Lukas Podolski ma żal do PZPNu. „Mam jeszcze koszulkę polską z numerem „10”, „Podolski” „

Lukas Podolski w Hejt Parku z Mateuszem Borkiem na Kanale Sportowym wrócił do czasów, gdy możliwa była jego gra dla reprezentacji Polski. Mistrz świata z 2014 roku nie ukrywa, że ma żal do PZPNu, że taki scenariusz nie doszedł do skutku. Zdradził, jak przebiegał wtedy jego kontrakt z federacją. 




„Poldi” jest od 2021 roku piłkarzem oraz liderem Górnika Zabrze. Choć całe życie grał w niemieckiej reprezentacji, 38-latek urodził się w Polsce w Gliwicach. Stąd wiele lat temu pojawił się temat gry w biało-czerwonych barwach. Tym bardziej, że Podolski nigdy nie krył się z przywiązaniem do naszego kraju.

Nie było konkretów

Finalnie historia potoczyła się tak, że Podolski wystąpił w aż 130 meczach reprezentacji Niemiec, strzelając w nich 49 goli (niektóre także przeciwko Polsce). Po latach Podolski nie ukrywa, że ma żal do PZPNu za niewielkie „starania” się o niego w przeszłości. O próbach kontaktu ze strony federacji przed laty opowiedział na antenie Kanału Sportowego w rozmowie z Mateuszem Borkiem.

– Mam w domu jeszcze koszulkę polską numer „10”, „Podolski”. Byli ludzie tu u babci w mieszkaniu no i spróbowali. Ale nigdy nie doszło do takiego poziomu, że mnie zaprosili do Warszawy, żeby pokazać jakieś papiery, albo rodzicom dać jakieś papiery, propozycje. Do tego nigdy nie doszło – zaczął Podolski. 




– Było pokazanie się z tą koszulką, zdjęcie, ale nie poszło do tego poziomu, żeby złożyć jakąś ofertę albo jakieś papiery, albo żeby te rozmowy poszły dalej. Jak może starali by się może wcześniej i szybciej i więcej determinacji, to może inaczej by to wyglądało – podsumował piłkarz Górnika. 

@superbetpl

Lukas Podolski o staraniach PZPNu 🇵🇱 #piłkanożna

♬ Past Lives – Mason

Całą rozmowę znajdziecie poniżej:

Luis Enrique wybuchł na konferencji prasowej. Hiszpan odpalony po pytaniu dziennikarza [WIDEO]

Luis Enrique nie wytrzymał na konferencji prasowej przed meczem z Borussią Dortmund w LIdze Mistrzów. „Lucho” był załamany poziomem pytań od dziennikarzy. Jedno z nich doprowadziło go do furii. 




W ubiegłym tygodniu PSG przegrało z Borussią Dortmund 0-1 pierwszy mecz półfinału Ligi Mistrzów. Tym samym „Le Parisien” oddalili się od możliwego awansu do finału rozgrywek. W rewanżu jednak to Francuzi będą mieć przewagę w postaci własnego boiska.

Wściekł się

Przed meczem w Paryżu panuje ciężka atmosfera. Dziennikarze snują pesymistyczne scenariusze, co widać było na przedmeczowej konferencji prasowej. Luis Enrique dostał na niej pytanie o to, co się stanie, jeśli PSG nie wywalczy awansu do finału Ligi Mistrzów.

– To bardzo hiszpańskie pytanie, to w naszym stylu. Tak, patrzmy negatywnie, myślmy, co może stać się w najgorszym wypadku, że nie przejdziemy. Cóż, życie będzie toczyć się dalej – stwierdził zdecydowanie szkoleniowiec. 




– Wyjdziemy na słońce, kiedy wychodzę na nie w Paryżu, jest cudownie. Jeśli nie dojdziemy do finału, to pogratulujemy rywalom, którzy na to zasłużyli i wrócimy do życia. Będziemy wkurzeni, ale z dumą pomyślimy o tym, że spróbujemy jeszcze raz, że w przyszłym roku znów powalczymy o to, aby być w finale. To jest cel – podsumował.

Wisła Kraków nie dostanie premii, jak inni pucharowicze. Ogromna kasa nie dla „Białej Gwiazdy”

Wisła Kraków w przyszłym sezonie przystąpi do eliminacji europejskich pucharów, dzięki zdobyciu Pucharu Polski. Kluby, które mają okazją zagrać w Europie mogą liczyć na dodatkowe premie. W przypadku „Białej Gwiazdy” jest jednak inaczej, co wyjaśnił prezes spółki Ekstraklasa S.A, Marcin Animucki. 




2 maja odbył się finał Pucharu Polski na PGE Narodowym. Faworytem przed meczem wydawała się Pogoń Szczecin, jednak „Portowcy” ulegli po dogrywce Wiśle Kraków (2-1). Tym samym to „Biała Gwiazda” zagra w przyszłym sezonie w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Europy.

Kasa koło nosa…

Poza prestiżem, jakim niewątpliwe jest walka o awans do europejskich pucharów, kluby dzięki eliminacjom mają szansę na uzyskanie premii. Co roku najlepsze drużyny otrzymują od ligi dodatkowe środki, które mają im pomóc w walce o fazę grupową. Mowa tu o konkretnych kwotach, bo najlepszy zespół otrzymuje 14,6 mln złotych, kolejny 10,9 mln, trzeci 7,3 mln, zaś czwarty – 3,6. Ostatnia premia przysługiwała zdobywcy Pucharu Polski.

Problem jednak w tym, że Wisła tych pieniędzy… nie dostanie. Wszystko przez obowiązujące przepisy, według których premia przysługuje tylko klubom z Ekstraklasy. Szerzej o tej sytuacji opowiedział się Marcin Animucki, prezes Ekstraklasa S.A.




– Kluby podjęły kilka lat temu decyzję o podziale środków pieniężnych otrzymywanych z ekstraklasy, ale na podstawie umów, które łączą zespoły z ekstraklasy z samą spółką, więc beneficjentami tego projektu mogą być tylko kluby występujące w ekstraklasie i mające ważną umowę zawartą ze spółką Ekstraklasa na dany sezon. Dlatego w tym roku tylko trzech pucharowiczów otrzyma środki finansowe – przekazał w magazynie „Ekstraklasa po godzinach” stacji Canal+ Sport.

– Są trzy opcje wypłaty tych środków w wysokości 3,6 miliona złotych. Jedna zakłada przekazanie jej na własny kapitał zapasowy, ale ze względu na bardzo dobre wskaźniki finansowe w ostatnich latach ekstraklasy prawdopodobnie z tego rozwiązania nie będziemy korzystać. Drugim obszarem jest zwiększenie puli środków finansowych przeznaczanych dla wszystkich klubów i trzecia to przekazanie części kwoty na potrzeby Fundacji Ekstraklasy w formie darowizny – dodał Animucki, wyjaśniając, co może się teraz stać z pieniędzmi przewidzianymi dla zdobywcy Pucharu Polski. 

Jakub Rzeźniczak oficjalnie w Clout MMA! Wiadomo, z kim zawalczy w klatce

Jakub Rzeźniczak został oficjalnie zawodnikiem Clout MMA. Były reprezentant Polski wejdzie do klatki podczas najbliższej gali freakfightowej federacji. Jego przeciwnikiem będzie Tomasz Matysiak, znany internautom jako „Szalony Reporter”. 




Clout MMA nie zamierza wciskać hamulca i ogłasza kolejne starcia. Do tej pory w karcie walk najbliższej gali zaplanowanej na 8 czerwca, pojawiło się wiele mocnych nazwisk. To jednak nie koniec i federacja w dalszym ciągu przedstawia nowe zestawienia.

Rzeźniczak wchodzi do klatki

Do organizacji Clout dołączył teraz Jakub Rzeźniczak, co wydawało się kwestią czasu. Tym bardziej, że już dłuższy czas temu taką informację podawał Samuel Szczygielski z portalu meczyki.pl. Clout teraz oficjalnie ogłosiło, że były reprezentant Polski zawalczy podczas najbliższej gali.




Dawniej zawodnik Legii Warszawa czy Wisły Płock wejdzie do klatki z Tomaszem Matysiakiem, czyli „Szalonym Reporterem”. Walka ma odbyć się w formule MMA w trzech rundach po trzy minuty.

Rzeźniczak ostatnio grał w Kotwicy Kołobrzeg, z którą rozstał się w burzliwych relacjach. Zdaje się, że do piłki już raczej nie wróci. To pokłosie między innymi niedawnych wypowiedzi 37-latka w programie „Dzień Dobry TVN”. Niewykluczone, że we freakfightach zostanie na dłużej i zobaczymy więcej walk z jego udziałem.

Niespodziewany kandydat do zastąpienia Mariusza Rumaka. Lech sięgnie po trenera z Czech?

Odejście Mariusza Rumaka z Lecha Poznań latem jest już oficjalnie potwierdzone. Zatrudnienie szkoleniowca okazało się tragicznym pomysłem i obecnie trwają poszukiwania jego następcy. Wielce prawdopodobne, że „Kolejorza” ma przejąć zagraniczny trener. Niewykluczone, że władze klubu postawią na Czecha, o czym informują tamtejsze media. 




Lech Poznań miał w rundzie wiosennej ogromną szansę na powalczenie o mistrzostwo Polski. Systematyczne wpadki pogrzebały jednak te nadzieje. Choć do liderującej Jagiellonii poznaniacy tracą cztery punkty, to kibice w dużej mierze stracili już większe oczekiwania, szczególnie po ostatnich meczach z ŁKSem, Ruchem Chorzów czy Puszczą Niepołomice czy Cracovią.

Czeski ratunek?

Większość winy za kompromitujące wyniki zbiera Mariusz Rumak. Jego zatrudnienie przy Bułgarskiej okazało się kompletnym niewypałem i już jest pewne, że odejdzie on po sezonie z klubu. Jego idealnym następcą, według władz Lecha, byłby Maciej Skorża. Sam szkoleniowiec ma być jednak nie zainteresowany powrotem do Polski.

Wobec tego „Kolejorz” intensywnie szuka sobie nowego trenera. Czeskie media twierdzą, że jeden z ich szkoleniowców może przejąć schedę po Rumaku.




– Oczekuje się, że Luboš Kozel po sezonie opuści Slovana Liberca. Mógłby do polskiej ligi. Z zakulisowych informacji wynika, że jest on w kontakcie z Lechem Poznań – napisał na Twitterze Ludek Mádl, czeski dziennikarz. 

Kozel jest 53-letnim szkoleniowcem. W swoim CV nie posiada jednak zbyt wielu sukcesów. Od trzech lat prowadzi Slovana Liberec, zaś jego kontrakt wygasa w czerwcu bieżącego roku. W bieżącym sezonie jego drużyna po 30 meczach ma niezbyt imponujący bilans 10-10-10 i zajmuje siódme miejsce w tabeli ligi czeskiej.

W przeszłości Kozel prowadził jeszcze Dukla Praga (prawie 200 meczów) oraz młodzieżowe kadry Czech (U18 i U19). Zanim objął Slovana zajmował się jeszcze Banikiem Ostravą, skąd jednak odszedł po zaledwie roku.

Mnóstwo klubów chce Sebastiana Szymańskiego! Polak zdecydowany w kwestii przyszłości

Od kilku miesięcy pojawiają się nowe informacje odnośnie przyszłości Sebastiana Szymańskiego. Polakiem ma być poważnie zainteresowane kilka klubów z silniejszych lig niż turecka. Ponoć mowa nawet o dziewięciu drużynach. 




Szymański trafił do Fenerbahce jeszcze przed rozpoczęciem bieżącego sezonu. Ekspresowo odnalazł się w nowej drużynie i zaczął w niej grać pierwsze skrzypce. W sumie po 51 rozegranych meczach ma na koncie 12 goli i 18 asyst.

Długa lista

Nie brakuje tym samym doniesień o możliwej zmianie klubu przez Szymańskiego już nadchodzącego lata. Tureckie „Fotospor” twierdzi, że Polak nie planuje rozgrywać więcej niż jednego sezonu w Fenerbahce. O takiej decyzji władze klubu miał już poinformować Mariusz Piekarski. 24-latek chciałby trafić do jednej z lig TOP5.

Chętnych na usługi piłkarza oczywiście nie brakuje. Z doniesień „Fotospor” wynika, że zainteresowane Szymańskim jest aż dziewięć klubów.




– Piekarski twierdzi, że do tej pory skontaktowały się z nim trzy zespoły z Anglii, po dwa z Niemiec i Włoch oraz po jednym z Hiszpanii i Francji. Powiedział, że nie będzie miał trudności z przyniesieniem oferty w wysokości do 20 mln euro. Jego zdaniem nie należy wyceniać piłkarza na więcej niż 30 mln euro. Taka kwota byłaby trudna do osiągnięcia – twierdzą dziennikarze.

Nie podano na ten moment dokładnych nazw zainteresowanych klubów. Wcześnie jednak wspominano o Tottenhamie czy Napoli.

„Ruch nas nie zaskoczył” – Mariusz Rumak zabrał głos po kolejnej wpadce Lecha

Lech Poznań przegrał w piątek z Ruchem Chorzów (1-2). Mariusz Rumak ocenił przebieg gry po zakończonej rywalizacji. Szkoleniowiec twierdzi, że rywale go nie zaskoczyli. 




Górnik przegrał wczoraj z Cracovią aż 0-5. Wydawało się, że wpadka ekipy Jana Urbana była doskonałą szansą dla Lecha Poznań, aby na poważnie wrócić do walki o mistrzostwo. „Kolejorz” jednak nie nie skorzystał i przegrał z walczącym o utrzymanie Ruchem Chorzów 1-2.

Nie zaskoczyli?

Mariusz Rumak po ostatnim gwizdku nie owijał w bawełnę i wprost przyznał, że zespół zawiódł kibiców. Mało tego, szkoleniowiec nie potrafił w pomeczowych wywiadach wytłumaczyć, z czego wynikała kolejna kompromitacja i słaba dyspozycja jego piłkarzy.

– Zawiedliśmy dzisiaj na całej linii. Zaczęliśmy niemrawo, szczególnie w momencie odbioru piłki nie ruszaliśmy do przodu, a o tym rozmawialiśmy. Troszeczkę udało nam się zareagować szybko po stracie bramki, rzut karny i wydawało się, że to dzwonek, który obudzi zespół, ale druga połowa nie była dobra w naszym wykonaniu. Ponownie po straconej bramce drużyna zaczęła trochę lepiej grać, ale to zbyt mało. Zawiedliśmy i za to przepraszam – rozpoczął Rumak. 




– Sam szukam odpowiedzi na to pytanie. Wiedzieliśmy, jaka jest waga tego spotkania. Uczulałem na to, że Ruch Chorzów, w przeciwieństwie do meczu z Cracovią, będzie chciał grać w piłkę i właśnie ten moment jej odbioru będzie kluczowy dla nas. Nie potrafię na gorąco odpowiedzieć, dlaczego nie tworzyliśmy sytuacji. Emocje muszą opaść, a ja muszę jeszcze raz obejrzeć mecz – dodał, nawiązując do niewielkiej liczby sytuacji bramkowych. 

– Jedno to jest przygotowanie, a drugie to reakcja. Ruch Chorzów nas nie zaskoczył. Wiedzieliśmy, w jaki sposób chce otwierać grę, tworzyć sytuacje, grać wysoko wahadłowymi i wykonywać bardzo dużą liczbę dośrodkowań. Uczulaliśmy na to. Tak samo na zmianę stron i to jak przejąć kontrolę nad meczem. Ruch grał tak, jak wcześniej ze Śląskiem Wrocław, ale to my zawiedliśmy na całej linii – podsumował szkoleniowiec. 

Kamil Grosicki zabrał głos w sprawie przyszłości. Wymowne słowa 35-latka

Kamil Grosicki był wyraźnie rozgoryczony po porażce z Wisłą Kraków w finale Pucharu Polski. Skrzydłowy reprezentacji Polski wymownie wypowiedział się na temat swojej przyszłości w Pogoni Szczecin. Co dalej z kapitanem „Portowców”?




Wisła Kraków wygrała wczoraj Puchar Polski, pokonując w dogrywce Pogoń Szczecin 2-1. „Biała Gwiazda” wykazała się niebywałą walką do końca, bo gola na wagę remisu strzelili w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry. W dodatkowych 30 minutach na prowadzenie wyszli z kolei już po kilku minutach.

Wymowna wypowiedź

Piłkarze Pogoni byli zrozpaczeni po ostatnim gwizdku. „Portowcy” byli uważani za faworytów do zdobycia Pucharu Polski, a tym samym pierwszego trofeum w swojej historii. Niestety, w tym sezonie ponownie ta sztuka się im nie udała.

Po kilkunastu minutach od zakończenia gry do wywiadu postanowił podejść Kamil Grosicki. Kapitan Pogoni ze łzami w oczach wziął winę za porażkę drużyny na siebie. Zaznaczył, że nie pomógł swoim kolegom i nie dopisała mu forma.

– Powiem jednak szczerze, że Wisła była dzisiaj od nas lepszym zespołem. Od początku grała lepiej. W pewnym momencie strzeliliśmy gola i wydawało się, że zostanie tak do końca. Niestety się nie udało. Jesteśmy rozczarowani i mogę tylko przeprosić naszych kibiców. Wiem, że dla nich pewnie to słowo w tym momencie mało znaczy, ale jest nam przykro. Jesteśmy zawiedzeni – powiedział „Grosik” przed kamerami „TVP Sport”. 




Grosicki przy okazji udzielił dość wymownej wypowiedzi w kontekście swojej przyszłości. 35-latek zaznaczył, że musi zastanowić się nad tym, co zrobi dalej.

– Ja byłem dzisiaj bez formy. Bardzo słaby mecz zagrałem. Nie wiem, co się ze mną działo. Wydawało mi się, że jestem na tyle doświadczonym zawodnikiem, że takie mecze będą mnie niosły. Niestety nie pomogłem dzisiaj drużynie. Też muszę się zastanowić, co dalej, bo od kapitana drużyna potrzebuje w takich momentach najwięcej, a dzisiaj zawiodłem. Mam tego świadomość. Wszyscy marzyliśmy o tym pucharze. Niestety zawiedliśmy. Jest bardzo ciężko – zaznaczył Grosicki. 

Reprezentant Polski był w tym sezonie niezwykle ważnym zawodnikiem dla „Portowców”. Łącznie rozegrał dla Pogoni 39 meczów. Strzelił w nich 15 goli i zanotował 17 asyst.

Kolejne zamieszanie przed finałem Pucharu Polski. Kibice Pogoni zapowiadają strajk!

Gorąco zrobiło się na kilka godzin przed startem finału Pucharu Polski. Z informacji podanych przez Samuela Szczygielskiego z portalu meczyki.pl, kibice Pogoni Szczecin zapowiadają, że nie wejdą na finał. Powodem ma być obecność policji pod Stadionem Narodowym. 




Kilka dni temu pojawiły się pierwsze informacje związane z możliwym bojkotem finału Pucharu Polski. Kibice Pogoni wraz z kibicami Wisły Kraków, mieli żądać braku policji w strefie kontrolnej przy bramach PGE Narodowego. Sytuacja miała zostać załagodzona na specjalnym spotkaniu, gdzie uzgodniono, że funkcjonariusze pojawią się tylko prewencyjnie, w celu ochrony stewardów.

Bojkot

Na kilka godzin przez rozpoczęciem finału kibice Pogoni twierdzą, że policja złamała wspomnianą umowę. Według „Portowców” przy bramie numer 2 obok stewardów miało pojawić się 20 funkcjonariuszy. Zaraz za bramą z kolei miało ustawić się kolejnych 120 policjantów z 20 psami do przeszukań. Ich celem ma być zrobienie drugiej kontroli (po tej przeprowadzanej przez stewardów).

Policja ma być gotowa do przeprowadzenia przeszukań. Wyposażyć się już mieli w specjalne rękawiczki. Rozpocząć się także miały losowe spisywania kolejnych kibiców.




Jak podaje Samuel Szczygielski z portalu meczyki.pl fani Pogoni Szczecin strajkują. Na ten moment zapowiadają, że nie wejdą na PGE Narodowy, chyba że policja zaprzestanie wcześniej wspomnianych działań.

Źródło: Samuel Szczygielski – meczyki.pl.

Nowy kandydat do przejęcia Lecha Poznań! To byłby powrót po latach

Lech Poznań szykuje się do zatrudnienia nowego trenera. Obecnie głównym kandydatem do zastąpienia Mariusza Rumaka ma być Jan Urban. Tomasz Włodarczyk podaje jednak, że na drodze do jego zatrudnienia stoi sporo przeszkód. 




„Kolejorz” znajduje się w dość interesującej sytuacji. Choć w tym sezonie spisuje się poniżej oczekiwań, to wciąż liczy się w walce o mistrzostwo i zajmuje wysokie, 3. miejsce w tabeli. Do końca kampanii zostały jednak tylko cztery kolejki i tyle samo punktów do nadrobienia, żeby dogonić Jagiellonię.

Zmiana trenera

Za kilka tygodni dowiemy się więc, czy sezon 2023/24 będzie ostatecznie uznany w Poznaniu za zupełnie nieudany. Niezależnie jednak od końcówki, wiadomo że z Lecha odejdzie Mariusz Rumak. Zatrudnienie w grudniu 47-latka okazało się kompletnie nietrafionym pomysłem i latem zastąpi go inny trener.

Kandydatów na to stanowisko natomiast nie brakuje. Do tej pory głównie wymieniano Macieja Skorżę, Marka Papszuna lub Dawida Szulczka. Portal meczyki.pl zaznacza jednak, że raczej żaden z nich nie trafi na Bułgarską.

– Według naszej wiedzy pierwszy absolutnie nie chce pracować w Polsce, drugi nie jest realnie brany pod uwagę, a trzeciemu ma brakować odpowiedniego doświadczenia – czytamy na portalu. 




Informacje o innym szkoleniowcu, który miał się stać nieoczekiwanie faworytem do przejęcia „Kolejorza”, przedstawił Tomasz Włodarczyk w portalu „Z tego, co słyszę”. Redaktor naczelny twierdzi, że do Lecha mógłby wrócić Jan Urban.

– W gabinetach ma być jednak omawiany jeden polski trener. To Jan Urban, który świetnie radzi sobie w Górniku Zabrze. 61-latek pracował już w Lechu Poznań w sezonie 2015/2016. Wytrwał tylko kilka miesięcy. Miał na koncie 17 zwycięstw, 6 remisów i 12 porażek, ale wówczas kadra „Kolejorza” była mocno przeciętna – ocenił „Włodar”. 

Jako plusy zatrudnienia Urbana Włodarczyk wymienił doświadczenie szkoleniowca oraz znajomość organizacji. Podkreślał również jego ofensywne usposobienie w grze prowadzonych drużyn czy stawianie na młodzież. Niestety, minusów również było sporo.




– Argumenty przeciw? Obowiązujący kontrakt z Górnikiem, co samo w sobie może odrzucać powściągliwego Lecha. Do tego sytuacja w klubie. Zabrzanie mogą skończyć na miejscu gwarantującym grę w eliminacjach do europejskich pucharów. Do tego przy Roosvelta szykują się duże zmiany pod batutą Lukasa Podolskiego. Ma wejść duży inwestor. Urban to człowiek Górnika. Może z nim zrobić coś godnego zapamiętania – podkreślił dziennikarz. 

Konflikt w FC Barcelonie po hat-tricku Lewandowskiego? Piłkarz ma być wściekły na Polaka

Robert Lewandowski w ostatnim meczu z Valencią (4-2), okazał się bohaterem FC Barcelony. Polak zdobył hat-tricka, a w mediach pod jego adresem pojawiają się same superlatywy. Tymczasem okazuje się, że za kulisami miało dojść do konfliktu. 




W ostatnim meczu z Valencią Barcelony przegrywała po pierwszej połowie 1-2. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął Robert Lewandowski, który po zmianie stron aż trzykrotnie trafił do siatki „Nietoperzy”. Ostatni gol był szczególnej urody. Polak strzelił go z rzutu wolnego, niczym za najlepszych lat w Bayernie Monachium.

Konflikt?

To właśnie trafienie ze stałego fragmentu gry miało być przyczyną… spięcia między Lewandowskim i Ferranem Torresem. Hiszpan podszedł do piłki ustawionej przed murem razem z Polakiem, lecz to ten drugi finalnie oddał strzał. Ferranowi miało się to bardzo nie spodobać.




– Kiedy Lewandowski miał wykonać rzut wolny, Ferran chciał piłkę. Polski napastnik trafił do siatki, a Ferran był bardzo zły, po meczu nie został na murawie, aby podziękować kibicom – opisała Helena Condis dla „Cope”. 

– To niewiarygodne. Ferran chce wykonać rzut wolny, Lewandowski strzela gola, a Ferran, zamiast się cieszyć, schodzi wściekły – dodał jeszcze Juanma Castano.

Ronaldo Nazario wyłożył miliony na odbudowę klubu. Teraz sprzedaje udziały

Legendarny Ronaldo Nazario zdecydował się na sprzedanie swoich udziałów w brazylijskim Cruzeiro. Zdecydował się na taki ruch, mimo wyprowadzenie swojego rodzimego klubu z poważnych kłopotów…




W 2021 roku Ronaldo zdecydował się na poważną inwestycję. Brazylijczyk wykupił wówczas 90 proc. udziałów w swoim rodzimym Cruzeiro. Cała operacja miała kosztować go około 70 milionów dolarów.




Przez te trzy lata Cruzeiro udało się wyprowadzić z poważnych problemów. Klub wrócił do brazylijskiej Serie A, gdzie ma pewny środek tabeli, ale co najważniejsze – „The Athletic” podaje, że udało się również uregulować dług, który miał sięgać nawet 195 milionów dolarów.

Koniec

Choć inwestycja Ronaldo wydaje się nieoceniona w procesie odbudowy klubu, legendarny Brazylijczyk zdecydował się na zakończenie tej przygody. Zdobywca Złotej Piłki sprzeda swoje udziały w Cruzeiro BPW Sports Company. Obecnie nie wiadomo, ile ma kosztować cała transakcja, ale sam 47-latek ma pozostać w zarządzie.

Same superlatywy po występie Roberta Lewandowskiego. Polak wychwalany wszędzie

Robert Lewandowski w poniedziałek był zdecydowanym bohaterem FC Barcelony. Takim mianem okrzyknęły go również światowe media, które w swoich opiniach były zgodne. Polak zachwycił wszystkich swoim występem. 




Cóż to był za wieczór w Hiszpanii. Robert Lewandowski w poniedziałkowym meczu z Valencią (4-2) aż trzykrotnie wpisał się na listę strzelców i poprowadził FC Barcelonę do zwycięstwa. Kapitan reprezentacji Polski został tym samym drugim piłkarzem w naszej historii, który strzelił na boiskach La Liga trzy gole. Wcześniej dokonał tego tylko Jan Urban.

Bohater Barcelony

W mediach na próżno szukać teraz złych opinii pod adresem Lewandowskiego. Wszędzie przewijają się natomiast peany na temat występu  35-latka. Pochwały można znaleźć nie tylko w hiszpańskich, ale i w światowych redakcjach.

– Najlepsza wersja Lewandowskiego obroniła trzy punkty w mroźną noc. Polak strzelił hat-tricka, a Barça odzyskuje drugie miejsce, czekając na sobotni mecz z Gironą – pisze „Mundo Deportivo”.




– Lewandowski, uwolniony. Barcelona przegrywała z Valencią, ale Polak strzelił hat-tricka i dał drużynie trzy punkty – dodaje „Marca”.

– Zbawiciel Lewandowski. W drugiej połowie zdobył dwa gole głową i dołożył wisienkę na torcie w postaci uderzenia z rzutu wolnego. Polak, który miał być rezerwowym, ma na swoim koncie już 23 gole – podkreśla z kolei kataloński „Sport”.

– Piorun Roberta Lewandowskiego uderzył dziś trzykrotnie – napisało również „BBC”.

Rewolucja w Premier League! Kluby przegłosowały ograniczenie wydatków. Tylko 3 głosy na „nie”

Martyn Ziegler z „The Times” przekazał sensacyjne wieści. Z informacji dziennikarza wynika, że w Premier League niebawem możemy być świadkami ograniczenia wydatków związanych z transferami. „Za” miała opowiedzieć się zdecydowana większość klubów z angielskiej elity. 




W futbolowym świecie od wielu lat padają ogromne kwoty za przeprowadzane transfery. Prym w wydatkach wiodą największe kluby z lig Top 5, co skutecznie zwiększa przepaść między nimi a zespołami z mniejszą zdolnością finansową. Zasady Finansowego Fair Play, które stworzyła FIFA, miała pomóc w tej sytuacji, jednak regulamin kompletnie nie zdaje egzaminu. Wkrótce w Premier League może jednak odbyć się rewolucja.

Wielkie zmiany

Jak poinformował dziennikarz „The Times”, Martyn Ziegler, w Anglii odbyło się głosowanie w kwestii ograniczenia wydatków klubów w stosunku do zyskó z praw telewizyjnych i umów komercyjnych. Większość miała być pozytywnie nastawiona do takiego pomysłu i głosowała „za”. Przeciw wniosły tylko Manchester City, Manchester United oraz Aston Villa. Chelsea natomiast wstrzymała się od głosu.




Ziegler dodał, że wniosek zostanie teraz przekazany dalej. Jego zaakceptowanie zależy od Walnego Zgromadzenia, na którym zasiądą przedstawiciele Piłkarskiej Komisji Negocjacyjnej i Konsultacyjnej, Związku Piłki Nożnej, English Football League i Premier League. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to nowe reguły mają obowiązywać od sezonu 2025/26.

Tradycja przed finałem Pucharu Polski. Kibice Pogoni i Wisły grożą bojkotem

Jak zwykle przed finałem Pucharu Polski pojawia się groźba bojkotu. Tym razem wysunęli ją kibice Pogoni Szczecin. PZPN dostał od nich jasne ultimatum przed nadchodzącym widowiskiem. 




Finał Pucharu Polski budzi wielkie emocje niemal co roku. Niekoniecznie jednak z powodów sportowych. W tym roku najpierw zrobiło się głośno po deklaracji Jarosława Królewskiego, który chciał zdjęcia zakazu wyjazdowego dla kibiców Wisły Kraków. Prezes „Białej Gwiazdy” zagroził, że drużyna odda mecz walkowerem, jeżeli jej sympatycy nie wejdą na trybuny. Ten problem udało się rozwiązać i zakaz został zawieszony, jednak na tym nie kończą się kłopoty przed finałem.

Strajk

Jak podał portal kanalsportowy.pl, kibice Wisły i Pogoni rozważają zbojkotowanie finału Pucharu Polski. Mateusz Borek miał dotrzeć do pisma, jakie wystosowało Stowarzyszenie Kibiców Pogoni Szczecin „Portowcy” do PZPN. W treści sprzeciwili się planowanej obecności policji w strefie przyjęcia kibiców.




W liście powołano się na zapis ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Chodzi konkretnie o przepis, według którego policja może interweniować dopiero wtedy, gdy zawodzą służby porządkowe. Kibice Pogoni twierdzą więc, że organizator narusza prawo.

– Informujemy, że w sytuacji kiedy na terenie strefy kontroli Kibiców Pogoni Szczecin będą znajdować się funkcjonariusze Policji (…), Kibice Pogoni Szczecin nie rozpoczną wchodzenia na teren imprezy masowej – mieli napisać w piśmie kibice. Podobne mieli wystosować również fani Wisły Kraków. 

Finał Pucharu Polski zaplanowano na 2 maja, więc już na najbliższy czwartek. Pierwszy gwizdek sędziego usłyszmy o 16:00.

Źródło: kanalsportowy.pl

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.