David Villa ocenił Roberta Lewandowskiego. Hiszpan znalazł jedną wadę w jego grze

David Villa w rozmowie z „Piłką Nożną” ocenił Roberta Lewandowskiego. Były napastnik FC Barcelony wskazał tylko jeden punkt, który można by uznać u Polaka za słabszy. 

Obecnie 34-latek znajduje się w nie najlepszej formie. Od początku bieżącego roku napastnik strzelił tylko pięć goli dla Blaugrany we wszystkich rozgrywkach. To wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań, tym bardziej że na początku sezonu wielokrotnie popisał się bramkostrzelnością.

Jedna wada

Mimo gorszego okresu Lewandowskiego David Villa daleki był od krytykowania go. Hiszpan zauważył, że, nawet jeśli nie strzela on bramek, to ciężko pracuje na boisku. Ułatwia tym samym życie kolegom.

– Gra Roberta zawsze mi się podoba. Ma dołki formy i górki, jak każdy. Obecnie gra trochę słabiej, nie strzela goli, więcej go kosztuje dojście do sytuacji bramkowej. Ale nadal robi dużo dla zespołu. Zawsze cieszymy się, gdy tacy zawodnicy światowej klasy jak on dołączają do La Liga. Oczekujemy, że Lewandowski będzie tu grał długo i strzeli wiele goli. Jestem pewien, że jeszcze wszyscy będziemy się cieszyć patrząc na jego popisy – powiedział dla „Piłki Nożnej”.

Villa skupił się na atutach Polaka, szeroko go komplementując. Dopatrzył się jednak jednego mankamentu w grze 34-latka, który można uznać za niewielką wadę.

– „Lewy” to zawodnik kompletny. W Bayernie osiągnął wielkie sukcesy, ale koncentrował się na grze w ataku. W Barcelonie robi bardzo dużo innych rzeczy. Pomaga nawet piwotowi, wraca, rozgrywa, wyciąga rywali. Jest czujny przy drugich piłkach. Trudno dostrzec jego słabe punkty. Może nie jest specjalnie szybki, ale wolny przecież też nie. Dobrze gra obiema nogami. Ma pozytywną mentalność nawet gdy przechodzi przez trudniejszy okres. To bardzo ważne: zachowywać spokój gdy jesteś świetny i gdy trochę słabszy – powiedział Villa.

Lewandowski ma na koncie w tym sezonie 25 goli i 6 asyst. Wystąpił łącznie w 33 meczach w barwach FC Barcelony. Przed nim dwa spotkania reprezentacji Polski w ramach eliminacji mistrzostw Europy. „Biało-Czerwoni” zagrają w piątek z Czechami, a trzy dni później z Albanią.

Gdzie będzie można obejrzeć dwumecz Lecha z Fiorentiną? Trudna sytuacja „TVP”

Mocno skomplikowała się sprawa transmisji dwumeczu Lecha Poznań z Fiorentiną w ćwierćfinale Ligi Konferencji. Obecnie nie wiadomo, czy Telewizja Polska będzie mogła pokazać którekolwiek ze spotkań ze względu na… brak praw.

„Kolejorz”, dość niespodziewanie, awansował do ćwierćfinału tegorocznej edycji Ligi Konferencji Europy. W fazie pucharowej mistrzowie Polski pokonali faworyzowane Bodo/Glimt, a następnie zmiażdżyli Djurgarden. W ćwierćfinale Lech trafił na bardzo wymagającego rywala – Fiorentinę.

Co z transmisją?

Na chwilę obecną nie wiadomo, gdzie będzie można obejrzeć dwumecz Lecha z „Violą”. W Polsce prawa do transmitowania rozgrywek Ligi Konferencji ma „Viaplay”. Dzięki sublicencji możliwość do pokazywania meczów „Kolejorza” miała Telewizja Polska.

Według sport.pl publiczny nadawca nie ma jednak prawa do transmisji żadnego, nawet domowego spotkania Lecha. W tej kwestii mają się obecnie toczyć rozmowy, w których decyzja miałaby zapaść w ciągu najbliższej doby. Negocjacje tyczą się jednak wyłącznie domowego starcia. Wyjazdowe obejrzeć będzie można wyłącznie na antenie „Viaplay”.

Pierwsze spotkanie „Kolejorza” w ćwierćfinale zaplanowano na 13 kwietnia w Poznaniu. Rewanż odbędzie się tydzień później we Florencji.

Cristiano Ronaldo zadowolony po odejściu Santosa. Jasne stanowisko lidera Portugalii

Reprezentacja Portugalii niebawem ulegnie przebudowie po tym, jak odszedł z niej Fernando Santos. Cristiano Ronaldo jest jednak dobrej myśli. Jego zdaniem zmiana selekcjonera da drużynie sporo dobrego. 

Za sterami rodzimej reprezentacji Santos stał od 2014 roku do końca mistrzostw świata w Katarze. W tym czasie największym sukcesem szkoleniowca było wygranie Euro 2016. Później nie zdołał powtórzyć tego sukcesu. Wygrał jedynie Ligę Narodów.

Dobra zmiana?

Santos po mundialu zdecydował się rozstać z kadrą, ale długo nie pozostawał bezrobotny. Szybko objął reprezentację Polski, z którą przygotowuje się do marcowych meczów eliminacji mistrzostw Europy. Portugalczyków objął natomiast Roberto Martinez, co zadowoliło Cristiano Ronaldo.

– Już sama zmiana jest dla nas pozytywna. Świeże powietrze, nowe pomysły. Być może zmieni się system, ale to nie moja rola, by o tym mówić – ocenił zawodnik Al-Nassr.

– Zmiany w życiu są konieczne. Intensywność jest bardzo dobra, inna. Portugalia będzie teraz więcej atakowała – dodał.

38-latek pod koniec kadencji Santosa nie miał z nim najlepszych relacji. Selekcjoner w fazie pucharowej mundialu w Katarze dwukrotnie posadził Ronaldo na ławce. Najpierw jako rezerwowy rozpoczynał starcie ze Szwajcarią, a następnie – z Marokiem.

Konflikt w reprezentacji Francji. Powodem opaska kapitańska

W reprezentacji Francji może dojść do powstania sporów. Wszystko przez decyzję Didiera Deshachampsa. Selekcjoner „Trójkolorowych” mianował Kyliana Mbappe nowym kapitanem. 

Hugo Lloris po mundialu w Katarze postanowił zakończyć reprezentacyjną karierę. Doświadczony bramkarz pełnił rolę dotychczasowego kapitana drużyny. W związku z jego odejście Didier Deschamps musiał wybrać następcę.

Spory?

Nowym kapitanem selekcjoner mianował Kyliana Mbappe. Według „ESPN” gwiazdor PSG miał zaimponować cechami przywódczymi podczas mistrzostw świata. Ta decyzja może mieć spore konsekwencje.

Dziennikarze „Le Figaro” podają, że urażony poczuł się Antoine Griezmann, który również aspirował do funkcji kapitana. Piłkarza Atletico Madryt do tego stopnia poruszyła decyzja podjęta przez Deschampsa, że podczas zgrupowania reprezentacji miał głośno wyrazić swoje uczucia. Co więcej powątpiewał także w dalszą grę w narodowych barwach.

Gdyby powierzenie opaski zależało od ilości występów w kadrze, to Griezmann byłby zdecydowanym faworytem. Do tej pory wystąpił on w 117 meczach. Mbappe ma na koncie za to 66 spotkań.

Podolski krytykuje działania Górnika Zabrze. Mocne słowa Niemca

Lukas Podolski w gorzkich słowach wypowiedział o obecnej sytuacji w Górniku Zabrze. Piłkarz przyznał, że przede wszystkim szkoda mu kibiców oraz całego klubu. 

Mimo zwycięstwa z Wisłą Płock władze Górnika Zabrze postanowiły zwolnić trenera Bartoscha Gaula. Zastąpił go Jan Urban, który z klubem pożegnał się jeszcze na początku obecnego sezonu. Cała sytuacja wywołała spory szum wokół całego klubu.

„Szkoda mi kibiców”

Głos na temat zamieszania zabrał Lucas Podolski. Niemiec w gorzkich słowach wypowiedział się o działaniach zarządu. Piłkarz poparł krytykujących klub dziennikarzy.

– Jestem tu półtora roku, a wydarzyło się tu bardzo dużo. Nie wiem, czy ze wszystkich zmian się śmiać, czy płakać. Szkoda mi klubu, kibiców, że Górnik stoi w miejscu. To nie atak w kogokolwiek, a obraz sytuacji, jak nie powinien działać klub sportowy – stwierdził „Poldi” w „Prawdzie Futbolu”.

Nie wiadomo, jak zaistniała sytuacja wpłynie na przyszłość Podolskiego. Jego obecny kontrakt z Górnikiem wygasa wraz z końcem bieżącego sezonu. Sam zainteresowany nie ukrywa, że może wówczas odejść z Zabrza.

– Może się tak wydarzyć, że w maju po ostatnim meczu powiem, że nie chce mi się grać i stanę się wolnym zawodnikiem. Może zostanę, a może wpłynie jakaś oferta z kraju i miasta, w którym nie byłem jeszcze z rodziną. Półtora roku w Górniku, to jak pięć lat gdzieś indziej. Tyle się tu dzieje, traci energii na niepotrzebne rzeczy, że czasami to męczy. Kocham to i biorę zarówno te rzeczy pozytywne, jak i negatywne. Chciałem tu przyjść, gram w swoim klubie – mówił.

– Do rozwoju trzeba spokoju i stabilizacji i nie dotyczy to tylko klubu sportowego, ale też biznesu. Tego w Zabrzu nie ma, dlatego ciężko iść do przodu. Może kilka miesięcy temu weszliśmy kilka szczebli po drabinie do góry, ale teraz spadliśmy już do piwnicy. Dużo się dzieje wokół klubu, co nie pomaga samej drużynie – zakończył.

Zieliński wzbudza zainteresowanie klubów z Premier League. Nowa siła w Anglii chce Polaka w składzie

Latem Piotr Zieliński może zmienić klub. Według Gianluki Di Marzio Polakiem intensywnie interesują się kluby z Premier League. 

Polak zebrał bardzo dobre opinie za swój występ przeciwko Eintrachtowi Frankfurt w Lidze Mistrzów (3-0). Napoli z Zielińskim w składzie rozbiło w dwumeczu niemiecki zespół 5-0 i pewnie zakwalifikował się do ćwierćfinału rozgrywek. Obecnie ekipa Luciano Spallettiego uchodzi za cichego faworyta do wygrania trofeum.

Trafi do Premier League?

Choć Napoli święci w tym sezonie wiele sukcesów, a sam Zieliński stanowi istotny element w całej układance, to wciąż nie wiadomo, jaka czeka go przyszłość. Klub nie podjął jeszcze decyzji co do kontraktu 28-latka, który wygasa w czerwcu przyszłego roku.

Gianluca Di Marzio podaje, że problemy w negocjacjach z zawodnikiem zamierzają wykorzystać inne kluby. Sytuację uważnie mają monitorować drużyny z Premier League. Włoski dziennikarz nie wyklucza, że Polak zostanie bohaterem głośnego transferu najbliższego lata. Pytać ma o niego między innymi Newcastle United.

– Mam na myśli Newcastle, czyli zespół, który jeśli zakwalifikuje się do europejskich pucharów, poszuka zawodników zdolnych do rywalizowania na tym poziomie – oznajmił Di Marzio.

Włoch dodał, że „Sroki” to jeden z kilku klubów, który interesuje się Zielińskim. Nie podał jednak dokładnych nazw. Zamiast tego stwierdził, że do Napoli zgłosiło się „kilka silnych klubów”.

W bieżącym sezonie 28-latek wystąpił w 35 meczach Napoli, Strzelił w nich 7 goli i zaliczył 9 asyst.

Ishak stanął w obronie wygwizdanego Karlstroma. Mocne stanowisko kapitana Lecha o kibicach Djurgarden

Lech Poznań zameldował się wczoraj w ćwierćfinale Ligi Konferencji Europy. „Kolejorz” pokonał w rewanżu Djurgarden 3-0, jednocześnie wygrywając w dwumeczu aż 5-0. W trakcie spotkania doszło jednak do nieprzyjemnych sytuacji z udziałem kibiców gospodarzy. 

Wiele lat przyszło czekać polskim kibicom na awans ekstraklasowego klubu do ćwierćfinału europejskich rozgrywek. Lech pisze piękną historię i wkrótce pozna rywala w kolejnej fazie Ligi Konferencji.

Buczenie

„Kolejorz” w 1/8 zaprezentował się bardzo dobrze, punktując słabości Djurgarden. Finalnie podopieczni Van den Broma wygrali na wyjeździe 3-0. Spotkanie było szczególne dla Jesper Karlstroma, który grał w szwedzkiej ekipie przed transferem do Poznania. Ba, w Djurgarden był kapitanem.

Kibice nie przyjęli go jednak ciepło. Gdy w drugiej połowie pomocnik schodził z boiska, został wygwizdany i wybuczany. Sam przyznał, że było to dziwne uczucie.

– Dziwnie było być wygwizdanym. Chciałem okazać uznanie kibicom, bo wiele tu przeszedłem. Nie zdążyłem im podziękować po transferze, bo wybuchła pandemia. Rozumiem, że ludzie byli źli, ale szczerze mówiąc, to ich reakcja była dla mnie zaskakująca – przyznał Karlstrom. 

– Kocham Djurgardens. Chcę, żeby wygrywali wszystkie mecze poza tymi z nami. Starałem się okazywać szacunek klubowi, ale robiłem wszystko, żeby wygrać. Jeśli komuś to przeszkadza, to trudno. Ale myślę, że wiele osób i tak mnie tutaj docenia – dodał. 

Takie zachowanie kibiców Djurgarden nie spodobało się innemu Szwedowi z ekipy Lecha. Gorzko o reakcji fanów wypowiedział się Mikael Ishak. Kapitan „Kolejorza” nie krył rozczarowania sytuacją.

– Szczerze mówiąc, jestem bardzo rozczarowany kibicami Djurgardens. Mają dobrą reputację, a gdy przyjeżdża były kapitan, który odnosił z klubem sukcesy, to traktują go w ten sposób. Djurgardens nie co roku zdobywa mistrzostwo i puchar, by potem zapominać o takich zawodnikach. Nie było przyjemnie oglądać, gdy schodzi z boiska przy buczeniu – przyznał napastnik. 

Zamieszki przed rewanżem Napoli z Eintrachtem. Kibole demolują miasto [WIDEO]

Za niespełna godzinę Napoli podejmie Eintracht Frankfurt w drugim meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Tymczasem z Włoszech napływają nieprzyjemne informacje. Kibice gości zdążyli zetrzeć się z policją i zdemolować restaurację. 

Napoli w pierwszym meczu wygrało z Eintrachtem we Frankfurcie 2-0. W rewanżu to właśnie podopieczni Luciano Spallettiego ponownie są faworytami. Tym bardziej że od początku sezonu imponują formą i na razie nie zapowiada się, aby przytrafiła im się zadyszka.

Demolka

Do rewanżu dojdzie w środowy wieczór. Z Włoszech napływają, na razie wieści nie o samym meczu, a o zachowaniu niemieckich kibiców. Ultrasi Eintrachtu w ilości około 600 osób starli się z neapolitańską policją na Piazza del Gesu.

Przed interwencją funkcjonariuszy Niemcy zdążyli zdemolować restaurację. Podpalili także kilka aut przy użyciu rac. Pomagać im mają kibice Atalanty Bergamo, którzy są skonfliktowani z Napoli. Co ciekawe około 200 kibiców gospodarzy miało dążyć do konfrontacji, której zapobiegły służby, starające się ogarnąć powstały chaos.

Piątek w ogniu krytyki. Włoscy dziennikarze nie oszczędzają Polaka za jedną akcję

Krzysztof Piątek ponownie znalazł się na celowniku włoskich mediów. Polski napastnik zebrał kolejną falę krytyki za swój mecz. Tym razem oberwało mu się za grę przeciwko Milanowi, z którym Salernitana wyrwała cenny remis (1-1). 

27-latek od listopada czeka na przełamanie strzeleckiej niemocy. W bieżącym sezonie w Serie A strzelił zaledwie 3 gole, choć rozegrał aż 22 spotkania. Na koncie ma także 2 asysty.

Niegasnąca krytyka

Piątek jest w tym sezonie za to regularnie krytykowany przez włoskie media. Dziennikarze wyliczają mu zmarnowane sytuacje i „zagubienie” na boisku. Nie inaczej było w meczu z Milanem, który Polak zaczął na ławce.

Napastnik pojawił się na murawie San Siro dopiero w 56. minucie, a w końcówce meczu mógł zdobyć bramkę. Jego strzał obronił jednak Mike Maignan. W doliczonym czasie ponownie znalazł się w dogodnej sytuacji, tym razem do podania. Kompletnie pogubił się jednak przy wyprowadzaniu kontrataku, a Salernitana straciła szansę na sensacyjne zwycięstwo.

– Mecz skończył się wynikiem 1:1 także dlatego, że Piątek bardzo słabo przeprowadził kontratak, w którym uczestniczyło więcej piłkarzy Salernitany niż Milanu – komentowali dziennikarze „Il Giorno”.

– Poślizgi w kluczowych momentach. W 82. minucie Maignan zatrzymał Piątka, który źle rozprowadził ostatnią akcję. W sytuacji trzech na jednego zagrał niecelnie – dodało także salernitananews.it.

Chelsea nie zamierza się zatrzymywać. Kolejny wielki transfer wisi w powietrzu

Chelsea po swoich zimowych zakupach nie zamierza się zatrzymywać. Według Floriana Plettenberga ze „Sky Sports” londyńczycy szykują kolejny wielki transfer. Po sezonie do klubu ma trafić Christopher Nkunku. 

Od momentu przejęcia ekipy ze Stamford Bridge, Todd Boehly wydał już na transfery aż 500 mln euro. Zimą Chelsea dokonała wielu wzmocnień. Nie wszystkie okazały się jednak trafione. Do stolicy Anglii trafił między innymi Mudryk czy Enzo Fernandez.

Kolejne miliony?

Na tym jednak zapędy Chelsea się nie kończą. Florian Plettenberg ze „Sky Sports” poinformował, że do „The Blues” po zakończeniu sezonu dołączy Christopher Nkunku. Francuz już kilka miesięcy temu był łączony z przenosinami do tego klubu.

Za gwiazdę RB Lipsk londyńczycy mają zapłacić 60 mln euro, a jego kontrakt ma obowiązywać przez wiele lat. Oficjalne ogłoszenie transferu powinno nastąpić po zakończeniu trwających rozgrywek.

25-latek w tym sezonie strzelił 17 goli i zanotował 5 asyst w 27 występach dla RB Lipsk. Jeśli przełoży formę na Premier League, to Chelsea może mówić o ogromnym wzmocnieniu.

FC Barcelona może stracić Gaviego! Giganci chcą wykorzystać problemy klubu

Przyszłość Gaviego w FC Barcelonie jest niepewna. La Liga skrupulatnie utrudnia zarejestrowanie 18-latka w pierwszej drużynie Blaugrany. Zamieszanie chcą wykorzystać dwa kluby z Premier League. 

Gavi od dawna wzbudza kontrowersje. Chodzi konkretnie o kontrakt młodego pomocnika FC Barcelony. Władze ligi hiszpańskiej nie chciały się zgodzić na zarejestrowanie piłkarza przez narzucone limity płac. Kilka miesięcy temu Katalończycy ogłosili co prawda przedłużenie jego umowy, jednak sprawa wciąż nie została zakończona.

W styczniu działacze Barcelony złożyli wniosek do sądu o ustanowienie środka zapobiegawczego. Pozwoliło to na zarejestrowanie zawodnika, jednak wczoraj sytuacja uległa zmianie. Według „Relevo” klub spóźnił się z przesłaniem odpowiednich dokumentów.

Wykorzystać zawirowanie

Z powodu całego zamieszania obecna umowa Gaviego może zostać anulowana. Spowoduje to natomiast powrót do jego poprzedniego kontraktu, który obowiązywał, gdy jeszcze grał w rezerwach. Tutaj pojawia się problem – jej ważność obowiązuje tylko do końca bieżącego sezonu.

Według „The Times” całe zawirowania bacznie obserwują działacze Manchesteru City i Liverpoolu. Oba kluby trzymają rękę na pulsie i chcą wkroczyć do walki o 18-latka, jeśli FC Barcelona nie dogada się z sądem i La Ligą.

Blaugrana naturalnie nie chce stracić Gaviego, który od kilku miesięcy jest jednym z najważniejszych zawodników. W tym sezonie wystąpił w 36 meczach, w których strzelił 2 gole i dołożył 5 asyst.

Bayern interesował się Rafałem Gikiewiczem. „To było realne”

Transfer Rafała Gikiewicza do Bayernu Monachium faktycznie był w planach Bawarczyków. Roman Kołtoń opowiedział o szczegółach sytuacji, której był świadkiem przy okazji finału Ligi Europy (Villarreal – Manchester United). 

Gikiewicz wyrobił sobie uznaną markę w Niemczech. Golkiper u naszych zachodnich sąsiadów gra od 2014 roku, gdzie reprezentował początkowo barwy Eintrachtu Brunszwik. Następnie występował we Freiburgu i Unionie Berlin. Obecnie natomiast broni dostępu do bramki Augsburga.

Mógł trafić do Monachium

Jakiś czas temu pojawiało się sporo informacji o zainteresowaniu Gikiewiczem dużo mocniejszych klubów. Wśród nich miał być Bayern Monachium. Finalnie takiego transferu nigdy nie zobaczyliśmy, ale według Romana Kołtonia faktycznie ten temat przewijał się w głowach działaczy Bawarczyków.

– Przez przypadek byłem świadkiem, jak Artur Wichniarek odebrał telefon od Hasana Salihamidzicia. To było przy okazji finału Ligi Europy między Manchesterem United a Villarrealem – wyjawił dziennikarz w programie „International Level” na antenie meczyki.pl na YouTube. 

– Artur odebrał od Hasana i z nim dyskutował. To wtedy nie wypłynęło, później „Giki” się tym pochwalił. To zainteresowanie było realne. Szukali bramkarza, który byłby wartościowym zmiennikiem Manuela Neuera – dodał.

Wstydliwa akcja Kamila Jóźwiaka. Polak wyśmiewany w USA za swoje zagranie [WIDEO]

Kamil Jóźwiak nie może mówić, że znajduje się obecnie w dobrej formie. Ba, Polak stał się w ostatnim czasie pośmiewiskiem w MLS. Na Twitterze coraz większą popularność zdobywa filmik ze wstydliwą akcją skrzydłowego z ostatniego meczu Charlotte. 

24-latek cieszy się dużą dozą zaufania od początku bieżącego sezonu MLS. Nie przekłada tego jednak na liczby. W trzech spotkaniach nie zaliczył ani gola, ani asysty. Co więcej, za oceanem do tej pory w 22 występach zaliczył zaledwie 3 asysty.

Wstydliwa akcja

Jóźwiak jest często krytykowany w amerykańskich mediach. Oliwy do ognia dolał teraz Matthew Doyle, który jest analitykiem MLS. Zamieścił on na Twitterze nagranie z ostatniego meczu Charlotte FC z Atlantą (0-3). Obnaża ono bardzo słabą formę fizyczną Polaka, który nie mógł dobiec do piłki… przy wyprowadzaniu własnej akcji.

 

Robert Lewandowski zupełnie bez formy. Fatalny błąd we wczorajszym meczu [WIDEO]

Robert Lewandowski przeżywa obecnie gorszy okres po przejściu do FC Barcelony. Podczas ostatniego spotkania z Athletic Bilbao Polak ponownie nie zdobył bramki, choć miał ku temu dobrą okazję. 

FC Barcelona wygrała wczoraj z baskijskim klubem 1-0 po trafieniu Raphinhi. Brazylijczyk do siatki trafił w doliczonym czasie pierwszej połowy. Blaugrana mogła prowadzić dużo wcześniej.

W 17. minucie blisko wyprowadzenia swojej drużyny na prowadzenie był Robert Lewandowski. Polak dostał kapitalne podanie od Frenkiego de Jonga i wybiegł na czystą sytuację. Znajdując się „sam na sam” z bramkarzem popełnił jednak prosty błąd, po którym piłka odskoczyła mu zbyt daleko. Następnie futbolówka znalazła się bezpiecznie w rękach Julena Agirrezabali.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.