Mikrofony wychwyciły rady trenera Igi Świątek. Kamery nagrały frustrację Polki [WIDEO]

Iga Świątek ekspresowo odpadła z turnieju WTA w Rzymie. Kamery uchwyciły słowa Polki po porażce z Daniele Collins.




Zaledwie na trzeciej rundzie zakończyły się zmagania Świątek na turnieju w Rzymie. Nasza tenisistka nie miała szans z dużo lepiej dysponowaną Daniele Collins. Amerykanka całkowicie rozbiła Polkę.

„Graj, żeby wygrać”

Jak na razie Świątek nie może zaliczyć do udanych bieżącego roku. To już jej kolejne niepowodzenie pod wodzą nowego trenera, Wima Fissette. Od kilku tygodni w mediach przewija się temat relacji zawodniczki ze sztabem.

Na pewno sytuacji nie załagodzi reakcja Polki na rady trenera w trakcie meczu z Collins. Belg wciąż wykrzykiwał w kierunku Świątek dość banalne frazesy.




– Iga, graj, żeby wygrać. To proste. Graj, żeby wygrać – krzyczał Fissette, co słychać na nagraniu z kamer.

Świątek raczej wiele to nie pomogło. Sprawiała raczej wrażenie niewzruszonej, zniechęconej, a nawet poirytowanej banalnymi podpowiedziami.

Marek Papszun nie celuje w mistrzostwo Polski. Wskazał cel, jaki wyznaczył Rakowowi

Marek Papszun wskazał cel Rakowa na końcówkę sezonu. Szkoleniowiec zaznaczył, że nie jest to mistrzostwo Polski. Najważniejszy skalp został już zdobyty.




Raków pozostaje głównym faworytem do mistrzostwa Polski. „Medaliki” przewodzą w tabeli Ekstraklasy i wyprzedza Lecha Poznań o dwa punkty. W sobotę zmierzą się z obecnym mistrzem, Jagiellonią Białystok.

„Pojawił się drugi cel”

Papszuna zabraknie jednak w tym starciu na ławce, bo musi pauzować za kartki. Drużynę pod jego nieobecność poprowadzi Artur Węska. Szkoleniowcy pozostaną jednak w kontakcie.

– Kilka takich sytuacji już doświadczyłem w życiu, choćby w Radomiu w sezonie mistrzowskim. Mecz w Gdyni też oglądałem z trybun. Można powiedzieć, że jestem doświadczony – stwierdził Papszun.

– Komunikacja nie musi być tajna, żyjemy w wolnym kraju. Można się komunikować z kim się chce. To będzie oficjalna komunikacja – dodał.

Mimo dobrej sytuacji w tabeli, Papszun stara się nie mówić o mistrzostwie. Zaznaczył, że najważniejszy cel został już spełniony. Raków ma zapewnioną grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.




– Nie skupiamy się w tej chwili na rozmowach z zawodnikami i przymiarkach transferowych. Mamy już zapewnioną grę w europejskich pucharach, a teraz pojawił się na horyzoncie drugi cel w postaci walki o wicemistrzostwo Polski i na nim się skupiamy. Mam nadzieję, że wraz z naszymi kibicami uda nam się go zrealizować – podsumował.


Foto: Jakub Ziemianin / Raków Częstochowa

Nietypowy kibic Śląska Wrocław. Specjalnie przeprowadził się do Polski. „Wybrałem się w przygodę życia”

Śląsk Wrocław ma nietypowego kibica. Poczynania „Wojskowych” śledzi Francuz, Antoine Gedon, który zamieszkał nawet we Wrocławiu. O szczegółach zauroczenia klubem opowiedział w rozmowie z „TVP Sport”.




Gedon jest magistrem komunikacji i marketingu cyfrowego. Pochodzi z północnej części Francji, z okolic Lille i… kibicuje Śląskowi. Od stycznia mieszka we Wrocławiu, gdzie nie opuszcza żadnego meczu i wnikliwie opisuje wydarzenia wokół klubu.

„Stawał się częścią mojej historii”

23-latek jeszcze w 2021 roku założył na portalu X profil „SlaskFR”. Jego zamysłem było przybliżenie polskiej piłki francuskim kibicom. Pojawiają się na nim wpisy i grafiki jego autorstwa, a także relacje na żywo z meczów w ojczystym języku.

Początki mojego zainteresowania to sezon 2017/2018. Tak naprawdę przypadek sprawił, że pierwszy mecz Ekstraklasy, jaki oglądałem na YouTube, był z udziałem Śląska Wrocław. Nigdy nie byłem fanem hegemonów, którzy potrafią zdominować ligę, jak PSG. Wolałem kluby z sercem, surową i autentyczną duszą, dlatego też od razu pokochałem Śląsk. To nie wyniki sprawiły, że się w nim zakochałem, bo tamten sezon wcale nie był łatwy. Coś w Śląsku mnie przyciągnęło – odporność drużyny na boisku, niesamowita baza fanów, którzy żyją dla drużyny, ogromny stadion, na którym czujesz pasję w każdej przyśpiewce, miasto z bogatą historią i niezaprzeczalnym urokiem. To był prawdziwy, niefiltrowany futbol, czyli taki, jaki powinien być. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale Wrocław powoli stawał się częścią mojej własnej historiipowiedział Gedon dla „TVP Sport”.




Dopiero w październiku 2024 roku Gedon zdecydował się na tygodniową podróż do Polski. Obejrzał wówczas domowe mecze Śląska ze Stalą Mielec i Rakowem Częstochowa. Spotkał się nawet z Jackiem Magierą i otrzymał koszulkę od Simeona Petrowa. To był bodziec, przez który w styczniu bieżącego roku na sześć miesięcy przeprowadził się do Wrocławia.

Zaczęło mnie męczyć oglądanie meczów przed telewizorem. Czasami sygnał internetowy się zacinał, a jakość obrazu nie była zbyt wysoka. To komplikowało relacjonowanie moich meczów w sieci. Nie odczuwałem już wielkich emocji. Stwierdziłem, że po pięciu latach pisania we Francji, czas w końcu wyruszyć do Wrocławia i obejrzeć mecz na żywo. Najpierw były spotkania ze Stalą i Rakowem, a miesiąc później udałem się na kolejną wycieczkę, tym razem na starcia z Piastem i Puszcząprzyznał.

Miałem sporo czasu wolnego, a że nie miałem w życiu jeszcze tak długich wakacji, stwierdziłem, że czemu nie wybrać się do Wrocławia na pół roku. To było moje marzenie, żeby przeżyć tam całą rundę. Wiedziałem, że taki moment może się już nie powtórzyć. Wybrałem się w przygodę życia, płacę za wszystko z własnej kieszeni. Reakcje mojej rodziny i znajomych na to, że wyjeżdżam na kilka miesięcy, były różne. Większość zrozumiała, że robię to z pasji dla Śląska i dlatego, że spodobała mi się Polska. Niektórzy znajomi byli zdziwieni i nie wiedzieli o Wrocławiu nic, a dziś to się zmienia i chcą mnie tu odwiedzićdodał.

Cytowane wypowiedzi pochodzą z wywiadu na portalu tvpsport.pl. Oryginalny wywiad w całości możecie przeczytać tu: Antoine Gedot – kibic Śląska Wrocław z Francji. Zamieszkał na pół roku, żeby zobaczyć walkę o utrzymanie | TVP SPORT

Wojciech Szczęsny ze „specjalnym traktowaniem” przed El Clasico. Barcelona przygotowuje się do meczu z Realem

W niedzielę Hiszpanii odbędzie się El Clasico. FC Barcelona szykuje się do hitowego spotkania z Realem Madryt, ale nie cała drużyna trenuje na pełnych obrotach. Część zawodników ma „specjalne traktowanie”.




Kilka dni temu FC Barcelona odpadła z Ligi Mistrzów po porażce w półfinale z Interem Mediolan (6-7 w dwumeczu). Nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie. Już w niedzielę Blaugrana spotka się z Realem Madryt w hicie LaLigi.

Specjalne traktowanie

Po spotkaniu z Interem pojawił się jednak problem w dyspozycji niektórych zawodników. Część zespołu wciąż ma odczuwać dyskomfort po wymagającej batalii. Z tego względu sztab szkoleniowcy Barcy zarządził o „specjalnym traktowaniu” niektórych piłkarzy.




Według „Mundo Deportivo” w tym gronie znaleźli się: Lamine Yamal, Wojciech Szczęsny, Ronald Araujo, Frenkie De Jong, Ferran Torres i Andreas Christensen. Wszyscy mieli trenować jedynie na siłowni.

Robert Lewandowski oraz reszta zespołu odbyła zajęcia na murawie. Część z nich trenowała jednak indywidualnie. W tym gronie znalazł się także Alejandro Balde, który wraca po kontuzji.

Jarosław Mroczek zbanowany w Pogoni Szczecin! Alex Haditaghi zakazał byłemu właścicielowi wejścia do klubu i loży VIP

Mimo zmian w Pogoni Szczecin nadal jest bardzo gorąco. Jak dowiedziało się „Weszło”, Jarosław Mroczek otrzymał zakaz wstępu do klubu i na lożę VIP. Taką decyzję miał osobiście podjąć Alex Haditaghi, a więc nowy szef „Portowców”.




Haditaghi przejął Pogoń raptem kilka tygodni temu, a już rozpoczyna swoje żelazne rządy. Kanadyjczyk zdążył już zbanować Przemysława Pańtaka z grupy F-MG.COM. Teraz poszedł jeszcze dalej.

Zakaz wstępu

Portal „Weszło” dowiedział się, że na czarnej liście biznesmena znalazł się były prezes Pogoni – Jarosław Mroczek. Były właściciel, a także jego najbliższa rodzina, nie będą mogli pojawiać się już na meczach Pogoni w loży VIP.




Tak, niedługo wydam oświadczenie. Ta sytuacja jest żenująca, nie wiem, co się temu panu stałocytuje Mroczka portal weszło.com.

Źródło: https://weszlo.com/2025/05/07/jaroslaw-mroczek-pogon-szczecin-zakaz-wstepu-haditaghi/

Wojciech Szczęsny dumny ze swoich młodszych kolegów, mimo porażki z Interem. „Wygrają jeszcze sobie ten puchar parę razy”

Wojciech Szczęsny nie dopisze sobie trofeum za wygranie Ligi Mistrzów. Polak mimo porażki z Interem podkreśla, że jest jednak dumny. Wróży swoim młodszym kolegom świetlaną przyszłość.




Inter Mediolan w miniony wtorek zameldował się w finale Ligi Mistrzów. Po emocjonującym rewanżu, Włosi wygrali z FC Barceloną w dogrywce (4-3). W sumie dwumecz zakończył się wynikiem 7-6.

„Jestem dumny”

Całe spotkanie w bramce Barcelony rozegrał Wojciech Szczęsny. Polakowi nie udało się uchronić drużyny od porażki, choć zaliczył kilka bardzo dobrych interwencji.




Po ostatnim gwizdku stanął przed kamerami „Canal+ Sport”. Podkreślał, że mimo wyniku jest dumny ze swoich młodszych kolegów. Życzył im również wielu wygranych Lig Mistrzów w przyszłości.

– Bardziej niż zły jestem dumny z tych młodych chłopaków. Dla większości z nich to jest początek kariery. Dzisiaj przegrali i wszystkim będzie trochę smutno, ale udowodnili, że wygrają jeszcze sobie ten puchar parę razy w życiu – przyznał Szczęsny.

Szymon Marciniak w ogniu krytyki po półfinale Ligi Mistrzów. Pedri przejechał się po Polaku

Pedri nie oszczędził Szymona Marciniaka po przegranym półfinale Ligi Mistrzów z Interem (3-4). Hiszpan stwierdził wręcz, że pracy arbitra powinna bliżej przyjrzeć się UEFA.




Za nami jeden z najlepszych dwumeczy w historii Ligi Mistrzów. Inter Mediolan pokonał FC Barcelonę w sumie wynikiem 7-6 i zagra w finale tegorocznych rozgrywek. Rewanż na San Siro rozstrzygnęła dopiero dogrywka.

„Jest wiele rzeczy, który nie rozumiem”

Choć o samym dwumeczu mówi się bardzo dużo, to wiele mówi się również o Szymonie Marciniaku. I niestety nie są to pochlebstwa. Polak poprowadził półfinałowy rewanż i zbiera teraz masę krytyki.




Szczególnie niezadowolony z pracy Marciniaka jest obóz FC Barcelony. Według zawodników oraz Hansiego Flicka, wszystkie stykowe sytuacja były rozstrzygane na korzyść Interu. Wiele mówi się przede wszystkim o sytuacji z 68. minuty, gdy podyktowano rzut karny za faul na Yamalu, a po analizie VAR decyzja została niesłusznie cofnięta.

– UEFA powinna przyjrzeć się temu sędziemu. Jest wiele rzeczy, których nie rozumiem. Zgadzam się z Hansim Flickiem, że wszystkie sytuacje 50 na 50 były na korzyść rywali – ocenił Pedri.

Duże wzmocnienie Rakowa! Ogłoszono wielki powrót do Ekstraklasy

Raków Częstochowa zaczął już teraz wzmacniać się na przyszłość. Klub ogłosił duży powrót do Ekstraklasy. Pion sportowy klubu zostanie wzmocniony Arturem Płatkiem.




W Częstochowie nikt nie pełni funkcji dyrektora sportowego. Spekulowano, że mogłoby się to zmienić po zatrudnieniu Płatka. Raków poinformował jednak o innej roli dla doświadczonego działacza.

Doradca

Z oficjalnego komunikatu Rakowa wynika, że Płatek obejmie stanowisko doradcy zarządu klubu ds. sportowych. Kontrakt, który podpisał, obowiązuje do końca przyszłego sezonu, ale zawarto możliwość jego przedłużenia o kolejne dwa sezony.




– Nowy doradca będzie odpowiedzialny za realizację długofalowej strategii sportowej klubu. Do jego zadań należeć będzie także nadzór nad polityką transferową, wsparcie w procesie skautingu i negocjacji transferowych oraz rozwój struktury sportowej, w tym wspieranie pracy sztabu szkoleniowego i procesu budowy kadry – czytamy na stronie Rakowa.

Płatek wraca tym samym do Ekstraklasy po bardzo długiej przerwie. Ostatni raz w Polsce pracował jako koordynator sportowy w Górniku Zabrze. W ostatnim czasie pełnił z kolei funkcję dyrektora sportowego bułgarskiego Botewa Płowdiw. Z kolei w latach 2012-2018 pracował jako skaut w Borussii Dortmund.

Zbigniew Boniek bezlitosny wobec Frederiksena. „Zostawiłbym go tylko w przypadku zdobycia mistrzostwa Polski”

Zbigniew Boniek ma zdecydowane stanowisko, co do przyszłości Nielsa Frederiksena w Lechu Poznań. Według działacza, „Kolejorz” powinien zwolnić trenera, jeśli zakończy sezon bez mistrzostwa Polski.




Do końca Ekstraklasy pozostały zaledwie trzy kolejki. Na finiszu widać dwóch zdecydowanych faworytów do tytułu mistrza Polski – Raków Częstochowa i Lech Poznań. „Medaliki” mają obecnie na koncie 65 punktów, podczas gdy rywal traci do nich dwa „oczka”.

Brak mistrzostwa = zwolnienie?

Po jesiennej rundzie sytuacja wyglądała zgoła inaczej. To Lech przewodził w tabeli i wyrastał na głównego kandydata do tytułu. Tymczasem wiosenne wpadki ze Śląskiem czy Lechią, pozwoliły odrobić stratę Rakowowi.

Za ostatnie miesiące swojej pracy gorsze recenzje zbiera także Niels Frederiksen. Według Zbigniewa Bońka, media powinny mocno przeanalizować pracę duńskiego szkoleniowca.




– Bardziej niż o Feio mówiłbym o Frederiksenie. Zostawiłbym go tylko w przypadku zdobycia mistrzostwa Polski – ocenił Boniek w „Prawdzie Futbolu”.

– Nie zapomnijmy, że Lech mógł mieć 5 czy 6 punktów przewagi. Nie mieli żadnych innych rozgrywek. Lech musi mieć nieco większe ambicje niż tylko walczyć o tytuł – dodał.

Jeśli Lech myśli nadal o mistrzostwie Polski, to musi w trzech ostatnich kolejkach nie dość, że wygrywać, to jeszcze liczyć na potknięcie Rakowa. W najbliższej kolejce „Kolejorz” zagra na wyjeździe z Legią Warszawa. Później Lech zmierzy się jeszcze z GKSem i Piastem Gliwice.

Kibice Pogoni domagają się kary dla Legii. Do PZPN trafiło oficjalne pismo od jednego z poszkodowanych

Kibice Pogoni Szczecin apelują do PZPN o wyciągnięcie konsekwencji wobec kibiców Legii Warszawa. To pokłosie wydarzeń, jakie miały miejsce przy okazji finału Pucharu Polski.




Legia Warszawa w miniony piątek wygrała Puchar Polski. W finale na PGE Narodowym „Wojskowi” wygrali z Pogonią Szczecin (4-3). Wokół spotkania narobiło się sporo afer.

Apel kibiców

Wcześniej kibice Legii uderzali w PZPN przez kwestie organizacyjne. Federacja odpowiedziała z kolei niezastosowaniem się do obowiązujących procedur. Do głosu doszła także policja, która podkreślała niestosowane zachowanie sympatyków stołecznego klubu.




Teraz z kolei konsekwencji wobec Legii domagają się kibice Pogoni. Legioniści mieli dopuścić się agresji wobec kibiców rywali. Jedna z poszkodowanych osób zwróciła się w oficjalnym piśmie do Adama Gilarskiego, rzecznika dyscyplinarnego PZPN.

Fragmenty listu:

Szanowny Panie Gilarski,

zwracam się z prośbą o pilne podjęcie zdecydowanych działań dyscyplinarnych wobec Klubu Legia Warszawa w związku z przemocą, do której doszło podczas finału Fortuna Pucharu Polski w dniu 2 maja 2025 r. na PGE Narodowym. Jako osoba obecna na meczu i bezpośredni świadek niepokojących incydentów, czuję się w obowiązku przekazać Państwu szczegółowy opis sytuacji oraz zaapelować o wyciągnięcie konsekwencji wobec Klubu Legia Warszawa.

Jest to kolejna sytuacja, w której kibice Legii Warszawa dopuszczają się agresji – zarówno fizycznej, jak i psychicznej – wobec innych uczestników wydarzenia piłkarskiego. Już przed meczem osoby w barwach Pogoni Szczecin były zastraszane, atakowane i zmuszane do zdejmowania klubowych szalików – bez względu na wiek. Wiele osób relacjonowało, że nie mogli poruszać się swobodnie po Warszawie, nie mówiąc już o bezpiecznym dotarciu na stadion.

Z relacji innych kibiców oraz dostępnych w mediach społecznościowych nagrań jasno wynika, że agresja ze strony części kibiców Legii miała miejsce również w innych punktach miasta oraz na stadionie. Ataki nie omijały nawet dzieci i rodzin z dziećmi oraz Policji. Próby wybielania tych zachowań poprzez publikacje o rzekomej prowokacji są nie tylko nie na miejscu, ale i szkodliwe. 

Po zakończeniu meczu mój mąż i małoletni syn zostali brutalnie pobici przez pięcioosobową grupę sympatyków Legii – w tym kobietę – w rejonie Mostu Poniatowskiego. Do ataku doszło bez żadnej prowokacji, a sprawcy wyszli z pobliskiego baru. Nie byliśmy jedynymi poszkodowanymi. W mediach społecznościowych znajduje się wiele nagrań ukazujących skalę agresji ze strony grup kibiców Legii.

Apeluję do PZPN o: 

  • wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec Klubu Legia Warszawa,
  • nałożenie sankcji, takich jak zakaz udziału kibiców w przyszłych meczach, kary finansowe lub ograniczenia udziału w rozgrywkach pucharowych,
  • oficjalne potępienie prób wybielania środowiska kibicowskiego, zamiast podjęcia odpowiedzialności za przemoc,
  • ustanowienie jasnych zasad odpowiedzialności klubów za działania własnych kibiców. 

Na osobne podkreślenie zasługuje również kwestia nagłego i nieuzasadnionego podniesienia cen biletów po awansie Legii Warszawa do finałuczytamy.

Całość listu do Adama Gilarskiego znajdziecie na pogonsportnet.pl.

Wyjątkowy gest Gholizadeha w meczu z Puszczą. Oddał hołd ofiarom ogromnej tragedii

Lech Poznań w sobotę przejechał się po Puszczy Niepołomice. Jednym z bohaterów „Kolejorza” był zdecydowanie Ali Gholizadeh. Irańczyk złożył przy okazji swojego występu hołd ofiarom tragedii w Bandar Abbas.




Lech kompletnie rozbił w 31. kolejce Ekstraklasy Puszczę, która walczy o utrzymanie. „Kolejorz” wygrał aż 8-1, a Ali Gholizadeh strzelił dwa gole i zanotował asystę. Jego trafienia były szczególnej urody.

Hołd ofiarom

Jednak jeszcze bardziej szczególne było zachowanie Irańczyka po bramkach. 29-latek założył na mecz czarne opaski na oba nadgarstki. Po trafieniach wskazywał wprost na nie.




Jak się okazało, było to skierowane do ofiar tragedii, jaka miała niedawno miejsce w Bandar Abbas. 27 kwietnia na terenie miasta doszło do eksplozji i rozległego pożaru. Nie wiadomo, jaka jest dokładna liczba ofiar, ale mówi się o 70 osobach. Ponad 1200 miało z kolei zostać ranne.

Gest Gholizadeha obiegł już świat. Spotkał się z bardzo ciepłym odbiorem szczególnie w Iranie. Tamtejsze media doceniają pamięć i zachowanie 29-latka.

Policja reaguje na oskarżenia Legii wobec PZPN. Opublikowano bardzo wymowne zdjęcie

Wciąż toczą się spory po finale Pucharu Polski. Legia Warszawa oskarżyła PZPN o nieprawidłowości, a federacja odpowiedziała zarzutami o złamane procedury. Teraz do głosu doszła także policja.




Legia Warszawa wygrała w piątek Puchar Polski. W finale na PGE Narodowym „Wojskowi” pokonali Pogoń Szczecin (4-3).

Spory

Jak to często bywa przy tego typu wydarzeniach, bardzo dużo działo się już przed meczem. Kibice Legii mieli mieć problemy z wejściem na obiekt. Klub oskarżył PZPN w oficjalnym komunikacie o nieprawidłowości organizacyjne. Federacja zdecydowanie się z takimi zarzutami nie zgodziła i je odparła.




Jeden i drugi klub otrzymał z odpowiednim wyprzedzeniem oficjalne informacje — przekazane również na odprawie z Delegatem oraz Policją — którym wejściem należy wprowadzić oprawy meczowe. W przypadku Legii Warszawa wyznaczono bramę nr 4. W celu uniknięcia zatorów przy wejściu na stadion organizator ustalił, że oprawy mają zostać dostarczone na teren obiektu do godziny 12.00. Z nieznanych organizatorowi powodów oprawa kibiców Legii została dostarczona pod inną bramę — nr 2 — i w późniejszej godzinie. Ten fakt był głównym powodem powstałych utrudnień i opóźnień w wejściu na stadion. Ponieważ wywołało to komplikację ze sprawdzeniem oprawy. Kibice sami zdecydowali, że wstrzymują wchodzenie oraz, że nie wpuszczą innych sympatyków Legii na czas kontroli bezpieczeństwa oprawyczytamy w odpowiedzi opublikowanej na łamach „Przeglądu Sportowego”.

W sumie dotarliśmy do momentu, gdy dwie strony przedstawiały kompletnie inne narracje. Legia zaznaczała, że jej kibice zostali zlekceważeni i byli prowokowani przez służby. PZPN z kolei zaznacza, że kluby znały procedury i je zaakceptowały. Poznaliśmy jeszcze trzecią stronę sprawy.

– Stołeczna Policja od zawsze podejmuje działania zapewniające bezpieczeństwo podczas imprez sportowych. Imprez, które są świętem dla kibiców, imprez, które mają przebiegać w duchu sportowej rywalizacji. Niestety dobra atmosfera i pozytywne emocje związane z przeżywaniem wzlotów i upadków ulubionych drużyn, często są zakłócane przez chuliganów i pseudokibiców – opisała Polska Policja.

– Podczas czwartkowego meczu o Puchar Polski, policjanci zatrzymali blisko 100 osób. Część z nich była pod wpływem narkotyków i alkoholu, a także posiadała przy sobie niebezpieczne przedmioty, którymi rzucała w kierunku służb porządkowych i Policji. Funkcjonariusze w toku przeszukań tych osób zabezpieczyli liczne wyroby pirotechniczne oraz środki odurzające. Niektórzy poszukiwani byli przez organy ścigania, celem odbycia kary pozbawienia wolności. Zatrzymani chuligani byli agresywni i stwarzali realne zagrożenie dla innych uczestników tego sportowego święta, a pamiętajmy, że na mecze często przychodzą rodziny z małymi dziećmi – dodano.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.