21-latek oczekiwał powołania do seniorskiej reprezentacji Polski. „Liczyłem na to powołanie”

Jakub Kałuziński w rozmowie z portalem „Meczyki” wyznał, że liczył na powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski od Michała Probierza. Taki obrót spraw przyjął jednak do wiadomości i nie czuje żadnego rozczarowania.




Już na kilka tygodni przed startem marcowej przerwy reprezentacyjnej w naszym kraju dużo mówiło się o powołaniach. W kontekście dania szansy nowym twarzom wymieniano chociażby Jakuba Kałuzińskiego. 21-latek notuje regularne występy w lidze tureckiej. Biorąc pod uwagę, że w na pozycji defensywnego pomocnika reprezentacja Polski ma duże problemy, powołanie Kałuzińskiego były bardzo prawdopodobne.

Ostatecznie Jakub Kałuziński na znalazł się wśród powołanych na marcowe zgrupowanie. Zamiast niego w szerokiej kadrze pojawił się chociażby Taras Romanczuk. Na debiut w seniorskiej reprezentacji Polski Kałuziński musi zatem jeszcze poczekać. Póki co jest on regularnie powoływany do reprezentacji U-21.

W rozmowie z „Meczykami” Jakub Kałuziński odniósł się do braku powołania na marcowe zgrupowanie. Jak przyznał, liczył, że pojawi się wśród powołanych. Dodał jednak, że nie był rozczarowany zaistniałą sytuacją.

– Rozczarowania nie ma. Ja też nie będę się oszukiwał – liczyłem na to powołanie. Myślałem, że wyglądałem dobrze. Były te głosy, że mogę dostać powołanie. Ale koniec końców taka była decyzja – skomentował Jakub Kałuziński.




Dlaczego Jakub Kałuziński był wymieniany wśród kandydatów do otrzymania powołania? Sam zainteresowany wskazuje dwa główne argumenty. Po pierwsze, doświadczenie w pracy z Michałem Probierzem. Po drugie, granie na pozycji defensywnego pomocnika, gdzie reprezentacja ma niemałe problemy.

– Praktycznie cały rok przepracowaliśmy z trenerem Probierzem. Nasza współpraca była dobra. Możliwe że z tego też te głosy były – przypuszcza Kałuziński.

– Te głosy też były spowodowane tym, że media pisały, że jest problem na pozycji defensywnego pomocnika. Ja zacząłem grać na tej pozycji w Turcji. Były takie głosy, ale stało jak się stało – dodaje.

Michał Budzich