Warunki pogodowe przekreśliły transfer afrykańskiego piłkarza. Norwegia okazała się zbyt zimna

Ibrahim Hafiz Umar miał trafić do Bodo/Glimt, o czym spekulowało się od dłuższego czasu. Nigeryjczyk był nawet na testach w norweskim klubie, ale zrezygnował z transferu. Powodem miała być… pogoda. 

Umar to 18-letni Nigeryjczyk, który występuje na pozycji napastnika. Zawodnik Ojodu City był obserwowany od dłuższego czasu przez europejskie tuzy, o czym informował między innymi Fabrizio Romano. Włoch wskazywał, że chciała go Fiorentina, Milan czy Inter.

Pogoda ważniejsza niż transfer

Finalnie Umar miał się zdecydować jednak na transfer do nieco słabszego na papierze klubu. Wybór padł na norweskie Bodo/Glimt, które poszukiwało napastnika po ostatnich odejściach. Nastolatek pasował idealnie do profilu szybkiego i silnego atakującego, więc potwierdzenie transakcji wydawało się kwestią czasu.

18-latek pojawił się nawet na testach w klubie, jednak do transferu ostatecznie nie doszło. Powodem okazały się… warunki pogodowe w Norwegii.

Jest tu cholernie zimno, ale daję z siebie wszystko – miał napisać piłkarz do dziennikarza Lolade Adewuyiego.

Niespodziewany zwrot akcji ws. Piotra Zielińskiego! Piękny apel do kibiców Napoli

Piotr Zieliński po sezonie odejdzie z Napoli. Przy okazji potwierdzenia odejścia Polaka pojawiły się pierwsze informacje, że szybko zasiądzie na ławce rezerwowych. Carlo Alvino, dziennikarz radia „Kiss Kiss Napoli” uważa jednak, że do tego nie dojdzie. 




Kiedy oficjalnie ogłoszono, że Zieliński nie przedłuży swojego kontraktu z Napoli, podpadł Aurelio De Laurentiisowi. Włoch jest znany ze skreślania zawodników, którzy chcą odejść z klubu. Nie inaczej było w przypadku pomocnika, który momentalnie został wykreślony z kadry na Ligę Mistrzów i nie zagrał w dwumeczu z FC Barceloną.




Sytuacja miała się podobnie w Serie A, gdzie Zieliński rzadko pojawiał się w ostatnim czasie na murawie. Gdy się tak jednak zdarzało, to prezentował się znacznie poniżej oczekiwań. Już wkrótce ma się to zmienić.

Zwrot akcji

Carlo Alvino, dziennikarz radia „Kiss Kiss Napoli” uważa, że Zieliński będzie do końca sezonu podstawowym piłkarzem mistrzów Włoch. Zapewnił, że Polak ma pełne poparcie wśród szefów Napoli. Zaapelował również do kibiców o wsparcie dla piłkarza.

– Jest pełne zaufanie do wielkiego profesjonalizmu Zielińskiego ze strony Napoli. W klubie mówią, że są pewni, iż Polak świetnie zakończy sezon w lidze, by uhonorować tę koszulkę najlepiej jak potrafi – uważa dziennikarz.




– Zieliński będzie nosił tę koszulkę często jako podstawowy piłkarz Napoli – jak na przykład przeciwko Torino – do końca swej neapolitańskiej przygody – zaznaczył.

– Oczekujemy maksymalnego wsparcia od wszystkich kibiców dla zawodnika, który zapisał przecież niezatarte karty w najnowszej historii klubu – podsumował Alvino. 




Po sezonie Zieliński odejdzie do Interu Mediolan. Polak spędził w Napoli 8 lat. Do tej pory rozegrał 359 meczów, w których strzelił 50 goli i zanotował 46 asyst.

Kapitan Widzewa poniesie konsekwencje za swoje wpisy po meczu ze Śląskiem? PZPN zareagował

Nie milkną echa niedawnego skandalu sędziowskiego. Bartłomiej Pawłowski, który wysunął poważne oskarżenia wobec PZPN miał zostać wezwany na dywanik Komisji Ligi. Kapitan Widzewa może ponieść konsekwencje.

Przypomnijmy, że w ostatnich tygodniach doszło do dwóch sporych kontrowersji w meczach Widzewa Łódź. Najpierw wątpliwości wzbudziła uznana bramka Wisły Kraków w ćwierćfinale Pucharu Polski, która dała „Białej Gwieździe” awans do półfinału rozgrywek w dogrywce.

Kolejne pojawiły się już w kolejnym spotkaniu, tym razem w Ekstraklasie ze Śląskiem Wrocław. Piłkarze Widzewa byli przeciwni podyktowaniu rzutu karnego, a także późniejszej bramce Nahuela Leivie, którą analizował VAR. Szerzej o tych sytuacjach pisaliśmy TUTAJ.

Na dywaniku

Po meczu ze Śląskiem przebrała się miarka, a piłkarze Widzewa nie gryźli się w języki. Szczególnie ostro sytuację skomentował Bartłomiej Pawłowski. Kapitan Widzewa wystosował mocny wpis, który zdecydowanie uderzał w PZPN.

– Hej, PZPN, znowu VAR za***ał? Oglądam powtórkę waszej linii spalonego i rzutu karnego i wygląda, że w trzy dni okradziono nas z PP i punktów we Wrocławiu. Na cholerę ten cały VAR – pisał Pawłowski.  

– Panowie, okradliście nas z awansu w Fortuna Pucharze Polski i z punktów w PKO BP Ekstraklasie. Macie dostęp do technologii i masę powtórek. Doradzają Wam w wozie VAR, a na koniec i tak przypominają się sceny z »Piłkarskiego Pokera« dzięki Waszej pracy. Dość przymykania oka na Waszą nieudolność – dodał w kolejnym wpisie. 

Kiedy emocje już opadły, Pawłowski wystosował oficjalne przeprosiny. Skierował je do Bartosza Frankowskiego, sędziego wspomnianego meczu oraz zadeklarował wpłatę 5 tysięcy złotych na cele charytatywne. Na tym jednak sytuacja ma się nie zakończyć.

Według Jakuba Seweryna z portalu sport.pl kapitan Widzewa został wezwany do wytłumaczenia swoich wpisów przed Komisją Ligi. Wniosek w tej sprawie miał wystosować sam Tomasz Mikulski, czyli przewodniczący Kolegium Sędziów.

Legendarny piłkarz zadrwił z Kamila Grabary po wpadce. Polak w ogniu krytyki

Kamil Grabara nie zachwycił w ostatnim meczu Ligi Mistrzów przeciwko Manchesterowi City. Polak zawinił przy jednej z bramek dla „Obywateli”, za co oberwał w duńskich mediach. Teraz suchej nitki nie zostawił na bramkarzu Rio Ferdinand. 

Grabara już od dawna jest podstawowym zawodnikiem Kopenhagi, którą wielokrotnie ratował w trudnych meczach swoimi świetnymi interwencjami. Podobnie było w pierwszym meczu z Manchesterem City (1-3). Wówczas Anglicy mogli wygrać dużo wyżej, ale postawa Polaka dała Duńczykom nadzieję w rewanżu.

Gromy

Niestety nie było już tak kolorowo. Manchester ponownie wygrał 3-1, a Grabara już na początku meczu zaliczył fatalną interwencję, niemal grzebiąc wolę walki kolegów. Polakowi ześlizgnęła się piłka po strzale Juliana Alvareza i po rękach wpadła do bramki.

Sytuacja wywołała spore emocje wśród duńskich kibiców, ale i nie tylko. Zażenowany postawą bramkarza był także Rio Ferdinand, który pełnił rolę eksperta jednej z angielskich stacji i stacjonował na murawie. W przerwie meczu zadrwił z Grabary następującymi słowami:

– Myślałem, że to mógł być zamaskowany piosenkarz w bramce! – powiedział, cytowany przez „Daily Mail”.

Ferdinand nawiązał tymi słowami do popularnego programu „Mask Singer”, gdzie uczestnicy zasłaniają twarze maskami. Często są to osoby, które nie mają wiele wspólnego z muzyką, a pochodzą ze świata show-biznesu. Stąd rzucenie tego porównania w stronę Grabary mogło okazać się dość ostrą szpilką.

PZPN przez rok nie odpowiadał kadrowiczom? Kolejna afera wisi w powietrzu

Duże kontrowersje wytworzyły się dookoła współpracy Polskiego Związku Piłki Nożnej z firmą Publicon. Teraz w związku ze sporym artykułem na goal.pl, odnośnie całej sprawy, narosły one jeszcze mocniej. Okazuje się między innymi, że związek długo lekceważył kadrowiczów. 

Od sierpnia 2022 roku firma Publicon Sport wyłącznym partnerem marketingowym PZPN. Jak podaje goal.pl, obiecywała ona sponsorom wizerunek określonych piłkarzy. Jest to jednak niezgodne z obowiązującym regulaminem.

– W 2013 roku rozwiązano sprawę udziału piłkarzy w reklamach. PZPN usiadł wtedy z zawodnikami i z radą drużyny, po czym powstał regulamin wykorzystania wizerunku kadrowiczów. Ten dokument został później przyjęty przez PZPN jako uchwała zarządu i od tego czasu reguluje, jakie zawodnicy mają obowiązki, jeśli chodzi o występ w reklamach sponsorów – napisano na goal.pl.

– Przyszedł Publicon i zaczął podpisywać nowe umowy sponsorskie, kompletnie ignorując obowiązujący dokument. Zaczęli obiecywać sponsorom różne rzeczy, nie zważając na to, jakie są ustalenia – dodała osoba, która ma znać sprawę od środka. 

Rok oczekiwania

Piłkarze byli naturalnie zaniepokojeni całą sprawę i chcieli jakichś wyjaśnień. Oczekiwali od PZPN zbadania sytuacji i przedstawienia im jakichś ustaleń. Na jakąkolwiek odpowiedź musieli jednak czekać aż rok.

– Po próbach zaangażowania przez Publicon kadrowiczów w nowe umowy sponsorskie, ci poprosili o wyjaśniające spotkanie w PZPN. Jak słyszę, chcieli usłyszeć choćby odpowiedź na pytanie, jakie świadczenia zostały obiecane sponsorom. Prośba przez PZPN została… zlekceważona. Zawodnicy przez rok nie doczekali się odpowiedzi. Niepokój rósł, szczególnie, w momencie gdy na liście sponsorów pojawiła się nikomu nieznana firma Inszury – czytamy. 

– Podstawowy zakres świadczeń sponsorskich określony jest w regulaminie przyjętym Uchwałą Zarządu PZPN. Szanujemy naszych reprezentantów i dbamy o ich wizerunek. Dlatego też świadczenia wykraczające poza regulaminowy zakres każdorazowo są przedmiotem indywidualnych porozumień między radą drużyny, PZPN i danym sponsorem. Pragniemy zaznaczyć, że w takich sytuacjach zawsze możemy liczyć na dobrą współpracę i profesjonalne podejście ze strony naszych reprezentantów – odpowiedział z kolei PZPN. 

Thomas Muller grającym trenerem Bayernu Monachium? Mocne słowa Kołtonia [WIDEO]

Bayern Monachium wygrał wczoraj 3-0 z Lazio i zapewnił sobie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Tym samym Thomas Tuchel nieco przedłużył swoją karierę w Bawarii. Według Romana Kołtonia działacze mistrza Niemiec mieli dość zaskakujący plan na zastąpienie trenera w przypadku jego zwolnienia. 

Od dawna nad Bayernem  i Tuchelem wisiały czarne chmury. „Die Roten” spisywali się bardzo kiepsko w Bundeslidze, zaliczając kolejne wpadki, a na domiar złego przegrali pierwszy mecz z Lazio w 1/8 finału Ligi Mistrzów (0-1).

Grający trener?

W rewanżu udało się jednak odmienić losy awansu i Bayern wygrał 3-0 po dublecie Harry’ego Kane’a i trafieniu Thomasa Mullera. W kontekście Niemca dość zaskakującej wypowiedzi udzielił Roman Kołtoń w studiu Polsatu Sport. Jak stwierdził dziennikarz „Prawdy Futbolu”, Muller miał być grającym trenerem w przypadku zwolnienia Tuchela.

– Słyszałem w kilku mediach taki scenariusz, że ewentualnie jako pierwszy trener do końca sezonu miałby wkroczyć Thomas Muller – słyszymy na urywku z transmisji. 

Jacek Kiełb wystartuje w wyborach! To już oficjalne potwierdzenie

Jacek Kiełb kolejnym sportowcem, który wchodzi w świat polityki. Były piłkarz, który obecnie jest asystentem Kamila Kuzery w Koronie Kielce, wystartuje w wyborach do rady miasta Kielce. 

36-latek zdecydowaną część swojej kariery spędził właśnie w Koronie. W sumie dla kieleckiej drużyny rozegrał 284 mecze, w których strzelił 56 goli. To jego bramka dała Koronie awans do Ekstraklasy niecałe dwa lata temu. W minionym roku zdecydował się natomiast zakończyć karierę, ale nie odszedł z klubu. Z miejsca dostał posadę asystenta Kamila Kuzery.

Do rady miasta?

Kiełb postanowił teraz pójść o krok dalej. We wtorek przedstawiono go jako kandydata komitetu Suchański Bezpartyjni Koalicja dla Kielc do Rady Miasta Kielce. Umieszczono go na pozycji numer jeden w drugim okręgu wyborczym.

Do decyzji Kiebła odniósł się także prezes Korony, Łukasz Jabłoński. Z jego wpisu na Twitterze wynika, że pozostanie na swoim stanowisku do końca bieżącego sezonu.

– Jacek Kiełb miał aktywny kontrakt jako piłkarz do 30.06.2024r. Zdecydował się zakończyć karierę w poprzednim sezonie i zamienić swoją umowę na kontrakt trenerski do 30.06.2025 bez dodatkowego zaangażowania finansowego ze strony Klubu. Kilka miesięcy bieżącego sezonu utwierdziły go w przekonaniu, że nie chce rozwijać się jako trener. Uznał, że jego przyszłość będzie związana z działaniami społecznymi, bo w nich odnajduje się najlepiej. Na dziś i do końca bieżącego sezonu najważniejsze jest utrzymanie I drużyny w ESA. Jacek ma swoje zadania w sztabie i będzie je wykonywał najlepiej jak potrafi, co do tego nie mam żadnych wątpliwości – napisał. 

Szalony pomysł Jacka Góralskiego. Chce wytatuować sobie swoich byłych trenerów [WIZUALIZACJA]

Jacek Góralski udzielił obszernego wywiadu portalowi „Łączy nas Piłka”. W rozmowie poruszono wiele kwestii, jednak piłkarz Wieczystej podzielił się również… konceptem na swój tatuaż. Wizualizacja wygląda co najmniej interesująco. 

„Góral” w swojej karierze grał w Wiśle Płock oraz w Jagiellonii Białystok. Występy w podlaskim zespole zaowocowały z kolei transferem do Łudogorca, w którym 31-latek spędził dwa i pół roku. Stamtąd trafił natomiast do kazachskiego Kairatu Almaty, a obecnie występuje w Wieczystej Kraków.

Hołd dla trenerów

Mimo występów w III lidze Góralski ma czas na myślenie o innych rzeczach, niż sport. W rozmowie z portalem „Łączy nas Piłka” 31-latek podzielił się swoim pomysłem na niekonwencjonalny tatuaż, którym honorowałby swoich byłych trenerów. Dzieło znalazłoby się na jego plecach.

– Zdecydowałem się na taki tatuaż, bo bardzo szanuję wszystkich ludzi, którzy pomogli mi w życiu. Od Adama Nawałki otrzymałem pierwsze powołanie do reprezentacji narodowej. U Jerzego Brzęczka grałem dość regularnie w kadrze narodowej, zapracowałem na zagraniczny transfer. Co do Czesława Michniewicza – jestem przekonany, że gdyby nie moja kontuzja, zabrałby mnie na mundial do Kataru. Zawsze podchodził do mnie bardzo w porządku i chcę mu podziękować – przyznał. 

– Do trenera Michała Probierza mam wielki szacunek za to, że zadzwonił do mnie i ściągnął z Wisły Płock do Jagiellonii Białystok, pozwalając mi wskoczyć na poziom Ekstraklasy. Miałem kwotę odstępnego 100 tysięcy euro i nie było zbytnio chętnych, a trener wykazał się determinacją. Także dzięki niemu trafiłem później do kadry. W Płocku pracowałem z trenerem Marcinem Kaczmarkiem, u niego stawiałem pierwsze kroki w seniorskim futbolu na profesjonalnym poziomie. Trenerzy Robert Tomczak i Marcin Maćkowski prowadzili mnie w juniorskich zespołach Zawiszy Bydgoszcz – kontynuował. 

– W Victorii Koronowo, w trzeciej lidze, prowadził mnie Zbigniew Stefaniak. Spędziłem u niego pół roku, woził mnie na treningi. Aleksiej Szpilewski dał mi szansę w Kajracie, zdobyłem pod jego wodzą trofea w Kazachstanie i występowałem w europejskich pucharach. Stawkę uzupełnia prezydent Kajrat Boranbajew, który wciąż darzy mnie szacunkiem. Nawet gdy byłem kontuzjowany, pozwolił mi wyjechać do Polski na leczenie, opłacał wszelkie koszty. Świetny człowiek, z sercem na dłoni, pomaga ludziom, otwiera w Kazachstanie ośrodki dla dzieci. Ostatnie miejsce na plecach póki co zostaje wolne – podsumował. 

Gigantyczne kontrowersje w meczu Śląsk – Widzew. Gromy nad PZPNem. Piłkarze reagują

Do gigantycznych kontrowersji doszło w meczu Śląska Wrocław z Widzewem Łódź. Po ostatnim gwizdku rozpętała się istna burza odnośnie sędziowania w Ekstraklasie oraz w Pucharze Polski. Teraz łódzki klub bezpośrednio atakuje PZPN.

 


W zaledwie kilka dni Widzew stracił bardzo wiele. Najpierw odpadł z Pucharu Polski po dogrywce z Wisłą Kraków, a teraz w kontrowersyjnych okolicznościach przegrał ze Śląskiem Wrocław (1-2).

„Czegoś tu nie rozumiem”

Odnośnie meczu z Wisłą Widzew złożył protest do PZPN, ale nie minęło dużo czasu, a nasiliły się kolejne kontrowersje. W meczu ze Śląskiem oba gole dla wrocławian strzelił Nahuel Leiva, które uznano dopiero po długich analizach VAR-u. Pierwsza z nich dotyczyła rzutu karnego podyktowanego po faulu Rafała Gikiewicza na Aleksie Petkowie.

Bramkarz zabrał nawet głos po ostatnim gwizdku. Nie zaprzeczył, że kontakt z rywalem był, jednak główną winą obarczył sędziów oraz PZPN.




Przegraliśmy, zrobiłem błąd przy tym karnym… Ten kontakt taki minimalny, on trafia piłkę głową i mi w przedramię, ale gwizdnął… Nie chcę dyskutować, tak nawiążę do meczu pucharowego. Jak piłkarz, bramkarz, robi błąd, od razu przegrywasz lub nie pomagasz, jak sędziowie robią błędy w pucharze to się nic nie dzieje, więc wyciągnijmy z tego wnioski wszyscy –grzmiał Gikiewicz przed kamerami „Canal+ Sport”.




Kibiców, dziennikarzy, ale i piłkarzy najbardziej zbulwersowała jednak kolejna sytuacja, w której uznano drugie trafienie Leivy. W 78. minucie meczu Hiszpan ponownie pokonał Gikiewicza, ale początkowo Paulina Baranowska podniosła chorągiewkę, sygnalizując pozycję spaloną. Analiza VAR znowu przyniosła jednak korzystną decyzję dla Śląska, dzięki czemu trafienie uznano.

„Znowu VAR się zaj**ał?”

Najmocniej po meczu wybuchł jednak Barłomiej Pawłowski. Piłkarz Widzewa wrzucił w media społecznościowe bezlitosny wpis, uderzający bezpośrednio w PZPN.

Hej PZPN, znowu var zaj**al? Oglądam powtórkę waszej linii spalonego i rzutu karnego i wygląda, że w trzy dni okradziono nas z PP i punktów we Wrocławiu. Na cholerę ten cały var? napisał.




Panowie, okradliście nas z awansu w Pucharze Polski i z punktów w Ekstraklasie. Macie dostęp do technologii i masę powtórek. Doradzają Wam w wozie Var, a na koniec i tak przypominają się sceny z Piłkarski Poker dzięki Waszej pracy. Dość przymykania oka na Waszą nieudolność – dodał w kolejnym wpisie. 

Przegenialny gol Łukasza Piszczka. Były reprezentant z trafieniem z 40 metrów [WIDEO]

Łukasz Piszczek nie zatracił swojego zmysłu. Były reprezentant Polski strzelił kapitalnego gola w LKS-ie Goczałkowice-Zdrój. Co więcej, zaważyła ona na wyniku meczu. 

„Piszczu” wraz z końcem sezonu 2020/21 odszedł z Borussii Dortmund, w której spędził 11 lat. Nie był to jednak koniec kariery dla prawego obrońcy. Polak dołączył do swojego macierzystego klubu LKS Goczałkowice-Zdrój, w którym gra do dzisiaj. W ubiegłym roku został mianowany grającym trenerem drużyny.

Fenomenalne trafienie

Minionej soboty LKS zainaugurował rundę wiosenną w trzeciej grupie III ligi, meczem z Wartą Gorzów na swoim stadionie. Łukasz Piszczek w 82. minucie podszedł do rzutu wolnego na 40. metrze i postanowił… przelobować bramkarza. Byłemu kadrowiczowi wyszło to idealnie, a dodatkowo – gol okazał się nieoceniony i dał jego drużynie zwycięstwo.

 Dla Piszczka było to w sumie drugie trafienie dla LKS-u od powrotu do klubu oraz pierwsze w tym sezonie. Dzięki pokonaniu Warty zespół awansował na 7. miejsce.

Cudowna oprawa przed meczem Legia – Pogoń. Piękna akcja stołecznego klubu [WIDEO]

Piękną oprawę przygotowano przed meczem Legii Warszawa z Pogonią Szczecin. Zorganizowano kapitalny pokaz świateł. 

Do hitu Ekstraklasy przystępuje drużyny z dwóch innych biegunów. Legia weszła niezbyt dobrze w rundę wiosenną, zdobywając w lidze pięć punktów w trzech meczach. „Wojskowi” dodatkowo przegrali aż 2-6 dwumecz z Molde w 1/16 Ligi Konferencji Europy.

Pogoń z kolei nie mogła sobie chyba wymarzyć lepszego początku po zimowej przerwie. „Portowcy” prezentują znakomitą formę i zdobyli komplet punktów. Tym samym wspięli się na 3. miejsce w tabeli Ekstraklasy, a dodatkowo, dzięki wygranej z Lechem Poznań (1-0), awansowali do półfinału Pucharu Polski.

Przed ich bezpośrednim starciem na Łazienkowskiej zadbano o piękne przywitanie. Legia przygotowała pokaz świateł, jako przedmeczową oprawę. Trzeba przyznać, że widowisko zrobiło duże wrażenie.

Przykre wyznanie Jakuba Wawrzyniaka. „Byłem totalnie sam, kibice się odwrócili”

Jakub Wawrzyniak powrócił do swojej sprawy dopingowej sprzed wielu lat. Były reprezentant Polski nie ukrywa, że poczuł się w tamtym czasie potraktowany niesprawiedliwie. „Jeszcze kibice się ode mnie odwrócili”.




„Wawrzyn” ma za sobą świetną karierę. Przez lata miał pewne miejsce na lewej stronie defensywy Legii Warszawa, Lechii Gdańsk czy reprezentacji Polski. Nie była to jednak przygoda nieskazitelna. Były zawodnik miał również nieprzyjemne epizody.

„Byłem sam”

Jednym z nich było wykrycie w jego organizmie niedozwolonych substancji w czasie, gdy grał dla Panathinaikosu w 2009 roku. Choć Wawrzyniak udowodnił, że specyfiki przyjmował nieświadomie, chcąc zredukować tkankę tłuszczową, to był zawieszony przez aż dziewięć miesięcy. Dopiero w 2010 roku Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie uniewinnił Polaka.




Do tych bardzo nieprzyjemnych wydarzeń 40-latek powrócił w programie „Mój pierwszy raz” na antenie Kanału Sportowego. Wyznał w nim, że był rozczarowany postawą kibiców, którzy nie chcieli wierzyć w jego wersję wydarzeń.

– Miałem duży problem, aby całą tę sytuację emocjonalnie opanować, ponieważ zawsze grałem fair i nie chciałem nikogo oszukiwać. Zrobiłem wszystko, aby nigdy nie mieć problemów z dopingiem – przyznał Wawrzyniak.




– Konsultowałem to z lekarzami i osobami odpowiedzialnymi za odżywki w klubie. Wszyscy dali mi zielone światło. W międzyczasie zmieniły się przepisy. W sytuacji, gdy byłem totalnie sam, jeszcze kibice się ode mnie odwrócili. Krytykowano mnie, to było przykre – dodał. 




Po powrocie do gry Wawrzyniak znowu prezentował dobrą formę na murawie. Ostatecznie, z własnej decyzji, pożegnał się z piłką dopiero w 2019 roku. Następnie występował na antenie różnych stacji w charakterze eksperta. Kilka miesięcy temu podpisał kontrakt z freak-fightową galą Clout MMA.

Poważne oskarżenia pod adresem Fabrizio Romano! Włoch brał łapówki od klubów?

Poważne oskarżenia padły pod adresem Fabrizio Romano. Duński dziennikarz Troels Bager Thogersen twierdzi, że Włoch był opłacany za rozpowszechnianie plotek o piłkarzach. Łapówki miały mu wręczać kluby. 

Fabrizio Romano jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy sportowych na świecie. Włoch często ogłasza transfery, których nie zdążono jeszcze oficjalnie ogłosić. Jego wpisy w mediach społecznościowych, a także transmisje live, cieszą się niezwykłą popularnością. Podobnie jest z jego hasłem „here we go!”, które jest doskonale znane kibicom.

Łapówki za plotki?

Teraz pod adresem wpływowego dziennikarza padły poważne oskarżenia. Duński żurnalista, Troels Bager Thogersen stwierdził, że Romano prowadzi nieetyczną działalność. Włoch miał rozpowszechniać plotki na temat zawodników, za które był opłacany przez kluby i agentów. Podał on za przykład Roony’ego Bardghjego z FC Kopenhagi.

– W tym konkretnym przypadku wygląda na to, że otoczenie zawodnika chce wysłać wiadomość, aby wywrzeć presję na FC Kopenhaga. Nie można tego postrzegać jako dziennikarstwo – cytuje dziennikarza WorldSoccerTalk.com.

Co ciekawe, nie jest to pierwszy przypadek oskarżania Romano o nieetyczne zachowania. Wśród kibiców często przewija się argument, że Włoch „kradnie” informacje od mniej popularnych dziennikarzy, które następnie wrzuca w swoje social media jako swoje.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.