TVP Sport podjęło decyzje ws. Dariusza Szpakowskiego. Kapitalne wieści dla kibiców!

Dariusz Szpakowski wraca do Telewizji Polskiej! Legendarny komentator, choć rozstał się ze stacją jakiś czas temu, to teraz znów będzie umilać mecze swoim głosem. Do jego zadań nie będzie jednak należeć samo komentowanie. 




W ostatnich dniach byliśmy świadkami rewolucji w Telewizji Polskiej. Teraz dotykają one również kanału sportowego, gdzie następują zmiany nie tylko programowe, ale i kadrowe. W piątek poinformowano, że Jakub Kwiatkowski zostanie dyrektorem „TVP Sport”, a teraz gruchnęła wiadomość o powrocie do stacji Dariusza Szpakowskiego.

„Człowiek legenda”

Wszystko potwierdził Tomasz Sygut. Najpierw poinformował o nawiązaniu współpracy z Kwiatkowskim w liście opublikowanym przez portal wp.pl, a następnie ogłosił decyzję odnośnie „Szpaka”.




– Telewizja to twarze i osobowości. Bardzo się cieszę, że do naszej telewizyjnej drużyny dołączył Jakub Kwiatkowski, który będzie odpowiadał za TVP Sport. Na swoje miejsce wraca też człowiek legenda, czyli Dariusz Szpakowski. Przyjście kolejnych osób jest kwestią najbliższych dni – napisał nowy prezes TVP.




Co ważne, praca Szpakowskiego ma nie tylko opierać się na komentowaniu meczów. Według „WP Sportowe Fakty” legendarny komentator ma pełnić funkcję doradcy zarządu TVP do spraw sportu oraz wspierać nowego dyrektora TVP Sport Jakuba Kwiatkowskiego.




Naturalnie jednak znowu będziemy mogli usłyszeć jego barwny głos w swoich odbiornikach. Przypomnijmy, że ostatnia taka szansa pojawiła się podczas mundialu w Katarze, przy okazji finału. Skomentował wówczas mecz Argentyna – Francja.

Miły gest Alaves wobec kibiców przy okazji meczu z Realem Madryt. Na krzesełkach były… kanapki

Alaves podejmowało w czwartek na własnym stadionie Real Madryt. Gospodarze przegrali co prawda 0-1, ale popisali się bardzo ładnym gestem w stronę kibiców. 

Zwycięstwo nad Alaves było dla ekipy Carlo Ancelottiego niezwykle cenne. Kolejne 3 punkty pozwoliły zrównać się w tabeli z rewelacyjną Gironą. Obie drużyny mają na kontach po 45 „oczek” oraz aż siedmiopunktową przewagę nad trzecią FC Barceloną.

Miły gest

Na stadionie Vitoria-Gasteiz zasiadł niemal komplet publiczności. Kibiców czekała bardzo miła niespodzianka. Na krzesełkach pozostawiono dla nich kanapki z szynką. Akcja była wynikiem współpracy „Enrique Thomas”, hiszpańskim producentem wędlin.

Nagrania ze wspomnianymi kanapkami szybko obiegły internet. Alaves jest chwalone za gest wobec kibiców. Nawet, jeżeli byłą to akcja związana z nawiązaną współpracą, to i tak skorzystali na niej sympatycy klubu.

Ostatni sezon Piotra Zielińskiego w Napoli! Odrzucił ofertę, żeby grać dla innego włoskiego klubu

Coraz więcej wskazuje na to, że sezon 2023/24 będzie ostatnim dla Piotra Zielińskiego w barwach Napoli. Polak odrzucił kolejną ofertę, a w tle toczą się rozmowy z Interem Mediolan. Według „La Gazzetty dello Sport” transfer jest niemal pewny. 




Przez długi czas nie było wiadomo, jak zakończą się negocjacje Napoli z Zielińskim. Na kilka tygodni utknęły one w martwym punkcie i dopiero ostatnio coś w tej sprawie drgnęło. Choć klub oferował Polakowi podwyżkę, to on sam nie zapomniał, jak chciano mu pensję dodatkowo obniżyć. Odrzucił więc propozycję przedłużenia kontraktu.

Transfer tuż, tuż…

Zdaje się zatem, że po zakończeniu bieżącego sezonu Zieliński na pewno odejdzie z Neapolu. Odrzucenie nowej umowy było jasnym znakiem, że pomocnik chce czegoś innego. To prawdopodobnie także reakcja na początkowe próby zmniejszenia jego zarobków.




– To wyraźna i sucha odmowa. To pożegnanie pod każdym względem. Od przyszłego sezonu nie będzie już zawodnikiem Napoli, po ośmiu latach spędzonych w niebieskich barwach. Klub zaproponował mu przedłużenie kontraktu na zupełnie innych warunkach niż przy pierwszym podejściu latem ubiegłego roku, kiedy pomysł polegał na obniżeniu wynagrodzenia i rozłożeniu jego kwoty na kolejne sezony – pisze o całej sytuacji „La Gazzetta dello Sport”. 




– Polak do czerwca przyszłego roku otrzyma 3,5 miliona euro, a oferta obejmowała przedłużenie o trzy lata na poziomie 4,5 miliona euro, łącznie z premiami i z opcją przedłużenia ze strony klubu o kolejny rok. Odpowiedzią była jednak uprzejma odmowa, także dlatego, że nigdy nie osiągnięto porozumienia w sprawie prowizji dla jego agenta, Bartłomieja Bolka. To nie jest kwestia ekonomiczna, Napoli wyłożyło na stół kwotę, którą zawodnik by zaakceptował. Posunięcie było jednak spóźnione – czytamy dalej. 




Włoscy dziennikarze nie mają wątpliwości, do którego klubu trafi Zieliński w przyszłym sezonie. Jego wybór paść ma na Inter Mediolan, który starał się o jego zatrudnienie razem z Juventusem.

– Wydaje się, że „Nerazzurri” mają przewagę i porozumienie jest blisko. Wynagrodzenie byłoby nieco niższe, zamiast tego okres zatrudnienia obejmowałby w pełni gwarantowany okres czteroletni, z możliwością zaspokojenia żądań Bolka – twierdzi „LGdS”.

UEFA wycofa się z systemu szwajcarskiego w Lidze Mistrzów?! Szokujące wieści ws. nowego formatu rozgrywek

Czwartkowy dzień to istna karuzela emocji związanych z UEFĄ i Superligą. Portal „Vozpopuli” podaje, że europejska federacja może wycofać się z pomysłu zmiany formatu Ligi Mistrzów. 




Niedawno zakończyła się faza grupowa Champions League, która miała się być ostatnią w historii rozgrywek. Ale no właśnie – miała. Okazuje się, że możliwe, iż niepotrzebnie żegnaliśmy się ze znanym formatem.

Niespodziewana zmiana

Portal „Vozpopuli” podał sensacyjne informacje. Z ich ustaleń wynika, że UEFA rozważa porzucenie pomysłu z przerzuceniem Ligi Mistrzów na system szwajcarski. Przypomnijmy, że w myśl tej zmiany zniknęły by grupy, zaś wszystkie drużyny umieszczone zostałyby w jednej tabeli na kształt ligowych. Dodatkowo Lig Mistrzów miałaby zostać powiększona o kolejne drużyny.




Możliwe porzucenie tego pomysłu to potencjalna reakcja na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości na korzyść Superligi. Sama zmiana formatu LM została źle odebrana przez kibiców, którzy i tak często krytykowali UEFĘ.




Nie wiadomo na ten moment, jaka sytuacja czeka Ligę Mistrzów czy Superligę. Sprawa jest rozwojowa i bardzo dynamiczna, a na światło dzienne docierają jedynie szczątkowe informacje.

Krzysztof Stanowski zmiażdżył Jakuba Rzeźniczaka. „To Ty powinieneś dostać wpie*dol za tę sytuację, a nie osoby niewinne”

Jakub Rzeźniczak znowu wywołał wielkie kontrowersje swoją wypowiedzią w telewizji. Podczas programu stanowczo zaznaczył, że nie ma kontaktu ze swoją córką z poprzedniego związku. Słowa spowodowały burzę, którą skomentował nawet Krzysztof Stanowski, bardzo ostro krytykując piłkarza. 




19 grudnia Rzeźniczak z obecną partnerką – Pauliną – gościli w programie „Dzień Dobry TVN”. W trakcie transmisji piłkarz jasno zaznaczył, że nie ma i nie chce mieć żadnego kontaktu ze swoją córką z poprzedniego związku. – Chcę być szczery, nie chcę mydlić oczu. Były próby zbudowania tej więzi, te próby się nie udały – przekazał.

„To Ty powinieneś dostać wp*****l za tę sytuację”

Na słowa swojego byłego męża błyskawicznie zareagowała Ewelina Taraszkiewicz, matka wspominanej dziewczynki. W sieci wybuchła także gigantyczna burza. Kobieta skierowała nawet maila do Krzysztofa Stanowskiego, w którym wprost prosiła o pomoc. Dziennikarz postanowił nie być obojętnym i bardzo mocno skomentował zachowanie Rzeźniczaka.




– Nie mogę się kneblować, skoro cały w środku się gotuję. Kuba sorry, ale ja, jako ojciec dwójki dzieci, muszę zareagować. Pop********o Cię. Wiem, że zawsze chciałeś być dobrym człowiekiem, wiem, że masz w sobie ten pierwiastek dobra, ale stałeś się człowiekiem bardzo złym, czy to dostrzegasz, czy nie. Patrzę, co robisz i jestem zniesmaczony, zażenowany, zawstydzony Tobą, wku*****y, załamany – wypalił Stanowski na kanale „WeszłoTV”.




Dziennikarz poszedł o krok dalej. Zaznaczył, że cała ta sytuacja może się odbić na jego córce. Nie tylko w etapie dzieciństwa czy dojrzewania, ale też i w późniejszej przyszłości, dorosłości.

– Gdzieś w tym wszystkim jest kilkuletnia dziewczynka i żadne dziecko na świecie nie zasługuje, by zaczynać życie z taką internetową kartoteką. Ona durniu nie zawsze będzie miała sześć lat. Kiedyś będzie miała 14, 20, 28… i będzie ciągnęła za sobą te twoje wyznania, które pomagają wyłącznie tobie. (…) Zrobiłeś wiele, żeby zepsuć tej dziewczynce start do dorosłego życia, dzieciństwo. Możesz się na mnie obrazić za to, co powiem, ale tak postępuje tylko potwór – podkreślił dobitnie. 




– Jeden wywiad to za mało. Musiałeś iść do „Dzień dobry TVN”, bo cię zaprosili. Musiałeś zaszokować kolejnym wyznaniem, że Ty tej sześcioletniej dziewczynki nie kochasz, nie chcesz znać, nie chcesz, żeby twoje córki się znały. Za******e wyznanie prawdziwego mężczyzny. (…) Ja pi*****ę, czy coś by się zmieniło w twoim życiu, gdybyś do tej telewizji nie poszedł? Takie wyznania świadczą tylko o Tobie, sam z siebie robisz bydlaka i potwora. (…) Świat nie jest sprawiedliwy, być może zacznie to wykorzystywać i mścić się na tej dziewczynce, dlatego nagrywam to, żeby tę sprawiedliwość przywrócić. To Ty powinieneś dostać wp*****l za tę sytuację, a nie osoby niewinne – kontynuował.




Na koniec Stanowski poniekąd zdiagnozował to, co dzieje się z Rzeźniczakiem. Stwierdził, że uzależnił się on od mediów społecznościowych.

– Stałeś się ćpunem Instagrama. Ćpasz lajki, posty, wciągasz do nosa wywiady i komentarze. Degradujesz się i sam tego nie zauważasz. Żałośnie się zatraciłeś. (…) Jesteś ekshibicjonistą i spełniasz żądania wszystkich dziennikarzy. (…) Jakub Rzeźniczak to najbardziej jaskrawy przykład zatracenia się w popularności – podsumował.

Triumf Superligi nad UEFĄ! Przełomowy dzień dla nowych rozgrywek i świetne informacje dla kibiców

Czwartek może okazać się dniem, który na zawsze zmieni piłkę nożną, jaką znamy. Europejski Trybunał Sprawiedliwości opowiedział się za Superligą i orzekł, że UEFA nie może zablokować powstania nowych rozgrywek. Dodatkowo „Marca” poinformowała o zmienionym formacie, a dyrektor generalny Bernd Reichart zapowiedział darmowe transmisje meczów. Dzieje się. 




W 2021 roku oficjalnie ujawniono projekt Superligi, którą utworzyć chciały najlepsze kluby z Anglii, Włoch i Hiszpanii. Nowe rozgrywki miały stanowić konkurencję dla Ligi Mistrzów, a w finalnie nawet wygryźć najbardziej prestiżowy turniej klubowy na Starym Kontynencie.




Projekt nie doszedł finalnie do skutku, przez interwencję UEFY. Jej utworzenie zablokowały światowe federacje oraz europejskie władze. Sprawa trafiła przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości (TSUE).

Wielki cios, nowy format

W czwartek zapadł jednak wyrok, który okazał się niekorzystny dla UEFY. Orzeczono, że federacja nie może zablokować powstania Superligi, zaś decyzja jest ostateczna, bez możliwości odwołania.




– Przepisy FIFA i UEFA, dotyczące uprzedniego zatwierdzania międzyklubowych rozgrywek piłkarskich, takich jak Superliga, są sprzeczne z prawem Unii Europejskiej. Ani FIFA, ani UEFA nie mogą nakładać sankcji na kluby, biorące udział w alternatywnych rozgrywkach. Muszą być one zgodne z regułami konkurencji i szanować swobodę przemieszczania się – napisano w orzeczeniu.

Obecnie nic nie stoi zatem na przeszkodzie, aby Superliga ponownie weszła w życie, jak miało to miejsce w 2021 roku. „Marca” podaje nawet, jak ma wyglądać jej nowy format. Ten, według hiszpańskich dziennikarzy będzie się różnić od tego, jaki zaprezentowano wcześniej.




Do rozgrywek zaproszono ponoć 80 zespołów, zamiast 60, jak miało to miejsce pierwotnie. Superliga ma być także podzielona na różne dywizje, a każda drużyna ma rozegrać 14 meczów w nowym terminarzu. Póki co nie wiadomo, jak ma wyglądać system kwalifikacji i spadków czy też awansów.

Darmowe transmisje

Ważny komunikat przedstawił również dyrektor generalny Superligi – Bernd Reichart. Niemiec ujawnił bardzo miłą niespodziankę dla wszystkich kibiców, czekających na nowe rozgrywki. Transmisje ze wszystkich spotkań ich projektu mają być całkowicie darmowe.

– Wygraliśmy. Monopol UEFA się skończył. Kluby są teraz wolne od gróźb i sankcji. Mogą swobodnie decydować o swojej przyszłości – zaczął.




– Mamy coś dla fanów piłki nożnej. Oferujemy możliwość bezpłatnego oglądania wszystkich meczów Superligi – ujawnił Reichart.

Zaskakująca współpraca Legii. Trener, który pomagał Cristiano Ronaldo, pomoże „Wojskowym”?

Legia Warszawa rozpoczyna niecodzienną współpracę. „Wojskowi”, szukając sposobów na poprawę formy piłkarzy, zatrudnili trenera snów. 




W środę Legia meczem z Cracovią zakończy rundę jesienną. Licząc Ekstraklasę, Puchar Polski, eliminacji Ligi Konferencji i fazę grupową ekipa Kosty Runjaicia ma za sobą aż 34 mecze. W związku z wieloma spotkaniami klub szuka możliwości na poprawę formy piłkarzy i zadbanie o ich zdrowie.

Nietypowa współpraca

W tym celu postanowili nawiązać dość zaskakującą współpracę. Tygodnik „Piłka Nożna” podaje, że Legia rozpocznie współpracę z… trenerem snu, Nickiem Littlehalesem. W przeszłości pracował on w Realu Madryt, Manchesterze United czy Chelsea. Co ciekawe, udzielał także konsultacji Cristiano Ronaldo.




Jak na razie nie wiadomo, jak miałaby taka współpraca wyglądać. „Piłka Nożna” podaje natomiast, że działacze Legii mieli spotkać się z Littlehalesem w Birmingham przy okazji meczu z Aston Villą.




Przed Legią zapowiadają się kolejne trudne mecze. W rundzie wiosennej czeka ich rywalizacja na dwóch frontach – w Ekstraklasie oraz w Lidze Konferencji Europy, gdzie zmierzy się z Molde w 1/16 fazy pucharowej. „Wojskowym” odpadł natomiast Puchar Polski, z którego odpadli z Koroną Kielce.

Skorupski stracił miejsce w składzie Bologny. Powodem ma być szykowany transfer

Łukasz Skorupski nie znalazł się w składzie na ostatni mecz Bologny z AS Romą. Według włoskiego „Leggo” Polak niebawem może zmienić klub. W grę wchodzić ma dość niespodziewany kierunek. 




32-latek mógł się jak na razie pochwalić monopolem na miejsce w składzie bramki Bologny. W tym sezonie Serie A zanotował aż siedem czystych kont w szesnastu meczach. Wpuścił natomiast zaledwie dwanaście goli. Przyczynił się tym samym do świetnej formy, jaką prezentuje drużyna Thiago Motty, która zajmuje 4. miejsce w tabeli.

Wielki powrót?

Choć „Skorup” notuje świetne występy, to ostatni mecz z AS Romą przesiedział na ławce rezerwowych. Włoskie media twierdzą, że absencja Polaka nie była spowodowana kontuzją, ani nie wynikała z przyczyn sportowych. Portal „Leggo” podaje, że spowodowane to było… możliwym transferem 32-latak do AS Romy.




Skorupski reprezentował barwy „Giallorossich” już w przeszłości. Teraz w Rzymie dojdzie do sporych zmian na tej pozycji. Wraz z końcem sezonu odchodzi Rui Patricio, zaś jego miejsce ma zająć Mile Svilar. Polak miałby pełnić w klubie rolę zmiennika Serba.




Jako że transfer miałby dojść do skutku po zakończeniu sezonu, to wspomniane „Leggo” ostrzega, że Skorupski może całkowicie stracić miejsce w składzie. Wszystko zależy jednak od tego, jak dogada się z obecnym klubem.

Pini Zahavi zapytany o przyszłość Roberta Lewandowskiego. Agent nie miał żadnych wątpliwości

Pini Zahavi, agent Roberta Lewandowski, zdradził, jaka przyszłość czeka kapitana reprezentacji Polski. Izraelczyk nie miał żadnych wątpliwości. 




Robert Lewandowski znajduje się aktualnie w trudnej sytuacji. W bieżącym sezonie nie bronią go liczby, a dodając do tego kryzys, w jaki wpadła cała FC Barcelona, spora spada na niego spora krytyka. Nic więc dziwnego, że w hiszpańskich mediach coraz częściej słychać głosy o możliwej sprzedaży napastnika.

Zostanie?

Sytuację rozgrzała jeszcze bardziej obecność Piniego Zahaviego w Barcelonie, który spotkał się z władzami klubu. Po rozmowach jeden z dziennikarzy „Jijantes” zapytał Izraelczyka wprost, czy Lewandowski zostanie w Katalonii. Agent nie miał żadnych wątpliwości i odpowiedział twierdząco.




– Oczywiście, że tak – odparł Zahavi. 

FC Barcelonę czeka dziś ostatnie spotkanie w roku 2023. Blaugrana podejmie Almerię o godzinie 19:00. Dla Roberta Lewandowskiego będzie to okazja na podreperowanie swoich statystyk. Jak na razie w bieżącym sezonie strzelił „zaledwie” 9 goli w 20 meczach. Na koncie ma jeszcze 4 asysty.

Niedawno grali w Ekstraklasie, teraz każą pracownikom płacić za prąd. Szokujące doniesienia mediów

Problemy, problemy Podbeskidzia Bielsko-Biała. Portal bielsko.biala.pl podał wręcz szokujące informacje dotyczące niepokojących wydarzeń, mających miejsce w klubie. Wiążą się one z cięciami kosztów i zatrudnienia, jakie zarządził nowy prezes – Krzysztof Przeradzki. 




Podbeskidzie nie zaliczy jesieni 2023/24 do udanych. Na półmetku rozgrywek 1. Ligi ekipa z Bielska-Białej zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, mając na koncie zaledwie 16 punktów. Na przejście ze strefy spadkowej do bezpiecznej pozycji potrzeba im natomiast dwóch „oczek”.




W klubie dzieje się jednak źle nie tylko na murawie. Do wielu zmian w krótkim czasie doszło także w jego strukturach. W listopadzie zwolniono trenera Grzegorza Mokrego, którego zastąpił Dariusz Marzec. Dodatkowo w grudniu z posadą pożegnał się prezes Bogdan Kłys, w którego miejscu pojawił się Krzysztof Przeradzki.

Chaos organizacyjny

Jak informuje portal bielsko.biala.pl nowy prezes ma plan, którym zamierza podążać. Jego celem jest redukcja zatrudnienia i cięcie kosztów, a nawet wycofanie z rozgrywek czwartoligowej drużyny. Na to ostatnie nie chce się jednak zgodzić Marzec.




Redukcja zatrudnienia to jednak nie mrzonki. Portal ustalił, że propozycję rozstania z klubem otrzymali już dyrektor sportowy Sławomir Cienciała i skaut Marek Sokołowski. Trwają równocześnie rozmowy z potencjalnym kandydatem do pracy w klubie.




– Obaj panowie dostali dobę na zaakceptowanie przedstawionej im propozycji, jeśli się nie zgodzą, to usłyszeli, że mogą o swoje pieniądze walczyć na drodze sądowej – czytamy. 




– Zwolnienie pionu sportowego, to szykowanie miejsca pod nowych pracowników. W zeszłym tygodniu na rozmowach w klubie był Kamil Kosowski. (…) W klubie ma zostać kimś w rodzaju doradcy zarządu – dodano. 




O ile tę sytuację można zrozumieć i wytłumaczyć, tak ciężko uwierzyć, jaką propozycję otrzymali pracownicy z działu marketingu. Ponoć klub chce rozliczać zatrudnione tam osoby z rachunków za prąd, wynikający ze światła zapalonego w biurze.




– Pracownicy z tego pionu otrzymali nowe warunki pracy z kategorii 'nie do zaakceptowania’. Z naszych informacji wynika, że to system prowizyjny, w ramach którego pracownicy mają być rozliczani nawet z kosztów ich pracy, którym ma być… światło zapalone w biurze. W te informację trudno było nam uwierzyć, ale potwierdziło je kilka osób – podano na portalu. 

Śląsk Wrocław chciał ściągnąć dwóch Polaków. Jeden niedawno debiutował w reprezentacji Polski

Śląsk Wrocław sprowadzić dwóch młodych, polskich piłkarzy. Jeden z nich ma już za sobą debiut w reprezentacji. Otwarcie o nazwiskach mówiono podczas spotkania z dziennikarzami. 




Kluby w Ekstraklasie szykują się na otwarcie zimowego okna transferowego. Śląsk Wrocław, który lideruje w tabeli, musi poszukać wzmocnień, jeśli realnie myśli o zdobyciu mistrzostwa Polski. Podczas spotkania z dziennikarzami władze klubu przekazały jednak, że nie będzie żadnej rewolucji, a do składu trafi od trzech do pięciu nowych piłkarzy.

Dwóch Polaków odmówiło

Na wspomnianym spotkaniu padły dwa bardzo ciekawe nazwiska, które jednak na pewno do Wrocławia nie trafią. Mowa o Mateuszu Musiałowskim i Patryku Pedzie. Śląsk chciał ściągnąć zarówno jednego, jak i drugiego zawodnika, jednak żadne nie był zainteresowany powrotem do Ekstraklasy.




– Szkoda, że nie chcą wrócić do Polski chociaż na moment ani Patryk Peda, ani Mateusz Musiałowski. Rozmawialiśmy z jednym i drugim, ale szczególnie dla otoczenia Mateusza taki powrót oznacza porażkę – cytuje portal „Weszło”. 




Pierwszy ze wspomnianych zawodników od dłuższego czasu pozostaje zawodnikiem, występującym w młodzieżówce Liverpoolu. Często łączy się go z kilkoma klubami z Polski, jednak uparcie nie chce wracać do kraju.




Peda natomiast występuje w SPAL z trzeciej ligi włoskiej. W jego przypadku jednak w grę wchodzą zaplanowane przenosiny do Palermo.

Trener Radomiaka zaskoczył słowami o piłkarzu Lecha. „Jeśli będzie chciał spróbować sił w Clout MMA to już wiemy, że parter ma mocny!”

Maciej Kędziorek, trener Radomiaka, niespodziewanie odniósł się do zachowania Bartosza Salamona z ostatniego meczu. Zahaczył o… federację Clout MMA. 




W sobotę Radomiak Radom zremisował na stadionie im. Braci Czachorów 2-2 z Lechem Poznań. „Kolejorz” prowadził aż do 79. minuty dwiema bramkami, ale wówczas do siatki piłkę wpakował Dawid Abramowicz. W doliczonym czasie gola na wagę remisu zdobył natomiast Leonardo Rocha.

„Parter ma mocny!”

Odrabianie strat przez Radomiaka mogło rozpocząć się jednak nieco wcześniej. W 73. minucie, po wejściu Bartosza Salamona mógł bowiem zostać podyktowany rzut karny. Piłkarze Radomiaka domagali się „jedenastki”, ale sędzia nie odgwizdał przewinienia. Po ostatnim gwizdku kontrowersyjną sytuacje postanowił skomentował Maciej Kędziorek, trener radomskiego klubu.




– Jeśli Bartosz Salamon będzie chciał spróbować sił w Clout MMA to już wiemy, że parter ma mocny! – zażartował szkoleniowiec. 




– Na poważnie: chciałbym poznać interpretację sędziego, bo oglądałem tę sytuację i uważam, że na 99% jest to rzut karny. Nie ma spalonego, jest faul. Może okaże się, że w tym jednym procencie tkwi coś, czego nie widziałem i co tłumaczy decyzję o braku rzutu karnego – dodał po chwili. 

Przypomnijmy, że dla samego Salamona mecz z Radomiakiem był pierwszym od ponad ośmiu miesięcy. 32-latek został wcześniej zawieszony za naruszenie przepisów antydopingowych. W sobotę wrócił do składu.

Zdecydowana krytyka pod adresem Szymona Marciniaka. Wszystko przez… materiał Canal+ [WIDEO]

Dość zaskakujące słowa krytyki padły pod adresem Szymona Marciniaka. Mają one związek z materiałem, który pojawił się na Canal +. Odsłania on kulisy jego pracy i część rozmów z piłkarzami na murawie. 




Szymon Marciniak należy do zdecydowanego topu arbitrów w naszym kraju. W mediach zazwyczaj jest wychwalany za podejmowane boiskowe decyzje. Jeśli już pod jego adresem pojawia się krytyka, to zazwyczaj, jeśli faktycznie coś ostro przeskrobie.

„Nie wiem, czy ten fragment ma budować autorytet”

Tym razem jednak nie ma mowy o żadnych superlatywach. W social mediach Canal+ Sport pojawił się materiał zwiastujący kolejny sezon serialu „Sędziowie”, który odsłania kulisy pracy arbitrów w Polsce. Słychać na nim, jak Marciniak zwraca się do piłkarzy przy okazji meczów Ekstraklasy. Często padają wulgaryzmy, a dodatkowo widać zaczepki ze strony 42-latka.




– Powiedz to jeszcze raz! Powiedz to jeszcze raz! Powiedz to jeszcze raz! Nie masz jaj, co? – kierował do Jespera Karlstroema z Lecha Poznań.




– A co ci jest, k***a? A co ci jest, pytam się? Nie umiesz normalnie powiedzieć, tylko krzyczysz? Czy ja do ciebie krzyczę? – mówił z kolei do piłkarza Śląska Wrocław, Łukasza Bejgera. 

Wielu dziennikarzy zgodnie stwierdziło, że takie zachowanie nie przystoi arbitrowi na poziomie Marciniaka. Odbiega ono mocno od ich dotychczasowego wyobrażenia pracy naszego międzynarodowego sędziego.

– Nie wiem, czy ten fragment ma budować autorytet Marciniaka. Dla mnie to jest niedopuszczalne i skandaliczne zachowanie sędziego, prowokuje zawodnika. Pytając: „Nie masz jaj?” pokazuje niestety, że sam ich nie ma, bo wie doskonale, że Karlstroem nie może mu nic powiedzieć – uważa Marek Wawrzynowski z „Przeglądu Sportowego Onet”.




– Nigdy w życiu nie chciałbym się spotkać z Szymonem Marciniakiem na boisku. Dla mnie to jest kompromitujący materiał, przede wszystkim przy sytuacji z Jesperem – dodał z kolei Jan Piekutowski z meczyki.pl.

Poruszający wpis Michała Probierza. Selekcjoner reprezentacji Polski pożegnał Janusza Filipiaka

W niedzielę Polskę obiegła smutna informacja. Po wielu dniach spędzonych w szpitalu zmarł właściciel Cracovii Janusz Filipiak. Michał Probierz, który pracował w Krakowie przez kilka sezonów pożegnał swojego byłego pracodawcę. 




Janusz Filipiak doznał pod koniec września zawału i od tego czasu trwała walka o jego życie. Ostatnich kilka miesięcy właściciel Cracovii spędził w szpitalu. Niestety w niedzielny wieczór przekazano najgorszą wiadomość – 71-latek zmarł. O jego śmierci poinformowała firma Comarch, której był właścicielem.

„Dziękuję za wszystko”

Przez wiele lat, w jakich Filipiak zarządzał Cracovią, „Pasy” odniosły spore sukcesy, jak między innymi triumf w Pucharze Polski. Drużynę prowadziło także kilku znanych trenerów, jak obecny selekcjoner reprezentacji Polski – Michał Probierz. Szkoleniowiec nie zapomniał o współpracy z biznesmenem i postanowił podziękować mu oraz upamiętnić go w krótkim wpisie na Twitterze.




– Żegnaj, profesorze. Dziękuję za wszystko – napisał Probierz, dodając czarno-białe zdjęcie Filipiaka. 

Choć śmierć 71-latka poruszyła niemal całą Polskę, to w Cracovii trwają poszukiwania nowego prezesa klubu. Jak na razie to stanowisko przejął żona zmarłego – Elżbieta. 6 lutego ma jednak oddać tę rolę następcy swojego męża.

Puchar Biedronki znowu w natarciu. Kamil Kosowski umniejsza rangę awansu Legii do 1/16 LKE

Kamil Kosowski ponownie umniejsza znaczenie Ligi Konferencji Europy. Były reprezentant Polski ponownie negatywnie wypowiedział się o tych rozgrywkach. Podobnie jak przed rokiem w przypadku Lecha Poznań.




Legia Warszawa zajęła drugie miejsce w swojej grupie LKE i dzięki zwycięstwu z AZ Alkmaar (2-0) w ostatniej kolejce, zagra na wiosnę w fazie pucharowej. W poniedziałek pozna natomiast swojego rywala w 1/16.

Puchar Biedronki w kontrze

Zdecydowana większość dziennikarzy czy kibiców przyjęła wyjście z grupy z entuzjazmem. Wciąż mamy w pamięci przecież świetną przygodę Lecha Poznań w Lidze Konferencji sprzed roku. Negatywnie, zresztą nie pierwszy raz, o tych rozgrywkach wypowiedział się natomiast Kamil Kosowski.




W swoim felietonie dla „Przeglądu Sportowego Onet” nie zmienił zdania i znowu umniejsza Lidze Konferencji. Kontynuuje swoją retorykę sprzed roku, ponownie nazywając rozgrywki „Pucharem Biedronki”.




– W Lidze Europy są większe pieniądze niż w Lidze Konferencji, którą niezmiennie uważam za ligę pocieszenia. Wiem, co się do mnie przykleiło, niech więc tak zostanie: ligą lub pucharem Biedronki. Na pewno LKE to nie miejsce dla mistrza Polski, a obecnie zespół Runjaicia nie jest murowanym faworytem do tytułu na koniec krajowej kampanii – napisał Kosowski.




Były reprezentant Polski zaznacza wprawdzie, że europejskie puchary na wiosnę to miły prezent dla kibiców, ale nie powinny być głównym celem Legii. Najważniejsza jego zdaniem powinna być bowiem walka o końcowy triumf w Ekstraklasie. Tam „Wojskowi” tracą już dziewięć punktów do Śląska Wrocław, liderującego w tabeli.




– To miły prezent dla kibiców na święta, ale myślę, że klub chętnie by zamienił dwa lub nawet cztery wiosenne spotkania w fazie pucharowej LKE na mistrzostwo Polski. Może tytuł krajowy nie oznacza wielkich pieniędzy, ale jest ogromna szansa, by je uzyskać w przyszłym sezonie – stwierdził.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.