rzecznik Dyscyplinarny PZPN przeprowadził w tej sprawie szczegółowe postępowanie wyjaśniające. Z otrzymanych przez federację raportów wynika, że na rynku bukmacherskim nie odnotowano żadnych podejrzanych zakładów na wspomniane mecze. W tym także zakładów „na żywo”, które mogłyby sugerować nagłą zmianę wyniku i przegraną Hutnika.

– Na posiedzeniu, które odbyło się 14.12.2023 r., Komisja Dyscyplinarna uwzględniła wniosek Rzecznika Dyscyplinarnego PZPN o odmowę wszczęcia postępowania w sprawie podejrzenia match-fixingu w związku z meczami Hutnika Kraków – czytamy w komunikacie.




Jak wspomnieliśmy, w listopadzie Hutnik zdecydował się zawiesić jednego z piłkarzy. Był nim Dawid Kubowicz. Postępowanie w tej sprawie także zostało zakończone. PZPN poinformuje o swojej decyzji na posiedzeniu w najbliższy czwartek.

Szybki zjazd Kamila Jóźwiaka? Wkrótce może wrócić do Polski

Zagraniczne wojaże Kamila Jóźwiaka wkrótce mogą dobiec końca. Wielce prawdopodobne, że 25-latek wróci na polskie podwórko.




Kamil Jóźwiak opuścił Polskę w 2020 roku. Wówczas zamienił Lecha Poznań na Derby County. Przygoda polskiego skrzydłowego na zapleczu Premier League nie potoczyła się jednak najlepiej. Rozegrał 61 meczów, w których zdobył 1 bramkę i zanotował zaledwie 4 asysty. W 2022 roku Jóźwiak zdecydował się na kolejny transfer. Tym razem postanowił opuścić Europę na rzecz transferu do amerykańskiego Charlotte FC. Amerykański sen jednak w pełni się nie spełnił. Polak rozegrał 55 meczów, strzelając w nich 4 bramki i notując 12 asyst. Jak na skrzydłowego statystyki w obu zagranicznych klubach wrażenia nie robią.




Wkrótce może jednak dojść do powrotu Kamila Jóźwiaka na polskie boiska. Zdaniem portalu „Polska Piłka” 25-letni skrzydłowy mógłby ponownie zasilić szeregi Lecha Poznań. W tym celu Jóźwiak pojawił się już w Poznaniu przy okazji jednego z domowych meczów Lecha, gdzie miał spotkać się z przedstawicielami Kolejorza.




Jóźwiak miałby zostać następcą Kristoffera Velde. Odejście norweskiego skrzydłowego wydaje się być coraz bardziej prawdopodobne. Zainteresowanie tym piłkarzem było duże już podczas letniego okna transferowego, ostatecznie poznaniakom udało się go wówczas zatrzymać w klubie. Jak czytamy na portalu „Polska Piłka”, już zimą tureckie kluby będą chciały ruszyć po Velde. Kwota transferu może oscylować w granicach 5 milionów euro.





źródło: polskapilka.pl

Legia poznała rywala w 1/16 finału LKE! Kibice są zadowoleni [REAKCJE]

Legia Warszawa poznała swojego przeciwnika w 1/16 finału Ligi Konferencji Europy. Polski klub trafił na jednego z najłatwiejszych możliwych rywali. Z losowania zadowoleni są polscy kibice.




W ubiegłym tygodniu dobiegła końca faza grupowa Ligi Konferencji Europy. Ten etap zmagań pomyślnie ukończyła Legia Warszawa. Polski zespół zajął drugie miejsce w swojej grupie, wyprzedzając AZ Alkmaar i Zrinjski Mostar. Tym samym Legia wywalczyła awans do 1/16 finału Ligi Konferencji Europy.




Rywal Legii

Dziś odbyło się losowanie fazy pucharowej europejskich pucharów, w tym także Ligi Konferencji Europy. Rywalem Legii w 1/16 finału LKE będzie norweskie Molde! Pierwszy mecz zaplanowano na 15 lutego w Norwegii. Rewanż w Polsce odbędzie się tydzień później.




Szanse Legii

Molde uchodziło za jedną ze słabszych drużyn spośród możliwych rywali dla Legii. Jak wyliczył „AbsurDB” szanse na przejście Molde wynoszą ok. 46%. Większe szanse Legia miałaby tylko w przypadku wylosowania szwajcarskiego Servette.




Reakcje

Mając na uwadze powyższe procentowe szanse wylosowanie Molde należy oceniać pozytywnie. Takiego zdania jest też większość polskich kibiców, którzy wydają się być zadowolenie z losowania. Zebraliśmy kilka wypowiedzi kibiców oraz ekspertów po losowaniu.

https://twitter.com/Szuster_00/status/1736737511429316667

Legia z awansem! Znamy potencjalnych rywali w 1/16 finału LKE

Legia Warszawa wygrała ostatni mecz fazy grupowej Ligi Konferencji Europy. Tym samym Legioniści awansowali do 1/16 finału tych rozgrywek. Poznaliśmy potencjalnych rywali polskiego zespołu przed nadchodzącym losowaniem.




Faza grupowa Ligi Konferencji Europy w sezonie 2023/2024 dobiegła końca. Legia Warszawa osiągnęła niewątpliwy sukces, zajmując drugie miejsce w grupie z Aston Villą, AZ Alkmaar i Zrinjskim Mostar. Tym samym Legioniści zagrają na wiosnę w 1/16 finału LKE.




W kolejnej rundzie Legia Warszawa trafi na któryś z zespołów, który zajął trzecie miejsce w swojej grupie Ligi Europy. Losowanie odbędzie się 18 grudnia o godzinie 14:00. Z kolei mecze tej rundy zostały zaplanowane na 15 i 22 lutego.




Wśród potencjalnych rywali Legii, są zespoły, które zajęły trzecie miejsce w swojej grupie Ligi Europy. Są to: Molde FK, Servette, Maccabi Haifa, Royale Union Saint-Gilloise, Sturm Graz, Ajax Amsterdam, Olympiakos Pireus i Real Betis.




Znamy ceny biletów na mecz z Estonią! PZPN pozostaje nieugięty

Polski Związek Piłki Nożnej opublikował harmonogram sprzedaży biletów na marcowy mecz z Estonią. Podane zostały także ceny wejściówek. PZPN pozostaje nieugięty i nie obniża cen względem poprzednich meczów eliminacyjnych.




Najbliższy mecz reprezentacji Polski zostanie rozegrany już w kolejnym roku. W marcu Biało-Czerwoni staną do walki w barażach o awans na EURO 2024. W półfinale baraży Polacy zagrają u siebie z Estonią. Jeśli uda się to spotkanie wygrać, Polacy zagrają w finale ze zwycięzcą meczu Walia-Finlandia, finał Polska zagra na wyjeździe.




Barażowy mecz z Estonią odbędzie się 21 marca. Dziś ogłoszono harmonogram sprzedaży biletów na to spotkanie. Wejściówki trafią do przedsprzedaży 27 lutego. Z kolei sprzedaż otwarta ruszy 1 marca.




PZPN poinformował także o cenach biletów na to spotkanie. Względem poprzednich meczów eliminacyjnych ceny biletów pozostają takie same. Za najdroższy bilet będzie trzeba zapłacić 240 złotych. Wejściówki drugiej i trzeciej kategorii do ceny rzędu 180 i 120 złotych. Bilet rodzinny (opiekun + dziecko do lat 12) to cena 100+60 złotych. Z kolei bilety dla osób niepełnosprawnych i osób ze znaczną niepełnosprawnością kosztują 90 złotych.





źródło: Łączy Nas Piłka

Nowe fakty po pobiciu tureckiego sędziego. Prezes klubu aresztowany, rozgrywki zawieszone

Od wczorajszego wieczoru pojawiło się kilka nowych faktów w sprawie pobicia tureckiego sędziego. Jak donoszą zagraniczne media, prezes Ankaragucu, który zaatakował sędziego, został zatrzymany przez policję.




Wczorajszego wieczoru w Turcji doszło do ogromnego skandalu. Tuż po zakończeniu meczu Ankaragucu-Rizespor doszło do dużego zamieszania na boisku. Na murawę wtargnął prezes Ankaragucu, który zaatakował sędziego prowadzącego wspomniany mecz. Do bójki przyłączyło się także kilka innych osób.




Kilkadziesiąt minut po tym wydarzeniu w mediach pojawiła się informacja o tym, że turecki związek sędziów podjął decyzję o nie prowadzeniu meczów w tym tygodniu. Dziś od samego rana pojawiają się nowe wieści w tej sprawie. Turecki Związek Piłki Nożnej poinformował, że wszystkie krajowe ligi piłkarskie zostały zawieszone na czas nieokreślony.

https://twitter.com/433/status/1734503059596648945




To jednak nie wszystko. Jak donoszą tureckie media, prezes Ankaragucu oraz inne osoby, które zaatakowały sędziego, zostały aresztowane. Za powód podano spowodowanie uszczerbku na zdrowiu funkcjonariusza publicznego na boisku sportowym podczas wykonywania swoich obowiązków.




Głos w tej sprawie zabrała także FIFA. Prezydent tej organizacji, Gianni Infantino, w kilku zdaniach skomentował to, co wydarzyło się w Turcji.

„Nie ma absolutnie miejsca na przemoc w piłce nożnej, zarówno na boisku jak i poza nim. Wydarzenia wokół meczu ligi tureckiej pomiędzy Ankaragucu a Rizesporem są w pełni nieakceptowalne i nie ma dla nich miejsca w naszym sporcie i społeczności”

„Bez sędziów nie ma piłki nożnej. Sędziowie, zawodnicy, fani i personel muszą być bezpieczni, by móc cieszyć się grą. Apeluję do odpowiednich służb, aby to zaimplementować i szanować na wszystkich poziomach.

Skandal w Turcji! Sędzia brutalnie pobity przez prezesa klubu [WIDEO]

Do ogromnego skandalu doszło tuż po jednym z meczów ligi tureckiej. Sędzia został zaatakowany przez prezesa tureckiego Ankaragucu.

Czytając sam tytuł tego artykułu, większość z Was mogłaby pomyśleć, że do takiej sytuacji doszło w którejś z niższych lig w Turcji. Nic bardziej mylnego. Turecki sędzia został pobity przez prezesa jednego z klubów, występujących w tureckiej ekstraklasie.




W niedzielny wieczór rozegrano dwa mecze w ramach tureckiej ekstraklasy. Jednym z nich było starcie Ankaragucu z Rizesporem. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1. To, o czym jest obecnie najgłośniej, wydarzyło się jednak tuż po ostatnim gwizdku sędziego.




Kilka chwil po zakończeniu wspomnianego meczu na murawie pojawiło się kilka osób, które nie powinny się tam znaleźć. Jedną z nich był prezes Ankaragucu, który zaatakował sędziego Halila Umuta Melera. Na nagraniach widać, jak na twarzy tureckiego arbitra natychmiast pojawiło się opuchnięte oko. Do ataku dołączyło się także kilka innych osób.

https://twitter.com/fhd1905erman/status/1734289514766512351?t=cqPxNlh7aBKFFvL4BimHXg&s=19




Halil Umut Meler to uznany sędzia piłkarski nie tylko w Turcji, ale i na całym świecie. W tym sezonie sędziował już 3 mecze w Lidze Mistrzów. Prowadził także mecze międzypaństwowe. W 2022 prowadził chociażby mecz Ligi Narodów między Holandią a Polską (2:2).




Omawiana sytuacja nie pozostanie bez konsekwencji. Filip Cieśliński, powołując się na tureckie media, przekazał, że turecki związek sędziów nie poprowadzi już żadnych meczów w tym tygodniu. Turecka federacja z kolei zwołuje natychmiastowe posiedzenie. Mecze zaplanowane na ten tydzień mogą zostać odwołane.

John van den Brom na wylocie z Lecha Poznań. Klub szuka nowego trenera

John van den Brom jest coraz bliżej odejścia z Lecha Poznań. Władze Kolejorza przeczesują rynek w poszukiwaniu następców holenderskiego trenera.

Nieprzerwanie od lipca 2022 roku John van den Brom jest trenerem Lecha Poznań. Holenderski szkoleniowiec poprowadził Kolejorza już w 80 oficjalnych meczach, wygrywając 41 z nich. Zdecydowanie największym sukcesem holenderskiego trenera w trakcie pracy w Lechu było dotarcie do ćwierćfinału Ligi Konferencji Europy w zeszłym sezonie.

Sezon 2023/2024 nie układa się jednak po myśli piłkarzy, sztabu, kibiców i władz Lecha Poznań. Już na samym początku sezonu Kolejorz odpadł z europejskich pucharów, przegrywając w III rundzie eliminacji Ligi Konferencji Europy. To oznaczało błyskawiczne zakończenie przygody poznańskiego klubu na arenie międzynarodowej, gdzie po zeszłym sezonie kibice mieli chrapkę na ponowne zawojowanie Ligi Konferencji. Nie najlepiej jest także na krajowym podwórku. Na ten moment Lech zajmuje 3. miejsce w ligowej tabeli, a wkrótce mogą go wyprzedzić Raków i Legia, którzy mają zaległe mecze do rozegrania.

Dziś Lech Poznań po raz kolejny stracił punkty w rozgrywkach Ekstraklasy. W niedzielne popołudnie Kolejorz poległ na własnym terenie z Piastem Gliwice. To rozwścieczyło kibiców. Po tym meczu ważną informacje odnośnie przyszłości Johna van den Broma przekazał Dawid Dobrasz.

Jak informuje Dawid Dobrasz z Meczyków, pozycja Johna van den Broma jest mocno zagrożona. Holender ma ważny kontrakt do końca tego sezonu. Niewykluczone jednak, że nie zdoła ona wypełnić swojego kontraktu. Jak czytamy, odejście van den Broma jest przesądzone. Otwartą kwestią pozostaje jednak czas, kiedy to nastąpi.

Według informacji Dawida Dobrasza, władze Lecha Poznań rozglądają się za nowym trenerem. Poszukiwania trwają już od miesiąca. John van den Brom pozostaje na stanowisku ze względu na to, że na rynku nie ma odpowiedniego kandydata na to stanowisko. Potencjalny kandydat ma być zgodny z filozofią klubu.


źródło: meczyki.pl

Robert Lewandowski nie myśli o końcu kariery. „Fizycznie czuję się bardzo dobrze”

Robert Lewandowski udzielił ostatnio wywiadu hiszpańskim mediom. Piłkarz FC Barcelony poruszył kilka ciekawych tematów jak m.in. zakończenie kariery, czy też podjęcie pracy w roli trenera.

Od lipca 2022 roku Robert Lewandowski jest piłkarzem FC Barcelony. Początek przygody polskiego napastnika w drużynie z Katalonii był znakomity. Od listopada zeszłego roku w jego grze zaczęły pojawiać się jednak pewne mankamenty. Do tej pory w bordowo-granatowych barwach rozegrał 63 mecze, strzelił 41 bramek i zanotował 12 asyst.

W ostatnich dniach Lewandowski udzielił wywiadu na łamach „Club del Deporte”. Jednym z poruszonych tematów było zakończenie kariery przez polskiego napastnika. 35-latek przyznał, że ma jeszcze przed sobą kilka lat grania. Dodał, że fizycznie czuje się bardzo dobrze.

– Nie myślę o tym, co już wygrałem, ani o tym, co już zrobiłem. Wciąż mam w sobie to uczucie i tę pasję. Myślę, że mogę jeszcze grać w piłkę przez trzy lub cztery lata, ponieważ fizycznie czuję się bardzo dobrze – przekazał Robert Lewandowski.

Nie da się jednak ukryć, że Polakowi jest już bliżej końca kariery, niż jej początku. Co będzie robił Robert Lewandowski, kiedy skończy grać w piłkę? Dla wielu piłkarzy naturalną koleją rzeczy jest przejście na drogę trenera. Na taki ruch zdecydowany nie jest jednak jeszcze Lewandowski. Na razie nie widzi się w roli trenera, choć nie wyklucza tej opcji.

– Trudno będzie żyć, nie będąc piłkarzem po zakończeniu kariery. Bycie trenerem? Wiem, że to bardzo trudna praca. Nie jestem pewien, czy będę gotowy, ponieważ musisz być w 100% skoncentrowany na piłce nożnej – powiedział Robert Lewandowski.

– Mówię ci to teraz, ale za pięć lub siedem lat będę tęsknił za szatnią, zapachem i całą tą atmosferą i powiem: OK, może spróbuję. Ale na razie nie widzę siebie w roli trenera – dodał.


źródło: fcbarca.com

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.