Lewandowski liderem na boisku i poza nim. Polak doradza młodym zawodnikom Barcelony

Robert Lewandowski z miejsca stał się liderem i nieodzownym elementem składu FC Barcelony. Polak wspiera swoich kolegów i strzela, cenne dla Blaugrany gole. Jest także wielkim wsparciem dla młodszych zawodników, którym doradza, jak powinni prowadzić swoje kariery. 

34-latek w pierwszych 12 występach dla FC Barcelony strzelił 13 goli. Znakomity bilans szybko zamknął usta krytyków, którzy sugerowali, że Lewandowski nie poradzi sobie w Hiszpanii. Co więcej, w każdym meczu widać wielki wpływ doświadczonego napastnika na resztę drużyny.

Porady

Szczególnie „Lewy” pomaga młodszym kolegom z drużyny. „Mundo Deportivo” spisało listę porad, jakie napastnik kieruje do innych piłkarzy. Mają one im pomóc w dobrym prowadzeniu swojej kariery i niezaprzepaszczeniu ich talentów.

Najważniejszą z nich ma być dieta. 34-latek skupia uwagę na zrezygnowaniu z napojów gazowanych. Taki krok ma znacząco wydłużyć „piłkarskie życie”.

Dodatkowo Lewandowski zaznacza, że ważna jest nauka języka w angielskiego. Nacisk na to w Hiszpanii jest zdecydowanie mniejszy, niż powinien. Biegłe mówienie po angielsku może pomóc podczas udział w różnej maści wydarzeniach, jak gale czy w wywiady.

Równie ważne jest pokorne podchodzenie do swoich obowiązków, także poza piłkarskich. Lewandowski ma uczyć dobrego podejścia do współprac reklamowych, dzięki którym piłkarze rozwijają swój wizerunek.

Hitowy transfer Jakuba Kiwiora na horyzoncie. Spezia wyceniła Polaka!

Jakub Kiwior w bieżącym sezonie notuje bardzo dobre występy w Serie A. Spezia powoli godzi się z odejściem Polaka. Według tuttomercatoweb.com klub dokonał już wyceny stopera. 

Od kilku miesięcy w grze 22-latka widać wyraźne postępy. Kiwior jest podstawowym obrońcą Spezii, regularnie zbierającym dobre noty za swoje występy. Przekłada się to także na reprezentację Polski. Obecnie zawodnik jest rozpatrywany jako kandydat do pierwszego składu „Biało-Czerwonych” na mundial.

Wielka kasa

Kiwior zainteresował wiele silniejszych od Spezii klubów. Minionego lata 12 milionów euro miał za niego oferować West Ham. Wówczas transakcja się jednak nie udała, co może wyjść wszystkim na dobre.

Lewonożny stoper w ostatnich miesiącach poczynił gigantyczne postępy. Obecnie Spezia może więc oczekiwać za niego znacznie większych pieniędzy.

Jak podaje tuttomercatoweb.com klub dokonał wyceny 22-latka. Potencjalne oferty, jakie mogą wpłynąć w przyszłym roku, muszą sięgać około 30 mln euro, aby działacze byli zainteresowani jego sprzedażą. Chętnych nie powinno natomiast brakować. W ostatnich tygodniach sporo mówiło się o Milanie i Juventusie.

Warto zaznaczyć, że gdyby Kiwio faktycznie odszedł ze Spezii za 30 mln, to z miejsca stałby się czwartym najdrożej sprzedanym polskim piłkarzem w historii. Drożsi do tej pory byli tylko: Arkadiusz Milik (32 mln przechodząc z Ajaksu do Napoli), Krzysztof Piątek (35 mln; Genoa –> AC Milan) i Robert Lewandowski (45 mln; Bayern Monachium –> FC Barcelona).

Antony odpowiedział na krytykę. „Jesteśmy znani ze swojej sztuki. Nie przestanę”

Zachowanie Antony’ego w ostatnim meczu Manchesteru United spotkało się z ogromną falą krytyki. Brazylijczyk w końcu przerwał milczenie i odpowiedział. – Nie przestanę – napisał zawodnik. 

„Czerwone Diabły” w miniony czwartek gładko wygrały z Sheriffem Tyraspol 3-0. Antony jeszcze w pierwszej połowie chciał efektownym zagraniem wywieźć w pole jednego z rywali. Z piłką przy nodze wykonał kilka obrotów, po czym… posłał niecelne podanie.

Odpowiedź

Zachowanie Brazylijczyk spotkało się z dużą krytyką. 22-latkowi „proponowano”, aby bardziej skupił się na grze, niż na robieniu sztuczek na boisku. Antony wydaje się jednak nie być tym specjalnie przejęty. Zapowiedział już, że nie ma zamiaru rezygnować z podobnych praktyk.

– Jesteśmy znani ze swojej sztuki. Nie przestanę robić tego, co doprowadziło mnie do tego miejsca – napisał na Instagramie. 

Na Old Trafford Antony trafił minionego lata. Skrzydłowy w 14 występach zgromadził 5 goli i 2 asysty.

Xavi uspokaja ws. Roberta Lewandowskiego. „Pracujemy nad tym”

Xavi zjawił się wczoraj na przedmeczowej konferencji, poprzedzającej dzisiejsze spotkanie z Valencią w La Liga. Hiszpan odpowiedział na pytania dziennikarzy. Opowiedział między innymi o problemie, dotyczącym Roberta Lewandowskiego. 

O ile FC Barcelona nieźle spisuje się w tym sezonie ligi hiszpańskiej, tak w zawodzi w Lidze Mistrzów. Do meczu z Valencią podejdzie po spadku do Ligi Europy. W minioną w środę Blaugrana przegrała z Bayernem Monachium 0-3.

Skuteczność

Pytania na konferencji przed spotkaniem z „Nietoperzami” dotyczyły właśnie ostatniego meczu z Bawarczykami. Przez całe 90 minut piłkarze Xaviego nie oddali nawet celnego strzału na bramkę rywali. Niepokoi to dziennikarzy, którzy pytali o plan na stwarzanie szans Robertowi Lewandowskiemu.

– Pracujemy nad tym, żeby stwarzać więcej szans, nie tylko Robertowi, ale także pomocnikom i skrzydłowym. Jest wiele rzeczy, które musimy poprawić, bo wyniki nam nie towarzyszą, szczególnie w Europie. Musimy częściej znajdować Lewandowskiego i nawiązywać z nim grę – powiedział Xavi. 

Inne pytanie tyczyło się przyszłości szkoleniowca. Hiszpan przyznał, że na razie nie musi się martwić o swoją posadę.

– Mam spokój do pracy, czuję całkowite zaufanie do tego projektu. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwania są wysokie, musimy wygrywać trofea w tym sezonie. Zawiedliśmy w Lidze Mistrzów, ale wciąż będziemy walczyć o zwycięstwo w lidze, Lidze Europy, Pucharze Króla i superpucharze – zapewnił.

– Nadal pracujemy i wierzymy w to, co robimy. Myślę, że wyniki przyjdą, ale jeśli tak się nie stanie, to przyjdzie inny szkoleniowiec – podsumował.

FC Barcelona z dorobkiem 28 punktów zajmuje 2. miejsce w tabeli La Liga. O 3 „oczka” wyprzedza ją jedynie Real Madryt.

Pep Guardiola ma swojego faworyta do wygrania mundialu. Mówił o tym swoim piłkarzom

Niebawem rozpoczną się mistrzostwa świata w Katarze. Julian Alvarez, napastnik reprezentacji Argentyny zdradził, w kim głównego faworyta do tytułu upatruje Pep Guardiola. 

22-letni napastnik często znajdował się wśród zawodników powoływanych do reprezentacji Argentyny. Zawodnik Manchesteru City może być raczej pewny wyjazdu na mistrzostwa świata.

Faworyci?

Co więcej, niewykluczone, że Alvarez z Kataru wróci ze złotym medalem. Argentyna kapitalnie spisuje się pod wodzą Lionela Scaloniego. „Albicelestes” przez wielu są uważani za faworytów do zdobycia tytułu. Podobnie uważa także Pep Guardiola.

– To był jeden z moich pierwszych dni w Manchesterze City. Piłkarze rozmawiali o tym, kto może wygrać mistrzostwo świata, mówili, że Portugalia, Francja itd. Nic nie powiedziałem, ale wtedy Pep zwrócił się do nich: „Wiecie, kto ma największe szanse?”. Wskazał na mnie – wspomina Alvarez w rozmowie z Sebastianem Vignolo.

Argentyna ma za sobą bardzo udane miesiące. Podopieczni Scaloniego wygrali Copa America i od lipca 2019 roku pozostają niepokonani na arenie międzynarodowej. Po drodze wygrali także z Włochami w meczu Finalissimy.

Na mistrzostwach świata w grupie zmierzą się między innymi z Polską. Poza „Biało-Czerwonymi” Argentyna zagra z Meksykiem i Arabią Saudyjską.

Jakub Świerczok usłyszał karę. Nie zagra w piłkę przez najbliższe lata

Sprawdził się najgorszy scenariusz w sprawie Jakuba Świerczoka. Polski napastnik został zdyskwalifikowany na cztery lata za wykrycie nielegalnych substancji w jego organizmie. Do gry wróci najwcześniej pod koniec 2025 roku. 

Od kilkunastu miesięcy ciągnęła się saga związana ze Świerczokiem. Były napastnik Piasta Gliwice został zwieszony do czasu zakończenia śledztwa w sprawie, wykrytych w jego organizmie niedozwolonych substancji.

Finalnie sprawa zakończyła się w najgorszy sposób dla 29-latka. Azjatycka Konfederacja Piłkarska odrzuciła wszelkie apelacje i zdyskwalifikowała Świerczoka na okres czterech lat. Oznacza to, że Polak do gry będzie mógł wrócić dopiero w grudniu 2025 roku.

 

Lech ma gotową strategię na kolejne okna transferowe. Rząsa wskazał priorytety

Lech Poznań szykuje strategię na kolejne okna transferowe. Tomasz Rząsa potwierdził, że rozpoczęli już poszukiwania zawodników na pozycje, których potrzebuje John van den Brom.

Pierwotnie w bieżącym sezonie Lecha miał dalej prowadzić Maciej Skorża. Nieoczekiwany zwrot akcji ws. szkoleniowca i jego sytuacja rodzinna wywołały zmianę na stanowisku trenerskim. Na Bułgarskiej pojawił się John van den Brom, który musiał swoją taktykę dostosować pod to, co budował wcześniej jego poprzednik. Kolejne okna transferowe będą jednak okazją dla Holendra na zbudowanie kadry według swojego pomysłu.

Długofalowy projekt

Tomasz Rząsa, dyrektor sportowy Lecha Poznań na antenie „Viaplay” potwierdził, że właśnie taki jest plan na kolejne miesiące. Przygotowano strategię i nakreślono profil zawodników potrzebnych Bromowi. Realizowany ma on być w ciągu następnych dwóch okienek transferowych.

– Ustaliliśmy już z trenerem oraz szefem skautingu nasze cele transferowe na dwa najbliższe okna, czyli zimę i lato. Zaczynamy pracę. Skauting mocno walczy o dobre nazwiska – zapewniał Rząsa przed meczem z Austrią Wiedeń (1-1).  

Jednym z głównych celi dla klubu będzie pozycja bramkarza. Artur Rudko, ściągnięty na zasadzie wypożyczenia, zupełnie się nie sprawdził. Obecnie pierwszym wyborem w hierarchii pozostaje więc Filip Bednarek.

– Filip Bednarek wygrał rywalizację z Arturem. Broni bardzo dobrze, ma sezon życia. Cieszymy się z tego powodu i tego, że przedłużyliśmy z nim kontrakt. Na każdej pozycji jest jednak rywalizacja, więc i w bramce będziemy robić wzmocnienia. Pamiętamy też, że w Stali Mielec jest wypożyczony Bartosz Mrozek, który znakomicie się spisuje. Jest też „Bączek”, który naciska na resztę bramkarzy. W najbliższym czasie będą zapadać decyzje i piłkarze dowiedzą się o nich pierwsi – oznajmił dyrektor. 

Lech Poznań wciąż ma szanse na awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji. Na ostatnią kolejkę przed końcem rundy grupowej „Kolejorz” ma na koncie 6 punktów i zajmuje 2. miejsce.

Katarczycy złagodzą zasady dot. kibiców na mundialu. Duże upusty gospodarzy

Mistrzostwa świata w Katarze odbędą się na przełomie listopada i grudnia. Już sam termin rozegrania mundialu budził wielkie kontrowersje, a sytuacji nie poprawili gospodarze. Kibice, którzy przylecą na żywo oglądać mecze mieli być zobowiązani do przestrzegania rygorystycznych zasad. Presja, jaką wywarto na Katarczykach spowodowała jednak załagodzenie przepisów. 

Kibicom groziły wielkie kary za niedostosowanie się do zasad, obowiązujących przyjezdnych. Katarczycy ostrzegali między innymi o zakazie publicznego okazywania uczuć, picia alkoholu czy popierania środowiska LGBT. Wywołało to ogromne oburzenie wśród fanów piłki nożnej.

Łagodzenie przepisów

Było ono na tyle duże, że wywarło sporą presję na Katarczykach. Jak się okazuje, na tyle dużą, że prawo zostanie załagodzone. W mediach pojawiły się szczegóły dotyczące zmian. W Katarze karane nie będzie:

  • Rozpowszechnianie i wieszanie tęczowych flag, symbolizujących wsparcie dla środowisk LGBT, na meczach ,
  • Publiczne okazywanie uczuć (niezależnie od orientacji, jakiej będzie para),
  • Picie alkoholu w miejscach publicznych, nawet w nadmiernych ilościach (chyba że popełnione zostanie przestępstwo),
  • Walka o prawa człowieka i nagłaśnianie tego tematu.

 

Włoskie media nie rozumieją decyzji ws. Milika. „Pytanie, co robił na ławce”

Włoscy dziennikarze zarzucają Massimiliano Allegriemu zły wybór w sprawie Arkadiusza Milika. Nie rozumieją, dlaczego Polak rozpoczął spotkanie z Benfiką na ławce rezerwowych. Po wejściu na boisko wpisał się na listę strzelców.  

„Stara Dama” przegrała wczoraj mecz 5. kolejki przeciwko Benfice (3-4). Juventus w drugiej połowie przegrywał aż trzema golami, ale wrócił do gry. Między innymi zasługa w tym Arkadiusza Milika, który zdobył bramkę na 2-4. Nie wystarczyło to jednak do remisu. Wynik ustawił Weston McKennie. Tym samym „Bianconerri” pożegnali się z Ligą Mistrzów.

Zarzuty wobec Allegriego

Występ zarówno Milika, jak i Wojciecha Szczęsnego dziennikarze ocenili całkiem solidnie. Dziennikarze nie są w stanie zrozumieć, dlaczego napastnik rozpoczął mecz z Benfiką na ławce.

– Potwierdził, że jest najskuteczniejszym napastnikiem „Juve”. Pytanie, co robił na ławce – zastanawia się włoski oddział „Eurosportu”, który przyznał Milikowi „6,5” w 10-stopniowej skali. 

– Niewytłumaczalny wybór, by posadzić go na ławce – dodaje „TuttoJuve”.

Milik otrzymał „6” od „Sky”, „Goal” oraz „JuventusNews24”. Większość serwisów była zgodna co do oceny Polaka.

– Odmienił grę Juventusu. Znów potwierdził, jak mistrzowski ma wpływ na ten zespół – uzasadniano. 

Dobre recenzje zyskał także Wojciech Szczęsny. Mimo utraty aż czterech goli dziennikarze zaznaczają, że nie można winić za wszystko akurat 32-latka.

– Niewinny mimo czterech straconych bramek. Jak to często się ostatnio zdarza – stwierdził „Eurosport”. 

21-latek bohaterem hitowego transferu? Pokazuje się kapitalnie w Lidze Mistrzów

Mychajło Mudryk notuje coraz lepsze występy w Lidze Mistrzów i podsyca rosnące nim zainteresowanie najlepszych klubów. Gwiazdor Szachtara Donieck wkrótce może zmienić barwy za wielkie pieniądze. Ukrainiec może kosztować nawet 70 mln euro. 

Mudryk był bohaterem Szachtara w meczu z Celtikiem. Skrzydłowy był autorem pięknego gola „w okienko”, który dał jego drużynie cenny remis. Utrzymał tym samym swoją ekipę w walce o 2. miejsce w grupie F Ligi Mistrzów.

Rośnie zainteresowanie

Dla 21-latka nie był to pierwszy udany występ w Champions League w tym sezonie. Mudryk ma na koncie już trzy gole i dwie asysty w bieżących rozgrywkach. Młody skrzydłowy ma udział co 149 minut przy golach Szachtara. Nic dziwnego, że rośnie zainteresowanie, jakie wykazują nim silniejsze kluby.

Rośnie także cena, za jaką Mudryk mógłby w przyszłości potencjalnie odejść z Szachtara. Według eksperta od ukraińskiego futbolu – Piotra Słonki (@BuckarooBanzai), 21-latek jeszcze 2-3 tygodnie temu był wyceniany na około 70 mln euro. Informacje pochodziły od ukraińskiego dziennikarza – Igora Burbasa.

– Igor Burbas podaje, że kierownictwo Szachtara w prywatnych rozmowach z europejskimi agentami zaznaczało, iż rozpoczyna rozmowy o transferze Michajlo Mudryka od 70 milionów euro. To było 2- 3 tygodnie temu… – napisał Słonka. 

Mudryk mógł zmienić klub już minionego lata. Szachtar otrzymywał wówczas oferty rzędu blisko 30 mln euro, jednak wszystkie skrupulatnie odrzucał. W dłuższej perspektywie taka decyzja mogła okazać się bardzo dobra.

Tomaszewski odpowiada Michniewiczowi. „Chce, żeby jego zeznania zostały odtajnione”

Czesław Michniewicz ostatnio bardzo mocno odpowiedział na krytykę Jana Tomaszewskiego. 74-latek nie szczędził nigdy mocnych słów czy to pod adresem obecnego selekcjonera, czy jego poprzedników. W rozmowie z „TVP Sport” postanowił jednak przeprosić i zaapelować do trenera. 

Michniewicz był gościem Romana Kołtonia w „Prawdzie Futbolu”, gdzie poruszono między innymi temat krytyki Jana Tomaszewskiego. Selekcjoner w bardzo mocnych słowach wypowiedział się o byłym bramkarzu reprezentacji Polski.

– Jan Tomaszewski miał za mocno ściśniętą sznurówkę na koszulce i czasami jak coś powie, to mam wrażenie, że tam występuje niedokrwienie mózgu. Złośliwości pod moim adresem sobie nie szczędzi – wypalił w „Prawdzie Futbolu”.

Skrucha?

Tomaszewski jednak nie zgadza się z takim stwierdzeniem Michniewicza. 74-latek zarzeka się, że jego słowa nie były „krytyką”, natomiast stanowiły wyłącznie „swoje zdanie”.

– Na wstępie chciałem powiedzieć bardzo wyraźnie – nie krytykuję selekcjonera. Kiedy z moich ust padły słowa krytyki? Wypowiadam swoje zdanie, które mam na tematy związane z reprezentacją Polski. Internauci zadają mi pytania za pośrednictwem „Super Expressu”. Nie jestem złośliwy dlatego, że jestem uprzedzony do trenera. W moich wypowiedziach nie ma w ogóle złośliwości. Po prostu wypowiadam swoje zdanie na podstawie tego, co widzę i co czuję – oznajmił dla „TVP Sport” Tomaszewski. 

74-latek przy okazji ponownie wrócił do sprawy, ciągnącej się nieustannie za Michniewiczem. Tomaszewski apeluje o odtajnienie zeznań, jakie selekcjoner złożył we wrocławskiej prokuraturze.

– W dniu nominacji Czesława M. na selekcjonera powiedziałem, że to najczarniejszy dzień w historii polskiego futbolu. Nie powiedziałem tego ze względów merytorycznych. Chodziło mi tylko o względy moralne. Liczba 711 całej piłkarskiej Polsce kojarzy się z tym szkoleniowcem. Podtrzymuję to zdanie, bo dopóki nie zostaną odtajnione zeznania Czesława M., to nie zaakceptuję tej nominacji – podkreślił. 

– Chcę tylko przypomnieć tym, którzy mnie za takie słowa krytykują, że byłem przewodniczącym komisji etyki działającej przy Polskim Związku Piłki Nożnej w związku z aferą korupcyjną. Bardzo dużo wiem w tej sprawie, ale nie mogę mówić o szczegółach. Chcę, żeby jego zeznania zostały odtajnione i tyle – dodał.

Nadzieja na dobry występ

Choć Tomaszewski zdania o Michniewiczu nie zmieni, to nie ukrywa, że liczy na udany występ „Biało-Czerwonych” pod jego wodzą na mundialu w Katarze. Polacy zagrają w grupie z Meksykiem, Arabią Saudyjską i Argentyną.

– Z całego serca życzę reprezentacji Polski, żeby na mundialu w Katarze zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Oby selekcjoner odpowiednio wycelował ze składem. Jeśli moje wypowiedzi odebrał jako złośliwe, to go za nie serdecznie przepraszam. Niech się skupi na mundialu, bo zostało mało czasu. Mimo tego wszystkiego życzę mu wszystkiego najlepszego podczas turnieju – zakończył Tomaszewski. 

Nowe informacje ws. wyroku dla Kamila Glika. Zlekceważył pobitego mężczyznę?

Kamil Glik usłyszał dzisiaj wyrok w sprawie pobicia kibica, jakiego reprezentant Polski dopuścił się w lipcu 2020 roku. „Super Express” dotarł do adwokata pokrzywdzonego i poprosił go o komentarz. Stoper Benevento miał nie tylko pobić Michała B., ale również go zlekceważyć. 

We wtorkowy poranek media zawrzały z powodu wyroku, jaki zapadł ws. Kamila Glika. 98-krotny reprezentant Polski został skazany na karę grzywny oraz odszkodowanie, które musi wypłacić Michałowi B. Ponad dwa lata temu we wsi Skorupki Glik dopuścił się pobicia turysty, który robił zdjęcia jego posesji.

Sąd apelacyjny w Olsztynie podtrzymał orzeczenie sądu pierwszej instancji w Giżycku i zobligował 34-letniego stopera do wypłacenia poszkodowanemu odszkodowania w wysokości 5 tysięcy złotych. Glik musi także zapłacić grzywnę w wysokości 10 tysięcy złotych.

Zlekceważenie?

Sprawa wywołała spore poruszenie w polskich mediach. „Super Express” postanowił nieco głębiej „przekopać” temat i dotarł do adwokata pobitego Michała B., Michała Szewczyka. Ten opowiedział więcej o szczegółach sprawy.

Mój klient od początku parł do tego, żeby tę sprawę załatwić polubownie. Wystarczały mu same przeprosiny. Już policjanci, którzy przyjechali interweniować na miejsce zdarzenia, po rozeznaniu się w sytuacji, po zrozumieniu stanowiska sprawcy, który nie kwestionował tego zdarzenia w początkowym etapie, sami zaproponowali, żeby po prostu przeprosił ofiarę, i żeby na tym się zakończyło. Podejrzewam, że gdyby to się stało, nie byłoby sprawy. Jednak sprawca w ocenie świadków zachował się lekceważąco w stosunku do pokrzywdzonego – cytuje Szewczyka „Super Express”.

Ta prośba została zbyta. Pokrzywdzony poczuł się urażony, dlatego skierował sprawę do sądu. Biorąc pod uwagę późniejszy przewód w Giżycku, klient od początku uznawał, że nie zależy mu na jakichkolwiek pieniądzach. Dlatego nie sformułowaliśmy żadnych roszczeń w kontekście zadośćuczynienia, oczekiwaliśmy tylko przeprosin – tłumaczył dalej adwokat. 

W tym procesie było tzw. posiedzenie pojednawcze, bo była to sprawa z oskarżenia prywatnego. I na tym posiedzeniu proponowaliśmy, żeby tę sprawę zakończyć, podać sobie ręce i wyjść z tego bez szwanku. Ale pan pokrzywdzony czuje się faktycznie pokrzywdzony, bo w niczym nie zawinił, a został zdecydowanie spacyfikowany przez oskarżonego, który był po spożyciu alkoholu. Uważaliśmy, że proces nie był słuszną drogą. Nie chcieliśmy „grillować” sprawcy, nękać go czy też czynić szkody na jego wizerunku. Chcieliśmy tylko przeprosin – podsumował Szewczyk. 

Papszun popiera zmianę godzin rozgrywania meczów w Ekstraklasie. „To jest mordęga”

Marek Papszun odniósł się do terminów rozgrywania meczów Ekstraklasy w okresie jesienno-zimowym. Szkoleniowiec Rakowa domaga się przeniesienia spotkań na wcześniejszą godzinę. 

Sytuacja ekonomiczna na świecie odbija się na wielu płaszczyznach. Rosnące ceny prądu wkrótce mogą się drastycznie przenieść na wydarzenia piłkarskie. Zarząd Ekstraklasy zamierza od nowego roku zmienić porę rozgrywania sobotnich meczów. Do tej pory odbywały się one o 20:00, lecz niebawem mogą zostać przeniesione na… 12:30.

„Mordęga”

Wśród zwolenników takiej zmiany jest między innymi Marek Papszun. Szkoleniowiec Rakowa Częstochowa w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” nie argumentował jednak swojego stanowiska cenami prądu. Zaznacza, że jednym z ważnych czynników jest temperatura.

– W okresie zimowym absurdalne było rozgrywanie spotkań o godzinie 20:00, czy jeszcze później. Pamiętam nasz mecz na Legii, który był rozgrywany przy temperaturze -18 stopni, odczuwalna czasami jest jeszcze niższa. Trawa sięgała za kostki zawodników – mówił Papszun. 

– Moim zdaniem to nie ma sensu i jest absurdalne, jeśli ciężko z zimna jest wytrzymać na ławce trenerskiej czy na trybunach, a co dopiero zawodnikom na boisku. To jest mordęga dla grających i oglądających. Jeśli mamy już wyznaczone terminy styczniowe, to te mecze powinny być rozgrywane za dnia – dodał 48-latek. 

Oczywiście Papszun ma świadomość, że ostateczny głos w tej sprawie będą mieli organizatorzy rozgrywek Ekstraklasy. Taka zmiana mogłaby jednak wpłynąć korzystnie na widowisko. Odbiłoby się to zarówno na komforcie zawodników, trenerów, ale też kibiców.

– Jesteśmy zawodowcami i dostosujemy się do tego, co zostanie wyznaczone, ale jeśli istnieją pewne możliwości, to warto z nich korzystać – podsumował trener Rakowa. 

Kolejny sekret dot. formy Haalanda wyszedł na jaw? Na tym punkcie ma obsesję

Erling Haaland zaskakuje wysoką formą od początku swojej przygody z Manchesterem City. Dziennikarze wciąż zastanawiają się, co stoi za niebywałymi liczbami, jakie osiąga Norweg. 22-latek zwraca uwagę na wiele rzeczy, szczególnie na jakość snu.

Haaland notuje kapitalny początek w Manchesterze City. W swoich pierwszych 15 występach dla „Obywateli” strzelił już 22 gole.

Wartość snu

Nic dziwnego, że dziennikarze i kibice wciąż zastanawiają się, jaki jest sekret skuteczności zawodnika. Niedawno szerokim echem odbiła się dieta, jaką stosuje Norweg. Z dokumentu, opowiadającym o karierze piłkarza wyniknęło niedawno, że dziennie spożywa około 6000 kcal. Co więcej, głównym produktem w jego diecie są między innymi krowie serca oraz wątroby.

Nie sama dieta odpowiada jednak za sukces, jaki osiągnął do tej pory Haaland. Norweg zwraca także ogromną uwagę na jakość swojego snu. Szeroko ten temat opisało „Daily Mail”.

– Opisuje go jako „być może najważniejszą rzecz w życiu”. Na kilka godzin przed zaśnięciem nosi pomarańczowe okulary, które blokują energię emitowaną przez światło naturalne i ekrany cyfrowe. Norweg zakłada też specjalny pierścień, który mierzy jakość snu, temperaturę, stres i tętno – napisali dziennikarze, dodając, że Haaland ma na tym punkcie „obsesję”.

Wieczorem bardzo trudno skontaktować się z Haalandem. Norweg chodzi spać w godzinach 22:00 – 22:30. Jeszcze wcześniej wyłącza natomiast wszelkie urządzenia elektroniczne.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.