Przybijające ujęcia po spadku Wisły. Kazimierz Kmiecik, legenda klubu, nie krył łez [WIDEO]

Dzisiejszy dzień zapisał się tragicznie w historii Wisły Kraków. Po porażce z Radomiakiem Radom (2-4) „Biała Gwiazda” spadła z Ekstraklasy. Po spotkaniu łzami zalał się Kazimierz Kmiecik, wielka legenda klubu. 

W przyszłym sezonie Wisła Kraków będzie musiała walczyć o powrót do Ekstraklasy w 1. Lidze. Wraz z nią z ligi spadł Górnik Łęczna oraz Termalika. Przyszłość krakowian przyklepała porażka z Radomiakiem.

Smutny obrazek

Po przegranej w telewizji dało się zauważyć bardzo przybijające ujęcia. Spadek Wisły uderzył w Kazimierza Kmiecika, 70-letnią legendę „Białej Gwiazdy”. W przeszłości wygrał z nią jedno mistrzostwo Polski oraz do tej pory jest jej najlepszym strzelcem. Kmiecik dla Wisły strzelił aż 181 bramek.

Jarosław Królewski przeprasza kibiców za spadek Wisły. Bolesne słowa

Wisła Kraków oficjalnie żegna się z Ekstraklasą. Po porażce z Radomiakiem (2-4) „Biała Gwiazda” musi pogodzić się z faktem, że w przyszłym sezonie będzie występować w 1. lidze. Kibiców krakowskiego klubu przeprasza teraz Jarosław Królewskich. 

Radomiak w niebywałych okolicznościach zepchnął Wisłę z Ekstraklasy. Karol Angielski w niecałe 20 minut ustrzelił hat-tricka i sprawił, że 13-krotny mistrz Polski po 26 latach spada z ligi. Poza ekipą Jerzego Brzęczka w 1. lidze zobaczymy Górnika Łęczna i Termalikę.

Przeprosiny

Cała sytuacja bardzo przybiła kibiców Wisły, czemu zresztą trudno się dziwić. Jarosław Królewski, współwłaściciel „Białej Gwiazdy” postanowił przeprosić więc ich na Twitterze.

– Nie ma zbyt wielu pojemnych słów, które pomieszczą uczucia w tej chwili. Po prostu przepraszam wszystkich, którzy dziś muszą tego wszystkiego doświadczyć – napisał Królewski.

https://twitter.com/jarokrolewski/status/1525891082466230273?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1525891082466230273%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2FMxaxY2yK8%2F

Spadek Wisły to wielki szok, choć ostatnie lata nieuchronnie to zwiastowały. „Biała Gwiazda” grała w Ekstraklasie nieprzerwanie od 26 lat, a więc od sezonu 1996/97. W tym czasie zdołała osiem razy wygrać mistrzostwo Polski.

Rywalizacja Rakowa i Lecha wychodzi poza murawę. Kluby chcą tego samego piłkarza

Raków Częstochowa i Lech Poznań w bieżącym sezonie prowadzą zaciekłą rywalizację o mistrzostwo Polski. Według informacji Piotra Koźmińskiego z „WP Sportowe Fakty” rywalizacja tych dwóch klubów wybiega także poza sferę boiskową. Dziennikarz podał, że działaczom obydwu zespołów wpadł w oko ten sam zawodnik.

Obecnie bliżej mistrzostwa Polski jest Lech Poznań. „Kolejorz” wykorzystał ostatni remis Rakowa z Cracovią (1-1) i wyprzedził w tabeli częstochowian o dwa punkty. Na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu to właśnie Lech znajduje się więc bliżej końcowego triumfu.

Rywalizacja poza boiskiem

Zaciekły pojedynek obu klubów wybiega teraz poza zmagania na murawie. Raków Częstochowa od jakiegoś czasu miał być zainteresowany 22-letnim Portugalczykiem z Belenenses. Afonso Sousa, bo o nim mowa, w obecnym sezonie zagrał 30 meczów w lidze portugalskiej, w której strzelił jedną bramkę i zanotował dwie asysty.

Według Piotra Koźmińskiego z „WP Sportowe Fakty” nie tylko Raków ma być nim zainteresowany. Dziennikarz podaje, że właśnie Lech Poznań przygląda się sytuacji piłkarza z 2000 roku.

Na razie nie wiadomo jednak, czy któremukolwiek z wymienionych zespołów uda się ściągnąć Sousę. Zimą Belenenses odrzuciło ofertę za 22-latka z Olympiakosu, opiewającą na około 800 tysięcy euro. Obecnie natomiast wymagania finansowe mogą się znacząco zmienić. Drużyna, w której występuje ofensywny pomocnik jest kandydatem do spadku z ligi portugalskiej.

Bartłomiej Drągowski na oku klubu z Premier League. Szanse na transfer są bardzo duże

Wkrótce możemy być świadkami ciekawego transferu. Media coraz głośniej mówią o potencjalnym odejściu Bartłomieja Drągowskiego z Fiorentiny. Włosi mieli otrzymać ofertę na ponad 10 milionów euro od Southampton. 

Jeszcze kilka miesięcy temu Drągowski był niekwestionowanym liderem Fiorentiny i jedną z gwiazd zespołu. Polak notował świetne występy, jednak kontuzja wykluczyła go z gry. Choć 24-latek wyleczył już uraz, to obecnie nie może powrócić do składu „Violi”.

Transfer?

Nie przeszkadza to jednak innym klubom, które spoglądają na Drągowskiego z zaciekawieniem. Jeszcze jakiś czas temu media sugerowały, że Polak znalazł się na oku FC Barcelony. Blaugrana obecnie raczej nie jest już zainteresowana jego usługami, natomiast wciąż nie brakuje innych chętnych.

A wśród nich ma być między innymi Southampton. Działacze klubu z Premier League są zdeterminowani, aby pozyskać 24-letniego golkipera tego lata. Skonstruowano już podobno ofertę, opiewającą na 12 milionów euro. Informację tę podał brytyjski dziennikarz „The Telegraph”.

Dziennikarze dodają, że szanse na realizacje transferu są bardzo wysokie. Na korzyść Polaka działa przede wszystkim fakt, że Southampton posiada w kadrze wyłącznie bardzo doświadczonych bramkarzy. Zarówno Fraser Forster, Alex McCarthy, jak i Willy Caballero mają kontrakty ważne tylko do końca bieżącego sezonu.

Z Lecha do Legii? Pedro Tiba łączony z odejściem do największego rywala „Kolejorza”

Szymon Janczyk z portalu „Weszło” przekazał zaskakujące informacje. Z ustaleń dziennikarza wynika, że Pedro Tiba może po sezonie dość kontrowersyjnie zmienić barwy. Portugalczyka ma kusić Legia Warszawa. 

W bieżącym sezonie Tiba nie odgrywa bardzo znaczącej roli w barwach Lecha Poznań. 33-latek pełni głównie rolę rezerwowego. W Ekstraklasie zanotował 25 występów, w których strzelił jednego gola oraz dołożył jedną asystę. Zanotował także dwa występy w Pucharze Polski.

Kontrowersyjny transfer?

30 czerwca bieżącego roku umowa Portugalczyka z wielkopolskim klubem wygasa. Nie zapowiada się, żeby Lech miał przedłużyć kontrakt, więc latem Tiba zostanie wolnym zawodnikiem. To oczywiście pozwoli mu na swobodne negocjacje z potencjalnymi pracodawcami.

Co prawda w umowie Portugalczyka ma być zawarta klauzula przedłużenia, ale sam zainteresowany ma już od dłuższego czasu szukać sobie nowego klubu. Według Szymona Janczyka nie musi to jednak wcale oznaczać odejścia Tiby z Ekstraklasy. Dziennikarz twierdzi, że Legia jest chętna na ściągnięcie 33-latka.

– Nasze źródła, a zbadaliśmy temat dokładnie i dogłębnie, twierdzą jednak, że wciąż aktualni mistrzowie Polski są mocno zainteresowani ściągnięciem do siebie piłkarza z Portugalii. On sam natomiast mógłby zostać w Ekstraklasie na kolejne lata – czytamy na „Weszło”.

Dodatkowo Janczyk miał zbadać temat w ojczyźnie Tiby. Z Portugalii dobiega jasny sygnał – zawodnik jest dogadany z nowym klubem i po zakończeniu sezonu pojawi się ogłoszenie.

Jego transfer zostanie oficjalne ogłoszony po zakończeniu sezonu. Mogę powiedzieć tylko tyle, że trafi do dużego klubu w Ekstraklasie – cytuje swoje źródło Janczyk.

Wyjątkowe wyróżnienie dla Matty’ego Casha! Polak wygrał głosowanie kibiców

Matty Cash ma za sobą bardzo udany sezon. Polak był bardzo ważnym ogniwem drużyny Stevena Gerrarda i był zdecydowanie jednym z najlepszych piłkarzy „The Villains”. Na zorganizowanej wczoraj gali wygrał głosowanie kibiców i odebrał ważne wyróżnienie. 

24-latek prezentował się bardzo dobrze jeszcze, gdy Aston Villę trenował Dean Smith. Po zmianie szkoleniowca niewiele się jednak zmieniło. Cash wciąż imponował formą. Być może pod wodzą Stevena Gerrarda wskoczył nawet na jeszcze wyższe obroty.

MVP

W grze Casha zmieniło się ustawienie na boisku. Obecnie gra zdecydowanie wyżej i bardziej ofensywnie, niż za wspomnianego Deana Smitha. Niezmiennie prezentuje jednak bardzo dobrą formę. Potwierdza to, chociażby wyróżnienie go za mecz z Liverpoolem (1-2). Wysokie noty 24-latek zbiera zresztą niemal co spotkanie.

Kibice Aston Villi także uwielbiają Casha. Już kilka miesięcy temu wymyślili dla niego specjalną ksywkę. Po otrzymaniu paszportu na prawego obrońcę z trybun zaczęto wołać „The Polish Cafu”.

Wczoraj ponownie kibice pokazali, jak bardzo doceniają reprezentanta Polski. Cash wygrał głosowanie fanów na specjalnej gali zorganizowanej przez Aston Villę. Otrzymał na niej statuetkę dla najlepszego piłkarza „The Villains” w sezonie 2021/22.

https://twitter.com/AVFCOfficial/status/1524857905450713088?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1524857905450713088%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.meczyki.pl%2Fnewsy%2Fmatty-cash-wyrozniony-polak-odebral-prestizowa-nagrode-to-wiele-dla-mnie-znaczy%2F188165-n

– Jestem zachwycony tą nagrodą. Dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali, to wiele dla mnie znaczy – napisał Cash na Twitterze.

https://twitter.com/mattycash622/status/1524865579240374277?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1524865579240374277%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.meczyki.pl%2Fnewsy%2Fmatty-cash-wyrozniony-polak-odebral-prestizowa-nagrode-to-wiele-dla-mnie-znaczy%2F188165-n

Josue skomentował swoją sytuację: „Jeśli odejdę, to dlatego, że prezes nie przedstawił mi nowej umowy”

Josue może po sezonie odejść z Legii i powrócić do swojego byłego klubu, Hapoelu Beer Szewa. Portugalczyk jest zdecydowanie najlepszym piłkarzem „Wojskowych”, prezentującym wysoki poziom, mimo gry reszty drużyny. Jak sam jednak twierdzi, zarząd nie przedstawił mu propozycji nowej umowy. 

Legia notuje fatalny sezon. Przez dłuższy czas mistrzowie Polski znajdowali się w strefie spadkowej i walczyli o utrzymanie w Ekstraklasie. Ostatecznie udało się powrócić do środka tabeli, dzięki pomocy Aleksandara Vukovicia.

Lider odejdzie?

Kłopoty klubu sprawiły jednak, że po sezonie Łazienkowską opuści kilka nazwisk. Drużynę czeka więc gruntowna przebudowa. Wśród zawodników, których wymienia się w kontekście zmiany barw znalazł się między innymi Josue, a więc najjaśniejszy punkt Legii. Portugalczyk zaprzecza z kolei, jakoby miał na to wpływ poziom sportowy ligi czy samego zespołu.

Jeśli odejdę z Legii to na pewno nie przez trenera Vukovicia, nie przez kolegów z zespołu ani nie przez poziom sportowy zespołu – zaznaczył Josue w rozmowie z portalem Legia.net.

Jeśli już dojdzie do tego, że odejdę to raczej dlatego, że ani prezes, ani nikt z pionu sportowego nie przedstawił mi propozycji nowej umowy – dodał.

Kontrakt Josue z Legią wygasa w czerwcu 2023 roku. Jeszcze przez kolejny rok będzie więc ona ważna. W klubie mają mieć nadzieję, że w przerwie między sezonami nie wpłynie żadna oferta za 31-letniego Portugalczyka.

Rozpaczliwy wpis Jakub Rzeźniczaka. „Starałem się wytrzymać jak najdłużej”

Jakub Rzeźniczak w dalszym ciągu nie może porozumieć się ze swoją byłą partnerką, matką jego dziecka. Piłkarz Wisły Płock wydał komunikat, w którym rozpacza nad swoją niemocą. – Zostałem oskarżony wielokrotnie i nie mam już sił zmagać się z nieprawdą – pisze 35-latek.

Sytuacja Rzeźniczaka jest bardzo trudna. U jego kilkumiesięcznego synka stwierdzono bardzo rzadki i ciężki nowotwór wątroby. Chłopiec jest poddawany leczeniu, ale lekarze dają mu niskie szanse.

Była partnerka piłkarza oraz matka małego Oliwiera dodatkowo nie ułatwia całego zamieszania. Kobieta ma inną wizję na leczenie swojego syna. Magdalena Stępień, bo o niej mowa, chciałaby zabrać go do jednego z izraelskich szpitali. Rzeźniczak sprzeciwiał się jednak do niedawna takiej opcji ze względu możliwe pogorszenie się stanu dziecka.

Oświadczenie

Ostatecznie 35-latek zgodził się na pomysł Stępień. Na Instagramie wyjawił, że teraz bardzo tego żałuje. W rozpaczliwym komunikacie odniósł się do całej sprawy.

– Od momentu zdiagnozowania u Oliwiera nowotworu wątroby konsultowałem jego przypadek u najlepszych lekarzy w Polsce, żeby dowiedzieć się jak najwięcej na jego temat, na temat możliwych metod leczenia, ośrodków, w których można by leczyć mojego Syna. Starałem się robić to w ciszy ze względu na dobro Oliwiera. Moje zdanie wielokrotnie przedstawiałem Mamie Oliwiera. Nie byłem za wyjazdem Oliwiera do Izraela i nie jestem za tym, żeby tam kontynuował leczenie. Wszystkie osoby i instytucje zajmujące się leczeniem nowotworów u dzieci, u których zasięgałem opinii, nie znały placówki w Izraelu, a w leczeniu tak rzadkich typów nowotworu doświadczenie jest najważniejsze. Lekarze z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie Oliwier był leczony od momentu wykrycia choroby, nalegali, by nie robić przerwy w podawaniu chemii i ewentualny wyjazd za granice odłożyć w czasie, bo guzy nowotworowe u dzieci w odróżnieniu od dorosłych namnażają się w błyskawicznym tempie. Mówili też, że możliwe, że pojawi się szansa na operację po podaniu kolejnej dawki chemioterapii. Mama Oliwiera zdecydowała się jednak na wyjazd w trakcie podawania chemii. Kiedy Oliwier trafił do Izraela musiał raz jeszcze przejść serię tych samych badań, które miał wcześniej w Polsce. A chemię podano mu dopiero po 3 tygodniach od przyjęcia do szpitala w Tel Avivie. Ostatecznie zgodziłem się na wyjazd Oliwiera pod naporem ciężkich oskarżeń mamy Oliwiera, jakoby choroba Syna była efektem stresu (co jest nieprawdą) oraz że wszelkie konsekwencje związane z pozostaniem Oliwiera w Polsce będą moją winą. W leczeniu nowotworowym rodzice są w stanie zrobić wszystko i kwestie finansowe były dla mnie podrzędne. Liczyły się realne fakty medyczne – pisze w swoim wpisie Rzeźniczak [pisowania oryginalna].

Jednakże sytuacja w ostatnich dniach zmieniła się diametralnie, zostałem oskarżony wielokrotnie i nie mam już sił zmagać się z nieprawdą i chce przedstawić to co udało się mi ustalić. Po konsultacjach z największymi autorytetami medycznymi w Polsce, które mają ogromne doświadczenie w leczeniu nowotworów wątroby u dzieci na podstawie wszystkich wyników badań z Polski i Izraela dowiedziałem się, że całe leczenie oraz zakres badań, które są realizowane w Izraelu nie odbiegają od leczenia i badań, które Oliwier miałby zagwarantowane w CZD. Diagnoza postawiona w Polsce również została potwierdzona.

Protokół europejski, którym leczony jest Oliwier w Izraelu był stosowany w przypadku Oliwiera również w CZD. Dodatkowo w CZD Oliwier otrzymał jeden lek, który jest dedykowany do leczenia RLT, a którego nie otrzymuje w Izraelu. Z każdą konsultacją moje obawy co do słuszności leczenia w Izraelu się zwiększały i starałem się przekonać mamę Oliwiera do powrotu i kontynuowania leczenia w Polsce, jednak zawsze spotykałem się z natychmiastową odmową oraz brakiem jakiejkolwiek chęci podjęcia rozmowy na ten temat. Mając wiedzę, że leczenie w Izraelu niczym nie odbiega od tego, co Oliwier miałby zapewnione w Polsce – jest dla mnie oczywiste, ze leczenie Synka bliżej domu da zarówno jemu, jak i Magdzie większe wsparcie oraz pomoc z mojej strony, naszych rodzin oraz bliskich mamy Oliwiera, a także dużo lepszą komunikację pomiędzy lekarzami a nami jako rodzicami.

Starałem się wytrzymać jak najdłużej i nie wypowiadać w kwestii mojej relacji z mamą Oliwiera zdając sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji jest nasz syn i jak wielkie i skrajne emocje temu towarzyszą. Sytuacja sprzed kilku dni, gdy zostałem oskarżony o zastraszanie sprawiła, że nie mam już siły tolerować pewnych zachowań Magdy. Wielokrotnie prosiłem Magdę, by w tak ciężkiej dla nas sytuacji nie oczerniała mnie oraz nie manipulowała faktami i że mam już tego dosyć i więcej nie mogę tego tolerować. Skutkiem tego rozpoczęła się nagonka na mnie i moich bliskich, która przerodziła się w falę ogromnego hejtu. Na tym chciałbym zakończyć spekulacje pojawiające się na mój temat, nie mam wpływu na to co mówi i publikuje Mama Oliwierka, ale apeluje i proszę przede wszystkim media o uszanowanie prywatności mojego syna, i mojej, o niepowielanie pewnych twierdzeń wypowiedzianych w silnych emocjach przez mamę Oliwiera. Nie wykorzystujcie tego – zakończył.

Jakub Rzeźniczak

Zaskakujące informacje ws. Michała Probierza. 49-latek zostanie selekcjonerem?

Michał Probierz wkrótce może ponownie zająć miejsce na ławce trenerskiej. Według portalu meczyki.pl Cezary Kulesza bierze 49-latka pod uwagę jako kandydata do objęcia reprezentacji Polski U21. Na stanowisku miałby zastąpić Macieja Stolarczyka. 

PZPN poszukuje nowego selekcjonera dla młodzieżowej kadry. 30 czerwca wygasa kontrakt obecnego szkoleniowca „Biało-Czerwonych” – Macieja Stolarczyka. Wraz z końcem umowy trener pożegna się z reprezentacją, a Cezary Kulesza będzie musiał przedstawić jego następcę.

Pewniak?

Media do niedawna sugerowały, że nowym selekcjonerem zostanie Jacek Magiera. Na początku marca 45-latek rozstał się ze Śląskiem Wrocław. Ma także doświadczenie w pracy z młodzieżówką. Wcześniej dwa lata miał okazję poprowadzić kadrę do 20. roku życia.

Portal meczyki.pl informuje jednak, że Cezary Kulesza skłania się ku innej opcji. Według informacji dziennikarzy prezes ma obligować za osadzeniem na stanowisku selekcjonera Michała Probierza.

– Zgodnie z naszymi ustaleniami blisko przejęcia sterów kadry młodzieżowej jest Michał Probierz. Kandydatura 49-letniego szkoleniowca ma wysokie notowania w strukturach PZPN. Ostateczny wybór należy do Kuleszy, który doskonale zna się z doświadczonym trenerem z czasów współpracy w Jagiellonii Białystok – pisze Hubert Kowalczyk.

Probierz pozostaje na bezrobociu od 8 stycznia bieżącego roku. Wówczas w dość kuriozalny sposób zakończyła się jego przygoda z Termaliką. W Niecieczy przepracował zaledwie dwa dni.

49-letni szkoleniowiec ma bogate CV trenerskie. Choć nie ma doświadczenia w pracy z reprezentacją czy ogólnie w strukturach PZPN, to może się pochwalić prowadzeniem Widzewa Łódź, Jagiellonii Białystok, Cracovii, Lechii Gdańsk czy Wisły Kraków.

 

Czemu Marcelo opuścił Lyon? Poszło o pierdzenie w szatni i śmianie się z kolegami

Znany kibicom Ekstraklasy Marcelo, związany dawniej z Wisłą Kraków, w styczniu rozstał się z Olympique Lyon. Po kilku miesiącach „L’Equipe” opowiada o kulisach sprawy i powodzie, przez który Brazylijczyk zmienił klub. Okazuje się, był dość kuriozalny.

Marcelo bieżący sezon Ligue 1 rozpoczął w pierwszym składzie Lyonu. Szybko jednak z niego wypadł, bo juz po 2. kolejce (0-3 z Angers). Brazylijczyk trafił do drużyny rezerw pod zaskakującym pretekstem.

Śmierdząca sprawa

„L’Equipe” opisuje, że Juninho Pernambucano zaczął robić porządki w zespole. Dyrektorowi sportowemu od samego początku Marcelo nie przypadł do gustu. Pozbył się go więc pod pretekstem… puszczania bąków w szatni i śmiania się z tego wraz z kolegami.

W drużynie rezerw grał więc całą jesień i dopiero w styczniu strony doszły do porozumienia. Lyon pozwolił Marcelo odejść, z czego Brazylijczyk skorzystał. Pozostał jednak we Francji, zasilając szeregi Girondins Bordeaux. „Żyrondyści” sprawują się natomiast wyjątkowo słabo i prawdopodobnie spadną z ligi.

W sumie w Lyonie Marcelo rozegrał 167 meczów. Stoperowi udało się w nich strzelił osiem goli. W klubie występował od 2017 roku.

Zagłębie Sosnowiec o wpuszczeniu kontuzjowanego 19-latka: „Możemy spodziewać się podobnych decyzji”

Zagłębie Sosnowiec dopuściło się nieodpowiedzialnego zachowania. W swoim składzie Artur Skowronek wystawił ciężko kontuzjowanego zawodnika. Jak się okazało zrobił to tylko po to, aby zgarnąć dodatkowe pieniądze z Pro Junior System.

19-letni Kacper Smoleń w bieżącym sezonie występował całkiem regularnie dla Zagłębia. Z czasem prawy obrońca stracił jednak miejsce w składzie, a następnie doznał kontuzji. Przez zerwane więzadła krzyżowe miał pauzować ponad pół roku, ale niedawno pojawił się na boisku…

Minuta i zmiana

Smoleń znalazł się w podstawowym składzie na mecz Zagłębia z Sandecją Nowy Sącz. Po chwili od pierwszego gwizdka 19-latek został jednak zmieniony. Taki manewr pozwolił klubowi z Sosnowca na uzyskanie dodatkowych środków z Pro Junior System.

Sprawa zbulwersowała wiele osób. Artur Skowronek, trener Zagłębia nie ukrywa jednak prawdziwych intencji. Na konferencji prasowej otwarcie przyznał, co miało na celu wprowadzenie Smolenia.

– Zmiana w 16. sekundzie była przemyślana i bardzo trudna. Rozumiemy krytykę, bo jest ona zasłużona. Zrobiliśmy to ze względów czysto finansowych – cytuje szkoleniowca portal „WP Sportowe Fakty”.

– Biorę krytykę na siebie. Ostatecznie ja się na to zgodziłem, ale to może być kwestia kilkuset tysięcy złotych. Kacper był na to przygotowany, jego środowisko także. Możemy spodziewać się podobnych decyzji w następnych meczach – dodano.

Brak klasy Juergena Kloppa. Bardzo niepotrzebne słowa pod adresem Conte i Tottenhamu

Liverpool utrudnił sobie walkę o mistrzostwo Anglii. „The Reds” tylko zremisowali z Tottenhamem (1-1) mecz 35. kolejki Premier League. Juergen Klopp po ostatnim gwizdku udzielił kontrowersyjnej wypowiedzi.

Sobotnie widowisko wydawało się być pod kontrolą Liverpoolu. Choć ekipa Kloppa nie mogła znaleźć sposobu na defensywę Tottenhamu, to gołym okiem widać było przewagę nad drużyną Antonio Conte. W drugiej połowie to jednak „Koguty” wyszły na prowadzenie po trafieniu Sona. „The Reds” zdołali wyrównać kilka minut później i spotkanie zakończyło się podziałem punktów.

Tym samym Liverpool znacząco utrudnił sobie walkę o mistrzostwo Anglii. Obecnie ma na koncie tyle samo „oczek”, co Manchester City, z tym że „Obywatele” grają dziś z Newcastle. Istnieje więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że drużyna Pepa Guardioli odskoczy w tabeli rywalom.

Kontrowersyjny wywiad

Po spotkaniu obaj szkoleniowcy udzielili krótkich wypowiedzi dziennikarzom. Juergen Klopp nie wypadł wówczas najlepiej. Niemiec dał się ponieść emocjom i niepotrzebnie zdyskredytował pracę, jaką Antonio Conte wykonuje w Tottenhamie.

– Spodziewałem się, że tak to będzie wyglądało. To było jasne, że Tottenham zagra w taki sposób. Patrząc na ich indywidualności i plan gry wiedziałem, że będzie piekielnie trudno – rozpoczął Klopp.

– Koniec końców zdobyliśmy jeden punkt i musimy go szanować. Mamy jeden punkt więcej niż przed tym spotkaniem, ale wszyscy wiemy jaka jest sytuacja. Przestańmy się jednak zachowywać tak, jakbyśmy byli na pogrzebie. Nie lubię tego nastroju – kontynuował.

– Co do dzisiejszego meczu… nie lubię takiego futbolu. Ale to mój osobisty problem. Uważam, że mają na tyle jakości, że powinni grać inaczej. Ale to mój problem. Ja nie mogę tego zmienić. Po prostu trudno zaakceptować, że światowej jakości piłkarze skupiają się na blokowaniu piłek – brnął dalej niemiecki szkoleniowiec.

– Zresztą, nieważne, naprawdę, nieważne. Szanuję wszystko, co robią, ale to nie mój futbol. Plan Tottenhhamu na ten mecz wypalił, ale to oni są teraz na piątym miejscu w Premier League – wypalił na koniec.

Wielu postronnych kibiców uznaje końcówkę wywiadu za niepotrzebną. Słowa Kloppa zostały odebrane, jako brak klasy i poszanowania w stosunku do rywali.

To dlatego Boruc nie gra w Legii? Absurdalny powód nieobecności 42-latka

Artur Boruc od kilku miesięcy nie pojawił się na boisku w barwach Legii Warszawa. Ostatni raz doświadczony bramkarz zaliczył występ w lutym, przeciwko Warcie Poznań. Wówczas uderzył Dawida Szymonowicza, za co wyleciał z boiska. Z informacji podanych przez media okazuje się, że może mieć to bezpośredni związek z dalszą nieobecnością 42-latka w składzie „Wojskowych”. 

Po wspomnianym incydencie w meczu z Wartą Komisja Ligi nałożyła na Legię karę pieniężną. Według informacji Tomasza Włodarczyka grzywną miał zapłacić zawodnik, na co nie chciał zgodzić się klub. W ten sposób zaognił się konflikt między stronami.

Jaka jest prawda?

To jednak nie sam konflikt jest tu problemem. Dopóki jedna ze stron nie ureguluje kary nałożonej za zachowanie Boruca – bramkarz nie może zostać zgłoszony przez Legię do kadry meczowej. Włodarczyk konkretnie wypowiedział się o całej sprawie w programie „Pogadajmy o Piłce”.

– Mam informację, że Artur Boruc nie gra w Legii, bo nie została opłacona jego kara 25 tysięcy złotych w Komisji Ligi. I to jest konflikt de facto wewnętrzny – może nie między trenerem a piłkarzem, a piłkarzem a klubem. Pamiętamy, że były tarcia między zarządem a Arturem ws. premii za europejskie puchary. I tutaj mamy podobne starcie, takie dochodzą do nas głosy – zdradził dziennikarz.

– Mamy jasność, że ta kara „wisi” i jest polemika, kto ma ją zapłacić – dodał.

Do słów Włodarczyka odniósł się również Aleksandar Vuković, który był gościem w programie na kanale „Meczyków”. Serb nawet nie próbował zaprzeczyć podanym informacjom. Dodał również, że Komisja Ligi może nie otrzymać wymaganych pieniędzy.

– Trzeba się zwracać do organów, które się tym zajmują w klubie. Coś na ten temat wiem, słyszałem i jest temat tej kary, ale wydaje mi się, że Komisja Ligi może się nie doczekać zapłaty  oznajmił.

„Szóstki” dla Polaków w Serie A. Włoskie media chwalą też Piotra Zielińskiego

Polscy piłkarze pozytywnie ocenieni przez włoskie media po 36. kolejce Serie A. Cieszy szczególnie dobra ocena Piotra Zielińskiego, który mecz z Torino (1-0) zaczął na ławce rezerwowych. 

W sobotę na włoskich boiskach mogliśmy oglądać występy Karola Linetty’ego, Bartosza Bereszyńskiego oraz Piotra Zielińskiego. Ten ostatni rozpoczął jednak zmagania z Torino na ławce rezerwowych. W ostatnim czasie notowania reprezentanta Polski znacząco spadły i już czwarty raz z rzędu nie było go w pierwszym składzie.

Pozytywne oceny

„Zielek” otrzymał w meczu z „Bykami” 22 minuty na pokazanie się na murawie. Krótki występ odnotowały włoskie media. „La Gazzetta dello Sport” jednogłośnie z tuttomercatoweb.com oceniły Polaka na „6” w dziesięciostopniowej skali.

– Wreszcie widzimy Piotra, jakiego dobrze znamy – napisano w „LGdS”.

– Dobry wpływ na grę. Kilka niebezpiecznych zagrań, a przede wszystkim fizyczna obecność w celu powstrzymania ataków gospodarzy – argumentował tuttomercatoweb.

W ekipie Torino na boisku pojawił się natomiast Karol Linetty. Pomocnik od dawna nie miał okazji wybiec na mecz Serie A. Tym razem otrzymał jednak szansę pogrania przez 24 minuty. Również zebrał pozytywne komentarze i oceny na poziomie „6”.

– Dał świeżość w środku pola. Nie wyróżnił się, ale nie zrobił też godnych uwagi błędów – czytamy.

– Starał się grać dobre, wertykalne piłki do Belottiego – dodaje „LGdS”.

„Szóstki” otrzymał także Bartosz Bereszyński, którego Sampdoria w tej samej kolejce przegrała z Lazio (0-2). Ekipa Polaka wciąż nie jest pewna utrzymania w Serie A.

– W pierwszej połowie próbował się zrelaksować wraz z Candrevą. W drugiej nie udało mu się wpłynąć na ofensywę Sampdorii, pozostając zablokowanym w linii obrony. Pod koniec gry jedno z jego zagrań dociera do Quagliarelli, który jednak nie jest w stanie tego wykorzystać – ocenia tuttomercatoweb.

– Sprawdzał, czy są jakieś problemy i robił to aż do końca. Utrzymywał prawą stronę przy życiu wraz z Candrevą – dodaje „LGdS”.

Marcel Lotka porównany do legendy Bundesligi. „Jest jak Oliver Kahn”

Marcel Lotka w ostatnim czasie zrobił prawdziwą furorę w Niemczech. Choć polski bramkarz w meczu z Mainz (1-2) przyczynił się do porażki Herthy, to i tak otrzymał pochwały od swojego trenera. Felix Magath porównał go do Olivera Kahna. 

Od kilku kolejek Bundesligi Lotka pozostaje pierwszym bramkarzem Herthy Berlin. Polak wskoczył do składu, gdy resztę bramkarzy zaczęły nękać kontuzje. Między słupkami spisuje się na tyle dobrze, że nie zapowiada się jednak, aby miał oddać miejsce w „jedenastce”.

Jak Oliver Kahn

W ostatniej kolejce ligowej Hertha mierzyła się z Mainz. Berlińczycy przegrali 1-2 i wciąż nie są pewni utrzymania w Bundeslidze. Przy pierwszym trafieniu dla rywali zawinił właśnie Lotka, który zaskoczony strzałem, przepuścił piłkę pod pachą.

Mimo błędu popełnionego przez 20-latka Felix Magath trener Herthy, postanowił go pochwalić. Co ciekawe, porównał go do jednej z największych legend Bundesligi oraz Bayernu Monachium.

– Jego rozwój jest rewelacyjny. Szkoda by było, gdyby tak utalentowany bramkarz, który wysunął się teraz na pierwszy plan, musiałby zrezygnować z wywalczonej pozycji. Lotka jest jak Oliver Kahn, ponieważ ma odwagę, która dawniej cechowała Olivera – stwierdził w rozmowie z telewizją „Sky”.

Lotka po sezonie miał przenieść się do Borussii Dortmund. Hertha chciałaby jednak zatrzymać transfer 20-latka. Według „Bilda” w umowie zawartej między klubami znajduje się klauzula, które może anulować transakcję. Na razie nie wiadomo więc, jaka przyszłość czeka polskiego bramkarza.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.