Gonçalo Feio: „Stworzono ze mnie czarny charakter. Czasem to niesprawiedliwe”

Gonçalo Feio należy do najbardziej wyrazistych postaci w PKO BP Ekstraklasie. Portugalczyk często zbiera kartki od sędziów i, jak sam twierdzi, nie zawsze dzieje się to z uzasadnionych powodów. W rozmowie z TVP Sport otwarcie opowiedział o swojej reputacji, medialnym szumie i uprzedzeniach, z jakimi – jego zdaniem – musi się mierzyć.

„Nazwisko Feio się klika”

Trener Legii nie unika tematu swojej przeszłości. Przyznaje, że popełniał błędy, ale jednocześnie uważa, że jego obecny wizerunek nie oddaje tego, kim naprawdę jest jako szkoleniowiec i człowiek.

– Popełniłem błędy w przeszłości. Zdaję sobie też sprawę, że stworzono ze mnie nieco czarny charakter. To też wiąże się z sukcesem sportowym w poprzednim klubie, ale i obecnym, bo potrafiliśmy już sięgać po wyjątkowe rzeczy – stwierdził Feio.

– Nazwisko „Feio” się klika. Często pisze się o mnie w taki sposób, by nawiązywać do negatywów. To wpływa na zainteresowanie i na pewno w jakimś stopniu nakręca ludzi – dodał.

Portugalczyk podkreślił, że nie zależy mu na popularności i medialnym rozgłosie. Wręcz przeciwnie – wolałby pracować w cieniu.

– Czy to mi się podoba? Nie. Są w piłce ludzie, którzy uwielbiają być celebrytami. Ja tak zupełnie nie mam. Gdybym mógł zrezygnować z części swojej pensji, by być anonimową postacią, to z miłą chęcią bym to zrobił. Wiem jednak, że tak się nie da – zaznaczył.

Niesprawiedliwe traktowanie?

Feio odniósł się także do liczby kartek, które otrzymał w tym sezonie. Jego zdaniem część z nich była zdecydowanie przesadzona.

– W PKO BP Ekstraklasie mam na koncie 10 kartek. Czasami na nie zasłużyłem. Byłem też jednak karany za zdjęcie kurtki czy przywołanie własnego gracza w Katowicach – tłumaczył.

– Mam poczucie, że pojawia się uprzedzenie wobec mnie. Nie mam innego słowa, by nazwać te odczucia. Nikt mi nie powie, że jestem innym trenerem w Polsce, a innym w Europie – dodał, przywołując fakt, że w rozgrywkach UEFA nigdy nie został napomniany.

Zderzenie reputacji z rzeczywistością

Szkoleniowiec Legii przyznał, że różnice między opiniami osób, które go znają, a tym, co funkcjonuje w przestrzeni publicznej, są ogromne.

– Stworzyła się pewna aura, która nie jest bezpodstawna, bo jednak wiąże się z błędami przeszłości. Nie ma jednak do końca nic wspólnego z rzeczywistością Gonçalo Feio jako trenera, lidera czy współpracownika. Często to niesprawiedliwe – podsumował.

Źródło: TVP Sport

Szymon Marciniak w egzotycznej lidze. Poprowadzi mecz o mistrzostwo

Szymon Marciniak ponownie rozszerzy listę krajów, w których miał okazję prowadzić spotkania. Po doświadczeniach w krajach arabskich, Szwajcarii, Czechach, Grecji, Japonii czy na Cyprze, teraz przyszedł czas na Albanię.

Marciniak rozjemcą finału play-offów

Polski arbiter otrzymał zaproszenie do poprowadzenia finału ligi albańskiej, który odbędzie się 12 maja. Będzie to spotkanie decydujące o mistrzostwie kraju, rozegrane w formacie Final Four. O tytuł powalczą: Egnatia Rrogozhinë lub FK Partizani oraz Vllaznia Shkodër lub Dinamo City Tirana.

Decyzję o zaproszeniu Marciniaka ogłosił prezydent Albańskiego Związku Piłki Nożnej, Armand Duka:

– Do finału zaprosiliśmy jednego z najlepszych sędziów na świecie, Polaka Marciniaka, który tak poprowadzi mecz finałowy, aby dać jak najmniej wątpliwości co do zwycięzcy – podkreślił podczas ceremonii losowania par półfinałowych.

Polski sędzia pożądany w całym świecie

Od kilku sezonów Marciniak cieszy się ogromnym uznaniem nie tylko w UEFA czy FIFA, ale także w federacjach krajowych. Wielokrotnie proszono go o prowadzenie pojedynków o podwyższonym ryzyku, aby zmniejszyć szanse na kontrowersje związane z decyzjami sędziowskimi.

Z możliwości takich wyjazdów 44-latek chętnie korzysta, oczywiście za zgodą Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Sytuacja w albańskiej lidze

W sezonie zasadniczym liderem została Egnatia Rrogozhinë, choć w końcówce rozgrywek straciła sporo punktów i wyprzedziła Vllaznię Shkodër zaledwie o dwa „oczka”. Kolejne dwa punkty straty zanotowało Dinamo City Tirana, które jednak prezentowało się słabo w decydujących tygodniach sezonu.

Z kolei FK Partizani na ostatniej prostej wskoczyło na czwarte miejsce, rzutem na taśmę zapewniając sobie udział w play-offach.

Sezon w Albanii przyniósł także znaczące niespodzianki – z elitą pożegnały się takie uznane marki jak KF Laçi oraz ośmiokrotny mistrz kraju, FK Skënderbeu.

Źródło: FSHF, transfery.info

Szykuje się rekordowy transfer Widzewa? Napastnik na radarze klubu

Widzew Łódź szykuje się do intensywnych ruchów transferowych po zakończeniu sezonu. Jednym z głównych celów klubu jest Mariusz Stępiński. 29-letni napastnik Omonii Nikozja może nie tylko wrócić do Polski, ale także stać się bohaterem największego transferu w historii łódzkiego klubu.

Ambitne plany Widzewa

Od czasu, gdy Robert Dobrzycki – właściciel firmy Panattoni – przejął większość akcji Widzewa, w Łodzi mówi się o ambitnych planach. 13,4 miliona złotych zainwestowanych w klub ma przełożyć się na realne wzmocnienia. Wiele mówiło się także o usprawnieniu infrastruktury. Opowiadał o tym między innymi wiceprezes Rydz, w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą.

Wśród nazwisk pojawiających się w medialnych spekulacjach znaleźli się polscy piłkarze grający za granicą: Michał Skóraś, Kamil Jóźwiak, Dawid Kownacki. Wiele wskazuje jednak na to, że pierwszy z wymienionych raczej nie będzie chciał jeszcze wracać do Ekstraklasy. Wśród wymienionych znalazł się także Mariusz Stępiński.

Omonia oczekuje miliona euro

Jak donoszą cypryjskie media, Omonia Nikozja wycenia swojego napastnika na milion euro. Portal Sport-fm.com.cy informował, że Widzew Łódź już złożył ofertę, ale była ona zbyt niska, by rozpocząć negocjacje.

– Omonia oczekuje lepszej propozycji. Obecnie nie prowadzi rozmów z żadnym polskim klubem. Sprawa jest rozwojowa – czytamy na cypr24.eu.

Jeśli Widzew rzeczywiście zdecyduje się spełnić oczekiwania Cypryjczyków, byłby to najdroższy zakup w historii klubu. Dotąd rekord transferowy Widzewa wynosił 500 tysięcy euro – tyle zapłacono za Marcina Robaka w 2008 roku.

Mariusz Stępiński ma za sobą bardzo udany sezon. W 38 występach dla Omonii zdobył 16 bramek i zanotował jedną asystę. Jego regularność i doświadczenie czynią go atrakcyjnym celem transferowym.

Aktualnie Omonia Nikozja zajmuje czwarte miejsce w cypryjskiej lidze z dorobkiem 61 punktów. W ostatniej kolejce klub powalczy o awans na trzecią pozycję, dającą prawo gry w eliminacjach Ligi Konferencji Europy.

Źródło: Cypr24.eu, Sport.pl

Piłkarz Lecha po stracie punktów: „Wierzymy w mistrzostwo”

Lech Poznań miał szansę zrównać się punktami z Rakowem Częstochowa, jednak dramatyczna końcówka meczu z Radomiakiem pokrzyżowała jego plany. Mimo rozczarowującego remisu 2:2, Radosław Murawski w rozmowie z TVP Sport zapewnił, że „Kolejorz” wciąż walczy o mistrzostwo Polski.

Sytuacja wymknęła się spod kontroli

Wydawało się, że Lech po niedzielnym spotkaniu znacząco zbliży się do lidera tabeli. Jeszcze w 78. minucie poznaniacy prowadzili 2:0 i kontrolowali przebieg meczu. Jednak końcówka należała do Radomiaka. Najpierw kontaktowego gola zdobył Capita, a w doliczonym czasie gry punkt dla gospodarzy uratował Abdoul Tapsoba.

Tym samym Lech traci dwa punkty do Rakowa, który również nie ustrzegł się wpadek. Medaliki zremisowały niedawno z Puszczą Niepołomice i przegrały z Pogonią Szczecin.

Radosław Murawski pojawił się na murawie w 58. minucie. Po meczu z Radomiakiem nie ukrywał rozczarowania wynikiem i grą drużyny w końcówce.

– Nie da się normalnymi słowami wytłumaczyć tego, co działo się w drugiej połowie. Jest to dość trudny moment, bo z mojej perspektywy, wchodząc przy 2:0, mieliśmy rozgrywać, utrzymać się przy piłce i szukać sobie kolejnych szans. Było kompletnie odwrotnie. Drużyna walcząca o mistrzostwo Polski powinna dowieźć ten wynik – powiedział pomocnik Lecha.

Pomimo straty punktów, Murawski zapewnił, że drużyna nie zamierza składać broni.

– Nikt ze wszystkich dookoła nie wierzy w mistrzostwo, ale my sami wewnętrznie wierzymy. Nie patrzymy już na Raków, przed tym meczem też nie patrzyliśmy. Skupiamy się na sobie, chcemy wygrywać. Nie jest łatwo wygrać osiem meczów z rzędu. Zdawaliśmy sobie sprawę, aczkolwiek boli, że przy 2:0, kiedy zwycięstwo powinno być dowiezione, tracisz niepotrzebnie punkty. Nie składamy broni, idziemy dalej. Mamy cztery mecze, cztery bardzo ważne finały. Chcemy w nich zdobyć 12 punktów i zobaczymy, co nam to przyniesie na koniec sezonu – podkreślił były piłkarz Piasta Gliwice.

Do końca sezonu Lechowi Poznań pozostały cztery spotkania: z Puszczą Niepołomice, Legią Warszawa, GKS-em Katowice oraz Piastem Gliwice.

Źródło: TVP Sport

Chaos w Wieczystej po zwolnieniu Peszki. Borek: „Co to za casting?”

Zamieszanie w Wieczystej Kraków po rozstaniu ze Sławomirem Peszko trwa w najlepsze. Klub, który wciąż liczy się w walce o awans do I ligi, nie ma jeszcze nowego trenera. W mediach przewija się lista znanych nazwisk, jednak żadne z nich nie przyjęło oferty. Głos w sprawie zabrał Mateusz Borek, który nie szczędził krytycznych uwag pod adresem sposobu zarządzania klubem.

Peszko zwolniony, a nazwiska się mnożą

Sławomir Peszko poprowadził Wieczystą zaledwie przez kilka miesięcy. Po trzech porażkach w rundzie wiosennej zarząd zdecydował o zakończeniu współpracy. Decyzja miała na celu wstrząsnąć drużyną i dać jej nowy impuls na finiszu sezonu.

Kto przejmie drużynę? Na liście kandydatów pojawili się m.in. Jan Urban, Maciej Skorża, Jacek Magiera, Szymon Grabowski, Piotr Stokowiec i Gino Lettieri. Jak dotąd żaden z nich nie objął stanowiska, a sytuacja coraz bardziej przypomina casting.

Całą sprawę skomentował na platformie X Mateusz Borek. Znany dziennikarz nie ukrywał swojego zdziwienia i krytycznego podejścia do sposobu poszukiwania trenera.

– Urban, Skorża, Magiera, Grabowski, Stokowiec, Lettieri. Co to za casting? Czy ktoś szuka trenera o konkretnym stylu i profilu, czy tylko nazwiska? – zapytał.

Dodał także, że przy ewentualnym awansie Wieczysta będzie musiała przebudować niemal cały skład.

– Jak się człowiek wgłębi, to przy awansie znowu trzeba 10 nowych, by grać o coś. Oglądałem kilka ich meczów wiosną. I mam dosyć smutne wnioski – podkreślił Borek.

Porównanie do Wojciechowskiego

Dziennikarz odniósł się też do sposobu prowadzenia klubu przez właściciela Wojciecha Kwietnia. Jeden z użytkowników porównał go do byłego właściciela Polonii Warszawa – Józefa Wojciechowskiego.

– Zna się dużo lepiej na piłce. Ale czasem działa zbyt impulsywnie – ocenił.

Wieczysta Kraków zajmuje obecnie drugie miejsce w tabeli II ligi z dorobkiem 58 punktów. Tyle samo ma trzecia Polonia Bytom, ale tylko dwa pierwsze miejsca gwarantują bezpośredni awans. Do końca sezonu pozostało jeszcze siedem kolejek.

Tymczasowo zespół prowadzi Rafał Jędrszczyk, który był asystentem Peszki. Niewykluczone jednak, że to właśnie on poprowadzi drużynę do końca sezonu.

Źródło: X

Wojciech Szczęsny szczerze o nałogu: „Przegrałem tę walkę. Nie róbcie tego, co ja”

Wojciech Szczęsny udzielił wywiadu dla „Sportu”. W rozmowie poruszył temat, który od lat powraca w kontekście jego osoby – palenie papierosów. Jak sam przyznał, nie potrafi się od tego uwolnić, ale zdecydował się na szczerość, by przestrzec młodsze pokolenie.

„Nie naśladujcie mnie”

35-letni golkiper nie ukrywa, że temat palenia jest dla niego trudny. Choć słynie z poczucia humoru i dystansu, w tej kwestii mówi otwarcie i z powagą.

– Nie lubię o tym rozmawiać, ale jeśli chodzi o palenie, proszę, nie naśladujcie mnie, nie róbcie tego. Przegrałem tę walkę. Kiedy byłem młody, stworzyłem nawyk, który negatywnie na mnie oddziałuje i zdaję sobie z tego sprawę. Po prostu nie mogę tego przezwyciężyć – wyznał Szczęsny.

– Dlaczego poruszyłem ten temat? Bo nie jestem politykiem. Jestem bramkarzem, którego zadaniem jest łapać piłki i je kopać. Znacznie łatwiej jest zachować spójność z poprzednimi wywiadami, jeśli jest się szczerym, otwartym i nigdy się nie kłamie. Oczywiście, są rzeczy, o których wolałbym nie mówić. To jedna z nich.

Mimo powagi tematu, Szczęsny jak zawsze nie odmówił sobie charakterystycznego dystansu.

– Sposób, w jaki bronimy dostępu do naszej bramki, znacznie ułatwia mi pracę. Obrońcy blokują wszystkie strzały, wygrywają pojedynki, główki… więc wtedy, że tak powiem, mogę wyjść i zapalić – rzucił z uśmiechem.

Forma Polaka rzeczywiście stoi na wysokim poziomie. W 25 meczach tego sezonu zanotował już 13 czystych kont, a Barca przegrała z nim w składzie tylko raz. Do tego w tym sezonie Polak miał serię 22 spotkań bez porażki.

Źródło: SPORT, Transfery.info

Pracownik Rakowa przeprosił po kontrowersyjnym wpisie. „Usprawiedliwienia brak”

Raków Częstochowa był mocno krytykowany po tym, jak oficjalne konto klubu w mediach społecznościowych zamieściło wpis wspierający Ericka Otieno. Kenijczyk wyleciał z boiska już w 16. minucie sobotniego meczu z Pogonią Szczecin za brutalny faul na Rafale Kurzawie. Słowa wsparcia wobec sprawcy niebezpiecznego wejścia wywołały natychmiastową falę oburzenia.

Brutalny faul i czerwona kartka

W spotkaniu 28. kolejki Ekstraklasy Pogoń pokonała Raków 1:0. Jednak kluczowy moment meczu miał miejsce już w pierwszym kwadransie. Erick Otieno zaatakował Rafała Kurzawę obiema nogami, wykonując niebezpieczny wślizg, który mógł zakończyć się poważną kontuzją. Na szczęście pomocnik Pogoni nie doznał urazu, choć obraz samego wejścia Kenijczyka był wyjątkowo niepokojący.

Mimo powagi sytuacji, oficjalne konto Rakowa Częstochowa na portalu X opublikowało krótki wpis: „Trzymaj się, Erick! 👊”.

W związku z tym wpisem internauci zarzucili klubowi brak empatii i bagatelizowanie brutalnego faulu.

Autor wpisu przeprosił

Po gwałtownej reakcji użytkowników sieci do sprawy odniósł się Szymon Sobol, autor niefortunnego posta. Pracownik Rakowa przyznał się do błędu i zamieścił przeprosiny:

– Sporo hejtu wylało się pod tym postem. W pełni zrozumiałe i zasłużone. Nie lubię chować głowy w piach, więc jako autor tego wpisu mogę jedynie przeprosić. Czasem po wrzuceniu tysiąca postów, zdarzy się i taki. Niestety. Usprawiedliwienia brak – napisał.

W dalszej części dodał, że sytuacja została oceniona pochopnie, najpewniej z perspektywy trybun, bez dostępu do powtórek. Zaznaczył też, że jako kibic zwykle stara się wspierać swoich zawodników, ale tym razem wyszło niefortunnie.

– Nie wyszło. Spokojnych Świąt dla wszystkich – zakończył.

Źródło: X

Frederiksen zachwycony piłkarzem Cracovii: „Musimy mieć go na oku”

W 29. kolejce PKO BP Ekstraklasy Lech Poznań zmierzy się z Cracovią. To spotkanie może mieć nie tylko znaczenie sportowe, ale również transferowe. Benjamin Källman od dawna bowiem znajduje się na celowniku „Kolejorza”.

Källman kandydatem do wzmocnienia Lecha

Lech od dłuższego czasu szuka klasowego napastnika. Zimą do Poznania trafił Mario González, jednak jego wypożyczenie z Los Angeles FC nie spełniło oczekiwań. Hiszpan latem opuści klub, a działacze ponownie ruszą na rynek.

Zarówno forma Mikaela Ishaka, jak i spadek zaufania do Filipa Szymczaka sprawiają, że ofensywa Lecha potrzebuje świeżości. W tym kontekście nazwisko Benjamina Källmana przewija się coraz częściej. Już wcześniej informował o tym Tomasz Włodarczyk, a rozmowy z Cracovią miały być prowadzone w ciszy.

Liczby mówią same za siebie

Fiński napastnik ma za sobą znakomity sezon. W 28 meczach Ekstraklasy zdobył 17 bramek i dorzucił do tego 8 asyst. Z dorobkiem 25 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej zajmuje pierwsze miejsce w lidze.

Jego kontrakt wygasa wraz z końcem czerwca, co czyni go jeszcze atrakcyjniejszym celem transferowym. Källman nie ogłosił jeszcze decyzji w sprawie swojej przyszłości, dlatego dzisiejszy mecz może być symboliczny. Zarówno dla niego, jak i dla Lecha.

Podczas przedmeczowej konferencji trener Lecha, Niels Frederiksen, nie ukrywał uznania dla Fina. Jednocześnie zaznaczył, że jego drużyna musi zachować szczególną czujność.

– Spisuje się w tym sezonie naprawdę świetnie. Strzela sporo goli. W dodatku nie tylko dysponuje dużą szybkością, ale także fizycznie jest mocny. Umie wykorzystywać sytuacje, dlatego będziemy musieli go mieć na oku – mówił Duńczyk.

– Nie możemy zostawiać mu żadnych przestrzeni. Będziemy musieli błyskawicznie reagować. Najlepiej byłoby, gdybyśmy posiadali często piłkę. Wtedy ani Cracovia, ani on nie będą jej mieć – dodał.

Początek meczu Lech – Cracovia zaplanowano na godzinę 20:15.

Źródło: Lech Poznań, Meczyki.pl

Flick traci cierpliwość. Niemiec wściekły po meczu z Borussią

FC Barcelona awansowała do półfinału Ligi Mistrzów, ale porażka 1:3 z Borussią Dortmund w rewanżu ćwierćfinału wywołała nerwową reakcję Hansiego Flicka. Według Mundo Deportivo, trener Katalończyków jest wyraźnie niezadowolony z formy drużyny. I zamierza działać – bez taryfy ulgowej dla zawodników.

Wyniki są, ale forma już nie

Wyniki Barcelony z kwietnia na pierwszy rzut oka nie wyglądają źle: 1:0 z Atletico, 1:1 z Betisem, 4:0 z Borussią, 1:0 z Leganes i w końcu wspomniana porażka 1:3 w Dortmundzie. Jednak, jak zauważa Mundo Deportivo, tylko w jednym z tych spotkań — pierwszym starciu z BVB — „Blaugrana” prezentowała się naprawdę dobrze.

Co ważne, od tamtej pory zespół Flicka nie zdobył ani jednej bramki z gry. Zarówno przeciwko Leganes, jak i w rewanżu z Borussią, do siatki trafiali… rywale, po samobójczych trafieniach. Choć bramki te były efektem pressingu lub chaosu podbramkowego, Barcelona tworzyła znacznie mniej klarownych sytuacji niż wcześniej.

Jak donosi Mundo Deportivo, Hansi Flick nie krył frustracji po przegranym meczu na Signal Iduna Park. Powodem nie była jedynie porażka, ale również fakt, że jego drużyna pozwoliła rywalom na zbyt wiele. Niemca zabolało też to, że przegrał w bezpośrednim pojedynku z Niko Kovacem – trenerem, którego kiedyś zastąpił w Bayernie Monachium. Zdenerwowanie Flicka było wyczuwalne jeszcze dzień po spotkaniu.

Zazwyczaj po takiej serii meczów i awansie do półfinału Ligi Mistrzów drużyna mogłaby liczyć na chwilę oddechu. Tym razem będzie inaczej. Flick nie zamierza odpuszczać. Według Mundo Deportivo, Niemiec planuje „dokręcić śrubę” swoim zawodnikom. Nawet mimo tego, że najbliższe dwa mecze – z Celtą Vigo i Mallorcą – wydają się na papierze łatwiejsze.

Trener uważa, że właśnie te spotkania mogą dodać zespołowi energii. Zwłaszcza jeśli Real Madryt straci punkty z Getafe lub Athletic Club.

Najbliższy mecz Barcelona rozegra już w sobotę, 19 kwietnia o 16:15, gdy na własnym stadionie podejmie Celtę Vigo. Następnie, we wtorek 22 kwietnia o 21:30, zmierzy się z Mallorcą. Później czekają ją dwa arcyważne spotkania: finał Pucharu Króla z Realem Madryt (26.04, 22:00) oraz pierwszy półfinał Ligi Mistrzów z Interem Mediolan (30.04, 21:00).

Źródło: Mundo Deportivo, Sport.pl

Pierwsza porażka Szczęsnego w Barcelonie. Hiszpańskie media nie miały litości

Wojciech Szczęsny po raz pierwszy zaznał smaku porażki jako podstawowy bramkarz FC Barcelony. Katalończycy przegrali w Dortmundzie 1:3 z Borussią, jednak mimo niepowodzenia awansowali do półfinału Ligi Mistrzów dzięki wcześniejszemu zwycięstwu 4:0. Hiszpańskie media nie tylko surowo oceniły występ Polaka, ale też popełniły zaskakującą pomyłkę.

Passa przerwana

Szczęsny do tej pory uchodził za talizman Barcelony. Z nim w bramce drużyna nie przegrała żadnego z 22 spotkań. Wtorkowa porażka w Dortmundzie przerwała tę serię, choć nie pokrzyżowała planów awansowych. Polak nie miał większych szans przy straconych bramkach, ale jedno zdarzenie zaważyło na jego ocenie.

To właśnie Szczęsny sprokurował rzut karny, po którym Borussia objęła prowadzenie. Ta sytuacja wyraźnie wpłynęła na jego notę meczową.

„Marca” pomyliła narodowość, a „Sport” nie oszczędził w słowach

Dziennik Marca, komentując występ Szczęsnego, przypomniał o jego rekordowej serii, choć… nazwał go Niemcem.

„Niemiecki bramkarz, który w 2025 roku jest numerem jeden, od momentu wskoczenia do składu nie zaznał porażki w koszulce Barcelony. W zasięgu ręki miał przejście do historii, ale tak się jednak nie stało” – napisano, jednocześnie przypominając o niespełnionej szansie wyrównania serii Johana Cruyffa.

Z kolei kataloński Sport ocenił Szczęsnego jako najsłabszego zawodnika Barcelony w tym spotkaniu.

„Sprokurował niepotrzebny rzut karny, co pozwoliło gospodarzom otworzyć wynik spotkania. To nie było konieczne. Jeszcze w pierwszej połowie zrehabilitował się broniąc jeden groźny strzał”.

Kłopoty przed meczem

El Mundo Deportivo poszło o krok dalej i wskazało, że problemy Szczęsnego mogły zacząć się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Polak nabawił się urazu dłoni podczas rozgrzewki, co – zdaniem dziennika – mogło wpłynąć na jego decyzje w trakcie meczu.

„Po szybkim wyleczeniu urazu w dłoniach podczas rozgrzewki, zbyt mocno zaryzykował, wychodząc pod nogi Grossa, który był odwrócony plecami. Niepotrzebnie sprokurował rzut karny, który oznaczał prowadzenie Borussii. Potem odbił nogą strzał Adeymiego, ale nie poradził sobie z rzutem rożnym, po którym było 2:0. To jego pierwsza porażka w Barcelonie” – podsumowano.

FC Barcelona awansowała do półfinału Ligi Mistrzów z łącznym wynikiem 5:3.

Źródło: Polsat Sport, El Mundo Deportivo, Sport, Marca

Hiszpańska prasa przed meczem BVB – Barca. „Z Polakiem w bramce nie wiedzą, co to znaczy przegrać”

We wtorkowy wieczór Wojciech Szczęsny po raz trzeci w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy pojawi się na Signal Iduna Park. Dwa poprzednie razy był rezerwowym. Tym razem stanie między słupkami jako podstawowy bramkarz FC Barcelony w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów przeciwko Borussii Dortmund.

Dortmund znów na drodze Szczęsnego

W czerwcu 2024 roku Szczęsny siedział na ławce rezerwowych podczas meczu Polska – Francja (0:0) na Euro 2024. We wrześniu, już jako piłkarz Barcelony, był również zmiennikiem w wygranym 3:2 starciu przeciwko BVB w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Teraz sytuacja jest zupełnie inna – Polak wywalczył sobie miejsce w bramce i jest niekwestionowanym numerem jeden w zespole Hansiego Flicka.

Hiszpańskie „Mundo Deportivo” poświęciło Polakowi osobny artykuł. Podkreślono w nim, że Szczęsny nie przegrał jeszcze ani jednego meczu w barwach Barcelony.

„Z Polakiem w bramce Barcelona nie wie, co to znaczy przegrać” – zaznaczono.

Możliwość dogonienia legendy

W spotkaniu z Borussią Szczęsny może wyrównać rekord Johana Cruyffa z sezonu 1973/74. Legendarny Holender nie przegrał żadnego z 23 meczów rozegranych wtedy dla Barcelony. Dziś Polak ma na koncie 22 mecze bez porażki. Awans do półfinału Ligi Mistrzów byłby zatem nie tylko sukcesem drużynowym, ale także mocnym wyróżnieniem w karierze polskiego bramkarza.

Przed meczem z Borussią dziennikarze przypomnieli wypowiedzi Szczęsnego z konferencji prasowej. Pytania dotyczyły przede wszystkim konkurencji z wracającym po kontuzji Marc-André ter Stegenem.

– Nie pozwalasz mi się rozgrzać, uderzasz prosto do tematu ter Stegena. Marc grał na bardzo dobrym poziomie. Porównywanie go do mnie nie ma większego sensu. Wraca do treningów po poważnej kontuzji. Gdy wróci do zdrowia, nie będzie wielu bramkarzy, którzy mogliby się z nim równać – przyznał Polak.

– Nie uwierzyłbym, gdyby ktoś powiedział mi, że mogę zdobywać tytuły z FC Barceloną – dodał.

Dojdzie do rotacji?

Trener Barcelony nie dał jednak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o rotację w bramce w najważniejszych meczach sezonu.

– W piłce nożnej wszystko się może zdarzyć. Nie mogę dać stuprocentowej odpowiedzi – uciął.

FC Barcelona ma ogromną zaliczkę z pierwszego meczu, wygranego aż 4:0. Dwa gole strzelił Robert Lewandowski, a po jednym dorzucili Raphinha i Lamine Yamal. Borussia Dortmund – FC Barcelona odbędzie się we wtorek, 15 kwietnia o godzinie 21:00.

Źródło: Sport.pl, Mundo Deportivo, FC Barcelona

Jakub Moder doceniony za ostatni mecz. „Motor napędowy”

Holenderskie media doceniły Jakuba Modera za występ w ostatnim meczu w barwach Feyenoordu. Według tamtejszej prasy Polak jest motorem napędowym drużyny.

Trudna droga Modera

Kariera Jakuba Modera nie należy do najłatwiejszych. Po znakomitym wejściu do seniorskiego futbolu w barwach Lecha Poznań i głośnym transferze do Brighton, Polak zmagał się z poważną kontuzją, która na długo zatrzymała jego rozwój. Od niedawna pomocnik odradza się w Feyenoordzie Rotterdam i udowadnia, że nadal potrafi robić różnicę.

Gdy Moder opuszczał Brighton, niewielu mogło przypuszczać, że z miejsca stanie się kluczowym graczem nowego zespołu. W Anglii pamiętany jest raczej jako zawodnik o ogromnym potencjale, którego karierę brutalnie zahamowało zerwanie więzadeł krzyżowych. Polak pauzował ponad 570 dni i – mimo wielkich nadziei – nie zdążył rozwinąć skrzydeł w Premier League. Brighton, które w 2020 roku zapłaciło za niego 11 milionów euro, ostatecznie zdecydowało się zakończyć współpracę.

W styczniu 2025 roku po Modera sięgnął Feyenoord. Wówczas klub prowadził Brian Priske, jednak jego kadencja nie trwała długo. Tymczasowo zespół objął Pascal Bosschaart, a następnie stery przejął Robin van Persie. To właśnie legenda holenderskiej piłki uczyniła z Modera jednego z kluczowych zawodników w swojej koncepcji gry.

Dwa gole, trzy punkty i fala pochwał od prasy

W ostatnim meczu ligowym Feyenoord mierzył się na wyjeździe z Fortuną Sittard. Choć drużyna z Rotterdamu nie zachwyciła, to dzięki dwóm trafieniom Modera zainkasowała cenne trzy punkty.

Zobacz również: Dublet Jakuba Modera! Polak dał zwycięstwo Feyenoordowi [WIDEO]

Jego występ docenił m.in. portal Voetbal International, który zatytułował relację z meczu:

„Dzięki Moderowi przeciętny Feyenoord wciąż pozostaje w wyścigu o drugie miejsce”.

Dziennikarze podkreślili, że drużyna zagrała słabo, lecz skuteczność Modera uratowała wynik.

„Rotterdamczycy zagrali bardzo niedbale w wyjazdowym meczu z Fortuną Sittard, ale dzięki dwóm bramkom Jakuba Modera udało im się zdobyć upragnione trzy punkty i tymczasowo zmniejszyć stratę do PSV. […] Od styczniowego transferu Polak zdobył już cztery bramki, tylko o jedną mniej niż strzelec z Fortuny – Ezequiel Bullaude” – czytamy.

Co więcej, Moder otrzymał najwyższą notę spośród wszystkich piłkarzy obecnych na boisku. Podobnie ocenili go dziennikarze portalu Voetbalprimeur.nl, którzy również nie szczędzili pochwał.

„Nieskuteczny Feyenoord może tylko dziękować Moderowi. Ponownie zwiększają oni presję na PSV” – podsumowali.

W następnej kolejce Feyenoord zmierzy się u siebie z PEC Zwolle. Spotkanie zaplanowano na piątek 25 kwietnia o godzinie 21:00.

Źródło: Interia Sport, Voetbalprimeur.nl, Voetbal International

Bramkarz chciał rozproszyć Sergio Ramosa w nietypowy sposób. Odwrócił się przed rzutem karnym [WIDEO]

W lidze meksykańskiej doszło do niecodziennej sytuacji. Nahuel Guzman, bramkarz Tigres UANL w nietypowy sposób próbował zdekoncentrować Sergio Ramosa przed rzutem karnym. Hiszpan jednak nie dał się sprowokować i trafił do siatki.

Bramkarz z cyrkowym pomysłem

Do zdarzenia doszło na początku drugiej połowy meczu. Ramos podszedł do „jedenastki”, ale w tym momencie rozpoczął się pokaz… aktorski bramkarza Tigres. Nahuel Guzman stanął plecami do strzelca. Obserwował go jedynie ukradkiem przez ramię. Kiedy Ramos rozpoczął rozbieg, Guzman gwałtownie się odwrócił i zaczął tańczyć na linii bramkowej.

Pomimo prób wytrącenia go z równowagi, Ramos pozostał niewzruszony. Pewnym strzałem zdobył bramkę, który był już jego czwartym trafieniem dla nowego klubu.

Ramos dał swojej drużynie prowadzenie, ale końcówka meczu nie potoczyła się po ich myśli. Zespół Hiszpana kończył spotkanie w dziewiątkę – czerwone kartki obejrzeli German Berterame oraz Oliver Torres. To sprawiło, że rywale przejęli inicjatywę.

Tigres wykorzystało grę w przewadze dopiero w doliczonym czasie gry. Najpierw wyrównał Sebastian Córdova, a chwilę później zwycięskiego gola zdobył Nicolas Ibáñez. W ten sposób gospodarze odwrócili losy spotkania i sięgnęli po komplet punktów.

Źródło: Weszlo.com

18-latek doceniony przez trenera Lecha. „Nie byłem tym zaskoczony”

Lech Poznań przygotowuje się do kolejnego ligowego meczu. Tym razem na drodze Kolejorza stanie Motor Lublin. Przed spotkaniem sporo mówi się o Wojciechu Mońce.

Frederiksen odważnie stawia na młodzież

W ostatnim meczu z Koroną Kielce trener Niels Frederiksen zdecydował się na kilka odważnych ruchów kadrowych. W wyjściowym składzie pojawiło się dwóch „nowych” młodzieżowców: Kornel Lisman i Wojciech Mońka. Szczególnie ten drugi przykuł uwagę ekspertów oraz kibiców, którzy docenili jego pewność w defensywie.

Mońka miał już epizod w pierwszym składzie podczas grudniowego starcia z Górnikiem Zabrze, ale tamta sytuacja wynikała z problemów kadrowych. Tym razem jednak 18-latek wygryzł z jedenastki gotowego do gry Alexa Douglasa.

Postawę młodego obrońcy skomentował Maksymilian Dyśko w rozmowie z TVP Sport. Dziennikarz doskonale zaznajomiony z tematem talentów akademii Kolejorza stwierdził, że Mońka wyróżnia się na tle innych wychowanków.

– Trudno stwierdzić czy Mońka jest największym talentem wśród defensorów Lecha Poznań. Doceniłbym Michała Gurgula, który wskoczył na bardzo głęboką wodę i poradził sobie dobrze mimo trudniejszej rundy wiosennej. Jest on zawodnikiem z daną jakością, który nie zejdzie poniżej pewnego poziomu. Mońka to jednak większy talent od Maksymiliana Pingota, czy innych środkowych obrońców, którzy w ostatnich latach pojawili się w Akademii Lecha Poznań – ocenił Dyśko.

Również szkoleniowiec Lecha nie szczędził mu pochwał. Frederiksen przed niedzielny mmeczem podkreślił, że solidny występ Mońki z Koroną nie był dla niego zaskoczeniem.

– Wszyscy nasi młodzi zawodnicy pokazali się w meczu z Koroną z korzystnej strony. Dobrze było widzieć przykładowo Wojtka Mońkę wychodzącego w podstawowym składzie i rywalizującego na wysokim poziomie. Szczerze mówiąc: nie byłem jednak tym faktem zaskoczony, ponieważ obserwując go na codziennych treningach wiedziałem, czego możemy się po nim spodziewać – przyznał Duńczyk.

Nie można więc wykluczyć, że Mońka dostanie kolejne minuty. Lech mierzy się w najbliższej kolejce z Motorem Lublin. Mimo że rywal teoretycznie należy do słabszych, może okazać się wymagającym testem dla młodego obrońcy. Zwłaszcza, że w poprzedniej rundzie beniaminek pokonał Kolejorza przy Bułgarskiej.

Spotkanie wicelidera Ekstraklasy z Motorem Lublin zaplanowano na niedzielę, 13 kwietnia o godzinie 17:30.

Źródło: Lech Poznań, TVP Sport

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.