Zbigniew Boniek szydzi z Lecha Poznań. Wymowny wpis byłego prezesa. „Na swoich warunkach”

Lech Poznań w miniony weekend znowu zawiódł kibiców. Po remisie z Cracovią (0-0) ogromna krytyka wylała się na Mariusza Rumaka oraz piłkarzy, który otwarcie zarzuca się brak zaangażowania. W słowach nie przebierał także Zbigniew Boniek, który wydaje się zupełnie rozczarowany postawą „Kolejorza”.




Ostatnie miesiące w wykonaniu Lecha są tragiczne. Ekipa z Wielkopolski powoli traci jakiekolwiek szanse na zniwelowanie straty do liderującej Jagiellonii Białystok i wypisuje się z wyścigu o mistrzostwo Polski. W rundzie wiosennej kilkukrotnie zaliczyli wpadki, które nie powinny przydarzyć się drużynie walczącej o najwyższe cele.

Wymowny wpis

Kolejne tego typu potknięcie „Kolejorz” zaliczył w minioną niedzielę. Tym razem Lech zremisowali bezbramkowo z Cracovią, która znajduje się w dole tabeli. Na cztery kolejki przed końcem sezonu tracą cztery punkty do Jagiellonii.




Na wpadkę błyskawicznie po zakończeniu meczu zareagował Zbigniew Boniek. Były prezes PZPN zamieścił na Twitterze wymowny wpis, szydzący z Lecha.

– Kolejorz goni Jagiellonię na swoich warunkach…. – napisał Boniek. 

W Poznaniu cierpliwość skończyła się już kibicom. Po meczu z Cracovią piłkarze zostali wygwizdani, zaś z trybun słychać było wołanie o Mariusza Rumaka. Nagrania oraz więcej o tej sytuacji możecie zobaczyć TUTAJ.

Dumfries trzyma Hernandeza na łańcuchu… Skandaliczny transparent podczas fety Interu [WIDEO]

W niedzielę piłkarze Interu celebrowali zdobyte kilka dni temu mistrzostwo Włoch. Podczas fety nie zabrakło pstryczków dla największych rywali, czyli Milanu. Pokazano między innymi transparent, który wprost ośmieszał piłkarza „Rossonerich”. 




Już w ubiegły poniedziałek Inter Mediolan był pewny mistrzostwa Włoch. „Nerazzurri” kompletnie zdominowali ligę i zostawili rywali daleko w tyle. Drugi w tabeli AC Milan miał aż dziewiętnaście punktów straty do Interu.

Choć kwestia mistrzostwa została rozstrzygnięta, to z fetą z tej okazji wstrzymano się do niedzieli. Pod koniec minionego weekendu odbyła się wielka celebracja z okazji wygrania Serie A.

Pstryczki

W trakcie fety nie zabrakło oczywiście sporej ilości „strzałów” w kierunku wspomnianego Milanu, który jest największym rywalem Interu od lat. Internet obiegły zdjęcia transparentu, jaki Denzel Dumfries otrzymał od kibiców. Przedstawiono na nim Holendra, który trzyma na łańcuchu psa… z głową Theo Hernandeza.




Dumfries nie wydawał się jednak szczególnie zniesmaczony otrzymanym transparentem. Wręcz przeciwnie. Eksponował go przed tłumem z radością, co doskonale widać na zdjęciach oraz nagraniach, które szybko obiegły media społecznościowe.

Inter był w tym sezonie lepszy od całej stawki ligowej, w tym od Milanu, którego zostawił daleko w tyle. Wygrał dwukrotnie derby Mediolanu, najpierw rozbijając rywali 5-1, zaś w rewanżu w rundzie wiosennej, 2-1. Wspomniany transparent nawiązuje prawdopodobnie do drugiego spotkania, gdzie doszło do przepychanki między Dumfriesem a Hernandezem. Obaj piłkarze wylecieli wówczas z boiska.

Napoli wydało komunikat ws. Piotra Zielińskiego. Złe informacje o sytuacji Polaka

Napoli przekazało najnowsze informacje o stanie zdrowia Piotra Zielińskiego. Polak miał doznać urazu na ostatnim treningu. W związku z tym nie zagra w niedzielnym meczu z AS Romą. 




To ostatnie miesiące Piotra Zielińskiego w Napoli. Po zakończeniu bieżącego sezonu pomocnik odejdzie z klubu i przeniesie się do Interu Mediolan. W związku z tą decyzją Polak został na jakiś czas odsunięty od składu, ale w ostatnim czasie wrócił do łask i ponownie pokazywał się z dobrej strony na murawie.

Uraz

Niestety, w sobotnie popołudnie z Włoch doleciały do nas kolejne niepokojące informacje. Napoli poinformowało, że Zieliński na ostatnim treningu doznał urazu. Nie będzie przez niego w stanie zagrać z AS Romą w najbliższym spotkaniu. Jak podaje „Il Mattino” pomocnik będzie pauzować na szczęście tylko około tygodnia.




– Zieliński na wczorajszym treningu doznał lekkiej kontuzji mięśnia brzuchatego lewej łydki – napisano w komunikacie. 

Występ z Romą jest dla Zielińskiego definitywnie stracony, ale nie wiadomo, co z kolejnym spotkaniem. 6 maja Napoli zagra z Udinese. Niewykluczone, że nie zdąży się do tej pory wykurować.

Harry Kane pierwszy w historii! Niebywałe osiągnięcie Anglika w Bayernie. Lewandowski daleko w tyle

Harry Kane w swoim pierwszym sezonie w Bayernie Monachium strzelił gola lub zanotował asystę przeciwko każdej drużynie z Bundesligi. Dokonał tego jako pierwszy w historii debiutant w niemieckiej ekstraklasie. 

Latem minionego roku Bayern Monachium dogadał się z Tottenhamem i między klubami wywiązał się hitowy transfer. Za niemal 100 mln euro do Niemiec przeniósł się Harry Kane.




Transakcja okazała się strzałem w „10” dla Bawarczyków, gdyż Anglik świetnie odnalazł się w drużynie jako następca Roberta Lewandowskiego. Na ten moment ma na koncie łącznie 42 gole i 13 asyst w 42 meczach „Die Roten” na wszystkich frontach.

Pierwszy w historii

Kolejne trafienia Kane zanotował w sobotę w rywalizacji z Eintrachtem Frankfurt. Dzięki nim ponownie zapisał się w historii. Portal „Squawka” wyliczył, że 31-latek jest pierwszy piłkarzem w historii Bundesligi, który w swoim debiutanckim sezonie strzelił gola lub zanotował asystę przeciwko wszystkim drużynom w lidze.

Robert Lewandowski w swoim debiutanckim sezonie w Bundeslidze nie mógł się oczywiście równać statystykami z tymi, jakie wykręca jego obecny następca. Polak w sezonie 2010/11 w Borussii Dortmund strzelił zaledwie osiem goli i dołożył trzy asysty.

Choć Kane świetnie prezentuje się indywidualnie w Bayernie, to stracił już szanse na mistrzostwo Niemiec (wygrane przez Bayer Leverkusen) czy Puchar Niemiec. Bawarczycy obecnie mają już tylko szansę na triumf w Lidze Mistrzów. W półfinale najpierw trzeba jednak przejść Real Madryt.

Salah vs Klopp! Egipcjanin nie wytrzymał. Szokujące sceny w trakcie meczu z West Hamem [WIDEO]

Mohamed Salah starł się z Juergen Kloppem podczas meczu Liverpoolu z West Hamem. Kamery nagrały kłótnię piłkarza ze szkoleniowcem. 




Liverpool nie zdołał zrehabilitować się po ostatniej porażce w derbach z Evertonem (0-2) i tylko zremisował z West Hamem (2-2) sobotni mecz w Premier League. Spotkanie na ławce rezerwowych rozpoczął Mohamed Salah, którego forma jest ostatnio zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Spięcie

Egipcjanin na murawie pojawił się dopiero w 82. minucie. Wtedy doszło również do kłótni między nim a Juergen Kloppem. Zaczęło się od tego, że Niemiec podszedł do zawodnika i powiedział coś w jego kierunku. Ten zareagował jednak nerwowo, zaczął krzyczeć i wymachiwać rękoma. Dopiero po wkroczeniu Darwina Nuneza udało się uspokoić sytuację.

Co spowodowało tak nerwową reakcję Salaha? Na razie nie wiadomo. Jest to jednak zdecydowane potwierdzenie, że od kilku tygodni w Liverpoolu dzieje się źle.

Kamery nagrały reakcję Dembele na czerwoną kartkę dla Xaviego [WIDEO]

„RMC Sport” opublikowało specjalny reportaż o niedawno rozgrywanym rewanżu w ćwierćfinale Ligi Mistrzów między FC Barceloną a PSG. Zamieszczono w nim między innymi wybuch Xaviego zakończony czerwoną kartką. Można również zauważyć reakcję Ousmane’a Dembele na tę sytuację. 




Przed nami półfinały Ligi Mistrzów. W ćwierćfinałach odpadł między innymi Arsenal czy Manchester City, ale również FC Barcelona, która mimo zwycięstwa w pierwszym meczu z PSG, w dwumeczu okazała się gorsza. Na własnym stadionie „Blaugrana” odniosła sromotną porażkę – aż 1-4.

Akcja – reakcja

Barcelona nieźle grała w pierwszej połowie rewanżowego spotkania, ale czerwona kartka, którą otrzymał Ronald Araujo zwiastowała kłopoty. Niebezpodstawnie, bo po zmianie stron PSG dochodziło coraz mocniej do głosu. Na domiar złego z ławki wyleciał także Xavi, który był wściekły na sędziego po jednej z decyzji.

– Twoja matka to su*a! Daj z siebie wszystko, twoja matka to su*a! Nie zadzieraj ze mną, człowieku! – krzyczał Xavi, co wyłapały mikrofony na stadionie. 




Choć Xavi „ukradł show”, to uwagę zwraca również reakcja Ousmane’a Dembele. Przechodząc obok wściekłego Hiszpana, który właśnie dostawał czerwoną kartkę, zaczął bić brawo.

Marek Papszun w Legii Warszawa? „Myślę, że by się zdecydował”

Goncalo Feio zastąpił Kostę Runjaicia na stanowisku trenera Legii Warszawa. Zdaniem Bożydara Iwanowa, lepszym wyborem dla „Wojskowych” byłby inny szkoleniowiec. 




Legia Warszawa w bieżącym sezonie radzi sobie poniżej oczekiwań. Z drużyny, która miała walczyć o mistrzostwo Polski, stała się drużyną, która drży o awans do europejskich pucharów w przyszłym sezonie. W związku z tym podjęto ostatecznie decyzję o zwolnieniu Kosty Runjaicia, którego zastąpił Goncalo Feio.

Papszun by przyjął?

Portugalczyk ma już za sobą dwa spotkania w roli opiekuna Legii. Poprowadził „Wojskowych” w zremisowanych meczach z Rakowem Częstochowa (0-0) oraz ze Śląskiem Wrocław (1-1). W większości opinii Feio jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu, choć nie wszyscy są jego zwolennikami.

Bożydar Iwanow na antenie portalu meczyki.pl wyraził swoje wątpliwości względem Portugalczyka. Dodał również, kto jego zdaniem lepiej nadałby się na trenera Legii.

– Nie wydaje się wam, że gdyby nie to, że Jacek Zieliński swego czasu nie zdecydował się na Marka Papszuna, to teraz zmieniając Kostę Runjaicia, postawiłby na kogoś innego? – pytał w programie dziennikarz. 




– Dyrektor sportowy Legii chyba nie chciał się przyznać, bo błędu. Z całą moją sympatią do Gonçalo Feio, wydawało mi się bardziej logiczne rozwiązanie na ten moment postawić na Marka Papszuna. To są jednak decyzje Zielińskiego i jego prawo – dodał. 

– Ja myślę jednak, że w tej sytuacji Marek by się zdecydował poprowadzić Legię Warszawa – zaznaczył Iwanow. 

Uniwersum polskiej piłki nie przestaje zaskakiwać. Przestępca zmienił płeć i grał w kobiecych ligach

Wydawać by się mogło, że w polskiej piłce doświadczyliśmy już wszystkiego. Okazuje się jednak, że nasze uniwersum wciąż potrafi zaskoczyć. Samuel Szczygielski nagłośnił skandal w piłce kobiecej i naświetlił sprawę Joanny Radziwiłowej, która… nie istnieje. Tak naprawdę okazała się ona Andrzejem, który zmienił płeć, aby uciec przed wymiarem sprawiedliwości. 




Joanna Radziwiłowa grała w wielu klubach w polskich ligach kobiecych. Kobieta okazała się być jednak mężczyzną, choć w swojej karierze zawsze była dobrym duchem szatni i dbała o atmosferę. Nie odznaczała się przy tym szczególnymi umiejętnościami bramkarskimi.

Ujawniony skandal

Na pierwszy rzut oka Radziwiłowa nie wzbudzała zatem podejrzeń. Samuel Szczygielski odkrył jednak jej sekret i ujawnił, że Joanna, to tak naprawdę… Andrzej. Sprawa wyszła na jaw, kiedy do klubu Checz Gdynia wpłynęła informacja, że w drużynie ma przebywać osoba niebezpieczna i karana. Zbiegło się to również z nagłym zniknięciem wspomnianej zawodniczki na treningach, choć wyjechała z zespołem na sparing do Tczewa. Tam została zabrana przez służby.

– Joanna po długiej nieobecności pojawiła się w dniu meczowym i została poproszona o zejście do szatni. Tam czekały służby, które zadały jej pytanie: „Pan Andrzej? Zapraszamy z nami” – czytamy w tekście Samuela Szczygielskiego na portalu meczyki.pl.




Joanna Radziwiłowa okazała się być w rzeczywistości Andrzejem Dobrzynieckim, który w przeszłości był fikcyjnym prawnikiem. W tamtych czasach miał „pomagać” ofiarom afery Amber Gold i odzyskać ich pieniądze. Tak naprawdę osoby, które się do niego zgłosiły, zostały ponownie oszukane i nigdy nie odebrały straconych kwot.

Przed sądem Dobrzyniecki miał kilka razy zmieniać swoją płeć. Wszystko po to, aby uciec przed wymiarem sprawiedliwości. W sumie miał mieć wiele nazwisk: Joanna Radziwiłowa, Andrzej Dobrzyniecki, Joanna Dobrzyniecka, Andrzej Dobrzyniecki-Carteir, czy Joanna Plewczyńska. To wciąż była jednak ta sama osoba.

Źródło: Samuel Szczygielski, portal meczyki.pl.

Link do artykułu źródłowego znajdziecie TUTAJ

Mariusz Rumak skomentował plotki o konfliktach w szatni Lecha. „Proszę pytać piłkarzy”

Mariusz Rumak ponownie znalazł się w centrum uwagi za sprawą konferencji prasowej. Tym razem selekcjoner odpowiedział na pytania dziennikarzy przed meczem z Cracovią. Wypowiedział się między innymi o domniemanym konflikcie z piłkarzami. 




Lech na wiosnę gra bardzo nieregularnie. Dobre mecze przeplata z kompletnymi wpadkami. Co prawda wciąż zachowuje szanse na mistrzostwo Polski, jednakże są one bardzo iluzoryczne. Nie sprawdziła się tym samym zmiana szkoleniowca na Mariusza Rumaka, który powoli nie wytrzymuje ciśnienia.

Konflikt?

W mediach pojawiają się coraz częściej doniesienia o niesnaskach w szatni „Kolejorza”. Jeden z konfliktów miał dotyczyć samego Mariusza Rumaka i… Bartosza Salamona. Szkoleniowiec postanowił skomentować te plotki na ostatniej konferencji prasowej.

– Dziękuję wam za te doniesienia. To już jest żart w szatni, bo pojawiły się pogłoski, że mamy konflikt. Ostatnio Sali [Bartosz Salamon – przyp. red.] wszedł i mówi, że mamy konflikt – zaczął Rumak. 




– Ja pytam: kto ma ten konflikt, a on, że był u mechanika i ten mu powiedział, że przecież my mamy konflikt. Zacząłem się śmiać. Każde słowo, każdy gest, każde mrugnięcie jest analizowane. Bądźmy sobą, nic się nie dzieje. Zresztą proszę pytać piłkarzy – dodał. 

Rumak został zapytany także o jego konflikty z dziennikarzami. Tutaj udzielił jednak krótkiej, acz wymownej wypowiedzi.

– Co z tym zrobić? Może ja przestanę mówić… Dopiero o tym rozmawialiśmy z rzecznikiem prasowym. Będę odpowiadał krótko, lakonicznie. Oczywiście wszystko z pełnym szacunkiem, ale może czasami lepiej zamilknąć – podsumował.

Rewolucja w Legii Warszawa. Przyszłość Josue przesądzona. Wiadomo, którzy piłkarze mają odejść [WIDEO]

Legia Warszawa powoli przygotowuje sobie kadrę na przyszły sezon. Według Tomasza Włodarczyka przyszłość kilku istotnych zawodników „Wojskowych” została już właściwie przesądzona. W tym gronie miał się znaleźć także Josue, który niemal na pewno odejdzie z Łazienkowskiej. 




W przyszłym sezonie w Legii zobaczymy znajomą twarz. Na wypożyczenie do Warszawy ma trafić Luquinhas, który grał w niej w latach 2019-2022. Poza Brazylijczykiem do stolicy zostanie także ściągnięty Claude Goncalves, na zasadzie wolnego transferu.

Rewolucja

Na tym jednak zmiany w Legii mają się nie zakończyć. Jak podaje Tomasz Włodarczyk, „Wojskowi” szykują sporą rewolucję kadrową, niezależnie od tego, na jakiej pozycji skończą sezon. Dziennikarz meczyki.pl twierdzi, że bardzo blisko odejścia jest Josue. Choć werdykt w jego sprawie jeszcze nie zapadł, to na ten moment sytuacja wydaje się być bardzo klarowna.

– Co prawda ma się jeszcze odbyć rozmowa dyrektora sportowego, Jacka Zielińskiego, z trenerem Goncalo Feio, który wyda swoją opinię w temacie, ale dziś szanse na pozostanie Josue oceniamy na 90 do 10. Może nawet mniej – pisze Włodarczyk. 

Odejście Josue ma być podyktowane wieloma czynnikami. Fakt, że Portugalczyk daje Legii wiele na boisku jest niepodważalny, ale wiele jej odbiera poza murawą. Choćby pensja zawodnika jest ogromnym obciążeniem dla klubu. Do tego dochodzą również podziały, jakie wytworzyły się wokół niego.




– Nie jest też wielką tajemnicą, że szatnia jest podzielona wokół Josue i Portugalczyk sam potrafił wzniecać duże pożary w grupie (o tym szerzej w Futbol Insajderze). Źle traktować innych zawodników, o czym z kolei szeroko pisał w swoim reportażu o Legii dziennikarz Przeglądu Sportowego Łukasz Olkowicz. Taki ma charakter. Wiadomo o tym nie od dziś, ale klub chce z tym skończyć – czytamy w tekście Włodarczyka. 

Kto zostanie?

Poza kwestią Josue, do wyjaśnienia zostały też kwestie przyszłości wielu innych zawodników. Kontrakty wygasają bowiem: Pekhartowi, Jędrzejczykowi, Ribeiro, Zybie i Diasowi, a także kończy się wypożyczenie Morishity z Nagoyi Grampus. Jeśli chodzi o trzech pierwszych z wymienionych piłkarzy, klub stara się negocjować nowe umowy, ale na nowych warunkach. Japończyk ma z kolei zostać wykupiony, zaś Zyba i Dias rozstaną się z Legią po fatalnym sezonie.




Jednocześnie klub nie zamierza próżnować i chce sprowadzić nowych piłkarzy latem. Włodarczyk twierdzi, że głównym celem ma być pozycja środkowego i bocznego obrońcy, środkowego pomocnika oraz napastnika.

– Plany zakładają, że w kadrze pojawi się nowy środkowy obrońca, boczny defensor, środkowy pomocnik i nawet dwóch napastników – w zależności od negocjacji nt. przedłużeń wygasających umów – podsumował dziennikarz. 

Co za spokój, co za luz! Marcin Bułka ograł Aubameyanga przed własnym polem karnym [WIDEO]

W środę Marcin Bułka rozegrał kolejne 90 minut na boiskach Ligue 1. Polak dwukrotnie wyciągał piłkę z siatki w meczu z Marsylią, a jego Nicea zremisowała 2-2. Golkiper zaimponował jednak kibicom, ale w dość nieoczywisty sposób. Błysnął swoimi umiejętnościami technicznymi. 




Bułka rozegrał w bieżącym sezonie w barwach Nicei 30 spotkań, w których aż 16 razy zachował czyste konto. Kolejnego nie udało mu się utrzymać w środę. Dwukrotnie bramkarza pokonali piłkarze Marsylii, a mecz zakończył się remisem (2-2).

Techniczny błysk

Mimo to Polak zaimponował kibicom, choć tym razem nie ekwilibrystycznymi interwencjami. Do sieci trafiło nagranie z odważnego zachowania Bułki, który postanowił wyjść przed własne pole karne. 24-latek z piłką przy nodze szukał dogodnego zagrania do jednego z lepiej ustawionych kolegów.




Wówczas momentalnie doskoczył do niego Pierre-Emerick Aubameyang. Bramkarz nic nie zrobił sobie z ataku Gabończyka na piłkę i jak gdyby nigdy nic „przełożył” sobie rywala. Odegrał następnie piłkę do kolegi z obrony.

Dzięki remisowi z Marsylią, Nicea utrzymała piątą pozycję w tabeli Ligue 1. Tym samym wciąż walczy o grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. W najbliższym meczu ekipa Marcina Bułki podejmie Strasbourg na wyjeździe.

Raków najgorszy w Ekstraklasie. Legia i Pogoń niewiele lepsze. Posypią się kary finansowe

Legia Warszawa może po zakończeniu sezonu zapłacić karę. Wszystko przez przepisy o grze młodzieżowców w Ekstraklasie. W tej kwestii „Wojskowi” są niemal najgorsi w całej lidze. 




Przedsezonowe oczekiwania wobec Legii były wysokie. Stołeczni ich jednak zdecydowanie nie spełnili i na końcówce sezonu zajmują dopiero 5. miejsce w tabeli, przez co mogą nie zakwalifikować się do europejskich pucharów. Mało tego, odpadli również z Pucharu Polski.

Złamane przepisy

Brak wyników sportowych rzutuje negatywnie na finanse Legii. Klub może stracić spore kwoty, które mogłyby zostać przeznaczone na wzmocnienia składu. Okazuje się, że na „Wojskowych” może spaść dodatkowy cios, już po zakończeniu sezonu, za nieprzestrzeganie przepisu o młodzieżowcu.

Portal legia.net zauważa, że młodzieżowcy Legii spędzili na murawie 2000 minut. Jest to niewystarczająca ilość, bo według przepisów powinni mieć na liczniku łącznie 3000. Żeby do końca sezonu nadrobić zaległości, Legia musiała postawić na aż trzech młodzieżowców w każdym meczu. Do tej pory najwięcej minut zebrał Kacper Tobiasz (1800). Poza bramkarzem występowali również Igor Strzałek (109), Wojciech Urbański (46) i Filip Rejczyk (30).

Obecnie Legii grozi grzywna w wysokości od 500 tysięcy do miliona złotych. Według zasad takie kary przewidziane są dla klubów, których młodzieżowcy nie zrobią od 2000 do 2500 minut lub od 2500 do 3000 minut.




Warto jednak podkreślić, że choć Legia jest w ciężkiej sytuacji, to w jeszcze gorszej jest Raków. Piłkarze „Medalików” przed 22. rokiem życia wyrobili do tej pory zaledwie 1227 minut. Częstochowianie najprawdopodobniej będą zmuszeni zapłacić 2 mln zł kary.

Pewni uniknięcia kary są z kolei Jagiellonia, Korona, Zagłębie, Puszcza, Lech i Piast, którym udało się wyrobić 3000 minut. Blisko jest także Warta Poznań. Z kolei poza Legią i Rakowem kary grożą również Pogoni, Ruchowi, Górnikowi i Radomiakowi.

Minuty młodzieżowców w klubach Ekstraklasy (od najmniejszej liczby):

  • Raków – 1227
  • Legia – 2000
  • Pogoń – 2005
  • Ruch – 2231
  • Górnik – 2273
  • Radomiak – 2312
  • Stal – 2638
  • Śląsk – 2640
  • Cracovia – 2661
  • ŁKS – 2676
  • Widzew – 2691
  • Warta – 2936
  • Jagiellonia – 3007
  • Korona – 3097
  • Zagłębie – 3389
  • Puszcza – 3436
  • Lech – 3884
  • Piast – 4904

Wielka szansa dla Sebastiana Szymańskiego. Klub z Premier League szykuje nową ofertę!

Przyszłość Sebastiana Szymańskiego stanowi na razie znak zapytania. Polak jest rozchwytywany na rynku transferowym za sprawą występów w Fenerbahce. Wkrótce ofertę za zawodnika ma złożyć Tottenham. 




Szymański od początku swoich przenosin do Fenerbahce imponował formą. W rundzie jesiennej prezentował się znakomicie, strzelając i asystując jak na zawołanie. Obecnie nieco spuścił z tonu i coraz częściej pojawiają się pod jego adresem słowa krytyki. 24-latek wciąż ma jednak na koncie 12 goli i 17 asyst w 50 występach ekipy znad Bosforu.

20 milionów euro

Świetne statystyki Polaka w bieżącym sezonie powodują, że poważnie zainteresowane Szymańskim są kluby z europejskiego topu. Do niedawna głośno było o zakusach ze strony Napoli. Z Serie A bacznie przyglądać się miały 24-latkowi także Juventus i AC Milan, ale oczy w jego kierunku kierowały także kluby spoza Włoch. W tym gronie miały być Sevilla czy Tottenham.




Według fotomac.com.tr to właśnie „Koguty” są najbardziej zainteresowane Szymańskim. Anglicy są ponoć gotowi zapłacić Fenerbahce 20 milionów euro. Trudno jednak przewidzieć, co zrobią tureccy działacze. Wcześniejsze doniesienia sugerowały, że oczekiwali za Polaka nieco większych ofert.

Dlatego Kovacević nie trafił do Benfiki. Bramkarz wyjawił szczegóły niedoszłego transferu

Vladan Kovacević jakiś czas temu był bliski odejścia z Rakowa Częstochowa. Bramkarzem „Medalików” interesowała się wówczas Benfica Lizbona. Teraz Bośniak zdecydował się na skomentowanie tamtych doniesień oraz wyjaśnieniu, czemu transfer nie doszedł do skutku. 




Kovacević jest piłkarzem Rakowa od 2021 roku. Świetnymi występami zapracował na miano jednego z najlepszych bramkarzy w Ekstraklasie, zaś do Częstochowy systematycznie spływały zapytania o możliwość jego wykupu. Bośniakiem interesowały się naprawdę solidne marki na czele z Benficą Lizboną. Portugalczycy chcieli według „Record” ściągnąć golkipera do siebie w 2022 roku oraz w kolejnym.

Problem z prowizją agenta

Po czasie Kovacević na łamach „Kanału Sportowego” potwierdził, że temat przenosin do Benfiki był realny. Wówczas nie chciał jednak zdradzić szczegółów oraz wyjaśnić, dlaczego nie doszedł on do skutku. Zrobił to natomiast teraz w podcaście „Alesto”.

– Tak, miałem nawet okazję rozmawiać z trenerem Benfiki Rogerem Schmidtem, zadzwonił do mnie. Nie mogłem uwierzyć, że Schmidt zrobił to osobiście. Później rozmawiałem też z dyrektorem sportowym Benfiki… Dla mnie to było nierealne, że tak duży klub tak bardzo się starał. Wszystko uzgodniliśmy. Musiały to jeszcze zrobić kluby, co myślałem, że nie będzie stanowiło problemu. Ludzie z Lizbony byli w Częstochowie. Dla Rakowa to też była duża sprawa – podkreślał Kovacević. 




– Sprawa skomplikowała się z powodu agenta. Był problem z prowizją dla niego. Dowiedziałem się o tym później, choć mogłem się domyślić, o co chodziło… Rozegrałem ostatni mecz w sezonie i czekałem na transfer… Ale nigdzie nie poszedłem. Później nastąpił dla mnie trudny czas. Finalnie jednak mnie to wzmocniło, bo zobaczyłem, że mam jakość, by trafić do takiego klubu – dodał. 

– Potem zdecydowałem się na zmianę agenta. Nie chciałem z nim współpracować. Rozwiązałem kontrakt i tyle – podsumował. 

Kovacević ma ważny kontrakt z Rakowem do 2026 roku. W sumie dla częstochowskiego klubu zaliczył 108 meczów, w których aż 51 razy zachowywał czyste konto. Obecnie leczy jednak kontuzję.

Kibice Górnika Zabrze i Lukas Podolski z niespodzianką! Specjalna koszulki wynikiem współpracy

Stowarzyszenie kibiców Górnika Zabrze, „Torcida”, przygotowało niespodziankę. Wraz z Lukasem Podolskim przygotowano specjalne koszulki, które już niebawem mają ujrzeć światło dzienne.




Lukas Podolski trzy lata temu dopełnił złożonej dawno temu obietnicy i został zawodnikiem Górnika Zabrze. Obecnie znaczy jednak w klubie dużo więcej i daje klubowi wiele nie tylko na boisku. Niemal na każdym kroku Niemiec pokazuje ile znaczą dla niego „Trójkolorowi”.

Niespodzianka

38-latek jest również bardzo blisko kibiców Górnika, z którymi kilkukrotnie jeździł na wyjazdy, gdy nie mógł wystąpić z kolegami na boisku. Udowodnił to też między innymi podczas drugiej tury wyborów samorządowych w Zabrzu, kiedy poparł głos „Torcidy” przeciwko działaniom Małgorzaty Mańki-Szulik, która finalnie przegrała z Agnieszką Rupniewską.




Taka zmiana jest postrzegana jako świetna wiadomość dla samego Górnika, choć wszystko wyjdzie w praniu. Niemniej jednak, „Torcida” odtrąbiła sukces i ogłosiła niespodziankę. We współpracy z Podolskim miały z tej okazji powstać specjalne koszulki. Poniżej treść komunikatu kibiców:

„Czołem Szlachta !!!

Za nami burzliwy czas wspólnej walki o lepszą przyszłość naszego Górnika! Pokazaliśmy, że Lukas plus kibice to siła, której powinien się obawiać każdy! Nawet matka chrzestna, jakiej przez 18 lat nikt nie był w stanie zatopić…

Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was pierwszą, lecz nie ostatnią niespodziankę.
Przedstawiamy Wam koszulkę, która otwierała będzie kolekcję „LP10xTG99”, a zarazem jest symbolem naszej wspólnej walki oraz nadchodzących
zmian!
Ta koszulka, to tak zwany „must have” w Waszej kolekcji barw. Noście ją z dumą i niech Wam przypomina, że razem trójkolorowa rodzina jest niezniszczalna!
W komentarzu wklejamy również filmik przygotowany na tę okazję!
LP10xTG99
Razem po wielkiego Górnika!”
Źródło Torcida Górnik
EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.