Jakub Moder podbija serca angielskich dziennikarzy i kibiców. „To czysty czołg”

Jakub Moder w poniedziałek po raz trzeci z rzędu wyszedł na boisko Premier League w barwach Brighton. Polski pomocnik zanotował kolejny dobry występ, czym zaimponował angielskim mediom. 

Brighton tylko zremisowało z Evertonem na rozpoczęcie tygodnia (0-0). „Mewy” mogą odczuwać po takim rozstrzygnięciu niedosyt. Do bramki mógł trafić między innymi Moder, i to dwukrotnie, jednak zabrakło mu nieco skuteczności. Pomimo tego i tak zebrał dobre recenzje za swój występ.

„Moder to czołg”

22-latek z „The Toffies” zagrał jako odwrócony lewy wahadłowy. Zdaniem „Independent” Polak zagrał świetny mecz, co przełożyło się na jego ocenę. Pomocnik otrzymał aż „ósemkę” w dziesięciostopniowej skali. W zespole gospodarzy tylko Yves Bissouma dostał taką samą notę.

– Reprezentant Polski bez problemu wkomponował się w drużynę Albion. Zagrał z lewej strony, dwukrotnie oddał przyzwoite strzały z pierwszej piłki – napisano w lokalnym serwisie.

W takiej samej skali oceny przyznawali dziennikarze „90min.com”. Tam Moder otrzymał nieco niższą ocenę, bo „szóstkę”, jednak także doceniono jego przegląd pola i dobrą dyspozycję.

– Na początku meczu oddał dobry strzał, który minął bramkę. Później prawie asystował Welbeckowi, lecz jego cross został przechwycony – stwierdzili w uzasadnieniu. Taką samą notę otrzymał również od „Daily Mail”.

Według „Sky Sports” 22-latek był natomiast najlepszym piłkarzem „Mew”. Przełożyło się to na jego ocenę, która wyniosła tym razem „7”. Podobnie ocenili go dziennikarze „sussexlive.co.uk”.

– Znów dobrze zagrał w roli wahadłowego. Ciężko pracował w obronie i stwarzał zagrożenie w grze do przodu. Pokazał wszechstronność i zaangażowanie – podsumowano.

Swoje dołożyli także kibice. Fani Brighton są zakochani w Moderze od czasu jego debiutu. Na Twitterze pojawiało się mnóstwo pochlebstw pod adresem byłego piłkarza Lecha Poznań. Jeden z kibiców stwierdził nawet, że „Moder to czysty czołg”.

Bayern przekazał dobre wieści w sprawie Lewandowskiego. Powrót coraz bliżej

Robert Lewandowski może wrócić wcześniej niż zapowiadano! W poniedziałek pojawiły się zdjęcia Polaka z treningu. 32-latek jest na dobrej drodze do pełnego wyleczenia kontuzji.

Przypomnijmy, że po meczu z Andorą Lewandowski doznał kontuzji prawego kolana. Wykluczyła go ona z dwumeczu z PSG w Lidze Mistrzów, a także kilku spotkań w Bundeslidze. Pierwotnie Polak miał wrócić dopiero po starciu z Bayerem Leverkusen, które zaplanowano na 20 kwietnia.

Znowu biega

W poniedziałek z Monachium dostaliśmy świetne wieści. Bayern potwierdził, że Lewandowski pierwszy raz od pojawienia się urazu odbył trening biegowy bez przeszkód. Takie informacje napawają kibiców optymizmem.

Co więcej, „Bild” podał, że 32-latek wcale nie musi opuścić meczu z Bayerem 20 kwietnia. Szybka regeneracja i dobrze postępująca rehabilitacja powodują, że snajper „Die Roten” może być gotowy na spotkanie z „Aptekarzami”. Póki co są to oczywiście tylko domniemania, jednak kolejne zdjęcia Lewandowskiego z treningów powinny sugerować, że wraca do zdrowia.

Bjelica skrytykował zarząd Lecha Poznań. „Walczysz o mistrza, a oni proszą cię o grę młodymi zawodnikami”

Nenad Bjelica jest znany polskim kibicom, szczególnie w Poznaniu. Chorwat miał okazję prowadzić Lecha Poznań kilka lat temu. Szkoleniowiec NK Osijek wrócił do czasów swojej przygody w Ekstraklasie w rozmowie z „germanijak.hr”.

Bjelica z Lechem związany był przez dwa lata. „Kolejorza” prowadził od 2016 do 2018 roku. Nie sięgnął jednak w Polsce po żadne trofeum, co zaowocowało zwolnieniem go przez władze klubu. Później zaistniał na arenie międzynarodowej prowadząc Dynamo Zagrzeb w Lidze Mistrzów.

Konflikt z władzami

Chorwat nie spełnił pokładanych w nim oczekiwać, jednak kiedy odszedł z Lecha udowodnił, że potrafi dobrze poprowadzić zespół. 49-latek w rozmowie z „germanijak.hr” nie ukrywa, że współpraca z właścicielami „Kolejorza” nie była zbyt udana. Być może to właśnie przez to nie udało mu się osiągnąć w Polsce sukcesów.

– W ogóle nie dzielę graczy na starych i młodych, ale na tych, którzy mogą i tych, którzy nie mogą. Tak więc może być jeden gracz, który ma 31 lat i może dać więcej niż niektórzy młodzi ludzie w wieku 20 lat i odwrotnie. Nie jestem zwolennikiem młodych grających tylko dlatego, że są młodzi, ale kiedy na to zasługują. Nie tylko w Dinamie, nie tylko w Osijeku – stwierdził jasno Bjelica.

– Byłem w polskim Lechu Poznań i mieliśmy młodą drużynę w IV lidze, a klub chciał grać młodymi zawodnikami. Teraz walczysz o mistrza Polski, a oni proszą cię o grę młodymi zawodnikami, którzy zajmują ósme miejsce w IV lidze. Czy to realistyczne? – dodał na koniec.

Zaskakujące zachowanie Bayernu w sprawie Boatenga. Tak dowiedział się, że odchodzi

Jerome Boateng od dekady jest piłkarzem Bayernu Monachium. Można zaryzykować tezę, że w stolicy Bawarii zapracował już sobie na miano legendy, a na pewno jednej z ikon klubu. Jego czas w „Die Roten” jednak przemija i po sezonie rozstanie się z mistrzem Niemiec. „Sport1.de” dowiedział się, w jaki sposób 32-latka poinformowano o nieprzedłużeniu kontraktu latem.

Hasan Salihamidzić wraz z resztą rady nadzorczej Bayernu Monachium, zdecydował się nie przedłużać kontraktu Boatenga. Jego umowa wygasa najbliższego lata. Już od dłuższego czasu niemieckie media przebąkiwały, że podjętą tę decyzję i 32-latek rozgrywa ostatni sezon w barwach „Die Roten”.

„Dobrze, że w kiblu mu nie powiedział”

Florian Plettenberg, dziennikarz „sport1.de” dotarł do informacji o tym, jak Boateng dowiedział się o rozstaniu z Bayernem. Mimo statusu, na jaki zapracował sobie stoper, potraktowano go jak „zwykłego” zawodnika. Salihamidzić miał rozmawiać 32-latkiem o rozstaniu… kilka godzin przed meczem z PSG. Do spotkania obu panów doszło po porannej rozgrzewce.

– Salihamidzić miał powiedzieć Boatengowi w dzień meczu z PSG, tuż po porannym treningu, że klub nie przedłuża z nim umowy. 10 lat w klubie, 17 trofeów, mistrz świata, dwie potrójne korony. Dobrze, że mu w kiblu nie powiedział, podczas mycia rąk – napisał Tomasz Urban, dziennikarz „Eleven Sports”.

Boateng do Bayernu trafił w 2011 roku z Manchesteru City. Doświadczony stoper święcił w Bawarii największe sukcesy. Z klubem między innymi ośmiokrotnie sięgnął po mistrzostwo Niemiec. Będąc zawodnikiem Bayernu został także mistrzem świata z narodową reprezentacją w 2014 roku.

W sumie w barwach „Die Roten” przez dekadę zaliczył 356 występów, w których strzelił 10 bramek oraz dołożył 25 asyst.

Szczęsny wrócił do łask. Włoscy dziennikarze znowu zachwyceni. „Super obronił strzały”

Po ostatnim meczu Juventusu Wojciech Szczęsny znowu znalazł się na ustach włoskich dziennikarzy. Przerwa od gry najwidoczniej wyszła mu na dobre. Media z Półwyspu Apenińskiego nie mogły się nachwalić polskiego bramkarza po spotkaniu z Genoą.

Choć derby Turynu rozgrywane przed tygodniem zakończyły się teoretycznie nie najgorszym wynikiem (remis 2-2), to Szczęsny nie mógł zaliczyć meczu do udanych. Polak zawinił przy obu golach „Byków” i zebrał fatalne recenzje.

Andrea Pirlo zdecydował się z tego powodu posadzić go na ławce w kolejnym spotkaniu. Jak widać przerwa dobrze na niego wpłynęła. W niedzielę 30-latek wrócił do bramki „Starej Damy” i zanotował świetny występ.

Powrót w wielkim stylu

Szczęsny w wygranym meczu z Genoą (3-1) popisał się dwiema kapitalnymi interwencjami. Jeszcze w pierwszej połowie wygrał pojedynek „sam na sam” z Ginalucą Scamaccą, zaś po zmianie stron odbił potężny strzał Marko Pjacy.

Po zakończonym spotkaniu nachwalić się go nie mogli włoscy dziennikarze. Ich zdaniem Polak rozegrał świetny mecz, a przerwa dobrze mu zrobiła.

– Po kiepskim występie w derbach Turynu, Wojciech Szczęsny wrócił do podstawowego składu. Był bardziej skoncentrowany. Krótko mówiąc, wydaje się, że wykluczenie go z meczu z Napoli miało swój powód. Super obronił strzały Scamaccy i Pjacy – napisano we włoskim oddziale „Goal.com”. Portal przyznał mu także najwyższą notę spośród piłkarzy obecnych na boisku – 6,5 (takie same otrzymali Rabiot, Morata, Kulusevski i Danilo oraz Scamacca z Genoi).

Dziennikarze podkreślają jednocześnie, że przy bramce dla gości Szczęsny był bezradny. Gdyby nie on, Juventus mógłby znowu stracić w głupi sposób punkty. Dzięki świetnym interwencją polskiego bramkarza udało się jednak utrzymać korzystny rezultat.

Kłopoty Moukoko. 16-latek zamknął swoją dziewczynę w apartamencie i wyszedł

Młoda gwiazda Borussii Dortmund, Youssoufa Moukoko może mieć duże problemy. „Bild” poinformował, że 16-latek pokłócił się ze swoją dziewczyną, po czym zamknął ją w apartamencie, a następnie… poszedł sobie. O sprawie poinformowała policję. 

Od kiedy świat po raz pierwszy usłyszał o Moukoko, każdy z niecierpliwością wyczekiwał jego debiutu w BVB. Dzień po swoich 16. urodzinach utalentowany zawodnik dokonał tego i pojawił się w meczu seniorskim na poziomie Bundesligi.

Aktualnie na koncie ma 15 występów, a także trzy strzelone bramki na koncie. Bilansu jednak nie poprawi już w tym sezonie. Nastolatek zmaga się z urazem stopy, którego nabawił się w meczu fazy grupowej Mistrzostw Europy U-21.

W centrum uwagi

Chociaż Moukoko nie skupia na sobie uwagi mediów swoimi występami, to znalazł na to inny sposób. „Bild” poinformował o aferze związanej z 16-letnim talentem Borussii.

Piłkarz zaprosił do apartamentu swoją dziewczynę, aby z nią porozmawiać. Pomiędzy parą wywiązała się kłótnia. Co zrobił Moukoko? Zamknął swoją partnerkę we wspomnianym apartamencie i wyszedł.

„Bild” dodał, że zawodnik umówiony był na inne spotkanie. Zamykając dziewczynę miał pewność, że po powrocie będzie mógł kontynuować z nią rozmowę. Dziewczyna okazała się jednak sprytniejsza i o całym zajściu poinformowała policję.

Brak konsekwencji… czy aby na pewno?

Po powrocie 16-latek musiał wytłumaczyć się obecnym na miejscu funkcjonariuszom. Na szczęście dla niego dziewczyna postanowiła nie wnosić żadnych oskarżeń.

– Mogę potwierdzić, że taka sprawa się pojawiła, ale kobieta nie wnosiła później żadnych oskarżeń ani nie zawiadomiła nas o popełnieniu przestępstwa – poinformował rzecznik policji Oliver Peiler, cytowany przez „Bild”.

Nie oznacza to jednak końca problemów Moukoko. Sprawą zainteresowała się już prokuratura, która zamierza się jej dokładnie przyjrzeć. Przeciwko 16-letniemu zawodnikowi mogą zatem zostać wyciągnięte dodatkowe konsekwencje.

Ronald Koeman zmiażdżył sędziego po porażce z Realem. „Nie da się tego zrozumieć”

Ronald Koeman po porażce z Realem Madryt (1-2) nie krył swojego zdenerwowania. Trener FC Barcelony zarzucił sędziom podczas sobotniej El Clasico źle wykonywaną robotę. Jego zdaniem w jednej sytuacji powinien zostać podyktowany rzut karny.

Real Madryt pokonał Barcelonę po dwóch bramkach w pierwszej połowie. Autorem pierwszego, wyjątkowego trafienia był Karim Benzema. Drugiego zaś jeszcze przed przerwą wbił Toni Kroos. W drugiej połowie Barcelona złapała kontakt za sprawą Oscara Minguezy. Wynikiem 2-1 ostatecznie zakończył się sobotni klasyk.

„Cały świat widział, że to był karny”

Ronald Koeman po zakończonej rywalizacji nie krył swojego gniewu. Holender także na boisku komentował podejmowane przez głównego arbitra decyzje. Kiedy stanął jednak przed dziennikarzami po porażce – wybuchł.

– Karny był bardzo wyraźny. Proszę tylko sędziów o podejmowane właściwych decyzji. Nie jestem jedyną zdenerwowaną osobą. Piłkarze są zawiedzeni decyzją sędziego o niepodyktowaniu rzutu karnego – grzmiał Koeman.

– Sędzia mógł nie widzieć faulu, gdy przewrócono Braithwaite’a, ale jest VAR, który ma mu pomóc. Cały świat widział, że to był karny – dodał.

– I jak to możliwe, że dodano tylko 4 minuty, gdy sędzia potrzebował 3 minut na wymianę sprzętu? Nie da się tego zrozumieć – wściekał się Holender.

– Nie mówię, że przegraliśmy przez sędziego. Graliśmy niewystarczająco dobrze w tym meczu, ale z drugiej strony nie powinniśmy być krzywdzeni takimi decyzjami. Prawda jest taka, że jestem optymistą. Pokazaliśmy, że możemy walczyć. Mamy jeszcze wiele spotkań. Będziemy się bić do ostatniej kolejki – podsumował.

Pique zaatakował sędziego, a Modrić się z niego śmiał. Kamery wszystko nagrały [WIDEO]

Pique zaatakował sędziego, a Modrić się z niego śmiał. Kamery wszystko nagrały [WIDEO]

El Clasico zakończyło się korzystnym wynikiem dla Realu Madryt, który ograł FC Barcelonę (2-1). Kataloński klub ma spory żal do sędziów po porażce w arcyważnym spotkaniu z odwiecznym rywalem. Chwilę po zakończeniu meczu kamery zarejestrowały, jak Gerard Pique skarżył się na pracę Jesusa Manzano. Z tego powodu też zadrwił z niego Luka Modrić.

„Królewscy” wygrali na własnym obiekcie 2-1. Bramki dla ekipy Zidane’a padły jeszcze w pierwszej połowie. Najpierw pięknym trafieniem popisał się Karim Benzema, zaś niedługo później gola dopisał sobie Toni Kroos.

Do szatni Real schodził z dwubramkową zaliczką, jednak po przerwie FC Barcelona nawiązała jeszcze walkę. Na nic zdało się jednak kontaktowe trafienie Mingueza i rywalizację ostatecznie wygrali gospodarze.

„Czekasz, żeby się poskarżyć?”

Tuż po ostatnim gwizdku sędziego w kierunku Jesusa Gila Manzano ruszył Gerard Pique. Stoper całe El Clasico obejrzał jedynie z ławki rezerwowych. Na zachowanie Hiszpana zareagował Luka Modrić, który zadrwił sobie z rywala.

– Czekasz, żeby się poskarżyć, co? – rzucił w stronę Pique Chorwat.

Sędzie w drugiej połowie doliczył do spotkania cztery minuty. Zdaniem 34-letniego defensora było to jednak za mało. To właśnie powiedział w odpowiedzi co Modricia, co pomocnik Realu również po chwili skontrował.

– A ile byś chciał? – zapytał kurtuazyjnie.

Piłkarz Barcelony postanowił nie przejmować się docinkami rywala i i tak ruszył do sędziego. Po chwili wykładał wyraźnie eksponował swoje niezadowolenie.

– Były zmiany, przerwy w grze, a doliczone cztery minuty. To wstrząsające – stwierdził 34-latek.

Pique był na tyle wściekły, że nie dało się go uspokoić. Na nic zdały się próby potrząśnięcia nim przez członków sztabu Barcelony. Ostatecznie zobaczył żółtą kartkę, jednak w tunelu nadal komentował pracę sędziego.

Zdaniem eksperta sędziowskiego „AS”, Eduardo Iturralde Gonzalez Hiszpan powinien dostać nawet czerwoną kartkę. Tłumaczy to tym, że próbował za mocno wejść mu „na głowę”.

– Arbiter nie może sobie pozwolić na to, żeby ktoś przyszedł i go zjadł. Może się mylić, ale nie może stracić autorytetu i tolerować łamania przepisów – uważa były sędzia.

Oficjalnie. Maciej Skorża wrócił do Lecha Poznań! Mecz z Legią obejrzy z trybun

No to oficjalnie! Maciej Skorża wrócił do Lecha Poznań i podpisał kontrakt na dwa lata. Najbliższe spotkanie z Legią obejrzy jednak z trybun. W poniedziałek przejmie zespół – poinformował Lech na Twitterze.

Od zwolnienia Dariusza Żurawia minęło już kilka dni. W ostatnich dniach nasiliły się plotki o potencjalnym następcy szkoleniowca „Kolejorza”. Większość głosów przemawiała za Maciejem Skorżą, którego ostatecznie rzeczywiście przedstawiono jako nowego trenera Lecha.

Polskie El Clasico z trybun

Poznański klub na Twitterze poinformował o podpisaniu ze Skorżą dwuletniego kontraktu. Jednocześnie dodano, że szkoleniowiec dopiero w poniedziałek oficjalnie przejmie drużynę i obowiązki pierwszego trenera. Oznacza to, że najbliższe, sobotnie spotkanie z Legią Warszawa obejrzy z trybun stadionu przy Bułgarskiej.

– Znajdujemy się w trudnym momencie, nasza drużyna gra od dłuższego czasu zdecydowanie poniżej oczekiwań i poniżej swoich dużych możliwości, które prezentowaliśmy wiosną i wczesną jesienią. Chcemy to zmienić i jesteśmy przekonani, że Maciej Skorża jest odpowiednią osobą żeby przywrócić Lecha na zwycięską ścieżkę – skomentował prezes Rutkowski.

49-latek jest dobrze znany kibicom Lecha. Prowadził drużynę w sezonie 2014/15. Wówczas sięgnął z „Kolejorzem” po mistrzostwo Polski, a także Superpuchar Polski.

– Lechowi się nie odmawia. Dobrze wspominam czas mojej poprzedniej pracy w Poznaniu. Udało nam się wówczas sięgnąć po mistrzostwo Polski, ale też przeżyć gorycz porażki. Teraz wracam mądrzejszy o tamte doświadczenia i pełen energii do pracy – powiedział Maciej Skorża.

Legendarny piłkarz regularnie ogląda polską 1. Ligę. Jest wujkiem jednego z zawodników

W 2019 roku Zagłębie Sosnowiec pozyskało Quentina Seedorfa. Wujkiem 20-latka jest legendarny Clarence. Młody zawodnik w rozmowie z „Łączy nas Piłka TV” zdradził, że były piłkarz Ajaxu czy Milanu ogląda jego poczynania w 1. Lidze.

Clarence Seedorf karierę zakończył w 2014 roku. W swoim dorobku ma między innymi czterokrotne zwycięstwo w Lidze Mistrzów. W CV pochwalić się z kolei może występami dla Ajaxu, Realu Madryt, a także Milanu.

Legenda ogląda 1. Ligę

Jak się okazuje, wujek Quentina bacznie śledzi jego występy w polskiej 1. Lidze. W rozmowie z „Łączy nas Piłka TV” 20-latek zdradził, że po każdym meczu pyta Clarence’a o swoje postępy. 45-latek z kolei zawsze mówi mu, co robił dobrze, a co musi jeszcze poprawić.

– Praktycznie po każdym meczu pytam wujka, co sądzie o mojej grze. Daje mi trochę wskazówek, dzieli się przemyśleniami, mówi, co powinienem robić lepiej. Jest dla mnie bardzo ważny – opowiedział Quentin, po czym dodał –  To część mojej rodziny. Kiedy byłem dzieckiem, oglądałem jego mecze. Rozmawiałem z nim o piłce nożnej. Dla mnie jest wzorem do naśladowania.

W tym sezonie 20-latek dziesięciokrotnie wybiegał na pierwszoligowe boiska. Holender w ostatnim meczu Zagłębia z Widzewem Łódź strzelił nawet dwie bramki. Jak przyznaje – był to dla niego wyjątkowy moment.

– Pierwszy gol był dla mnie bardzo ważny, również dlatego, że wcześniej ich nie strzelałem. To dla mnie bardzo istotne, że wreszcie doświadczyłem tego uczucia. Teraz chcę zdobywać kolejne bramki, robić to regularnie i cały czas poprawiać swoją grę – zapewnił.

Mimo dobrego występu Seedorfa w ostatnim spotkaniu to sytuacja jego klubu nie jest do pozazdroszczenia. W tabeli Zagłębie zajmuje dopiero 15. miejsce. Przewaga nad ostatnim GKS-em Bełchatów wynosi natomiast jedynie trzy punkty.

Były piłkarz Barcelony został brutalnie podsumowany. „On nie jest piłkarzem”

Malcom, delikatnie mówiąc, nie był najlepszym transferem w historii FC Barcelony. Aktualnie Brazylijczyk występuje w Zenicie Sankt Petersburg, jednak tam także jego gra pozostawia wiele do życzenia. Na temat jego sytuacji wypowiedział się Denis Ugarow, były piłkarz mistrzów Rosji.

Kiedy w 2018 roku Barcelona sięgnęła po Malcoma, pokładano w nim duże nadzieje. Blaugrana wydała na transfer aż 41 mln euro, żeby wyciągnąć go z Bordeaux. Brazylijczyk nie poradził sobie jednak na Camp Nou i za 40 mln został oddany do Zenita.

Równie duża kwota wydana przez Rosjan na skrzydłowego nakazywała sądzić, że zostanie gwiazdą drużyny. Tak się natomiast nie stało, a 24-latek znowu zaczął zawodzić.

„Malcom nie jest piłkarzem”

O sytuacji zawodnika wypowiedział się były gracz Zenita, Denis Ugarow. W rozmowie z mediami niemal zrównał Malcoma z ziemią.

– Malcom nie jest piłkarzem. Za pieniądze, które wyłożył na niego klub, powinien kierować działaniami ofensywnymi i pomagać w obronie. A on ogranicza się do snucia się po boisku i machania rękami – stwierdził ostro Ugarow.

– To najgorszy transfer w całej historii Zenita. Musimy pozbyć się tego zbędnego balastu – podsumował.

W tym sezonie Malcom dla Zenita rozegrał 20 spotkań, w których zdobył tylko jednego gola. Zaliczył także dwie asysty, jednak na tym kończy się jego dorobek. Kontrakt 24-latka z rosyjskim zespołem wygasa dopiero w czerwcu 2024 roku.

Sergio Ramos z żalem wrócił do rozstania z Sevillą. „Wszystko zostało zmanipulowane”

Sergio Ramos już od wielu lat jest związany z Realem Madryt. Do stolicy Hiszpanii trafił jednak z Sevilli. Kapitan „Królewskich” opowiedział o przebiegu swojego odejścia z Andaluzji i nie ukrywa, że nadal ma żal do władz byłego klubu.

35-latek jest wychowankiem Sevilli. To w jej akademii stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki. Nic więc dziwnego, że kiedy w 2005 roku ogłoszono jego odejście do Realu Madryt, kibice nie byli zadowoleni.

Rodzina oberwała rykoszetem

Reakcja fanów andaluzyjskiego zespołu okazała się bolesna dla samego Ramosa. Wówczas mocno „dostało się” najbliższym piłkarza. 35-latek wspomina, że jego rodzice oraz dziadkowie nie mogli normalnie pójść na stadion Sevilli.

– Wszystko zostało zmanipulowane. To było bolesne nie tylko dla mnie, ale też dla mojej rodziny. Nigdy nie wybaczę bólu, który zadano moim dziadkom i rodzicom. Nie mogli później chodzić na stadion. Z tego powodu przeciwko Sevilli grałem z wściekłością – wyjaśnił Ramos.

Kibice Sevilli wciąż nie wybaczyli Ramosowi odejścia do Madrytu. 35-latek wielokrotnie spotykał się z gwiazdami na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Mimo wszystko zapewnia, że nie żałuje podjętej decyzji. Dodaje także, że gdyby miał jeszcze raz podjąć decyzję – zrobiłby dokładnie to samo.

– Podjąłbym tę decyzję jeszcze tysiąc razy. Nigdy nie pozwoliłbym jednak opowiadać ludziom różnych bzdur. Nie wyjaśniłem tego – to był jeden z największych błędów w moim życiu. Dzisiaj mogę powiedzieć, że byłem i będę piłkarzem Sevilli aż do śmierci. Ale też z dumą mówię o sobie, że jestem kapitanem Realu i reprezentacji Hiszpanii – zapewnił piłkarz, który wypracował sobie status legendy „Królewskich”.

– Moje przejście z Sevilli do Madrytu było uzgodnione między klubami. Nie odszedłem po aktywowaniu klauzuli, jak mówiono – dodał.

Afera po tym, jak sędzia poprosił Haalanda o autograf. „To jest niedopuszczalne”

Po ostatnim meczu Manchesteru City z Borussią Dortmund (2-1) w Lidze Mistrzów, jeden z arbitrów-asystentów poprosił o autograf Erlinga Haalanda. Sytuację zarejestrowały kamery, zaś zachowanie sędziego ostro skomentował Roberto Rosetti, głównoprowadzący tamtejsze starcie.

Rumuński arbiter liniowy, Octavian Sovre po ostatnim gwizdku w pierwszym meczu „Obywateli” z BVB w tunelu poprosił Haalanda o podpis. Norweg miał mu go złożyć na żółtej oraz czerwonej kartce.

Gniew głównego sędziego

Roberto Rosetti pełnił w tamtym meczu rolę głównego arbitra. Odnosząc się bezpośrednio do zachowania asystenta napisał maila do innych arbitrów. Skrytykował postawę Sovre oraz nawoływał do zachowania profesjonalizmu podczas spotkań.

– Temu mamy pomóc, wyglądając i zachowując się jak stanowczy i profesjonalni atleci. Jeśli chcemy być szanowani tak samo, jak piłkarze, to dlaczego mamy ich prosić o autograf czy koszulkę? Czy oni mają takie same prośby wobec nas? To jest po prostu niedopuszczalne. To także kwestia godności. I pamiętajcie o liczbie kamer na meczach UEFA – one wyłapują dosłownie wszystko – miał napisać Rosetti. Do maila dotarła telewizja „Sky Sport”.

Rumuńskie media twierdzą z kolei, że Sovre chciał autografu Haalandu na cel charytatywny. Sędzia liniowy zamierza wesprzeć zbiórkę na rzecz ośrodka pomagającego chorym na autyzm.

Co dalej z Michałem Karbownikiem? Trener Brighton wyjaśnił jego sytuację

Graham Potter na przedmeczowej konferencji poprzedzające spotkanie Brighton z Everton wyjaśnił, czemu Michał Karbownik wciąż czeka na debiut w Premier League. Do tej pory 20-latek rozegrał zaledwie jeden mecz w barwach „Mew”. Szkoleniowiec uspokoił jednak zaniepokojone nastroje.

Razem z Karbownikiem na Wyspy wyleciał Jakub Moder. Póki co to były zawodnik Lecha Poznań lepiej radzi sobie w angielskim otoczeniu. Powoli wyrabia on sobie w Anglii renomę, czego nie można powiedzieć o lewym obrońcy.

„Potrzebuje więcej czasu”

Graham Potter, trener Brighton wyjaśnił, czemu Karbownik nie dostaje swoich szans. Jednocześnie zapowiedział, że 20-latek wystąpi w najbliższy weekend w spotkaniu rezerw „Mew”. Wszystko po to, aby zaczął wchodzić w rytm meczowy.

– Michał miał lekką kontuzję, kiedy tu przyjechał. Zajęło trochę czasu, zanim doszedł do pełni zdrowia. Jest młodym zawodnikiem, który skorzystał na treningach z nami i przebywaniu w grupie – uspokoił Potter na konferencji przed meczem z Evertonem.

– Potrzebuje więcej czasu. Minuty na boisku dadzą mu korzyści, ale rozwija się dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że jest w nowym środowisku – dodał.

– W najbliższych dniach wystąpi w drużynie U-23, aby kontynuować proces adaptacji do brytyjskiego futbolu. Znalazł na ławce rezerwowych na Old Trafford i doświadczył bycia z drużyną. To dobrze, ale musi nadal pracować – podsumował trener „Mew”.

 

Mbappe pozamiatał Bayern i pobił kolejne rekordy. 1,82 sekundy i 11 kontaktów z piłką

Kylian Mbappe znowu zaimponował. 22-latek w meczu z Bayernem ustrzelił dublet, zaś jego drugie trafienie było szczególnej urody. „Sky Sport” wyliczył, że Francuz w 1,82 sekundy zaliczył aż 11 kontaktów z piłką.

W pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów między Bayernem a PSG obrońcy tytuły ulegli przyjezdnym (2-3). Paryżanie odbili sobie porażkę z zeszłorocznego finału. Głównym architektem zwycięstwa na Allianz Arenie był Kylian Mbappe. Swoje dołożył także Neymar, który zanotował dwie asysty oraz Keylor Navas, który bronił wprost niesamowicie.

1,82 sekundy

Po spotkaniu największe zachwyty pojawiły się jednak nad Mbappe. 22-latek przy bramce na 3-2 niemal w pojedynkę rozmontował defensywę rywali. W 68. minucie Francuz ustrzelił dublet, jednak przed zdobyciem gola zrobił aż 11 kroków z piłką przy nodze.

Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie czas, w jakim tego dokonał. „Sky Sport” wyliczył, że zajęło mu to zaledwie 1,82 sekundy! Co więcej, kiedy Mbappe stawiał kolejne kroki wokół niego wciąż byli obrońcy Bayernu. On jednak nic sobie z tego nie robił i jak gdyby nigdy nic po chwili umieścił piłkę w siatce Manuela Neuera.

– Przecież to są cuda. Geniusz – zachwycano sie nad 22-latkiem w internecie.

Pobite rekordy

Mbappe zachwycił w meczu z Bayernem, ale oprócz tego znowu zapisał się w historii. Francuz stał się pierwszym piłkarzem w historii Ligi Mistrzów, który strzelił pięć goli w wyjazdowych meczach ćwierćfinałowych, a wcześniej w 1/8 finału (hat-trick przeciwko FC Barcelonie).

Ponadto, 22-latek ma już na koncie 13 bramek w fazie pucharowej Champions League. Dzięki temu pobił rekord Thierry’ego Henry’ego. Legenda francuskiej piłki i rodak Mbappe strzelił ich w przeszłości 12.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.