Pep Guardiola odgryzł się dziennikarzom. „Może zagram dziewięcioma napastnikami?”

Pep Guardiola bardzo mocno odpowiadał na pytania dziennikarzy po meczu z RB Lipsk (1-1) w Lidze Mistrzów. Hiszpanowi zarzucono przede wszystkim złe reagowanie na boiskowe wydarzenia. Przez całe 90 minut nie wykonał ani jednej zmiany w swoim zespole. 

W pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów Manchester City zaledwie zremisował z RB Lipsk (1-1). Pierwsza połowa przebiegała zdecydowanie pod dyktando angielskiego klubu, a przewagę zamieniono na bramkę. Po zmianie stron to jednak gospodarze coraz częściej dochodzili do głosu, aż wreszcie doprowadzili do wyrównania.

Sprzeczka

Winą za wynik obarczono głównie Pepa Guardiolę. Hiszpan przez cały mecz nie dokonał żadnej zmiany personalnej. Przez całe 90 minut na murawie w Lipsku w składzie „Obywateli” widzieliśmy ciągle tych samych zawodników. Na konferencji prasowej dziennikarze pytali szkoleniowca o powody takiej decyzji, mimo że miał do wykorzystania pięć roszad.

– Tak, mogę dokonać pięciu zmian, ale to ja jestem menedżerem i robię to, kiedy chcę. To nie znaczy, że jeśli mam pięć zmian, to muszę ich wszystkich dokonać. Jestem wystarczająco dobrym trenerem, by decydować, co muszę robić, albo czego nie muszę robić – odpowiedział Guardiola. 

– Może w rewanżu postanowię być szaleńcem i zagram dziewięcioma napastnikami? – dodał ironicznie.

Warto jednak zaznaczyć, że taki wynik nie jest dla Manchesteru City najgorszy. Pierwszy mecz odbył się w Niemczech, natomiast rewanż zostanie rozegrany na Etihad Stadium.

Szymon Jadczak przejechał się po reprezentantach Polski. „Takich tchórzy, to ja nie znam”

Szymon Jadczak przejechał się po reprezentantach Polski. W rozmowie z goal.pl bez ogródek wypowiedział się o postawie piłkarzy, gdy na jaw wyszła „afera premiowa”.

Dziennikarz „Wirtualnej Polski” współtworzył tekst, który ujawnił kulisy wspomnianego skandalu. Wraz z Dariuszem Faronem 5 grudnia przedstawili wiele informacji dotyczących premii, jakie polska reprezentacja miała otrzymać od Mateusza Morawieckiego.

Sprawa wywołała olbrzymie kontrowersje i przez długi czas nie dawała o sobie zapomnieć. Po części również z tego powodu zwolniono poprzedniego selekcjonera „Biało-Czerwonych”, którym był Czesław Michniewicza.

„Tchórze”

Od „afery premiowej” minęło już jednak sporo czasu. Obecnie reprezentacja buduje się na nowo pod okiem Fernando Santosa. Jadczak wrócił natomiast do tematu w rozmowie z goal.pl. Jak sam stwierdził – czuł satysfakcję, że jako pierwszy opowiedział o skandalu, jaki wydarzył się w szeregach drużyny narodowej.

– Ona mnie ucieszyła, bo to był mój news. Zażenowałaby mnie, gdybym nie wiedział, jacy są piłkarze – wspomina dziennikarz „Wirtualnej Polski”.

– Taką rzecz mogę zdradzić. Przed wybuchem tej afery i po jej wybuchy kontaktowałem się z kilkoma piłkarzami z kadry. Mogę tu oficjalnie powiedzieć procesowo i nieprocesowo. Takich tchórzy jak piłkarze polskiej kadry ja nie znam, a poznałem wielu różnych ludzi w Polsce, którzy zajmują się różnymi profesjami. Tchórzostwo w polskiej kadrze to jest coś, co mogłoby być jedną z głównych cech naszych zawodników. To często obraca się przeciwko nim. Tak było i tym razem – kontynuował.

Finalnie afera pozostawiła duży niesmak. W dużej mierze przyczyniła się również do zwolnienia Michniewicza. Według Jadczaka temat wygasiłby się dużo szybciej, gdyby zawodnicy wcześniej zabrali głos.

– Ta afera umarłaby na samym początku, gdyby piłkarze powiedzieli, że nie chcą żadnych pieniędzy od państwa polskiego. Gdyby mieli na tyle jaj, żeby powiedzieli: Ej, jesteśmy milionerami. Dajcie te pieniądze na telefon dla dzieci z problemami psychicznymi, bo mamy przecież rekordową liczbę samobójstw. Dajmy to na dożywianie głodnych dzieci na ścianie wschodniej. A nie będziecie dawać nam miliony. Wiadomość o premii wyszła o siódmej rano. Gdyby o dziesiątej rząd wspólnie z piłkarzami i PZPN powiedzieli przepraszamy, byłoby po sprawie – ocenił Jadczak. 

Piękne zachowanie sędziego. Nie ukarał piłkarza za ściągnięcie koszulki [WIDEO]

Wczoraj w lidze holenderskiej doszło do sytuacji, która może okazać się przełomowa. Piłkarz Ajaxu Amsterdam ściągnął koszulkę, za co NIE zobaczył żółtej kartki. Możliwe, że oznacza to wielką zmianę w piłce nożnej. 

Niedawno świat obiegła przykra informacja. W wyniku trzęsienia ziemi, które nawiedziło Turcję i Syrię zginął Christian Atsu, który występował w Hataysporze.

Piękny gest

Śmierć zaledwie 31-letniego piłkarza wywołała wielkie poruszenie na całym świecie. Wczoraj swojego gola zadedykował mu Mohamed Kudus. Zawodnik Ajaxu po swoim golu przeciwko Sparcie Rotterdam nie zdjął, co prawda koszulki, ale zaciągnął ją za głowę, ukazując napis „RIP Atsu”.

Takie sytuacje są zazwyczaj karane żółtą kartką. Wydawało się zatem, że mimo wszystko arbiter sięgnie do kieszeni po kartonik. Nic takiego się jednak nie stało. Mało tego, Pol van Boekel poparł całą inicjatywę.

PSG myśli o zatrudnieniu swojego byłego trenera. Sensacyjne doniesienia z Francji

PSG znajduje się w trudnej sytuacji. W obliczu ostatnich problemów, jakie nawiedziły mistrzów Francji, działacze mają rozważać zatrudnienie Thomasa Tuchela. Niemiec w przeszłości prowadził już paryżan. 

W bieżącym sezonie PSG spisywało się bardzo dobrze. Wydawało się, że nic nie zachwieje ich formą. Od nowego roku przeżywają jednak spory kryzys. Zanotowali już pięć porażek we wszystkich rozgrywkach, a na dodatek odpadli z Pucharu Francji. Możliwe, że odpadną także z Ligi Mistrzów, po tym, jak w pierwszym spotkaniu przegrali z Bayernem Monachium (0-1).

Na ratunek?

Dużą część krytyki za występy paryżan zbiera Christophe Galtier. Szkoleniowiec coraz częściej łączony jest z odejściem z klubu. Niedawno pojawiły się plotki, że jego potencjalnym następcą miałby zostać Jose Mourinho. To jednak niejedyny kandydat.

Olivier Tallaron z francuskiego oddziału „Canal+” twierdzi, że właściciele PSG myślą o ponownym zatrudnieniu Thomasa Tuchela. Niemiec obecnie pozostaje bezrobotny, ale w przeszłości niemal sięgnął z paryżanami po triumf w Lidze Mistrzów. Uległ jednak w finale Bayernowi Monachium.

Dziennikarz dodaje, że temat będzie na pewno poruszany za murami klubu. Najwięcej zależy jednak od najbliższego, rewanżowego spotkania z Bawarczykami w 1/8 LM. Mecz odbędzie się 8 marca.

Mocny atak w stronę Nagelsmanna. To on jest odpowiedzialny za konflikty w Bayernie?

Atmosfera w Bayernie Monachium gęstnieje z tygodnia na tydzień. Według Floriana Plettenberga nie najlepszy czas przeżywa Julian Nagelsmann. 

Choć Bayern prowadzi w tabeli Bundesligi, to jest notorycznie krytykowany za swoje występy. Jeszcze niedawno Bawarczycy byli chwaleni za wygraną z PSG (1-0), ale w sobotę ponownie zebrali negatywne opinie. Tym razem za porażkę z Borussią M’Gladbach (2-3).

Wewnętrzne konflikty?

Sporą winą za liczne wpadki i niekorzystne wyniki obarcza się Juliana Nagelsmanna. Szkoleniowiec mistrzów Niemiec obrywa jednak nie tylko za same sportowe aspekty. Florian Plettenberg twierdzi, że młody trener jest odpowiedzialny za liczne konflikty, które tworzą się w klubie. To on miał być odpowiedzialny między innymi za sprzedanie Roberta Lewandowskiego.

– W klubie spełniają wszystkie zachcianki Nagelsmanna: chcesz, to sprzedamy Lewandowskiego. Chcesz, to zwolnimy Tapalovicia – powiedział niemiecki dziennikarz w „Viaplay”.

Bayern wiązał spore plany z zatrudnieniem Nagelsmanna. Nie bez powodu podpisano z nim kontrakt do 2026 roku. Mimo to Plettenberg uważa, że już po zakończeniu bieżącego sezonu strony mogą usiąść do rozmów ws. przyszłości szkoleniowca.

– Trener potrzebuje tytułów i samo mistrzostwo na pewno nie wystarczy. Uważam, że Bayern będzie mistrzem, ale rozstrzygnie się to w końcówce sezonu. Ich przyszłość w Lidze Mistrzów także jest sprawą otwartą. PSG z Mbappe jest zupełnie inną drużyną. Bayern będzie miał z nim sporo problemów – twierdzi Plettenberg. 

– Wszystkie oczy są zwrócone na Nagelsmanna. Oczywiście ma wsparcie ze strony przełożonych, ale często sam sobie strzela gole samobójcze. Nagelsmann co trzy dni prowokuje aferki wokół drużyny. Teraz to sprawa z sędzią Welzem. Trzeba powiedzieć, że na ten moment nie reprezentuje Bayernu w sposób godny – podsumował.

Kluczowe miesiące dla Piotra Zielińskiego. Wyjaśnia się przyszłość Polaka

W najbliższych miesiącach może wyjaśnić się przyszłość Piotra Zielińskiego. Wkrótce powinno być wiadome, gdzie Polak będzie kontynuować swoją karierę. 

28-latek wraz z Napoli pewnie zmierza po mistrzostwo Włoch. Równolegle jednak rozgrywa się równie istotna dla pomocnika gra. Wciąż nie wiadomo, gdzie Zieliński będzie kontynuować swoją karierę.

Wiatr zmian

Już od dłuższego czasu spekuluje się, że reprezentant Polski może zmienić klubowe barwy. Jego kontrakt z Napoli obowiązuje jeszcze do połowy 2024 roku, ale plotki o jego odejściu pojawiają się coraz częściej. Główny wpływ na taką sytuację miały mieć wymagania finansowe, jakie przedstawił zawodnik swoim pracodawcom. Z tego powodu negocjacje na razie utknęły w miejscu.

Nicolo Schira, znany włoski dziennikarz twierdzi, że jeśli taka sytuacja utrzyma się dłużej, to odejście Zielińskiego stanie się pewne. Dodaje również, że 28-latkiem zainteresowane jest kilka klubów z Premier League. Co więcej, niektóre z nich miały już wysyłać do Napoli pytanie o jego status.

Zieliński w Napoli występuje do 2016 roku. Do tej pory zaliczył 311 występów, w których strzelił 46 goli i zanotował 41 asyst.

Lech Poznań odpowiada na tekst Wawrzynowskiego. Genialna reakcja klubu [WIDEO]

Lech Poznań odniósł się do głośnego tekstu Marka Wawrzynowskiego, który ukazał się na łamach „Przeglądu Sportowego”. Dziennikarz skrytykował w nim grę „Kolejorza” w pierwszym meczu 1/16 Ligi Konferencji Europy z Bodo/Glimt (0-0). 

Wczoraj wieczorem doszło do bardzo ważnego spotkania w ramach Ligi Konferencji. Lech Poznań grał z Bodo/Glimt na wyjeździe, a więc na bardzo trudnym terenie. Mistrzowie Polski wywalczyli cenny, bezbramkowy remis. Rewanż odbędzie się już na Bułgarskiej, zatem obecnie wszystko zależy od piłkarzy Johna van den Broma.

Wynik nie odpowiadał jednak każdemu. Mocno postawę Lecha skrytykował Marek Wawrzynowski. Na łamach „Przeglądu Sportowego” pojawił się jego komentarz do meczu z Bodo/Glimt, w którym wprost nazwał czwartkowe widowisko wstydem dla mistrza Polski. Więcej przeczytacie TUTAJ lub TUTAJ.

Odpowiedź

Cały artykuł wywołał masę kontrowersji. Odpowiedziało na niego wiele osób z branży, ale również piłkarze, jak Bartosz Salamon czy Grzegorz Krychowiak. Teraz aferę skomentował także sam Lech Poznań. Na twitterowym koncie klubu pojawił się wpis, bezpośrednio nawiązujący do tekstu Wawrzynowskiego.

Zidane przerwał ciszę! Francuz zapowiedział powrót do trenowania

Zinedine Zidane pozostaje bez pracy od ponad półtora roku. Po rezygnacji z prowadzenia Realu Madryt nie przejął żadnego innego klubu. Teraz ponownie odżywają plotki dotyczące następnego przystanku Francuza. 

Zidane jest gorącym nazwiskem na rynku trenerskim. Choć łączono go z wieloma klubami, to od rozstania z Realem Madryt nie pracował z żadnym innym klubem. Łącznie „Królewskich” prowadził dwukrotnie, wygrywając z nimi trzykrotnie Ligę Mistrzów czy dwa razy mistrzostwo Hiszpanii.

Znowu chętny!

„Zizou” był łączony przede wszystkim z przejęciem reprezentacji Francji. Po mistrzostwach świata w Katarze tamtejsza federacja przedłużyła jednak kontrakt Didiera Deschampsa i na razie nie zapowiada się na zmianę na stanowisku selekcjonerskim.

Wkrótce Zidane może jednak wrócić do trenowania. Sam zapowiedział, że jego „bezrobocie” nie potrwa już długo.

– Teraz mam sporo wolnego czasu, ale nie wiem, jak długo to potrwa. Wiem, że znowu chcę trenować jakąś drużynę – oznajmił podczas wydarzenia „Alpine F1”.

– Być może będę miał czas do czerwca, ale sprawy mogą potoczyć się bardzo szybko. Na pewno wznowienie pracy jako trener pozostaje moim pragnieniem – dodał.

Potężna krytyka w kierunku Piszczka. Były kadrowicz ostro o decyzji ws. pracy z kadrą

Marek Koźmiński w mocnych słowach wypowiedział się o sadze związanej z poszukiwaniem polskiego asystenta dla Fernando Santosa. Oberwało się między innymi Łukaszowi Piszczkowi, który na ostatniej prostej odmówił podjęcia współpracy. 

Fernando Santos, obejmując reprezentację Polski, otrzymał informację, że będzie pracować z polskim asystentem. Na takie stanowisko było dwóch konkretnych kandydatów w postaci Tomasza Kaczmarka i Łukasza Piszczka. Obaj odbyli rozmowy z Portugalczykiem i czekali na jego odpowiedź.

Dość szybko wykluczono Kaczmarka, zaś Santos miał być chętny na współpracę z Piszczkiem. Były reprezentant Polski na ostatniej prostej odrzucił jednak propozycję. Stwierdził, że woli skupić się na swojej obecnej pracy w Goczałkowicach.

Mocny przejazd

Całe to poszukiwanie asystentów przeciągnęło się znacząco w czasie. Niebawem minie równy miesiąc od zaprezentowania Santosa. Marek Koźmińsk uważa, że sprawa jest niepoważna. Za wszystko obarcza PZPN.

– Jest to niepoważne. Jeśli chodzi o kwestie organizacyjne to należy określić to brakiem profesjonalizmu. Nie potrafię inaczej tego nazwać. Kwestia wyboru asystenta jest kompletnie niedograna, a czas płynie i działa na naszą niekorzyść – grzmiał na tvpsport.pl.

Były kadrowicz wypowiedział się równie ostro o samym Piszczku. Wprost przyznał, co sądzi o jego postawie i zachowaniu w tej sytuacji.

– Albo chcesz być trenerem i chcesz pracować w tym zawodzie albo zachowujesz się jak dziecko w piaskownicy. Trochę w taki sposób odbieram jego zachowanie, bo można je porównać do dziecka, które bierze sobie zabawkę i bawi się nią kiedy ma na to ochotę. Łukasz dostał nawet jeszcze nie na starcie swojej przygody trenerskiej okazję życia. Pamiętajmy, że jeszcze nie jest trenerem, ponieważ wciąż czeka, żeby zaliczyć kurs. Jego decyzja jest dużą stratą dla obu stron. Świadczy ona o pewnej niedojrzałości zawodowej. Piszczek mówi, że ma czas i nie wiadomo co jeszcze, chociaż ma już prawie 40 lat. Szkoda, że nie zdecydował się na pracę z drużyną narodową, ale jego postawa jest bardzo niepoważna – stwierdził.

– Jeżeli nie będzie żadnego Polaka w roli chociażby dyrektora kadry albo asystenta w tej całej ekipie, wówczas ten projekt nie wypali – podsumował.

Mieszane oceny występu Lewandowskiego. „Stracił inspirację. Brakowało kontroli”

Robert Lewandowski w meczu z Manchesterem United (2-2) nie zdobył żadnego gola. O skuteczności Polaka wypowiadają się hiszpańskie media. Ich zdaniem zatracił on „inspirację”. 

FC Barcelona zremisowała wczoraj pierwszy mecz 1/16 Ligi Europy z Manchesterem United (2-2). Głównym architektem wyniku był Raphinha, który strzelił bramkę i zanotował asystę. Robert Lewandowski, choć swojego gola na zdobył, zaliczył udział przy drugim trafieniu dla Blaugrany, myląc Davida de Geę swoim ruchem.

Spadek formy?

Hiszpańskie media podsumowały występ Lewandowskiego, nazywając go „wojowniczym”. Podkreślają jednak, że widać u niego pewien spadek formy. Polak nie zdobył żadnej bramki od trzech meczów z rzędu.

– Stracił inspirację w ataku. Brakowało mu kontroli w sytuacjach, w których zazwyczaj jej nie traci. David De Gea zatrzymał jego jedyny czysty strzał. Ale zawsze onieśmiela obrońców w okolicy, a jego zachowanie pomogło Raphinii zdobyć gola na 2:2 – oceniło „Mundo Deportivo”.

Podobnie występ 34-latka ocenił kataloński „Sport”. Ponownie podkreślono jednak pracę, jaką wykonał dla swojego zespołu.

– Przez cały czas był bacznie pilnowany. Swoją szansę miał już po 8. minutach. Później jego występ stał pod znakiem pracy, a nie kontaktów z piłką. Nie dotknął jej, ale zmylił De Geę na tyle, że Raphinha mógł strzelić gola – napisano.

FC Barcelona spotka się z Manchesterem United w rewanżu już 23 lutego. Spotkanie odbędzie się tym razem na Old Trafford o 21:00.

Fernando Santos intensywnie pracuje. Portugalczyk ma zaplanowane kilka wyjazdów

Fernando Santos ma napięty grafik. Tomasz Włodarczyk z portalu meczyki.pl opisał, jakie plany na najbliższy czas ma selekcjoner reprezentacji Polski. Portugalczyk będzie między innymi dalej obserwować zawodników z Ekstraklasy. 

68-latek przyleciał do Polski w zeszłym tygodniu i od razu wziął się do pracy. Santos był już na kilku meczach Ekstraklasy, które oglądał z trybun. Spotkał się także z kapitanem kadry, Robertem Lewandowskim.

Tourne

Obecnie selekcjoner ponownie rezyduje w Warszawie. Nie zamierza jednak próżnować i już szykuje się do kolejnych wyjazdów. Według Tomasza Włodarczyka z portalu meczyki.pl w sobotę będzie obecny na trybunach podczas meczu Rakowa Częstochowa z Górnikie Zabrze. Następnie zacznie latać do innych krajów, aby przyjrzeć się występującym za granicom Polakom.

W planach ma być między innymi obejrzenie na żywo derbów Aten – PAOK – AEK. Na murawie prawdopodobnie zobaczymy Tomasza Kędziorę i Damiana Szymańskiego. W przyszłym tygodniu ma być natomiast obecny w Poznaniu na meczu rewanżowym Ligi Konferencji Europy – Lech – Bodo/Glimt.

Pracować będą również asystenci Portugalczyka. W weekend mają obejrzeć mecze w Niemczech oraz Włoszech, w których najprawdopodobniej pojawią się polscy piłkarze. Mowa o: Augsburg – Hoffenheim (Gikiewicz i Gumny), VfL Wolfsburg – RB Lipsk (Kamiński), a także Spezia – Juventus (Drągowski, Reca, Wiśniewski, Szczęsny).

Zawieszenie Frana Tudora zostało skrócone! Niespodziewana decyzja Komisji Ligi

Komisja Ligi podjęła niespodziewaną decyzję w sprawie Frana Tudora. Zawieszenie piłkarza Rakowa Częstochowa zostało skrócone. 

W pierwszej kolejce po przerwie zimowej Raków Częstochowa „tylko” zremisował mecz z Wartą Poznań (1-1). Wicemistrzowie Polski od 30. minuty grali jednak w osłabieniu, po czerwonej kartce dla Frana Tudora. Piłkarz uderzył łokciem Miłosza Szczepańskiego, a po analizie VAR wyleciał z boiska. Później natomiast Komisja Ligi zawiesiła piłkarza na trzy spotkania, a także nałożyła na niego karę pieniężną.

Niespodzianka

Tudor nie miał okazji zagrać z Piastem Gliwice oraz Stalą Mielec. Wszystko wskazywało na to, że ominie go także mecz z Górnikiem Zabrze. Nieoczekiwanie Komisja Ligi postanowiła jednak… zawiesić karę obrońcy Rakowa. Oznacza to, że Tudor będzie do dyspozycji Marka Papszuna.

– Fran Tudor będzie pauzował nie trzy, a dwa mecze (jeden został zawieszony na 6 miesięcy). Średnio zrozumiała decyzja, tak delikatnie rzecz ujmując – napisał na Twitterze Mateusz Rokuszewski z „Canal +”.

Zaskakujący transfer Neymara? Gigant chętny na wykupienie lidera PSG

Niewiadomo, jaka przyszłość czeka Neymara po zakończeniu obecnego sezonu. Brazylijczyk ponownie jest łączony z odejściem z PSG. Według „Le Parisien” o 31-latka zamierza powalczyć Chelsea. 

Neymar od początku sezonu 2022/23 imponował formą. Piłkarz był zdecydowanym liderem PSG, co pokazywał wielokrotnie na murawie. Od powrotu z „przerwy mundialowej” znacząco obniżył loty. Za wczorajszy występ przeciwko Bayernowi zebrał głównie negatywne oceny.

Czas na zmiany?

Słaba forma, jaką prezentuje ostatnio Neymar powoduje, że narastają plotki o jego odejściu z Paryża. Coraz częściej mówi się, że Brazylijczyk może zmienić klub po zakończeniu sezonu. „Le Parisien” podaje nawet, że na taki ruch zdecydowali się sami działacze PSG, którzy są gotowi sprzedać swojego gwiazdora.

Kontrakt 31-latka obowiązuje jednak jeszcze przez ponad dwa lata. Umowa wygasa bowiem dopiero w czerwcu 2025 roku. Na wykupienie go z Paryża nie będzie zatem stać każdego. Zdaniem francuskich dziennikarzy sytuację monitoruje Chelsea. Nowy właściciel „The Blues”, Todd Boehly ma być zwolennikiem takiego transferu.

Szef londyńskiego klubu miał się nawet w tym tygodniu spotkać z Nasserem Al-Khelaifim. Podczas rozmowy podjęto właśnie temat Neymara. Dogadano warunki potencjalnego transferu 31-latka latem. Dziennikarze piszą o kwocie około 60 mln euro.

Paulo Sousa będzie trenować Polaka? Portugalczyk chętny na przejęcie włoskiego klubu

Paulo Sousa, wkrótce może wrócić do pracy. Portugalczyk jest łączony z przejęciem US Salernitany. Wczoraj miał oglądać z trybun mecz z Hellasem Veroną. 

Salernitana przegrała wczoraj kolejny mecz w tym sezonie Serie A. Z pracą może się niebawem pożegnać Davide Nicola. Szkoleniowiec jeszcze w połowie stycznia został zwolniony, ale szybko ponownie go zatrudniono. Tym razem sprawa zdaje się dużo poważniejsza.

Powrót Sousy?

Włoskie media informują, że posada Nicoli ponownie wisi na krawędzi. Salernitana wygrała zaledwie jeden z siedmiu meczów w tym roku i utrzymuje niewielką, czteropunktową przewagę nad strefą spadkową.

W obliczu słabych wyników pod rządami obecnego trenera wkrótce może dojść do zmiany. Na następcę Davide Nicoli typuje się Paulo Sousę, który już kilka tygodni temu był łączony z tym klubem. Co więcej, mecz z Hellasem oglądał z trybun, a Nicolo Schira podaje, że Portugalczyk zgłosił chęć do podjęcia pracy.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.