Kompromitacja Polaków w Sankt Petersburgu. Z taką grą daleko nie zajdziemy [REAKCJE]

Przed chwilą zakończyło się pierwsze spotkanie reprezentacji Polski na Euro 2020. Balonik pękł, a biało-czerwoni przez większość spotkania pokazywali, jak nie powinno się grać w piłkę. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Słowacji.

Zaskoczenia w składzie

Przed Euro 2020 Paulo Sousa stosował taktykę na dwóch napastników. Z powodu absencji Milika i Piątka, Portugalczyk zdecydował się na wariant z jednym snajperem. Dodatkowo zaskoczeniem jest obecność w podstawowej jedenastce Karola Linettego. 26-latek ostatni raz w pierwszym składzie reprezentacji zagrał w listopadzie.

W ten 14. dzień marca…

Mateusz Borek rozpoczął spotkanie od małej wpadki. Komentator pomylił miesiące i podał datę „14 marca”.

Defensywa nie istniała

To, co działo się na naszej prawej flance pozostawimy bez komentarza. Duet Bereszyński-Jóźwiak totalnie się nie dogadywał. To właśnie od nich zaczęła się pierwsza akcja bramkowa Słowaków. Nie popisali się również Kamil Glik i Wojciech Szczęsny. Golkiper Juventusu rozpoczął turniej od bramki samobójczej.

Fatalna pierwsza połowa

Przez pierwsze 10 minut gra naszej reprezentacji wyglądała dobrze. Zieliński jak zwykle pokazał, że jest top i widzi wszystko, co się dzieje na boisku. Po straconej bramce Polacy zapomnieli, jak się biega po boisku. Ich gra wyglądała strasznie chaotycznie.

 

Mocne otwarcie po przerwie

Karol Linetty – człowiek, który niewiadomo, jak się znalazł w pierwszym składzie, dał Polakom szanse na powrót do spotkania. Zawodnik Torino wykorzystał podanie Macieja Rybusa i koślawym uderzeniem umieścił piłkę w siatce Dubravki. Najważniejsze, że wpadło.

Runęło, jak domek z kart

Druga połowa zaczęła się dobrze, ale plany pokrzyżował nam Grzegorz Krychowiak. Zawodnik Lokomotivu Moskwa w 62. minucie obejrzał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Jakby tego było mało, chwilę później Milan Skriniar trafił do naszej siatki i podwyższył wynik na 2:1 dla Słowacji.

 

Rekord za rekordem

Spotkanie rozpoczęliśmy od samobója Wojciecha Szczęsnego – pierwszego bramkarskiego w historii Mistrzostw Europy. Później czerwona karta dla Grzegorza Krychowiaka – pierwsza na tym turnieju. Do pełni szczęścia zabrakło debiutu Kacpra Kozłowskiego, który zostałby najmłodszym piłkarzem w historii Euro.

Warto dodać, że jesteśmy drugą reprezentacją w historii Euro, która straciła samobójczą bramkę i grała w dziesiątkę podczas jednego spotkania.

Przegrany mecz otwarcia? Zdążyliśmy się przyzwyczaić

Poza kilkoma przebłyskami mecz jest do zapomnienia. Zagraliśmy beznadziejnie, na boisku nie było widać zaangażowania. Turniej skończy się tak, jak zawsze: w sobotę zagramy z Hiszpanią o wszystko, a następnie ze Szwecją – prawdopodobnie już tylko o honor. Niby człowiek wiedział, ale jednak jak zawsze się łudził…

Kacper Polaczyk