Mocne słowa trenera Tottenhamu po porażce z City. Uderzył w klub. „Fundamenty są kruche”

Manchester City ograł we wtorek Tottenham 2-0. „Obywatele” zdecydowanie zbliżyli się tym samym do mistrzostwa Anglii na kolejkę przed końcem. Rozczarowany wynikiem był natomiast szkoleniowiec „Kogutów”. Ange Postecoglou na pomeczowej konferencji udzielił ostrych wypowiedzi.




Losy mistrzostwa Anglii rozstrzygną się w ostatniej kolejce Premier League. Obecnie najbliższej tytułu jest Manchester City, który po zwycięstwie z Tottenhamem (2-0) ma na koncie 88 punktów. Na kark „Obywatelom” dyszy jednak Arsenal z 86 „oczkami”.

Kruche fundamenty

Abstrahując jednak od kwestii mistrzostwa, gorąco zrobiło się w Tottenhamie. Porażka z Manchesterem przekreśliła szanse „Kogutów” na występy w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Londyńczycy nie mają już możliwości wskoczenia na 4. miejsce, które przypadnie z kolei Aston Villi i to właśnie ona zakwalifikowała się do fazy grupowej LM.

Rozgoryczony takim stanem rzeczy jest Ange Postecoglou. Szkoleniowiec Tottenhamu nie ukrywał, że to, co dzieje się obecnie w klubie bardzo mu się nie podoba. Po meczu z Manchesterem City trener nie gryzł się w język.




– Niestety, w ciągu ostatnich 48 godzin uświadomiłem sobie to, że fundamenty klubu są naprawdę kruche. Zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz – stwierdził Postecoglou. 

Brak kwalifikacji do Ligi Mistrzów to cios dla Tottenhamu, tym bardziej że na początku sezonu „Koguty” prezentowały się bardzo dobrze. Z biegiem czasu jednak sukcesywnie obniżali loty, co ostatecznie odbiło się wypadnięciem poza TOP4.

Doczekał się debiutu i koniec. Polski talent na wylocie z Liverpoolu

Przykre informacje dobiegają z Liverpoolu. Wiele wskazuje na to, że po zakończeniu bieżącego sezonu z Anfield pożegna się Mateusz Musiałowski. Polak ostatnio nie grał nawet w młodzieżówce „The Reds”.




W marcu Musiałowski przeżył piękną chwilę i zadebiutował w pierwszej drużynie Liverpoolu. Zaliczył kilkanaście minut przeciwko Sparcie Praga w 1/8 finału Ligi Europy. Czekał na to od wielu lat, bo do Anglii trafił w 2020 roku i grał wyłącznie w juniorskich zespołach.

Koniec

Niestety, od tamtej pory wiele zmieniło się na gorsze. Musiałowski nie tylko nie powiększył już swojego dorobku w pierwszej drużynie Liverpoolu, ale przestał także grać w młodzieżówce. Według Thisisanfield.com ta historia może się zakończyć rozejściem stron. Umowa Polaka z „The Reds” jest ważna tylko do 30 czerwca.




Musiałowski prawdopodobnie nie będzie jednak narzekać na brak ofert. Już w minionym roku sporo mówiło się o zainteresowaniu ze strony klubów z Polski, w tym z Ekstraklasy. Wyraźnie interesować się miało nim także TSV Hartberg z Austrii, zaś ostatnio w mediach przewinęły się Birmingham City czy Leeds United.

Trener opuścił drużynę w trakcie meczu. Klubowy lekarz przejął stery i poprowadził zespół do zwycięstwa

Do dość zaskakującej sytuacji doszło w brazylijskiej Serie D. Trener Brasiliense w przerwie meczu opuścił swoją drużynę i wyszedł ze stadionu. Jego miejsce zajął… klubowy lekarz. 




Brasiliense po trzech meczach Serie D zajmuje 1. miejsce w grupie piątej. W niedzielę zespół pokonał 2-1 Real Brasilia.

Zmiana trenerów

Po meczu okazało się, że przy zmianie stron doszło do zaskakującej sytuacji. Gdy na tablicy widniał bezbramkowy remis, a obie ekipy zeszły na przerwę do szatni, Paulo Roberto Santos, szkoleniowiec Brasiliense, razem ze swoim sztabem, opuścił stadion. Takie zachowanie miało być podyktowane zachowaniem właściciela klubu, który skrytykował grę drużyny.




Na stadionie zostało tylko kilku pracowników Brasilense. Wśród nich był klubowy lekarz, Jorge Oliveira, który… poprowadził zespół do zwycięstwa. Mężczyzna wcielił się w trenera, a jego zawodnicy wygrali 2-1.

Nani znowu wolnym zawodnikiem! Portugalczyk jednak trafi do Ekstraklasy?

Lukas Podolski kilka dni temu potwierdził, że chciał sprowadzić do Górnika Zabrze Naniego. Niewykluczone, że ta sprawa nie została jeszcze zamknięta. Portugalczyk rozstał się właśnie ze swoim dotychczasowym klubem. 




Nani od 2023 roku występował w Adanie Demirspor. Wcześniej zaliczył również epizody w Melbourne Victory czy Venezii. Turecki klub był na razie ostatnim przystankiem Portugalczyka, który pozostaje obecnie bez zatrudnienia. Fabrizio Romano podał, że umowa 37-latka została rozwiązana ze skutkiem natychmiastowym.

Górnik spróbuje?

W Polsce sytuacja Naniego zbiegła się z udzielonym niedawno przez Lukasa Podolskiego wywiadem na antenie Kanału Sportowego. Niemiec przyznał otwarcie, że temat sprowadzenia Portugalczyka do Zabrza był prawdziwy i żałuje, że nie udało się go dopiąć. W rozmowie „Poldi” przyznał także, że: „może ten temat wróci”.




Niewykluczone więc, że Niemiec spróbuje ponownie uruchomić swoje kontakty i wspomoże Górnik w ewentualnym sprowadzeniu Naniego do Ekstraklasy. Portugalczyk, mimo wieku, dałby zapewne sporo drużynie na murawie. W Adanie wystąpił w 34 meczach, w których strzelił cztery gole i dołożył trzy asysty.

IV-ligowiec ogłosił konkurs na prawa do transmisji meczu z KTS-em. Trzeba zapłacić 30 000 złotych

W IV lidze dochodzi powoli do ostatecznych rozstrzygnięć. Do ostatniego meczu szykuje się już MKS Ząbkovia Ząbki, która zmierzy się z KTS-em Weszło. Gospodarze postanowili zorganizować z tej okazji kuriozalny konkurs na… prawo do transmitowania meczu. 




Obecnie o awans do III ligi w grupie mazowieckiej walczą przede wszystkim trzy zespoły. Są to: liderujące rezerwy Wisły Płock (67 punktów), Ząbkovia Ząbki (66 pkt) oraz KTS Weszło (61 pkt). Nic więc dziwnego, że olbrzymim zainteresowaniem w Ząbkach cieszy się nadchodzące starcie wicelidera z zespołem Krzysztofa Stanowskiego, zajmującym trzecie miejsce w tabeli.

Konkurs

Sytuację Ząbkovia chciałaby wykorzystać w celach zarobkowych. Wobec tego ogłoszony został konkurs na Facebooku, w którym można wygrać prawo do transmisji meczu. Co ciekawe, obecnie post widnieje w zedytowanej formie. W pierwotnie zamieszonym wpisie mogliśmy przeczytać, że: „Kwota początkowa do wzięcia udziału w konkursie to 30.000 zł”. Obecnie usunięto ten fragment.

 

Krzychu Velde wściekły po zmianie z Legią. Poleciały wulgaryzmy [WIDEO]

Kristoffer Velde wybuchł po zejściu z boiska w meczu z Legią Warszawa (1-2). Norweg spisał się bardzo słabo, po czym zwrócił się do kamery i wybuchł z nerwów. 




Lech Poznań ponownie zawiódł kibiców. „Kolejorz” przegrał w niedzielę hitowe starcie z Legią Warszawa 1-2. Gospodarze spisali się tragicznie szczególnie w defensywie. Jedyne gole dla „Wojskowych” padły po samobójczych trafieniach Blazicia i Salamona.

„Spie***laj”

Nie popisał się także Kristoffer Velde, którego przy Bułgarskiej powoli mają coraz bardziej dość. Norweg chciał odejść z Lecha zimą, ale z jego transferu finalnie nic nie wyszło i w rundzie wiosennej spisuje się bardzo słabo. Na koncie ma zaledwie tylko dwa gole i jedną asystę, co znacząco różni się od jesiennego dorobku (7 bramek i 4 asysty).

Velde stracił nawet w ostatnich tygodniach miejsce w składzie Lecha, ale Mariusz Rumak postawił na niego od początku hitu z Legią. Skrzydłowy ponownie zawiódł jednak oczekiwania i został zmieniony w 67. minucie. Decyzja trenera nie przypadła do gustu zawodnikowi.




Najpierw zawodnik dał upust złości i nie zbił „piątki” z Rumakiem po zejściu do ławki rezerwowych. Następnie jednak wyżył się również na filmującym go operatorze. Velde zwrócił się do niego i kazał mu „spie***lać”.

Nasser Al-Khelaifi pogratulował Wiśle zdobycia Pucharu Polski! Prezes PSG wysłał list do Królewskiego

Jarosław Królewski pochwalił się w piątek listem od niebyle jakiej persony. Do właściciela Wisły Kraków napisał sam Nasser Al-Khelaifi, właściciel PSG. Katarczyk pogratulował „Białej Gwieździe” zdobycie Pucharu Polski. 




Nieco ponad tydzień temu byliśmy świadkami prawdziwej sensacji. W dramatycznych okolicznościach Wisła Kraków ograła Pogoń Szczecin w finale Pucharu Polski. Najpierw rzutem na taśmę „Biała Gwiazda” wyrównała stan meczu, czym doprowadziła do dogrywki. Zaraz po rozpoczęciu dodatkowych 30 minut gry udało się jej z kolei wyjść na prowadzenie i utrzymać stan do końca spotkania.

Tym samym Wiśle udało się zdobyć trofeum, które z kolei pozwoli jej zagrać w eliminacjach Ligi Europy. To o tyle ciekawa sytuacja, że krakowski klub nie jest jeszcze pewny awansu do Ekstraklasy. Na ten moment zajmuje 6. miejsce w tabeli 1. Ligi, premiowane grą w barażach. Konkurencja jest jednak duża i wciąż nie wiadomo, na jakiej pozycji skończy Wisła.

Gratulacje

Po wygranej w Pucharze Polski do Krakowa spływać zaczęły gratulacje. Zachwyceni byli dziennikarze, kibice, ale nie tylko. W piątek, Jarosław Królewski pochwalił się na Twitterze, że otrzymał również gratulacje od Nassera Al-Khelaifiego. Właściciel PSG jest również szefem Europejskiego Stowarzyszenia Klubów, w związku z czym wysłał specjalne pismo na Reymonta.




W imieniu Europejskiego Stowarzyszenia Klubów, które reprezentuje ponad 620 europejskich klubów, chciałbym pogratulować Panu i Wiśle Kraków zdobycia Pucharu Polski. Zostanie pierwszym klubem od 30 lat, który wygrał trofeum nie grając w Ekstraklasie jest wielkim osiągnięciem. To świadectwo ciężkiej pracy i pasji każdej osoby w klubie. Gratuluję ponownie i życzę Wiśle Kraków powodzenia w przygotowaniach do rozgrywek Ligi Europy w przyszłym sezonie – napisał Al-Khelaifi. 

Rafał Collins po 4 miesiącach odchodzi z Zagłębia. Wyjawił całą prawdę o funkcjonowaniu klubu

Bieżący sezon jest tragiczny dla Zagłębia Sosnowiec. Klub nie ma już żadnych szans na utrzymanie w 1. lidze, wobec czego czeka go spadek na niższy szczebel. To jednak dopiero początek wielu zmian w pionie sportowym i organizacyjnym. Swoje oświadczenie wystosował już Rafał Collins.




Zimą doszło do istotnej zmiany w Zagłębiu Sosnowiec. Kontrolę w klubie przejął wówczas Rafał Collins, mimo posiadania ledwie 0,7 proc. udziałów. Po dojściu do władzy biznesmen zatrudnił na miejsce trenera Aleksandra Chackiewicza, co skończyło się katastrofą i skandalem. Drużyna spadła z 1. ligi, zaś kilka miesięcy temu doszło do pobicia Białorusina.

Szybko poszło…

Obecnie Zagłębie czeka spora przebudowa. Spadek do II ligi oznacza cięcie kosztów i zmiany w kwestiach sportowych oraz organizacyjnych. Te nie ominą także kadry kierowniczej, gdyż z klubu odejdzie… Rafał Collins. Obecny szef klubu wystosował długie oświadczenie, w którym wyjaśnił swoją decyzję oraz zdradził kilka zakulisowych informacji o funkcjonowaniu zespołu.

Poniżej kilka najciekawszych fragmentów oświadczenia Collinsa:

– Na początku rundy wiosennej, po podpisaniu umowy z Urzędem Miasta Sosnowiec, poprosiłem o przejęcie odpowiedzialności za zespół trenera związanego z Zagłębiem Lubin, który przyjechał ze swoim sztabem do Sosnowca. Kandydatem na nowego dyrektora sportowego był były prezes Zagłębia Lubin. W wyniku rozbieżności co do warunków umowy nie doszło do porozumienia, po czym wszystkie strony rozstały się w poczuciu wzajemnego szacunku – zaczął Collins. 




– Kolejnym kandydatem, który był bardzo blisko przejęcia zespołu, był Marek Saganowski. Ze względu na brak pewnego rodzaju elastyczności nie doszło do porozumienia. Tu nie chodziło o elastyczność moją, czy trenera Saganowskiego. Trzecim wyborem był trener Chackiewicz. 30 minut po podpisaniu umowy przez trenera Chackiewicza, do mediów została przekazana informacja o tym, że Rafał Collins ma plan na sprowadzenie Ukraińców z Pro Star. Był to pierwszy „wyciek”, a tak naprawdę pierwszy z wielu elementów układanki mający na celu podważenie wiarygodności projektu – czytamy dalej.

– Podczas konferencji prasowej przedstawiłem się kibicom oraz zarysowałem projekt, który miałem nadzieję zrealizować. Dzień później w klubie pojawił się komornik, zajmując kwotę 500 tysięcy złotych z całkowitego długu, który wynosił ok. 2 mln złotych. Zajęcie dotyczyło pożyczki, której warunki w mojej opinii były niekorzystne dla klubu. Po krótkim okresie konto zostało odblokowane, ale na tym etapie każda doinwestowana złotówka podlegała już zajęciu, co całkowicie związało nam ręce. Przez to okienko transferowe dla nas de facto się zakończyło i byliśmy zmuszeni polegać na wolnych zawodnikach, których wybierali nowy dyrektor sportowy oraz trener Chackiewicz – dodał. 

– Nie zamierzam firmować swoją twarzą oraz nazwiskiem wielu rzeczy, które zastałem na orbicie Zagłębia Sosnowiec. Być może są osoby, które przyjdą i „wtopią się” w pewne okoliczności, być może nie wszyscy mają podobny kręgosłup moralny i pewnego rodzaju działania są dla nich akceptowalne – dla mnie nie. Od czasu mojego przyjścia do klubu działy się rzeczy bardzo dziwne, jedni chcieli się podkleić, składali dziwne propozycje, inni podkładali nogi, kłamali i manipulowali i podrzucali do dziennikarzy tematy mające na celu zdyskredytowane mojego działania wokół klubu – podkreślał działacz. 




Collins zamierza niebawem odsprzedać swoje udziały w Zagłębiu. Wykupić ma je od niego Stowarzyszenie Kibiców. Formalnie nastąpić to ma 25 maja.

Były kadrowicz ocenił szansę Polski na Euro 2024. „To jest nasz sufit”

Reprezentacja Polski w czerwcu zagra na Euro 2024. Awans przyszedł jednak „Biało-Czerwonym” w mękach. Udało się go wywalczyć dopiero po barażach. Nie napawa to optymizmem przed zbliżającym się turniejem. Marcin Żewłakow nie ukrywa, że nie ma większych oczekiwań. 




Od mundialu w Katarze reprezentacja Polski nie zaliczyła dobrego okresu. Zatrudnienie Fernando Santosa okazało się tragicznym pomysłem. Dopiero za kadencji Michała Probierza drużyna zdaje się odzyskała radość z gry i powoli wraca do optymalnej dyspozycji.

Na Euro bez oczekiwań?

Teoretycznym dowodem zmiany na lepsze jest wywalczony niedawno awans na Euro 2024. „Biało-Czerwonym” nie przyszło to jednak łatwo. Po fatalnym meczach grupowych w barażach udało się nam pokonać Estonię i Walię. Na samym turnieju będzie natomiast dużo ciężej.

W grupie Polacy zmierzą się z Holandią, Austrią oraz Francją. Pesymistycznie na nadchodzące spotkania patrzy Marcin Żewłakow. Były kadrowicz nie ukrywa, że nie wierzy w drużynę Probierza. Otwarcie powiedział o tym w „Kanale Sportowym”.




– Czekają nas trzy finały. Niestety za dużo optymizmu nie mam. Zszedłem z oczekiwań – powiedział Żewłakow. 

– Mam wrażenie, że nasza reprezentacja jest w stanie zakwalifikować się na turniej, ale to nasz sufit. Czy jesteśmy w stanie coś z tego wyrwać? Obawiam się, że nie – podsumował. 

Na Twitterze znaleziono stare nagranie Marciniaka z herbem Realu Madryt. Kontrowersje wokół Polaka [WIDEO]

Po meczu Realu Madryt z Bayernem Monachium w półfinale Ligi Mistrzów zgęstniała atmosfera wokół Szymona Marciniaka. Polak został wzięty na celownik po kontrowersyjnej decyzji, którą podjął w końcówce spotkania. Wprost mówi się, że arbiter „pomógł” Realowi awansować do finału. Internet obiegło teraz nagranie, które miałoby sugerować, że jest on kibicem „Królewskich”. 




W finale tegorocznej edycji Ligi Mistrzów zobaczymy starcie Borussii Dortmund z Realem Madryt. Awans pierwszej z ekip był niemałym zaskoczeniem. „Królewscy” jednak również nie dotarli do niego bez niespodzianek.

Kibic?

Najwięcej wydarzyło się oczywiście w dopiero co zakończonej rywalizacji z Bayernem Monachium. Decydujący mecz obu drużyn na Santiago Bernabeu sędziował Szymon Marciniak. Arbiter podjął w końcówce kontrowersyjną decyzję, za co w mediach do tej pory jest ostro krytykowany. Kibice wyciągają teraz przeciwko Polakowi różne materiały.




Jednym z nich, sugerującym, że Marciniakowi zależało na awansie Realu do finału, ma być nagranie sprzed roku. Widać na nim arbitra wraz ze swoimi asystentami, a w tle pojawia się kosmetyczka Realu Madryt. Zdaniem części internautów to oczywisty dowód na to, że Marciniak kibicuje „Królewskim” i mógł celowo podjąć decyzję na ich korzyść.

Adam Nawałka miał wiele ofert pracy. Żadnej nie wykorzystał. Trener miał ważne powody

Adam Nawałka od rozstaniem z Lechem Poznań w 2019 roku nie objął żadnej innej drużyny. Jak podaje portal meczyki.pl szkoleniowiec nie mógł jednak narzekać na brak zainteresowania. Spływać miały do niego oferty z egzotycznych kierunków. 

66-latek zaliczył świetną kadencję w reprezentacji Polski, z którą wyjechał na Euro 2016 i mistrzostwa świata 2018. Ta pierwsza impreza była szczególnie udana dla „Biało-Czerwonych”, który zaliczyli historyczny awans z grupy i dotarli do ćwierćfinału.




Nawałka postanowił odejść z kadry w 2018 roku po bardzo słabym mundialu w Rosji. Długo bezrobotny jednak nie został, bo już po kilku miesiącach objął Lecha Poznań. Z „Kolejorzem” nie zawojował jednak Ekstraklasy. Ta przygoda potrwała bardzo krótko, bo Nawałka poprowadził poznaniaków tylko w 11 meczach.

Egzotyczne oferty

Od tamtej pory Nawałka nie zdecydował się na objęcie jakiekolwiek drużyny. Okazuje się jednak, że na zainteresowanie nie mógł narzekać. W ciągu pięciu lat od zwolnienia z Lecha, 66-latek miał otrzymać sporo ofert z egzotycznych kierunków. Portal meczyki.pl podaje, że do Polaka odzywały się kadry Cypry i Armenii, które chciały zatrudnić go jako selekcjonera.

Ponadto nie brakowało również ofert klubowych. Zainteresowanie miały wykazywać ekipy z Chin, Indii czy Arabii Saudyjskiej. Nawałka nie skorzystał natomiast z żadnej z tych opcji i wątpliwe, aby w najbliższym czasie miał jeszcze wrócić do pracy. Tym bardziej, że trenerowi ma ponoć nie dopisywać zdrowie.




-W tej chwili wydaje się jednak, że Nawałka raczej nie wróci już na ławkę. Jest jeden powód, dla którego to mało prawdopodobne. W ostatnim czasie 66-latka hamuje zdrowie. Odzywają się stare kontuzje, co nie pozwalałoby mu w pełni zaangażować się w projekt – czytamy na portalu meczyki.pl.

Maciej Rybus ponownie rozwścieczył Polaków. Piłkarz wziął udział w rosyjskim święcie [WIDEO]

W internecie zawrzało po pojawieniu się zdjęć z obchodów rosyjskiego Dnia Zwycięstwa. Na materiałach widać, że w uroczystości wziął udział Maciej Rybus. Polak ponownie znalazł się pod ostrzałem mediów, a w szczególności kibiców. 




Rybus od 2017 roku gra w Rosji. Wtedy został piłkarzem Lokomotivu Moskwa, do którego trafił z Olympique Lyon. Później grał również dla Spartaka Moskwa, a obecnie jest zawodnikiem Rubina Kazań.




34-latek bardzo naraził się polskim kibicom po wybuchu wojny na Ukrainie. W związku z rosyjską agresją, piłkarze, którzy występowali w klubach z tego kraju, mogli zmienić barwy poza oknem transferowym. Z tego zapisu skorzystało kilku Polaków, ale nie Rybus. Wraz z rodziną postanowił zostać w Rosji, czym rozpalił prawdziwą burzę.

Dzień Zwycięstwa

Rybus nie poprawia swojej sytuacji z biegiem czasu. Niedawno udzielił wywiadu, po którym internet ponownie zapłonął. W czwartek stało się podobnie, jednak nie za sprawą żadnej wypowiedzi. Poszło o udział Polaka w rosyjskim Dniu Zwycięstwa. Rubin Kazań udostępnił materiały z uroczystości w mediach społecznościowych. Na części z nich widać Rybusa.

Na krążących po internecie zdjęciach widać, że do kurtki piłkarza została przypięta wstążka św. Jerzego. Ma ona na celu upamiętnienie żołnierzy, który podczas II Wojny Światowej walczyli za Rosję. Na jednym ze zdjęć widać również, jak Rybus składa kwiaty pod pomnikiem, który powstał z tej samej intencji.

Lechia nie dostanie licencji na grę w Ekstraklasie? Niepokojące informacje dot. lidera 1. Ligi

Lechia Gdańsk nie miała większych problemów w tym sezonie 1. Ligi i pewnie zmierza po bezpośredni awans do Ekstraklasy. Okazuje się jednak, że gdańszczanie mogą mieć problem z powrotem do elity. Wszystko przez kłopoty związane z licencją. 




W ubiegłym sezonie Lechii nie udało się utrzymać w Ekstraklasie, z której finalnie spadła. Obecnie drużyna prowadzona przez Szymona Grabowskiego pewnie zmierza po bezpośredni awans, okupując fotel lidera. Patrząc więc na same poczynania Lechii na boisku można śmiało stwierdzić, że szybko wróci do krajowej elity.

Nie będzie kolorowo

Mimo niemal pewnego awansu do Ekstraklasy okazuje się, że Lechia ma problemy z otrzymaniem licencji. Portal meczyki.pl dowiedział się, że Komisja ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej może nie przyznać jej klubowi za niespełnienie przynajmniej jednego z kryteriów Podręcznika Licencyjnego.

– W niedługim czasie można spodziewać się oficjalnego komunikatu PZPN w tej sprawie, który ostatecznie wszystko wyjaśni. Gdański klub będzie mógł odwołać się do Komisji Odwoławczej ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej – czytamy na meczyki.pl.




Warto wspomnieć, że Lechia będzie mieć pięć dni na odwołanie od doręczenia decyzji. W podobnej sytuacji rok temu znalazł się Piast Gliwice. Wówczas odwołanie się przyniosło skutek i śląski klub otrzymał licencję na grę w Ekstraklasie.

Reprezentacja Polski dostanie premie za wyniki na Euro 2024? Minister sportu potwierdza!

Sławomir Nitras, czyli obecny minister sportu, w odpowiedzi dla „TVP Sport” przyznał, że nie są przewidziane żadne dodatkowe premie dla piłkarzy na Euro 2024. Jedyne bonusy, jakie mogą otrzymać zawodnicy należą do PZPNu. Podczas nadchodzącego turnieju zespół nie powinien być więc podzielony.

Po mundialu w Katarze w 2022 roku głównym tematem wokół kadry była afera premiowa, która całkowicie przyćmiła historyczne wyjście z grupy „Biało-Czerwonych”. W całym tym zamieszaniu chodziło o premię, jaką mieli otrzymać kadrowicze za awans do 1/8 mistrzostw świata. Obiecać je miał sam Mateusz Morawiecki, ówczesny premier.




Afera miała już kilka swoich wersji i wielu piłkarzy zabierało w niej głos. Komentował ją także Czesław Michniewicz czy Jakub Kwiatkowski, którzy pracowali wtedy z kadrą. Teraz jednak i tak nie dowiemy się już jaka była prawda.

Nie będzie powtórki

Zdaje się, że w najbliższym czasie nie zobaczymy już podobnej sytuacji. „TVP Sport” wystosowało zapytanie do obecnego ministra sportu, Sławomira Nitrasa, czy przewidziane są jakiekolwiek premier od rządu dla piłkarzy za dobry wynik na Euro 2024. Polityk zdecydowanie zaprzeczył, podkreślając, że premie dla kadry pozostają w dziedzinie działań PZPNu. Wbił przy okazji szpilkę w Mateusza Morawieckiego.

Premia jest domeną PZPN. My się w to nie mieszamy. Uważam, że wszystko, co złe w ostatnich latach, co działo się wokół reprezentacji, zaczęło się od tych nieszczęsnych premii Morawieckiego – cytuje Nitrasa portal tvpsport.pl.

Premier zrobił wielką krzywdę całemu zespołowi. Namieszał wszystkim w głowach. Pieniądze są kwestią delikatną i nikt z nas nie jest obojętny na pieniądze. Morawiecki namieszał drużynie w głowach, bo ona powinna zająć się piłką. Nikt inny nie popełni już tego błędu pychy. My trzymamy się przepisów prawa – dodał.




Jest związek, ma swoje pieniądze i niech wszystko się tam odbywa. Nie jest rolą ministra sportu ani premiera ustalać albo rozdawać premie. My pochylamy się nad sportowcami, którzy potrzebują pomocy i wsparcia. Proponujemy rozwiązania systemowe i nie biegamy z czekami, nie przypisujemy się do sukcesu piłkarzy. Jeżeli taki będzie, to uznamy to za ich sukces, a reprezentacji zawsze kibicujemy – podsumował minister sportu. 

Nani naprawdę mógł grać w Ekstraklasie. Lukas Podolski potwierdza: „Może temat wróci”

W zeszłym roku pojawiały się pierwsze informacje odnośnie możliwego transferu Naniego do Górnika Zabrze. We wczorajszym Hejt Parku na Kanale Sportowym Lukas Podolski potwierdził te rewelacje. Temat sprowadzenia Portugalczyka na Śląsk był poważny. 




Jako pierwszy rok temu o chęci sprowadzenia Naniego do Ekstraklasy wypowiedział się Tomasz Włodarczyk. Redaktor naczelny meczyki.pl twierdził wówczas, że Górnik Zabrze rozpoczął wstępne rozmowy z zawodnikiem. Przy całej operacji uczestniczyć miał również Filipe Nascimento, przyjaciel Naniego i zawodnik zabrzan.

„Może temat wróci”

Ostatecznie z transferu nic nie wyszło. Teraz powrócił jednak do tematu Lukas Podolski, który w programie Hejt Park na Kanale Sportowym został zapytany przez Mateusza Borka o transfer, którego żałuje, że nie udało się sfinalizować. Niemiec zdecydowanie wskazał właśnie Naniego, potwierdzając jednocześnie, że plotki o rozmowach z Portugalczykiem rok temu były prawdziwe.

– Nani. Tak, ten Nani. Był temat rok temu. Poszedł wtedy do Adany w Turcji. Może ten temat wróci – przyznał Podolski. 




@superbetpl

Lukas Podolski o temacie Naniego 🇵🇹 w Górniku! #piłkanożna

♬ original sound – Geoment

Warto tutaj zaznaczyć, że 38-latek jest ważny dla Górnika nie tylko na murawie. Aktywnie bierze także udział w pozyskiwaniu nowych piłkarzy. Uczestniczył między innymi w staraniach o Lawrence’a Ennaliego, który obecnie należy do filarów zabrzan.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.