Duży talent będzie grać dla Polski? „Został zgłoszony do PZPN, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi”

W reprezentacji Polski gra obecnie Matty Cash, który otrzymał polskie obywatelstwo. Wcześniej również mieliśmy podobne przypadki, patrząc między innymi na Ludovica Obraniaka czy Damiena Perquisa. W niedalekiej przyszłości możemy być natomiast świadkami kolejnych naturalizacji zagranicznych piłkarzy. 




Od jakiegoś czasu w kontekście gry w reprezentacji Polski głośno jest o Yarku Gąsiorowskim z Valencii. Obrońca posiada polskie korzenie, a także polski paszport. Co prawda PZPN starał się już zapraszać 18-latka na zgrupowania młodzieżówki, ale powołania blokował jego klub. Teraz coraz częściej mówi się o kolejnym piłkarzu.

„Nie dostałam odpowiedzi”

Mowa konkretnie o Thomasie Campaniellim. 15-letni napastnik gra obecnie w Empoli, a polskim kibicom dał się poznać w maju przy okazji włoskiej i polskiej młodzieżówki. Wówczas „Biało-Czerwoni” przegrali 1-3, a Campaniello strzelił jedną z bramek.




Co ciekawe, młody snajper może zmienić w przyszłości barwy narodowe. Choć obecnie grywa we włoskich drużynach, to jego matka urodziła się w Polsce. Co więcej, kobieta otwarcie przyznaje, że mimo zgłoszenia do PZPN-u nie dostała żadnej odpowiedzi. Sam Thomas chce natomiast reprezentować kraj, który mu zaufa.

– Został zgłoszony do PZPN, ale jak na razie nie dostałam żadnej odpowiedzi. Jesteśmy w trakcie potwierdzania polskiego obywatelstwa. Czekamy już ponad 8 miesięcy – przyznała matka piłkarza. 

 

Kuriozalna sytuacja w kobiecej Lidze Narodów. Wysoka przegrana byłaby korzystna dla jednej reprezentacji

Wysoka porażka kluczem do sukcesu? Taka absurdalna sytuacja może być na rękę reprezentacji Szkocji kobiet w piłkarskiej Lidze Narodów. 




Holenderki, Angielki, Belgijki oraz Szkotki rywalizują między sobą w grupie A Ligi Narodów. Obecnie szansę na pierwsze miejsce mają już tylko trzy pierwsze reprezentacje. W grupie panuje jednak dość niecodzienna sytuacja.

Potrzebna wysoka porażka

Zarówno reprezentacja Holandii, jak i Anglii mają po 9 punktów, zdobytych w 5 meczach. O jedno „oczko” mniej mają natomiast Belgijki. Szkotki nie grają już zatem w zasadzie o nic.




Chociaż właśnie nie do końca. Szkotkom byłaby bowiem na rękę… porażka z Angielkami, z którymi zmierzą się w ostatniej kolejce. Wszystko przez Igrzyska Olimpijskie, na które awansują dwie najlepsze drużyny turnieju finałowego Ligi Narodów. Jeśli awans wywalczy Anglia, to na turnieju wystąpi jako Wielka Brytania. Oznaczałoby to wówczas możliwość powołania dla reprezentantek Szkocji.




Gdyby zatem Anglia awansowała do turnieju finałowego Ligi Narodów, to powalczyłaby o wejście na IO. Na ten moment razem z Holenderkami mają tyle samo punktów, jednak te drugie mają więcej strzelonych goli. Angielki musiałyby zatem nie tylko pokonać Szkotki, ale pokonać je wysoko.




Bilans bramkowy prezentuje się następująco: Holandia 10:6 (+4), Anglia 9:8 (+1). Bilans meczów bezpośrednich jest remisowy, wobec czego o awansie decydowałby bilans bramkowy.

Selekcjoner Albanii ocenił grupę z Hiszpanią, Włochami i Chorwacją. „Brakuje Argentyny i Brazylii”

Reprezentacja Albanii wywalczyła bezpośredni awans na Euro 2024, zajmując pierwsze miejsce w grupie przed Czechami i Polską. Nasi niedawni rywale trafili do zdecydowanej grupy śmierci. Na turnieju w Niemczech zagrają z Hiszpanią, Włochami i Chorwacją. Selekcjoner Albanii wprost skomentował losowanie. 




Przed startem eliminacji mistrzostw Europy raczej nikt nie zakładał, że Albania skończy na pierwszym miejscu. A tymczasem nie tylko im się to udało, ale również odnotowali zaledwie jedną porażkę. Sylvinho, brazylijski selekcjoner „Orłów” stworzył sprawnie działającą maszynę, która nie daje rywalom łatwej gry na murawie.

Grupa śmierci

Na samym turnieju zapowiada się jednak gigantycznie ciężka rywalizacja. Albania trafiła do grupy śmierci razem z Hiszpanią, Włochami i Chorwacją. Albańskie media wprost komentowały losowanie, jako najgorsze z możliwych. Ich selekcjoner natomiast nie narzeka. Sylvinho wprost stwierdził, że dla jego drużyny każda grupa byłaby trudna, więc nie ma sensu się załamywać.




– Brakuje tylko Argentyny i Brazylii! Nie ma jednak, co narzekać. Dla Albanii każde losowanie byłoby piekłem. Na Euro nie ma słabych rywali, ponieważ grają tam drużyny, które mają sporo doświadczenia z gry na tego typu turniejach. Nasi rywale będą faworytami, ale tak też było z Polską i Czechami – powiedział Brazylijczyk, cytowany przez tvarenasport.ba.




– W Niemczech żyje wielu Albańczyków i miło ich będzie zobaczyć na stadionie. W Albanii jest wiele entuzjazmu. Zakończyliśmy eliminacje przed Polską i Czechami, a teraz musimy pokazać naszą jakość na Euro, chociaż nie będzie to łatwe – dodał, tym razem dla hiszpańskiej „Marki”.




Dla Albanii będzie to drugi wielki turniej w historii. Ostatnio grali na Euro 2016, gdzie do 89. minuty opierali się Francuzom (przegrali zaledwie 1-2), przegrali ze Szwajcarią (0-1) i pokonali Rumunię (1-0). Na tym zakończyli swój udział w turnieju. W Niemczech czeka ich jeszcze trudniejsza grupa i bardzo możliwe, że tym razem nie zdobędą nawet punktu.

Łukasz Fabiański znowu zagra w Lidze Mistrzów? Może zastąpić kontuzjowanego bramkarza!

Zaskakujące informacje na temat Łukasza Fabiańskiego przekazali dziennikarze „The Mirror”. Polak ma być brany pod uwagę przez władze Newcastle United do zastąpienia kontuzjowanego Nicka Pope’a. Mógłby tym samym ponownie zagrać w lidze Mistrzów!




Łukasz Fabiański ma problemy z regularną grą w bieżącym sezonie. Podstawowym bramkarzem West Hamu jest Alphonse Areola, natomiast Polak raczej przesiaduje mecze na ławce. Dostał szanse dwukrotnie w Pucharze Ligi oraz czterokrotnie w fazie grupowej Ligi Konferencji Europy.

Powrót do Ligi Mistrzów?

W związku z nielicznymi szansami na grę, dziennikarze „The Mirror” uważają, że Fabiański może realnie myśleć o odejściu z West Hamu. Podsuwają więc Newcastle, które zmaga się z problemem na pozycji bramkarza. Kontuzji doznał niedawno Nick Pope, a więc podstawowy golkiper „Srok”. Anglik ma pauzować do kwietnia, wobec czego ekipa z St. James’ Park musi poszukać godnego następcy.




Fabiański to jeden z najbardziej konsekwentnych bramkarzy w Premier League. 38-latek wciąż jest zdolnym bramkarzem, a jego obecność pomogła West Hamowi uniknąć spadku w ostatnich sezonach, a przede wszystkim pomogła reprezentacji Polski dotrzeć do ćwierćfinału Euro 2016. Fabiański wyraził swoje niezadowolenie z decyzji trenera Davida Moyesa. Odchodząc i grając regularnie w Newcastle na dobrym poziomie istnieje więc szansa na udowodnienie, że trener się mylił – napisano w „The Mirror”.




Choć bieżący sezon nie jest dla Fabiańskiego zbyt udany, to łącznie w West Hamie ma się czym pochwalić. Dla „Młotów” od 2018 roku rozegrał 182 spotkania, 48 razy zachowując czyste konto. Jego obecna umowa z klubem obowiązuje do czerwca 2024 roku.

Nowy dyrektor sportowy Rakowa ma się czym chwalić. Odkrył wielki talent, ma uznane marki w CV

Raków Częstochowa w ostatnim czasie intensywnie szukał nowego dyrektora sportowego. Kiedy wielkimi krokami zbliża się zimowe okno transferowe, klub znalazł odpowiedniego kandydata. Do ekipy mistrzów Polski dołączył dziś Samuel Cardenas, który ma kilka ciekawych klubów w swoim CV. 




Krótko po zakończeniu letniego okna transferowego z Rakowem pożegnał się Robert Graf. Podczas współpracy, która trwała dwa lata, częstochowianie osiągnęli historyczne dla swojego klubu sukcesy. W minionym sezonie zdobyli mistrzostwo Polski.

Nowy kandydat

Latem Raków przeprowadził sporą ofensywę transferową i ściągnął aż 12 zawodników, w tym między innymi Johna Yeboaha, Sonny’ego Kittela czy Łukasza Zwolińskiego. Mimo to Michał Świerczewski zdecydował się na rozstanie z Grafem, choć nigdy nie wyjaśniono oficjalnie takiej decyzji. W kuluarach natomiast mówiło się o braku transferu klasowego napastnika, a także o chęci szukania bardziej niekonwencjonalnych transferów.




5 grudnia Raków oficjalnie poinformował o zakontraktowaniu nowego dyrektora sportowego. Został nim Samuel Cardenas, który wcześniej pracował już w Schalke czy Southampton w podobnych rolach. Ostatnio był natomiast szefem skautingu w Gent.




To właśnie on był odpowiedzialny za sprowadzenia do belgijskiego klubu Gifta Orbana, znanego przede wszystkim w Polsce kibicom Pogoni Szczecin. Nigeryjczyk załadował „Portowcom” hat-tricka w eliminacjach Ligi Konferencji Europy. Obecnie 21-latek ma już 5 goli w fazie grupowej LKE i w jego kontekście głośno mówi się o możliwym transferze do Premier League. Gent ściągało go za 3 mln euro z drugoligowego Stabaek, a obecnie wycenia się go na przynajmniej 20 mln.




Wracając jednak do Cardenasa – posiada on podwójne obywatelstwo – meksykańskie i niemieckie. Biegle mówi w czterech językach, a na karku ma 28 lat, co uczyni go najmłodszym dyrektorem sportowym w Ekstraklasie. Ofertę z Rakowa miał zaakceptować w minionym tygodniu, a ostatnie starcie „Medalików” ze Śląskiem Wrocław (1-1), oglądał już z poziomu trybun.

Robert Lewandowski na wylocie z FC Barcelony? Bardzo złe wieści z Hiszpanii

Hiszpańskie media zastanawiają się nad dalszą przyszłością Roberta Lewandowskiego. Joao Alvarez z „El Chiringuito” twierdzi, że Polak najbliższego lata może odejść z FC Barcelony. Powodem jest jego słaba dyspozycja w ostatnich miesiącach. 




FC Barcelona wygrała ostatni mecz z Atletico Madryt (1-0). Kolejne nieudane spotkanie zaliczył natomiast Robert Lewandowski. Polak ponownie nie trafił do siatki, mimo wielu dogodnych okazji.

Szybka sprzedaż?

Teraz zaskakujące informacje przekazało „El Chiringuito”, a konkretniej dziennikarz – Joao Alvarez. Jego zdaniem jesteśmy świadkami początku końca Lewandowskiego w Barcelonie. Klub już teraz ma myśleć o potencjalnej sprzedaży kapitana reprezentacji Polski.




– Gdybym miał strzelać, to Lewandowski nie przejdzie latem okresu przygotowawczego z Barceloną. Obniżył jakość w meczach, ale widać to też podczas treningów. Klub poważnie myśli o jego sprzedaży latem i jest to powód wewnętrznych sporów. Pamiętajmy jednak, że jego pensja rośnie z każdym sezonem, a oferty z Arabii Saudyjskiej są dla Barcelony atrakcyjne – powiedział Alvarez. 

W kontekście wyjazdu do Arabii Saudyjskiej o Lewandowskim mówiło się już wcześniej w tym roku. Nie przypuszczano jednak, że może się to wydarzyć tak szybko, gdyż jego kontrakt z Barceloną obowiązuje jeszcze do 2026 roku. Nieco wcześniej mówiło się natomiast, że Lewandowski chciałby końcówkę kariery spędził w MLS.




W bieżącym sezonie „Lewy” ma na koncie zaledwie osiem goli w siedemnastu występach. W ostatnich pięciu meczach strzelił natomiast tylko dwa gole. Oba padły z Deportivo Alaves.

Katalońskie media uderzają w Lewandowskiego. „Tym razem nie mógł narzekać”

Katalońskie media powoli tracą cierpliwość do bezbarwnych występów Roberta Lewandowskiego. Polak rozczarował ponownie, tym razem w meczu z Atletico Madryt (1-0). Dziennikarze nie zostawiają na nim suchej nitki. 




Robert Lewandowski od kilku miesięcy znajduje się w słabej formie. Od września 35-latek strzelił zaledwie dwa gole, co wzmaga dyskusje wokół jego osoby. Problemem jest przede wszystkim rażący brak skuteczności, który towarzyszy ostatnio Polakowi.

Wina „Lewego”?

Katalońskie media początkowo dawały czas Lewandowskiemu, sugerując, że problemem nie jest on sam, ale również forma kolegów. Mówiono, że kapitan reprezentacji Polski nie otrzymuje za wielu podań, stąd brak dogodnych okazji strzeleckich. W meczu z Atletico Madryt miał jednak mnóstwo okazji na przełamanie, ale mimo to nie był w stanie pokonać Jana Oblaka.




„Sport” w swojej relacji meczowej ocenił Lewandowskiego na „5” w dziesięciostopniowej skali. Była to najniższa nota w całym zespole Blaugrany. W tekście napisano z kolei, że Polak jest „nie do poznania”.

– Miał trzy czyste szanse, ale nie był w stanie oddać strzału w światło bramki. Obrońcy Atletico faulowali go wiele razy – napisano w podsumowaniu. 




Dużo ostrzej potraktowało go „Mundo Deportivo”, które wprost napisało, że problemem Lewandowskiego nie jest niewielka liczba podań. Tych bowiem w meczu z Atletico otrzymał on bardzo dużo.

– Tym razem nie mógł narzekać na brak serwisu. Dostał nawet cztery dobre okazje, ale w jednej sytuacji bardziej wybił piłkę niż strzelił na bramkę – czytamy. 

Mocne oskarżenia Leśnodorskiego w stronę Mioduskiego. „Lobbował, żeby nakładano na nas kary”

Bogusław Leśnodorski w rozmowie z Paweł Paczulem wytoczył poważne oskarżenia przeciwko Dariuszowi Mioduskiemu. Głównie zarzuca mu działanie na niekorzyść Legii. Obecny właściciel miał popierać nakładane kary. 




Ostatnio bardzo głośno jest o Legii Warszawa, ale niekoniecznie ze względu na wyniki. Więcej mówi się o sprawach poza sportowych. Kilka tygodni temu doszło do awantury w Alkmaar po meczu z AZ, a ostatnio przy okazji meczu z Aston Villą, kibice „Wojskowych” starli się z policją z Birmingham.

Kpiny i szydera

Bogusław Leśnodorski w rozmowie z Pawłem Paczulem wrócił do sytuacji z Holandii. Zakpił on w niej z Dariusza Mioduskiego, który uczestniczył w przepychankach z policją. Został przy tym poszturchiwany przez służby.




– Prezes klubu nie powinien specjalnie kozakować, bo cena, którą zapłaci za to klub, jest za wysoka. Można wyjść na ulicę, dostać z liścia, kopa w tyłek i się popłakać – to nie jest wielkie bohaterstwo. Było dużo zachwytu nad tym, ale nie wiem, czym tam się zachwycać – powiedział na antenie „Weszło” Leśnodorski. 




– Może jest w naszej kulturze coś takiego, że jak wyjdziesz i ktoś ci przyłoży z plaskacza, to jesteś bohaterem. Nie czuję tego. W ogóle tego nie rozumiem. A tego płaczu – to już zupełnie. Jeśli idziesz się bić, to musisz się liczyć, że możesz dostać. Później nie płaczesz – dodał.




– Jak jesteś szefem klubu, to jego dobro, a nie własne emocje i ambicje są na pierwszym miejscu. Jeśli wiesz, że klub zapłaci za to cenę, a ty chwilę się pogrzejesz w reflektorach sławy, że dostałeś kopa w tyłek, to jest to wątpliwe – podsumował były prezes Legii.

Działanie na niekorzyść?

Dalej w rozmowie Leśnodorski wytoczył poważne oskarżenia w stronę swojego dawnego wspólnika. Kiedy on sam pracował w Legii (2012-2017), „Wojskowi” regularnie grali w Europie. Wówczas także dochodziło do różnych sytuacji, które odbijały się na klubie. Leśnodorski twierdzi, że w tamtych czasach Mioduski działał na niekorzyść stołecznej drużyny.




– Lobbował za tym, żeby nakładano na nas kary i to dość wysokie. Albo żeby ich nie anulowano – mówiąc wprost. Dzwonił do różnych dość wysoko postawionych działaczy, nawet reprezentujących Polskę w strukturach międzynarodowych. Prosił, żeby nie pomagać klubowi w tamtej sytuacji. Nie stawiam tez, mówię o pewnym zdarzeniu, o którym wiele osób wie. To było wiele lat temu, nie ma co z tego robić tajemnicy – oznajmił.




– Może teraz wydawało mu się, że jeżeli prasa pisze, że jest wysoko postawionym działaczem UEFA czy zrobił sobie ileś zdjęć z byłymi piłkarzami i ludźmi ze struktur, to ta organizacja będzie słuchać, co ma do powiedzenia. Tak nie jest. To jest jednak sport. Jeśli regularnie grasz w Lidze Mistrzów, jesteś rozpoznawalny w Europie, to jesteś traktowany poważnie. Jeśli raz na kilka raz grasz w Lidze Konferencji i od razu jest z tego afera i zamieszanie, to nie traktują cię poważnie – przyznał. 

Kolejny klub chce Piotra Zielińskiego! Trafi pod skrzydła legendarnego trenera?

Przyszłość Piotra Zielińskiego stoi pod znakiem zapytania od jakiegoś czasu. W kolejce po reprezentanta Polski ustawiło się już kilka klubów, a według tuttomercatoweb.com właśnie dołączył kolejny. 




29-latek nadal pozostaje piłkarzem Napoli, choć jego przyszłość nie jest wciąż ustalona. Umowa zawodnika obowiązuje tylko do końca sezonu, co podsyca plotki o zmianie barw.

Rzym?

Na razie strony nie doszły do porozumienia. Dotychczas media informowały, że Zielińskim zainteresowane są władze Juventusu i Interu. Co ciekawe, do tej dwójki miała dołączyć także AS Roma.




Tuttomercatoweb.com podaje, że rzymski klub jest fanem umiejętności Polaka, a jego transfer znacznie podniósłby siłę drugiej linii ekipy Jose Mourinho. 29-latek raczej bez problemu wskoczyłby do składu, gdzie prym wiedzie trójka Lorenzo Pellegrini, Bryan Cristante i Leandro Paredes. Dodatkowo Renato Sanches często zmaga się z problemami zdrowotnymi.




Zieliński może pochwalić się dorobkiem trzech goli i trzech asyst w tym sezonie. Potrzebował do tego 18 meczów.

Szczęsny pod ostrzałem włoskim mediów po meczu z Monzą. Bardzo słaba nota Polaka

Włoskie media wzięły na celownik Wojciecha Szczęsnego po meczu Juventusu z AC Monzą (2-1). Choć „Stara Dama” wygrała spotkanie, to Polak mógł zachować się lepiej przy golu na remis. Golkiper otrzymał jedną z najgorszych not w zespole. 




Juventus do 90. minuty meczu z Monzą prowadził 1-0. W doliczonym czasie gry goście doprowadzili jednak do wyrównania i wydawało się, że rywalizacja zakończy się remisem. Po chwili jednak Federico Gatti trafił do siatki i zapewnił zwycięstwo Juve.

Krytyka

Do niezbyt udanych występów nie zaliczy tego meczu Wojciech Szczęsny. Polak nie zanotował najlepszej interwencji przy trafieniu Monzy, a wcześniej nie miał praktycznie nic do roboty. Dziennikarze „La Gazzetty dello Sport” zadrwili wręcz z występu „Szczeny”, sugerując, że może gdyby miał wcześniej więcej strzałów do obrony – zachowałby się lepiej.




– W pierwszej połowie nie pobrudził rękawic, a może przydałaby mu się rozgrzewka. W drugiej dał się zwieść ruchowi Moty przy golu na 1:1 – czytamy w uzasadnieniu oceny „5,5”, którą przyznała mu redakcja „LGdS”.

Jest to prawie najniższa ocena w całym zespole Juventusu. Tylko Dusan Vlahović otrzymał notę „5”. To wynik zmarnowanego rzutu karnego i później także dobitki.




Dużo większą wyrozumiałością dla Szczęsnego wykazał się portal tuttomercatoweb.com. Tam Polak otrzymał „6”, jak Alex Sandro czy Federico Chiesa.

– Po raz pierwszy ubrudził rękawice trzy minuty przed końcem meczu. Zobaczył jak kąśliwe dośrodkowanie Carboniego wpada do bramki. Nie mamy zamiaru go mocno winić, ponieważ zobaczył piłkę dopiero w końcowej fazie – napisano.

Cristiano Ronaldo prowokowany przez kibiców. Spokojna odpowiedź [WIDEO]

Cristiano Ronaldo nawet w Arabii Saudyjskiej spotyka się z licznymi prowokacjami ze strony kibiców rywali. Nie inaczej było przy okazji ostatniego meczu Al-Nassr z Al-Hilal. Z trybun słychać było skandowane nazwisko Leo Messiego. 

Al-Hilal nie zostawiło w piątek żadnych szans Al-Nassr w hicie ligi saudyjskiej. Ekipa Cristiano Ronaldo uległa liderom tabeli 0-3.

Prowokacja i reakcja

Poza wynikiem kibice Al-Hilal zadbali o to, żeby Cristiano Ronaldo nie czuł się komfortowo. Z trybun dobiegało głośne „Leo Messi”, z którym przed laty Portugalczyk rywalizował o miano najlepszego zawodnika na świecie. 38-latek łagodnie zareagował na zaczepki. Posłał tylko w stronę fanów pocałunek.

CR7 znajduje się obecnie w bardzo dobrej dyspozycji. W 20 występach zanotował 18 goli i dołożył 9 asyst.

Mocna deklaracja Kamila Grabary ws. bycia trzecim bramkarzem. „Wolę mieć cztery dni wolnego”

Kamil Grabara w rozmowie z „Foot Truckiem” nie gryzł się w język. Zawodnik Kopenhagi dał jasno do zrozumienia, że nie widzi mu się bycie trzecim bramkarzem w reprezentacji Polski. Poniekąd zasugerował nawet, że wolałby być w takim przypadku pomijany w powołaniach. 




Michał Probierz od początku swojej kadencji nie ukrywa, że w kwestii bramkarzy w reprezentacji Polski jest ściśle ustalona hierarchia. Według niej pierwszym golkiperem jest Wojciech Szczęsny, zaś jego zmiennikiem – Łukasz Skorupski. Jeśli natomiast obaj byliby niedostępni, między słupki miałby wskoczyć Bartłomiej Drągowski.

Sprzeciw

Wspomniana hierarchia budzi spore kontrowersje wśród kibiców, którzy nie rozumieją, czemu do kadry nie jest regularnie powoływany Marcin Bułka. Bramkarz Nicei błyszczy w bieżącym sezonie formą. W kadrze natomiast zagrał dopiero na ostatnim zgrupowaniu, w meczu towarzyskim z Łotwą, „wykorzystując” kontuzję jednego z kolegów.




Podobna sytuacja tyczy się Kamila Grabary, który zbiera dobre recenzje w Danii i gra z Kopenhagą w Lidze Mistrzów. 24-latek nie ukrywa jednak, że nie interesuje go rola trzeciego bramkarza. Co prawda Probierz nawet się z nim nie kontaktował, jednak zawodnik przyznaje, że woli dostać wolne, niż jechać jako rezerwowy na zgrupowanie.

– Moja kariera poszła w takim kierunku, że nie chce mi się być trzecim bramkarzem. Nie chce mi się. Rozumiem, że Wojtek Szczęsny jest numerem jeden. On wie, co na ten temat uważam. Dopóki on gra, to nie ma prawa się zmienić. Oczywista oczywistość – przyznał w rozmowie z „Foot Truckiem”.




– Patrząc na to, ile meczów w tym roku rozegrałem, wolę mieć te cztery dni wolnego niż tydzień trenowania i latania samolotami. Zdecydowanie bardziej mi to pomoże – dodał.




Kamil Grabara do tej pory tylko raz miał okazję zagrać na bramce reprezentacji Polski. Zagrał rok temu w meczu z Walią w Lidze Narodów. Ostatnio natomiast zachował czyste konto w meczu z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów.

UEFA zareagowała na skandal wokół meczu Aston Villi z Legią. Szykuje się surowa kara?

Przed meczem Aston Villi z Legią doszło do skandalicznych wydarzeń. Polscy kibice starli się z policją w Birmingham, w efekcie czego nie mogli wejść na stadion. UEFA postanowiła teraz zareagować na ten incydent. 




W czwartek doszło do meczu w ramach fazy grupowej Ligi Konferencji Europy. Legia Warszawa nie dała tym razem sprawić niespodzianki i przegrała z Aston Villą 1-2. Zachowują jednak w dalszym ciągu szanse na grę wiosną w pucharach.

Reakcja na zamieszanie

Spotkanie przebiegło w atmosferze skandalu. Kibice Legii przed stadionem starli się z lokalną policją. Finalnie fani stołecznego klubu nie mogli pojawić się na trybunach.




Teraz w tej kwestii zareagowała UEFA. Na łamach „WP Sportowe Fakty” opublikowano fragment wiadomości od federacji w sprawie skandalicznych wydarzeń.

– UEFA zdecydowanie potępia niedopuszczalną przemoc, do której doszło w okolicach meczu Aston Villi z Legią Warszawa. UEFA jest w trakcie zbierania wszystkich oficjalnych raportów z meczu, zanim podejmie decyzję o ewentualnych dalszych krokach – zacytowano. 




W sumie w wyniku zamieszek miało dojść do licznych zatrzymań. Łącznie policjanci mieli aresztować 39 kibiców za brutalne zakłócanie porządku oraz napaść na funkcjonariuszy. Co więcej, ranni zostali także przedstawiciele służb, których miało być czworo. Jednego trzeba było przewieźć do szpitala. Ucierpiały również dwa konie i dwa policyjne psy.

Polska ucieka rywalom w rankingu UEFA. Wygrana Rakowa była niezwykle cenna

Zwycięstwo Rakowa ze Sturmem (1-0) przełożyło się na kolejną poprawę współczynnika polskich klubów w rankingu UEFA. Nasz kraj utrzymuje pozycję, zostawiając za sobą niżej notowanych rywali. 




Raków Częstochowa wygrał w czwartek swój pierwszy mecz w fazie grupowej Ligi Europy. „Medaliki” wygrały 1-0 ze Sturmem Graz po golu w samej końcówce. Dzięki zwycięstwu podopieczni Dawida Szwargi zachowują szanse na grę wiosną w europejskich pucharach.

Gonimy konkurencję

Wygrana przełożyła się również na kolejne punkty w rankingu UEFA. Mimo porażki Legii z Aston Villą (1-2), Polska zyskała 0,5 pkt, co pozwoliło zniwelować stratę do Grecji do 2,1 pkt. Swój mecz wygrał wczoraj tylko PAOK, natomiast AEK, Olympiakos i Panathinaikos zanotowali porażki, co przełożyło się na 04, pkt dla Greków.




Na kark dyszy nam jednak nadal Chorwacja, która traci zaledwie 1,1 pkt. Powiększyliśmy z kolei przewagę nad Cyprem i Szwecją, dzięki remisowi Arisu z Rangersami i porażki Hacken z Bayerem Leverkusen.

Zachowaliśmy tym samym 20. miejsce w rankingu. Warto zaznaczyć, że na koniec poprzedniego sezonu zajmowaliśmy 24. lokatę.

Michał Probierz opuści losowanie grup Euro 2024. Decyzja została podjęta za selekcjonera

Michał Probierz opuści losowanie grup mistrzostw Europy. Nie jest to decyzja bezpośrednio samego selekcjonera. Podjęła ją za niego UEFA. 




W najbliższą sobotę odbędzie się losowanie grup Euro 2024. Wszyscy uczestnicy nie są jeszcze znani, w tym między innymi reprezentacja Polski. „Biało-Czerwoni” wiosną przystąpią do meczu, lub meczów barażowych. W półfinale zmierzą się z Estonią, a jeśli wygrają, to w finale czekać będzie ktoś z dwójki Walia – Finlandia.

Probierz nieobecny

Choć Polska nie ma jeszcze pewnego awansu, to już w sobotę poznamy potencjalnych rywali w grupie Euro 2024. Na ceremonię losowania do Hamburga PZPN wyśle swoja delegację. Co ciekawe, zabraknie w niej Michała Probierza, choć selekcjoner jakiś czas temu mówił, że chciałby się na niej pojawić.




Według „Faktu” powód nieobecności szkoleniowca jest dość zaskakujący. Probierz nie otrzymał bowiem zaproszenia od UEFY. Na losowaniu pojawić się mają wyłącznie selekcjonerzy reprezentacji, które mają już pewny awans. W delegacji PZPN mają być obecni natomiast Cezary Kulesza, Łukasz Wachowski, Jakub Kwiatkowski i Łukasz Gawrjołek.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.