„To nie są ustalone rozegrania”. Tak Mariusz Rumak tłumaczył stałe fragmenty Puszczy

Mariusz Rumak był świadomy mocnych stałych fragmentów gry Puszczy Niepołomice. Mimo to szkoleniowiec Kolejorza nie znalazł sposobu na ochronę swojej drużyny przed utratą bramki. Przed meczem atut Puszczy diagnozował w ten sposób: „Po prostu piłka spada w polu karnym i zaczyna być niebezpiecznie”.




W sobotnie popołudnie Puszcza Niepołomice mierzyła się z Lechem Poznań. Faworytem tego starcia była ekipa z Poznania. Mimo to trzy punkty na swoje konto zainkasowała Puszcza. Spotkanie zakończyło się wygraną gospodarzy wynikiem 2:1.

Puszcza wyszła na prowadzenie w tym meczu już w 7. minucie gry. Niedługo później tablica z wynikiem wskazywała prowadzenie gospodarzy 2:0. W 23. minucie bramkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego zdobył Artur Craciun.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1779177116602360041

W tym sezonie Puszcza jest naprawdę groźna ze stałych fragmentów gry. Świadomy atutu swojego rywala był trener Lecha Poznań, Mariusz Rumak. Mimo to nie potrafił on przygotować swojego zespołu na uniknięcie utraty gola właśnie po stałym fragmencie gry. Przed meczem Rumak diagnozował atut Puszczy tym, że po dośrodkowaniu piłka spada w polu karnym i po prostu zaczyna być niebezpiecznie. Po prostu.

– Jest to zespół, który gra powtarzalnie. Bardzo mocne stałe fragmenty gry, wyrzuty z autów, po których Puszcza strzeliła siedem bramek. To nie się jakieś ustalone rozegrania, schematy. Po prostu piłka spada w polu karnym i zaczyna być niebezpiecznie. A najtrudniej jest zapanować nad chaosem – powiedział przed meczem Mariusz Rumak.

https://twitter.com/Oskar_M04/status/1779176397312782526




To, że atutem Puszcza Niepołomice są stałe fragmenty gry, to nie ulega wątpliwości. Mówią o tym przede wszystkim statystyki. Część z nich, powołując się na „StatsBomb”, przedstawił Tomasz Ćwiąkała.

Jeszcze przed meczem z Lechem Puszcza zdobyła 8 goli po stałych fragmentach gry w tym sezonie, co daje czwarty wynik w lidze. Pod względem oczekiwanych bramek po SFG Puszcza zajmowała trzecie miejsce w lidze. Po SFG zespół z Niepołomic oddał w sumie 116 strzałów, co jest czwartym wynikiem w lidze.

https://twitter.com/cwiakala/status/1779196657483100508


fot. Twitter

Cezary Kowalski opuszcza Polsat Sport. Zaskakująca nowa rola

Po wielu latach spędzonych w redakcji Polsatu Sport Cezary Kowalski zdecydował się na zmianę miejsca pracy. Od teraz dziennikarz będzie pracował w PZPN.




Cezary Kowalski był związany z telewizją Polsat od końca lat 90-tych ubiegłego wieku. W Polsacie Sport zajmował się przede wszystkim piłką nożną. Występował w programach piłkarskich, a także komentował mecze. W programie „Cafe Futbol” prowadził legendarny już cykl „Cezary z Pazurem”.

Ponad 20-letnia przygoda Kowalskiego w Polsacie dobiega jednak końca. O nadchodzącym odejściu „Cezarego z Pazurem” poinformował Mateusz Borek. Nowym miejscem pracy Czarka Kowalskiego będzie Polski Związek Piłki Nożnej! Obejmie on stanowisko doradcy zarządu PZPN ds. komunikacji.

Pazur będzie już teraz drapał gdzie indziej. Konkretnie w piłkarskiej centrali. Cezary Kowalski po latach pracy odchodzi z Polsatu Sport. Zostanie doradcą zarządu PZPN do spraw komunikacji. Powodzenia od całej ekipy Kanału Sportowego – przekazał Mateusz Borek.




https://twitter.com/BorekMati/status/1778802536331239514?t=NlDjAIRjSwsIC9EcYOZIYQ&s=19&fbclid=IwAR2S39LN43wMrRGD2grw0cP86Q1Z1qHe21T6PgV-8Pw6mmmy7lweRhYvb5E_aem_AZ7zYRUon_RXRzX4l2N-vny7FCqZ7GroqFHqeMJEcOuWY8Q7RQhP3xy_3tn3_pG-3cWXg_WcSTwM_e2WIKqXhbcU

Skandal po meczu o Superpucharu Arabii Saudyjskiej. Piłkarz zaatakowany przez kibica z trybun [WIDEO]

Po meczu o Superpuchar Arabii Saudyjskiej doszło do niemałego skandalu. Jeden z piłkarzy został uderzony bliżej niezidentyfikowanym przedmiotem.




Superpuchar Arabii Saudyjskiej nie jest klasycznym meczem mistrza ligi ze zdobywcą krajowego pucharu. O to trofeum rywalizują aż 4 ekipy, podobnie jak ma to miejsce w Hiszpanii. W tym roku o Superpucharu Arabii Saudyjskiej rywalizowały: Al Ittihad, Al Wehda, Al Hilal i Al Nassr.

W finałowym starciu o Superpuchar Arabii Saudyjskiej zmierzyły się Al Ittihad i Al Hilal. Trofeum padło łupem Al Hilal, które wygrało decydujący starcie wynikiem 4:1.

W ostatnich godzinach zrobiło się niezwykle głośno o Superpucharze Arabii Saudyjskiej. To co odbiło się największym echem w światowych mediach nie dotyczyło jednak stricte samego meczu. Po zakończonej rywalizacji jeden z piłkarzy Al Ittihad, Abderrazak Hamdallah, został zaatakowany pewnym przedmiotem. W opinii publicznej mówi się, że był to bicz albo laska. Na nagraniach ciężko konkretnie stwierdzić, co to był za przedmiot. W odwecie piłkarz oblał wodą napastnika z trybun. W mediach mówi się, że agresorem był sympatyk Al Hilal.

https://twitter.com/plangier/status/1778648611233903081




https://twitter.com/baytAlhilal/status/1778508262239023244

21-latek oczekiwał powołania do seniorskiej reprezentacji Polski. „Liczyłem na to powołanie”

Jakub Kałuziński w rozmowie z portalem „Meczyki” wyznał, że liczył na powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski od Michała Probierza. Taki obrót spraw przyjął jednak do wiadomości i nie czuje żadnego rozczarowania.




Już na kilka tygodni przed startem marcowej przerwy reprezentacyjnej w naszym kraju dużo mówiło się o powołaniach. W kontekście dania szansy nowym twarzom wymieniano chociażby Jakuba Kałuzińskiego. 21-latek notuje regularne występy w lidze tureckiej. Biorąc pod uwagę, że w na pozycji defensywnego pomocnika reprezentacja Polski ma duże problemy, powołanie Kałuzińskiego były bardzo prawdopodobne.

Ostatecznie Jakub Kałuziński na znalazł się wśród powołanych na marcowe zgrupowanie. Zamiast niego w szerokiej kadrze pojawił się chociażby Taras Romanczuk. Na debiut w seniorskiej reprezentacji Polski Kałuziński musi zatem jeszcze poczekać. Póki co jest on regularnie powoływany do reprezentacji U-21.

W rozmowie z „Meczykami” Jakub Kałuziński odniósł się do braku powołania na marcowe zgrupowanie. Jak przyznał, liczył, że pojawi się wśród powołanych. Dodał jednak, że nie był rozczarowany zaistniałą sytuacją.

– Rozczarowania nie ma. Ja też nie będę się oszukiwał – liczyłem na to powołanie. Myślałem, że wyglądałem dobrze. Były te głosy, że mogę dostać powołanie. Ale koniec końców taka była decyzja – skomentował Jakub Kałuziński.




Dlaczego Jakub Kałuziński był wymieniany wśród kandydatów do otrzymania powołania? Sam zainteresowany wskazuje dwa główne argumenty. Po pierwsze, doświadczenie w pracy z Michałem Probierzem. Po drugie, granie na pozycji defensywnego pomocnika, gdzie reprezentacja ma niemałe problemy.

– Praktycznie cały rok przepracowaliśmy z trenerem Probierzem. Nasza współpraca była dobra. Możliwe że z tego też te głosy były – przypuszcza Kałuziński.

– Te głosy też były spowodowane tym, że media pisały, że jest problem na pozycji defensywnego pomocnika. Ja zacząłem grać na tej pozycji w Turcji. Były takie głosy, ale stało jak się stało – dodaje.

Groteskowe zarzuty rosyjskiego piłkarza z przeszłością w Ekstraklasie. „W Polsce rozpoczęła się rusofobia”

W ostatnim czasie w rosyjskich mediach ukazał się wywiad z Ilyą Zhigulevem, byłym piłkarzem Zagłębia Lubin. Rosjanin zarzucił Polakom rusofobię.




Ilya Zhigulev jest wychowankiem FK Krasnodar. W 2021 roku postanowił opuścić ten klub na rzecz Zagłębia Lubin. W Polsce przebywał zaledwie do kwietnia 2022 roku. Przez niespełna rok spędzony w Zagłębiu rozegrał 15 oficjalnych spotkań.

W kwietniu 2022 roku Zhigulev rozstał się z Zagłębiem Lubin. Przez kilka kolejnych miesięcy pozostawał bez klubu. Dopiero jesienią 2022 roku związał się z rosyjskim FC Pari Nizhniy Novgorod. W tym klubie występuje do dziś.

Odejście Zhiguleva z Zagłębia było pokłosiem wybuchu wojny na wschodzie Europy w lutym 2022 roku. W ostatnim wywiadzie na łamach „sport24.ru” Rosjanin opowiedział o tym, jak to wyglądało z jego perspektywy. Zhigulev przyznał, że po wybuchu wojny, w Polsce rozpoczęła się rusofobia.

– Po 24 lutego w Polsce rozpoczęła się rusofobia w Internecie. W polskiej telewizji otwarcie propagowano nienawiść do Rosjan. Wielu ludzi ma zaćmione umysły – powiedział Ilya Zhigulev.




Zhigulev w wywiadzie mówi, że przed wybuchem wojny wcale go nie interesowała polityka. Kiedy jednak do tego doszło, zaczął czytać informacje w internecie. Będąc w Polsce bał się o siebie i swoją rodzinę i przez to unikał wychodzenia z domu.

– Jak już mówiłem, przed 24 lutego w ogóle nie interesowałem się polityką, więc taka wiadomość mnie zszokowała. Potem przyszło uczucie strachu o moją żonę i syna. Nie wychodziliśmy z mieszkania przez około dwa tygodnie. A raczej wychodziłem tylko wtedy, gdy musiałem iść na trening – wyznał Rosjanin.


źródło: sport24.ru

Bayernowi należał się rzut karny? Kuriozalna argumentacja sędziego [WIDEO]

Do kontrowersyjnej sytuacji doszło w trakcie meczu Arsenalu z Bayernem we wczorajszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Według komentarzy znacznej części piłkarskiej społeczności Bawarczykom należał się rzut karny. Co wzbudziło duże poruszenie wśród piłkarzy i sztabu Bayernu, to kuriozalne tłumaczenie sędziego.




We wtorek odbyły się dwa pierwsze ćwierćfinały Ligi Mistrzów. Oba przyniosły kibicom masę wrażeń. Arsenal zremisował na własnym obiekcie z Bayernem Monachium 2:2. Z kolei w Madrycie Real zremisował z Manchesterem City 3:3. Remisy w obu starciach sprawiają, że kwestia awansu rozstrzygnie się z rewanżach.

W trakcie meczu Arsenalu z Bayernem doszło do dużej kontrowersji. Sytuacja wyglądała następująco. Anglicy szykowali się do rozpoczęcia gry od bramki. Golkiper Kanonierów, David Raya, podał krótko piłkę do Gabriela. Brazylijczyk zamiast kontynuować akcję, postanowił wziąć piłkę w ręce, a następnie ponownie wykonał rozpoczęcie gry od bramki. Zdaniem wielu osób, akcja została rozpoczęta wcześniej przez Davida Rayę, zatem Bayernowi powinien należeć się rzut karny za zagranie piłki ręką przez Gabriela.




Po meczu ze strony Bayernu Monachium wylała się cała masa negatywnych komentarzy odnośnie powyższej sytuacji. W jednym z pomeczowych wywiadów Joshua Kimmich przyznał, że jego zdaniem to oczywisty rzut karny. Sędzia tego pojedynku przekazał piłkarzom Bayernu, że była to zbyt „dziecinna” sytuacja, by odgwizdywać takie przewinienie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

– Nie wiem, czy widzieliście to w telewizji. Dla mnie to karny. Sędzia gwiżdże rzut bramkowy, bramkarz zagrywa piłkę do obrońcy, a ten ponownie bierze piłkę w ręce, aby otworzyć grę. Nigdy wcześniej tego nie widziałem – skomentował Joshua Kimmich.

– Zwróciliśmy na to uwagę sędziemu. Powiedział, że jesteśmy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i nie będzie gwizdał za taki dziecięcy błąd. Dla mnie to nie jest dziecinny błąd, to ma decydujące znaczenie dla meczu – ujawnił piłkarz Bayernu.

W podobnym tonie odnośnie tej sytuacji wyraził się także Thomas Tuchel. Szkoleniowcowi Bayernu szczególnie nie podobało się tłumaczenie sędziego. Jego zdaniem nie ma znaczenia, czy jest to dziecinny błąd czy też nie.

– Sędzia popełnił ogromny błąd. Wiem, że to była szalona sytuacja – skomentował Tuchel.

– Co nas naprawdę rozwścieczyło, to argumentacja na boisku. Powiedział naszym zawodnikom, że to „dziecinny błąd” i nie da za to kary w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. To okropne, okropne wytłumaczenie – stwierdził trener Bayernu.

Jest decyzja odnośnie Dawida Szwargi. Właściciel Rakowa obarcza winą nie tylko sztab, ale także piłkarzy

Michał Świerczewski opublikował wpis na Twitterze, w którym poinformował o pozostaniu Dawida Szwargi na stanowisku pierwszego trenera Rakowa Częstochowa. Właściciel Rakowa zauważył, że winnym obecnego stanu rzeczy jest nie tylko sztab, ale także piłkarze.




Od początku tego sezonu trenerem Rakowa Częstochowa jest Dawid Szwarga. Oczekiwania względem młodego trenera były bardzo wysokie. O ile awans do fazy grupowej Ligi Europy można uznać za sukces, o tyle wyniki Rakowa na krajowym podwórku pozostawiają wiele do życzenia. Na ten moment Medaliki zajmują 4. miejsce w Ekstraklasie ze stratą 7 punktów do liderującej Jagiellonii.

W 2024 roku Raków nie zachwyca formą. Zespół Dawida Szwargi zdołał wygrać zaledwie 3 z 9 meczów rozgrywanych w tej rundzie. Ostatnie 3 mecze Rakowa to 2 remisy i porażka z Radomiakiem. To właśnie po ostatniej klęsce z zespołem z Radomia w Częstochowie zrobiło się naprawdę gorąco, a media zaczęły głośno mówić o ewentualnym zwolnieniu Dawida Szwargi.

Po porażce z Radomiakiem wyraz swojego niezadowolenia na Twitterze dał Michał Świerczewski. Właściciel Rakowa był na tyle rozjuszony klęską swojego zespołu, że nie był w stanie opisać swoich emocji. Poinformował, że pewne decyzje mają zostać podjęte na początku kolejnego tygodnia. I tak też się stało.




Michał Świerczewski poinformował dziś o podjętych decyzjach. Dawid Szwarga otrzymał kredyt zaufania i tym samym pozostaje na stanowisku trenera Rakowa. W klubie odbyto rozmowy ze sztabem i piłkarzami. Władze klubu przekazały, że wina leży nie tylko po stronie trenera i sztabu, ale także po stronie piłkarzy. Właściciel Rakowa oczekuje od wszystkich pełnego zaangażowania w naprawę obecnej sytuacji.

Trzęsienie ziemi w Legii Warszawa! Kosta Runjaić zwolniony

Kosta Runjaić został zwolniony z funkcji pierwszego trenera Legii Warszawa. Zakulisową informację przekazał Łukasz Olkowicz. Klub nie potwierdził jeszcze medialnych doniesień.




Sezon 2023/2024 na krajowym podwórku nie układa się po myśli Legii Warszawa. Jak co roku stołeczny klub miał walczyć o mistrzostwo Polski. Niestety, ale obecnie Legia zajmuje dopiero 5. lokatę w ligowej tabeli. Do lidera Ekstraklasy Legia traci już 7 punktów. Sytuacja Legionistów mogła być o wiele lepsza, gdyby nie ostatni remis z Jagiellonią Białystok (1:1).

I to właśnie ostatnia strata punktów w meczu z Jagiellonią wywołała trzęsienie ziemi w gabinetach Legii Warszawa. Jak informuje Łukasz Olkowicz z „Przeglądu Sportowego Onet”, władze warszawskiego klubu postanowiły rozstać się z Kostą Runjaiciem. Przypomnijmy, że 52-latek miał ważny kontrakt z Legią aż do 2026 roku. Póki co Legia nie wydała jeszcze żadnego oficjalnego komunikatu w tej sprawie.




Władze Legii poinformowały Kostę Runjaicia o zakończeniu współpracy. Co ciekawe, o odejściu trenera nie wiedzą jeszcze sami piłkarze. Jak ujawnia Łukasz Olkowicz, dziś o godzinie 11:00 ma odbyć się spotkanie z zawodnikami. To właśnie wtedy maja się oni dowiedzieć o zakończeniu pracy niemieckiego szkoleniowca.

Kosta Runjaić objął Legię Warszawa przed startem sezonu 2022/2023. Przez ponad półtora roku pracy 52-latek poprowadził Legię w 84 oficjalnych meczach. W tym czasie zdobył z klubem Puchar i Superpuchar Polski.

 


źródło: Przegląd Sportowy Onet

Maskotka angielskiego klubu została zwolniona. Zaskakujący powód

Do kuriozalnego wydarzenia doszło ostatnio w Anglii. Władze Queens Park Rangers postanowiły rozstać się ze swoją klubową maskotką. Rzekomym powodem takiej decyzji miało być niestosowane zachowanie maskotki w trakcie meczów.




Przed kilkoma dniami w brytyjskich mediach ukazała się nieco komiczna informacja. „The Sun” poinformowało, iż QPR postanowiło rozstać się ze swoją klubową maskotką nazywaną Jude the Cat. A dokładniej z osobą, która przywdziewała strój maskotki podczas meczów tego klubu.

Co było powodem takiej decyzji władz klubu? Rzekome flirtowanie maskotki z kobietami w trakcie meczów. Pomimo wcześniejszych licznych ostrzeżeń nie udało się przekonać maskotki do zaprzestania swoich działań.

Queens Park Rangers nie wydało żadnego oświadczenia w tej sprawie. Dziennikarze „The Sun” dotarli jednak do pracowników klubu. Jeden z nich mówi, że każdy w klubie kochał osobę, która przebierała się za maskotkę. Kilka osób miało się jednak skarżyć na działania tej osoby.

– Każdy w klubie kochał Jude’a – mówi osoba z QPR.

– Kilka osób skarżyło się jednak, że w trakcie meczów jest on bardziej zainteresowany kobietami, niż wspieraniem piłkarzy. Zawsze z nimi tańczył, a następnie chciał ich numer – ujawnia.

– Jude był ostrzegany, jednak nie potrafił się powstrzymać. Klub nie miał wyboru – tłumaczy przedstawiciel QPR.




Jude the Cat jest maskotką QPR od wielu lat. Kojarzona jest głównie za sprawą swoich ruchów tanecznych. Do tej pory maskotka była uwielbiana przez kibiców. W dniu meczowym organizowano sesje zdjęciowe, na które ochoczo przychodzili sympatycy QPR. Według niektórych doniesień maskotka ma pozostać na meczach QPR, jednak od teraz ma przebierać się za nią inna osoba.


źródło: the sun, qpr

Photo by Ian Tuttle/Shutterstock

Kacper Kozłowski na wylocie z Brighton? „Jest niemal zapomnianym piłkarzem”

Sytuacja Kacpra Kozłowskiego w Brighton & Hove Albion jest bardzo trudna. Niewykluczone, że wkrótce 20-latek będzie musiał pomyśleć nad zmianą otoczenia.




Kacper Kozłowski trafił do Brighton w styczniu 2022 roku. W angielskim klubie nie zagrzał na zbyt długo miejsca, gdyż niedługo później został wypożyczony do belgijskiego Union Saint-Gilloise. Po pół roku spędzonym w Belgii Kozłowski wrócił do Brighton. Latem 2022 roku udał się z kolei na roczne wypożyczenie do holenderskiego Vitesse Arnhem. Przed startem trwającego sezonu wypożyczenie zostało przedłużone o kolejny rok.

Kozłowski jest piłkarzem Brighton od ponad dwóch lat. W tym czasie nie zdołał jednak zadebiutować w pierwszej drużynie Brighton. 2,5 roku Kozłowski spędził na wypożyczeniach w Belgii i Holandii. Wraz z końcem tego sezonu wygaśnie jest wypożyczenie do Vitesse i ponownie wróci do Anglii. Czy zagości tam na dłużej? To stoi pod dużym znakiem zapytania.

Kontrakt Kozłowskiego z Brighton obowiązuje do 2026 roku. Nie jest jednak pewne, czy uda mu się wypełnić ten kontrakt. Niewykluczone, że Brighton będzie chciało się pożegnać z Polakiem, którego rozwój nie przebiegł tak, jak zakładano dwa lata temu. Jeden z brytyjskich dziennikarzy stwierdził na łamach „TVP Sport”, że przy nazwisku Kozłowskiego pojawiają się wątpliwości, czy da on sobie radę na poziomie Premier League pod kątem fizycznym.

– Wciąż istnieją wątpliwości co do tego czy Kozłowski poradzi sobie z atletycznym poziomem Premier League – powiedział dziennikarz Brian Owen.

Bez wątpienia klub bacznie mu się przygląda, ale ma wiele opcji ofensywnych środkowych pomocników – dodał.




Sytuacja Kacpra Kozłowskiego stoi pod dużym znakiem zapytania. Ciężko sobie wyobrazić, by po 2,5-letnich wypożyczeniach Polak miał nagle przebić się do pierwszego składu Brighton. Brian Owen stwierdził, że Kozłowski w oczach kibiców Brighton stał się zawodnikiem zapomnianym.

– W tym sezonie przeszedł niezauważony i wśród kibiców Brighton jest niemal zapomnianym piłkarzem – przyznał Brian Owen.

W tym sezonie Kozłowski jest podstawowym piłkarzem Vitesse Arnhem. Vitesse, które zajmuje ostatnie miejsce w Eredivisie. W 25 ligowych meczach Kozłowski zdobył 2 bramki i zanotował 4 asysty.


źródło: sport.tvp.pl

Koniec Warty Poznań! Klub zmieni nazwę?

Warta Poznań ma zmienić siedzibę klubu. Informacja ukazała się w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. To może doprowadzić do zmiany nazwy klubu.




Warta Poznań jest najstarszym istniejącym klubem piłkarskim ze stolicy Wielkopolski. Założenie klubu przypada na 1912 rok. Przez ponad 100 lat działalności Warta dwukrotnie była mistrzem Polski (1929 i 1947). Od sezonu 2020/2021 Warta ponownie występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej,

Siedzibą Warty jest Poznań. Mimo to pierwsza drużyna tego klubu rozgrywa swoje mecze w Grodzisku Wielkopolskim. A to dlatego, że stadion Warty, tzw. „Ogródek”, nie spełnia wymogów do gry w Ekstraklasie.

Wkrótce wszystko może się jednak zmienić. I nie, Warta nie zacznie rozgrywać domowych meczów w Poznaniu. Zmianie ulegnie siedziba klubu. W Monitorze Sądowym i Gospodarczym ukazała się ostatnio informacja o zwołaniu Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Spółki na 30 kwietnia 2024 roku. W porządku obrad widzimy informację o podjęciu uchwały w sprawie zmiany statusu spółki odnośnie zmiany jej siedziby. Klub ma zmienić swoją siedzibę z Poznania na Grodzisk Wielkopolski. Obecnie siedziba Warty znajduje się w Poznaniu przy ul. Jana Spychalskiego 34.




Przeniesienie siedziby klubu może wiązać się z kolejnymi zmianami w Warcie Poznań. Zmiana siedziby może wiązać się także z modyfikacją nazwy klubu. Warta Poznań może przestać istnieć. Być może niedługo będziemy już mówić o Warcie Grodzisk Wielkopolski.

AKTUALIZACJA:

Głos w powyższej sprawie zabrał prezes Warty Poznań, Artur Meissner. Za pomocą wpisu na Twitterze potwierdził informację o nadchodzącym zgromadzeniu akcjonariuszy. Jak jednak przekazał, decyzja o zmianie siedziby nie jest przesądzona. Obecnie nie ma także planów, by zmienić nawę spółki.

Doczekamy się dopingu na Stadionie Narodowym? PZPN zabiera głos. „Popracujemy nad tym”

Łukasz Wachowski ujawnił kulisy ewentualnego zorganizowania dopingu na Stadionie Narodowym. Sekretarz generalny PZPN stwierdził na łamach „Meczyków”, że istnieje przestrzeń na rozmowy w tym temacie. Podzielił się także pomysłem, jakby to mogło wyglądać.




Od dobrych kilku lat na domowych meczach reprezentacji Polski brakuje zorganizowanego dopingu kibiców. W przestrzeni medialnej mówi się, że atmosfera stała się mocno „piknikowa”. Dochodzi do absurdów, że grupka tysiąca polskich kibiców na meczu wyjazdowym jest głośniejsza, od ponad 50-tysięcznego Stadionu Narodowego.

Atmosfera na Stadionie Narodowym irytuje nie tylko tych najbardziej zagorzałych kibiców. Ale powoli zaczyna ona irytować także samych piłkarzy. Ostatnio powiedział o tym chociażby Kamil Grosicki na antenie „Kanału Sportowego”.




Jak się jednak okazuje, wkrótce może się to wszystko zmienić. W piątek na antenie „Meczyków” pojawił się Łukasz Wachowski. Został on zapytany o kwestię zorganizowanego dopingu i powstania ewentualnego klubu kibica. Sekretarz generalny PZPN przekazał, że istnieje przestrzeń na rozmowy w tym temacie.

– Myślę, że jest przestrzeń na poważną rozmowę na temat tego, jak mógłby być zorganizowany doping na Stadionie Narodowym i czy faktycznie nie powinno być uprzywilejowanej grupy kibiców, która jeździ na mecze wyjazdowe i zawsze jest z reprezentacją – powiedział Łukasz Wachowski.

– Tacy kibice mogliby np. zdobywać punkty do wewnętrznego rankingu, by przy zakupie biletów mogli mieć pierwszeństwo. Słuszna uwaga. Popracujemy nad tym – podsumował.


źródło: kanał sportowy, meczyki

Francja, Niemcy i Anglia pokonane! Reprezentacja Polski 6-tek wygrywa turniej towarzyski!

Reprezentacja Polski w piłce sześcioosobowej wygrała turniej towarzyski. Rywalami Biało-Czerwonych były Francja, Niemcy i Anglia.




W sobotę, w Kaliszu rozegrano turniej towarzyski 3DSmart Socca Heroes Calisia Castle. W rozgrywkach piłki sześcioosobowej udział wzięły 4 europejskie reprezentacje. Gospodarzem turnieju byli oczywiście Polacy. Do naszego kraju przybyli także reprezentanci Francji, Niemiec i Anglii. Zmagania rozegrano w systemie każdy z każdym.

Reprezentacja Polski rozpoczęła zmagania w turnieju od meczu z Anglią. Polacy rozgromili swoich rywali wynikiem 6:0. W kolejnym spotkaniu na naszych reprezentantów czekało dużo trudniejsze wyzwanie. Po niezwykle emocjonujących 40 minutach Polacy nieznacznie pokonali Francję wynikiem 3:2. W ostatnim pojedynku Biało-Czerwoni wygrali 3:1 z Niemcami. Z kompletem zwycięstw Polacy sięgnęli po końcowy triumf w rozgrywkach.




Co ciekawe, w turnieju udział wziął Adrian Mierzejewski! 37-latek dopiero co zakończył karierę na pełnowymiarowych boiskach. W sobotę po raz pierwszy spróbował swoich sił w piłce 6-osobowej. W turnieju zdobył jedną bramkę. Ta wpadła w meczu z Francją i dała zwycięstwo naszej reprezentacji.

fot. Dominik Modrzyk

Lukas Podolski dogryza piłkarzowi Legii. „Graj z pasją albo wracaj do domu”

Lukas Podolski wbił szpilkę w stronę Tomasa Pekharta. Komentarz zamieszczony w internecie odnosi się do ostatniego starcia między tymi panami.




Przed kilkoma dniami doszło do derbowego meczu między Górnikiem Zabrze a Legią Warszawa. Górą w tym starciu była drużyna ze stolicy. Legia odniosła zwycięstwo na wyjeździe wynikiem 3:1.

Podczas meczu doszło do sprzeczki między Lukasem Podolskim a Tomasem Pekhartem. W jednej z sytuacji Pekhart starał się odebrać piłkę Podolskiemu, używając przy tym nieco siły. To nie spodobało się zawodnikowi Górnika, który postanowił odepchnąć swojego oponenta. Piłkarz Legii upadł na murawę.

https://twitter.com/MsPL192117/status/1774870308786241820




Nie da się ukryć, że w powyższej sytuacji Pekhart dodał nieco od siebie. Po odepchnięciu Tomas utrzymywał się przez moment na nogach, dopiero po chwili upadł na ziemię. Do tej sytuacji odniósł się dziś Podolski. Zamieścił wpis na Facebooku z podpisem „Graj z pasją albo wracaj do domu”. Dodał do tego zdjęcie z momentu sprzeczki.

Kazimierz Węgrzyn broni Jana Bednarka. „Uważam, że to kluczowy piłkarz reprezentacji”

Kazimierz Węgrzyn wstawił się za Jana Bednarka. Były reprezentant Polski wziął w obronę młodszego kolegę po fachu. Węgrzyn wręcz uważa, że Bednarek to kluczowy piłkarz polskiej reprezentacji.




W ostatnich kilkunastu miesiącach Jan Bednarek nie ma łatwego życia. Przynajmniej w Polsce. W tym sezonie Bednarek jest podstawowym piłkarzem Southampton, które w tym sezonie walczy o awans do Premier League. Za swoje występy 27-latek często zbiera pozytywne recenzje. Nie jest on w stanie tego jednak przekuć na dobre występy w narodowych barwach. Ostatnie mecze Bednarka w reprezentacji Polski nie były najlepsze, co uczyniło go kozłem ofiarnym niepowodzeń Biało-Czerwonych.

W obronie Jana Bednarka stanął Michał Probierz. Selekcjoner stara się nie krytykować w mediach swoich podopiecznych. Po ostatnim zgrupowaniu Probierz zaapelował o to, by być rozważnym w krytycznych komentarzach w stronę piłkarzy.Ja rozumiem krytykę, ale nie może się ona przerodzić w chamstwo – mówił Probierz.




Za Bednarkiem wstawił się także Kazimierz Węgrzyn. 20-krotny reprezentant Polski pozytywnie wypowiedział się na temat swojego młodszego kolegi na łamach „Meczyków”. 56-latek pokusił się o odważne stwierdzenie, określając Bednarka kluczowym piłkarzem reprezentacji. Argumentował to tym, że przejście na formację z trójką stoperów nie sprzyja Bednarkowi.

– Nie podoba mi się krytyka wobec Jana Bednarka. Mam wrażenie, że dostaje mu się za bardzo. On gra w Southampton, który jest dobrym klubem. Niewykluczone, że niektórzy obrońcy reprezentacji Polski nie mieliby pewnego miejsca w składzie „Świętych” – skomentował Kazimierz Węgrzyn.

– Uważam, że Bednarek to kluczowy piłkarz reprezentacji. Według mnie przejście na trzech obrońców nie było dla niego – zawodnika, który ma gabaryty – szczęśliwe. Nie jest łatwe w jego przypadku schodzić do prawej strony i walczyć ze skrzydłowym. Kiwior ma tę umiejętność, dlatego jest mu łatwiej – ocenił były reprezentant Polski.


źródło: Meczyki

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.