Właściciel Rakowa odpowiada Mioduskiemu! „Uderza on w nasz klub i w naszą szatnię”

Wczorajszego wieczoru niemałą burzę w polskich mediach wywołał wywiad z Dariuszem Mioduskim. Właściciel Legii Warszawa wypowiedział się nie tylko nt. formy pierwszego zespołu, ale także zdradził swoje plany dotyczące trenera.

Wszyscy dokładnie wiemy, jakie wyniki w tym sezonie notuje Legia Warszawa. W związku z fatalną formą w Ekstraklasie ze stanowiskiem trenera pierwszego zespołu pożegnał się Czesław Michniewicz. 51-letniego szkoleniowca na tym stanowisku zastąpił dotychczasowy trener rezerw – Marek Gołębiewski. Mimo to dyspozycja piłkarzy Legii nie uległa poprawie i niewykluczone, że wkrótce dojdzie do kolejnej zmiany trenera.

Wywiad z Mioduskim

Jeszcze przed wczorajszym meczem w Lidze Europy przeciwko Leicester City na oficjalnej stronie Legii Warszawa pojawił się wywiad z Dariuszem Mioduskim. Najwięcej emocji wywołały wypowiedzi prezesa Legii nt. trenera pierwszego zespołu. Mioduski mówił, że jego głównym celem jest pozyskanie Marka Papszuna, który wciąż ma ważny kontrakt z Rakowem Częstochowa. Więcej o tym przeczytacie TUTAJ.

Odpowiedź prezesa Rakowa

Do wypowiedzi Dariusza Mioduskiego ustosunkował się Michał Świerczewski, właściciel Rakowa Częstochowa. Nie da się ukryć, że Pan Świerczewski nie był jakoś szczególnie zadowolony z wypowiedzi nt. Marka Papszuna, o czym opowiedział w krótkiej rozmowie z portalem „meczyki.pl”.

– Prezes Legii Warszawa bardzo często publicznie podkreśla, jak ważny jest szacunek pomiędzy klubami PKO BP Ekstraklasy, aby budować wspólnie silną ligę. Natomiast te słowa odbieram jako kompletne zaprzeczenie tej postawy – w szczególności do mniejszego klubu. To pośrednio wkroczenie w nasze interesy – skomentował Michał Świerczewski.

– Zakładam, że jest to również próba wywarcia presji na mnie, być może na trenerze Papszunie – to się jeszcze okaże, czy udana… Nie wiem, jaki dokładnie cel miał ten wywiad, bo nie rozmawiałem o nim z prezesem Mioduskim, ale na pewno uderza on w nasz klub i w naszą szatnię – dodał.


źródło: meczyki.pl

Nicola Zalewski w zimę zmieni klub? Włoskie kluby zainteresowane Polakiem

Nicola Zalewski podczas zimowego okienka transferowego nie powinien narzekać na brak ofert. Zainteresowanie młodym Polakiem wykazało kilka klubów z Serie B. W grę wchodziłoby wypożyczenie.

W obecnym sezonie Nicola Zalewski jest już pełnoprawnym członkiem pierwszego zespołu AS Romy, jednak nie może on liczyć na regularną grę. Do tej pory we wszystkich rozgrywkach Jose Mourinho zaledwie 5-krotnie korzystał z usług 19-letniego Polaka, za każdym razem wprowadzając go z ławki rezerwowych. Nawet wrześniowy debiut w reprezentacji Polski nie pozwolił mu poprawić swojej sytuacji w klubie.

Transfer do Serie B?

Zalewski jest już w takim wieku, że dobrze by było, jakby grywał regularnie. Zwiększenie szans na grę z pewnością umożliwiły mu transfer do klubu z niższej piłki niż tej, na jakiej jest AS Roma. Włoski serwis „Triveneto Goal” przekazał, że Polakiem w sumie interesuje się 5 klubów z Serie B.

Największe zainteresowanie wykazuje Vicenza, której dyrektor sportowy jest fanem talentu Zalewskiego. Oferta za 19-latka miałaby pojawić się już podczas zimowego okienka transferowego i w grę wchodziłoby wypożyczenie. Póki co Roma nie była skłonna do rozmów ws. Zalewskiego.


źródło: „Triveneto Goal”

Cristiano Ronaldo wpadł w szał! Ujawniono materiały z szatni Juventusu [WIDEO]

W sieci pojawił się nowy serial z serii „All or Nothing”, którym tym razem został poświęcony Juventusowi Turyn. W produkcji zawarto nagrania z szatni Starej Damy. Po jednej z porażek w Champions League kamery zarejestrowały szał, w jaki wpadł Cristiano Ronaldo.

„All or Nothing” jest serialem dokumentalnym, którego każdy sezon jest poświęcony innej drużynie ze świata sportu. Za emitowanie programu odpowiada platforma Amazon Prime Video, a za jego produkcję Amazon Studios. Jeśli chodzi o piłkę nożną, to poprzednie sezonu tego serialu były poświęcone Manchesterowi City, Tottenhamowi oraz Bayernowi. Najnowszy sezon opowiada o losach Juventusu i miał on premierę 25 listopada.

All or Nothing: Juventus

Serial opowiada o losach Juventusu w sezonie 2020/2021. W programie nie mógł zostać pominięty wątek Ligi Mistrzów. Przypomnijmy, że w zeszłej kampanii Stara Dama odpadła z najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie już na etapie 1/8 finału. Lepsze od Ronaldo i spółki okazało się wówczas FC Porto, co uchodziło wówczas za dużą niespodziankę.

Mecz z FC Porto

W programie pokazano materiały z szatni Juventusu w trakcie przerwy rewanżowego starcia z FC Porto. Na nagraniach widać kłótnię pomiędzy Cristiano Ronaldo oraz Juanem Cuadrado. Portugalczyk był wściekły z powodu dyspozycji swojego zespołu.

Cristiano Ronaldo: Musimy ciężej pracować. Co do chole*y! Nic nie graliśmy! Nic!

Juan Cuadrado: Nie martw się.

CR: Gramy jak gó**o, jak zawsze.

JC: Spokojnie. Musisz być przykładem dla wszystkich. Musimy zachować spokój.

CR: Musimy powiedzieć sobie prawdę, graliśmy gó**o. To jest mecz Ligi Mistrzów, musimy mieć osobowość.

https://twitter.com/RadioMunera/status/1463899069332533248?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1463899069332533248%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.marca.com%2Fen%2Ffootball%2Fserie-a%2F2021%2F11%2F25%2F619fe00322601d75518b4572.html

Złość Ronaldo

Po zakończeniu spotkania z FC Porto i odpadnięciu z Ligi Mistrzów Cristiano Ronaldo nie ukrywał swojego rozżalenia. Widać to na poniższym fragmencie.

Cięcia kosztów w PZPN? Związek potrzebuje 50 milionów złotych. „Musimy zacisnąć pasa”

Najbliższy rok może być rokiem kosztów w Polskim Związku Piłki Nożnej. Dziennikarze portalu „WP Sportowe Fakty” ustalili, że polska federacja w planach na przyszły rok jest na minusie w granicach 50 milionów złotych.

Po ostatniej porażce reprezentacji Polski z reprezentacją Węgier nasza drużyna narodowa straciła szansę na rozstawienie w losowaniu baraży do Mistrzostw Świata 2022. Rozstawienie dawało nie tylko okazję gry z – teoretyczne – słabszym rywalem, ale także możliwość organizacji meczu na własnym obiekcie. W przypadku naszej reprezentacji PZPN mógłby liczyć na zysk z jednego meczu w granicach 9 milionów złotych.

Potrzeba 50 milionów

Utracona szansa organizacji meczu w barażach to jednak nie wszystko. Według informacji podanych przez „WP Sportowe Fakty” Polski Związek Piłki Nożnej planował na 2022 rok łączne przychody w wysokości 220 milionów złotych. Z kolei zakładane koszty wyniosły 270 milionów złotych. Po przeliczeniu daje nam to 50 milionów złotych straty.

Według doniesień mediów PZPN, z Cezarym Kuleszą na czele, miał rozpocząć prace nad cięciem kosztów. Może się jednak okazać, że dziura finansowa zostanie załatana, jeśli tylko reprezentacja Polski awansuje na Mundial w Katarze. FIFA wypłaca każdej federacji premię za awans w wysokości 12 milionów dolarów, co po przeliczeniu daje nam nieco ponad 50 milionów złotych. Mimo wszystko PZPN w planach na przyszły rok nie zakłada awansu na Mundial.

– Przy planowaniu budżetu na przyszły rok musimy brać pod uwagę różne scenariusze, w tym również taki, że nie zagramy na mistrzostwach świata – skomentował Cezary Kulesza.

– Środki na szkolenie to jeden z najważniejszych obszarów budżetu PZPN. Nie dopuszczam możliwości, by zostały ścięte. Będę zdecydowanie bronił przynajmniej utrzymania dotychczasowego poziomu wydatków. Nie widzę tu pola do oszczędności. Będziemy ich musieli poszukać gdzie indziej – zaznaczył prezes PZPN.

– Mogę potwierdzić, że po stronie przychodowej budżet na 2022 rok zapowiada się mało optymistycznie. Osoby odpowiedzialne za przygotowanie preliminarza budżetowego stanęły przed trudnym zadaniem, aby szukać oszczędności, dlatego dyrektorzy poszczególnych departamentów zostali poproszeni o istotne cięcia. Nie chcę tu mówić o konkretnych liczbach, ale rzeczywiście musimy zacisnąć pasa – dodał.


 

źródło: polsatsport, wp sportowe fakty

Kilka lat temu dostarczał sprzęt AGD. Poznajcie bohatera AC Milan

Junior Messias okazał się bohaterem AC Milan w środowym spotkaniu Ligi Mistrzów przeciwko Atletico Madryt. 30-letni Brazylijczyk 2 sezony temu występował w Serie B, a w kampanii 2017/2018 grał w drużynie z czwartego poziomu rozgrywkowego we Włoszech.

Za nami piąta seria gier tegorocznej odsłony Ligi Mistrzów. Na papierze jednym z najciekawiej zapowiadających się spotkań była potyczka Atletico Madryt z AC Milan. Co prawda piłkarze nie rozpieścili kibiców pod względem liczby zdobytych bramek (padła tylko jedna), ale za to byliśmy świadkami niesamowitej historii z udziałem Juniora Messiasa.

Wygrana Milanu

Faworytem wczorajszego starcia było Atletico Madryt. Co prawda podopieczni Simeone nie rozpoczęli najlepiej zmagań w tym sezonie Ligi Mistrzów (4 punkty w pierwszych 4 meczach), jednak AC Milan wystartował jeszcze gorzej (1 punkt w pierwszych 4 meczach). W pierwszym meczu pomiędzy obiema drużynami lepsze okazało się Atletico, które wygrało 2:1. We wczorajszym spotkaniu wydawało się, że padnie remis, gdyż żadna ze stron nie mogła przedrzeć się przez zasieki rywala. Koniec końców w meczu padła bramka, a jej autorem był Junior Messias, który trafił do bramki rywala w 87. minucie meczu.

Nieoczywisty bohater

Gdybyśmy usłyszeli jeszcze kilka dni temu, że Milan wygra z Atletico 1:0 po bramce w końcówce meczu, to chyba nikt nie postawiłby, że będzie to Junior Messias. 30-letni Brazylijczyk trafił do AC Milan pod koniec letniego okienka transferowego w ramach wypożyczenia. Do tej pory dla Rossonerich zagrał 3 razy i zdobył jedną bramkę, właśnie przeciwko Atletico.

Trudne początki

Junior Messias urodził się w Brazylii, jednak tam nie dostrzeżono jego talentu do gry w piłkę. Swoje umiejętności szkolił podczas luźnej gry ze znajomymi, a także grając dla małego, lokalnego klubu. Akademia żadnego wielkiego klubu z Brazylii nie była przekonana co do jego umiejętności i potencjału. W 2011 roku Messias trafił do Włoch w wieku 20 lat, by dołączyć do swojej rodziny, która udała się tam za pracą.

– Nauczyłem się grać kopiąc piłkę z kolegami na ulicy. Czasami samemu wychodziłem z piłką i po prostu odbijałem ją od ściany. Grałem wszędzie tam, gdzie był kawałek wolnej przestrzeni. To było piękne – wspominał Brazylijczyk.

Pierwsza praca we Włoszech

Brazylijczyk chciał kontynuować swoją przygodę z piłką, zgłosił się do kilku klubów z Serie D, jednak wszędzie mu podziękowano. Aby się utrzymać, Messias musiał podjąć się pracy i podjął się jej na budowie, a jego pierwszą „fuchą” było oczyszczanie cegieł. Następnie podjął się pracy jako dostawa w firmie ze sprzętem RTV-AGD.

Pierwszy klub

Pierwszym klubem we Włoszech Juniora Messiasa był 5-ligowy zespół Casale, w którym rozpoczął przygodę w 2015 roku. Trener tej drużyny wcześniej dostrzegł Brazylijczyka na jednym z amatorskich turniejów. Messias zgodził się wziąć udział w kilku treningach, po których obie strony doszły do porozumienia ws. dłuższej współpracy. Brazylijczykowi zaoferowano wówczas 1500 euro miesięcznie, dzięki czemu mógł porzucić swoje poprzednie zajęcia. Messias zdołał strzelić strzelić 21 bramek w 32 ligowych meczach, dzięki czemu wprowadził Casale do Serie D. Po tym sezonie zmienił klub.

– Nie zaoferowali mi odpowiedniej pensji na utrzymanie rodziny. Uwielbiałem to miejsce, a fani mnie kochali. Strzeliłem 21 bramek i drużyna natychmiast wróciła do Serie D – mówił w lipcu 2017 roku.

Komplikacje

W sezonie 2016/2017 występował już na poziomie Serie D w barwach Chieri Calcio. W 33 ligowych spotkaniach zdobył 14 bramek. Po tak dobrym sezonie zdołał dojść do porozumienia z występującym w Serie B Pro Vercceli, dla którego ostatecznie… nie zagrał. Włoski klub nie mógł zarejestrować do rozgrywek piłkarza spoza Unii Europejskiej, który w poprzednim sezonie grał amatorsko. Z tego powodu pod koniec 2017 roku podpisał kontrakt z AC Gozzano.

Debiut w Serie B

Pierwszym poważniejszym klubem w karierze Juniora Messiasa było Crotone, do którego trafił w styczniu 2019 roku, jednak sezon 2018/2019 dokończył w występującym w Serie C AC Gozzano na zasadzie wypożyczenia. Swój pierwszy rok na poziomie Serie B Brazylijczyk spokojnie mógł zaliczyć do udanych. Zawodnik z miejsca stał się podstawowym piłkarze Crotone, dla którego rozegrał 34 spotkania ligowe, zdobywając 6 bramek i notując 6 asyst. Ponadto Crotone zdołało wywalczyć awans do Serie A!

Debiut w Serie A

Pierwszy sezon Juniora Messiasa w Serie A był jeszcze lepszy od premierowej kampanii w Serie B. Brazylijczyk nadal był podstawowym zawodnikiem Crotone, zagrał w 36 meczach, zdobył 9 bramek i dołożył do tego 4 asysty.

– To mój pierwszy rok w Serie A i nie było łatwo przyzwyczaić się do tak znaczącej ligi, nie tylko w Europie, ale na całym świecie – mówił w styczniu tego roku.

Transfer do Milanu

Dobra dyspozycja w poprzednim sezonie nie umknęła uwadze skautów innych klubów. AC Milan chcąc wzmocnić kadrę swojego pierwszego zespołu zdecydował się sięgnąć po 30-latka w ramach rocznego wypożyczenia. A resztę historii już znacie…

– Jestem przeszczęśliwy przede wszystkim ze względu na zwycięstwo drużyny. Oprócz oczywiście debiutu i gola, który przyszedł w momencie największej potrzeby – powiedział po wczorajszym meczu Junior Messias.

– Miałem za sobą trudne chwile, odniosłem dwie kontuzje pod rząd. Dziś ważne było zwycięstwo, wciąż żyjemy i walczymy do samego końca. Emocje? Chciało mi się płakać, przez myśl przebiegło mi wszystko to, co do tej pory przeżyłem. Czyste emocje. Pomyślałem o Bogu, całe moja historia jest napisana przez niego. […] Najlepszy wieczór w karierze? Najpiękniejszy. Mam nadzieję, że przyjdą jeszcze kolejne podobne – dodał.


źródło: newonce.sport, sport.pl, acmilan.com.pl, football-italia.net, breakingthelines

Jakub Kwiatkowski zdradza kulisy meczu z Węgrami: „Nikt nie dopuszczał do siebie myśli o porażce”

Mimo że od ostatniego meczu reprezentacji Polski minęło już kilka dni, a emocje zdążyły już nieco opaść, to co jakiś czas nt. spotkania z Węgrami wypowiadają się kolejne osoby. Tym razem głos zabrał rzecznik prasowy PZPN, Jakub Kwiatkowski. W wywiadzie na portalu „weszło.com” czytamy o kulisach klęski z Węgrami.

Niestety, nie tak wyobrażaliśmy sobie koniec eliminacji do Mistrzostw Świata w wykonaniu Biało-Czerwonych. Chyba nawet najwięksi pesymiści nie spodziewali się, że nasi reprezentanci będą się męczyć z grającą w dziesiątkę Andorą, a następnie polegną w starciu z mocno osłabioną reprezentacją Węgier. Niestety, porażka z Węgrami poskutkowała brakiem rozstawienia w losowaniu baraży do Mundialu.

Głos rzecznika prasowego PZPN

W krytycznych komentarzach najwięcej mówiło się o tym, że Paulo Sousa nie potraktował meczu z Węgrami poważnie i nie znał wagi spotkania. Przypomnijmy, że w tym spotkaniu w wyjściowym składzie nie pojawili się Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński oraz Robert Lewandowski. W rozmowie dla „weszło.com.” rzecznik prasowy Polskiego Związku Piłki Nożnej odpowiedział na komentarze mówiące o tym, iż sztab reprezentacji nie znał wagi spotkania z Węgrami.

– Totalną bzdurą i nieprawdą jest to, że kadrowicze i sztab nie wiedzieli, o co grają z Węgrami. Każdy miał świadomość, jaki wynik jest nam potrzebny – zdradził Jakub Kwiatkowski. 

– Sam stworzyłem wirtualną tabelę drugich miejsc i od września po każdym meczu eliminacji aktualizowałem ją, by wiedzieć, na czym stoimy. Zaraz po meczu z Andorą, gdy czekaliśmy pod stadionem w autobusie, dokonałem szybkich zmian, poszedłem do Paulo Sousy i zobaczyliśmy realne scenariusze. Mieliśmy świadomość, że remis na 99% oznacza, że będziemy rozstawieni, a porażka komplikuje sprawę i każe się oglądać na Szkocję, Walię, Turcję, bo wyniki tych drużyn realnie nas interesowały. My nie potrafiliśmy zagrać swojego, im udało się osiągnąć wyniki, które pozbawiły nas rozstawienia – dodal.

– Wszyscy po kolei byliśmy bowiem przekonani, że my tego meczu z Węgrami nie przegramy. Nawet wiedząc, że nie będzie Roberta Lewandowskiego, Kamila Glika, Grześka Krychowiaka czy Piotrka Zielińskiego i tak liczyliśmy co najmniej na remis. Wiem, że się teraz narażam, ale naprawdę – nikt nie dopuszczał do siebie myśli o porażce. Wiedzieliśmy o co gramy, była odpowiednia motywacja i otworzyła się też szansa na to, by reprezentację poprowadzili ci, którzy liderami jeszcze nie byli. Mecz ułożył się jednak źle – ujawnił rzecznik prasowy PZPN.

źródło: weszło.com

Niebywałe rozstrzygnięcie w MLS! Nie oddali żadnego strzału, a i tak awansowali dalej [WIDEO]

Kibice MLS minionej nocy byli świadkami naprawdę zaskakującej historii. Drużyna Real Salt Lake w meczu przeciwko Seattle Sounders nie oddała ani jednego strzału w podstawowym czasie gry, a i tak awansowała do kolejnej rundy play-offów. Pojedynek został rozstrzygnięty w serii rzutów karnych.

Tegoroczny sezon amerykańskiej ligi MLS wkracza w decydującą fazę. W zeszłym tygodniu rozpoczęto zmagania w play-offach, a minionej nocy rozegrano ostatnie pojedynki w 1/8 finału. Już jutro startują ćwierćfinały, w których zobaczymy także reprezentantów Polski. O końcowy triumf w rozgrywkach walczą Jarosław Niezgoda, Kacper Przybyłko, a także Adam Buksa. Niestety z szansami na mistrzostwo pożegnali się Patryk Klimala (jego zespół odpadł w 1/8 finału), Gabriel Słonina oraz Przemysław Tytoń (obaj nie zakwalifikowali się do play-offów).

Niesamowite spotkanie w MLS

Minionej nocy rozegrany dwa ostatnie starcia w 1/8 finału. Nashville pokonało Orlando City 3:1, jednak dużo bardziej interesujące było drugie spotkanie, w którym drużyna Real Salt Lake pokonała na wyjeździe Seattle Sounders po serii rzutów karnych. Zarówno w podstawowych 90 minutach, jak i dogrywce, ponad 30 tysięcy zgromadzonych na stadionie widzów nie zobaczyło ani jednej bramki.

Pełną kontrolę nad spotkaniem mieli gospodarze, którzy zdominowali rywali w statystykach, jednak nie potrafili udokumentować swojej przewagi bramką. Tak więc doszło do serii rzutów karnych, w której goście byli nieomylni. W szeregach Seattle Sounders pomylił się Kelyn Rowe, dzięki czemu Real Salt Lake awansowało do kolejnej rundy. Warto zaznaczyć, że Seattle Sounders broniło tytułu wicemistrza MLS  z poprzedniego sezonu, dziś już wiemy, że nie uda im się tego dokonać. Poniżej wybraliśmy kilka statystyk z tego meczu.

  • posiadanie piłki: 62%-38%
  • strzały na bramkę: 3-0
  • niecelne strzały: 8-0
  • zablokowane strzały: 10-0
  • rzuty rożne: 15-1
  • podania: 711-461

Zlatan Ibrahimović wytłumaczył swój agresywny faul. „Zrobiłem to celowo” [WIDEO]

Zlatan Ibrahimović wytłumaczył swoje zachowanie z ostatniego meczu pomiędzy Szwecją a Hiszpanią. Wówczas Szwed dopuścił się chamskiego faulu na Cesarze Azpilicuecie. Po kilku dniach od tamtego wydarzenia 40-latek zabrał głos w tej sprawie.

Pomimo 40 lat na karku Zlatan Ibrahimović ani myśli o końcu kariery. Wcale nie tak dawno temu Szwed wznowił także karierę reprezentacyjną. W listopadzie rozegrał dwa mecze w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata, które ostatecznie Szwedzi przegrali i w marcu zagrają w barażach.

Brutalny faul

W starciu z reprezentacją Hiszpanii Zlatan pojawił się na boisku w 73. minucie gry. Przy jednym z rzutów rożnych Szwed bezpardonowo zaatakował Cesara Azpilicuetę. Wówczas można było odnieść wrażenie, że piłkarz Milanu zrobił to celowo. Po kilku dniach Ibra odniósł się do tego wydarzenia.

Argumentacja

Do całej sytuacji Zlatan Ibrahimović odniósł się w rozmowie z „The Guardian”. Szwed przyznał, że dopuścił się faulu celowo, argumentując to tym, iż Azpilicueta miał prędzej wyszydzać kolegę Ibry z reprezentacji.

–  Ostatnio podczas meczu reprezentacji zaatakowałem Azpilicuetę. Zrobiłem to celowo. Nie wstydzę się tego, bo wcześniej to on zrobił coś głupiego mojemu koledze z reprezentacji. Wywyższał się ponad niego. To była głupia rzecz z mojej strony, ale zrobiłbym to jeszcze raz, żeby zrozumiał: „Nie będziesz k***a tak się zachowywać. Nie masz jaj, żeby tak postąpić wobec mnie. Ale pokażę ci, co by się stało, gdybyś to zrobił mnie”. Właśnie dlatego tak się zachowałem – skomentował Zlatan Ibrahimović.

Steven Gerrard wprowadził pierwsze zmiany w Aston Villi. Kilka produktów zniknie ze stołówki

Kilkanaście dni temu Steven Gerrard został zaprezentowany jako nowy trener Aston Villi. Teraz dziennikarze brytyjskiego „The Telegraph” ujawnili, jakie zmiany wprowadził były piłkarz Liverpoolu.

W ostatnich tygodniach doszło do wielu zmian trenerów w czołowych europejskich ligach. Najgłośniejszym ruchem było chyba dołączenie Xaviego do FC Barcelony, Hiszpan zdążył już zresztą zadebiutować w roli trenera Blaugrany. Zanim jednak Xavi poprowadził swój nowy zespół w oficjalnym meczu, to zdecydował się na wprowadzenie kilku zmian w funkcjonowaniu piłkarzy. Więcej o nowych zasadach panujących w FC Barcelonie przeczytacie TUTAJ. Na podobne poczynania zdecydował się nowy trener Aston Villi, Steven Gerrard.

Nowy klub Gerrarda

Steven Gerrard rozpoczął swoją przygodę trenerską od pracy w szkockim Glasgow Rangers. Przez nieco ponad 3 lata Anglik poprowadził swoich podopiecznych w 192 spotkaniach, w których średnia zdobytych punktów na mecz wyniosła aż 2,15. Udane poczynania w Szkocji nie umknęły uwadze czołowych dyrektorów sportowych i ostatecznie w listopadzie Gerrard trafił na Villa Park.

Wygrana w debiucie

Gerrard zdążył już zadebiutować jako szkoleniowiec Aston Villi. W pierwszym spotkaniu Anglik poprowadził swój nowy zespół do zwycięstwa 2:0 z Brighton. Pełne spotkanie pod wodzą Gerrarda rozegrał reprezentant Polski, Matty Cash.

Zmiany

Dziennikarze „The Telegraph” przekazali, że Steven Gerrard wprowadził pierwsze zmiany w diecie piłkarzy. Z klubowej stołówki mają zniknąć takie produkty jak: majonez, ketchup, a także napoje gazowane. Na dzień przed meczem piłkarze będą mogli zjeść deser, który będzie miał na celu zapewnienie im odpowiednią ilość węglowodanów.

José Mourinho spełnił złożoną obietnicę. Portugalczyk kupił swojemu podopiecznemu buty [WIDEO]

Jak José Mourinho powiedział, tak zrobił. Portugalski szkoleniowiec obiecał swojemu 18-letniemu podopiecznemu, że jeśli ten dobrze zagra w meczu z Genoą, to kupi mu nowe buty. Mourinho dotrzymał słowa, a piłkarz nie krył swojego zadowolenia, co zresztą widać na poniższym filmie.

W niedzielę doszło do starcia w ramach 13. kolejki Serie A. Genoa podejmowała na własnym obiekcie uważaną za faworytów AS Romę. Bohaterem starcia okazał się 18-letni Felix Afena-Gyan, strzelec dwóch bramek dla Giallorossich.

Niespodziewany bohater

Wynik starcia Genoi z Romą w zasadzie do samego końca nie był rozstrzygnięty. Przez większość spotkania przeważali podopieczni José Mourinho, jednak nie potrafili udokumentować swojej przewagi bramką. W 74. minucie na murawie pojawił się wspomniany Felix Afena-Gyan. José Mourinho miał obiecać 18-latkowi, że jeśli ten zagra dobry mecz, to po meczu kupi mu nowe buty. Jak się okazało, decyzja Mourinho była strzałem w dziesiątkę, gdyż Ghańczyk zapewnił zwycięstwo Romie, strzelając dwie bramki.

– Obiecałem, że kupię Felixowi buty, które naprawdę lubi i które są naprawdę drogie. Nie będę mówił, o jaką markę chodzi, bo nie chcę robić reklamy. Kosztują 800 euro, więc po strzelonej bramce podbiegł i powiedział mi, żebym nie zapomniał o zakładzie. Pierwszą rzeczą, którą zrobię w poniedziałek, to kupię mu buty – mówił po meczu Mourinho.

Obietnica spełniona

Na działania Mourinho nie musieliśmy długo czekać. Felix otrzymał buty, na które sobie zasłużył, już kolejnego dnia.

Jerzy Dudek ma radę dla Tymoteusza Puchacza. „Powinien jak najszybciej zrezygnować z siłowni”

Jerzy Dudek na łamach „Przeglądu Sportowego” dał pewną radę Tymoteuszowi Puchaczowi. Były reprezentant Polski uważa, że piłkarz Unionu Berlin powinien bardziej przyłożyć się do treningów czysto piłkarskich.

Tymoteusz Puchacz cieszy się całkiem dużym zaufaniem ze strony Paulo Sousy. Wychowanek Lecha Poznań w narodowych barwach rozegrał już 10 spotkań i wziął udział w ostatnich Mistrzostwach Europy. Mimo to 22-latek wciąż nie jest w stanie na stałe przebić się do pierwszego składu Unionu Berlin. Ostatni mecz w biało-czerwonych barwach przeciwko Węgrom również pozostawił wiele do życzenia.

Ciężary w Unionie

Puchacz trafił do Unionu Berlin w letnim okienku transferowym, kiedy niemiecki klub zapłacił za niego Lechowi Poznań 2,5 miliona euro. Do tej pory 22-latek w barwach Unionu rozegrał zaledwie 6 spotkań, wszystkie z nich to starcia w Lidze Konferencji Europy. Były obrońca Kolejorza nie zdołał jeszcze zadebiutować w Bundeslidze, a trener do tej pory zaledwie 2 razy powołał go do kadry meczowej.

Brak postępu

Piłkarz Unionu Berlin często powtarza w mediach, że pracuje niezwykle ciężko, dokładając kolejny jednostki treningowe na siłowni, by poprawić swoją sytuację w klubie. Niestety w jego przypadku nie widać zbytnio efektów tej ciężkiej pracy. Wydaje się, że Puchacz zbyt dużo uwagi poświęca aspektom fizycznym i motorycznym, a zbyt mało aspektom stricte piłkarskim. Takie zdanie na ten temat ma Jerzy Dudek, który swoją opinią pochwalił się w felietonie na łamach „Przeglądu Sportowego”.

– Potwierdziło się jednak to, że ci, którzy nie grają regularnie w klubach, mają potem problem ze złapaniem odpowiedniego rytmu w meczu kadry. Nie chcę się znęcać nad Tymkiem Puchaczem, bo przede mną zrobiło to już wielu, ale z drugiej strony on sam na to zapracował. Zawsze szuka się kozła ofiarnego, ale moim zdaniem „Puszka” powinien jak najszybciej zrezygnować z siłownfi, zamiast tego musi się skupić na dośrodkowaniach w pełnym biegu, bo tego się oczekuje od zawodnika grającego na jego pozycji. Nie ma przypadku w tym, że Puchacz nie gra w Bundeslidze. Trenerzy widzą, jakie ma braki w wyszkoleniu technicznym – skomentował Jerzy Dudek.

źródło: przeglad sportowy

Marek Papszun odpowiedział na plotki dot. dołączenia do Legii. „Nic mi na ten temat nie wiadomo”

Po niedzielnej porażce Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze w mediach pojawiła się informacja mówiąca o tym, że zarząd stołecznego klubu chce pozyskać Marka Papszuna. Obecny trener Rakowa Częstochowa ustosunkował się do tych doniesień w rozmowie z portalem „sport.pl”.

W niedzielę Legia Warszawa doznała kolejnej, siódmej z rzędu już porażki w Ekstraklasie i na ten moment zajmuje przedostatnią pozycję w ligowej tabeli. Tym razem przeszkodą nie do przejścia okazał się Górnik Zabrze, który na własnym obiekcie odniósł zwycięstwo 3:2. Warto zaznaczyć, że pierwszą bramkę w nowych barwach zdobył Lukas Podolski.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Lukas Podolski skontrował opinię dziennikarza. „Pan się chyba nie zna na piłce…” [WIDEO]

Zmiana trenera w Legii?

Po meczu z Górnik-Legia ponownie wrócił temat potencjalnej zmiany trenera w klubie z Warszawy. Portal „WP Sportowe Fakty” przekazał, że Dariusz Mioduski i spółka są już po słowie z Markiem Papszunem. Jedyną przeszkodą w realizacji transferu miał być kontrakt 47-letniego trenera z Rakowem. Więcej o tym pisaliśmy TUTAJ.

Papszun komentuje plotki

Jak się jednak okazuje, powyższe doniesienia nie do końca są prawdziwe. Głos w tej sprawie zabrał sam Marek Papszun. 47-latek w rozmowie z serwisem „sport.pl” zdementował informacje mówiące o tym, iż jest już dogadany z Legią Warszawa. – Nic mi na ten temat nie wiadomo – skomentował doniesienia o zmianie klubu Marek Papszun. W swojej wypowiedzi trener Papszun stwierdził, że obecnie w pełni koncentruje się na pracy w Rakowie Częstochowa. Powiedział także, że rozpoczął już planowanie letniego zgrupowania przed kolejnym sezonem.

– Na tę chwilę jestem trenerem Rakowa i szykuję się do poniedziałkowego meczu z Cracovią. Myślę też o kolejnych spotkaniach i, co więcej, planuję także okres przygotowawczy dla drużyny, również letni. Po prostu pracuję tak, jakbym miał być w Rakowie przez kolejne lata. A co przyniesie przyszłość? Zobaczymy. Na tym etapie nic nie jest wykluczone – skomentował Marek Papszun.

źródło: sport.pl

Lukas Podolski podsumował mecz z Legią. „Paliła nam się trochę du*a” [WIDEO]

Górnik Zabrze pokonał Legię Warszawa 3:2. Jedną z bramek dla gospodarzy zdobył Lukas Podolski, który po meczu podszedł do wywiadu dla stacji „Canal + Sport”. Niemiec przyznał, że na początku drugiej połowy jego drużynie „paliła się trochę du*a”.

Za nami jeden z największych hitów 15. kolejki PKO BP Ekstraklasy w sezonie 2021/2022. Górnik Zabrze wygrał na własnym obiekcie z Legią Warszawa 3:2. Bramki dla gospodarzy zdobyli Erik Janza, Lukas Podolski, a także Krzysztof Kubica. Obie bramki dla Legii padły między 52. a 54. minutą, najpierw Sandomierskiego pokonał Mateusz Wietestka, a następnie Ernest Muci.

Przełamanie

Wydawało się, że spotkanie z Górnikiem Zabrze jest idealną okazją dla Legii na przerwanie serii porażek. Ostatecznie to Górnicy byli w niedzielę lepsi, w związku z czym Legioniści zanotowali już siódmą porażkę w Ekstraklasie z rzędu. Przełamał się natomiast Lukas Podolski, który zdobył pierwszą bramkę w barwach Górnika.

Wywiad

Po meczu do wywiadu podszedł Lukas Podolski. Mistrz świata z 2014 roku przyznał, że nie był to idealny występ jego zespołu. Dużo do życzenia pozostawia początek drugiej połowy, kiedy rzekomo piłkarzom Górnika „paliła się du*a”.

– Myślę, że zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę. W pierwszych dwudziestu minutach drugiej połowy paliła nam się trochę du*a. Na koniec mieliśmy parę sytuacji, żeby wyjść z kontry, ale już w pierwszej połowie mogliśmy strzelić gola na 3:0 i zamknąć mecz – ocenił Podolski.

Nadchodzi kolejna zmiana trenera w Legii! „Do transferu potrzebna jest tylko zgoda właściciela”

Wielce prawdopodobne, że w ciągu najbliższych kilku tygodni dojdzie do zmiany na stanowisku trenera Legii Warszawa. Władze stołecznego klubu mają swojego kandydata, którym jest Marek Papszun. Na przeszkodzie stoi jednak Raków Częstochowa, który musi wyrazić zgodę, by transfer doszedł do skutku.

Sezon 2021/2022 w wykonaniu Legii Warszawa jest istną sinusoidą. Co prawda warszawiacy radzą sobie całkiem nieźle w europejskich pucharach, w których wciąż mają szanse na wyjście ze swojej grupy Ligi Europy. Z drugiej strony jest jednak Ekstraklasa, w której Legioniści zajmują obecnie przedostatnie miejsce. Za słabe wyniki w rodzimych rozgrywkach zwolnieniem przypłacił już Czesław Michniewicz, a najprawdopodobniej w najbliższych tygodniach z pierwszym zespołem pożegna się także Marek Gołębiewski.

W niedzielę Legia Warszawa mierzyła się na wyjeździe z Górnikiem Zabrze i wielu sympatyków stołecznego klubu miało nadzieję na przełamanie. Ostatecznie okazało się, że przełamał się jedynie Lukas Podolski, który zdobył swoją pierwszą bramkę dla Górnika. Spotkanie zakończyło się wygraną gospodarzy 3:2. Dla Legii była to już 7. (!) porażka z rzędu w Ekstraklasie, w związku z czym Legioniści okupują dopiero 17. lokatę w lidze.

Po zakończonym spotkaniu portal „WP Sportowe Fakty” przekazał, że włodarze Legii są już zdecydowani na zmianę trenera. Dariusz Mioduski i spółka mają swojego faworyta w roli Marka Papszuna. Na przeszkodzie stoi jednak kontrakt trenera z Rakowem Częstochowa, który obowiązuje do końca tego sezonu.

– Wiadomo, że właściciel Legii, Dariusz Mioduski, bardzo ceni Papszuna i od lat myśli o tym, żeby go pozyskać. Papszun wahał się nad ofertą, ponieważ w Rakowie nie tylko jest najlepiej zarabiającym trenerem w lidze, ale też ma niemalże 100-procentową decyzyjność – czytamy na „WP Sportowe Fakty”.

– Ale teraz, jak słyszymy w Częstochowie, jest bliżej porozumienia niż kiedykolwiek. Strony rozmawiają od miesiąca i podobno uzgodniły już warunki umowy, do transferu potrzebna jest tylko zgoda właściciela Rakowa Michała Świerczewskiego. Jak słyszymy na Łazienkowskiej, bez względu na to, czy Papszun się zdecyduje, Legia zmieni trenera – czytamy dalej.

Skoro już przytoczyliśmy wypowiedź dotyczącą Michała Świerczewskiego, to musimy Wam przekazać stanowisko właściciela Rakowa. Poniżej ostatni tweet Pana Świerczewskiego.

źródło: wp sportowe fakty

Krzysztof Piątek zdradził kulisy rozmowy z trenerem. „Wydaje mi się, że jedziemy na jednym wózku”

Przygody Krzysztofa Piątka w Hercie Berlin z całą pewnością nie można zaliczyć do udanych. Po sobotniej porażce z Unionem Berlin w Bundeslidze polski napastnik przed kamerami stacji „Viaplay” zdradził, o czym ostatnio rozmawiał ze swoim trenerem.

Odkąd Krzysztof Piątek reprezentuje barwy Herthy Berlin, nie potrafił jeszcze wejść na poziom, jaki prezentował podczas gry we Włoszech. Polski napastnik w niemieckim klubie gra już od stycznia 2020 roku i od tamtej pory zdołał strzelić zaledwie 13 bramek. Wiele do życzenia pozostawia także nie tylko poziom prezentowany przez Piątka, ale również przez cały zespół. W poprzednim sezonie Hertha walczyła o utrzymanie aż do ostatniej kolejki, a w obecnym może być podobnie.

Kolejna porażka Herthy

W sobotę Hertha doznała kolejnej, siódmej już porażki w Bundeslidze. Klęska ta boli tym bardziej, że doszło do niej w derbach Berlina. Union ograł Herthę na własnym obiekcie 2:0, przez co klub Krzysztofa Piątka zajmuje obecnie 13. miejsce w lidze. Polski napastnik rozegrał w tym spotkaniu 61 minut.

Krytyka trenera

Jeszcze przed listopadową przerwą reprezentacyjną trener Herthy otwarcie skrytykował Krzysztofa Piątka. Pal Dardai żalił się mediom, że nie ma w swojej kadrze napastnika, jakiego by chciał. O Piątku mówił, że czeka on tylko na okazje w polu karnym. Pełną wypowiedź przeczytacie TUTAJ.

Rozmowa w cztery oczy

Po wczorajszym meczu z Unionem Berlin do wywiadu z Mateuszem Borkiem podszedł sam Krzysztof Piątek. Napastnik reprezentacji Polski zdradził, że rozmawiał ostatnio z trenerem w cztery oczy. Jaki był temat ich rozmowy?

Porozmawiałem sobie z trenerem w tym tygodniu po powrocie z reprezentacji, bo też dużo negatywnych słów zostało wypowiedzianych. Usiedliśmy i pogadaliśmy w cztery oczy o tym, co ja powinienem zrobić lepiej i ja też przekazałem trenerowi swoje spostrzeżenia. Wydaje mi się, że razem możemy coś zrobić lepiej i to była dobra rozmowa zarówno dla mnie, jak i dla niego. Wydaje mi się, że jedziemy na jednym wózku – zdradził Krzysztof Piątek.

– Trener wie, jaka jest moja sytuacja, wie, że nie ma zbyt wielu sytuacji. Dlatego też muszę walczyć dla drużyny, dobrze pressować, dobrze się ustawiać, wygrywać górne piłki i grać lepiej tyłem do bramki, żeby stwarzać sytuacje. Wydaje mi się, że dzisiaj wygrałem dużo piłek górnych, ale tak naprawdę nic dalej nie stworzyliśmy. Musimy ciężko trenować – dodał.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.