Szymon Marciniak chce ważnej zmiany dla sędziów. „Tam jest naprawdę mega niebezpiecznie”

Sędziowie, którzy prowadzą mecze w niższych ligach mogą wkrótce zyskać dodatkowe środki bezpieczeństwa. Może to wpłynąć korzystnie na ich warunki pracy. Szymon Marciniak jest zdecydowanym zwolennikiem takiego rozwiązania, o czym otwarcie powiedział na „TVP Sport”. 




Arbitrzy cieszą się sporym szacunkiem zawodników na wyższym szczeblu rozgrywkowym. Zgoła inaczej sytuacja wygląda w niższych ligach, gdzie często dochodzi do niespodziewanych wydarzeń. Można wręcz powiedzieć wprost, że dochodzi do aktów agresji i przemocy względem sędziów.

„Jestem za kamerami”

Całej sytuacji jest świadom między innymi Szymon Marciniak. Nasz międzynarodowy arbiter nie ukrywa, że w niższych ligach jest porządek. W rozmowie z „TVP Sport” przyznał, że sędziowie dostają nawet pogróżki. Zmienić mogłoby to wyposażenie ich w specjalne kamery.

– To jest dramat, co tam się dzieje. Tam jest naprawdę mega niebezpiecznie. Przemoc, zniewagi, groźby i nawet pogróżki śmiertelne to bardzo smutna rzeczywistość, to jest inny świat niż Ekstraklasa czy mecze międzynarodowe. Takie kamery z pewnością byłyby dla sędziów niższych lig dużą i ważną pomocą – przyznał Marciniak. 




– Brakuje nam sędziów w całej Polsce, bo nikt nie chce za sto złotych jechać na mecz, żeby słuchać, że jest ch***m i że ktoś po meczu chce mu wpie***lić. Wprowadzenie kamer pomogłoby skończyć z chamstwem i bandytyzmem w piłce nożnej – dodał.

Marciniak jest przekonany, że kamery wpłynęłyby korzystnie na bezpieczeństwo i komfort pracy sędziów. Przede wszystkim zawodnicy zaczęliby zwracać uwagę na to, co mówią.




– Dobrze wiemy, jak to działa. Jeśli piłkarze będą wiedzieć, że sędziowie mają na sobie kamery z mikrofonami, poziom zachowań na boiskach piłkarskich szybko i wyraźnie się poprawi. Ktoś, kto widzi kamerkę, to nawet jeśli ma bandycki charakter czy po prostu jest oburzony lub czuje się pokrzywdzony, to oczywiście pomyśli, co pomyśli, bo człowieka kamerą przecież nie zmienimy, ale ten ktoś zmieni swoje zachowanie – stwierdził dla „TVP Sport”.




– Na widok kamery odpuści, powstrzyma się, ugryzie w język, bo nie będzie chciał dostarczać dowodu, który potem byłby użyty przeciwko niemu. Może powie „panie sędzio, pan dobrze wie, co ja teraz myślę”, ale to przecież dla sędziów brzmiałoby tak łagodnie jak starodawny „sędzia kalosz”. Jestem za kamerami, bo wreszcie byłby spokój. Kamery złagodzą obyczaje – podsumował.

Zaskakujące informacje z Włoch. Kolejny Polak może trafić do AS Romy!

Zaskakujące informacje nt. potencjalnego transferu AS Romy podają włoskie media. Według nich kandydatem do gry w Rzymie jest… Kamil Piątkowski. 




Priorytetem Romy na zimowe okienko jest wzmocnienie defensywy. W tym celu władze klubu chciały ściągnąć między innymi Thilo Kehrera, jednak przegrali rywalizację o Niemca z AS Monaco. Na tym natomiast lista się nie zakończyła.

Kolejny Polak w Rzymie?

W związku z ograniczonym budżetem transferowym fiasko negocjacji z Kehrerem było dla Romy bardzo dotkliwe. Klub nie może sobie pozwolić na wiele definitywnych transferów, wobec czego woli skupić się na wypożyczeniach. W grę mają wchodzić dość niespodziewane nazwiska, które w normalnych okolicznościach raczej nie byłyby wiązane z drużyną Jose Mourinho.




Według laroma24.it Romie miał zostać zaoferowany Kamil Piątkowski, grający obecnie w RB Salzburg. Polak nie może liczyć w Austrii na stabilną pozycję, wobec czego klub miałby być chętny na wypożyczenie. W bieżącym sezonie stoper zaliczył raptem 10 występów.

Zwiastun serialu o Legii na Amazonie wypuszczony! Mocne kulisy pracy Kosty Runjaicia [WIDEO]

2 lutego na antenie „Prime Video” światło dzienne ujrzy wyjątkowa produkcja. Swoją premierę będzie mieć serial „Legia. Do końca”. W internecie pojawił się już zwiastun.




W ciągu poprzedniego sezonu Legii Warszawa towarzyszyły kamery „Prime Video”, które nagrywały kulisy działania klubu. Były obecne w szatni, na korytarzach, a także na murawie. Wszystko po to, aby na początku 2024 roku wypuścić serial, skoncentrowany właśnie wokół stołecznej ekipy.

„Legia. Do końca”

Dziś opublikowano oficjalny zwiastun produkcji, który opiewa w wiele ciekawych dla kibiców smaczków. Zaprezentowano między innymi moment przekazania opaski kapitańskiej Josue, czy jedną z przemów Kosty Runjaicia w szatni przy okazji nieudanego meczu. Pochylono się również nad niechęcią kibiców w stronę Dariusza Mioduskiego.




– Tylko narzekacie i dyskutujecie, zamiast grać w piłkę. Co to ma być! – krzyczał szkoleniowiec. 




W materiale pojawiają się również zawodnicy oraz ich partnerki, a także urywki z ich życia prywatnego. Do kamery wypowiadają się między innymi Cezary Miszta czy Rafał Augustyniak, ale poza nimi wypowiadają się też Kacper Tobiasz, Paweł Wszołek oraz Bartosz Kapustka.




Serial ma się skupiać przede wszystkim na drodze, jaką przebyła Legia w drodze po zwycięstwo w Fortuna Pucharze Polski. „Wojskowi” w finale pokonali Raków Częstochowa po rzutach karnych.

Żona Gerda Muellera nie ma żadnych wątpliwości ws. rekordu Lewandowskiego. Zdecydowane słowa

Robert Lewandowski w sezonie 2021/22 strzelił 41 goli w Bundeslidze i pobił wieloletni rekord Gerda Muellera. Wydawało się, że przez najbliższe lata nikt nie zdoła choćby się do niego ponownie zbliżyć. Harry Kane bryluje jednak formą w Bayernie Monachium i niewykluczone, że przebije poprzeczkę ustawioną przez Polaka. Wątpliwości wobec tego nie ma na pewno żona Gerda Muellera. 




Lewandowski ustanowił nowy rekord dopiero w doliczonym czasie ostatniego meczu sezonu 2021/22. Pokonał wówczas Rafała Gikiewicza, który bronił bramki Augsburga. Polski pojedynek przebiegał pod dyktando golkipera, który nie zamierzał ułatwiać sprawy rodakowi. Ostatecznie jednak to ówczesny napastnik Bayernu okazał się lepszy i zmieścił piłkę w siatce, przebijając tym samym wieloletni rekord niemieckiej legendy.

„To jasne, że pobije”

Okazuje się, że rekord Lewandowskiego może nie być tak samo długowieczny. Wszystko przez formę, jaką prezentuje Harry Kane. Anglik od momentu transfery do Bayernu rozegrał w Bundeslidze zaledwie 15 meczów, ale nastrzelał w nich aż 21 goli. Co ważne, nie trafił do bramki tylko w 3 meczach. Tym samym ma już więcej niż połowę historycznego dorobku „Lewego”.




Kane ma do końca sezonu jeszcze 19 meczów, więc przy zachowaniu obecnej skuteczności może go zakończyć nawet z 46 trafieniami. Wiele wskazuje więc na to, że uda mu się pobić rekord Lewandowskiego. Wobec tego nie ma wątpliwości żona zmarłego Gerda Muellera, Uschi. Kobieta wprost stwierdziła, że mu się to uda.




To jasne, że Kane pobije rekord Lewandowskiego. Jest w stanie to zrobić. Musiałoby się wydarzyć coś strasznego, żeby mu nie wyszło – stwierdziła na łamach „Bilda”.




Kane będzie mieć okazję na poprawienie dorobku bramkowego już 12 stycznia. Bayern zmierzy się wówczas na własnym stadionie z Hoffenheim.

Rosjanie komentują gest Jana-Krzysztofa Dudy. „Szkoda, że czołowy polski szachista zachowuje się w ten sposób”

Jan-Krzysztof Duda wywołał masę skrajnych reakcji nie podaniem ręki Denisowi Chismatułlinowi. Sytuacja miała miejsce przed partią obu panów na mistrzostwach świata w szachach szybkich i błyskawicznych. Obecnie w internecie nie braknie snucia domysłów nad potencjalną karą dla Polaka. I tego, czy w ogóle byłaby ona zasadna. 




Zakończone niedawno mistrzostwa świata w szachach szybkich i błyskawicznych przebiegły pod dyktando Magnusa Carlsena. Norweg wygrał w obu kategoriach i ponownie udowodnił swój niebywały talent do gry. Nasz reprezentant, Jan-Krzysztof Duda nie zachwycił i zajął dopiero 45. (szybkie) i 10. miejsce (błyskawiczne). Mimo to i tak mówią o nim światowe media.




Wszystko przez gest (a raczej jego brak) przed partią z Rosjaninem – Denisem Chismatułlinem. Polak nie podał ręki swojemu rywalowi, co miało być spowodowane otwartym popieraniem przez 39-latka rządów Władimira Putina oraz inwazji na Ukrainę.

Zostanie ukarany?

W mediach często widać dywagacje na temat tego, czy Duda za nie podanie ręki Chismatułlinowi może zostać ukarany. I faktycznie, mogłoby się tak stać, gdyby Rosjanin zgłosił sprawę do Komisji Etyki, o czym mogliśmy przeczytać w stanowisku FIDE (Międzynarodowa Federacja Szachowa).




– Duda mógłby zostać ukarany tylko wtedy, gdy osoba przeciwna, której odmówiono uścisku dłoni, zwróci się o to do Komisji Etyki. W sytuacji Dudy i Chismatułlina takich zgłoszeń nie było – napisała organizacja. 

Nie zrobił tego jednak, więc Polakowi najprawdopodobniej nic nie grozi. W rosyjskich mediach czuć jednak żal w związku z całą sytuacją.




– Międzynarodowa Federacja Szachowa (FIDE) bada możliwość ukarania polskiego szachisty za odmowę podania ręki Rosjaninowi. A Rosyjska Federacja Szachowa wyraziła ubolewanie z powodu zachowania Polaka – napisano na portalu „radio1.ru”.




– Szkoda, że czołowy polski szachista zachowuje się w ten sposób – cytowano w rosyjskich mediach Aleksandra Tkaczewa, znanego działacza szachowego. 




– Uważam, że FIDE powinna reagować na takie przypadki. Ktokolwiek nie chce uścisnąć ręki, powinien zostać ukarany, czyli albo otrzymać ostrzeżenie, albo przegrać z automatu – komentował z kolei Siergiej Kariakin, ukraiński szachista. 

Lechia Gdańsk nie zagra baraży na swoim stadionie. Zaskakujący powód

1 i 2 czerwca bieżącego roku na Polsat Plus Arenie Gdańsk, z którego na co dzień korzysta Lechia, odbędzie się koncert Dawida Podsiadło. Termin ten koliduje z potencjalnymi barażami o awans do Ekstraklasy, w których gdańszczanie mogą wziąć udział. W związku z tym klub wydał specjalny komunikat. 




Jeszcze w 2022 roku oficjalnie przyklepano termin na koncert Dawida Podsiadło. Wówczas prawdopodobnie nie zakładano, że Lechia będzie musiała walczyć o powrót do Ekstraklasy i martwić się ewentualnym kolidowaniem wydarzenia z barażami.

Co z meczem?

Stało się jednak inaczej. Ewentualne mecze barażowe pokrywają się ze wspomnianym koncertem wokalisty, w związku z czym teoretycznie nie byłoby ich gdzie rozegrać. Lecha w specjalnym komunikacie poinformowała zatem o trwających pracach w celu zapewnienia optymalnej organizacji.




Mowa konkretnie o przeniesieniu baraży na Stadion Miejski w Gdańsku przy ul. Traugutta 29. Co ważne, zaznaczono, że obiekt ma mniejszą pojemność od nominalnego stadionu Lechii, więc pierwszeństwo do zakupu biletów mieliby posiadacze karnetów na rundę wiosenną.

– Rozważamy ewentualność rozegrania tego spotkania na stadionie przy ul. Traugutta 29, który z pewnością ma dla Klubu znaczenie symboliczne. Ten wyjątkowy obiekt przyniósł naszej biało-zielonej społeczności nie tylko dumę, ale także niezapomniane sportowe emocje – czytamy w komunikacie.




– W związku z tym, że stadion przy ul. Traugutta 29 nie jest w stanie pomieścić tylu kibiców, ilu normalnie może pojawić się na Polsat Plus Arena Gdańsk,pierwszeństwo zakupu będą mieli posiadacze karnetów na rundę wiosenną. Posiadacze karnetów na cały sezon, zgodnie z przysługującymi im korzyściami, mają zagwarantowany bezpłatny wstęp na to spotkanie – napisano. 

Co z Kiwiorem w Arsenalu? Klub zdecydował w kwestii jego przyszłości. W grę nie wchodzi wypożyczenie

Mocno komplikuje się sytuacja Jakuba Kiwiora. Polski stoper nie jest pierwszym wyborem Mikela Artety w Arsenalu, a sam klub ma blokować jego wypożyczenie. „Kanonierzy” mają być bardziej skłonni ku sprzedaży defensora, którego zresztą nawet już wycenili. 




Kiwior nie może liczyć na regularną grę w Arsenalu, choć w ostatnim meczu zagrał 45 minut. Spotkania z Fulham nie zaliczy jednak do udanych. Został zmieniony już po pierwszej połowie, w której zdecydowanie zawiódł oczekiwania, źle zachowując się przy golu dla rywali.

Pożegnanie z Londynem?

Nasiliły się tym samym plotki o możliwym rozstaniu Polaka z Arsenalem. Wcześniej mówiło się raczej o wypożyczeniu, a wśród zainteresowanych miało być kilka włoskich klubów na czele z Milanem. „Rossoneri” byli chętni na takie rozwiązanie, ale „La Gazzetta dello Sport” i „Tuttomercatoweb” podają, że sytuacja mocno się skomplikowała.




Arsenal miał według nich zmienić zdanie i nie chce już wypożyczać Kiwiora. Zamiast tego woleliby definitywnie sprzedać 23-latka. Z informacji włoskich dziennikarzy wynika, że „Kanonierzy” oczekują przynajmniej 20 mln euro i jeśli ktoś przedstawi taką ofertę, to bez wahania ją przyjmą.




Tutaj jednak pojawia się problem, przynajmniej w kwestii przenosin do Mediolanu. Milan był zainteresowany właśnie wypożyczeniem Polaka, a nie jego definitywnym transferem.




Kiwior rozegrał w tym sezonie 14 meczów we wszystkich rozgrywkach dla Arsenalu. Warto zaznaczyć, że portal „Transfermarkt” wycenia go na 25 mln euro, czyli dokładnie tyle, ile londyńczycy zapłacili za niego Spezii zeszłej zimy.

Zbigniew Boniek broni Paulo Sousę. „Związek najwyraźniej chciał innego selekcjonera”

Zbigniew Boniek wrócił do czasów, kiedy był prezesem PZPN i zatrudnił na selekcjonera reprezentacji Paulo Sousę. Działacz w rozmowie z „Faktem” wziął swojego Portugalczyka w obronę. Jego zdaniem wina jego odejścia leży po obu stronach. 




Sousa poprowadził reprezentację Polski na Euro 2020, ale porzucił ją na przełomie 2021 i 2022 roku, jeszcze przed barażami o mistrzostwa świata w Katarze. Poszedł wówczas do Flamengo, za co był często krytykowany w naszym kraju. Zarzucano mu „dezercję” i porzucenie kadry w najgorszym momencie.

„Czuł, że nie ma ciepłych relacji”

Za zatrudnienie Sousy odpowiadał jeszcze Zbigniew Boniek. Po zmianie na stanowisku prezesa PZPN, stery w związku objął Cezary Kulesza. Selekcjoner miał nie mieć z nim najlepszych relacji. Po całym zamieszaniu Boniek odbył rozmowę z Portugalczykiem, a teraz postanowił wziąć go w obronę.




– Według mnie Sousa czuł, że nie ma ciepłych relacji z nową władzą w PZPN. Czuł to w każdym geście, w każdym słowie – powiedział Boniek na łamach „Faktu”. 




– I po prostu stwierdził w pewnym momencie, że ma inny pomysł i drużynę, która go chce. Powiedział: „Rozwiążmy ten problem, bo się ze sobą męczymy”. Gdyby prezes Kulesza chciał go zatrzymać, to by nie poszedł do Flamengo – zaznaczył. 




Boniek uważa również, że rozstanie z Sousą było dla PZPN po prostu „na rękę”. Gdyby Kulesza chciał pozostania ówczesnego selekcjonera na stanowisku, to nie pozwoliłby mu wyjechać do Brazylii.




– Sousa mógł pójść do Flamengo tylko pod warunkiem, że miał już rozwiązaną umowę z PZPN. Jakby usłyszał: „Paulo, sorry, ale my cię lubimy i chcemy, żebyś z nami zagrał baraże”, to tak by się stało. Związek najwyraźniej chciał jednak innego selekcjonera. Tak to trzeba było przestawić, a nie robić z Sousy zdrajcę – podsumował. 




Po rozstaniu z Sousą PZPN zatrudniło Czesława Michniewicza, który wywalczył awans na mundial w Katarze. Mimo wyjścia z grupy na turnieju został on jednak zwolniony przez namnażające się w tamtym okresie afery. W jego miejsce przyszedł Fernando Santos, jednak on także rozstał się z kadrą po fatalnych eliminacjach Euro 2024. Obecnie reprezentacją opiekuje się Michał Probierz, którego na wiosnę czekają baraże o awans na mistrzostwa Europy.

Jan-Krzysztof Duda nie podał ręki rosyjskiemu rywalowi. Media wyjaśniły zachowanie szachisty [WIDEO]

Kilka dni temu zakończyły się mistrzostwa świata w szachach szybkich i błyskawicznych. Wśród osób biorących udział w turnieju był Jan-Krzysztof Duda. Szerokim echem odbiła się sytuacja przed jedną z jego gier, kiedy to nie podał ręki rywalowi. Teraz wiadomo, dlaczego tak postąpił. 




Magnus Carlsen zupełnie zdominował mistrzostwa w Samarkandzie. Norweg wygrał kategorię szybką oraz błyskawiczną, czym ponownie udowodnił niebywały swój niebywały poziom. 10. miejsce zajął natomiast nasz szachista – Jan-Krzysztof Duda. Polak wygrał 10 gier, zaś 7 zremisował. 4 zakończyły się natomiast jego porażkami.

Kontrowersja

Nie o wyniku Dudy jest jednak głośno po zakończonym turnieju. Polak rozgrzał media, kiedy to przed grą z Denisem Chismatułlinem nie podał mu ręki. Jak się okazuje takie zachowanie 25-latka nie było przypadkowe. Rosjanin ma być zagorzałym zwolennikiem Władimira Putina, o czym pisało „El Pais”.




Chismatułlin miał wielokrotnie popierać rosyjską inwazję na Ukrainę, co nie spodobało się Dudzie. W związku z tym Polak przed rozpoczęciem gry postanowił nie podawać ręki rywalowi, co z kolei odbiło się szerokim echem w światowych mediach.

Czemu jednak Rosjanin, mimo swoich zdecydowanych poglądów, pojawił się na turnieju? Opowiedział o tym członek Międzynarodowej Federacji Szachowej (FIDE), zaznaczając, że nie mieli możliwości wykluczenia jego udziału.




– FIDE nie posiada procedury sprawdzającej oświadczenia zawodników. W tym obszarze kierujemy się decyzjami naszej Komisji Etyki. Wydaje nam się, że najlepszym opcją w tych sprawach jest procedura sądowa. Jeśli jakakolwiek zainteresowana osoba odwoła się do tej komisji, a ona zdyskwalifikuje arcymistrza Chismatullina, ta decyzja będzie ściśle przestrzegana – napisano. 

Arkadiusz Milik zaoferowany klubowi z Ligi Europy. Może stworzyć duet z innym Polakiem!

Arkadiusz Milik jest w tym sezonie głównie rezerwowym w Juventusie. Sytuacja Polaka może się jednak wkrótce zmienić. Tureckie media łączą 29-latka z Fenerbahce, w którym obecnie występuje Sebastian Szymański. 




Bieżący sezon nie jest dla Milika najlepszy. Snajper ma na koncie zaledwie dwa gole i jedną asystę po siedemnastu występach w Serie A. Massimiliano Allegrii zazwyczaj sadza 29-latka na ławce i wpuszcza go na końcówki meczów.

Duet w Turcji?

Mimo to zdaje się, że 72-krotny reprezentant Polski ma dość stabilną pozycję w Juventusie. Tym ciekawsze zdają się wieści, jakie pojawiły się w tureckich mediach. Portal „Enganche Sport” twierdzi, że Milik został zaoferowany Fenerbahce. Nie wiadomo jednak, jaka kwota potencjalnego transferu wchodziłaby w grę.




Sam Milik w Stambule mógłby pewnie liczyć na sporo występów, choć w hierarchii wyżej byłby zapewne Edin Dżeko – obecnie pierwszy napastnik Fener. Zmiennikiem Bośniaka jest natomiast Michy Batshuayi, który strzelił w tym sezonie 8 goli, licząc ligę i europejskie puchary.

Gdyby przenosiny Milika do Fenerbahce stały się faktem, to spotkałby się tam z innym Polakiem – Sebastianem Szymańskim. Były piłkarz Legii czy Feyenoordu jest obecnie jedną z największych gwiazd zespołu.

Sensacyjne wieści ws. Roberta Lewandowskiego. Polak wróci do Bundesligi?!

Ostatnie miesiące nie są najlepsze w wykonaniu Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie. Doszło nawet do tego, że spekuluje się o jego powrocie do Bundesligi. 




Przez wiele lat Lewandowski uchodził za gwiazdkę niemieckiej ligi. W 2022 roku zdecydował się jednak poszukać nowych wyzwań i odszedł do FC Barcelony. Obecnie mnożą się spekulacje na temat jego transferu – w tym również powrotu do Bundesligi.

„Niewiele klubów może sobie pozwolić”

Taki temat podjęli dziennikarze portalu T-online.de. Wzięli oni pod uwagę zarówno słabą formę Lewandowskiego, jak i przybycie Vitora Roque i problemów finansowych klubu.




– Sprawy w lidze nie układają się dobrze, Barcelona boryka się z problemami finansowymi, a mimo to przybywa nowy napastnik. Sytuacja Lewandowskiego staje się coraz bardziej niekomfortowa. To szansa dla Bundesligi? – pytają dziennikarze. 




– Jeśli jest choć cień nadziei na sprowadzenie Roberta Lewandowskiego z powrotem do Bundesligi, należy zrobić wszystko. Niewiele klubów w Niemczech może sobie pozwolić na zawodnika tej klasy, ale kilka tak – dodano. 

T-online.de wskazuje dwa konkretne kluby, które mogłyby ściągnąć Lewandowskiego. Mowa o BVB oraz RB Lipsk.




– To z pewnością miałoby sens dla Dortmundu. Swoim doświadczeniem i klasą od razu pomógłby BVB. Jego powrót byłby absolutną sensacją pod każdym względem. Oczywiście, jak opuścił BVB, doszło do nieporozumień, ale tak było również, gdy Goetze przeniósł się do Bayernu. Mimo to ponownie zagrał w BVB. Barcelona i Dortmund mogłyby podzielić się pensją, a Polak dostałby wszystko, co mu obiecano, podpisując kontrakt w Hiszpanii. Lipsk też powinien spróbować go pozyskać, zwłaszcza jeśli Werner faktycznie opuści klub – podsumowano. 

Nowe informacje ws. Karima Benzemy. To dlatego wyjechał z Arabii Saudyjskiej

Transfer Karima Benzemy do Al-Ittihad ogłaszano jako wielki hit. Jak na razie jednak Francuz nie spełnia oczekiwań i kompletnie rozczarowuje. W ostatnich dniach głośno było o nagłym zniknięciu zawodnika z Arabii Saudyjskiej. Powody były bliżej nieznane, ale teraz tłumaczą je „Marca” oraz „Foot Mercato”.




W ostatnich dniach Benzema był regularnie krytykowany za swoje występy w Al-Ittihad. Doświadczonego napastnika nie oszczędzali fani i dziennikarze, co odbiło się na… nagłym zniknięciu Francuza. Zaginął o nim zupełnie ślad, a jego konto na Instagramie zostało zdezaktywowane. To tylko nasiliło spekulacje na jego temat.

Wyjazd kontrolowany?

Nowe informacje przedstawiła teraz „Marca”. Hiszpańscy dziennikarze twierdzą, że Benzema konsultował swój wyjazd z władzami Al-Ittihad, a te z kolei wyraziły na to zgodę. Powodem wyjazdu miały być problemy zdrowotne zawodnika. Benzema miał się zmagać bólem stopy. Poza Arabią Saudyjską miał się zająć zdrowiem i wrócić do klubu po zakończeniu kuracji.




Kolejne wieści przekazuje także „Foot Mercato”, według którego wykluczony jest transfer napastnika. Zmiany klubu nie należy się spodziewać ani teraz, ani przyszłego lata. Benzemie ma zależeć na odbudowaniu swojego wizerunku w Al-Ittihad.

Maciej Skorża wróci do Lecha? Ten ruch mocno na to wskazuje

Niewykluczone, że Lech Poznań zamierza zaskoczyć i ponownie sprowadzić na ławkę trenerską Macieja Skorżę. Wskazują na to ustalenia portalu meczyki.pl. Do sztabu obecnego szkoleniowca – Mariusza Rumaka – mają dołączyć Grzegorz Wojtkowiak i… Rafał Janas, który współpracował ze Skorżą w sezonie 2021/22, a ostatnio w Urawie. 




Jakiś czas temu w wywiadzie dla portalu meczyki.pl Mariusz Rumak zdradził, że chce dołączyć do swojego sztabu dwóch nowych asystentów. Dziennikarze ustalili już ich tożsamości. Z trenerem mają współpracować Grzegorz Wojtkowiak oraz Rafał Janas. To właśnie to drugie nazwisko wydaje się ciekawsze, ze względu na snute wokół teorie.

Wielki powrót?

Chodzi oczywiście o teorie dotyczące powrotu Macieja Skorży do Lecha Poznań. 51-latek prowadził „Kolejorza” w sezonie 2021/22, zakończonym mistrzostwem. Wówczas współpracował z nim właśnie Janas. Co ciekawe, asystent zawędrował z trenerem także do Japonii, gdzie razem pracowali w Urawie.




Wiadomo, że Skorża odejdzie z klubu, ale nie wiemy, gdzie zamierza kontynuować karierę. Zatrudnienie Janasa, o którym czytamy na portalu meczyki.pl, może jednak zwiastować wielki powrót szkoleniowca na Bułgarską.




– Maciej Skorża już wcześniej zapowiedział swoje odejście i półroczną przerwę, bo chce odpocząć przez ten czas od piłki. Jak widać, jego asystent ma inne plany oraz jest gotowy od razu podjąć pracę w sztabie Mariusza Rumaka. Warto wspomnieć, że to Janas po odejściu Skorży na kilka dni przejął drużynę Lecha, zanim zakontraktowany został John van den Brom – czytamy na portalu meczyki.pl.




Janas jest cenionym w Polsce fachowcem. Z Lechem zna się bardzo dobrze, tym bardziej że przy Bułgarskiej święcił największe sukcesy, jak ostatnie mistrzostwo. Wojtkowiak z kolei jest byłym piłkarzem „Kolejorza” oraz reprezentantem Polski. W klubie grał w latach 2006-2012, a w kadrze narodowej zaliczył 24 występy.

Źródło: Meczyki.pl

Fatalna informacja w kwestii dwumeczu Legii. Kibice mogą nie zobaczyć obu spotkań

Już w lutym Legia Warszawa zmierzy się z Molde w 1/16 finału Ligi Konferencji Europy. Niestety bardzo możliwe, że nie zobaczymy tych meczów w Telewizji Polskiej. Takie informacje ustalił portal sport.pl.




W ostatnim czasie głośno było o zmianach, jakie następują w „TVP”. Stacja została postawiona w stan likwidacji na polecenie Bartłomieja Sienkiewicza po wiecu prezydenckim Andrzeja Dudy. Choć publiczna telewizja na pewno nie zniknie z anteny, to zamieszanie może odbić się na transmisjach sportowych.

Brak meczów Legii?

W umowie, zawartej przez poprzednie władze zawarto prawa do transmitowania na antenie „TVP Sport” rozgrywki Pucharu Polski i 1. Ligi. Jej realizacja nie jest zagrożona, a pierwsze pieniądze z kwoty 75 mln euro trafiły już do kasy PZPN. Inaczej ma się jednak kwestia nowych umów.




Całe zamieszanie powoduje, że niemal niemożliwe jest zawieranie kolejnych kontraktów. Co z kolei oznacza, że „TVP” nie pokaże meczów Legii Warszawa z Molde w 1/16 Ligi Konferencji Europy. Obecna umowa z Viaplay tyczyła się tylko fazy grupowej. Dwumecz z norweskim klubem będzie zatem można oglądać najpewniej tylko na antenie skandynawskiego dostawcy.

Historyczna zmiana w FC Barcelonie? Pierwszy raz od 25 lat!

 

Według „Mundo Deportivo” FC Barcelona może zdecydować się niebawem na wielką zmianę. Blaugrana ma być niezadowolona ze współpracy z Nike, która odpowiada za jej koszulki. Zdaniem dziennikarzy jest już nawet firma, która mogłaby wejść w miejsce giganta. 




Obecny kontrakt Nike z FC Barceloną trwa nieprzerwanie od 1998 roku. Blaugrana jest związana z amerykańskim gigantem umową opiewającą na 105 mln euro kwoty stałej i kolejne 50 mln w bonusach. Choć wygasa ona dopiero w 2028 roku, to słychać, że między stronami dochodzi co tarć.

Wielka zmiana?

„Mundo Deportivo” podaje kilka przykładów na potwierdzenie tej tezy. Dziennikarze zwracają uwagę, że Barcelona mierzyła się w przynajmniej dwóch ostatnich sezonach z brakami zapasów koszulek meczowych w różnych sklepach. To z kolei oznaczało dla klubu straty finansowe.




Największe spięcie miało jednak przynieść zmienianie strategii po pandemii. Nike chciałoby ograniczyć wydatki, a Barcelona chce zarabiać więcej.




Sytuację konfliktową chciałaby wykorzystać niemiecka firma Puma. Zdaniem „Mundo Deportivo” gigant ma prowadzić zaawansowane działania, które mają na celu „przejęcie” koszulek Blaugrany od Nike. Dziennikarze twierdzą, że mogłoby to nastąpić nawet w sezonie 2025/26. Ze względu na logistykę zmiana nie mogłaby nastąpić wcześniej.




Dodatkowo „MD” zauważa, że w klubie co prawda nie potwierdzają potencjalnej zmiany dostawcy koszulek, ale również nie zaprzeczają negocjacjom. Sytuacja ma być skomplikowana i trudna na ten moment do określenia. Na ten moment trudno zatem powiedzieć czy do zmiany dojdzie, gdyż wszystko może się zmienić.




Gdyby jednak Pumie udałoby się „wygryźć” Nike, niemiecka firma mogłaby się pochwalić kolejnym dużym klubem w swojej „stajni”. Obecnie ubierają między innymi Manchester City, więc jeden z największych i najbogatszych zespołów na świecie.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.