Roman Abramowicz przeprosił kibiców za dołączenie do Superligi. „Bardzo żałujemy”

Roman Abramowicz wyznał, że żałuje dołączenia do Superligi. Właściciel Chelsea wystosował specjalny list, w którym pisze także, że błędem było niepoinformowanie o wszystkim kibiców. 

Do Superligi początkowo dołączyło pełne „Big Six” Premier League, a więc Tottenham, Arsenal, oba Manchestery, Liveropool i właśnie Chelsea. „The Blues” jako pierwsi zdecydowali się także porzucić projekt. W ich ślady poszli następnie „Obywatele”, a później cała reszta.

Przeproszenie dla fanów

Kibice Chelsea dwa dni po powstaniu Superligi zebrali się pod Stamford Bridge i tłumnie protestowali przeciwko dołączeniu ich klubu do projektu. Ich głosy wysłuchano i Roman Abramowicz finalnie porzucił pomysł Florentino Pereza.

Teraz właściciel „The Blues” wystosował specjalny list. Przeprasza w nich kibiców oraz tłumaczy swoją decyzję.

– Jako klub jesteśmy otwarci na otwarty i regularny dialog z naszymi kibicami i udziałowcami, ale tym razem ze względu na restrykcje czasowe i poufność niestety do tego nie doszło – czytamy.

– Kiedy narosły wątpliwości po oficjalnym ogłoszeniu, postanowiliśmy zrobić krok w tył i posłuchać kibiców. Po rozmowach, mając na względu bardzo mocne opinie przeciw tej propozycji, na nowo oceniliśmy naszą pierwotną decyzję i uznaliśmy, że nie chcemy być częścią tej ligi – napisano dalej.

– Zdajemy sobie sprawę, że powinniśmy wcześniej poinformować o zamierzeniu dołączeniu do grupy. Właściciel i zarząd rozumieją, że nie powinniśmy podejmować takiej decyzji. I bardzo jej żałujemy – dodał Arbamowicz.

Media zachwycone Gumnym. Gikiewicz wkurzony po porażce. „Zostawiliśmy jaja w szatni”

Choć Augsburg przegrał z FC Koeln w piątek, to Robert Gumny ma za sobą udane zawody. 22-latek strzelił swojego pierwszego gola w Bundeslidze i zebrał dobre recenzje za swój występ. Dla drugiego z Polaków w drużynie Heiko Herrlicha spotkanie z „Kozłami” było jednak dużo mniej udane. W rozmowie z mediami Rafał Gikiewicz nie krył swojego niezadowolenia, zresztą nie pierwszy raz w tym sezonie.

Przeciwko Augsburgowi świetnie zaprezentował się Ondrej Duda. Dobrze znany szczególnie kibicom Legii pomocnik ustrzelił dublet jeszcze w pierwszej połowie. Przez dekoncentrację reszty drużyny w drugiej części meczu goście musieli do końca drżeć o wynik. Augsburg jednak tylko postraszył rywali i nie doprowadził nawet do remisu.

Gumny w gazie

Dla Roberta Gumnego może być to przełomowy występ. Polak swoim wejściem ożywił nieco kolegów. Bramkę kontaktową strzelił już w 54. minucie, a na boisku pojawił się w końcówce pierwszej połowy.

Oceny, jakie otrzymał 22-latek również potwierdzają klasę, jaką pokazał. Oprócz jednego trafienia mógł nawet dopisać drugie. Zabrakło niestety trochę celności.

– Zaczął przekonywać do siebie już w ostatnich kolejkach. Udaną serię kontynuował przeciwko Koeln. Nagrodą za dobre mecze był gol, a przecież niewiele brakowało, by strzelił też drugiego. Był to bardzo jasny punkt zespołu w drugiej połowie – podsumował występ Gumnego portal „Augsburger Allgemeine”, który ocenił go na „trójkę” (gdzie 1 to klasa światowa, zaś 6 – występ poniżej krytyki).

Wkurzony „Giki”

Nieco gorszy mecz ma za sobą Rafał Gikiewicz. Trudno go oczywiście winić za stracone gole, jednak to on stał w bramce Augsburga. Po spotkaniu nie przebierał w słowach i dobitnie podsumował grę swoich kolegów.

– Zostawiliśmy jaja w szatni w pierwszych 45 minutach tego spotkania. W drugiej połowie się przebudziliśmy, ale trudno z tego spotkania wyciągnąć coś pozytywnego – stwierdził dobitnie w rozmowie z dziennikarzami.

Wspomniany już „Augsburger Allgemeine” ocenił 33-latka na „3,5”. W podsumowaniu podkreślono jego klasę i zaznaczono, że nie zawinił przy ani jednej bramce dla Koeln.

– Tak ambitny i świetny bramkarz nie zrozumie takiego wieczoru. Pierwsza połowa musiała być w wykonaniu jego kolegów bardzo zaskakująca. Nie mógł nic zrobić przy golach, kilka razy zresztą uratował zespół – uzasadniono.

Wielki dzień Roberta Gumnego. Strzelił pierwszą bramkę w Bundeslidze [WIDEO]

Robert Gumny zdecydowanie ma powody do radości. Polak wszedł na boisko w meczu z FC Koeln w 42. minucie, natomiast po zmianie stron strzelił bramkę kontaktową dla Augsburga. Dla 22-latka był to pierwszy gol w Bundeslidze.

Na WWK Arena w Augsburgu popisał dawał w pierwszej połowie Ondrej Duda. Były piłkarz Legii zanotował dublet i poprowadził drużynę do wyraźnego prowadzenie (3-0 po pierwszej połowie).

Przed końcem pierwszych 45 minut na murawie pojawił się Robert Gumny. Chwilę po zmianie stron Polak świętował zdobycie swojej pierwszej bramki w Bundeslidze!

Arkadiusz Milik z kolejnym trafieniem! Dał drużynie prowadzenie przed przerwą [WIDEO]

Arkadiusz Milik znowu strzela we Francji! Polak zdobył bramkę w meczu Marsylii z Reims i tuż przed końcem pierwszej połowy wyprowadził drużynę na prowadzenie.

Choć Marsylia straciła bramkę w 38. minucie spotkania, to piłkarze Sampaoliego się nie poddali. Po trzech minutach bramkę wyrównującą zdobył Dimitri Payet, zaś chwilę później dołożył asystę przy trafieniu Arkadiusza Milika.

Wideo możecie zobaczyć poniżej:

Bayern szuka letnich wzmocnień. Piłkarz PSG na celowniku

Bayern Monachium może niebawem dokonać pierwszego letniego wzmocnienia. Według „Sport1.de” mistrzowie Niemiec zastanawiają się nad zakontraktowaniem Juliana Draxlera. Pomocnikowi 30 czerwca wygaśnie kontrakt z PSG.

Zbliżamy się do zakończenia sezonu, a co za tym idzie – do rozpoczęcia transferowej gorączki. Wielu zawodnikom najbliższego lata kończą się umowy z ich obecnymi klubami. Niektórzy rozważają nieprzedłużanie kontraktów i chcą zmienić swojego pracodawcę.

Do tego grona zalicza się także Julian Draxler. Niemiecki pomocnik prawdopodobnie po sezonie opuści PSG, w którym gra od niemal czterech lat.

Powrót do ojczyzny?

W kontekście 27-latka mówi się o ponownej grze w rodzimej Bundeslidze. Florian Plettenberg z portalu „Sport1.de” informuje, że zawodnik nie chce przedłużać swojego kontraktu z paryżanami. Według dziennikarza zainteresowanie Draxlerem wykazuje między innymi Bayern Monachium.

Po ewentualnym sfinalizowaniu takiego transferu pomocnik zagrałby w Bundeslidze pierwszy raz od 3,5 roku. Ostatnim jego klubem w Niemczech był VFL Wolfsburg, do którego trafił z Schalke.

W ciągu całego swojego pobytu w stolicy Francji Draxler zanotował 168 występów. Łącznie strzelił w nich 24 bramki, a także dołożył 38 asyst.

Real Madryt i FC Barcelona ze specjalnym traktowaniem? W Superlidze mieli zarabiać więcej od reszty

Wyciekają kolejne szczegóły odnośnie podziałów w Superlidze. Okazuje się, że Real Madryt i FC Barcelona otrzymali większe kontrakty za dołączenie do nowych rozgrywek. W stosunku do pozostałych ekip tworzących SL na ich konto mogłoby wpływać nawet o 60 mln więcej niż reszty.

Choć Superliga upadła na krótko po jej oficjalnym ogłoszeniu, to jej temat wciąż jest wałkowany przez media. Florentino Perez także nie daje projektowi umrzeć. Według prezesa „Królewskich” nowe rozgrywki jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa.

Podziały

Mimo iż nadal nie wiadomo, jak potoczy się sytuacja Superligi, to wiemy, jaki był jej cel. Z relacji Pereza wynikało, że za priorytet obrano sobie „uratowanie” futbolu.

„Kicker” opublikował ostatnio wykaz zadłużeń poszczególnych klubów z topu Europy. Pieniądze zarobione na udziale w Superlidze rzeczywiście stanowiły dla nich ostatnią deską ratunku.

Okazuje się jednak, że w nowych rozgrywkach istniał podział na równych i równiejszych. Tancredi Palmeri, znany włoski dziennikarz podał, że Real Madryt oraz FC Barcelona mieli otrzymywać za dołączenie do projektu o 60 mln więcej niż reszta klubów-założycieli.

Szymon Marciniak wyjaśnił powód nieobecności na Euro 2020. Poważna choroba arbitra

Kilka dni temu Polskę obiegła informacja o nieobecności Szymona Marciniaka podczas nadchodzących mistrzostw Europy. Jeden z najbardziej uznanych sędziów w naszym kraju wyjaśnił, że wystąpiła u niego bardzo poważna choroba.

Choć wiele osób było zaskoczonych nieobecnością nazwiska „Marciniak” na liście arbitrów jadących na Euro 2020 sam zainteresowany wiedział o tym od dawna. W rozmowie z „Interią” wyjaśnił, czemu tak się to potoczyło. Zdradził także dokładną przyczynę „pominięcia go” przez UEFA.

Trzech Polaków

Komisja Sędziowska wybrała w sumie 18 sędziów, którzy poprowadzą mecze na mistrzostwach Europy. Mimo braku Marciniaka na turnieju pojawią trzy polskie nazwiska wśród arbitrów. Mowa o: Pawle Gilu (sędzia VAR) oraz o Marcinie Bońku i Bartoszu Frankowskim (sędziowie pomocniczy).

Nieobecność Marciniaka wywołała delikatny szok. Wcześniej polski sędzia prowadził mecze na imprezach międzynarodowych. W CV ma udział w mistrzostw Europy 2016 oraz na mundialu 2018 w Rosji.

Problemy zdrowotne

W rozmowie z „Interią” Szymona Marciniaka zapytano o powody braku powołania od Komisji Sędziowskiej UEFA. Arbiter wyjaśnił, że o takiej decyzji wiedział od dawna. Podyktowały ją problemy zdrowotne 40-latka.

– Od razu poinformuję więc tych, którzy już chcieliby pogrzebać Marciniaka i świętują jego koniec: za wcześnie na to. O tym, że nie znajdę się na liście, wiedziałem od dawna. Decyzja została podjęta na początku kwietnia po moich kolejnych badaniach – zaznaczył.

– W kwietniu była możliwość, abym sędziował jeden z ćwierćfinałów europejskich pucharów, ale nie dostałem meczu. I wtedy zrozumiałem, że stracę Euro. Na drodze stanęły mi problemy zdrowotne. Przechorowałem COVID-19. […] Zachorowałem na tachykardię, która zaburza rytm pracy serca. […] To nie jest coś, co można wyleczyć w tydzień tak jak przeziębienie – wyjawił Marciniak.

– Będę brutalnie szczery: różnica intensywności pracy w Ekstraklasie, a na Euro, jest ogromna. Dlatego nikt w UEFA nie chciał podejmować ryzyka i wysyłać mnie na turniej albo mecze play-off Ligi Mistrzów. Rozumiem to i nie mam pretensji. Wiem, że w życiu są ważniejsze rzeczy niż praca i sędziowanie, choć muszę przyznać, że dwa ostatnie lata są dla mnie bardzo ciężkie – dodał.

Oficjalnie. Wiadomo, gdzie zagrają Polacy na Euro. Miasta dzieli 4500 kilometrów…

Ani Dublin, ani Bilbao. Reprezentacja Polski będzie rozgrywać swoje mecze na Euro 2020 w Sewilli i Sankt Petersburgu. Miasta dzieli od siebie 4500 kilometrów.

Od dłuższego czasu nie było wiadomo, gdzie „Biało-Czerwoni” zmierzą się ze swoimi rywalami podczas nadchodzących mistrzostw Europy. W piątek Zbigniew Boniek przekazał jednak oficjalną informację.

Było 2000 kilometrów, jest 4500 kilometrów

Początkowo arenami zmagań reprezentacji Polski miały być Aviva Stadium w Dublinie oraz San Mames w Bilbao. Ostatecznie jednak przez różnego rodzaju turbulencje musiało dojść do zmiany stadionów.

W ten sposób Polacy pierwsze spotkanie na Euro ze Słowacją rozegrają w Sankt Petersburgu. Stamtąd skierują się natomiast do Sewilli, aby zmierzyć się z Hiszpanami. Następnie natomiast będą musieli wrócić do Rosji na mecz ze Szwecją, kończący fazę grupową.

https://twitter.com/BoniekZibi/status/1385518978743902208

Pierwotny układ miast-gospodarzy ułożył się dla nas nieźle. Dublin i Bilbao dzieli od siebie 2000 kilometrów. W porównaniu do odległości między Sewillą a Sankt Petersburgiem jest to już aż 4500 kilometrów.

https://twitter.com/BorekMati/status/1385525360679432197

Drugie życie Lingarda. Piękne słowa 28-latka. „Teraz czuję się niesamowicie”

Jesse Lingard po wypożyczeniu do West Hamu stał się gwiazdą Premier League. Anglik od opuszczenia Old Trafford wygląda jak zupełnie inny piłkarz. Jak sam przyznaje – wcześniej zmagał się z problemami z mentalnością. 

28-latek niedawno był jedynie pobocznym zawodnikiem w Manchesterze United. Od przejścia do West Hamu jego kariera nabrała jednak niesamowitego rozpędu. Ofensywny pomocnik w dziesięciu meczach strzelił dziewięć bramek i zanotował cztery asysty. Wcześniej w barwach „Czerwonych Diabłów” nie rozegrał nawet minuty.

Chciał rzucić piłkę

Jesse Lingard przyznał ostatnio, że ma za sobą tragiczny okres. Ole Gunnar Solskjaer nie miał do niego zaufania, co z kolei pogłębiało jego problemy mentalne. 28-latek zdradził również, że rozważał nawet zakończenie kariery piłkarskiej.

– Nie chciałem grać. Myślami byłem gdzie indziej i zupełnie nie koncentrowałem się na piłce. To miało wpływ na moją formę. W trakcie pandemii oglądałem swoje mecze z czasów mistrzostw świata i mówiłem sobie: „Tak, to prawdziwy Jesse Lingard” – przyznał piłkarz West Hamu.

– Otworzyłem się przed działaczami Manchesteru i klub starał się mi pomóc. Łatwo mogłem się poddać, szczególnie w trakcie pandemii, ale się zawziąłem i chciałem być szybszy, lepiej przygotowany niż inni. Ale nie było mi łatwo. Brat ze mną mieszka. Raz nagrał film, na którym po prostu gapię się w powietrze przez kilka minut. Zastanawiałem się, co się dzieje. Ale nawet brat nie wiedział, z czym się wtedy zmagałem – dodał.

Lingard w West Hamie otrzymał drugie życie. W porównaniu do pobytu w Manchesterze wygląda teraz jak zupełnie inny piłkarz. Przekłada się to także bezpośrednio na formę „Młotów”. Ekipa Davida Moyesa okupuje 5. miejsce Premier League i walczy o grę w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie.

– Czuję, że ja i mama nauczyliśmy się, że kiedy się otwierasz, czujesz się jak motyl: opuszczasz kokon i możesz rozłożyć skrzydła, latać. Teraz czuję się niesamowicie. Problemy mam za sobą i mogę skupić się wyłącznie na piłce – podsumował Lingard.

Tomaszewski wskazał największy błąd Sousy. „Przegraliśmy tym pierwsze miejsce w grupie”

Do pierwszego meczu reprezentacji Polski na Euro pozostały niecałe dwa miesiące. Do tej pory „Biało-Czerwoni” pod wodzą Paulo Sousy rozegrali trzy spotkania. Jan Tomaszewski w rozmowie z „Super Expressem” skrytykował Portugalczyka za niezrozumiałe decyzje personalne dokonane w poprzednich starciach.

Polacy w pierwszym meczu eliminacji mistrzostw świata 2022 zremisowali z Węgrami (3-3). W drugim meczu pokonali Andorę (3-0), zaś w ostatnim przegrali z Anglią na Wembley (1-2). Tomaszewski ma do selekcjonera jeden problem, który rzutuje na jego dotychczasową pracę z kadrą.

Za dużo rotacji

Według byłego bramkarza Sousa dokonywał w marcowych meczach zbyt wielu zmian personalnych. 73-latkowi nie podoba się to, że nie wiadomo, kim chcemy grać na nadchodzącym Euro.

– My w tej chwili szukamy podstawowej jedenastki na Euro, a potem na mistrzostwa świata. Nie ma tej jedenastki. Byłem i jestem za Sousą, taktyka jest OK, ale bez sensu jest dobór zawodników. W pierwszych trzech meczach było pomieszanie z poplątaniem – stwierdził Tomaszewski w rozmowie z Przemysławem Ofiarą.

– Ja po prostu żądam, żeby to poukładał! Co on ma tutaj do układania? Na Boga! Niech się zdecyduje, jak mamy grać i kim. Niedawno wpadł na szatański pomysł, żeby dwoma dziewiątkami grać na Anglików! W rezultacie w środku pola rywale grali z nami w dziada. A wystawienie Roberta w pomocy w meczu z Andorą było samobójstwem. Jestem przekonany, że Bayern ma o to ogromne pretensje do Sousy – dodał.

Tomaszewski uważa, że pierwsze miejsce w naszej grupie eliminacyjnej już nam uciekło. Były bramkarz sądzi, że Polakom pozostała jedynie walka o baraże.

– Sousa wynajdywał zawodników – w jednym meczu grali, w drugim siedzieli na trybunach, w trzecim grają z Anglikami… Praktycznie przegraliśmy tym pierwsze miejsce w grupie! Pozostają nam tylko baraże. Tu już nie można popełnić błędu – podsumował na łamach „Super Expressu”.

Brytyjczycy chcą stworzyć własną Superligę! Wielka rewolucja w Anglii?

Brytyjczycy szykują własną Superligę! „The Sun” podaje, że Premier League może zostać zmniejszona do 18 drużyn, zaś do rozgrywek dołączą dwa szkockie zespoły. 

Do upadku Superligi bezpośrednio przyczyniły się angielskie kluby. Stanowiły one połowę drużyn założycielskich. Kiedy wycofały się z projektu, rozgrywki były skazane na niepowodzenie.

Z tego powodu UEFA zamierza także wynagrodzić Anglików. Wembley ma otrzymać możliwość zorganizowania większej ilości meczów podczas Euro 2020. O tym więcej pisaliśmy jednak tutaj:

UEFA zamierza nagrodzić Anglików za walkę z Superligą. Wembley zostanie wyróżnione

Brytyjska Superliga

Pomysł Florentino Pereza może się okazać kamyczkiem, który poruszył lawinę zmian. Po niepowodzeniu jego projektu Brytyjczycy wpadli na pomysł stworzenia własnej Superligi.

„The Sun” podało, że znowu odżył pomysł dołączenia do Premier League Celticu Glasgow oraz Rangersów. Dwie najlepsze szkockie ekipy miałyby połączyć siły z klubami angielskiej ekstraklasy i stworzyć zupełnie nowe rozgrywki w Wielkiej Brytanii.

Jak jednak dokładnie miałoby wyglądać to przedsięwzięcie? „The Sun” dodaje, że liga zostanie zmniejszona do 18 drużyn. Najlepsze cztery ekipy na koniec rozgrywek staną naprzeciwko siebie w fazie play-off.

Pomysł jest o tyle realny, że nie raz dyskutowano w Anglii na temat dołączenia „Old Firms” do Premier League. Teraz jednak nabiera on zupełnie innych kształtów, zaś po zamieszaniu z Superligą Pereza wydaje się to możliwe do zrealizowania.

UEFA zamierza nagrodzić Anglików za walkę z Superligą. Wembley zostanie wyróżnione

UEFA zamierza wynagrodzić angielską federację piłkarską! Według „The Telegraph” Wembley otrzyma prawo do organizacji większej liczby meczów podczas Euro 2020. Wszystko przez „kluczową rolę” w rozwiązaniu Superligi.

Ostatnie dni były rollercoasterem. 12 klubów wypowiedziało UEFIE wojnę, jednak jak szybko ona wybuchła – tak samo szybko została przez organizację wygrana. Spora w tym zasługa angielskiego „Big Six”, a więc Chelsea, Manchesteru United i City, Liverpoolu, Tottenhamu oraz Arsenalu. Teraz stadion tych ostatnich ma otrzymać „nagrodę”.

Specjalne wyróżnienie

Jak twierdzi „The Telegraph” Wembley w ramach podziękowania Anglikom za pomoc w walce z Superligą otrzyma więcej meczów podczas Euro 2020. UEFA chciałaby w ten sposób uhonorować „Synów Albionu”.

„Big Six” z Premier League było jednymi z pierwszych drużyn, które wycofały się z udziału w projekcie Florentino Pereza. Przy ich nieobecności reszta ekip także się złamała. Angielskie kluby stanowiły bowiem połowę z dwunastu drużyn założycielskich Superligi.

 

Absurdalny gol w Danii. Sędzia stał obok i nie zauważył, że piłka wyszła za linię [WIDEO]

Błędy sędziów podczas meczów piłkarski są na porządku dziennym. Dla niektórych stanowią one także część sportu, jednak w dobie VAR-u trudno sobie wyobrazić arbitrów, którzy popełniają rażące przeoczenia. A wciąż się tacy znajdują.

W ostatnim meczu Broendby FK pokonało Nordsjaeland (3-0), aczkolwiek to nie wynik był najważniejszy. Przy jednym z goli dla gości sędzia liniowy popełnił karygodny błąd.

Piłka wyraźnie opuściła boisko, przekraczając linię boczną. Co gorsza, liniowy był tuż obok całego zajścia i widać, jak spogląda na piłkę.

 

Szarmach zapytany o Lewandowskiego. „W polskie lidze pewnie by tyle nie strzelał”

Andrzej Szarmach, legendarny polski piłkarz rozmawiał ostatnio z „Przeglądem Sportowym”. Na jego łamach wyznał, co sądzi o Robercie Lewandowskim. 70-latek jest pełen uznania dla umiejętności młodszego kolegi po fachu, jednak ma świadomość, że tyle goli, ile strzela w Bayernie, nie zdobyłby grając w słabszym klubie.

„Diabeł” przed laty imponował swoją grą polskim kibicom. Lwią część swojej kariery były piłkarz spędził w Ekstraklasie, jednak później wyjechał do Francji. W Ligue 1 reprezentował barwy AJ Auxerre czy Guingamp.

„To robi wielkie wrażenie”, ale…

Robert Lewandowski mimo kolejnych lat na karku zdaje się być lepszy z sezonu na sezon. Szarmach przyznaje, że kapitan „Biało-Czerwonych” imponuje mu przede wszystkim swoją skutecznością.

– Posługujemy się efektownymi określeniami, lubimy wielkie porównania, ale ja wolę mówić, że jest jednym z najlepszych. Zgodzę się, że jako napastnik wykazuje się niesamowitą skutecznością i to robi wielkie wrażenie – chwalił „Lewego” 70-latek na łamach „Przeglądu Sportowego”.

Choć dorobek strzelecki Lewandowskiego jest niesamowity to Szarmach uważa, że duża w tym zasługa jego otoczenia. Zdaniem „Diabła” 32-latek nie byłby w stanie strzelić tylu bramek, gdyby grał na przykład w polskiej lidze.

– Ma imponujące liczby i gra w wielkim klubie. W Bayernie zapracował sobie na taką pozycję, że cała gra ustawiona jest pod niego. Paradoksalnie w innym, słabszym klubie tylu goli by nie strzelał. Nawet w polskiej lidze pewnie by tyle nie strzelał… Wszystko w jego piłkarskim życiu ułożyło się idealnie, miał dużo szczęścia, w kluczowych momentach trafiał na właściwych ludzi, trenerów, kolegów z drużyny. Niczego mu nie ujmuję, bo w każdą rzecz włożył mnóstwo wysiłku – uważa były napastnik.

Szarmach z Polski wyjechał późno, bo dopiero w wieku 30 lat. Jak sam przyznaje – żałuje, że dopiero wtedy do tego doszło. Takie były jednak ówczesne realia i ma on tego świadomość.

– W Ligue 1 pierwszy raz zagrałem mając 30 lat… Takie niestety były czasy, najlepsze piłkarskie lata trzeba było przymusowo spędzić w polskiej lidze, a za granicę wyjeżdżało się właściwie na emeryturę. I tego teraz zazdroszczę nie tylko Robertowi Lewandowskiemu, lecz wielu innym Polakom, którzy za młodu wyjeżdżają grać w zagranicznym klubie – podsumował 70-latek.

Gerard Pique wbija szpilkę Superlidze. „Niszczysz cały system, żeby to osiągnąć”

Superliga spowodowała ogromny rozłam w świecie piłki. W ostatnich dniach było o niej niesamowicie głośno. Swoje obawy w związku z nowym tworem zdradził Gerard Pique. Stoper w rozmowie z telewizją „Movistar” nakreślił swoją czarną wizję w związku z tymi rozgrywkami.

Choć w Superlidze został już teoretycznie sam Real Madryt, to Florentino Perez nie zamierza z niego rezygnować. Początkowe bojowe nastawienie prezesa „Królewskich” jednak nieco zanikło.

„Do tego to zmierza”

Fala licznej krytyki dała natomiast do myślenia innymi buntowniczym klubom. Do tej pory buntownicza dwunastka już się rozpadła, a kibice świętują zwycięstwo UEFY. Pique wie jednak, że to jeszcze nie koniec. Stoper Barcelony wyraził swoje obawy w związku z Superligą na łamach telewizji „Movistar” w rozmowie z Jorge Valdano.

– Jeśli spojrzę na to z punktu widzenia zawodnika, nie sądzę, żeby to było pozytywne długoterminowo dla świata piłkarskiego. Grać będą ze sobą wielkie marki, nawet jeśli jest pięć klubów zaproszonych. Mówią, że drużyny zostaną w ligach. Kiedy Liga Mistrzów zarabia 3,5 miliarda euro, mówią, że Superliga zarobi trzy razy tyle. Nie przekazali mi rachunków. Jeśli porozmawiasz z ekspertami ds. praw telewizyjnych, powiedzą ci, że nie ma takiej możliwości – stwierdził 34-latek.

Jednocześnie Pique opowiedział o swoich obawach w związku z powstaniem nowych rozgrywek. Hiszpan boi się, że po powstaniu Superligi mocno oberwałyby mniejsze kluby. Tak utytułowane drużyny jak Napoli czy Valencia mogłyby po prostu stracić na znaczeniu i nie zyskać już szansy na ponowne zaistnienie.

– Przyjdzie moment, że będą straty i postanowią ustawić mecze w weekendy. I nie będziemy wiedzieć dlaczego, ale znajdą dla nas model rozgrywek środa-sobota. Taka jest moja wizja. Że zatrzymają przychody lig. Rynek zostałby zredukowany do dużych marek. Niszczysz cały system, żeby to osiągnąć. Czy tego chcemy dla futbolu? Żeby Sevilla, Valencia, Everton, Leicester, Napoli zniknęły? Do tego to zmierza – przyznał Pique.

Ratunek

Piłkarz nie jest jednak zły na Barcelonę, która początkowo przystąpiła do buntu przeciw UEFIE. Stoper ma świadomość słabej kondycji finansowej swojego klubu i wie, że był to dla nich ratunek.

– Gdybym miał postawić się na miejscu prezydenta Barcelony, to myślę, że Laporta odziedziczył po poprzednim zarządzie bardzo złą sytuację finansową. Podejmie najlepszą możliwą decyzję dla klubu. W tym momencie Barca jest założycielem Superligi. Uważam, że znaczącym powodem takiej decyzji jest sytuacja ekonomiczna klubu, nie wiem, czy jedynym – podsumował.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.