Lech z Djurgarden w rewanżu zagra o wyższą stawkę! Wielka szansa przez „Kolejorzem”

Lech Poznań w Lidze Konferencji gra o kilka istotnych rzeczy. Poza samym prestiżem walka toczy się także o pieniądze od UEFA. Ale to nie wszystko. W tle widnieje wciąż sprawa rozstawienia w przyszłym sezonie rozgrywek.

Wczoraj Lech wygrał z Djurgarden (2-0) pierwszy mecz 1/8 finału Ligi Konferencji. „Kolejorz” do rewanżu w Szwecji przystąpi z solidną zaliczką. Nawet porażka niewielką różnicą bramek może dać mistrzom Polski awans do ćwierćfinału.

Nagrody

Dzięki pokonywaniu kolejnych rywali Lech zyskał już, poza prestiżem, spore dofinansowanie od UEFA. Do tej pory poznaniacy zarobili około 6,6 mln euro. Są to nagrody za awans do fazy grupowej, wyniki w niej oraz zajęcie drugiego miejsca i awans do fazy play-off. Do tego trzeba doliczyć także bonus z tytułu awansu do 1/8 i współczynnik osiągnięty w pucharach.

Benefity mogą się jeszcze zwiększyć, jeśli „Kolejorzowi” uda się pokonać w rewanżu Djurgarden. Z wygrania pierwszego meczu co prawda nie otrzymali nic, jednak jeśli awansują do ćwierćfinału, to UEFA wypłaci kolejny milion euro.

Wyższa stawka

Lech gra jednak o coś więcej, coś cenniejszego. Od 1/8 ponownie doliczane są punkty do klubowego rankingu UEFA. Dzięki pokonaniu Djurgarden już teraz „Kolejorz” ma na koncie 15 „oczek”. W przypadku kolejnego zwycięstwa nad Szwedami istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłym sezonie poznaniacy będą rozstawieni w każdej rundzie eliminacji LKE.

Co więcej, zakładając hipotetycznie, że Lech ma szansę na wygranie rozgrywek i uda im się tego dokonać, to możemy mieć w pucharach aż pięć polskich klubów. Stałoby się tak, jednak gdyby „Kolejorz” zajął miejsce w lidze, które nie gwarantuje mu gry w Europie. W przypadku, jeśli Lech znajdzie się na podium – przesunięte zostaną drużyny z wcześniejszych rund.

Wielki sukces polskiej marki! Firma została oficjalnym sponsorem ligi z TOP5

Niedawno Iga Świątek została globalną ambasadorką marki OSHEE, a dziś ogłoszono kolejny wielki ruch. Polska firma związała się z La Ligą i została oficjalnym sponsorem hiszpańskich rozgrywek. 

OSHEE do tej pory było głównie kojarzone z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Rok temu skończyła się jednak umowa między marką a federacją. Nie oznaczało to końca działań polskiej firmy w kierunku zwiększenia swojej rozpoznawalności na świecie.

Wielki ruch

W przeszłości OSHEE współpracowało już między innymi z Realem Madryt czy Borussią Dortmund, co wskazywało, że plany marki związane z piłką nożną sięgają coraz wyżej. I faktycznie, nie pomylono się z takimi przypuszczeniami. W czwartek poinformowano o porozumieniu między polską firmą a przedstawicielami La Liga.

– Jesteśmy zachwyceni, że możemy rozpocząć tę podróż z OSHEE, firmą która jest kluczowym partnerem i pozwoli LaLiga Santander dotrzeć do swoich fanów oraz zaoferować wyjątkowe doświadczenia w tak istotnym regionie jak Polska – mówił Oscar Mayo, Executive Director ligi hiszpańskiej. 

Oficjalne ogłoszenie partnerstwa ma odbyć się 19 marca. Tego samego dnia rozegrane zostanie El Clasico. Wszystko odbędzie się przy współpracy „Kanału Sportowego” z La Ligą.

– Współpraca OSHEE z LaLiga Santander świadczy o tym, że świat piłki nożnej jest dla nas bardzo ważny. Po wygaśnięciu kontraktu z Polskim Związkiem Piłki Nożnej w zeszłym roku zależało nam, aby kolejne partnerstwo równie mocno zaznaczyło naszą obecność wśród fanów sportu. Uważamy, że nawiązanie współpracy z ligą, której rozgrywki docierają do ponad 2,5 miliarda osób na świecie to odpowiedni kierunek w dalszym rozwoju marki OSHEE. Każda taka współpraca, to dla nas nie tylko wyróżnienie, ale także olbrzymia motywacja i inspiracja do dalszego rozwoju oraz ulepszania naszych produktów – mówił z kolei Tadeusz Czarniecki, CMO OSHEE.

Klub z czołówki Bundesligi zainteresowany Dawidem Kownackim

„Kicker” podaje, że Dawid Kownacki znalazł się na celowniku Unionu Berlin. Latem Polak na pewno odejdzie z Fortuny Duesseldorf. Stołeczna ekipa jest jednym z kilku klubów zainteresowanych napastnikiem. 

Kownacki robi furorę w tym sezonie 2. Bundesligi. 25-latek w 21 ligowych występach strzelił 10 goli i zanotował 6 asyst. W dorobku ma także 3 spotkania w Pucharze Niemiec, gdzie dołożył 2 bramki i 1 ostatnie podanie.

Liczne zainteresowanie

Od kilku tygodni niemieckie media informują, że dobra forma Kownackiego kusi inne kluby. Wielu ekspertów także z Polski uważa, że 25-latek odnalazłby się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech. Niewykluczone, że wkrótce właśnie tam trafi.

Latem Kownacki na pewno pożegna się z Fortuną. Po wygaśnięciu kontraktu zostanie wolnym zawodnikiem. Sytuację zamierza wykorzystać Union Berlin. Według „Kickera” rewelacja tego sezonu Bundesligi jest mocno zainteresowana pozyskaniem napastnika. Wcześniej Polak był łączony między innymi z przenosinami do Borussii M’Gladbach.

Nadzieja niemieckiego futbolu starsza, niż myślano? Opublikowano akt urodzenia

Wraca temat prawdziwego wieku Youssoufy Moukoko. „Bild” opublikował prawdziwy akt urodzenia piłkarza Borussii Dortmund. Z dokumentów wynika, że ma on 22 lata, a nie 18, jak do tej pory uważano. 

Moukoko od lat posiada łatkę wielkiego talentu niemieckiego futbolu. Zawodnik urodzony w Kamerunie piął się po szczeblach młodzieżowych drużyn Borussii Dortmund. Obecnie gra w pierwszym zespole klubu z Zagłębia Ruhry.

Sfałszowane dokumenty?

Od lat pod znakiem zapytania stoi jednak także wiek, w jakim jest Moukoko. Napastnik rzekomo urodził się 20 listopada 2004 roku. „Bild” podważył wczoraj te informacje, przedstawiając akt urodzenia numer 4621/2000, wystawiony w Jaunde w Kamerunie. Nie da się go natomiast oficjalnie potwierdzić. Gdyby jednak było to możliwe, oznaczałoby to, że Moukoko jest starszy aż o cztery lata, niż do tej pory podawano.

Choć weryfikacja jest niemożliwa, to sam zawodnik zrobił sporo, aby dokumentacja nigdy nie wyszła na światło dzienne. Od kilku miesięcy znajdowała się ona w rękach dziennikarzy „Bunte”. Dopiero sąd we Frankfurcie zarządził o upublicznieniu aktu.

Sam Moukoko i Borussia powołują się na razie na osąd Urzędu Stanu Cywilnego w Hamburgu z 2016 roku. Wówczas oficjalnie potwierdzono, że piłkarz urodził się w 2004 roku. Nie wiadomo jednak, jak urzędnicy zweryfikowali tę informację.

Gwiazda Manchesteru City obnażała się w pubie. Doszło też do aktu molestowania

Skandal z udziałem piłkarza Manchesteru City. Kyle Walker, w stanie kompletnej nietrzeźwości, miał obnażać przyrodzenie przed kobietą w jednym z pubów. Teraz grozi mu nawet wyrok pozbawienia wolności. 

Manchester City nie gra w tym tygodniu w Lidze Mistrzów. Po sobotnim zwycięstwie nad Newcastle United (2-0) Pep Guardiola postanowił zatem przyznać swoim zawodnikom urlop. Nie każdy dobrze go jednak wykorzystał.

Skandal

Mowa o Kyle’u Walkerze, który kilka godzin po zakończeniu meczu ze „Srokami” pojawił się w jednym z pubów wraz z grupą znajomych. Z relacji „The Sun” wynika, że piłkarz Manchesteru przyjechał na miejsce już w stanie nietrzeźwości. Łącznie w lokalu spędził około półtorej godziny.

W trakcie pobytu w pubie Walker miał się obnażać i molestować jedną z kobiet, z którymi przyjechał na miejsce. Sytuację zarejestrowały kamery obecnie w lokalu. Policja wszczęła już śledztwo. Piłkarzowi grozi nawet do dwóch lat pozbawienia wolności.

„The Sun” poza opisaniem sytuacji dodaje, że Walker wraz ze znajomymi opuścili lokal około godziny 19. Anglik został jednak wezwany ponownie, aby uregulować rachunek. Z relacji dziennikarzy wynika, że był tak pijany, że nie mógł nawet wyciągnąć portfela z kurtki i musiał interweniować jego przyjaciel.

Świetne informacje ws. Arkadiusza Milika! Może wrócić do gry wcześniej, niż zakładano

Z Włoch w końcu płyną dobre wieści dotyczące stanu zdrowia Arkadiusza Milika. Według tamtejszych dziennikarzy napastnik Juventusu może wrócić do gry wcześniej, niż planowano. Niewykluczone, że będzie do dyspozycji Fernando Santosa podczas marcowego zgrupowania kadry. 

Kilka tygodni temu Massimiliano Allegri potwierdził, że uraz Milika niestety się przedłuża. Włoch stwierdził wówczas, że Polak najpewniej wróci do gry dopiero po przerwie reprezentacyjnej. Dla kadry oznaczało to, że ominie zgrupowanie i nie zagra z Czechami i Albanią w eliminacjach Euro 2024.

Dobre wieści

W środę we włoskich mediach pojawił się jednak promyk nadziei. Według dziennikarzy „Tuttosport” leczenie napastnika przebiega bardzo dobrze i niewykluczone, że zdąży się wykurować na czas przerwy reprezentacyjnej. Niedawno przeprowadzone badania 28-latka miały dać pozytywne wyniki.

Burza po meczu Borussii z Chelsea. „To, że nakazał powtórkę jest żartem”

Piłkarze Borussii Dortmund nie mogli wczoraj przełknąć porażki z Chelsea (0-2). Po meczu między innymi Emre Can udzielił ostrej wypowiedzi. Zaznaczył, że winę ponosi także sędzia. 

We wczorajszej kolejce Ligi Mistrzów Borussia Dortmund z jednobramkową zaliczką mierzyła się na Stamford Bridge z Chelsea. Podopieczni Edina Terzicia nie byli w stanie wykorzystać przewagi i przegrali 0-2. Tym samym pożegnali się z europejskimi pucharami.

Burza

Dużo emocji podczas rewanżu wzbudziła decyzja sędziego. Danny Makkiele zdecydował wczoraj o powtórzeniu rzutu karnego, który finalnie zaważył na odpadnięciu BVB. Emre Can i Jude Belligham nie kryli po ostatnim gwizdku swojej frustracji.

– To był błąd sędziego. Jak możesz nakazać powtórkę rzutu karnego w takim momencie? Ja tego nie rozumiem. Przegraliśmy zasłużenie, ale sędzia przyłożył do tego rękę. On był arogancki przez całe spotkanie. Może bał się kibiców, nie wiem, ale UEFA powinna wyznaczyć na ten mecz kogoś innego – mówił Can przed kamerami „Prime Video”.

– To, że sędzia nakazał powtórkę rzutu karnego, jest żartem. Kiedy nabiegasz na piłkę tak wolno, zawodnicy zawsze wbiegną w pole karne. To była gra i jestem przekonany, że on zrobił to z premedytacją – dodał z kolei Bellingham dla „BT Sport”.

Podobnego zdania był także Matthias Sammer. Były piłkarz Borussii również był oburzony decyzją sędziego.

– Rzut karny i jego powtórka to skandal. Makkelie to bardzo arogancki człowiek, a jako sędzia powinieneś mieć nie tylko charyzmę, ale być też skromny. Gdyby to ode mnie zależało, to powiedziałbym moim zawodnikom, by wbiegli w pole karne raz jeszcze – stwierdził w rozmowie z dziennikarzami. 

Tomasz Ćwiąkała przejechał się po polskch trenerach. „To się we łbie nie mieści”

Tomasz Ćwiąkała mocno przejechał się na Twitterze po polskich szkoleniowcach. Dziennikarz „Canal+ Sport” bez ogródek napisał, co myśli o naszych trenerach. 

We wtorek oficjalnie Goncalo Feio został pozostawiony na stanowisku szkoleniowca Motoru Lublin. Początkowo wydawało się, że Portugalczyk straci posadę przez atak na prezesa, Pawła Tomczyka. Właściciel klubu postanowił jednak nie zwalniać zdolnego trenera.

Pustynia

Sprawa wywołała spory szum w mediach społecznościowych. Do decyzji Zbigniewa Jakubasa odniósł się Tomasz Ćwiąkała. Dziennikarz „Canal+ Sport” w ostrych słowach przejechał się nie tylko po Motorze, ale i ogólnie po polskich trenerach.

– Jeden z najbogatszych Polaków zabija się o młodego Portugalczyka, który na starcie kariery uszkodził prezesa. Santos miał wybrać dwóch polskich asystentów, dwóch podsuniętych się nie dogadało i jest pustka. Jaką my mamy absurdalną biedę wśród trenerów, to się we łbie nie mieści – napisał Ćwiąkała.

– Przecież taki Dawid Szulczek po pracy w Warcie powinien dostać 17 propozycji z Ekstraklasy, pięć od ambitniejszych klubów z 1. Ligi i kolejną od Wieczystej. Narzekamy na piłkarzy, ale jesteśmy tak makabryczną pustynią, jeśli chodzi o trenerów, że to wręcz niemożliwe – dodał.

Sprawa polskiego asystenta dla Santosa wyjaśniona? „Negocjacje na ostatniej prostej”

Sprawa polskiego asystenta w sztabie Fernando Santosa wreszcie zmierza do końca. Według Sebastiana Staszewskiego z „Interii” najbliższej dołączenia do reprezentacji Polski jest Grzegorz Mielcarski. Portugalczyk jest zdecydowanym zwolennikiem 51-latka. 

Już 24 marca „Biało-Czerwoni” zagrają z Czechami pierwszy mecz w eliminacjach mistrzostw Europy. Trzy dni później w Warszawie zmierzą się natomiast z Albanią. Będą to pierwsze spotkania Fernando Santosa w roli selekcjonera reprezentacji Polski.

Co z asystentem?

Jednocześnie ciągle głośno jest o składzie sztabu, z jakim pracować będzie Portugalczyk. PZPN od początku postawił Santosowi warunek dokooptowania do niego polskiego asystenta. Pierwotnie kandydatami byli Łukasz Piszczek i Tomasz Kaczmarek. Ostatecznie jednak żaden z nich z kadrą pracować nie będzie.

Według ostatnich informacji najbliżej pracy z Santosem ma być Grzegorz Mielcarski. 51-latek ma rozmawiać z PZPN-em, a jego zwolennikiem jest sam selekcjoner. Sebastian Staszewski z „Interii” podaje, że obecnie to właśnie od Mielcarskiego zależy rozwój sytuacji.

– Negocjacje PZPN z Grzegorzem Mielcarskim są na ostatniej prostej. Porozumienie jest blisko, więc szansa na to, że 51-latek jednak dołączy do sztabu Fernando Santosa, jest duża. Piłka – jak słyszę – jest po stronie „Mielcara”, który raczej… nie spudłuje – napisał dziennikarz. 

Lech apeluje, aby kibice nie prosili piłkarzy o koszulki. „Skupmy się na dopingu”

Lech Poznań zaapelował do kibiców ws. transparentów z prośbami o koszulki. Klub prosi o niewnoszenie na trybuny wspomnianych banerów. – Nie chcielibyśmy, żeby tak cenne pamiątki od naszych piłkarzy były źródłem zarobku – czytamy.

Nie od dziś wiadomo, jak cenną pamiątką dla kibiców są koszulki piłkarzy. Stąd bardzo często na trybunach, praktycznie na każdym meczu, każdej drużyny na świecie widać liczne transparenty, na których kibice proszą konkretnych graczy o trykoty.

Niestety często nie są one traktowane symbolicznie, a w formie zarobkowej. Osoba, która otrzymała koszulkę potrafi wystawić ją na aukcję internetową, aby czerpać korzyść finansową.

Apel

Problem zauważył Lech Poznań. „Kolejorz” za pośrednictwem swojej strony zaapelował do kibiców, aby od najbliższego meczu na Bułgarskiej (z Lechią Gdańsk 3 marca) nie wnosić na trybuny transparentów z prośbami o koszulki.

– Niestety, dochodzą do nas również niepokojące sygnały. Na trybunach pojawia się bowiem sporo młodych osób, które mają przygotowane plakaty z wypisanymi prośbami o koszulki. Otrzymujemy wiadomości, że część z podarowanych trykotów trafia później do sprzedaży w internecie. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie dotyczy to wszystkich, ale jednak zmuszeni jesteśmy podjąć stanowcze decyzje. Także z tego powodu, że sami staramy się w miarę możliwości wspierać aukcje charytatywne i nie chcielibyśmy, żeby tak cenne pamiątki od naszych piłkarzy były źródłem zarobku – czytamy w apelu.

– Stąd od najbliższego meczu z Lechią Gdańsk (piątek, 3 marca) zwracamy się z gorącą prośbą do młodych kibiców, a zwłaszcza ich rodziców, bo to oni mają największy wpływ na swoje pociechy, o nieprzynoszenie na stadion plakatów zawierających takie prośby. Skupmy się na dopingu dla Kolejorza, a po końcowym gwizdku często zespół przechodzi obok poszczególnych sektorów i jest wtedy możliwość zdobycia autografu czy wykonania zdjęcia. Bardzo prosimy o uszanowanie naszego apelu, a jeśli zachowania będą się powtarzać, to stewardzi grzecznie acz stanowczo będą reagować – dodano.

Rozgrywki La Liga mogą zostać zawieszone. Sytuacja Lewandowskiego stała się wyznacznikiem

W 17. kolejce La Liga doszło do skandalu z udziałem sędziego. Podczas meczu Cadiz z Elche (1-1) arbiter podjął skandaliczną decyzję, a działacze gospodarzy domagają się wstrzymania całych rozgrywek. „Mundo Deportivo” pisze, że w tej sytuacji pomóc może… Robert Lewandowski. 

W styczniu podczas rywalizacji Cadiz z Elche padł remis 1-1. Sędzia uznał wówczas trafienie Ezequiel’a Ponce’a, mimo pozycji spalonej. Choć arbiter skorzystał z pomocy VAR-u, to decyzji nie zmienił. Co więcej, sprawdzał wówczas potencjalny faul, a nie spalonego, o który rozchodziła się cała afera.

Cadiz w tej sprawie złożył już skargę do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, apelując o powtórzenie meczu. Powołano się na „poważny błąd arbitra” i dodatkowo wnioskowano o… wstrzymanie całych rozgrywek La Liga. I co ciekawe, nie jest to takie nieprawdopodobne.

Pomoże… Robert Lewandowski?

Według „Mundo Deportivo” Cadiz może skorzystać z precedensu kapitana reprezentacji Polski i pójść drogą FC Barcelony. Przypomnijmy, że w listopadzie 34-latek został zawieszony na trzy mecze za rzekomo obraźliwe gesty w kierunku sędziego podczas spotkania z Osasuną (2-1).

FC Barcelona zgłosiła wówczas odwołanie do Trybunału w Lozannie, jednak wniosek odrzucono. Działacze skierowali się później do Centralnego Sądu Administracyjnego ds. Spornych w Madrycie. Tam karę udało się zawiesić, a Lewandowski mógł rozegrać mecz z Espanyolem (1-1). Następnie pauzował pozostałe spotkania.

„Mundo Deportivo” podaje, że Cadiz może pójść podobną ścieżką. Według dziennikarzy do sądu w Madrycie zgłoszono już odpowiedni wniosek. Wniesiono o zawieszenie rozgrywek La Liga aż do wyjaśnienia sprawy. Potencjalnie przerwa miałaby potrwać trzy dni. W tym czasie miałoby dojść do spotkania przedstawicieli Cadiz oraz Prokuratora Generalnego.

Luis Enrique łączony z przejęciem Chelsea. Fabrizio Romano: „Chce wrócić do pracy”

Zaskakujące informacje ws. przyszłości Luisa Enrique. Hiszpan jest coraz bardziej łączony z przejęciem Chelsea, jeśli zwolniony zostanie Graham Potter. Fabrizio Romano podkreśla, że trenerowi zależy na ciągłości w pracy. 

Wczoraj kataloński „Sport” podał sensacyjną informację. Luis Enrique, który pozostaje bezrobotny od odejścia z reprezentacji Hiszpanii, miałby objąć Chelsea w przypadku zwolnienia Grahama Pottera.

Jest blisko?

Te rewelacje wywołały spory szum w mediach. Teraz na ten temat wypowiedział się Fabrizio Romano. Włoch nie potwierdził ani nie zaprzeczył podanym informacjom. Zaznaczył jednak, że Enrique chce wrócić do pracy.

– Enrique to topowy trener. Normalne, że jego nazwisko łączone jest z wieloma posadami, takimi jak w Chelsea. Ale w tym momencie Hiszpan nie negocjuje z żadnym klubem – wyjaśnił dziennikarz.

– Jedyne, co mogę powiedzieć na sto procent, to to, że Luis Enrique chce jak najszybciej wrócić do pracy i marzy mu się powrót w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Nie chce się zatrzymywać – podkreślił.

W ostatnich dniach pojawiły się również informacje łączące byłego selekcjonera „La Roja” z Atletico Madryt oraz FC Barceloną. Najpierw jednak w obu klubach musiałaby się wyjaśnić przyszłość obecnych szkoleniowców.

Ekspert wskazał napastnika, który powinien pojechać na kadrę. Nieoczywisty wybór

Reprezentacja Polski ma sporo problemów przed marcowym zgrupowaniem. Wielu zawodników z każdej formacji jest kontuzjowanych. W obliczu tej sytuacji powołanie może dostać kilku niespodziewanych piłkarzy. Janusz Michalik w rozmowie z „TVP Sport” przyznał, kogo spodziewa się zobaczyć w kadrze. 

Początek Fernando Santosa w reprezentacji Polski nie zapowiada się szczególnie łatwo. Portugalczyk ma bardzo okrojone pole manewru jeszcze przed wysłaniem powołań. Wielu zawodników zmaga się z kontuzjami. Szczególnie źle sytuacja wygląda między innymi w ataku, gdzie z problemami zdrowotnymi zmagają się Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik czy Adam Buksa. Dodatkowo Krzysztof Piątek znajduje się w bardzo słabej formie, a Karol Świderski wrócił dopiero do regularnej gry.

Będą niespodzianki?

W przypadku Roberta Lewandowskiego sytuacja jest na szczęście najlepsza. Kapitan reprezentacji powinien w pełni wykurować się jeszcze przed startem marcowego zgrupowania. Wiadomo natomiast, że zabraknie Milika i Buksy. Oprócz wspomnianych już Piątka i Świderskiego do dyspozycji Santosa jest jeszcze Dawid Kownacki, który notuje świetne występy w 2. Bundeslidze.

Według Janusza Michalika, który rozmawiał z „TVP Sport” selekcjoner powinien postawić na pewno na Świderskiego. Napastnik nie ma wielu występów na koncie w tym sezonie, jednak potrafił już udowodnić, że może dać wiele dobrego kadrze.

– Rzeczywiście, późny start sezonu może być przeciwko zawodnikom w kwestii powołania, jednak (…) mamy problemy. Świderski po prostu zasłużył sobie na powołanie. Nawet jeśli rozegra jeszcze tylko 2-3 mecze, udowodnił, że jest przydatny, zarówno grając od pierwszych minut, jak i wchodząc z ławki – stwierdził ekspert od piłki w USA.

– Oczywiście nie wiemy, co zrobi Fernando Santos. Jest szansa, że będzie szukał w zupełnie innym miejscu. Patrząc realnie, nie jest jednak takim magikiem, żeby po miesiącu pobytu w Polsce znaleźć zawodników, którzy byliby zaskoczeniem. Będzie polegał na wypróbowanych piłkarzach. Świderski na pewno będzie tym graczem ze Stanów Zjednoczonych, który przyleci na zgrupowanie – dodał.

Michalik zaznaczył również, że Świderski jest bardzo elastycznym piłkarzem. To duży atut, który z pewnością może wykorzystać Fernando Santos.

– To jest duży atut Świderskiego – potrafi grać praktycznie na każdej pozycji z przodu. Santos postawi raczej na czwórkę z tyłu, ale nie wiemy, jak poustawia to wyżej. Według mnie Świderski może nawet występować z boku. Lubi wejść z prawej strony i rozegrać piłkę lub oddać strzał. Trudno określić jego najlepszą pozycję. Prawdopodobnie jest to rola drugiego napastnika za Lewandowskim. Musimy poczekać na koncepcję Santosa, jednak ze względu na wszechstronność Świderski tym bardziej powinien zostać powołany – ocenił.

Co więcej, ekspert twierdzi, że do reprezentacji powinien wrócić także Mateusz Klich. Pomocnik D.C. United był skrupulatnie pomijany przez Czesława Michniewicza.

– Mamy problemy w środku pola, zawsze je mieliśmy. (…) Nie ma zbytnio w kim wybierać, dlatego nie można zapominać o takim zawodniku. Mam nadzieję, że będzie mógł kadrze pomóc. W debiucie zdobył bramkę, jego drużyna postarała się o bardzo dobre zwycięstwo z Toronto. Jeśli utrzyma poziom w kolejnych spotkaniach, nie będę zdziwiony, jeśli pod koniec marca znajdzie się na zgrupowaniu. Nie wiem, czy kibice chcieliby Klicha, ale nie jesteśmy reprezentacją, która może sobie pozwolić, żeby już skreślić takiego piłkarza – podsumował.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.