😱 KAPITALNY GOL RABONĄ! 😱
Nuno Santos popisał się cudownym zagraniem! 😍⚽️ Można zapętlać! 🔂 #PortuGOL 🇵🇹 pic.twitter.com/PGvlNkZpUv
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) March 12, 2023
Kamil Walczak
Kosowski podtrzymuje zdanie o „pucharze biedronki”. Nie zamierza cofać słów
Kilka dni temu szerokim echem odbiły się słowa Kamil Kosowskiego o Lidze Konferencji Europy, którą nazwał „pucharem biedronki”. Były piłkarz oznajmił, że nie zamierza się tłumaczyć ze swojej wypowiedzi. Jednocześnie podtrzymuje swoje zdanie.
Lech Poznań świetnie prezentuje się w Lidze Konferencji. „Kolejorz” zagra wkrótce z Djurgarden rewanż o awans do ćwierćfinału rozgrywek (pierwszy mecz wygrali 2-0). Wcześniej mistrzowie Polski wyeliminowali już Bodo/Glimt, zwyciężając 1-0.
Po pokonaniu Norwegów głośno zrobiło się o Kamilu Kosowskim, który deprecjonował ten sukces. 45-latek nazwał Ligę Konferencji „pucharem biedronki” i stwierdził, że wolałby oglądać poznaniaków w Lidze Europy.
– Chciałbym, żeby Lech jednak grał w Lidze Europy, a nie w Pucharze Biedronki. No bo jak popatrzymy, to ten puchar Konferencji… gra siódma ekipa z Anglii, szósta, czy siódma z Hiszpanii, itd. Wydaje mi się, że jesteśmy krajem z dobrymi stadionami i budżetami. Dla polskich klubów Liga Europy powinna być minimum – mówił dwa tygodnie temu.
Stanowisko podtrzymane
Fala krytyki, jaka spadła na Kosowskiego po tej wypowiedzi nie zmieniła jego zdania na ten temat. 45-latek ponownie pojawił się w „Mocy Futbolu” na antenie „Kanału Sportowego” i zaznaczył, że podtrzymuje swoje słowa. Co więcej, nie zamierza się z nich tłumaczyć.
– Ja nie mam się z czego tłumaczyć. Swoje zdanie absolutnie podtrzymuję i dalej go będę bronił. Zgadzam się ze „Smokiem” [Tomasz Smokowski przyp. red.], nie powiedziałem słowa nt. Lecha Poznań jako klubu, który jest słabo zarządzany, o kibicach czy piłkarzach Lecha, że są słabi. To samo powiem w przyszłym roku, jeśli będę miał możliwość i będzie taka sama sytuacja – powiedział Kosowski.
– Miejsce mistrza Polski, akurat teraz Lecha Poznań, nie powinno być w Pucharze Konferencji. My powinniśmy grać albo w Lidze Mistrzów, ewentualnie w Lidze Europy – dodał.
– Kibicuję Lechowi, oglądałem mecz. W 1/8 dostali słabszego przeciwnika niż w 1/16, więc oby sen Lecha trwał dalej, bo dla zwycięzcy jest Liga Europy – podkreślił na zakończenie były zawodnik.
W 1/8 finału LKE Lech pokonał Djurgarden 2-0. Do rewanżu dojdzie 16 marca, tym razem w Szwecji.
Były reprezentant Polski uderza w Mielcarskiego. Mocne stanowisko
Paweł Kryszałowicz mocno wypowiedział się o pomyśle pracy Grzegorz Mielcarskiego z Fernando Santosem. Były kadrowicz dziwi się PZPN-owi.
Od początku pracy Fernando Santosa najwięcej kontrowersji tworzy polski asystent, który ma pojawić się w sztabie Portugalczyka. Początkowo miał być nim Tomasz Kaczmarek lub Łukasz Piszczek, jednak finalnie z obu zrezygnowano. Najpewniej zostanie nim Grzegorz Mielcarski, którego popiera sam Santos. Nie każdemu się to jednak podoba.
„Nie jest trenerem”
Przeciwny kandydaturze Mielcarskiego jest między innymi Paweł Kryszałowicz. Były reprezentant Polski nie gryzł się w język i stanowczo skomentował sprawę.
– Mam wrażenie, że Santos nie jest do końca przychylny polskim trenerom i nie chce mieć ich w swoim sztabie. Co do Grzegorza, to nie powinniśmy o nim w ogóle rozmawiać w tym kontekście. Cenię jego znajomość futbolu i fachowość, ale Grzegorz nie jest trenerem. Jest świetnym komentatorem i ekspertem, w tej roli odnajduje się znakomicie, ale nie jest trenerem i nigdy nim już raczej oficjalnie nie będzie. Nigdy nie prowadził żadnej drużyny, więc w ogóle nie rozumiem, dlaczego jest brany pod uwagę – stwierdził dla tvpsport.pl.
– Chodzi o to, żeby w przyszłości polski trener mógł skorzystać z wiedzy Santosa. Jeżeli jego asystentem zostanie Grzegorz, a tak się raczej stanie, to przecież on nie skorzysta z warsztatu tego szkoleniowca. Zapewne już nigdy więcej nie będzie pracował w takiej roli, a już na pewno nie będzie samodzielnym trenerem. Podsumowując, żeby być asystentem trzeba mieć uprawnienia, a wymarzony kandydat Santosa ich nie ma. Dziwię się, że PZPN na to pozwala. Marnuje się w ten sposób potencjał Santosa, bo prawdziwy polski trener mógłby skorzystać z jego wiedzy – dodał.
Syn legendy angielskiej piłki stanął w obronie ojca. „To dobry człowiek, jestem dumny”
Garry Lineker znajduje się obecnie na cenzurowanym w Anglii. Były piłkarz został odsunięty od prowadzenia „Match of the Day” po burzy, jaką wywołał na Twitterze. W obronie 62-latka stanął jego syn, George.
Lineker skrytykował dłuższy czas temu postawę brytyjskie rządu w kwestii uchodźców. Wywołał tym samym ogromną aferę w kraju, a jego opinie wygłaszane na Twitterze nie spodobały się między innymi „BBC”. Władze telewizji odsunęły w odpowiedzi 62-latka od prowadzenia kultowego „Match of the Day”.
Ciąg dalszy
Anglikowi zarzucano wówczas, że wypowiada się w tematach, w których nie ma wystarczającej wiedzy. Nie spodobało się to między innymi środowisku torysów. Pojawiały się również głosy, że jeśli Lineker chce pomagać uchodźcom, to powinien robić to we własnym zakresie. Jak się okazuje – już to robił.
– Tata to dobry mężczyzna, dobry człowiek, jestem dumny, że broni swojego zdania (…) Przyjął dwóch uchodźców, jest z nimi w kontakcie i nadal stara się pomagać – oznajmił syn byłego piłkarza, George.
– To wiele dla niego znaczy, aby pomagać ludziom, których jedyną nadzieją jest ucieczka z kraju, mając jedynie ubrania na sobie. To dlatego jest tak stanowczy – tłumaczył w „The Mirror”.
– Czy wróci do MOTD? Tak sądzę – on kocha ten program. Ale nie odwróci się od swoich słów – zakończył.
Gary Lineker’s son, George, speaking in today’s Mirror 👇 pic.twitter.com/j8ifJdePJ5
— Dr Rachel Clarke (@doctor_oxford) March 12, 2023
Lineker w całej sprawie nie zabrał głosu do tej pory. Dziennikarze natomiast regularnie dopytują go, jak toczy się spór z „BBC”. 62-latek podkreślał już wielokrotnie, że na razie nie może się wypowiadać.
Niespodziewane zwolnienie trenera w Ekstraklasie. „W kilku klubach robi się nerwowo”
Niebawem może dojść do kolejnej zmiany szkoleniowca w Ekstraklasie. Tomasz Włodarczyk z portalu meczyki.pl ustalił, że pozycja Adama Majewskiego w Stali Mielec jest coraz bardziej chwiejna. Zarząd podobno rozważa zmianę trenera.
Do tej pory Majewski był uznawany za cenionego w Mielcu fachowca. Zbierał bardzo dobre oceny, a w większości uważano, że dokonywane wyniki były ponad stan. Z początkiem roku passa się jednak skończyła, a Stal nie może wrócić na dobre tory. W ostatnich siedmiu meczach drużyna zdobyła dwa punkty, remisując z Lechem Poznań i Rakowem Częstochowa (oba spotkania po 0-0).
Karuzela
Stal ma największe problemy w kwestii skuteczności. Od odejścia Saida Hamulicia do Ligue 1 zarządowi nie udało się go zastąpić. Przełożyło się to na wyniki. Drużyna Majewskiego zdobyła zaledwie jednego gola w bieżącym roku.
W ostatnim spotkaniu z Legią Warszawa (0-2) także nie udało im się umieścić piłki w siatce, choć okazji ku temu było sporo. Tak czy inaczej, porażka z „Wojskowymi” może oznaczać wiatr zmian w Mielcu. Tomasz Włodarczyk z portalu meczyki.pl podaje, że zarząd Stali rozważa zwolnienie 49-letniego szkoleniowca.
– Piąta porażka w tym roku na siedem ligowych kolejek. Stal Mielec podłączona do walki o utrzymanie. Klub rozważa rozstanie z Adamem Majewskim – napisał dziennikarz na Twitterze.
– Nie ma Hamulicia. Nie ma skuteczności. Stal nie wygląda jakoś tragicznie. Pytanie czy jeszcze starczy cierpliwości. Ścisk w tabeli spowodował, że w kilku klubach robi się bardzo nerwowo – dodał w kolejnym wpisie.
Nie ma Hamulicia. Nie ma skuteczności. Stal nie wygląda jakoś tragicznie. Pytanie czy jeszcze starczy cierpliwości. Ścisk w tabeli spowodował, że w kilku klubach robi się bardzo nerwowo.
— Tomasz Włodarczyk (@wlodar85) March 12, 2023
Stal zajmuje obecnie 10. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Nad strefą spadkową mają zaledwie czteropunktową przewagę.
Mikel Arteta ocenił debiut Kiwiora. „Nie wiem, co to było. Daliśmy im nadzieję”
Jakub Kiwior ma za sobą debiut w barwach Arsenalu. Polak nie może zaliczyć go jednak do szczególnie udanych. Jedynym pozytywem w jego grze były bardzo dokładne i precyzyjne podania. Do występu młodego zawodnika odniósł się Mikel Arteta.
Początki Kiwiora w drużynie „Kanonierów” nie są najłatwiejsze. Do tej pory Polak grywał głównie w młodzieżowym zespole i trudno oczekiwać, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie (przynajmniej w Premier League). Wczoraj dostał jednak szansę gry w Lidze Europy.
„Nie wiem, co to było”
23-latek zanotował nie najlepszy występ i był zamieszany w utratę jednej z bramek, kiedy nie zrozumiał się z bramkarzem. Do występu Kiwiora odniósł się Mikel Arteta. Hiszpan nie krył, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca.
– Nie wiem, co to było. Wydarzyło się w ułamku sekundy, ale na pewno w tej sekundzie nie można zostawiać zawodnika bez krycia – powiedział szkoleniowiec Arsenalu.
– Daliśmy im nadzieję, przede wszystkim dzięki piłkom, które traciliśmy na własnej połowie. Obrona stałych fragmentów gry to coś, co musimy poprawić natychmiast, jeśli chcemy wygrywać mecze – dodał.
Lech z Djurgarden w rewanżu zagra o wyższą stawkę! Wielka szansa przez „Kolejorzem”
Lech Poznań w Lidze Konferencji gra o kilka istotnych rzeczy. Poza samym prestiżem walka toczy się także o pieniądze od UEFA. Ale to nie wszystko. W tle widnieje wciąż sprawa rozstawienia w przyszłym sezonie rozgrywek.
Wczoraj Lech wygrał z Djurgarden (2-0) pierwszy mecz 1/8 finału Ligi Konferencji. „Kolejorz” do rewanżu w Szwecji przystąpi z solidną zaliczką. Nawet porażka niewielką różnicą bramek może dać mistrzom Polski awans do ćwierćfinału.
Nagrody
Dzięki pokonywaniu kolejnych rywali Lech zyskał już, poza prestiżem, spore dofinansowanie od UEFA. Do tej pory poznaniacy zarobili około 6,6 mln euro. Są to nagrody za awans do fazy grupowej, wyniki w niej oraz zajęcie drugiego miejsca i awans do fazy play-off. Do tego trzeba doliczyć także bonus z tytułu awansu do 1/8 i współczynnik osiągnięty w pucharach.
Benefity mogą się jeszcze zwiększyć, jeśli „Kolejorzowi” uda się pokonać w rewanżu Djurgarden. Z wygrania pierwszego meczu co prawda nie otrzymali nic, jednak jeśli awansują do ćwierćfinału, to UEFA wypłaci kolejny milion euro.
Wyższa stawka
Lech gra jednak o coś więcej, coś cenniejszego. Od 1/8 ponownie doliczane są punkty do klubowego rankingu UEFA. Dzięki pokonaniu Djurgarden już teraz „Kolejorz” ma na koncie 15 „oczek”. W przypadku kolejnego zwycięstwa nad Szwedami istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłym sezonie poznaniacy będą rozstawieni w każdej rundzie eliminacji LKE.
Mecz za tydzień może być decydujący, jeśli chodzi o rozstawienie Lecha w IV rundzie el. LKE w przyszłym sezonie, o ile się do niej dostanie: https://t.co/NrFxwrA3jB
— Jan Sikorski (@JS_rankingUEFA) March 9, 2023
Co więcej, zakładając hipotetycznie, że Lech ma szansę na wygranie rozgrywek i uda im się tego dokonać, to możemy mieć w pucharach aż pięć polskich klubów. Stałoby się tak, jednak gdyby „Kolejorz” zajął miejsce w lidze, które nie gwarantuje mu gry w Europie. W przypadku, jeśli Lech znajdzie się na podium – przesunięte zostaną drużyny z wcześniejszych rund.
Jeżeli zajmie w lidze miejsce niedające pucharów, to mamy pięć zespołów.
Jeżeli zajmie miejsce dające grę w pucharach, to luka w danej rundzie eliminacji zostanie uzupełniona przez przesunięcia klubów z wcześniejszych rund.— Jan Sikorski (@JS_rankingUEFA) March 9, 2023
Wielki sukces polskiej marki! Firma została oficjalnym sponsorem ligi z TOP5
Niedawno Iga Świątek została globalną ambasadorką marki OSHEE, a dziś ogłoszono kolejny wielki ruch. Polska firma związała się z La Ligą i została oficjalnym sponsorem hiszpańskich rozgrywek.
OSHEE do tej pory było głównie kojarzone z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Rok temu skończyła się jednak umowa między marką a federacją. Nie oznaczało to końca działań polskiej firmy w kierunku zwiększenia swojej rozpoznawalności na świecie.
Wielki ruch
W przeszłości OSHEE współpracowało już między innymi z Realem Madryt czy Borussią Dortmund, co wskazywało, że plany marki związane z piłką nożną sięgają coraz wyżej. I faktycznie, nie pomylono się z takimi przypuszczeniami. W czwartek poinformowano o porozumieniu między polską firmą a przedstawicielami La Liga.
– Jesteśmy zachwyceni, że możemy rozpocząć tę podróż z OSHEE, firmą która jest kluczowym partnerem i pozwoli LaLiga Santander dotrzeć do swoich fanów oraz zaoferować wyjątkowe doświadczenia w tak istotnym regionie jak Polska – mówił Oscar Mayo, Executive Director ligi hiszpańskiej.
Oficjalne ogłoszenie partnerstwa ma odbyć się 19 marca. Tego samego dnia rozegrane zostanie El Clasico. Wszystko odbędzie się przy współpracy „Kanału Sportowego” z La Ligą.
– Współpraca OSHEE z LaLiga Santander świadczy o tym, że świat piłki nożnej jest dla nas bardzo ważny. Po wygaśnięciu kontraktu z Polskim Związkiem Piłki Nożnej w zeszłym roku zależało nam, aby kolejne partnerstwo równie mocno zaznaczyło naszą obecność wśród fanów sportu. Uważamy, że nawiązanie współpracy z ligą, której rozgrywki docierają do ponad 2,5 miliarda osób na świecie to odpowiedni kierunek w dalszym rozwoju marki OSHEE. Każda taka współpraca, to dla nas nie tylko wyróżnienie, ale także olbrzymia motywacja i inspiracja do dalszego rozwoju oraz ulepszania naszych produktów – mówił z kolei Tadeusz Czarniecki, CMO OSHEE.
Klub z czołówki Bundesligi zainteresowany Dawidem Kownackim
„Kicker” podaje, że Dawid Kownacki znalazł się na celowniku Unionu Berlin. Latem Polak na pewno odejdzie z Fortuny Duesseldorf. Stołeczna ekipa jest jednym z kilku klubów zainteresowanych napastnikiem.
Kownacki robi furorę w tym sezonie 2. Bundesligi. 25-latek w 21 ligowych występach strzelił 10 goli i zanotował 6 asyst. W dorobku ma także 3 spotkania w Pucharze Niemiec, gdzie dołożył 2 bramki i 1 ostatnie podanie.
Liczne zainteresowanie
Od kilku tygodni niemieckie media informują, że dobra forma Kownackiego kusi inne kluby. Wielu ekspertów także z Polski uważa, że 25-latek odnalazłby się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech. Niewykluczone, że wkrótce właśnie tam trafi.
Latem Kownacki na pewno pożegna się z Fortuną. Po wygaśnięciu kontraktu zostanie wolnym zawodnikiem. Sytuację zamierza wykorzystać Union Berlin. Według „Kickera” rewelacja tego sezonu Bundesligi jest mocno zainteresowana pozyskaniem napastnika. Wcześniej Polak był łączony między innymi z przenosinami do Borussii M’Gladbach.
Nadzieja niemieckiego futbolu starsza, niż myślano? Opublikowano akt urodzenia
Wraca temat prawdziwego wieku Youssoufy Moukoko. „Bild” opublikował prawdziwy akt urodzenia piłkarza Borussii Dortmund. Z dokumentów wynika, że ma on 22 lata, a nie 18, jak do tej pory uważano.
Moukoko od lat posiada łatkę wielkiego talentu niemieckiego futbolu. Zawodnik urodzony w Kamerunie piął się po szczeblach młodzieżowych drużyn Borussii Dortmund. Obecnie gra w pierwszym zespole klubu z Zagłębia Ruhry.
Sfałszowane dokumenty?
Od lat pod znakiem zapytania stoi jednak także wiek, w jakim jest Moukoko. Napastnik rzekomo urodził się 20 listopada 2004 roku. „Bild” podważył wczoraj te informacje, przedstawiając akt urodzenia numer 4621/2000, wystawiony w Jaunde w Kamerunie. Nie da się go natomiast oficjalnie potwierdzić. Gdyby jednak było to możliwe, oznaczałoby to, że Moukoko jest starszy aż o cztery lata, niż do tej pory podawano.
Choć weryfikacja jest niemożliwa, to sam zawodnik zrobił sporo, aby dokumentacja nigdy nie wyszła na światło dzienne. Od kilku miesięcy znajdowała się ona w rękach dziennikarzy „Bunte”. Dopiero sąd we Frankfurcie zarządził o upublicznieniu aktu.
Sam Moukoko i Borussia powołują się na razie na osąd Urzędu Stanu Cywilnego w Hamburgu z 2016 roku. Wówczas oficjalnie potwierdzono, że piłkarz urodził się w 2004 roku. Nie wiadomo jednak, jak urzędnicy zweryfikowali tę informację.
Gwiazda Manchesteru City obnażała się w pubie. Doszło też do aktu molestowania
Skandal z udziałem piłkarza Manchesteru City. Kyle Walker, w stanie kompletnej nietrzeźwości, miał obnażać przyrodzenie przed kobietą w jednym z pubów. Teraz grozi mu nawet wyrok pozbawienia wolności.
Manchester City nie gra w tym tygodniu w Lidze Mistrzów. Po sobotnim zwycięstwie nad Newcastle United (2-0) Pep Guardiola postanowił zatem przyznać swoim zawodnikom urlop. Nie każdy dobrze go jednak wykorzystał.
Skandal
Mowa o Kyle’u Walkerze, który kilka godzin po zakończeniu meczu ze „Srokami” pojawił się w jednym z pubów wraz z grupą znajomych. Z relacji „The Sun” wynika, że piłkarz Manchesteru przyjechał na miejsce już w stanie nietrzeźwości. Łącznie w lokalu spędził około półtorej godziny.
W trakcie pobytu w pubie Walker miał się obnażać i molestować jedną z kobiet, z którymi przyjechał na miejsce. Sytuację zarejestrowały kamery obecnie w lokalu. Policja wszczęła już śledztwo. Piłkarzowi grozi nawet do dwóch lat pozbawienia wolności.
Kyle Walker filmed drunkenly flashing in bar and snogging woman during afternoon boozing session https://t.co/UdljOX9ZVf pic.twitter.com/xiM3lpZvs1
— The Sun Football ⚽ (@TheSunFootball) March 7, 2023
„The Sun” poza opisaniem sytuacji dodaje, że Walker wraz ze znajomymi opuścili lokal około godziny 19. Anglik został jednak wezwany ponownie, aby uregulować rachunek. Z relacji dziennikarzy wynika, że był tak pijany, że nie mógł nawet wyciągnąć portfela z kurtki i musiał interweniować jego przyjaciel.
Świetne informacje ws. Arkadiusza Milika! Może wrócić do gry wcześniej, niż zakładano
Z Włoch w końcu płyną dobre wieści dotyczące stanu zdrowia Arkadiusza Milika. Według tamtejszych dziennikarzy napastnik Juventusu może wrócić do gry wcześniej, niż planowano. Niewykluczone, że będzie do dyspozycji Fernando Santosa podczas marcowego zgrupowania kadry.
Kilka tygodni temu Massimiliano Allegri potwierdził, że uraz Milika niestety się przedłuża. Włoch stwierdził wówczas, że Polak najpewniej wróci do gry dopiero po przerwie reprezentacyjnej. Dla kadry oznaczało to, że ominie zgrupowanie i nie zagra z Czechami i Albanią w eliminacjach Euro 2024.
Dobre wieści
W środę we włoskich mediach pojawił się jednak promyk nadziei. Według dziennikarzy „Tuttosport” leczenie napastnika przebiega bardzo dobrze i niewykluczone, że zdąży się wykurować na czas przerwy reprezentacyjnej. Niedawno przeprowadzone badania 28-latka miały dać pozytywne wyniki.
Burza po meczu Borussii z Chelsea. „To, że nakazał powtórkę jest żartem”
Piłkarze Borussii Dortmund nie mogli wczoraj przełknąć porażki z Chelsea (0-2). Po meczu między innymi Emre Can udzielił ostrej wypowiedzi. Zaznaczył, że winę ponosi także sędzia.
We wczorajszej kolejce Ligi Mistrzów Borussia Dortmund z jednobramkową zaliczką mierzyła się na Stamford Bridge z Chelsea. Podopieczni Edina Terzicia nie byli w stanie wykorzystać przewagi i przegrali 0-2. Tym samym pożegnali się z europejskimi pucharami.
Burza
Dużo emocji podczas rewanżu wzbudziła decyzja sędziego. Danny Makkiele zdecydował wczoraj o powtórzeniu rzutu karnego, który finalnie zaważył na odpadnięciu BVB. Emre Can i Jude Belligham nie kryli po ostatnim gwizdku swojej frustracji.
– To był błąd sędziego. Jak możesz nakazać powtórkę rzutu karnego w takim momencie? Ja tego nie rozumiem. Przegraliśmy zasłużenie, ale sędzia przyłożył do tego rękę. On był arogancki przez całe spotkanie. Może bał się kibiców, nie wiem, ale UEFA powinna wyznaczyć na ten mecz kogoś innego – mówił Can przed kamerami „Prime Video”.
– To, że sędzia nakazał powtórkę rzutu karnego, jest żartem. Kiedy nabiegasz na piłkę tak wolno, zawodnicy zawsze wbiegną w pole karne. To była gra i jestem przekonany, że on zrobił to z premedytacją – dodał z kolei Bellingham dla „BT Sport”.
Podobnego zdania był także Matthias Sammer. Były piłkarz Borussii również był oburzony decyzją sędziego.
– Rzut karny i jego powtórka to skandal. Makkelie to bardzo arogancki człowiek, a jako sędzia powinieneś mieć nie tylko charyzmę, ale być też skromny. Gdyby to ode mnie zależało, to powiedziałbym moim zawodnikom, by wbiegli w pole karne raz jeszcze – stwierdził w rozmowie z dziennikarzami.
Tomasz Ćwiąkała przejechał się po polskch trenerach. „To się we łbie nie mieści”
Tomasz Ćwiąkała mocno przejechał się na Twitterze po polskich szkoleniowcach. Dziennikarz „Canal+ Sport” bez ogródek napisał, co myśli o naszych trenerach.
We wtorek oficjalnie Goncalo Feio został pozostawiony na stanowisku szkoleniowca Motoru Lublin. Początkowo wydawało się, że Portugalczyk straci posadę przez atak na prezesa, Pawła Tomczyka. Właściciel klubu postanowił jednak nie zwalniać zdolnego trenera.
Pustynia
Sprawa wywołała spory szum w mediach społecznościowych. Do decyzji Zbigniewa Jakubasa odniósł się Tomasz Ćwiąkała. Dziennikarz „Canal+ Sport” w ostrych słowach przejechał się nie tylko po Motorze, ale i ogólnie po polskich trenerach.
– Jeden z najbogatszych Polaków zabija się o młodego Portugalczyka, który na starcie kariery uszkodził prezesa. Santos miał wybrać dwóch polskich asystentów, dwóch podsuniętych się nie dogadało i jest pustka. Jaką my mamy absurdalną biedę wśród trenerów, to się we łbie nie mieści – napisał Ćwiąkała.
– Przecież taki Dawid Szulczek po pracy w Warcie powinien dostać 17 propozycji z Ekstraklasy, pięć od ambitniejszych klubów z 1. Ligi i kolejną od Wieczystej. Narzekamy na piłkarzy, ale jesteśmy tak makabryczną pustynią, jeśli chodzi o trenerów, że to wręcz niemożliwe – dodał.
Jeden z najbogatszych Polaków zabija się o młodego Portugalczyka, który na starcie kariery uszkodził prezesa. Santos miał wybrać dwóch polskich asystentów, dwóch podsuniętych się nie dogadało i jest pustka. Jaką my mamy absurdalną biedę wśród trenerów, to się we łbie nie mieści.
— Tomasz Cwiakala (@cwiakala) March 7, 2023
Sprawa polskiego asystenta dla Santosa wyjaśniona? „Negocjacje na ostatniej prostej”
Sprawa polskiego asystenta w sztabie Fernando Santosa wreszcie zmierza do końca. Według Sebastiana Staszewskiego z „Interii” najbliższej dołączenia do reprezentacji Polski jest Grzegorz Mielcarski. Portugalczyk jest zdecydowanym zwolennikiem 51-latka.
Już 24 marca „Biało-Czerwoni” zagrają z Czechami pierwszy mecz w eliminacjach mistrzostw Europy. Trzy dni później w Warszawie zmierzą się natomiast z Albanią. Będą to pierwsze spotkania Fernando Santosa w roli selekcjonera reprezentacji Polski.
Co z asystentem?
Jednocześnie ciągle głośno jest o składzie sztabu, z jakim pracować będzie Portugalczyk. PZPN od początku postawił Santosowi warunek dokooptowania do niego polskiego asystenta. Pierwotnie kandydatami byli Łukasz Piszczek i Tomasz Kaczmarek. Ostatecznie jednak żaden z nich z kadrą pracować nie będzie.
Według ostatnich informacji najbliżej pracy z Santosem ma być Grzegorz Mielcarski. 51-latek ma rozmawiać z PZPN-em, a jego zwolennikiem jest sam selekcjoner. Sebastian Staszewski z „Interii” podaje, że obecnie to właśnie od Mielcarskiego zależy rozwój sytuacji.
– Negocjacje PZPN z Grzegorzem Mielcarskim są na ostatniej prostej. Porozumienie jest blisko, więc szansa na to, że 51-latek jednak dołączy do sztabu Fernando Santosa, jest duża. Piłka – jak słyszę – jest po stronie „Mielcara”, który raczej… nie spudłuje – napisał dziennikarz.
🆕Negocjacje PZPN z Grzegorzem Mielcarskim są na ostatniej prostej. Porozumienie jest blisko, więc szansa na to, że 51-latek jednak dołączy do sztabu Fernando Santosa, jest duża. Piłka – jak słyszę – jest po stronie "Mielcara", który raczej… nie spudłuje😜 @SportINTERIA
— Sebastian Staszewski (@s_staszewski) March 8, 2023