Michał Probierz zaskoczy powołaniami na marcowe zgrupowanie reprezentacji Polski? Na to może wskazywać ostatnia wypowiedź selekcjonera. Otwarcie przyznał, że obserwowany jest zawodnik, którego kibice się nie spodziewają.
W marcu reprezentację Polski czeka walka w barażach o awans na Euro 2024. Pierwszy mecz „Biało-Czerwoni” rozegrają z Estonią na Stadionie Narodowym. Jeśli uda się przejść tego rywala, to kolejne spotkanie rozegramy ze zwycięzcą pary Walia – Finlandia.
Zaskakujące powołanie?
Po pierwszych meczach Probierza jako selekcjoner reprezentacji wydaje się, że wybrał on już kręgosłup swojej drużyny. Okazuje się jednak, że nic nie zostało jeszcze przesądzone. Szkoleniowiec ma wciąż obserwować zawodników, którzy mogą otrzymać powołanie i mocno zaskoczyć kibiców czy dziennikarzy.
– Liczymy na to, że Moder będzie grał więcej. Niedługo rusza liga. Na pewno będziemy obserwować w niej zawodników – zaznaczył Probierz.
– Nie szykujemy wielkich zmian. Trudno, żebyśmy teraz zmieniali wszystko, co zrobiliśmy. Na pewno są 2-3 nowe nazwiska, które obserwujemy. Jedno może być bardzo dużym zaskoczeniem – dodał.
Probierz pokazał już, że nie boi się stawiać na swoich, nawet jeśli jego wybory na pierwszy rzut oka nie podobają się opinii publicznej. To on wprowadził przecież do kadry Patryka Pedę, choć ten grał w Serie C (3. liga włoska). Dał również szansę Jakubowi Piotrowskiemu, Patrykowi Dziczkowi czy Filipowi Marchwińskiemu.
Ubiegłego lata wielu zawodników z czołowych europejskich lig zdecydowało się na przenosiny do Arabii Saudyjskiej. Taką decyzję podjął też Riyad Mahrez. Przeprowadzka nie była jednak łatwa dla jego rodziny. Do sieci trafiło nagranie, w którym żona Algierczyka opisała, jak zawodnik przedstawił jej swoją decyzję. Widać też, jaka była jej reakcja.
Do Arabii Saudyjskiej trafiło wielu zawodników, którzy jeszcze niedawno brylowali w najlepszych ligach Europy czy Lidze Mistrzów. Obecnie na Bliskim Wschodzie gra choćby Cristiano Ronaldo, Karim Benzema, Neymar, Sadio Mane, N’Golo Kante czy Riyad Mahrez.
Przykład ostatniego z wymienionych jest o tyle zaskakujący, że wygrał on w poprzednim sezonie potrójną koronę z Manchesterem City, notując bardzo udany występy. Mimo wszystko przyjął ofertę Al-Ahli, co wywołało spore poruszenie i zdziwienie. Okazuje się, że decyzja nie była łatwa dla jego rodziny.
„To przecież część gry”
23 lutego opublikowany zostanie odcinek reality show „Married To The Game”, w którym wystąpiła partnerka Mahreza, Taylor Ward. Obecnie po internecie krąży krótki urywek, który przedstawia, jak piłkarz poinformował swoją żonę o transferze do Arabii Saudyjskiej. Zrobił to… przez telefon, najprawdopodobniej nie rozmawiając z nią o tym wcześniej. Kobieta zdawała się być poruszona całą sytuacją.
– Riyad zadzwonił do mnie i po prostu powiedział mi, że przeprowadzamy się do Arabii – opisała Ward, a na jej policzkach pojawiły się łzy.
Kobieta próbowała przedstawić Mahrezowi swoje obawy związane ze zmianą miejsca zamieszkania. Piłkarz zdawał się je jednak bagatelizować.
– Będę siedziała sama w domu – mówiła Ward.
– To przecież część gry – miał podsumować temat Mahrez.
Co ciekawe, nagranie zaprzecza temu, co Ward mówiła na temat przeprowadzki wcześniej. Kiedy ogłoszono transfer Mahreza do Al-Ahli kobieta wstawiła na Instagrama wpis, w którym nie ukrywała swojego podekscytowania. Pisała faktycznie, że opuszczenie Manchesteru będzie trudne, ale nie zdawała się jednak sprawiać wrażenie pozytywnie poddenerwowanej.
– Dom to nie miejsce, tylko ludzie… Tak więc jestem podekscytowana naszą kolejną wspólną przygodą. Nie mogę uwierzyć, że opuszczamy Manchester. Ostatnie lata były jednymi z najlepszych w moim życiu i zapamiętam je na zawsze. Następny przystanek… Arabia Saudyjska – napisała w poście z 30 lipca minionego roku.
Eric Chelle, selekcjoner reprezentacji Mali zdradził szokujące informacje o swoich dwóch zawodnikach. Szkoleniowiec wyznał, że Yves Bissouma i Moussa Diarra grali na Pucharze Narodów Afryki… zarażeni malarią.
Trwający właśnie turniej o mistrzostwo Afryki zbliża się do końca. W najbliższych dniach czekają nas półfinały, które wyłonią, kto zagra o końcowe zwycięstwo. W grze na razie zostały już tylko Nigeria i RPA oraz Demokratyczna Republika Konga i Wybrzeże Kości Słoniowej, które jest gospodarzem PNA.
Piłkarze zarażeni malarią
Wspomniany właśnie WKS w ćwierćfinale mierzył się z reprezentacją Mali, którą pokonali 2-1 po dogrywce. „Słonie” zameldowały się więc w półfinale. Z kolei selekcjoner pokonanego Mali zdradził, że zmagał się na turnieju z dużymi problemami. Jego podopieczni mieli poważne kłopoty zdrowotne.
– Wiesz, że Yves Bissouma i Moussa Diarra grali zarażeni malarią. To nie było aż tak poważne, ponieważ ktoś urodzony w Afryce Zachodniej jest przystosowany do radzenia sobie z objawami malarii. Yves mógł grać, ale w przypadku Moussy było inaczej – oznajmił Eric Chelle.
Bissouma mimo zarażenia chorobą rozegrał wszystkie mecze w fazie grupowej. W pucharowej natomiast opuścił mecz z Burkina Faso, a z WKS spędził na murawie 30 minut. Diarra z kolei rozegrał tylko 67 minut w całym PNA.
Warto zaznaczyć, że obaj zawodnicy grają na co dzień w topowych ligach, do których niebawem wrócą. Bissouma jest piłkarzem Tottenhamu, zaś Diarra – Toulouse.
Mathieu Flamini, były piłkarz Arsenalu, może pochwalić się ogromną firmą, która przyniosła mu fortunę. Francuz działa na rzecz poprawy klimatu, a obecnie apeluje też do zawodników o dawanie przykładu kibicom. Mogliby to robić między innymi przechodząc na dietę wegańską.
Większość kibiców kojarzy Flaminiego właśnie z Arsenalu, do którego trafił w 2004 roku ze swojego macierzystego klubu – Olympique Marsylii. W sumie miał dwie przygody w Londynie. Pierwsza zakończyła się w 2008 roku, a druga trwała w latach 2013-2016. Dla „Kanonierów” rozegrał niemal 250 meczów i wygrał dwa Puchary Anglii oraz dwie Tarcze Wspólnoty. Zagrał też w finale Ligi Mistrzów (przegranym z FC Barceloną).
W trakcie swojej kariery grał również w Milanie, Crystal Palace czy Getafe, jednak piłka nożna nie była jego jedynym zajęciem. Jeszcze przed odwieszeniem butów na kołek Flamini zainwestował pieniądze w firmę GP Biochemicals, która pozwoliła mu zostać miliarderem. Firma zasłynęła przede wszystkim z tworzenia kwasu lewulinowego na masową skalę. Używa się go między innymi w przemyśle farmaceutycznym czy przy tworzywach sztucznych.
Apel do piłkarzy
Flamini dzięki swojej inwestycji może się obecnie pochwalić ogromnym majątkiem, wycenianym na 13 miliardów euro. Na tym jednak nie poprzestaje. Były zawodnik regularnie walczy o przyszłość naszej planety. Szerzej o swoich planach opowiedział na łamach „Guardian”. Wystosował również apel do piłkarzy w kwestii wykorzystywania zasięgów i dotarcia do kibiców.
– Ile wody trzeba zużyć do zrobienia jednego burgera? Podkreślam: jednego. Dwa tys. litrów. Przecież to szaleństwo. Klimat i dobre zdrowie są ze sobą powiązane. Musimy o to bardzo mocno walczyć. Bo kwestia klimatu jest ignorowana. W takich krajach jak Chiny czy Indie nie można już ćwiczyć na świeżym powietrzu. Czy chcemy tego samego? – rozpoczął Flamini.
– Zmiany klimatyczne i kryzys, jaki mamy, to wielki i przerażający temat. Kiedy słyszysz, że musisz ratować świat, czujesz się bezradny i bezużyteczny. Chodzi o to, by działać jako społeczeństwo. Każdy może poprawić swoje zachowanie i opowiadać o tym, jak zanieczyszczenia wpływają na naszą przyszłość. Jeżeli pomnożymy to przez miliardy ludzi, możemy wywrzeć duże zmiany – stwierdził.
– Piłka nożna i ogólnie sport to rzeczy, które docierają do mas. Do ludzi biednych i bogatych z całego świata. Dzięki nim społeczeństwa mogą się jednoczyć i działać wspólnie. Ludzie futbolu też powinni szukać zmian. Jakich? Przede wszystkim zminimalizować zużycie dwutlenku węgla. To absolutne minimum – kontynuował.
– Piłkarze mogą robić wiele innych rzeczy. Mogą zostać weganami lub budować świadomość kibiców i fanów poprzez konta w mediach społecznościowych. Z czasem może przerzucą się nawet na samochody elektryczne. Opcji jest mnóstwo. Walka o dobry klimat to długa podróż. Wystarczy tylko chcieć – zakończył były piłkarz.
Noriaki Kasai nadal zaskakuje swoją formą. 51-letni skoczek wygrał TVh Cup rozgrywany w Sapporo. Co ciekawe na skoczni widzieliśmy też innego japońskiego weterana – 3 lata młodszego Kazuyoshiego Funaki.
W czerwcu Kasai skończy 52 lata. Mimo zaawansowanego wieku Japończyk wciąż cieszy się sportem i potrafi zaskakiwać, jak za młodszych lat. Cechuje go również duża ambicja, która nie pozwala mu zadowolić się występami w Pucharze Kontynentalnym. Zawodnik nadal liczy na powrót do kadry na zawody Pucharu Świata.
Wciąż zaskakuje
Niewykluczone, że jego marzenia wkrótce się spełnią. Kasai zaprezentował się świetnie podczas TVh Cup w Sapporo. Skoczek oddał skoki na odległość 125 i 130 metrów, które dały mu zwycięstwo. Pokonał tym samym młodszych kolegów, w tym chociażby Keichiego Sato, który w zeszłym sezonie regularnie brał udział w zawodach PŚ.
Kasai nie był jedynym weteranem, który pojawił się w Sapporo. Skakał również 48-letni Kazuyoshi Funaki, ale on zaprezentował się już dużo słabiej. Pierwszy skok oddał co prawda na odległość 114 metrów, ale druga próba zakończyła się bardzo słabo. Skoczył tylko na 74 metry, a zawody zakończył na 21. miejscu.
Funaki swoje największe sukcesy odnosił ponad 25 lat temu. W Nagano w 1998 roku zdobył dwa złote medale na Igrzyskach Olimpijskich. Z Pucharem Świata pożegnał się natomiast po sezonie 2011/12.
48-letni Kazuyoshi Funaki i jego skok z dzisiejszego TVh Cupu. Co ciekawe oddany z 18 belki – to 2 stopnie niżej niz większość skoków oddanych dwa tygodnie temu w PK.@localSJresults myślę że można pokusić się o analizę, chyba przebił większość prób Joniaka 😆#skijumpingfamilypic.twitter.com/mMbrJ7dajr
Polska firma Zondacrypto została sponsorem Juventusu. Jej nazwa pojawi się niebawem na rękawach koszulek zawodników pierwszej drużyny „Starej Damy”. – Nie możemy się doczekać dynamicznego i udanego partnerstwa w świecie kryptowalut – czytamy w komunikacie włoskiego klubu.
Od 2014 roku Zondacrypto działa na rynku kryptowalut. Firma, założona w Polsce, była początkowo platformą handlową dla Bitcoina. Finalnie przetransformowała się jednak w platformę do handlu dla wielu kryptowalut. Obecnie obsługuje ludzi we Włoszech, Litwie, Słowacji, Estonii i Kanadzie. W sumie obsługuje 1,2 mln użytkowników.
Wielki transfer polskiej marki
Teraz Zondacrypto jeszcze mocniej wchodzi na włoski rynek. Juventus ogłosił oficjalnie, że firma została sponsorem klubu. Jej nazwa pojawi się na rękawach koszulek pierwszej drużyny.
– Z przyjemnością witamy Zondacrypto jako naszego oficjalnego partnera Crypto Exchange. Współpraca ma na celu wsparcie ich międzynarodowej ekspansji, wykorzystując siłę i entuzjazm naszej licznej rzeszy fanów – powiedział dyrektor zarządzający Juventusu ds. przychodów i rozwoju piłki nożnej, Francesco Calvo.
Zondacrypto wyróżnia się jako wiodąca firma w sektorze kryptowalut. Dla Juventusu kluczowa jest współpraca z myślącym przyszłościowo, innowacyjnym i profesjonalnym podmiotem. Nie możemy się doczekać dynamicznego i udanego partnerstwa w świecie kryptowalut – podkreślił.
Przemysław Kral, dyrektor generalny giełdy podziękował Juventusowi za zaufanie. Podkreślił, że otwiera to przed firmą oraz klubem wielkie możliwości.
– Jesteśmy dumni, że Juventus wybrał nas na swoją oficjalną giełdę kryptowalut, co otwiera nowe możliwości zarówno dla klubu, jak i dla nas – zaznaczył Kral.
W Juventusie F.C. grały prawdziwe ikony światowej piłki nożnej. Teraz również zondacrypto staje się częścią tej historii jako najnowszy sponsor Juve oraz oficjalna giełda klubu. Szukajcie naszego logo na koszulkach piłkarzy oraz na stadionie. ⚽ 🚀
Zondacrypto to kolejna polska firma, która związała się z zagranicznym klubem. Pod koniec ubiegłego roku świat obiegła informacja, że partnerem Newcastle United został InPost.
Paczkomat kibicuje Srokom! ⚽🏴 Jesteśmy oficjalnym partnerem Newcastle United pic.twitter.com/Qzrr5lTRUx
1 lutego 2024 roku oficjalnie wystartował Kanał Zero. W czwartkowy wieczór na YouTube Krzysztof Stanowski w asyście Przemysława Rudzkiego przeprowadzili ponad czterogodzinny live, na którym opisano ideę nowego projektu. Zapowiedziano także, że już dziś pojawi się wywiad z… prezydentem Andrzejem Dudą.
Transmisja na żywo rozpoczęła się od przedstawienia czołówki autorstwa Mateusza Sadowskiego. Towarzyszyła jej ścieżka dźwiękowa stworzona przez jednego z największych producentów muzycznych w Polsce – Atutowego. Następnie Stanowski przeszedł do tłumaczenia widzom czym ma być Kanał Zero. Zaznaczył przede wszystkim, że chcą stanowić alternatywę dla mainstreamowych mediów.
Gigantyczne koszty, gigantyczne zyski
Przy okazji tłumaczeń założeń swojego projektu nie zabrakło oczywiście wzmianek na temat Kanału Sportowego. Stanowski nie szczędził przy tym gorzkich słów, zaznaczając, że jego były projekt nie jest dla niego punktem odniesienia.
– Kanał Sportowy nie jest dla mnie punktem odniesienia. KS jest zbyt mały, żeby się z tym mierzyć – powiedział.
– Polskie media zabrnęły w ślepą uliczkę. Chcę być kamieniem w bucie dużych mediów. (…) Media zapędzają do zagrody i szczują [nas] wzajemnie – podkreślił.
Stanowski ujawnił również, że siedziba Kanału Zero powstała w trzy tygodnie. Zdradził również, że kosztowała około dwóch milionów złotych, zaś koszty miesięczne na utrzymanie projektu mają wynieść nawet 1,3 mln. To jednak nie jest dla dziennikarza zmartwienie, gdyż kanał zaczął na siebie zarabiać już od samego początku. Duża w tym zasługa potężnych sponsorów.
– Ten biznes zarabia od pierwszego dnia, zarabia dobre pieniądze. Dokładamy kolejne elementy, ale wiemy dlaczego nas na to stać – zaznaczył.
– Mamy naprawdę bardzo dużą siatkę sponsorską. Nie upadniemy. Jeśli ktoś myśli, że przesadziliśmy, że to nie ma szans – pomyłka – dodał.
Głównym sponsorem Kanału Zero zostały portale rekrutacyjne – RocketJobs i Just Join IT. Stanowski wymienił również wśród nich wiele innych – x-kom, SFD, Diety od Brokuła, TP Vision, GoldSaver, Mubi, KFC i XTB.
Ramówka
Stanowski i Rudzki w międzyczasie odsłaniali również kolejne karty ramówki kanału. W godzinach 7:30-9:00 transmitowany będzie Poranek, a po nim studyjny program jednego z autorów. Od 13:00 pojawiać się będzie „cykl commentary” z udziałem całej redakcji. Pasmo popołudniowe wystartuje o 17:00. Ramówkę zakończy program nadawany o 20:00, w którym pojawi się między innymi Robert Mazurek (wywiady z politykami) czy duet – Rajmund Andrzejczak i Sławomir Dębski (Ground Zero).
W soboty na kanale oglądać będziemy mogli filmy dokumentalne. Zapowiedziano już materiał Mariusza Zielkego o sprawie Michała Wiśniewskiego. Celebryta w październiku 2023 roku usłyszał wyrok o wyłudzenie pieniędzy ze SKOK Wołomin. W niedzielę natomiast swój program poprowadzi Marcin Meller.
Stanowski zapowiedział też, że już w piątek wyemitowany zostanie wywiad z Andrzejem Dudą. Poza dziennikarzem weźmie w nim udział Robert Mazurek. Rozmowa zostanie nagrana o 13:00 i „na surowo” wyemitowana o 20:00.
Z Niemiec docierają bardzo niepokojące informacje. Schalke mogą czekać ogromne problemy, jeśli spadnie na trzeci poziom rozgrywkowy. Klub może mieć problem na uzyskanie licencji.
W poprzednim sezonie Schalke zaliczyło tragiczny sezon w Bundeslidze, zakończony spadkiem do drugiej ligi. Po 34 kolejkach ekipa z Gelsenkirchen miała na koncie zaledwie 31 punktów. Teraz nie jest jednak lepiej.
Sensacyjny upadek?
Schalke zajmuje obecnie dopiero przedostatnie miejsce w tabeli, mając na koncie tyle samo punktów, co ostatnia Hansa Rostock. Nie da się zatem ukryć, że spadek do 3. ligi jest naprawdę realny. Okazuje się jednak, że może on być dużo potężniejszym ciosem dla „Die Koenigsblauen”, niż się wydaje. Podopieczni Karela Geraertsa mogą nie uzyskać licencji do gry w niższej klasie rozgrywkowej.
– Uzyskanie przez Schalke licencji na grę w trzeciej lidze jest w zasadzie niemożliwe. Ewentualny spadek miałby konsekwencje, których obecnie nie da się w pełni przewidzieć, ale jedno jest pewne – klub w obecnym kształcie byłby martwy – napisano na „Sky Sports”.
– Bez wątpienia w ciągu ostatnich kilku miesięcy i lat w Schalke popełniono więcej błędów niż można by wymienić, ale w obecnej sytuacji to nie ma znaczenia. Teraz ważne jest, aby znaleźć zawodników, którzy udźwigną ogromną presję i będą dobrze prezentować się na boisku. Nie chodzi o budowanie wartości rynkowej czy zapewnienie młodym zawodnikom czasu na grę. Chodzi o przetrwanie jednego z największych niemieckich klubów piłkarskich – podsumowano.
Schalke jest utytułowanym klubem, który funkcjonuje nieprzerwanie od 1904 roku. W sumie siedmiokrotnie wygrywali Bundesligę, zaś pięciokrotnie – Puchar Niemiec. Ich spadek do drugiej ligi wywołał wielkie emocje, ale całkowity upadek klubu byłby całkowitą klęską.
Mateusz Skoczylas, piłkarz Milanu, grający w Primaverze, został przyłapany na… sprzedawaniu biletów na mecz z Napoli. Zawodnik robił to ze swojego prywatnego konta na facebookowych grupach.
Latem zeszłego roku z Zagłębia Lubin do Milanu powędrował Mateusz Skoczylas. Młody Polak miał grać w Primaverze, czyli w młodzieżowej lidze włoskiej. Oprócz tego jest też młodzieżowym reprezentantem Polski. W drużynie U16 rozegrał 8 spotkań, zaś w drużynie U17 – 18, dokładając 3 gole. Ma za sobą także debiut w drużynie do 18. roku życia.
Biznes „na boku”
Skoczylas z racji gry w drużynie młodzieżowej Milanu może liczyć na bilety na spotkania zespołu seniorskiego. Za dwa tygodnie „Rossonerii” zmierzą się z Napoli w hicie Serie A, co 17-latek postanowił wykorzystać. Zawodnik opublikował wpisy na grupach w mediach społecznościowych, w których… oferuje sprzedaż wejściówek na spotkanie z mistrzami Włoch. Mało tego – robi to ze swojego prywatnego konta, podpisując się swoim imieniem i nazwiskiem.
Screeny rozeszły się po internecie w błyskawicznym tempie. Zawodnik najprawdopodobniej posty już pousuwał, ale kwestią czasu zdaje się, aż hulające w mediach zrzuty ekranu dojdą do władz Milanu. Co wówczas czeka młodego Polaka? Trudno powiedzieć, ale kara nie powinna go ominąć.
Istnieje teoria, że każdy z nas ma gdzieś na świecie osobę, która jest identyczna, niemal jak brat bliźniak. Takie historie brzmią nieprawdopodobnie, ale faktycznie – zdarzają się. Przykład takiej sytuacji mamy w Stanach Zjednoczonych, gdzie dwaj amerykańscy baseballiści wyglądają niemal tak samo, a nawet prowadzą takie samo życie. Co więcej, testy DNA wykluczyły ich pokrewieństwo.
Brady Feigl jest baseballistą, grającym na pozycji miotacza. Mierzy 1,95 metra, ma rude włosy i rudą brodę oraz nosi okulary w grubych oprawkach. Tak samo możemy opisać… Brady’ego Feigla. Co ciekawe to nie jedyne rzeczy, które łączą obu panów, a jedyne co ich dzieli to różnica pięciu lat.
Testy nie wykazały pokrewieństwa
Choć ich sytuacja jest niczym żywcem wyjęta z filmów, to wbrew wszelkim podejrzeniom baseballiści nie są zaginionym rodzeństwem. Można się było jednak łatwo pomylić. Poza cechami szczególnymi jak kolor włosów czy wada wzroku, obaj prowadzili do złudzenia identyczne życie.
Zarówno jeden, jak i drugi gra na pozycji miotacza w MBL (amerykańska liga baseballowa), ale to nie wszystko. Podczas ich spotkania ustalili kolejne zaskakujące podobieństwa. Obaj mają brata o imieniu Larry, pierwszą żonę o imieniu Linda, a nawet drugą o imieniu Betty. Nawet ich psy w dzieciństwie nosiły te same imiona (Toy). Obaj lubili nawet to samo piwo czy papierosy, a każdy dał swojemu pierworodnemu synowi to samo imię.
Jakby tego było mało, w 2015 roku przeszli dokładnie tę samą operację łokcia, którą przeprowadził ten sam lekarz. Młodszy Feigl po kilku miesiącach od przejścia zabiegu otrzymał telefon z przychodni, czy zgłosi się na operację. To wtedy miał się dowiedzieć o swoim sobowtórze.
Nie była to jednak jedyna tego typu sytuacja. W 2017 roku pomyliła ich nawet drużyna baseballowa Uniwersytetu Mississippi. We wpisie na Twitterze oznaczono niewłaściwego Feigla przy okazji jego urodzin. Pod postem udzielił się oznaczony zawodnik, który krótko skomentował tę kuriozalną sytuację:
Wówczas zdecydowali się na spotkanie, a także na przeprowadzenie testów DNA, które miały na zawsze rozwikłać zagadkę ich pokrewieństwa. Te jednak go nie wykazały. Jedynym, co miało ich łączyć był gen germańskiego pochodzenia, który u obu wyniósł 53 procent. Mimo to zostali przyjaciółmi, twierdząc, że „poniekąd i tak są braćmi”.
Arkadiusz Milik we wczorajszym meczu Juventusu otrzymał bardzo szybko czerwoną kartkę i nie dokończył meczu z Empoli (1-1). Wojciech Szczęsny zdradził, jak na sytuację zareagował polski napastnik w szatni po spotkaniu.
Juventus zaledwie zremisował mecz z Empoli na własnym stadionie 1-1. Spotkanie mogło ułożyć się zupełnie inaczej, gdyby z boiska ekspresowo nie wyleciał Arkadiusz Milik. Polak już w 18. minucie zobaczył czerwoną kartkę po ostrym faulu na Alberto Cercim.
Milik po meczu opublikował wpis z przeprosinami w mediach społecznościowych. Skierowane było ono zarówno do kolegów z drużyny, jak i kibiców, liczących na trzy punkty Juventusu. Wojciech Szczęsny zdradził natomiast, że w szatni napastnik postąpił podobnie. Bramkarz stanął w obronie swojego rodaka.
– Milik przeprosił drużynę, ale nie było takiej potrzeby. Każdy może popełnić błąd. W sobotę nadeszła jego kolej. Wciąż jest jednak bardzo ważnym zawodnikiem. Musi nam się odwdzięczyć dużą liczbą goli w kolejnych meczach – podkreślił.
Szczęsny ocenił również końcowy wynik rywalizacji z Empoli. Stwierdził, że remis był w ostatecznym rozrachunku sprawiedliwym wynikiem, trafnie oddającym przebieg spotkania.
– Remis jest sprawiedliwy. To nie taki zły wynik. Boli, że nie wygraliśmy u siebie, ale sytuacja rozwija się dla nas pozytywnie – dodał.
Guilherme Zimovski, Brazylijczyk z polskimi korzeniami niedawno udzielał wywiadu Tomaszowi Ćwiąkale, w którym wyraził chęć gry dla „Biało-Czerwonych”. 19-letni skrzydłowy najwidoczniej traktuje sprawę poważnie, bo wkrótce ma trafić do Ekstraklasy. Tomasz Włodarczyk podaje, że jest blisko transferu do Radomiaka.
Prawie rok temu na kanale YouTube’owym Tomasza Ćwiąkały pojawił się wywiad z Guilherme Zimovskim, występującym wówczas w Corinthians. W materiale poruszono temat polskich korzeni 19-latka, który wyraził chęć gry w naszej reprezentacji.
– Zaakceptowałbym bez wątpliwości [powołanie – przyp. red.]. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym dostał powołanie z reprezentacji Polski – mówił w rozmowie.
Ekstraklasa teraz, a później?
Od tamtej pory minęło już sporo czasu, ale wygląda na to, że niebawem zobaczymy zawodnika na boiskach Ekstraklasy. Według Tomasza Włodarczyka Zimovski ma zagrać w Radomiaku. Skrzydłowy jest obecnie zawodnikiem Capivariano, dla którego rozegrał dziewięć meczów, strzelił cztery bramki i dołożył dwie asysty.
Warto zaznaczyć, że dla Radomiaka ściągnięcie Zimovskiego byłoby drugim zimowym transferem. Wcześniej do Radomia trafił Vagner Dias, mający za sobą nawet występy w Ligue 1. 28-latek był ostatnio bez klubu, po rozstaniu z FC Metz.
Wywiad Tomasza Ćwiąkały z Zimovskim możecie znaleźć poniżej:
Nowy sezon serialu „Sędziowie” miał na celu ocieplenie wizerunku arbitrów w naszym kraju. Na razie jednak idzie to w drugą stronę, a internauci często wytykają niepotrzebne zachowania prezentowane na murawie. Tym razem na tapet została wzięta Karolina Bojar-Stefańska i w jej przypadku także pojawiło się mnóstwo niepochlebnych opinii.
Produkcja, która pojawia się na „Canal +”, ma właśnie swój drugi sezon. Pierwszy został przyjęty bardzo ciepło przez kibiców, którzy mogli obejrzeć nieco kulis z pracy sędziów, w tym między innymi Szymona Marciniaka. Z entuzjazmem spotkała się również informacja o drugiej edycji serialu, ale póki co oczekiwania zderzyły się z brutalną rzeczywistością.
Drugi sezon otworzył odcinek ze wspomnianym Marciniakiem, a oglądający szybko zwrócili uwagę na wulgarny język, którym posługuje się arbiter. Internet szybko obiegły nagrania i wycinki ze spotkań ujętych w odcinku. Kibice nie szczędzili słów krytyki pod adresem sędziego.
„Jeszcze raz mi krzykniesz!”
W szóstym wyemitowanym odcinku serialu wystąpiło małżeństwo – Daniel Stefański oraz jego żona Karolina Bojar-Stefańska. Niestety w przypadku kobiety efekt ponownie nie przyniósł tego, czego zapewne oczekiwano. Internauci zwrócili uwagę na chaos i wielokrotny brak respektu względem prowadzącej spotkanie pani sędzi.
Według opinii odbiorców odcinka zwodnicy nie rozumieli decyzji o faulach, kartkach oraz przerwach w grze.
Ja pierdole jaka żenada, skręca mnie z cringu jak tego słucham, ten serial sędziowie to taka niedźwiedzia przysługa, teraz na ogień poszła Karolina Bojar-Stefańska.
Drugi sezon serialu „Sędziowie” ma mieć 9 odcinków, które pojawiają się co poniedziałek. W najbliższym wystąpią Jarosław Przybył i Krzysztof Jakubik. Następne zaplanowano kolejno na 5 i 12 lutego.
Na trwających właśnie mistrzostwa Europy w piłce ręcznej doszło do wielkiej kontrowersji. W dramatycznych okolicznościach reprezentacja Francji doprowadziła wczoraj do dogrywki ze Szwecją w półfinale. Okazuje się, że gol, który dał „Trójkolorowym” drugi oddech nie powinien zostać uznany.
Francja w ostatniej akcji meczu, dzięki trafieniu Prandiego doprowadziła do remisu 27:27 i tym samym do dogrywki. W niej z kolei ustaliła wynik na 34:30 i pokonała Szwecję, awansując do finału Euro w Niemczech.
Teraz okazuje się jednak, że gol nie powinien zostać uznany, a tym samym nie powinno dojść do dogrywki, ani tym bardziej do wygranej Francji. Prandi miał zdobyć bramkę w nieregulaminowy sposób.
Tvpsport.pl tłumaczy, że zawodnik, który wykonuje rzut wolny może oderwać od podłoża jedną stopę. Prandi wykonał jednak dwa kroki w całej sekwencji ruchów. Sędziom sytuacja miała umknąć, ale co gorsza – nie skorzystali z opcji wideoweryfikacji.
Szwedzi naturalnie nie zgadzają się z takich obrotem spraw i złożyli oficjalny protest do Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej. Bardzo wątpliwe jest jednak ich zwycięstwo w tej sprawie. Wątpliwe, aby wynik meczu został zmieniony po jego zakończeniu.
The European Handball Federation confirms having received a protest by the Swedish Handball Federation following the semi-final France vs Sweden at the Men’s EHF EURO 2024. This protest is now being dealt with and any updates will be communicated accordingly.
Na ten moment w niedzielnym finale Euro w piłce ręcznej Francja zmierzy się z Danią. Taka para się utrzyma, o ile nie wydarzy się żadna sensacja w kwestii złożonego przez Szwecję protestu.