W tym sezonie Arkadiusz Reca jest pewnym punktem włoskiej Spezii. W dzisiejszym meczu przeciwko Bolognii Polak zanotował drugą asystę w tym sezonie Serie A.
https://twitter.com/ELEVENSPORTSPL/status/1495854679628132355?t=Le1opcS5dNahTnmPzjAHtw&s=19
W tym sezonie Arkadiusz Reca jest pewnym punktem włoskiej Spezii. W dzisiejszym meczu przeciwko Bolognii Polak zanotował drugą asystę w tym sezonie Serie A.
https://twitter.com/ELEVENSPORTSPL/status/1495854679628132355?t=Le1opcS5dNahTnmPzjAHtw&s=19
Robert Lewandowski od lat stanowi o sile rażenia Bayernu Monachium. Kapitan reprezentacji Polski bije rekord za rekordem i już wkrótce może stać się najlepszym strzelcem w historii Bundesligi. Felix Magath twierdzi jednak, że najważniejszą postacią na Allianz Arena jest inny zawodnik.
Lewandowski jest w trakcie kolejnego wspaniałego sezonu, jeżeli chodzi o osiągnięcia indywidualne. 33-latek zdecydowanie przewodzi klasyfikacji strzelców Bundesligi z 28. trafieniami na swoim koncie. Drugi na liście Patrik Schick strzelił o 8 goli mniej. Niewykluczone, że „Lewy” do końca rozgrywek będzie walczył o pobicie własnego rekordu bramek w jednej kampanii ligowej. Napastnik Bayernu Monachium wyróżnia się także w Lidze Mistrzów, gdzie tylko Sebastien Haller pokonał bramkarzy rywali więcej razy od niego.
Swoją klasę Lewandowski potwierdził podczas ostatniego meczu przeciwko Greuther Furth. „Kleeblätter” do przerwy prowadzili na Allianz Arena i wydawało się, że mistrzowie Niemiec mogą mieć problem z wygraniem kolejnego ligowego spotkania z rzędu. Na pomoc przyszedł kapitan reprezentacji Polski, który strzelił dwie bramki, a Bayern ostatecznie wygrał 4:1.
Kontrakt 33-latka z „Die Roten” wygasa już po zakończeniu przyszłego sezonu. Póki co nie wiadomo czy zostanie on przedłużony. Według Felixa Maghata, trenera Bayernu z lat 2004-2007, klub powinien skupić się nad umową innego zawodnika. Były szkoleniowiec uważa, że to Manuel Neuer jest kluczową postacią w szeregach niemieckiej drużyny oraz „darem niebios dla niemieckiego futbolu”.
– Większym problemem dla Bayernu będzie moment, kiedy Manuel Neuer odejdzie – powiedział Maghat w rozmowie z „Kickerem”.
W grudniu ubiegłego roku doszło do skandalicznych wydarzeń z udziałem pseudokibiców Legii Warszawa. Po przegranych derbach fani „Wojskowych” zaatakowali autokar z piłkarzami własnego klubu. Jak się okazuje, nikt nie poniesie konsekwencji za tamte wydarzenia.
Przypomnijmy, że do feralnej sytuacji doszło po meczu Wisła Płock – Legia Warszawa. „Nafciarze” pokonali swoich rywali 1:0, tym samym spychając ich do strefy spadkowej. Do dymisji podał się później ówczesny trener mistrzów Polski, Marek Gołębiewski. Nie był to jednak koniec trzęsienia ziemi w szeregach „Wojskowych”.
W drodze powrotnej do Legia Training Center pseudokibice zatrzymali autokar z zawodnikami Legii, a następnie do niego wtargnęli. Poza agresją słowną pojawiła się również ta fizyczna. Najbardziej ucierpieli obcokrajowcy – Mahir Emreli oraz Luquinhas. Obaj piłkarze opuścili już stołeczny klub, a Azer zażądał nawet rozwiązania kontraktu ze względu na tamte wydarzenia.
Wszystko wskazuje na to, że kibole pozostaną bezkarni. Komenda Stołecznej Policji poinformowała, o zakończeniu czynność po przesłuchaniu świadków.
No i bandyci, którzy napadli piłkarzy Legii będą bezkarni. Brawo polska Policja! https://t.co/bh5u7KUU6d
— Szymon Jadczak (@SzJadczak) February 21, 2022
Legia Warszawa nadal przechodzi przez gigantyczny kryzys. Mistrzowie Polski w rundzie wiosennej rozegrali już trzy mecze, z czego udało im się wygrać tylko jeden, inauguracyjny przeciwko Zagłębiu Lubin. Później przyszła porażka z Wartą Poznań oraz bezbramkowy remis z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza. Podczas ostatniego z wymienionych spotkań rozgoryczeni kibice „Wojskowych” przypomnieli swoim piłkarzom o wydarzeniach z grudnia.
– Czy przypomnieć wam szmaciarze o rozmowie w autokarze – można było usłyszeć z sektora gości.
Arkadiusz Milik przeżywa obecnie świetny okres w Olympique Marsylii. Polak strzela gola za golem, lecz sielanka trwa tylko na murawie. Poza boiskiem rośnie bowiem konflikt, który może zdecydować o przyszłości naszego snajpera lub… Jorge Sampaolego!
Mimo początkowych problemów 27-latek w tym sezonie nastrzelał sporo bramek. W 24 występach dla OM uzbierał ich aż 16. Niestety to nadal nie przekonuje Jorge Sampaolego, który najchętniej pozbyłby się naszego rodaka.
Pomiędzy panami ewidentnie nie ma chemii. Gdy była okazja, to Argentyńczyk sadzał Milika na ławce. Gdy jednak Polak pokazywał, że łapie formę, to szkoleniowiec nie miał wymówek. Z tego powodu w ostatnim czasie snajper ponownie zawitał w składzie Marsylii. Głównie jednak meldował się z ławki rezerwowych, za co ma duże pretensje do szkoleniowca. Włoscy dziennikarze sugerują nawet, że w najbliższym czasie władze OM będą musiały podjąć ważną decyzję.
– W sytuacji Sampaoliego i Milika doszliśmy do punktu, z którego nie ma powrotu. Pablo Longoria będzie zmuszony wybrać między piłkarzem a trenerem – czytamy na calciomercato.com.
Niewykluczone, że w wyniku konfliktu oberwie się… Milikowi. Polaka jeszcze zimą łączono ze zmianą klubu, ale ostatecznie pozostał na Stade Velodrome. Niewykluczone, że dobra forma pozwoli mu pozostać w Marsylii również w przyszłym sezonie, lecz obecnie wydaje się stać na gorszej pozycji.
Problemy Legii Warszawa wydają się nie mieć końca. W mediach pojawiła się informacja, o zesłaniu do rezerw jednego z piłkarzy pierwszego zespołu. Nie ma co do tego jednak pewności, gdyż Sebastian Staszewski z „Interii” oraz Marcin Szymczyk z portalu „legia.net” przekazali nieco inne doniesienia w tej sprawie.
Sezon 2021/2022 nie układa się po myśli władz, sztabu, piłkarzy oraz kibiców Legii Warszawa. Pomimo całkiem udanej przygody w europejskich pucharach piłkarzom Legii całkowicie nie idzie na krajowym podwórku. W pozostałej części sezonu Legia będzie musiała walczyć o utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie.
W kadrze pierwszego zespołu Legii zaczęły się także pojawiać problemy dyscyplinarne, tak przynajmniej wynika z doniesień portalu „legionisci.com”. Z opublikowanych informacji dowiadujemy się, że trener Vuković miał zesłać do rezerw Ernesta Muciego.
Albańczyk nie znalazł się w kadrze pierwszego zespołu na ostatni mecz przeciwko Termalice. Ponadto miał on rozpocząć niedzielny sparing z Wigrami Suwałki od pierwszej minuty (wraz z piłkarzami pierwszego zespołu), jednak w ostatnim momencie trener Vuković zdecydował się dopuścić go do gry dopiero w drugiej połowie meczu (wraz z piłkarzami rezerw).
– Albański zawodnik awizowany był do gry od pierwszej minuty w niedzielnym sparingu z Wigrami Suwałki. Decyzją sztabu szkoleniowego, na boisku pojawił się jednak dopiero w drugiej części, razem z zespołem rezerw – czytamy na portalu „legionisci.com”
– Sytuacja ta nie była spowodowana urazem ani problemami zdrowotnymi piłkarza. Wszystko wskazuje na to, że decyzja Aleksandara Vukovicia dotycząca odsunięcia zawodnika związana jest z kwestiami sportowymi i podejściem piłkarza do obowiązków w ostatnich dniach – czytamy dalej.
Nieco inne informacje w tej sprawie ma Sebastian Staszewski. Zdaniem dziennikarza Interii zesłanie Muciego do rezerw jest nieprawdą. Albańczyk nadal ma trenować pod okiem Vukovicia. Podobnego zdania jest Marcin Szymczyk z serwisu „legia.net”.
Pojawiła się informacja, że Ernest Muci został zesłany do zespołu rezerw @LegiaWarszawa. Popytałem na Łazienkowskiej i to nieprawda. Albańczyk w najbliższym czasie wciąż ma trenować z pierwszym zespołem. @SportINTERIA
— Sebastian Staszewski (@s_staszewski) February 21, 2022
Pojawiło się info, że Muci w rezerwach. Nic takiego się nie wydarzyło. Ernest nadal jest zawodnikiem pierwszego zespołu. W Niecieczy poza kadrą, dostał do myślenia. W niedzielę grał z rezerwami, było 13 graczy z szerokiej kadry pierwszego zespołu, a grać mogło 11.
— Marcin Szymczyk (@MarcinSzymczyk1) February 21, 2022
Ernest Muci trafił do Legii Warszawa w lutym 2021 roku. W sezonie 2020/2021 był powoli wprowadzany do nowego zespołu i na wiosnę zagrał w zaledwie 7 spotkaniach. Od początku tego sezonu Albańczyk już regularnie gra w zespole mistrza Polski. W sumie 20-latek uzbierał 29 spotkań, w których zdobył 5 bramek.
źródło: legionisci.com
Nie milkną echa kontrowersyjnej sytuacji z niedzielnego meczu Górnika Zabrze z Rakowem Częstochowa. W dyskusję na Twitterze z Krzysztofem Stanowskim wdał się piłkarz Górnika, Lukas Podolski.
W niedzielę rozegrano 3 spotkania w ramach 22. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Jednym z nich była potyczka Górnika Zabrze z Rakowem Częstochowa, która zakończyła się remisem 1:1. Piłkarze gospodarzy byli o włos od zgarnięcia pełnej puli punktów. Na przeszkodzie stanął jednak VAR.
W doliczonym czasie gry Bartosz Nowak trafił do siatki Rakowa Częstochowa i wyprowadził Górnik na prowadzenie. Jak się później okazało, bramka – zdaniem VAR – została zdobyta w nieprawidłowy sposób. Mianowicie sędziowie dopatrzyli się spalonego.
Rozgoryczenia takim obrotem spraw nie kryli nie tylko kibice Górnika, ale także piłkarze i sztab zespołu. Trener Jan Urban wprost powiedział, że jego drużyna przegrała mecz przez sędziego VAR. Z kolei Lukas Podolski w jednym z wywiadów przedstawił kilka problemów związanych ogólnie z całym system VAR.
Na temat anulowanej bramki pojawiło się mnóstwo dyskusji na Twittterze. W jednej z nich uczestniczył Krzysztof Stanowski, który odpowiedział jednemu z kibiców Górnika Zabrze. Niedługo później dziennikarzowi odpowiedział Lukas Podolski.
Obiektywizm? Gdzie jest moment, w którym piłka wychodzi na aut przed podyktowanym rzutem karnym i dlaczego nie był analizowany? Gdzie jest klatka z momentem podania przy spalonym i nagranie z wozu?
Ty się lepiej Najmanem zajmij, bo to jest partner do dyskusji na Twoim poziomie…— Lukas-Podolski.com (@Podolski10) February 21, 2022
No obiektywizm, czyli coś, co administratorowi tego konta nic nie mówi. Pozdrów Łukasza.
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) February 21, 2022
Fiorentina pokonała Atalantę (1:0) w niedzielnym meczu ligi włoskiej. Strzelec jedynej bramki w tym spotkaniu – Krzysztof Piątek podsumował występ swojego zespołu w rozmowie z telewizją DAZN.
– W pierwszej połowie mogłem zagrać lepiej, ale po przerwie miałem jedną okazję i ją wykorzystałem. To było dla nas bardzo ważne – ocenił po meczu napastnik reprezentacji Polski.
Krzysztof Piątek wierzy, że Fiorentina może awansować do Ligi Mistrzów. Ekipa z Florencji ostatni raz występowała w tych rozgrywkach w sezonie 2009/2010.
– Wierzymy, że możemy awansować do Ligi Mistrzów. Teraz skupiamy się na sobotnim mecz z Sassuolo – powiedział Piątek.
Napastnik Fiorentiny nie ukrywa, że bardzo cieszy się z powrotu do Italii. Jego dyspozycja w Niemczech pozostawiała wiele do życzenia. Krzysztof Piątek w pomeczowej rozmowie z DAZN przyznał, że tęsknił za Włochami.
– Bardzo tęskniłem za Italią, kiedy żyłem w Niemczech. Tutaj czuję się lepiej. Kiedy drużyna dobrze radzi sobie na boisku, wszystko staje się dla mnie łatwe – podsumował.
Źródło: Onet Sport
fot. Fiorentina
Jose Mourinho podczas ostatniego meczu AS Romy z Hellasem Verona (2-2), zobaczył czerwoną kartkę. Portugalczyk pokazywał wymowny gest w stronę sędziego, za co ten wyrzucił go z ławki trenerskiej. Teraz szkoleniowcowi grożą trzy spotkania w zawieszeniu.
Choć Hellas prowadził z Romą na wyjeździe dwiema bramkami, to w końcówce gospodarzom udało się doprowadzić do wyrównania. Do bramki ekipy z Verony trafiali kolejno Christian Volpato i Edoardo Bove. Napięcie na Stadio Olimpico sięgało już zenitu.
Emocji nie wytrzymał Jose Mourinho, którego sędzia wyrzucił w końcówce z ławki trenerskiej. Powodem tak drastycznego posunięcia Luci Pairetto był gest, jakiego dopuścił się szkoleniowiec. Kamery nagrały, jak w stronę arbitra pokazał imitowanie rozmowy telefonicznej.
Dodatkowo Mourinho wykrzykiwał, że sędzia prowadzi spotkanie przeciwko jego drużynie. – Przysłali cię tu celowo, przysłał cię Juventus! – kierował do Pairetto.
https://twitter.com/btsportfootball/status/1495109185624760324?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1495109185624760324%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.meczyki.pl%2Fnewsy%2Fas-roma-szokujace-slowa-jose-mourinho-do-sedziego-portugalczyk-sugeruje-uklad-w-serie-a%2F183092-n
Warto zaznaczyć, że brat Pairetto, Alberto, pracował przez ostatnie osiem lat w Juventusie. Natomiast ich ojciec, Pierluigi był sędzią, który wyznaczał arbitrów w czasie afery Calciopoli. Dlatego słowa Mourinho mogły podwójnie zaboleć rozjemcę tej rywalizacji.
Choć teraz szkoleniowcowi grozi zawieszenie na trzy kolejne spotkania, to jego zachowanie spodobało siłę kibicom Romy. Przed centrum treningowym „Giallorossich” umieszczono transparent z poparciem dla Portugalczyka.
– Nasza wiara, twoja mentalność – masz klucze do tego miasta – napisali fani „Wilków”.
https://twitter.com/Wilku_ASR/status/1495711006634487811?fbclid=IwAR1r2p1MnlFuphCJpYCuIorqvZ3kP46UwJ43n6us6HDP2gMVzaZVCAjIP2I
Bartłomiej Drągowski wrócił do składu Fiorentiny na mecz z Atalantą (1-0). „Viola” wygrała, dzięki bramce Krzysztofa Piątka, ale postawa naszego golkipera również się do tego przyczyniła. Co ciekawe, 24-latek był liderem drużyny w dość nietypowej statystyce.
Zarówno Piątek, jak i Drągowski spędzili na murawie pełne 90 minut. Obaj mogą również mówić o udanym występie przeciwko Atalancie. Ten pierwszy ustrzelił zwycięskiego gola dla „Violi”, natomiast drugi zachował czyste konto. Dla „Drążka” był to dodatkowo pierwszy mecz w Serie A od 3 października.
To właśnie głównie bramkarza doceniono po spotkaniu, choć oczywiście laury zebrał też Piątek. Uwagę na Drągowskim skupiono natomiast głównie przez ciekawą statystykę. Okazuje się bowiem, że Polak miał najwięcej kontaktów z piłką (80) w swoim zespole. Co więcej, zaliczył także najwięcej podań (75). Drugi w tym zestawieniu, stoper Igor Julio miał na koncie „zaledwie” 51 podań.
– Drągowski 80 razy przy piłce. Bramkarz pierwszym rozgrywającym – pisze o Drągowskim „La Gazzetta dello Sport”.
Krzysztof Piątek się rozkręca! Druga bramka w tym sezonie Serie A [WIDEO]
Górnik Zabrze zremisował z Rakowem Częstochowa w niedzielnym meczu PKO BP Ekstraklasy. Sędziowie nie uznali bramki gospodarzy w doliczonym czasie gry, dopatrując się minimalnego spalonego. Jan Urban w ostry sposób skomentował decyzję arbitrów na wozie VAR.
Gospodarze z Zabrza podejmowali Raków w 22. kolejce Ekstraklasy. Górnik objął prowadzenie już w 4. minucie meczu za sprawą trafienia Piotra Krawczyka. Raków odpowiedział w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Gola z rzutu karnego zdobył Ivi Lopez.
W samej końcówce meczu Górnik Zabrze trafił do siatki ekipy z Częstochowy. Po dłuższej analizie sędziowie VAR postanowili anulować tego gola, ponieważ dopatrzyli się minimalnego spalonego.
https://twitter.com/rkedzior/status/1495430148761530371?
Mecz zakończył się remisem 1:1, a trener Jan Urban nie mógł powstrzymać emocji na konferencji prasowej po spotkaniu.
– Kilka słów? No to kilka słów. Mecz przegrany przez sędziego VAR, który jest nieomylny, najlepszy. Uważam, ze tak nie jest. No ale zostawmy to dla niego. Dziękuję – powiedział zdenerwowany szkoleniowiec Górnika Zabrze.
W podobnym tonie po spotkaniu wypowiedział się Lukas Podolski, który udzielił wywiadu Piotrowi Koźmińskiemu z serwisu WP Sportowe Fakty. Mistrz świata z 2014 roku uważa, że VAR zawłaszcza futbol.
Źródło: Górnik TV
Thierry Henry zabrał głos w sprawie sytuacji Arkadiusza Milika. Legendarny Francuz uważa, że polski napastnik musi uszanować decyzje Jorge Sampaoliego.
Relacja Arkadiusza Milika z Jorge Sampaolim nie należy do najlepszych. Polak imponuje formą, jednak argentyński szkoleniowiec wciąż nie ma do niego pełnego przekonania. Były piłkarz Ajaxu i Napoli wypowiedział się niedawno w tym temacie. Napastnik stwierdził, iż nie rozumie decyzji szkoleniowca OM.
Media szeroko komentują relację Sampaoliego z Milikiem. Sytuacja wydaje się być napięta, a głos w tej sprawie zabierają kolejni eksperci. Ludovic Obraniak i syn byłego właściciela OM uważają, że szkoleniowiec powinien dostosować system gry pod polskiego napastnika. Nieco inne spojrzenie na tę sytuację ma Thierry Henry.
– Czasami trudno jest zrozumieć, co robi trener, ale istnieje taktyka. Trener ma swoje pomysły i swoje wybory. Milik może ich nie rozumieć, ale musi je szanować. Kiedy jednak zostanie wezwany, musi być gotowy. To jedyna właściwa odpowiedź – stwierdził Henry.
Źródło: Meczyki.pl
Robert Lewandowski udzielił wywiadu niemieckiej stacji telewizyjnej DAZN po spotkaniu z SpVgg Greuther Fuerth (4:1). Polak nie był zadowolony z pierwszej połowy, w której Bayern przegrywał 0:1.
Bayern Monachium przystępował do meczu z Greuther Fuerth po dwóch wpadkach. Podopieczni Juliana Nagelsmanna przegrali wcześniej z Bochum (2:4) i zremisowali z RB Salzburg w Lidze Mistrzów (1:1). Pierwsza połowa meczu mogła wskazywać na kolejną sensację, ponieważ Bawarczycy jako pierwsi stracili bramkę (w 42. minucie – przyp. red.) i schodzili na przerwę przy wyniku 0:1.
– Nie byłem w ogóle zadowolony z pierwszej połowy. Potrzebowaliśmy naprawdę dużo czasu, aby wejść w mecz. Graliśmy zdecydowanie za wolno. W drugiej połowie było znacznie lepiej, choć popełniliśmy kilka błędów w obronie. Teraz mamy dwa normalne tygodnie, więc możemy popracować nad naszymi błędami – powiedział po spotkaniu Robert Lewandowski.
Ostatecznie Bayern Monachium obrócił losy spotkania i pokonał ekipę Greuther Fuerth 4:1. Robert Lewandowski zanotował w tym meczu dwa trafienia, dzięki czemu ma na swoim koncie już 28 bramek po 23 kolejkach Bundesligi.
Źródło: Dieroten.pl
Lukas Podolski udzielił wywiadu Piotrowi Koźmińskiemu z serwisu WP Sportowe Fakty. Były piłkarz Arsenalu czy Interu wypowiedział swoją opinię na temat systemu VAR.
Lukas Podolski nie jest zwolennikiem używania VAR. Mistrz świata z 2014 roku uważa, że wideo weryfikacja zdarzeń boiskowych zabija emocje. Swoje zdanie podtrzymał po kontrowersyjnym rozstrzygnięciu meczu Górnika Zabrze z Rakowem Częstochowa.
https://twitter.com/rkedzior/status/1495430148761530371
– Mówiłem już wiele razy, również tobie, że to nie zmierza w dobrą stronę. VAR za często zabija emocje. Mało już w tym wszystkim radości, spontaniczności. Co tydzień, i nie mówię tylko o polskiej lidze, są dyskusje o anulowanych golach, kartkach, faulach. Ten VAR trochę zawłaszcza piłkę – powiedział Piotrowi Koźmińskiemu Lukas Podolski.
– Zaczyna to wyglądać tak, że o wyniku czasem nie decyduje się na boisku, a, jak to mówią w Niemczech, w piwnicach, gdzie siedzą sędziowie VAR, albo w wozach, jak w Polsce. Malują te kreski, obserwują. Jak mówiłem, za dużo tego teraz w piłce – dodał.
– Obrońca już nie broni normalnie w szesnastce, ręce trzyma za dupą, bo się boi, żeby nie dostać w nie piłką. Kiedyś futbol był fajniejszy pod tym względem. Ale to też nie tak, że teraz będziemy narzekać tylko, że ktoś nam coś ukradł. Nie, taka jest obecnie piłka, nie zmienimy tego. Trzeba patrzeć do przodu – podsumował mistrz świata z 2014 roku.
Górnik Zabrze zajmuje szóste miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Podopieczni Jana Urbana zgromadzili 32 punkty w 22 spotkaniach. W następnej kolejce zmierzą się z Piastem Gliwice na wyjeździe.
„Mecz przegrany przez sędziego VAR”. Jan Urban ostro po spotkaniu z Rakowem
Źródło: WP Sportowe Fakty
W Stanach Zjednoczonych odbywa się aktualnie SheBelieves Cup. Podczas jednego z meczów doszło do nieprawdopodobnych scen. Reprezentantka Nowej Zelandii, Meikayla Moore, w spotkaniu przeciwko Stanom Zjednoczonym strzeliła aż trzy samobóje w pierwszej połowie.
SheBelieves Cup to turniej kobiet, rozgrywany corocznie od 2016 roku w USA. W aktualnej edycji poza reprezentacją Stanów Zjednoczonych udział biorą także Islandia, Czechy oraz Nowa Zelandia. Zawodniczka ostatniej z wymienionych drużyn zapamięta te rozgrywki do końca życia.
W niedzielę doszło do spotkania pomiędzy USA i Nową Zelandią. Do przerwy gospodynie prowadziły już 3:0, mimo że oddały zaledwie jeden celny strzał na bramkę rywalek. Jak do tego doszło?
Występująca na co dzień w Liverpoolu Meikayla Moore aż trzy razy skierowała piłkę obok swojej własnej bramkarki. Jej pech rozpoczął się w 5. minucie, kiedy przy próbie wybicia wrzutki, wolejem strzeliła pierwszego samobója.
.@sophsssmith making things happen early for the opener!!! 🇺🇸#SheBelievesCup x @Visa pic.twitter.com/CpAvjdhqU1
— U.S. Women's National Soccer Team (@USWNT) February 20, 2022
Kolejne trafienie przyszło kilkadziesiąt sekund później. Tym razem jedna z reprezentantek USA posłała wysokie dośrodkowanie w pole karne Nowozelandek, a Moore po niefortunnej interwencji głową miała na koncie już dwa gole.
.@schuerta + @100Purcent wreak havoc to double the lead! 🇺🇸#SheBelievesCup x @Visa pic.twitter.com/pR3mLaLzg4
— U.S. Women's National Soccer Team (@USWNT) February 20, 2022
Obrończyni „The Reds” dokonała dzieła w 36. minucie meczu. Po raz kolejny podanie we własne pole karne zamieniła na samobója. Kilka chwil później została zmieniona.
name's Purce, because @100Purcent is always in her bag 👜 pic.twitter.com/GAss2w9txG
— U.S. Women's National Soccer Team (@USWNT) February 20, 2022
Po sobotniej porażce Śląsk Wrocław przedłużył swoją passe do sześciu meczów bez wygranej. W związku z tym faktem frustracja kibiców ciągle rośnie. Niezadowolenie z gry zespołu poskutkowało starciem na Twitterze pomiędzy Krzysztofem Mączyńskim a Marcinem Torzem.
Wszystko zaczęło od odpowiedzi dziennikarza, na jeden z komentarzy:
– To wiesz co Marcin weź nic nie pisz tylko idź im wpierdol spuść – stwierdził kibic.
– Trzy piwa dopiero – odpisał dziennikarz.
Na odpowiedź dziennikarza zareagował Krzysztof Mączyński zamieszczając popularną emotikonkę śmiechu i płaczu. Jednak kapitan Śląska raczej nie przewidział, że jego reakcja będzie punktem zapalnym dość nieprzyjemnej dyskusji:

34-latek zareagował także na późniejszy wpis dziennikarza Super Expressu w którym ten stwierdził, że nie zdziwi się jeśli przez swoją postawę Krzysztof Mączyński straci opaskę kapitana:
