Messi opuści Barcelonę i wyleci z Europy? „Może zobaczymy go tu w niedługim czasie”

Wciąż niejasna jest przyszłość Leo Messiego. Nie wiadomo, czy Argentyńczyk zdecyduje się na zostanie w FC Barcelonie, czy jednak poszuka szczęścia gdzieś indziej. Były kolega piłkarza z szatni uważa, że finalnie lider Blaugrany wyląduje w MLS.

Kontrakt Messiego z Barceloną wygasa w czerwcu. Nadal nie mamy oficjalnych informacji odnośnie dalszych planów 33-latka. Wiele źródeł informuje na przemian o zakusach zostawianych na gwiazdora przez PSG, a także  Manchester City. Okazuje się jednak, że skrzydłowy wcale nie musi zostać w Europie.

Za ocean

Jonathan dos Santos, wychowanek FC Barcelony wierzy, że Messi mógłby opuścić Stary Kontynent. 30-letni zawodnik chciałby zobaczyć byłego kolegę w Major League Soccer. Według niego mogłoby do tego dojść nawet za dwa lata.

– Minęło dużo czasu, odkąd ostatnio oglądałem mecz Barcelony. Po tej przerwie widziałem spotkanie z PSG. Nie wiem, co dzieje się z Messim – stwierdził w rozmowie z „ESPN”.

– Oczywiście, nie jest już tym samym piłkarzem, co pięć czy sześć lat temu. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie. Przeżywa bardzo trudny okres – zdradził swoje spostrzeżenia Meksykanin.

– Byłoby niesamowicie mieć Messiego w MLS. Myślę, że może tutaj przejść na emeryturę. Na pewno zobaczymy go tu w niedługim czasie, za dwa albo trzy lata. Mam nadzieję, że dołączy do LA Galaxy – podsumował wychowanek Barcelony.

Rio Ferdinand miażdży Atletico po wygranej Chelsea. „Widać, jak słaba jest La Liga”

Chelsea w drugim wtorkowym meczu Ligi Mistrzów pokonała Atletico Madryt 1-0. Angielscy eksperci nie kryli swojego zaskoczenia kiepską grą „Rojiblancos” w tym spotkaniu. -Widać, jak słaba jest teraz La Liga- mówił Rio Ferdinand.

Podopieczni Thomasa Tuchela wygrali na Wanda Metropolitano skromnie, bo tylko 1-0. Niemniej jednak dokonali tego, po bajecznym trafieniu Oliviera Giroud. Francuz strzelił kapitalnego gola przewrotką w 68. minucie spotkania.

Głosy krytyki

Angielscy eksperci po ostatnim gwizdku sędziego nie kryli zaskoczenia słabą grą Atletico. Ich zdaniem Chelsea kontrolowała przebieg meczu od samego początku, aż do samego końca.

– Widać, jak słaba jest teraz La Liga. Atletico tak naprawdę nie zagrażało Chelsea – wypalił Rio Ferdinand.

– Kiedy wygrywasz na wyjeździe w pucharach 1:0, to wracasz do domu z uśmiechem. Tuchel w rewanżu będzie mógł sobie pozwolić na zmiany. Jeśli piłkarze są profesjonalistami, to awansują do ćwierćfinału. To nie jest Atletico, które widzieliśmy w przeszłości – dodał Anglik.

Swoje trzy grosze do wypowiedzi legendy Manchesteru United dodał także Joe Cole. Według byłego piłkarza Chelsea, zawodnicy „The Blues” w pełni wykonali założenia otrzymane od Thomasa Tuchela.

– Ten mecz był spokojny dla Chelsea. Zagrała dobrze taktycznie. Atletico nie miało szansy, żeby się odgryźć – zaczął 39-latek.

– Jeśli to jest najlepsza drużyna La Liga, to coś się zmienia. Ten zespół wyglądał jak swój cień. Myślałem, że Chelsea bez N’Golo Kante będzie miała trudno, ale dominowała i cały czas prowadziła grę – podsumował.

Włosi znaleźli nowe określenie dla Lewandowskiego. Zachwyty nad Polakiem

Nie milkną echa ostatnie meczu Ligi Mistrzów pomiędzy Lazio a Bayernem. Włoska prasa rozpisuje się pod adresem Roberta Lewandowskiego w samych superlatywach. Tamtejsi dziennikarze nazywają Polaka „drapieżnikiem”.

Bayern łatwo poradził sobie z gospodarzami we wtorkowym starciu w Lidze Mistrzów. Mistrzowie Niemiec rozbili Lazio aż 4-1 w Rzymie, a pierwszego gola w meczu zdobył Roberta Lewandowski. Polak kapitalnie wykorzystał błąd defensywy rywali i rozpoczął strzelanie. Tym samym napastnik został 3. najlepszym strzelcem w historii Champions League. 

Zachwyty w prasie

Włoskie media po spotkaniu rozpisywały się o rażących błędach obrony Lazio. „La Gazzetta dello Sport” pisze wprost, że klub z Serie A będzie potrzebować cudu, na wywiezienie z Monachium rezultatu dającego awans.

– Bayern był przerażający. Lazio rozdało im gole, a teraz potrzebuje więcej niż cudu – czytamy w gazecie.

W 9. minucie Lewandowski wykorzystał nieuwagę Musacchio. Polak otrzymał prezent od stopera rywali, któłry bezlitośnie wykorzystał. Tym samym otworzył worek z bramkami w Rzymie.

– Wszyscy czekali na pojedynek Immobile z Lewandowskim, ale Włoch za wiele nie zdziałał, był niewidoczny, a Polak zdobył 32. bramkę w tym sezonie! Nieuwagę Musacchio wykorzystał jak prawdziwy drapieżnik – napisali dziennikarze „LGdS”.

„Lewy” otrzymał od włoskiej gazety ocenę „7” w dziesięciostopniowej skali. Jedynym piłkarzem z wyższą notą był Joshua Kimmich. Uniwersalny pomocnik został oceniony na „7,5”.

Snajper Bayernu oprócz zachwytów ze strony prasy został także okrzyknięty najlepszym piłkarzem meczu. Po spotkaniu odebrał statuetkę.

Jak potoczy się kariera Kloppa? „Bild” jest pewny, że trafi do reprezentacji Niemiec

Plotki o ewentualnym odejściu Kloppa z Liverpoolu po sezonie nie mają końca. „Bild” przymierza niemieckiego szkoleniowca do zostania następcą Joachmia Loewa. Dziennik postanowił przybliżyć możliwy scenariusz dalszej kariery 53-latka.

Media rozpisywały się jakiś czas temu o możliwości porzucenia „The Reds” przez ich opiekuna. Wszystko za sprawą kryzysu, w jaki wpadł mistrz Anglii. W niemieckiej prasie można było nawet doczytać się informacji, że Klopp mógłby zostać następcą Flicka w Bayernie. Szkoleniowiec Bawarczyków jest bowiem także przymierzany do pracy z narodową reprezentacją. Teraz jednak role się odwróciły.

Klarowna przyszłość

„Bild” przekonuje, że gdyby po tym sezonie doszło do zmiany trenera w Liverpoolu, przyszłość Kloppa wydaje się jasna. Dziennik sądzi, że Niemiec nie wypełni obowiązującego do 2024 roku kontraktu. Anfield opuściłby na dwa lata przed końcem umowy.

Gdyby taki scenariusz się spełnił, czekałyby go kilkumiesięczne wakacje. Po zakończeniu mundialu w Katarze zostałby nowym selekcjonerem reprezentacji. Sporo zależy od tego, czy do czasu mistrzostw świata Joachim Loew utrzyma się na stanowisku.

Debiut na swoim podwórku

Niemieckie media przekonują, że jest to jak najbardziej prawdopodobny scenariusz. Gdyby się ziścił, pierwszą dużą imprezą Kloppa w roli selekcjonera byłyby mistrzostwa Europy w 2024 roku. Turniej będzie odbywać się w Niemczech.

Oczywiście „Bild” nie wyklucza, że szkoleniowiec wypełni kontrakt z Liverpoolem. Przemawia za tym fakt, że zarówno on, jak i jego żona doskonale czują się w Anglii. Dlatego też mało prawdopodobne wydaje się zakończenie współpracy już po tym sezonie. Dziennik twierdzi, że szanse na to są równe jednemu procentowi.

Oficjalnie. Jamal Musiala potwierdził, w której reprezentacji zamierza grać

O Jamalu Musiale już od dłuższego czasu jest głośno w piłkarskim światku. 17-letni piłkarz Bayernu błysnął podczas wtorkowego meczu Ligi Mistrzów z Lazio. Wówczas na nowo odżyły spekulacje odnośnie reprezentacyjnej kariery młodego zawodnika. Jak się okazało w środę, pomocnik podjął decyzję.

Bayern rozbił Lazio w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Die Roten” wygrali w Rzymie aż 4-1 i zapewnili sobie solidną zaliczkę przed rewanżem. Autorem jednego z goli był Jamal Musiala, który w piątek będzie obchodzić osiemnaste urodziny.

Zaledwie 17-letni piłkarz ma zarówno angielskie, jak i niemieckie korzenie. Obie reprezentacje zaciekle walczyły o piłkarza Bawarczyków już od dłuższego czasu. Musiala w końcu dokonał wyboru i oficjalnie potwierdził, w jakich barwach zamierza występować.

Pora na decyzje

Młody zawodnik na łamach „The Athletic” wyjawił, że ostatecznie zdecydował się na grę dla reprezentacji Niemiec. „Bild” od siebie dodał także, że w piątek, czyli w dzień osiągnięcia przez piłkarza pełnoletności, podpisze on profesjonalny kontrakt z Bayernem. Na mocy umowy, która obowiązywać będzie do 2026 roku ma otrzymywać około pięciu milionów euro rocznie.

– Jamal to młody, ale już teraz fenomenalny piłkarz. Ciągle ma jeszcze sporo do poprawy. Ale talent Musiali jest kolosalny – komplementował 17-latka Michael Ballack.

Posłuchał kolegów

Musiala nie ukrywa, że lepiej posługuje się językiem angielskim. W przeszłości pomocnik grał zarówno w młodzieżówkach niemieckich, jak i „Synów Albionu”. Spory wpływ na decyzję zawodnika mieli mieć jednak jego koledzy z Bayernu.

Do zdecydowania się za reprezentacją Niemiec namawiali go ponoć Serge Gnabry, Joshua Kimmich oraz sam Joachim Loew. Selekcjoner kadry pojawił się w styczniu w Monachium, aby osobiście przekonać Musialę. Także wspomniany Ballack miał z nim o tym rozmawiać.

– To nie była dla mnie łatwa decyzja, ale wybrałem grę dla kraju, w którym się urodziłem. W sercu mam miejsce i dla Anglii, i dla Niemiec. Nic się w tej kwestii nie zmieni. Anglia ma dla mnie kolosalne znaczenie, mam z nią związanych wiele pozytywnych wspomnień – komentował swoją decyzję zawodnik.

– Długo myślałem, co będzie najlepsze dla mojej przyszłości? Gdzie będę miał większe szanse na grę? Od dłuższego czasu skłaniałem się ku grze dla Niemiec i na to się zdecydowałem – skwitował.

Już bije rekordy

Musiala swoje 18. urodziny będzie obchodzić już w piątek. We wtorek pobił natomiast rekord Bayernu Monachium. Dzięki swojej bramce przeciwko Lazio został najmłodszym strzelcem bramki w Lidze Mistrzów w historii Bawarczyków. Dokonał tego mając raptem 17 lat i 363 dni. Wcześniej rekord należał do Samuela Kuffoura, który pierwszego gola w LM zanotował w wieku 18 lat i 60 dni.

Patryk Dziczek będzie zmuszony zakończyć karierę? Mateusz Borek nie ma wątpliwości

Patryk Dziczek podczas ostatniego meczu Salernitany stracił przytomność. Młodego piłkarza przewieziono do szpitala, jednak to nie koniec tej historii. Jego problemy mogą okazać się o wiele poważniejsze. Mateusz Borek uważa nawet, że zawodnika czeka zakończenie kariery.

W trakcie spotkania Serie B rozgrywanego pomiędzy Ascoli a Salernitaną były piłkarz Piasta Gliwice nagle padł na murawę. Jak się okazało, Dziczek stracił przytomność. Zawodnika przetransportowano do szpitala, gdzie przeprowadzono szczegółowe badania.

„Wieszczę koniec kariery”

Mateusz Borek przyznał, że nie widzi szczęśliwego zakończenia dla 22-latka. Zdaniem dziennikarza finalnie młody zawodnik będzie zmuszony zakończenie kariery. Tym bardziej że nie była to pierwsza tego typu sytuacja. Wcześniej Dziczek zasłabł podczas jednego z treningów Salernitany.

– Jestem rozbity tą sytuacją. Znamy tego chłopaka z występów z polskiej młodzieżówce. Dziczek to chłopak skoncentrowany na piłce. Każdego dnia chciał być lepszy – stwierdził w „Misji Futbol” Borek.

– Ja wieszczę koniec kariery. Sytuacja ma miejsce drugi raz. Umówmy się, że gdyby chciał wrócić na boisko, to zaczyna się igranie ze śmiercią – nawet jeśli lekarze będą uspokajać. Już wiadomo, że na tym poziomie zawodowego sportu pewne procesy w organizmie powodują, że on tak reaguje – dodał dziennikarz.

– Pewnie ja sam jako zawodnik bałbym się iść do limitów własnego organizmu. Nie ma tu mądrego, nie jestem lekarzem, nie wiem, co będzie w głowie tego chłopaka. Nie wiem, co sobie będzie myślał jego trener – kontynuował.

– Sytuacja jest dramatyczna. Wygląda na to, że chłopak, który poświęcił wiele lat swojego życia na to, co kocha, nie będzie mógł grać – podsumował.

Moder opowiedział o pobycie w Brighton. „Czasem nie mam pojęcia, o czym mówią”

Jakub Moder i Michał Karbownik od dłuższego czasu oczekują na debiut w Premier League. Ten pierwszy udzielił wywiadu tygodnikowi „Piłka Nożna”, w którym zdradził, jak aktualnie radzi sobie z aklimatyzacją w angielskim otoczeniu.

Polski duet trafił do Brighton w styczniu. Od tamtej pory zarówno Moder, jak i Karbownik zagrali tylko w meczu Pucharu Anglii z Leicester City. W Premier League nadal ani jeden, ani drugi nie miał okazji zadebiutować.

„Jestem gotowy”

Jakub Moder w rozmowie z tygodnikiem „Piłka Nożna” twierdzi, że czuje się gotowy do wejścia na poziom Premier League. Jednocześnie Polak ma świadomość, że rywalizacja na jego pozycji jest bardzo duża. W składzie „Mew” znajduje się wielu dobrych zawodników, a on nie jest na tyle wysoko w hierarchii, żeby wygryźć któregoś z rywali.

– Uważam, że jestem gotowy do gry w Premier League. Wiadomo jednak, muszę cały czas pracować nad pewnym aspektami. Jedną z tych rzeczy jest praca na siłowni. Wiem, że tutaj mam duże możliwości i mogę się tu bardzo rozwinąć – zaznaczył w wywiadzie dla „Piłka Nożna”.

– Na pozycję sześć i osiem jest pięciu-siedmiu zawodników do gry. I to bardzo dobrych – dodał były piłkarz Lecha.

Czasami ciężko zrozumieć, co mówią koledzy

Oprócz aspektów boiskowych Moder ma świadomość, że musi szlifować swój język. Lekcje zaczął jeszcze w Polsce, a teraz nadal doskonali swoje umiejętności komunikacyjne.

– Zacząłem już w Poznaniu, teraz również regularnie mam lekcje. Jeszcze nie mówię perfekcyjnie, ale to kwestia czasu — w otoczeniu języka nauka nabierze tempa – uspokaja obawy kibiców.

Pomocnik nie zamierza jednak kłamać, że idzie mu doskonale. Jak sam przyznaje, kiedy koledzy z szatni zaczynają mówić między sobą o wiele szybciej, czasami ciężko mu nadążyć.

– Może nie jest tak, że któryś ze starszych piłkarzy wziął mnie pod skrzydła, ale zapytać możemy o wszystko. Na dzień dobry komunikatywna znajomość języka angielskiego jest więc podstawą – opowiada Moder.

– Ja niby wszystko rozumiem, potrafię się też dogadać, natomiast gdy chłopaki z Anglii w szatni zaczynają rozmawiać ze sobą szybko, z akcentem, ucinają końcówki słów, czasem nie mam pojęcia, o czym mówią. W kontakcie z nami dbają jednak o wymowę, żebyśmy mogli ich zrozumieć. Mają do nas dużo szacunku – zakończył.

„Tam była robota na okrągło”. Łukasz Trałka wspomina Adama Nawałkę w Lechu Poznań

Łukasz Trałka w nowym odcinku „Foot Trucka” przybliżył nieco, jak wyglądała współpraca z Adamem Nawałką. Byłego selekcjonera reprezentacji Polski określił po prostu „pracoholikiem”

Przypomnijmy, że Nawałka przejął Lecha 25 listopada 2018 roku. Pracę w Poznaniu zakończył jednak już 31 marca. Przy Bułgarskiej wytrzymał zaledwie cztery miesiące. Przez ten czas zdążył poprowadzić „Kolejorza” w jedenastu meczach. Przy tym wygrał zaledwie pięć spotkań.

Pracoholik

Nawałkę z reprezentacji zapamiętaliśmy, jako przesądnego, ale dążącego uparcie do spełnienia swoich założeń. To funkcjonowało w pracy selekcjonera, jednak klubowa rzeczywistość okazała się brutalna. Łukasz Trałka wspominał współpracę ze szkoleniowcem w nowym odcinku „Foot Trucka”.

– Pierwsze słowo – pracoholik. Tam była robota na okrągło. Mi szkoda było tego sztabu. Analizy cały czas. On chciał mieć kontrolę nad wszystkim – zaczął były pomocnik Lecha.

– Jak mieliśmy mecz wyjazdowy, to jechał autobus i… dwa busy. Po meczu musieliśmy 10 minut pokręcić na rowerkach w ramach roztrenowania. Więc na mecz jechał cały bus tych rowerków – kontynuował.

– Na obóz też jechaliśmy zapakowani po uszy. Była ulewa nad Turcją, na boisko nie dało rady wejść. „No to znajdziemy parę drzewek, gdzie można coś ustawić, parę przebieżek, by nie tracić jednostki” – opowiadał dalej.

– Musiał mieć wszystko przygotowane. To jest trener, który potrzebuje czasu, by wprowadzić swoje metody – podsumował Trałka.

Lewandowski z wielkim szacunkiem o Immobile. „Jest jednym z najlepszych w Serie A”

Już we wtorek Bayern Monachium wraca do gry w Lidze Mistrzów. Lewandowski i spółka zmierzą się w pierwszym meczu 1/8 finału rozgrywek w Rzymie z Lazio. Przed meczem kapitan reprezentacji Polski docenił klasę lidera ofensywy rywali, Ciro Immobile.

LIGA MISTRZÓW BEZ PODATKU W BETFAN

Z KODEM ESA TROLLS 600ZŁ CASHBACK

Włoch w minionych sezonach był wielokrotnie porównywany z Lewandowskim. Co więcej, to właśnie Immobile regularnie rzucał Polakowi rękawice w wyścigu po Złotego Buta. We wtorek będą mieli okazję zmierzyć się ze sobą bezpośrednio.

Starcie dwóch armat

Wtorkowy mecz Lazio z Bayernem nabiera rumieńców właśnie przez polsko-włoską rywalizację. Robert Lewandowski w rozmowie z „CBS Sport” postanowił docenić klasę snajpera rywali.

– Na pewno Ciro jest obecnie jednym z najlepszych graczy w Serie A. Zdobywa wiele bramek dla Lazio. Jest prawdopodobnie najważniejszym piłkarzem w zespole. Wiemy, że musimy dać z siebie wszystko. Jeśli skupimy się na sobie, będziemy gotowi, by pokonać Lazio – stwierdził „Lewy”.

Druga strona nie pozostaje dłużna

Immobile także postanowił docenić klasę rywala. Przed meczem podkreślał, jak znakomitym piłkarzem jest 32-letni napastnik „Die Roten”.

– To zawodnik kompletny, najlepsza „dziewiątka” na świecie. Musimy na niego zwracać szczególną uwagę – mówił Włoch dodając, że tym, co imponuje mu u Polaka najbardziej jest nieustanny głód wygrywania i pogoń za kolejnymi sukcesami. Nigdy nie jest w pełni usatysfakcjonowany – uważa Włoch.

Czas na wyjście z dołka

W ostatnim czasie Bayern Monachium popadł w wyraźny kryzys. Poziom reprezentowany przez drużynę Hansiego Flicka wyraźnie odbiega od tego z zeszłego sezonu. W ostatnim czasie Bawarczycy zaliczyli potknięcia w meczach z Arminią Bielefeld i Eintrachtem Frankfurt. Lewandowski wierzy jednak, że jego zespół wróci do formy.

– W Lidze Mistrzów nie ma znaczenia, przeciwko komu grasz. Najważniejsze jest to, jak grasz. Wiemy, że jako zespół mamy odpowiednią jakość. Jeśli zagramy na naszym normalnym poziomie, wygramy ten mecz – zapewnia Polak.

– Mamy jednak ogromny szacunek dla piłkarzy Lazio ze względu na to, co zrobili w zeszłym sezonie i co robią teraz. Mieli kilka problemów, ale nadal są niebezpieczni. Dlatego musimy być gotowi od pierwszej minuty – dodał napastnik.

– W drużynie mamy młodych zawodników, ale także kilku ze sporym doświadczeniem – trochę starszych, ale nie za starych. Myślę, że to idealna mieszanka. Dla nas nie ma znaczenia, co już wygraliśmy. Chodzi o to, co teraz masz do zrobienia – podsumował.

Vinicius Junior chce wygrać Złotą Piłkę. 20-latek wskazał przyszłe gwiazdy piłki nożnej

Vinicius Junior miał okazję odpowiedzieć na kilka pytań w „TNT Sports Brazil”. 20-latek poruszył w nim kilka ciekawych kwestii. Między innymi odniósł się do tego, który z młodych zawodników w przyszłości podbije świat piłki nożnej.

Brazylijczyk jest piłkarzem Realu Madryt od 2018 roku. W barwach „Królewskich” do tej pory rozegrał 98 meczów, w których strzelił 11 goli i zanotował 20 asyst. W tym sezonie na koncie ma 29 występów, trzy bramki i cztery ostatnie podania.

Zachowawcza gra

Eksperci i kibice zauważyli w ostatnim czasie pewną zmianę w zachowaniu Viniciusa na boisku. 20-latek podejmuje zdecydowanie mniej ryzyka, niż robił to dawniej. Sam zawodnik uważa, że mógł po prostu dojrzeć do innego sposobu grania.

– Może dojrzewam i wybieram poprawne akcje oraz próbuję pomagać drużynie w inny sposób – stwierdził Brazylijczyk.

Piłkarz opowiedział także o swoich relacjach z Edenem Hazardem. Obaj grają na podobnej pozycji, przez co muszą rywalizować ze sobą o miejsce w pierwszym składzie.

– Zawsze będzie istnieć rywalizacja. Wszyscy chcą grać i nikt nie chce pozostać poza boiskiem. On zawsze ze mną rozmawia. Poza boiskiem jest świetnym człowiekiem. Zawsze jest szczęśliwy. Ja jestem szczęśliwy, że spełniłem marzenie o grze z Hazardem. To wielki piłkarz. Oglądałem w telewizji, co robił i jak ryzykował z piłką. Możliwość walki o grę z kimś takim też czyni mnie szczęśliwym – przyznał Vinicius.

Benzema go broni

W meczu Ligi Mistrzów przeciwko Borussii M’Gladbach kamery wychwyciły bardzo dziwną sytuację. Karim Benzema krzyczał do Mendy’ego, by ten nie zagrywał piłki do Viniciusa. Wówczas pojawiło się wiele plotek o kiepskiej atmosferze w szatni Realu. Brazylijczyk został poproszony o skomentowanie całej sytuacji.

– Benzema to jeden z zawodników, którzy mnie tutaj bronią. On zrobił wszystko, by mi pomóc, gdy mnie nikt tutaj nie znał. Ludzie z zewnątrz nie wiedzą, co tam tak naprawdę się wydarzyło. W Realu Madryt minimalna rzecz tworzy ogromny hałas – zaznaczył.

20-latek został poproszony o wskazanie młodych zawodników, którzy w przyszłości zdominują światową piłkę. Brazylijczyk nie był w stanie wymienić wszystkich, jednak wskazał na pewno na cztery nazwiska.

– Jednym z nich jest Jadon Sancho, którego mocno podziwiam, a do tego Haaland, Rodrygo, Ansu Fati… Jest wielu piłkarzy, którzy mają dobre wejście i którzy będą mocno błyszczeć w futbolu – odpowiedział skrzydłowy.

Przy tym pytaniu Vinicius opowiedział także o swoich celach piłkarskich. Dla Brazylijczyka nie zwykle ważne jest zdobycie Ligi Mistrzów. Nie zapomina jednak o celach indywidualnych. 20-latek ma nadzieję, że w kiedyś dane będzie mu wygranie Złotej Piłki.

Młodzieżowy reprezentant Włoch rzucił piłkę dla Harvardu. Niebywała historia 18-latka

We Włoszech doszło do bardzo niecodziennej sytuacji. 18-letni Alessandro Arlotti postanowił rzucić piłkę nożną po tym, jak dostał się na Harvard! Nastolatek był jednym z najbardziej obiecujących młodych zawodników.

Piłkarze często poza samym sportem mają inne zainteresowania. Wielu zawodników postanawia zostawić sobie furtkę w wypadku, gdyby ich kariera nie przyniosła odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. W tym celu postanawiają na przykład rozpocząć kształcenie się na uczelniach wyższych. Dla nich jest to jednak tylko alternatywa dla sportu.

Nauka ponad piłkę

Inną drogą postanowił pójść włoski talent. Alessandro Arlotti, bo o nim mowa postanowił rzucić karierę piłkarską po tym, jak dostał się na Harvard. 18-latek był jednym z największych diamentów we Włoszech ostatnich lat.

We wrześniu 2020 roku perspektywiczny napastnik przeszedł z AS Monaco do Pescary. W klubie z zaplecza Serie A miał rozwinąć skrzydła i stopniowo nabywać doświadczenia w dorosłym futbolu. Działacze wiązali z nim ogromne nadzieje. Nastolatek zdążył nawet zagrać kilka meczów w młodzieżowym zespole, jednak nadszedł czas wyboru.

„Dziękuję Pescaro”

Arlotti tydzień temu dodał na swojego Instagrama zdjęcie. W opisie posta napisał tylko „dziękuję Pescaro”. Wówczas kibice nie spodziewali się, że jest to faktycznie pożegnanie z klubem.

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Alessandro Arlotti? (@aless_arlt)

Następnie pojawił się drugi wpis. Tym razem już bez opisu, jednak sama fotografia była bardzo wymowna. 18-latek wybrał przeniesienie się do Stanów Zjednoczonych po dostaniu się na Harvard.

Wskazywał na to, chociażby napis „Naprzód Crimson!”. O co właściwie chodzi? Jest to szkolna drużyna piłkarska, w której teraz występować będzie Włoch. Na co dzień Crimson grają w amatorskiej lidze American College. Jak widać, 18-latek nie żegna się z piłką na dobre.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Alessandro Arlotti? (@aless_arlt)

Lista Paulo Sousy nabiera kolorytu. W reprezentacji zobaczymy nowych zawodników?

Od samego przejęcia reprezentacji Polski przez Paulo Sousę snujemy domysły, kogo nowy selekcjoner powoła na swoje pierwsze zgrupowanie. Przez media przewija się wiele nazwisk, zarówno tych nowych, ale też jak i tych, które w kadrze grają od dawna. Jedni sądzą, że drugie życie dostanie Milik czy Piątek, inni są żądni nowej krwi.

Do tej pory pewniakiem wydawał się, chociażby Krystian Bielik, który świetnie prezentował się w Championship po kontuzji. Również w przypadku Jacka Góralskiego tendencja była zwyżkowa. Mistrz Kazachstanu z Kairatem Ałmaty zapunktował podczas ostatnich meczów Jerzego Brzęczka zarówno w oczach ekspertów, jak i kibiców. Niestety, w przypadku obu piłkarzy plany popsuła kontuzja. Obaj zerwali więzadła krzyżowe, przez co na pewno nie zobaczymy ich w najbliższym czasie z orzełkiem na piersi.

Kto dostanie szansę?

Do drzwi reprezentacji pukają młode, wygłodniałe wilki. Na pozycji stopera rodzi się nam coraz większa rywalizacja, przez wzgląd na schyłek kariery Kamila Glika. Do tej pory świetnie we Włoszech wyglądał Sebastian Walukiewicz, a w Premier League dobre recenzje zbierał Jan Bednarek. Na tę chwilę to jednak zapewne ta trójka będzie stanowić trzon naszej defensywy. Do tego w odwodzie wciąż pozostają jeszcze Michał Helik, Paweł Bochniewicz, Kamil Piątkowski, a do tego odradzający się Paweł Dawidowicz.

Ten ostatni to w ogóle bardzo ciekawy przypadek. Już za Adama Nawałki o 25-latku mówiło się jak o „polskim Howedesie” do spółki z Jędrzejczykiem. Później jednak Dawidowicz zaginął, a odnalazł się ostatnio w barwach drugoligowego Hellasu Verona.

Po lewej stronie obrony również czeka nas zacięta rywalizacja. Oprócz Macieja Rybusa, który po burzliwej kadencji Brzęczka może odzyska posłuch, do gry zostają Reca, Puchacz i Karbownik. To właśnie ostatnia dwójka jest melodią przyszłości, jednak powoli wchodzącą na najwyższy poziom. Kto wie, czy Sousa nie zdecyduje się na postawienie na któregoś z nich na dłużej.

Problemy środka pola

Wspomniane kontuzje Jacka Góralskiego i Krystiana Bielika poniekąd uleczyły ból głowy nowego selekcjonera. Do tej pory powyższa dwójka była niemal pewniakami na Euro, a teraz wiemy, że nie będziemy mogli z nich skorzystać.

Zatem na kogo może liczyć Sousa? Portugalczyk najpewniej myśli o pięciu nazwiskach: Grzegorzu Krychowiaku, Piotrze Zieliński, Karolu Linettym, Mateuszu Klichu i Jakubie Moderze. Czy to wystarczy do zapełnienia kadry na mistrzostwa? Raczej nie, ale w sumie nie mamy wielu innych kandydatów.

Niektórzy dopatrują się powrotu Bartosza Kapustki. Po nieudanych wojażach młody zawodnik odradza się niejako w Legii, dla której strzelił ostatnio gola. Jakimś pomysłem mogłoby być też powołanie Damiana Szymańskiego czy Szymona Żurkowskiego, jednak dopiero czas pokaże, komu faktycznie zaufa selekcjoner.

Bramkarska elita

O obstawienie naszej bramki na Euro, na eliminacje i w ogóle na najbliższe lata nie musimy się obawiać. Oczywiście naturalnie pierwszym wyborem Paulo Sousy logicznie wydaje się Wojciech Szczęsny. Jeśli jednak to nie on stanie między słupkami, a zastąpi go Łukasz Fabiański, to wciąż będziemy się czuć doskonale.

A co, jeśli ani goalkeeper „Starej Damy”, ani West Hamu nie będzie mógł wystąpić w pierwszym składzie reprezentacji? No to nadal mamy Łukasza Skorupskiego czy Bartłomieja Drągowskiego, którzy w Serie A radzą sobie kapitalnie. Naprawdę, bramkarsko nie musimy się obawiać absolutnie niczego.

Odarci ze skrzydeł

O ile defensywa wygląda imponująco, o tyle boki naszej kadry kuleją. Z naszych skrzydłowych regularnie gra tylko Kamil Jóźwiak. Osobiście już zapomniałem, kiedy jakieś minuty zebrał Kamil Grosicki. Zresztą, przez wszystkie sagi transferowe z nim związane sam nie wiem, czy chciałbym go powołać na miejscu Sousy.

Podobnie wygląda sytuacja Damian Kądziora. Od momentu odejścia z Dinama Zagrzeb jego kariera pikuje. Transfer do Eibar miał się okazać złotym strzałem, no ale nie wyszło. Ratunkiem miało być odejście do Turcji, do Alanyasporu. Ale tam też jest ciężko. 113 minut rozegranych na tamtejszych boiskach raczej nie zrobi na nikim wrażenia.

Za Jerzego Brzęczka w reprezentacji na dłużej zabawił Sebastian Szymański. Wówczas jako piłkarz Legii potrafił ładnie zatańczyć z piłką na skrzydle, posłać dobrą piłkę, nawet strzelić bramkę. Później było nieco gorzej, ale jakiś powód tego był.

21-latek w Dynamie Moskwa regularnie gra jako „dziesiątka” czy „ósemka”. To nie jest już typowy boczny pomocnik, jak mogliśmy myśleć o nim te kilka lat temu. Być może pora jednak zastanowić się nad innym pomysłem na młodego zawodnika. Kto wie, czy nie sprawdziłby się jako alternatywa dla Piotra Zielińskiego?

Jedyny pewniak

O swoje powołanie może być pewny właściwie tylko jeden zawodnik. Robert Lewandowski od dawna ma zapewnione miejsce w kadrze. To kapitan z krwi i kości, serce tej reprezentacji. Zagadką pozostaje jednak, kto ma mu towarzyszyć. Czy Sousa pokusi się o grę jednym napastnikiem? A może zagra dwójką jak dawniej?

W przypadku drugiego pomysłu sprawa się nieco komplikuje. Zarówno Krzysztof Piątek, jak i Arkadiusz Milik zmagają się z własnymi problemami, choć zgoła różnymi. Ten pierwszy po prostu w Herthcie nie strzela bramek. Z kolei były napastnik Napoli od przejścia do Marsylii zagrał dwa mecze i nabawił się kontuzji.

Najpewniejsze wydaje się zatem ustawienie Lewandowskiego samego na szpicy, chociaż jest pewna alternatywa. Do dyspozycji nadal mamy między innymi Karola Świderskiego, który mógłby wykorzystać gorsze chwile wspomnianych wcześniej Piątka i Milika. A kto wie, czy do kadry nie zapuka także Bartosz Białek, regularnie łapiący doświadczenie w Bundeslidze.

Debiut

Przypomnijmy, że Sousa swój debiut będzie mieć już za miesiąc. Reprezentacja Polski wraz z Portugalczykiem uda się do Budapesztu na inaugurację eliminacji mistrzostw świata 2022. Tam podejmiemy reprezentację Węgier.

Następnie po powrocie do Polski „Biało-Czerwoni” zagrają z Andorą (28 marca), a trzy dni później czeka ich wyjazd na Wembley. Będzie to trzeci mecz reprezentacji pod wodzą Paulo Sousy.

Następne spotkania Polaków to już tylko sparing z Islandią 8 czerwca. Później czekają nas na pewno trzy mecze w grupie Euro 2020. Pierwszy z nich odbędzie się ze Słowacją (14 czerwca). Kolejni będą Hiszpanie (19 czerwca) i Szwedzi (23 czerwca).

Niebywała postawa piłkarzy i trenera Zenitu! Uratowali mężczyznę z płonącego budynku

Piłkarze oraz członkowie sztabu Zenita Sankt Petersburg popisali się bohaterską akcją. W poniedziałek uratowali oni człowieka z płonącego budynku.

Do przerażającego zdarzenia doszło w ośrodku treningowym mistrzów Rosji. Portal „rt.com” poinformował w poniedziałek o wybuchu pożaru w jednym z budynków. Ponadto, ogień uwięził w nim jednego z pracowników, a ten stracił przytomność.

Bohaterski czyn

Z akcją ratunkową ruszyła trójka piłkarzy Zenitu oraz członek sztabu szkoleniowego. Mowa o dwójce zawodników: Islamie Żiłowie i Nikicie Simidjankinie, a także o trenerze, Luisie Anuli. Wspomniana trójka zauważyła, że pożar wybuchł w pomieszczeniu gospodarczym. Następnie od razu ruszyli na pomoc uwięzionemu pracownikowi.

Anula pomagał w gaszeniu ognia, a piłkarze wyciągnęli nieprzytomnego mężczyznę. Dzięki błyskawicznej reakcji udało się go w porę uratować, przez co nie odniósł poważnych obrażeń.

Cała trójka została okrzyknięta bohaterami w uznaniu za swój heroiczny czyn. Sam Zenit również postanowił odnotować ten incydent. Klub wydał w tym celu specjalne oświadczenie.

– Na zgrupowaniu doszło do incydentu, o którym nie możemy nie powiedzieć. Żiłow, Simdjankin i Anula wykonali prawdziwie męski czyn. Podczas biegania usłyszeli krzyki, podbiegli i zobaczyli dym. W jednym z pomieszczeń wybuchł pożar. Chłopaki wyciągnęli nieprzytomnego mężczyznę i wezwali karetkę. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Brawo, chłopaki! – napisali Rosjanie.

Paweł Wszołek wydał oświadczenie. Odniósł się do afery ze swoim udziałem

W poniedziałek media obleciała informacja o awanturze, jaką wszczął Paweł Wszołek w weekend. Zawodnik postanowił wydać specjalne oświadczenie, w którym postanawia wyjaśnić sytuację. Rozwiewa także wszelkie powstałe na jego temat plotki.

W minionej kolejce Ekstraklasy Legia Warszawa pokonała Wisłę Płock aż 5-2. Tym samym mistrz Polski uplasował się na pozycji lidera ligi. W przerwie meczu doszło jednak do zaskakującej sytuacji.

Po 45 minutach Czesław Michniewicz postanowił dokonać korekt składu. W ich wyniku murawę musiał opuścić Paweł Wszołek. Piłkarz wściekł się podobno tak bardzo, że wszczął awanturę i sugerował brak szacunku od klubu w jego stronę. Miał nawet grozić rozwiązaniem kontraktu, o czym informował portal „meczyki.pl”.

Naprostowanie

Na temat byłego reprezentanta Polski powstało mnóstwo plotek. Niektóre serwisy sugerowały nawet, że takim zachowaniem stara się wywalczyć transfer. Wszołek postanowił odnieść się do wszelkich informacji na swój temat w specjalnym oświadczeniu, a także wyjaśnić zaistniałą sytuację.

– Ucinając wszelkie plotki dotyczące mojej osoby: Jestem człowiekiem, który zawsze działa w 200% dla dobra klubu, co mogą potwierdzić wszystkie osoby pracujące ze mną. Ostatnią rzeczą, na jaką pozwalałby mi mój szacunek do mojego zawodu, byłoby wdawanie się w konflikty – napisał na Instagramie.

– Wszelkie sprawy rozstrzygane są w szatni, a w przerwie meczu po zmianie, z trenerem Michniewiczem podaliśmy sobie rękę, a z drugim trenerem odbyłem rozmowę po meczu. Mam nadzieje, że również klub, Legia Warszawa, ustosunkuje się do całej sprawy. Ponadto, mediom, które rozpisują się, że „grożę rozwiązaniem kontraktu”, oświadczam, że nie zgadzam się na wkładanie nieprawdziwych słów w moje usta i wierzę, że będzie to sprostowane – dodał zawodnik.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Paweł Wszołek (@pawelwszolek22)

Paweł Wszołek groził rozwiązaniem kontraktu. Piłkarz zdenerwował się na Michniewicza

W trakcie meczu Legii Warszawa z Wisłą Płock doszło do nieciekawej sytuacji. Po tym, jak boisko opuścił Paweł Wszołek, piłkarz uniósł się gniewem i rozpoczął awanturę. Padły także słowa o rozwiązaniu kontraktu.

Legia pokonała wysoko, bo aż 5-2 Wisłę Płock. Sobotnie zwycięstwo pozwoliło stołecznej drużynie wrócić na fotel lidera Ekstraklasy po piątkowej porażce Pogoni Szczecin (1-2 z Wisłą Kraków). Nastroje w drużynie Czesława Michniewicza nie są jednak tak dobre, jakie powinny być w obecnej sytuacji.

Awantura

W przerwie meczu zapadła decyzja o zmianach taktycznych. Paweł Wszołek miał opuścić boisko za debiutującego Shabanowa, a w jego miejsce przesunięty został Artur Jędrzejczyk. Korekty podyktowano po dwóch golach, które Legia straciła w końcówce pierwszej połowy.

Informacji o zejściu z boiska dobrze nie zniósł wspomniany Wszołek. Z informacji Tomasza Włodarczyka z portalu „meczyki.pl” piłkarz zaczął się awanturować. W szatni miały nawet paść groźby o rozwiązaniu kontraktu. Zawodnik odebrał zmianę jako brak szacunku do niego.

Kara

Dalsze losy Wszołka przy Łazienkowskiej wydają się dosyć niepewne. W gruncie rzeczy jego umowa wygasa za pół roku, jednak w ostatnim czasie wracał do formy. Pytanie po sobotniej sytuacji klub zdecyduje się na rozmowy z piłkarzem pod kątem przedłużenia współpracy.

„Legia.net” informuje, że póki co nie wiadomo, jaka kara czeka zawodnika. Pewne jest natomiast to, że go nie ominie. Na tę chwilę najprawdopodobniejszą wydaje się jedynie przekazanie określonej sumy na cele charytatywne.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.