Legenda Bayernu grzmi po porażce z PSG. „Ta drużyna nie ma już jakości”

Bayern Monachium przegrał pierwszy mecz ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z PSG (3-2). Bawarczycy mieli multum sytuacji na odwrócenie wyników spotkania, jednak to paryżanie wrócili do Francji z korzystnym wynikiem. W gorzkich słowach o grze podopiecznych Hansiego Flicka wypowiedział się Lothar Matthaus.

PSG na prowadzenie na Allianz Arenie wyszło już w 3. minucie. Dwójkową akcję przeprowadzili Neymar i Kylian Mbappe, po czym ten drugi pokonał Manuela Neuera. Jeszcze przed przerwą Brazylijczyk dodał drugą asystę, tym razem przy trafieniu Marqiniosa.

Zanim strony zeszły do szatni kontaktowego gola dołożył Choupo-Moting. W drugiej połowie Bayern wyrównał po bramce Thomasa Mullera, jednak do głosu doszedł jeszcze raz Mbappe. Francuz ustrzelił dublet w ostatnich minutach meczu i ustalił wynik.

„Nie ma jakości, jak rok temu”

Krytycznie o grze Bayernu wypowiedział się Lothar Matthaus. Legendarny piłkarz stwierdził, że „Die Roten” brakuje jakości, którą mieli w zeszłorocznych rozgrywkach. Były stoper skrytykował politykę transferową Bawarczyków.

– Sarr, Roca i Costa to nie są zawodnicy pokroju Bayernu Monachium. Ta drużyna nie ma już takiej jakości, jaką miała w zeszłym roku – stwierdził Matthaus na antenie „Sky”.

Trzeba jednak pamiętać, że Flick miał sporo problemów przed meczem z PSG. Trener Bayernu nie mógł skorzystać między innymi z Roberta Lewandowskiego czy Serge’a Gnabry’ego. Na ławce w środę usiadło raptem siedmiu rezerwowych zawodników. Wśród nich byli też Douglas Costa czy Marc Roca.

– Praktycznie nie odgrywają żadnej roli w zespole Flicka – powiedział legendarny piłkarz o wspomnianej dwójce.

Nic nie zostało przyklepane

Matthaus jednocześnie zaznacza, że sprawa awansu wciąż pozostaje otwarta. Według niego PSG miało na Allianz sporo szczęścia, którego zabraknie w rewanżu. Zdaniem Niemca rywalom z Francji pomogło „żałosne i frywolne marnowanie okazji” przez piłkarzy Bayernu.

Drugie spotkanie ćwierćfinałowe „Die Roten” z paryżanami zaplanowano na 13 kwietnia. Tym razem obie ekipy spotkają się na Parc des Princes.

Oficjalnie: Robert Lewandowski rozwiał wątpliwości ws. powrotu na rewanż z PSG

Spełnia się najczarniejszy scenariusz kontuzji Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik potwierdził, że nie zdąży się wykurować na rewanż Bayernu Monachium z PSG w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

O urazie kolana Lewandowskiego powiedziano już chyba wszystko. Początkowo 32-latek miał wrócić do gry zaledwie po 5-10 dniach, jednak szybko zweryfikowane nadzieje kibiców. Diagnoza z Monachium mówiła jasno: powrót najwcześniej za dwa tygodnie. Najpóźniej – za cztery. W najgorszym przypadku zagrożone Euro.

Kylian Mbappe o przerwie Roberta Lewandowskiego. „Nie lubię się cieszyć kontuzjami innych, ale dla nas to dobra wiadomość”

Najczarniejszy scenariusz

W ostatnim czasie znowu zaczęły płynąć dobre wieści w sprawie kapitana reprezentacji Polski. Według niemieckich mediów Lewandowski mógłby wrócić nawet na rewanż z PSG w Lidze Mistrzów, który zaplanowano na 13 kwietnia.

Niestety, zdementował to sam zawodnik. 32-latek na antenie „Sky Sports” przed pierwszym spotkaniem Bayernu z paryżanami przyznał, że nie zdąży wyleczyć kontuzji. Tym samym Bawarczycy będą musieli sobie poradzić w całym dwumeczu bez swojego najlepszego napastnika.

– To nie jest fajne uczucie – stwierdził Lewandowski przed kamerami telewizji.

 

Sławomir Peszko ocenił Paulo Sousę. „Zarzuciłbym mu bajerowanie”

Sławomir Peszko był ostatnio gościem u Kuby Wojewódzkiego w jego programie na antenie „TVN”. Piłkarz Wieczystej Kraków wypowiedział się na temat ostatnich meczów reprezentacji Polski i pierwszym wrażeniu, jakie zrobił na nim Paulo Sousa.

Polacy mają już za sobą pierwsze zgrupowanie pod wodzą nowego selekcjonera. „Biało-Czerwoni” zremisowali na start eliminacji mistrzostw świata z Węgrami (3-3), a następnie pokonali Andorę (3-0). W ostatnim marcowym meczu kadra Sousy przegrała z Anglią (2-1).

Póki co ciężko oceniać Portugalczyka. Widać na pewno, że stara się wprowadzić pewne zmiany i zaszczepić swoją filozofię zawodnikom.

Peszko nie kupuje „bajerowania”

W dziennikarskim środowisku pojawiło się sporo krytycznych głosów po debiutanckim zgrupowaniu Paulo Sousy. W gronie malkontentów znalazł się także Sławomir Peszko. Piłkarz Wieczystej nie ukrywa, że Portugalczyk nie porwał go swoimi wypowiedziami i charyzmą.

– Sousa nie do końca mnie zauroczył tymi słowami, wywiadami… Okej, jest odważny – wystawia napastników, są nowe twarze w kadrze… Ale też nie wiem, czy to odwaga, czy desperacja jak z Węgrami. Zarzuciłbym mu bajerowanie. Dziwię się dziennikarzom sportowym, że dają się nabrać na taką bajerkę. Że on z systemu 3-5-2 przejdzie na 4-4-2, płynnie w dodatku… Do mnie to jakoś nie trafia tak szczególnie – stwierdził w programie Kuby Wojewódzkiego.

– Dobrze wygląda w garniturze, dobrze się wypowiada, fajnie to wygląda. Ale brakowało przełożenia tych wywiadów na boisko. Żeby to przełożyć na mecz od pierwszej minuty, a nie gdy jest już nóż na gardle – dodał.

– Widać było nieobecność Roberta Lewandowskiego, który potrafi utrzymać piłkę z przodu, dać wsparcie innym piłkarzom i szansę, by podeszli wyżej – podkreślił także Peszko.

Nie tylko Puchacz. Kolejny piłkarz Lecha na celowniku klubów z Bundesligi

Tymoteusz Puchacz nie jest jedynym zawodnikiem Lecha, który znalazł się na celowniku niemieckich klubów. Tomasz Włodarczyk z „meczyki.pl” podaje, że do zarządu wpłynęły zapytania o Mikaela Ishaka.

We wtorek pojawiły się pierwsze informacje o ofercie za Puchacza. Według dziennikarza Lech otrzymał konkretną propozycję od Unionu Berlin. To właśnie klub ze stolicy naszych zachodnich sąsiadów ma być liderem wyścigu o zakontraktowanie 22-letniego wychowanka „Kolejorza”.

Ishak na celowniku

Poza lewym obrońcą Lech niebawem może stracić również napastnika. Zdaniem Tomasza Włodarczyka wspomniany już Union Berlin i Mainz zabiegają o wykupienie Mikaela Ishaka.

Snajper po transferze do Polski pokazał się z bardzo dobrej strony. Jego prawdziwą wizytówką stały się jednak występy w Lidze Europy, gdzie, mimo krótkiej przygody, zdołał strzelić pięć bramek. Dwukrotnie pokonywał bramkarza Benfiki, zaś trzykrotnie – Standardu Liege.

Mimo dużego zainteresowania klubów z Bundesligi sam 28-latek ponoć nie chce odchodzić z Poznania. Włodarczyk dodaje przy okazji, że sam Lech również nie jest skory do pozbywania się napastnika. Jednocześnie dziennikarz podkreśla, że wiele może się zmienić po zakończeniu bieżącego sezonu, jeśli Lech nie awansuje do europejskich pucharów.

Szwed w tym sezonie zanotował 28 występów. Licząc wszystkie rozgrywki ma na koncie także 17 trafień i jedną asystę.

Świetne wieści przed Euro! Kibice wrócą na trybuny w meczu Hiszpania – Polska

Kibice wejdą na stadion San Mames w Bilbao, gdzie odbędzie się mecz Polski z Hiszpanią! Władze obiektu dostały pozwolenie na zapewnienie 25 proc. pojemności dla widzów. Tym samym na trybunach zasiądzie aż 13 tysięcy osób!

Wielkimi krokami zbliża się inauguracja mistrzostw Europy 2020.prezę przełożono z czerwca zeszłego roku po wybuchu pandemii koronawirusa. Do dziś nie wiadomo, jak obecna sytuacja przełoży się na najważniejszy turniej Starego Kontynentu, w kontekście kibiców. Pojawił się jednak promyk nadziei.

Fani wrócą na trybuny

Dobre wieści przekazało w środę hiszpańskie radio COPE. Z ich informacji wynika, że na stadion San Mames w Bilbao wpuszczone zostanie 13 tysięcy kibiców. Zapełnią oni 25 proc. pojemności obiektu. Informacja nie jest na razie oficjalna, ale UEFA jeszcze dzisiaj ma otrzymać pełną dokumentację w tej sprawie.

Są to świetne wiadomości także dla polskich kibiców. Swój mecz na San Mames rozegrają bowiem „Biało-Czerwoni”. W ramach 2. kolejki zmagań na Euro zmierzą się oni z Hiszpanią. Odbędzie się on 19 czerwca.

Najlepsi piłkarze Bayernu według trenera RB Salzburg. „Lewandowski zajmuje dopiero czwarte miejsce”

Jesse Marsch jest trenerem RB Salzburg, z którym dwukrotnie grał w tym sezonie Bayern Monachium. Bawarczycy oba spotkania wygrali (3-1 i 6-2), a trzy bramki w tych spotkaniach łącznie strzelił Robert Lewandowski. Zdaniem amerykańskiego szkoleniowca, Polak nie jest jednak w gronie najlepszych zawodników „Die Roten”.

W listopadzie RB Salzburg doznał dwóch porażek z rąk Bayernu. Jesse Marsch przyznaje, że nigdy wcześniej nie doznał takiego upokorzenia. Austriakom mimo to udało się „awansować” do Ligi Europy. Zajęli 3. miejsce w grupie A przed Lokomotivem. W 1/16 finału ulegli jednak Vilarrealowi.

Piłkarze ważniejsi od Lewandowskiego

W rozmowie ze „sport1.de” Marsch wyjawił, którzy piłkarze w układance Hansiego Flicka są jego zdaniem najważniejsi. Robert Lewandowski znalazł się w zestawieniu dopiero na czwartej pozycji. Wyżej Amerykanin ceni sobie Manuela Neuera, Thomasa Mullera i Joshuę Kimmicha.

– Chociaż Lewandowski został wybrany najlepszym piłkarzem świata, zajmuje dopiero czwarte miejsce w moim rankingu – przyznał z uśmiechem.

– Nie mam nic przeciwko Lewandowskiemu, to świetny piłkarz, ale nigdy nie widziałem takiego bramkarza jak Neuer. On wydaje rozkazy i decyduje, jak ma się układać gra Bayernu – dodał.

Arkadiusz Milik odejdzie z Marsylii po pół roku? Francuzi wymienili zainteresowane kluby

Możliwe, że saga transferowa z Arkadiuszem Milikem okaże się dłuższa, niż sam jego pobyt w Olympique Marsylii. Francuskie media są przekonane, że Polak odejdzie ze Stade Velodrome już latem. Wymieniają nawet trzy potencjalne kluby, do których może trafić napastnik.

Milik trafił do Marsylii pod koniec stycznia tego roku. Dla 27-latka było to „uwolnienie się” od Napoli, w którym ostatni mecz zagrał 28 lipca. Później pojawiły się pewne konflikty między piłkarzem a właścicielem klubu. Finalnie zawodnik skończył na trybunach i nie wpisano go nawet do kadry na sezon 2020/21.

Trudna sytuacja

Choć 27-latek świetnie odnalazł się w Marsylii, to odejść z niej może już po pół roku. Powodem takiej decyzji zawodnika ma być słaba dyspozycja klubu. Olympique gra w tym sezonie zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Według „RMC Sport” jedynym ratunkiem dla OM i szansą na zatrzymanie Milika będzie awans do Ligi Mistrzów. W przeciwnym wypadku snajper zacznie rozpatrywać otrzymane od innych zainteresowanych propozycje. A na ich brak nie może narzekać.

Francuscy dziennikarze wymieniają trzech chętnych na podebranie snajpera Marsylii. Są to: Juventus, AC Milan i Sevilla. Na temat „Starej Damy” plotki pojawiają się od dawna, jednak temat nigdy nie został oficjalnie dopięty. Co ważne, na tę chwilę każda z tych drużyn jest na dobrej drodze do gry w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie.

Powrót Atletico

Poza wspomnianymi ekipami do gry o Polaka znowu włącza się Atletico Madryt. Podczas zimowego okienka 27-latek był już blisko przenosin do stolicy Hiszpanii, jednak ostatecznie transfer nie wypalił.

Wówczas za duża okazała się kwota, którą trzeba było za snajpera zapłacić. Aktualnie Milik ma w umowie wpisaną specjalną klauzulę. Dzięki niej można go wykupić z Marsylii za jedyne 12 mln euro. Warunek jest jeden – trzeba tego dokonać podczas najbliższego okienka, a więc latem.

Kamil Jóźwiak nie ukrywa swoich ambicji. „Mój cel jest jasny: pierwszy skład na EURO”

Kamil Jóźwiak pokazał się ze świetnej strony w marcowych meczach reprezentacji Polski. Zdaniem wielu kibiców jest on wygranym ostatniego zgrupowania, co zresztą potwierdzają jego dobre występy (choćby świetna zmiana z Węgrami i Anglią). Nikogo zatem nie dziwi to, że skrzydłowego Derby County aktualnie widzi się w pierwszym składzie podczas Euro 2020. On sam także nie ukrywa, że mierzy wysoko.

Jóźwiak ma za sobą świetne zgrupowanie. Gol z Węgrami, asysta a Andorą i przyjemna dla oka gra przeciwko Anglii. Tak naprawdę nie schodził powyżej pewnego poziomu, kiedy widzieliśmy go na murawie. Piłkarz zaimponował zarówno wielu kibicom, ekspertom, jak i zapewne samemu Paulo Sousie.

Wysokie cele

22-letni skrzydłowy nie ukrywa, że ma ambitne plany na przyszłość. W rozmowie z „WP Sportowe Fakty” uchylił rąbka tajemnicy. Zdradził między innymi, co sądzi o swoich marcowych występach, a także jasno zaznaczył, gdzie widzi się podczas najbliższych mistrzostw Europy.

– Jestem zadowolony z tego, co pokazałem w reprezentacji. W każdym z trzech meczów zaznaczyłem obecność na boisku. Z Węgrami gol i asysta, z Andorą asysta, a z Anglikami też nie było źle. Grałem na piłkarzy, którzy są warci 60-70 milionów funtów, ale nie miałem kompleksów. Tak naprawdę, z całego sezonu reprezentacyjnego jestem zadowolony – przyznał zadowolony Jóźwiak.

– Generalnie to, co pokazałem w zespole narodowym, było według mnie na plus, natomiast mam nadzieję, że to dopiero początek. Mój cel jest jasny: pierwszy skład na EURO – podkreślił piłkarz, który w marcu dwukrotnie pojawiał się na murawie jako rezerwowy. 

Premier League? Będzie.

Jóźwiak po dobrej przerwie reprezentacyjnej wraca do klubowej rzeczywistości. Ta, niestety, nie jest kolorowa. Derby Couny pod wodzą Wayne’a Rooneya zajmuje dopiero 19. miejsce w tabeli Championship. 22-latek nie przejmuje się jednak słabą sytuacją „Baranów”. Jak sam przyznaje, jest pewny, że prędzej czy później zagra w Premier League.

– Przychodziłem do Derby, żeby walczyć o awans do Premier League, a nie o utrzymanie. Bo takie plany miał klub w każdym z ostatnich sezonów. No, ale początek mieliśmy fatalny. 4 punkty w 13 meczach. Potem zaczęliśmy gonić, natomiast takich strat nie odrabia się łatwo. W tym sezonie trzeba się utrzymać, a w przyszłym zaatakować czołowe pozycje – podkreślił.

– Ja wiem, że prędzej czy później i tak w Premier League zagram. Wiem też, że w kadrze gram z piłkarzami, którzy na co dzień grają w bardzo mocnych klubach. Jestem przekonany, że jeszcze się spotkam z Kubą Moderem w Premier League. Tylko każdy z nas ma do niej inną drogę – stwierdził.

Najbliższy mecz Derby zagra 10 kwietnia (sobota). Ich przeciwnikiem będzie lider ligi – Norwich City. Obie drużyny dzieli aż 41 punktów.

Ekstraklasowicz znowu z żalem do Sousy. „W sercu trochę kłuje, że mnie tam nie ma”

Rafał Pietrzak znajduje się aktualnie w dobrej formie. Piłkarz Lechii Gdańsk już jakiś czas temu nie ukrywał, że rozczarował go brak powołania do reprezentacji Polski. W rozmowie z „WP Sportowe Fakty” znowu wrócił do tego tematu.

W pierwszej połowie marca Pietrzak udzielił wywiadu „TVP Sport” zdradził w nim, jak zareagował na pominięcie go przez Paulo Sousę. Nie krył w nim swojego rozczarowania decyzją Portugalczyka, jednak jednocześnie zapewnił, że wciąż będzie pracować na to wyróżnienie.

Kontuzja Arkadiusza Recy! Co zrobi Paulo Sousa?

„Głęboko wierzę”

W rozmowie z „WP Sportowe Fakty” 29-latek wrócił do tematu reprezentacji. Mimo dobrej formy Pietrzaka selekcjoner nie zwrócił na niego swojej uwagi, co w pewnym sensie go zabolało.

– Zmienił się selekcjoner, a wcześniej byłem na paru zgrupowaniach. Poza tym obecny sezon jest w miarę dobry w moim wykonaniu, szczególnie patrząc na liczby. Po cichu liczyłem, że będę miał okazję zaprezentować się Paulo Sousie. Niestety powołanie nie przyszło – przyznał Pietrzak.

– Cóż, trzeba walczyć dalej. Mam nadzieję, że dobrymi występami udowodnię, że na nie zasługuję. W każdym meczu wspieram ich z całego serca. Jasne, że w sercu trochę kłuje, że mnie tam nie ma, ale podchodzę do tego na spokojnie. Wcześniej ciężko pracowałem i dostałem powołanie, dlatego zamierzam robić to dalej i głęboko wierzę, że nowy selekcjoner zwróci na mnie uwagę – zapewnił.

W tym sezonie Pietrzak stanowi istotny punkt Lechii Gdańsk. Lewy obrońca zagrał w 22 spotkaniach, strzelając jedną bramkę i notując siedem asyst.

Napięta atmosfera w Chelsea. Thomas Tuchel wyrzucił piłkarza z treningu

Po początkowym ferworze i świetnej atmosferze towarzyszącej przyjściu do Chelsea Thomasa Tuchela coś zaczęło się psuć. „The Blues” doznali minionej soboty pierwszej porażki pod wodzą niemieckiego szkoleniowca. Na dodatek w zespole zaczęły pojawiać się pewne konflikty.

Ostatnia klęska Chelsea była wyjątkowo bolesna. Przede wszystkim doznali jej z rąk jednej z najsłabszych drużyn tego sezonu Premier League. Ponadto, West Bromwich zdecydowanie rozbiło, do tej pory, szczelną defensywę londyńskiego zespołu (wygrali aż 5-2). I co najważniejsze, była to pierwsza porażka Chelsea od czasu przyjścia do klubu Thomasa Tuchela.

Spięcie na treningu

Nerwy trzymały piłkarzy także długo po ostatnim gwizdku. Podczas niedzielnego treningu między Antonio Ruedigerem a Kepą Arrizabalagą doszło do ostrej sprzeczki. Niemiec ostrym wślizgiem potraktował kolegę z zespołu, co ten skomentował w ostrych słowach. Stoper odgryzł się bramkarzowi i wywiązała się kłótnia.

Doszło nawet do przepychanek, przez co Tuchel postanowił natychmiast zainterweniować. Wyrzucił z treningu Ruedigera na pięć minut przed końcem zajęć. Kepa pozostał na murawie do końca.

„The Telegraph” podaje, że po zakończonym treningu Niemiec postanowił przeprosić bramkarza za swoje zachowanie. Porozmawiał on chwilę z kolegą z drużyny i wyjaśnił całe zajście. Zdaniem dziennikarzy dzięki takiemu gestowi uniknie większej kary od klubu.

Z „trybu trenera” w „tryb kibica”. Szkoleniowiec Sociedad zrobił show na konferencji [WIDEO]

Real Sociedad w sobotę zwyciężył w zaległym finale Pucharu Króla za sezon 2019/20. Baskowie pokonali swoich „lokalnych” rywali 1-0. Na pomeczowej konferencji trener ekipy z San Sebastian nie ukrywał swojej radości.

Na rozegranie tego spotkania obie baskijskie zespoły czekały niemal cały sezon. Dosyć długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Ostatecznie w 63. minucie rzut karny wykorzystał Mikel Oyarzabal. Było to jedyne trafienie w tym meczu, ale jak się okazało – dające zwycięstwo.

Wejście w tryb kibica

Wielkiej radości po triumfie nie ukrywał trener Realu Sociedad, Imanol Alguacil. Na konferencji pomeczowej dał niezły popis.

– Jeśli państwo pozwolicie, przejdę z „trybu trenera” na „tryb kibica” – skierował się w pewnym momencie do dziennikarzy.

Wtem podano mu klubową koszulkę wraz z szalikiem. Kiedy założył strój odśpiewał kibicowskie przyśpiewki i radował się ze zdobycia pucharu. A wszystko możecie obejrzeć poniżej:

https://twitter.com/marcin_gazda/status/1378489055080497152

Kapustka po pokonaniu Pogoni poszedł na imprezę. W klubowym dresie

Żyjemy w czasach, kiedy nasza swoboda jest nieco naruszona, przez co tak wpływowi ludzie, jak piłkarze, powinni dawać przykład. Często jednak to oni brali udział w imprezach i łamali zasady dystansu społecznego, czy generalnie obostrzenia. Wydawało się, że wzięli sobie do serca ostatnie wzrosty zakażeń i zaprzestali tego typu aktywności. Jak się okazuje, nie do końca.

Legia Warszawa rozbiła w sobotę Pogoń Szczecin (4-2), a już po pierwszej połowie prowadziła 4-1. Choć głównymi architektami zwycięstwa był niezawodny Tomas Pekhart (dublet), to znowu z dobrej strony pokazał się Bartosz Kapustka. Po spotkaniu postanowił poświętować swój powrót do formy.

W klubowym dresie na urodzinach

Kapustka udał się ze stadionu przy Łazienkowskiej wprost na urodziny jednej ze swoich koleżanek. Co ciekawe, postanowił przyjść nań w dresie Legii Warszawa. Ubrany w klubowe barwy został także uwieczniony na zdjęciach, które obiegły już chyba cały internet.

Nie możemy oczywiście jasno stwierdzić, że Kapustka postąpił nierozważnie, że złamał przepisy i obostrzenia. Materiały, które trafiły do sieci są jedynie urywkami, na których podstawie nie można niemal nic powiedzieć. Mimo tego piłkarz powinien wykazać się jakąkolwiek oceną sytuacji i przynajmniej nie ubierać klubowego dresu. Tym bardziej, jeśli wiedział, gdzie zdjęcia czy filmiki nagrywane przez koleżanki trafią.

https://twitter.com/m_borzecki/status/1378440425955033088

https://twitter.com/przemekolszewik/status/1378440433945223171

Raiola wymyślił sprytny plan. Kazał czekać ojcu Haalanda pół godziny w toalecie

Nadal niepewna jest przyszłość Erlinga Haalanda. Mino Raiola wraz z ojcem piłkarza byli kilka dni temu obecni w Barcelonie. To wywołało masę spekulacji dotyczących dalszych losów Norwega.

W tym sezonie Haaland łącznie strzelił już 33 bramki dla Borussii Dortmund. Jednocześnie dyspozycja jego kolegów z drużyny pozostawia wiele do życzenia. Z tego powodu Norweg chciałby ponoć opuścić Signal Iduna Park. Temat podłapały największe kluby w Europie, które rozpoczęły rozmowy z przedstawicielami zawodnika.

Sprytny plan

Kilka dni temu w Katalonii pojawił się Mino Raiola, reprezentujący interesy 20-letniego snajpera. Wraz z agentem do Hiszpanii przyleciał jego ojciec, Alf-Inge Haaland. Spotkali się oni z Joanem Laportą i podjęli temat transferu zawodnika. Oprócz niego rozmawiali także o innym podopiecznym Raioli.

Zamieszanie związane z przyszłością Norwega towarzysz medialnemu zgiełkowi. Dziennikarze zebrali się na lotnisku w Barcelonie na lotnisku, gdzie wylądować mieli agent Haalanda wraz z jego ojcem. Jordi Galvany, fotograł RAC1 wyznał, że widział jak Raiola pierwszy opuszcza lotnisko El Prat. Zdaniem reporterów agent wymyślił plan, aby pozwolić Alfowi-Inge spokojnie wyjść przez bramy.

Ojciec Haalanda miał… spędził pół godziny w toalecie. Wszystko po to, żeby dziennikarze rozeszli się po zauważeniu Raioli samemu opuszczającego obiekt. Niestety pomysł nie wypalił, a reporterzy okazali się o wiele wytrwalsi, niż się zdawało. Zaczekali oni na ojca 20-letniego gwiazdora i uwiecznili go na zdjęciach, kiedy wsiadał do podstawionego samochodu.

Wielkie plany FC Barcelony. Joan Laporta rozmawiał z agentem Haalanda i de Ligta

FC Barcelona ma duże ambicje. Nowy prezes, Joan Laporta spotkał się ostatnio z ojcem Erlinga Haalanda, Alfem-Inge oraz jego agentem, Mino Raiolą. Temat rozmów nie był jednak sam Norweg. Dyskutowano również o Matthijsie de Ligtcie.

Erling Haaland stanowi aktualnie najgorętsze nazwisko na rynku transferowym. O utalentowanego napastnika zabiega chyba każdy klub na świecie. Sprawa ostatnio nieco się ułatwiła. Według doniesień prasy Norweg jest już sfrustrowany grą i wynikami Borussii Dortmund. Od pewnego czasu jego ojciec wraz z agentem rozmawiają z przedstawicielami największych europejskich drużyn.

Katalońskie zakusy

Wśród zainteresowanych 20-latkiem jest FC Barcelona. Joan Laporta chciałby ściągnąć do klubu klasową „9”. Martin Braithwite spełnia się w tej roli jako rezerwowy, a ani Griezmann, ani Dembele czy Leo Messi nie są typowymi napastnikami.

Dodatkowo Haaland nie jest już melodią przyszłości. Przebojem wdarł się do ścisłej czołówki napastników. Jego ściągnięcie oznaczałoby długo trwają współpracę, na co liczy nowy prezes Dumy Katalonii.

Dwa nazwiska

Właśnie w kwestii Norwega z jego przedstawicielami spotkali się działacze Barcelony. Na spotkaniu podjęto temat jego ewentualnego transferu, jednak nie tylko o nim rozmawiano. Mino Raiola reprezentuje także interesy innego utalentowanego zawodnika, a więc Matthijsa de Ligta.

Holendra w składzie Barcy widzi jego rodak, Ronald Koeman. Panowie współpracowali ze sobą już w przeszłości, kiedy szkoleniowiec był selekcjonerem swojej rodzimej kadry. Jego kontrakt z Juventusem obowiązuje do 2024 roku, dlatego cena za stopera może sięgać nawet 100 milionów euro. Dość powiedzieć, że de Ligt trafił do Turynu za 75 mln, mając zaledwie 19 lat.

Grzegorz Lato uważa, że kiedyś to było lepiej. Bo byli polscy trenerzy w kadrze

Dariusz Ostafiński z ramienia „Polsat Sport” przeprowadził wywiad z Grzegorzem Lato. Legenda polskiej piłki i były prezes PZPN rzucił bardzo odważną tezę w tamtejszej rozmowie. Stwierdził, że, co tu dużo mówić, KIEDYŚ TO BYŁO.

Lato wypowiedział się na wiele istotnych tematów. W rozmowie z Ostafińskim nie ma pustych frazesów, populizmów czy oklepanych formułek. Między innymi poruszono temat VARu w eliminacjach do mundialu oraz powołań dla Kamila Grosickiego. To była jednak cisza przed burzą.

Kiedyś to było

Kiedy rzucono temat zmiany na stanowisku selekcjonera w reprezentacji Polski Lato zaczął dość bezpiecznie i rozważnie. Stwierdził, że moment na taki ruch był źle wybrany. Taka decyzja mogłaby zapaść na przykład w czerwcu po Euro, lub wcześniej, przed eliminacjami.

To był tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwa jazda bez trzymanki miała się dopiero zacząć.

– Wszyscy płakali, że Brzęczek słaby zapominając, że na Euro awansował, czyli zadanie wykonał. Potem odmładzał skład, próbował zawodników w Lidze Narodów i to się odbiło na wynikach, ale żeby od razu zmieniać – zaznaczył Lato.

– Po tych meczach Ligi Narodów głośno mówiło się, że jesteśmy za słabi na mocnych. Opinia publiczna nie mogła się z tym pogodzić, prezes Zbigniew Boniek chyba też nie – dodał.

– Ja uważam, że mieliśmy dobre wyniki, jak byli polscy trenerzy. Dawniej to byli Górski, Gmoch i Piechniczek. Ostatnio Engel, Janas czy Nawałka. Jak już Brzęczek miał odejść, to trzeba było wziąć w zamian Polaka. Nie wiem, dlaczego uparliśmy się na zagranicznego – podsumował.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.