Polskie piłkarki skomentowały mity o zarobkach: „Nie chcemy tyle, co piłkarze, chcemy móc żyć z piłki”

Wokół zarobków w kobiecej piłce nożnej od lat narasta wiele mitów i uproszczeń. Największym z nich jest ten, że piłkarki chcą zarabiać tyle samo, co ich koledzy z męskich drużyn. Polskie zawodniczki zgodnie podkreślają: to nieprawda. Ich celem jest możliwość godnego utrzymania się z piłki i rozwój dyscypliny, a nie sztuczne porównywanie zarobków z mężczyznami. Polki porozmawiały z portalem Sport.pl, gdzie przedstawiły swoje zdanie na temat pieniędzy w damskim futbolu.

„Chcemy po prostu móc się z tego utrzymać”

Średnie zarobki w kobiecej i męskiej piłce nożnej to wciąż przepaść. Piłkarz w Ekstraklasie inkasuje miesięcznie od 30 do 50 tys. zł, podczas gdy piłkarka w Ekstralidze może liczyć na 4-5 tys. zł. Różnice widać też w reprezentacji. Każdy dzień zgrupowania to 600 zł dla zawodniczek, a 1000 zł dla zawodników.

Co więcej, choć stawki dla piłkarek rosną, trudno mówić o realnym postępie. Już w 1999 roku zawodniczki kadry dostawały 150 zł dziennie, co stanowiło ponad 23 proc. ówczesnej pensji minimalnej. Dziś ta sama kwota — choć wyższa nominalnie — to zaledwie nieco ponad 14 proc. minimalnego wynagrodzenia. Podobnie wygląda w Niemczech, Hiszpanii i całym świecie.

Redaktor Dawid Szymczak z portalu Sport.pl postanowił więc zapytać polskie środowisko kobiecego futbolu o głos w tej sprawie. Poniżej przytaczamy kilka cytatów z artykułu, do którego link znajdziecie TUTAJ.

– My nie chcemy być porównywane w zarobkach do mężczyzn. Chcemy po prostu mieć możliwość zarabiania pieniędzy. Chcemy mieć możliwość rozwoju w piłce nożnej. Mam na myśli to, że ja, mając 20 lat, byłam po dwóch kontuzjach barku. To są uszczerbki zdrowotne, które zostaną ze mną do końca życia. Ja to czuję i będę czuła. Podejmuję na boisku takie samo ryzyko jak mężczyzna, więc chciałabym mieć takie wynagrodzenie, żeby w przypadku urazu móc zapewnić sobie opiekę. Wiadomo, że zarobki będzie dyktowała ekonomia i popularność – powiedziała Kinga Szemik, bramkarka reprezentacji Polski.

– Nigdy nie spotkałam się z opinią jakiejkolwiek piłkarki, że chciałaby zarabiać tyle, co jakiś piłkarz. Mamy świadomość, na jakim etapie rozwoju jest nasza dyscyplina. Krok po kroku idziemy do przodu. Ale to są raczej małe kroczki. Powtarzanie tego zdania, że piłkarki chcą zarabiać tyle, ile piłkarze, służy chyba wyłącznie podburzaniu ludzi. Nie jest to prawdziwy przekaz – dodała Karolina Koch, trenerka GKS Katowice i była piłkarka.

Socjolożka dr Natalia Organista potwierdziła, że polskie zawodniczki znają realia.

– One zdają sobie sprawę, jaki prezentują dziś poziom, jakie wzbudzają zainteresowanie i jaką generują oglądalność. Wiedzą, że nie dostarczają takich dochodów z reklam i od sponsorów jak piłkarze. Nie chcą więc być traktowane równo, tylko sprawiedliwie. Jeśli reprezentują Polskę, to chcą mieć zapewnione takie warunki, by móc się skupić na reprezentowaniu Polski. Chodzi o profesjonalne uprawianie swojej dyscypliny, a nie zarabianie kolosalnych pieniędzy – podkreśla.

Amerykanki pogorszył sprawę?

Według Karoliny Koch mit o zarobkach przyszedł z USA.

– Te głosy przyszły do nas zza oceanu. Amerykanki zaczęły ten temat u siebie i bardzo go nagłośniły. Ich apele dotyczące zarobków padały jednak w zupełnie innej rzeczywistości i innych okolicznościach, niż mamy w Polsce. Tam piłkarki odnosiły bardzo duże sukcesy, generowały zainteresowanie, piłka kobiet ma w Stanach zupełnie inną pozycję. One walczyły na swoim podwórku i w swojej sprawie – zauważa trenerka.

Chcą się skupić na grze

Zdaniem dr. hab. Radosława Kossakowskiego kluczowa jest możliwość skupienia się tylko na grze.

– Zawodniczki nie chcą więc maybachów, tylko chcą w spokoju skupić się na grze w piłkę – mówi socjolog.

Wystarczy jedna niewykorzystana sytuacja, jeden błąd w obronie, by od razu odgrzewano stare mity o „roszczeniowych piłkarkach, które chcą zarabiać jak faceci”. Ale fakty i rzeczywistość mówią co innego. Polskie zawodniczki chcą po prostu móc godnie żyć z futbolu. A zaraz będą miały szansę przypomnieć o sobie nie tylko w dyskusjach o pieniądzach, ale przede wszystkim na boisku.

Już jutro o 21:00 reprezentacja Polski kobiet zagra z Niemkami w pierwszym meczu fazy grupowej mistrzostw Europy. Kolejne spotkania biało-czerwone rozegrają 8 lipca o 21:00 ze Szwecją, a na zakończenie fazy grupowej zmierzą się z Danią — 12 lipca, również o 21:00.

Źródło: Sport.pl

Kolejna afera wokół PZPN. Szokujące doniesienia o Kuleszy i działaczach

Portal Goniec.pl ujawnił niepokojące kulisy funkcjonowania Polskiego Związku Piłki Nożnej pod rządami Cezarego Kuleszy. Według dziennikarskiego śledztwa, w federacji od lat leje się alkohol, a niektóre spotkania przypominają bardziej zakrapiane imprezy niż poważne wydarzenia sportowe.

Nagrania, śpiewy i… bokserski sparing

Jak podaje Goniec.pl, w sieci istnieją nagrania dokumentujące alkoholowe biesiady, w których uczestniczyli działacze PZPN oraz politycy Zjednoczonej Prawicy. Jedna z takich imprez miała się odbyć w mieszkaniu skompromitowanego posła Łukasza Mejzy, wówczas wiceministra sportu. Wśród obecnych byli także ówczesny minister sportu Kamil Bortniczuk i prezes PZPN Cezary Kulesza.

– Aż trudno w to uwierzyć, ale politycy Zjednoczonej Prawicy, z działaczami PZPN, w kółeczku, przytuleni do siebie, trzymają się rękami w pasie i śpiewają… ulubioną religijną pieśń Jana Pawła II, czyli „Barkę” – relacjonuje portal.

Według informatorów portalu, na nagraniach widać wyraźnie, że uczestnicy byli pod wpływem alkoholu. Kulminacyjnym punktem imprezy miał być bokserski sparing Mejzy z Kuleszą.

– Mejza zaczął się przechwalać, że trenuje boks, więc Czarek rzucił do niego: „chodź, zobaczymy co potrafisz”. Czarek był szybszy i sprawniejszy. Gdy Mejza odsłonił się, to strzelił mu plaskacza na twarz. To była taka zabawa – cytuje swojego rozmówcę Goniec.pl.

Alkohol od początku kadencji

Według portalu, alkohol to nieodłączny element kadencji Kuleszy, a już podczas kampanii wyborczej w 2021 roku miały odbywać się spotkania przy wódce w wąskim gronie. Część z nich miała się odbywać w Hotelu Atlanta w Starym Jeżewie, należącym do Kuleszy.

– To modus operandi Czarka – wódką załatwia wszystko. Stara szkoła. Czarek był w tym doskonały, zresztą idealnie wpasowuje się w gusta działaczy – to prostolinijni ludzie, którzy piją wódkę, a nie wino. Gdyby Koźmiński z winem jeździł, to stwierdziliby, że upadł na głowę – czytamy.

Imprezy z alkoholem miały towarzyszyć również wyjazdom reprezentacji Polski. Według relacji portalu Meczyki.pl, już podczas mistrzostw świata w Katarze związek wysłał wódkę i kabanosy w przesyłce dyplomatycznej. Za wydzielanie trunków odpowiadać miał sam Kulesza.

Portal ujawnia również kompromitujące zachowanie prezesa podczas meczu eliminacyjnego do Euro 2024 z Albanią. Według świadków Kulesza był tak pijany, że nie wyszedł na trybuny po przerwie, zaczepiał kobiety, wygadywał głupoty, wieszał się na szyi Daniela Obajtka i deklarował mu miłość. Po meczu miał być wyprowadzany siłą z loży VIP.

– Wiceprezesi mówili mu: „Czarek wychodzimy teraz, dla twojego dobra”, a on zaczął krzyczeć: „Bez Andrzeja nie wychodzę!”. Potem Kulesza miał skandować: „Andrzej, Andrzej” – twierdzi świadek.

Choć na stadionie obecny był prezydent Andrzej Duda, według świadków Kulesza miał na myśli innego działacza o tym imieniu.

Jak wygląda układ sił w PZPN?

Według informacji Gońca, sytuacja w Polskim Związku Piłki Nożnej jest dziś całkowicie zabetonowana. Po porażce Cezarego Kuleszy w wyborach do Komitetu Wykonawczego UEFA na początku kwietnia tego roku wydawało się, że jego pozycja w kraju może osłabnąć. Opozycja poczuła krew i pojawiły się spekulacje o możliwych kontrkandydatach na stanowisko prezesa PZPN.

Jeszcze wiosną media informowały o potencjalnym sojuszu Wojciecha Cygana, Pawła Wojtali i Andrzeja Padewskiego, których miał wspierać były prezes związku, Zbigniew Boniek. Kandydatem na nowego prezesa miał być Wojtala. Z czasem jednak, jak ustalił Goniec, ten układ miał się rozpaść, a opozycja straciła siłę.

W połowie maja w środowisku było już niemal pewne, że Kulesza pozostanie na kolejną kadencję. Do końca maja nie zgłosił się żaden rywal, dlatego 30 czerwca obecny prezes PZPN wygrał wybory walkowerem.

Według rozmówców portalu, Kulesza umiejętnie zbudował wokół siebie układ lojalności. Dysponując wpływami, stanowiskami i pieniędzmi, potrafi zjednać sobie odpowiednie osoby. A niechętni mu działacze boją się konsekwencji, w tym m.in. ograniczenia finansowania dla lokalnych związków. W głosowaniu decyduje więc nie merytoryka, a układy, znajomości i wzajemne przysługi.

Jak twierdzą informatorzy Gońca, Kulesza sprowadził do federacji więcej pieniędzy, głównie z Orlenu. Ale piłka nożna jako całość straciła na jego rządach. Relacje z piłkarzami miały być chłodne. Z kolei PZPN przypomina zamknięte, rozplotkowane środowisko, które bardziej interesuje się układami i alkoholem niż rozwojem polskiego futbolu.

Odpowiedź PZPN

PZPN w odpowiedzi przesłanej portalowi Goniec.pl stanowczo odcina się od wszystkich zarzutów. Związek określił pytania dziennikarzy jako „insynuacje”, „pomówienia” i „knajackie”, nie odnosząc się jednak merytorycznie do przedstawionych faktów.

Federacja przekazała jedynie ogólne oświadczenie, w którym stwierdza.

– Trudno komentować w mediach niczym niepodparte insynuacje głównie dotyczące alkoholu, który nigdy nie był ani metodą, ani problemem w prowadzonej działalności, a wykorzystywanie tego tematu do walki przedwyborczej w naszej ocenie, nie ma nic wspólnego z merytoryczną dyskusją i konstruktywną krytyką. Jest raczej przejawem desperacji i braku jakichkolwiek argumentów – czytamy.

Prezes Kulesza nie odpowiedział osobiście na żadne z 27 pytań zadanych przez redakcję.

Źródło: Goniec.pl

Grube plany Wieczystej Kraków. Klub rozważa sprowadzenie reprezentanta Polski

Wieczysta Kraków nie zwalnia transferowego tempa. Po awansie do Betclic I ligi klub ze stolicy Małopolski konsekwentnie wzmacnia skład, a teraz na celowniku działaczy znalazł się zawodnik, którego nikt nie spodziewał się w tej układance. Według informacji dziennikarza Piotra Tubackiego, Wieczysta poważnie rozważa sprowadzenie Bartosza Bereszyńskiego.

Bereszyński bez klubu

Bereszyński to 58-krotny reprezentant Polski, który niedawno zakończył swoją przygodę z Sampdorią Genua. W minionym sezonie rozegrał 23 spotkania i zanotował jedną asystę. Po wygaśnięciu kontraktu z włoskim klubem pozostaje wolnym zawodnikiem.

Co ciekawe, jeszcze w czerwcu znalazł się w gronie powołanych na zgrupowanie reprezentacji przez Michała Probierza, choć nie pojawił się na boisku ani na minutę.

W ostatnich tygodniach media łączyły Bereszyńskiego z kilkoma klubami Ekstraklasy, w tym z Widzewem Łódź. Teraz pojawiła się nowa, zaskakująca opcja — Wieczysta Kraków.

Transfery, które robią wrażenie

Wieczysta od kilku sezonów konsekwentnie buduje projekt, który ma doprowadzić klub do Ekstraklasy. Po zwycięstwie w barażach z Chojniczanką Chojnice drużyna nie zwalnia tempa. Najpierw ogłoszono transfery Carlitosa i Dawida Szymonowicza, później do zespołu dołączyli Kamil Dankowski i Kamil Pestka.

Teraz przyszedł czas na kolejne głośne nazwisko.

Nie jest tajemnicą, że kwestie finansowe raczej nie będą przeszkodą. Wieczysta płaci na poziomie Ekstraklasy, dlatego może pozwolić sobie na kontrakty, które w I lidze są rzadkością.

Pozostaje pytanie, czy Bereszyński będzie zainteresowany grą na zapleczu Ekstraklasy. Z pewnością będzie to sportowy krok wstecz, choć projekt Wieczystej kusi ambicjami i finansową stabilnością.

Warto też pamiętać, że krakowski klub nie będzie rozgrywał meczów ligowych na swoim stadionie. Z powodu wymogów licencyjnych Wieczysta w sezonie 2024/2025 będzie grać w roli gospodarza w Sosnowcu.

Jeśli transfer dojdzie do skutku, będzie to jeden z najbardziej zaskakujących ruchów tego okna transferowego.

Źródło: Piotr Tubacki, Katowicki Sport

Skandal wokół zjazdu PZPN. Kulesza bagatelizuje sprawę „przyjaciela Rosji”

Zjazd PZPN w Warszawie miał być formalnością, a zakończył się politycznym nieporozumieniem. Wszystko przez obecność Jozefa Klimenta — delegata UEFA, który w przeszłości otwarcie wspierał powrót Rosjan do międzynarodowych rozgrywek. Mimo kontrowersji Słowak przemawiał do zgromadzonych działaczy. Cezary Kulesza po całym zdarzeniu odniósł się do sytuacji w wywiadzie dla TVP Sport.

Delegat UEFA, który wspierał Rosję

Jozef Kliment podczas swojego przemówienia próbował budować atmosferę pojednania i współpracy.

– Politycy budują mury, futbol buduje mosty – rozpoczął swoje wystąpienie przedstawiciel UEFA.

Na pierwszy rzut oka mogło się to wydawać standardowym przesłaniem o jednoczeniu przez sport. Problem w tym, że Kliment znany jest z prorosyjskich wypowiedzi. W przeszłości apelował o przywrócenie Rosjan do międzynarodowych rozgrywek piłkarskich, mimo agresji na Ukrainę.

– Mimo trudnej sytuacji nie przerwaliśmy współpracy z Federacją Rosyjską Piłkarską. UEFA wypełnia wszystkie swoje zobowiązania wobec RFU, a także wobec innych stowarzyszeń krajowych, w tym wsparcie finansowe. Jesteśmy zjednoczeni przez piłkę nożną i zawsze będziemy podejmować decyzje na jej korzyść – mówił wówczas.

Takie słowa wzbudziły wściekłość wśród wielu europejskich federacji, w tym również w Polsce.

Kulesza bagatelizuje sprawę

Nie powinno więc dziwić, że pojawienie się Klimenta w Warszawie natychmiast wywołało burzę. Cezary Kulesza został zapytany o obecność kontrowersyjnego Słowaka podczas zjazdu PZPN. Prezes związku odpowiedział jednak wymijająco.

– Jest taka tradycja, że UEFA wysyła swojego przedstawiciela, FIFA robi to samo. Ich też interesuje, jak to się odbywa. Zapisywał pewne rzeczy, które pewnie przedstawi prezydentowi UEFA. Drugi pan, który reprezentował FIFA, również przekaże, co się tutaj działo – powiedział w rozmowie z TVP Sport.

Na pytanie o prorosyjskie sympatie Klimenta odpowiedział krótko:

– Nie byłem w strukturach UEFA, nie byłem z tym zaznajomiony.

Były prezes Jagiellonii Białystok nie miał kontrkandydata i bez przeszkód rozpoczął drugą kadencję na stanowisku prezesa PZPN.

Źródło: TVP Sport, Przegląd Sportowy Onet

Jerzy Dudek nie ma pewności co do nowego kapitana reprezentacji Polski. „Trener musi to rozwiązać”

Przyszłość reprezentacji Polski stoi pod znakiem zapytania nie tylko w kontekście nowego selekcjonera, ale też opaski kapitańskiej. Po dymisji Michała Probierza nie wiadomo, kto poprowadzi drużynę z orzełkiem na piersi. Jerzy Dudek w rozmowie z Meczykami nie ukrywa, że ma wątpliwości co do tego, czy Piotr Zieliński powinien dalej pełnić tę funkcję.

Kapitan w trudnym momencie

Zieliński został kapitanem w burzliwych okolicznościach. W trakcie ostatniego zgrupowania Robert Lewandowski stracił opaskę po konflikcie z Michałem Probierzem. Selekcjoner pozbawił napastnika Barcelony przywileju kapitana, co doprowadziło do jego zawieszenia kariery w reprezentacji.

Lewandowski jasno zadeklarował, że nie wróci do kadry, dopóki Probierz będzie selekcjonerem. Ostatecznie jednak 52-latek sam podał się do dymisji, co ponownie otworzyło temat powrotu „Lewego” do drużyny narodowej.

Jak na razie napastnik nie ogłosił oficjalnej decyzji w tej sprawie.

Dudek o przyszłości opaski

Głos w dyskusji zabrał Jerzy Dudek. Były reprezentant nie ukrywa, że sprawa opaski powinna zostać dokładnie przemyślana przez nowego trenera.

– To jest sytuacja, którą musi rozwiązać trener. Tak jak Robert powiedział, opaska nie jest problemem. Kapitana budują nazwiska wewnątrz zespołu. Kapitan nigdy nie rządzi sam, nie postępuje sam. (…) Kapitan ma zawsze wokół siebie trzech-czterech zawodników, którzy go wspierają. Oni razem muszą się dogadywać – stwierdził Dudek na antenie Meczyków.

Co więcej, były bramkarz ma przekonania, czy Zieliński to najlepszy wybór na dłuższą metę.

– Nie wiem, czy Zieliński ma takie predyspozycje, żeby być kapitanem. Może pod nieobecność „Lewego” tak, ale teraz nie wiem, czy to jest najlepsze rozwiązanie – dodał.

Dopiero wybór nowego selekcjonera powinien przynieść odpowiedzi na pytania o skład drużyny i jej liderów. Pewne jest jedno — w reprezentacji Polski wciąż nie brakuje tematów, które wymagają uporządkowania i wyjaśnienia.

Źródło: Meczyki.pl

Nowy cel transferowy Lecha Poznań? Obrońca z Karabachu na radarze Kolejorza

Lech Poznań nie zamierza poprzestawać na jednym letnim wzmocnieniu. Po powrocie Mateusza Skrzypczaka, Kolejorz rozgląda się za kolejnym zawodnikiem, który może podnieść poziom drużyny. Jak informuje Sport24.az, mistrzowie Polski bacznie przyglądają się Toralowi Bayramovowi z Karabachu Agdam.

Wszechstronny defensor z doświadczeniem w Europie

24-letni Bayramov od kilku lat jest podstawowym zawodnikiem Karabachu. Do azerskiego giganta trafił w 2016 roku i od tamtej pory rozegrał 204 mecze, zdobył 29 bramek i zanotował 39 asyst. Co ważne, potrafi występować nie tylko na lewej obronie, ale również po prawej stronie boiska, a nawet na skrzydle.

W ostatnim sezonie defensor imponował formą ofensywną. Strzelił dziewięć goli i dorzucił 10 asyst. W dodatku wraz z Karabachem regularnie rywalizuje na europejskiej scenie — w minionych rozgrywkach zespół grał w Lidze Europy.

Reprezentant z konkretną wyceną

Bayramov jest również ważnym ogniwem reprezentacji Azerbejdżanu. Ma na koncie 33 występy w narodowych barwach, a w czerwcu zagrał w towarzyskim meczu z Łotwą.

Zainteresowanie Lecha tym zawodnikiem może nie być przypadkowe. Już wcześniej dziennikarz Fuad Alakbarov sugerował, że 24-latek ma konkretne oferty z Polski i Belgii. Teraz jednak, według informacji portalu Sport24.az, zainteresowanie Kolejorza ma być poważne.

Za Bayramova trzeba będzie najprawdopodobniej zapłacić około miliona euro. Obrońca ma ważny kontrakt z Karabachem do końca czerwca 2026 roku, dlatego klub z Azerbejdżanu nie zamierza oddawać go za bezcen. Portal transfermarkt.de wycenia 24-latka na 1,5 mln euro.

Czas na wzmocnienia przed Ligą Mistrzów

Lech Poznań już 18 lipca zainauguruje nowy sezon Ekstraklasy meczem z Cracovią. Kilka dni później mistrz Polski rozpocznie zmagania w eliminacjach do Ligi Mistrzów, gdzie zmierzy się ze zwycięzcą pary Egnatia Rrogozhine – Breidablik.

Źródło: Sport24.az, Fuad Alakbarov

Artur Szpilka przerwał mszę. Przekazał księdzu swoją intencję [WIDEO]

Artur Szpilka znowu znalazł się w centrum uwagi. Tym razem nie w oktagonie czy na ringu, a… w kościele. 36-letni fighter w trakcie niedzielnej mszy postanowił przerwać nabożeństwo i złożyć… intencję.

Z ambony prosto z serca

Szpilka nie od dziś słynie z nietuzinkowych zachowań, które często wywołują kontrowersje. Rok temu w trakcie mszy w Lesie Bielańskim promował swoją książkę. Tym razem jednak poszedł o krok dalej.

Podczas kazania wyszedł z ławki i podszedł do ambony. Przekazał coś na ucho księdzu Wojciechowi Drozdowiczowi, a chwilę później stanął przed mikrofonem.

– Michał Cieślak zdobył wczoraj mistrzostwo świata, zdobył mistrzostwo świata w wadze cruiser, też za niego zapomniałem złożyć intencji – oznajmił Szpilka z ambony.

Okazało się, że fighter zapomniał przed mszą zgłosić intencji za swojego kolegę z ringu, który właśnie odniósł życiowy sukces. Michał Cieślak w kanadyjskim Quebecu znokautował Jeana Pascala w czwartej rundzie i został tymczasowym mistrzem świata WBC wagi junior ciężkiej.

Brawa w kościele i krytyka w internecie

Proboszcz parafii, ks. Wojciech Drozdowicz, potraktował sprawę z powagą i dystansem. Przyjął intencję Szpilki i poprosił wiernych o brawa dla świeżo upieczonego mistrza. Kościół wypełniły oklaski, a całe zdarzenie uwieczniono na nagraniu, które szybko trafiło do sieci.

Z drugiej strony, nie wszystkim jednak spodobało się zachowanie byłego pięściarza. W mediach społecznościowych pojawiły się głosy krytyki, dotyczące braku powagi, niestosownego ubioru Szpilki oraz ogólnej formy „wejścia” na ambonę.

MMA na pierwszym planie

Szpilka od jakiegoś czasu skupia się na karierze w MMA. Stoczył już pięć walk, z których cztery wygrał, a jedną przegrał. Co więcej, ostatnio podczas gali KSW 105 pokonał Errola Zimmermana.

Teraz jednak czas na kolejne wyzwania sportowe. Choć, jak widać, nawet w kościele potrafi zafundować kibicom niecodzienny spektakl.

Źródło: X, Meczyki.pl

PZPN rozważa zagraniczną opcję. „To dobry kandydat”

Poszukiwania nowego selekcjonera reprezentacji Polski nabierają tempa, ale wciąż brakuje konkretów. Choć prezes PZPN Cezary Kulesza oficjalnie podkreśla, że w kręgu zainteresowań są głównie polscy trenerzy, to coraz częściej pojawiają się także zagraniczne nazwiska. Jednym z nich jest Nenad Bjelica, o którym w rozmowie z „PS Onet” opowiedział chorwacki dziennikarz.

Kandydat z twardą ręką

– Jeśli wasza reprezentacja potrzebuje trenera z twardą ręką, to jest to dobry kandydat – mówi chorwacki dziennikarz Tomislav Gabelić z portalu 24sata.hr, cytowany przez Przegląd Sportowy Onet.

Bjelica to szkoleniowiec, który lubi mieć pełną kontrolę nad drużyną. Do tej pory jednak nie pracował w roli selekcjonera, co budzi pewne wątpliwości co do jego przydatności na tym stanowisku.

– Jest to trener, który lubi mieć wszystko pod kontrolą, więc w mojej opinii bardziej pasuje do pracy w klubie – zauważa Gabelić.

Polska już go zna

Polscy kibice doskonale pamiętają Bjelicę z czasów jego pracy w Lechu Poznań. Chorwat prowadził Kolejorza w latach 2016-2018. Choć nie zdobył mistrzostwa Polski, zdołał dotrzeć do finału Pucharu Polski w sezonie 2016/2017. Lech uległ wtedy Arce Gdynia 1:2, co do dziś wielu kibicom Kolejorza nie daje spokoju.

Mimo to Bjelica zostawił po sobie w Poznaniu dobre wrażenie jako trener wymagający, dobrze zorganizowany i ceniący sobie dyscyplinę.

Problemy z liderami

Wątpliwości co do kandydatury Bjelicy pojawiają się również w kontekście jego relacji z zawodnikami. Chorwacki dziennikarz przypomina, że w Dinamie Zagrzeb, mimo sukcesów, Chorwat miał kłopoty z liderami szatni.

– W Chorwacji stał się bardzo popularny, gdy kilka lat temu sięgał po mistrzostwo i puchar z Dinamem. Przebąkiwało się wtedy, że zostanie następcą Zlatko Dalicia w naszej reprezentacji. Bjelica za wszelką cenę chciał przeforsować swoje pomysły, co doprowadzało do nieporozumień między nim a liderami drużyny. Miał pewne kłopoty z zawodnikami, co było przyczyną tak szybkiego odejścia – podkreśla Gabelić.

Kulesza nie zdradza kart

Wśród potencjalnych kandydatów na selekcjonera wymienia się również Kostę Runjaicia, jednak tutaj problemem może być konieczność wypłaty odszkodowania Udinese, gdzie obecnie pracuje Niemiec.

Cezary Kulesza stara się mieszać tropy i nie zdradza konkretów. Według medialnych doniesień, nowego selekcjonera mamy poznać najpóźniej do połowy lipca.

Jedno jest pewne – czas ucieka, a we wrześniu reprezentacja Polski wraca do walki w eliminacjach mistrzostw świata.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet

Wychowanek Lecha coraz bliżej oficjalnego powrotu. Kolejorz wzmacnia się przed Ligą Mistrzów

Lech Poznań nie zwalnia transferowego tempa i konsekwentnie sięga po swoich wychowanków. Transfer Skrzypczaka to jednak nie koniec. Według Tomasza Włodarczyka mistrzów Polski zasili także Robert Gumny.

Powrót po latach

Jak poinformował Tomasz Włodarczyk z portalu Meczyki.pl, Lech jest bardzo blisko finalizacji rozmów z Robertem Gumnym. Kontrakt 27-letniego obrońcy z niemieckim Augsburgiem wygasa z końcem czerwca. A to z kolei otwiera drogę do powrotu do Poznania na zasadzie wolnego transferu.

– W gabinetach faktycznie toczą się rozmowy na temat zakontraktowania 27-latka. Obie strony mają być na tak i “jest bardzo blisko”. Trzeba to jeszcze tylko spiąć kontraktem. Słyszymy, że już w przyszłym tygodniu sprawa może zostać oficjalnie zamknięta – napisał Tomasz Włodarczyk.

Gumny to wychowanek Kolejorza, w którego pierwszym zespole rozegrał 97 oficjalnych spotkań. Jego solidne występy w Ekstraklasie zaowocowały transferem do Augsburga, gdzie przez pięć sezonów był podstawowym graczem. Na boiskach Bundesligi wystąpił 106 razy, strzelił dwie bramki i zanotował trzy asysty.

Skrzypczak pokazał drogę

Jeszcze niedawno Lech zaskoczył kibiców, sprowadzając z Jagiellonii Białystok Mateusza Skrzypczaka. 22-latek rozwinął się w klubie z Podlasia na jednego z najlepszych stoperów Ekstraklasy, co docenił nawet selekcjoner Michał Probierz. Skrzypczak został powołany na marcowe oraz czerwcowe zgrupowanie reprezentacji Polski i zagrał m.in. w meczach z Mołdawią i Finlandią.

To nie koniec osiągnięć wychowanka Lecha w tym sezonie. „Skrzypa” został ogłoszony obrońcą sezonu w tym sezonie Ekstraklasy.

Intensywny lipiec dla Kolejorza

Lech przygotowuje się do intensywnego początku sezonu. Ekstraklasa startuje już 18 lipca, a na inaugurację Kolejorz podejmie w Poznaniu Cracovię.

Mistrz Polski szykuje się także do eliminacji Ligi Mistrzów. W II rundzie kwalifikacyjnej zmierzy się ze zwycięzcą dwumeczu Egnatia Rrogozhine – Breidablik. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 22 albo 23 lipca. Rewanż odbędzie się tydzień później.

Źródło: Meczyki.pl

Kulesza ma nowy plan na kadrę? Piszczek i Błaszczykowski mają pomóc… Brzęczkowi

Według informacji Przeglądu Sportowego, Jerzy Brzęczek jest faworytem Cezarego Kuleszy do objęcia stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski. Tym razem jednak były selekcjoner nie miałby pracować w pojedynkę. Do kadry mieliby dołączyć także Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek.

Trenerski tercet z doświadczeniem

Jak podaje PS, Błaszczykowski miałby pełnić funkcję swoistego dyrektora reprezentacji. Jego zadaniem byłoby pilnowanie, by podobne konflikty jak ten między Robertem Lewandowskim a Michałem Probierzem (i częścią drużyny) nie miały już miejsca.

Z kolei Piszczek, który od kilku lat zbiera trenerskie szlify, wspierałby Brzęczka na płaszczyźnie czysto sportowej.

Plan B?

Jeśli koncepcja z Brzęczkiem nie wypali, Kulesza ma przygotowany plan awaryjny. Jak podaje PS, drugim kandydatem jest Kosta Runjaić.

Niemiec zna polskie realia, prowadził m.in. Legię Warszawa, jednak jego obecne zatrudnienie w Udinese komplikuje sprawę. PZPN musiałby zapłacić odszkodowanie, co może studzić zapał działaczy.

Decyzja w lipcu

Jak twierdzi autor informacji, Mateusz Janiak, nazwisko nowego selekcjonera powinniśmy poznać do połowy lipca. Cezary Kulesza nie zamierza podejmować decyzji pochopnie.

Źródło: Przegląd Sportowy

Marcin Bułka na celowniku klubu z Premier League. Nicea twardo negocjuje

Marcin Bułka może być kolejnym polskim bramkarzem, który trafi do Premier League. Francuska Nicea prowadzi rozmowy z jednym z klubów z Anglii, ale na razie nie zamierza ustępować w kwestii ceny za swojego golkipera.

Czas na kolejny krok?

Reprezentant Polski od dwóch lat jest kluczową postacią OGC Nice. Jego dobra postawa między słupkami sprawiła, że należy do ścisłej czołówki bramkarzy Ligue 1. Sam zawodnik uważa, że to dobry moment, by zrobić kolejny krok w karierze.

Bułka ma ważny kontrakt z francuskim klubem tylko do czerwca 2026 roku. Dlatego coraz głośniej mówi się o transferze. 24-latek nie ukrywa, że marzy o powrocie do Anglii. W przeszłości był już zawodnikiem Chelsea, choć nie zdołał się tam przebić do pierwszego składu.

Sunderland chce Polaka

Jak poinformował Fabrizio Romano, o Polaka zabiega Sunderland. Te doniesienia potwierdził portal Meczyki.pl, który podał, że rozmowy między klubami rzeczywiście się toczą.

Na razie jednak negocjacje utknęły w martwym punkcie. Nicea wycenia swojego bramkarza na około 20 milionów euro i nie zamierza z tej kwoty rezygnować. Dla Sunderlandu, który dopiero co awansował do Premier League, może to być spora przeszkoda.

Co więcej, według Meczyków żaden inny klub nie złożył jeszcze oferty zbliżonej do żądań Francuzów.

Mocny sezon w Ligue 1

W zakończonym sezonie Bułka rozegrał dla Nicei 40 oficjalnych spotkań. Ośmiokrotnie zachował czyste konto.

Źródła: Meczyki.pl, Fabrizio Romano

Puchacz szuka nowego klubu. Była oferta od uczestnika Ligi Mistrzów

Tymoteusz Puchacz znów stoi przed ważnym wyborem w swojej karierze. Polski obrońca dostał zielone światło na szukanie nowego klubu, a na stole już pojawiła się pierwsza konkretna oferta. Co ciekawe, zgłosił się po niego klub, który jeszcze niedawno rywalizował w Lidze Mistrzów.

Trudny sezon i dwa spadki

Ostatnie miesiące nie były łatwe dla Puchacza. Latem zeszłego roku dołączył do niemieckiego Holstein Kiel, ale przygoda z 2. Bundesligą nie potrwała długo. Klub zrezygnował z jego usług już zimą.

Polak szybko znalazł nowe miejsce – został wypożyczony do angielskiego Plymouth Argyle. Tam rozegrał 18 oficjalnych spotkań, zanotował jedną asystę, ale nie zdołał uchronić drużyny przed spadkiem z Championship. Holstein Kiel również nie miał powodów do radości, bo po sezonie pożegnał się z 1. Bundesligą.

Slovan chciał, ale Puchacz podziękował

Jak poinformował Tomasz Włodarczyk z portalu Meczyki.pl, sytuację Polaka bacznie śledził Slovan Bratysława. Mistrz Słowacji złożył konkretną propozycję transferu. Warto przypomnieć, że Slovan w minionym sezonie rywalizował w fazie ligowej Ligi Mistrzów.

Puchacz nie zdecydował się jednak na przyjęcie tej oferty.

– Zawodnik chce poczekać na inne propozycje, licząc na bardziej atrakcyjny kierunek – ustaliły Meczyki.pl.

Temat Lecha na razie zamknięty

W ostatnich tygodniach nie brakowało plotek o możliwym powrocie Puchacza do Lecha Poznań, którego jest wychowankiem. Na ten moment jednak konkretów w tej sprawie nie ma. Wszystko wskazuje na to, że defensor poczeka na dalszy rozwój sytuacji transferowej.

Źródło: Meczyki.pl

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.