🚨⚽️ 𝐆𝐎𝐀𝐋 | Fluminense 0-1 Chelsea (João Pedro 18′) pic.twitter.com/oOBDjh9IQR
— EuroFoot (@eurofootcom) July 8, 2025
🚨⚽️ 𝐆𝐎𝐀𝐋 | Fluminense 0-2 Chelsea (João Pedro 56′) pic.twitter.com/SQRvE3u1xv
— EuroFoot (@eurofootcom) July 8, 2025
🚨⚽️ 𝐆𝐎𝐀𝐋 | Fluminense 0-1 Chelsea (João Pedro 18′) pic.twitter.com/oOBDjh9IQR
— EuroFoot (@eurofootcom) July 8, 2025
🚨⚽️ 𝐆𝐎𝐀𝐋 | Fluminense 0-2 Chelsea (João Pedro 56′) pic.twitter.com/SQRvE3u1xv
— EuroFoot (@eurofootcom) July 8, 2025
PZPN ogłosi nowego selekcjonera reprezentacji Polski w najbliższych dniach. Wciąż nie wiadomo, kto przejmie kadrę po Michale Probierzu. Mateusz Borek już teraz zdradził jednak, kogo chętnie widziałby w sztabie szkoleniowym.
Kilka dni temu Cezary Kulesza przekazał, że nowego selekcjonera już wybrano. Nie ujawniono jednak nazwiska, bo kontrakt wciąż czeka na podpis. Według informacji Tomasza Włodarczyka z Meczyków, w grze pozostają dwa nazwiska: Jan Urban i Adam Nawałka.
Głos zabrał również Mateusz Borek. W programie Kanału Sportowego przyznał, że chętnie zobaczyłby w sztabie Jacka Magierę.
– Zobaczyłbym go w kadrze, ale jako asystenta selekcjonera. Mnie bardzo interesuje sztab nowego selekcjonera, bo to w Polsce często jest bagatelizowane, ale chciałbym, żeby każde ogniwo sztabu było mocne i budowało pierwszego trenera – podkreślił Borek.
Nowego selekcjonera poznamy w ciągu kilku dni. Wtedy też ujawnione zostaną nazwiska współpracowników ze sztabu. Wcześniej mówiło się o Łukaszu Piszczku, ale on – według najnowszych informacji – nie planuje na razie pracy w reprezentacji.
Źródło: Kanał Sportowy, Przegląd Sportowy Onet
Jeszcze niedawno był jednym z największych zaskoczeń w kadrze Michała Probierza. Patryk Peda otrzymał powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski i zadebiutował od razu w wyjściowym składzie. Dziś jego kariera wyraźnie wyhamowała, a zainteresowanie z Ekstraklasy? Niewielkie.
Michał Probierz w reprezentacji słynął z nieoczywistych decyzji personalnych. Tak było chociażby z Maxim Oyedele, który w pierwszym meczu w kadrze mierzył się z Portugalią i zebrał negatywne recenzje. Peda trafił do kadry przy nieco mniejszym szumie — debiutował przeciwko Wyspom Owczym i Mołdawii, ale rozegrał pełne 90 minut w obu spotkaniach.
Wydawało się, że defensor zbuduje na tym kapitał. Mimo młodego wieku i reprezentacyjnego debiutu, Peda nie zrobił jednak spodziewanego kroku do przodu. Ostatni sezon spędził w Serie B, gdzie był wypożyczony z Palermo do Juve Stabia.
W minionych tygodniach pojawiły się plotki o możliwym transferze Pedy do Ekstraklasy, konkretnie do Górnika Zabrze. Te informacje jednoznacznie zdementował Michał Siara, członek zarządu zabrzańskiego klubu.
– Nie ukrywam, że to, co widziałem w mediach na temat tego zawodnika i Górnika, było dla mnie zaskoczeniem. Gdybyśmy policzyli wszystkich zawodników analizowanych chociaż raz przez dział sportu, skautów i samego dyrektora Milika, to może gdzieś tam się pojawiał. Na pewno nie przeszedł jednak dalszych weryfikacji, powiedzmy, że w TOP50, TOP70 nie był – powiedział Siara w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.
Dziś trudno sobie wyobrazić, że jeszcze w 2023 roku Peda był podstawowym graczem seniorskiej kadry. Dwa lata później nie mieści się nawet w szerokim gronie piłkarzy rozważanych przez kluby Ekstraklasy.
Portal transfermarkt.de wycenia Patryka Pedę na 450 tysięcy euro. 23-latek ma umowę z Palermo do końca czerwca 2028 roku.
Źródło: Przegląd Sportowy Onet, Sport.pl
To transfer, jakiego polska piłka jeszcze nie widziała. Peter Moore, były prezes Liverpoolu, wiceprezes Microsoft Xbox i dyrektor operacyjny EA Sports, dołączył do Wisły Kraków. Został doradcą zarządu oraz mniejszościowym akcjonariuszem klubu.
O sensacyjnym ruchu poinformował portal Meczyki.pl, a Wisła Kraków potwierdziła to w oficjalnym komunikacie. 70-letni Peter Moore, określany jako „legenda światowego biznesu sportowego i technologicznego”, objął 5 proc. akcji w TS Wisła Kraków SA. Jego obecność to nie tylko symbol prestiżu, ale realne wsparcie dla ambitnego projektu rozwoju klubu.
– Peter to nie tylko jeden z najbardziej utytułowanych ludzi w świecie sportu i technologii. Takiego człowieka w polskiej piłce jeszcze nie było – skomentował Jarosław Królewski, prezes i większościowy właściciel Wisły Kraków.
CV Moore’a rzeczywiście imponuje. W latach 2017-2020 był prezesem Liverpoolu. W tym czasie klub zdobył Ligę Mistrzów (2019), Klubowe Mistrzostwo Świata (2019) i mistrzostwo Anglii (2020). Poza boiskiem Liverpool znacząco rozwinął się biznesowo — po raz pierwszy w historii przychody przekroczyły pół miliarda funtów.
Wcześniej Moore pracował na kierowniczych stanowiskach w takich gigantach jak EA Sports, Microsoft Xbox, Sega, Reebok czy Unity Technologies.
Sam Moore przyznał, że jego decyzja to nie przypadek, lecz świadomy wybór.
– To więcej niż projekt – to podróż dziedzictwa, innowacji i wspólnoty. Zawsze podziwiałem kluby o głęboko zakorzenionym dziedzictwie, takie jak Wisła Kraków. Jestem zaszczycony, że mogę dołączyć do tego śmiałego eksperymentu i przyczynić się do wizji, która szanuje bogatą historię piłkarską Krakowa, jednocześnie pomagając budować coś nowego i inspirującego. Potencjał tego, co możemy razem osiągnąć – na boisku i poza nim – jest niezwykły – powiedział.
Co ciekawe, Moore od lat związany jest z piłką także w Stanach Zjednoczonych. Jest właścicielem Santa Barbara Sky FC, występującego w USL Championship.
Wisła Kraków od kilku lat walczy o powrót to piłkarskiej elity w Polsce. Czas pokaże, czy Moore przyłoży rękę do potencjalnego awansu.
Źródło: Wisła Kraków, RMF24
Lech Poznań nie ustaje w poszukiwaniu wzmocnień linii defensywnej. Jak informują japońskie media, na celowniku mistrza Polski znalazł się Haruya Fujii, środkowy obrońca belgijskiego KV Kortrijk i reprezentant Japonii.
Fujii ma 24 lata i za sobą półtora roku gry w Belgii. W barwach Kortrijk rozegrał ponad 30 ligowych spotkań. Zespół spadł z Jupiler Pro League, a Japończyk szuka nowego klubu. Według Yahoo Japan sam zawodnik preferuje dalszą grę w Europie.
Zdaniem dziennikarzy z Japonii to właśnie gra w powietrzu sprawiła, że Lech Poznań przyjrzał się defensorowi bliżej. Statystyki przytoczone przez Szymona Janczyka z Weszło potwierdzają jego atuty: według Hudl StatsBomb, Fujii w minionym sezonie wygrał aż 75 procent pojedynków w powietrzu (średnio 2,84 na 90 minut), a także wyróżniał się wprowadzaniem piłki do gry.
Japończyk miał natomiast problemy z rozgrywaniem pod pressingiem rywala i typowymi pojedynkami w obronie. Jak podaje serwis Hudl WyScout i tutaj jego statystyki nie wyglądały źle — wygrał 71 procent takich starć.
Lech od dłuższego czasu bacznie obserwuje Fujiiego. Według Weszło, skauci Kolejorza jeździli do Belgii, by oglądać obrońcę z trybun.
Choć Lech Poznań ma w kadrze pięciu stoperów, to niewykluczone, że dojdzie do zmian. Według Damiana Smyka z Goal.pl, klub rozważa odejście Bartosza Salamona, a według doniesień z Turcji, Alex Douglas znalazł się na celowniku Trabzonsporu.
Sprowadzenie Fujiiiego może być więc przygotowaniem na jedno z tych rozstań.
Źródło: Weszło, Goal.pl
Jasny przekaz na #PolandDartsMasters#pzpn pic.twitter.com/9kJorTeHQh
— Michał G. (@mg_gutek) July 4, 2025
Marcin Bułka oficjalnie został nowym zawodnikiem NEOM SC. Polski bramkarz podpisał lukratywny kontrakt z saudyjskim klubem, który zagwarantuje mu aż 45 milionów euro za cztery lata gry. Decyzja golkipera wzbudziła mieszane reakcje. Głos w tej sprawie zabrał m.in. Tomasz Hajto, który ocenił ten ruch na antenie Polsatu Sport.
Były reprezentant Polski nie kryje zaskoczenia wyborem Bułki, choć podkreśla, że nie zamierza go krytykować.
– Poszedł w kierunku pieniędzy. Ja mam inne zdanie, ale nie krytykuję jego wyboru. Musi patrzeć na swoją przyszłość. Krzysztof Piątek zagrał fantastyczny sezon w Basaksehirze, a też wybrał ciepłe kraje i dobry cash – przyznał Hajto.
Zdaniem byłego piłkarza, przy odpowiednich ruchach na rynku transferowym, Bułka mógłby spokojnie znaleźć atrakcyjny kierunek również w Europie.
– Jeżeli miałbym 30 lat, to rozważyłbym taką propozycję. W wieku 25 lat dobry menadżer byłby w stanie wynegocjować mu kontrakt w Premier League na poziomie sześciu milionów funtów rocznie – ocenił.
Hajto zwrócił również uwagę na możliwe konsekwencje transferu w kontekście reprezentacji Polski.
– Przede wszystkim rywalizowałby dalej w Europie. Trudno będzie mu rywalizować ze Skorupskim czy z Grabarą, będąc w Arabii Saudyjskiej – podsumował.
Tomasz Hajto o 𝐭𝐫𝐚𝐧𝐬𝐟𝐞𝐫𝐳𝐞 Marcina Bułki do Arabii Saudyjskiej 👀🗣️ #pilkanozna pic.twitter.com/rndU1eTYKa
— Polsat Sport (@polsatsport) July 3, 2025
Bułka ma za sobą świetny sezon w barwach francuskiej Nicei, ale jego decyzja o przenosinach na Bliski Wschód z pewnością zamknie mu wiele sportowych drzwi w Europie. Z drugiej strony – zarobki na poziomie 11,25 miliona euro rocznie trudno zignorować.
Źródło: Polsat Sport
Tragiczna śmierć Diogo Joty i jego brata Andre Silvy wstrząsnęła światem piłki nożnej. Portugalskie i hiszpańskie służby ustalają szczegóły nocnego wypadku, do którego doszło w okolicach Palacios de Sanabria w Hiszpanii. Jak informuje portal Record, powołując się na lokalną policję, wszystko wskazuje na to, że przyczyną tragedii był techniczny problem z samochodem.
Do wypadku doszło w nocy ze środy na czwartek około godziny 00:30 na 65. kilometrze autostrady A-52 w gminie Cernadilla, w hiszpańskiej prowincji Zamora.
– Pojazd zjechał z drogi, po tym jak najprawdopodobniej jedna z opon pękła podczas wyprzedzania. W wyniku wypadku samochód stanął w płomieniach, a obaj pasażerowie zginęli. Jeszcze przed przeprowadzeniem badań kryminalistycznych jednego ze zmarłych zidentyfikowano jako Diogo Jotę, piłkarza Liverpoolu. Drugim był jego brat, Andre – przekazała Guardia Civil w oświadczeniu cytowanym przez Record.
Samochód, którym podróżowali zawodnicy, to Lamborghini. Auto po zjechaniu z drogi zapaliło się, co uniemożliwiło ratownikom udzielenie pomocy.
Informację o śmierci 28-letniego Diogo Joty i jego 25-letniego brata potwierdziły już portugalska federacja piłkarska oraz Liverpool.
Diogo Jota był zawodnikiem „The Reds” od 2020 roku. Wcześniej grał m.in. w Wolverhampton i FC Porto. Andre Silva w ostatnim czasie występował w barwach portugalskiego drugoligowca Penafiel.
Źródło: Record
Wokół zarobków w kobiecej piłce nożnej od lat narasta wiele mitów i uproszczeń. Największym z nich jest ten, że piłkarki chcą zarabiać tyle samo, co ich koledzy z męskich drużyn. Polskie zawodniczki zgodnie podkreślają: to nieprawda. Ich celem jest możliwość godnego utrzymania się z piłki i rozwój dyscypliny, a nie sztuczne porównywanie zarobków z mężczyznami. Polki porozmawiały z portalem Sport.pl, gdzie przedstawiły swoje zdanie na temat pieniędzy w damskim futbolu.
Średnie zarobki w kobiecej i męskiej piłce nożnej to wciąż przepaść. Piłkarz w Ekstraklasie inkasuje miesięcznie od 30 do 50 tys. zł, podczas gdy piłkarka w Ekstralidze może liczyć na 4-5 tys. zł. Różnice widać też w reprezentacji. Każdy dzień zgrupowania to 600 zł dla zawodniczek, a 1000 zł dla zawodników.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Co więcej, choć stawki dla piłkarek rosną, trudno mówić o realnym postępie. Już w 1999 roku zawodniczki kadry dostawały 150 zł dziennie, co stanowiło ponad 23 proc. ówczesnej pensji minimalnej. Dziś ta sama kwota — choć wyższa nominalnie — to zaledwie nieco ponad 14 proc. minimalnego wynagrodzenia. Podobnie wygląda w Niemczech, Hiszpanii i całym świecie.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Redaktor Dawid Szymczak z portalu Sport.pl postanowił więc zapytać polskie środowisko kobiecego futbolu o głos w tej sprawie. Poniżej przytaczamy kilka cytatów z artykułu, do którego link znajdziecie TUTAJ.
– My nie chcemy być porównywane w zarobkach do mężczyzn. Chcemy po prostu mieć możliwość zarabiania pieniędzy. Chcemy mieć możliwość rozwoju w piłce nożnej. Mam na myśli to, że ja, mając 20 lat, byłam po dwóch kontuzjach barku. To są uszczerbki zdrowotne, które zostaną ze mną do końca życia. Ja to czuję i będę czuła. Podejmuję na boisku takie samo ryzyko jak mężczyzna, więc chciałabym mieć takie wynagrodzenie, żeby w przypadku urazu móc zapewnić sobie opiekę. Wiadomo, że zarobki będzie dyktowała ekonomia i popularność – powiedziała Kinga Szemik, bramkarka reprezentacji Polski.
– Nigdy nie spotkałam się z opinią jakiejkolwiek piłkarki, że chciałaby zarabiać tyle, co jakiś piłkarz. Mamy świadomość, na jakim etapie rozwoju jest nasza dyscyplina. Krok po kroku idziemy do przodu. Ale to są raczej małe kroczki. Powtarzanie tego zdania, że piłkarki chcą zarabiać tyle, ile piłkarze, służy chyba wyłącznie podburzaniu ludzi. Nie jest to prawdziwy przekaz – dodała Karolina Koch, trenerka GKS Katowice i była piłkarka.
Socjolożka dr Natalia Organista potwierdziła, że polskie zawodniczki znają realia.
– One zdają sobie sprawę, jaki prezentują dziś poziom, jakie wzbudzają zainteresowanie i jaką generują oglądalność. Wiedzą, że nie dostarczają takich dochodów z reklam i od sponsorów jak piłkarze. Nie chcą więc być traktowane równo, tylko sprawiedliwie. Jeśli reprezentują Polskę, to chcą mieć zapewnione takie warunki, by móc się skupić na reprezentowaniu Polski. Chodzi o profesjonalne uprawianie swojej dyscypliny, a nie zarabianie kolosalnych pieniędzy – podkreśla.
Według Karoliny Koch mit o zarobkach przyszedł z USA.
– Te głosy przyszły do nas zza oceanu. Amerykanki zaczęły ten temat u siebie i bardzo go nagłośniły. Ich apele dotyczące zarobków padały jednak w zupełnie innej rzeczywistości i innych okolicznościach, niż mamy w Polsce. Tam piłkarki odnosiły bardzo duże sukcesy, generowały zainteresowanie, piłka kobiet ma w Stanach zupełnie inną pozycję. One walczyły na swoim podwórku i w swojej sprawie – zauważa trenerka.
Zdaniem dr. hab. Radosława Kossakowskiego kluczowa jest możliwość skupienia się tylko na grze.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
– Zawodniczki nie chcą więc maybachów, tylko chcą w spokoju skupić się na grze w piłkę – mówi socjolog.
Wystarczy jedna niewykorzystana sytuacja, jeden błąd w obronie, by od razu odgrzewano stare mity o „roszczeniowych piłkarkach, które chcą zarabiać jak faceci”. Ale fakty i rzeczywistość mówią co innego. Polskie zawodniczki chcą po prostu móc godnie żyć z futbolu. A zaraz będą miały szansę przypomnieć o sobie nie tylko w dyskusjach o pieniądzach, ale przede wszystkim na boisku.
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
Już jutro o 21:00 reprezentacja Polski kobiet zagra z Niemkami w pierwszym meczu fazy grupowej mistrzostw Europy. Kolejne spotkania biało-czerwone rozegrają 8 lipca o 21:00 ze Szwecją, a na zakończenie fazy grupowej zmierzą się z Danią — 12 lipca, również o 21:00.
Źródło: Sport.pl
Portal Goniec.pl ujawnił niepokojące kulisy funkcjonowania Polskiego Związku Piłki Nożnej pod rządami Cezarego Kuleszy. Według dziennikarskiego śledztwa, w federacji od lat leje się alkohol, a niektóre spotkania przypominają bardziej zakrapiane imprezy niż poważne wydarzenia sportowe.
Jak podaje Goniec.pl, w sieci istnieją nagrania dokumentujące alkoholowe biesiady, w których uczestniczyli działacze PZPN oraz politycy Zjednoczonej Prawicy. Jedna z takich imprez miała się odbyć w mieszkaniu skompromitowanego posła Łukasza Mejzy, wówczas wiceministra sportu. Wśród obecnych byli także ówczesny minister sportu Kamil Bortniczuk i prezes PZPN Cezary Kulesza.
– Aż trudno w to uwierzyć, ale politycy Zjednoczonej Prawicy, z działaczami PZPN, w kółeczku, przytuleni do siebie, trzymają się rękami w pasie i śpiewają… ulubioną religijną pieśń Jana Pawła II, czyli „Barkę” – relacjonuje portal.
Według informatorów portalu, na nagraniach widać wyraźnie, że uczestnicy byli pod wpływem alkoholu. Kulminacyjnym punktem imprezy miał być bokserski sparing Mejzy z Kuleszą.
– Mejza zaczął się przechwalać, że trenuje boks, więc Czarek rzucił do niego: „chodź, zobaczymy co potrafisz”. Czarek był szybszy i sprawniejszy. Gdy Mejza odsłonił się, to strzelił mu plaskacza na twarz. To była taka zabawa – cytuje swojego rozmówcę Goniec.pl.
Według portalu, alkohol to nieodłączny element kadencji Kuleszy, a już podczas kampanii wyborczej w 2021 roku miały odbywać się spotkania przy wódce w wąskim gronie. Część z nich miała się odbywać w Hotelu Atlanta w Starym Jeżewie, należącym do Kuleszy.
– To modus operandi Czarka – wódką załatwia wszystko. Stara szkoła. Czarek był w tym doskonały, zresztą idealnie wpasowuje się w gusta działaczy – to prostolinijni ludzie, którzy piją wódkę, a nie wino. Gdyby Koźmiński z winem jeździł, to stwierdziliby, że upadł na głowę – czytamy.
Imprezy z alkoholem miały towarzyszyć również wyjazdom reprezentacji Polski. Według relacji portalu Meczyki.pl, już podczas mistrzostw świata w Katarze związek wysłał wódkę i kabanosy w przesyłce dyplomatycznej. Za wydzielanie trunków odpowiadać miał sam Kulesza.
Portal ujawnia również kompromitujące zachowanie prezesa podczas meczu eliminacyjnego do Euro 2024 z Albanią. Według świadków Kulesza był tak pijany, że nie wyszedł na trybuny po przerwie, zaczepiał kobiety, wygadywał głupoty, wieszał się na szyi Daniela Obajtka i deklarował mu miłość. Po meczu miał być wyprowadzany siłą z loży VIP.
– Wiceprezesi mówili mu: „Czarek wychodzimy teraz, dla twojego dobra”, a on zaczął krzyczeć: „Bez Andrzeja nie wychodzę!”. Potem Kulesza miał skandować: „Andrzej, Andrzej” – twierdzi świadek.
Choć na stadionie obecny był prezydent Andrzej Duda, według świadków Kulesza miał na myśli innego działacza o tym imieniu.
Według informacji Gońca, sytuacja w Polskim Związku Piłki Nożnej jest dziś całkowicie zabetonowana. Po porażce Cezarego Kuleszy w wyborach do Komitetu Wykonawczego UEFA na początku kwietnia tego roku wydawało się, że jego pozycja w kraju może osłabnąć. Opozycja poczuła krew i pojawiły się spekulacje o możliwych kontrkandydatach na stanowisko prezesa PZPN.
Jeszcze wiosną media informowały o potencjalnym sojuszu Wojciecha Cygana, Pawła Wojtali i Andrzeja Padewskiego, których miał wspierać były prezes związku, Zbigniew Boniek. Kandydatem na nowego prezesa miał być Wojtala. Z czasem jednak, jak ustalił Goniec, ten układ miał się rozpaść, a opozycja straciła siłę.
W połowie maja w środowisku było już niemal pewne, że Kulesza pozostanie na kolejną kadencję. Do końca maja nie zgłosił się żaden rywal, dlatego 30 czerwca obecny prezes PZPN wygrał wybory walkowerem.
Według rozmówców portalu, Kulesza umiejętnie zbudował wokół siebie układ lojalności. Dysponując wpływami, stanowiskami i pieniędzmi, potrafi zjednać sobie odpowiednie osoby. A niechętni mu działacze boją się konsekwencji, w tym m.in. ograniczenia finansowania dla lokalnych związków. W głosowaniu decyduje więc nie merytoryka, a układy, znajomości i wzajemne przysługi.
Jak twierdzą informatorzy Gońca, Kulesza sprowadził do federacji więcej pieniędzy, głównie z Orlenu. Ale piłka nożna jako całość straciła na jego rządach. Relacje z piłkarzami miały być chłodne. Z kolei PZPN przypomina zamknięte, rozplotkowane środowisko, które bardziej interesuje się układami i alkoholem niż rozwojem polskiego futbolu.
PZPN w odpowiedzi przesłanej portalowi Goniec.pl stanowczo odcina się od wszystkich zarzutów. Związek określił pytania dziennikarzy jako „insynuacje”, „pomówienia” i „knajackie”, nie odnosząc się jednak merytorycznie do przedstawionych faktów.
Federacja przekazała jedynie ogólne oświadczenie, w którym stwierdza.
– Trudno komentować w mediach niczym niepodparte insynuacje głównie dotyczące alkoholu, który nigdy nie był ani metodą, ani problemem w prowadzonej działalności, a wykorzystywanie tego tematu do walki przedwyborczej w naszej ocenie, nie ma nic wspólnego z merytoryczną dyskusją i konstruktywną krytyką. Jest raczej przejawem desperacji i braku jakichkolwiek argumentów – czytamy.
Prezes Kulesza nie odpowiedział osobiście na żadne z 27 pytań zadanych przez redakcję.
Źródło: Goniec.pl
Wieczysta Kraków nie zwalnia transferowego tempa. Po awansie do Betclic I ligi klub ze stolicy Małopolski konsekwentnie wzmacnia skład, a teraz na celowniku działaczy znalazł się zawodnik, którego nikt nie spodziewał się w tej układance. Według informacji dziennikarza Piotra Tubackiego, Wieczysta poważnie rozważa sprowadzenie Bartosza Bereszyńskiego.
Bereszyński to 58-krotny reprezentant Polski, który niedawno zakończył swoją przygodę z Sampdorią Genua. W minionym sezonie rozegrał 23 spotkania i zanotował jedną asystę. Po wygaśnięciu kontraktu z włoskim klubem pozostaje wolnym zawodnikiem.
Co ciekawe, jeszcze w czerwcu znalazł się w gronie powołanych na zgrupowanie reprezentacji przez Michała Probierza, choć nie pojawił się na boisku ani na minutę.
W ostatnich tygodniach media łączyły Bereszyńskiego z kilkoma klubami Ekstraklasy, w tym z Widzewem Łódź. Teraz pojawiła się nowa, zaskakująca opcja — Wieczysta Kraków.
Pojawiały się plotki, jakoby Miłosz Kozak miał trafić do Wieczystej Kraków – otóż nie. W ogóle nie było takiego tematu, przynajmniej na razie. Na ten moment Ruch nie ma żadnych ofert za Kozaka. A Wieczystej… podoba się myśl, by wzmocnić miał ją Bartosz Bereszyński. Ale calma 👌
— Piotrek Tubacki (@P_Tub) July 1, 2025
Wieczysta od kilku sezonów konsekwentnie buduje projekt, który ma doprowadzić klub do Ekstraklasy. Po zwycięstwie w barażach z Chojniczanką Chojnice drużyna nie zwalnia tempa. Najpierw ogłoszono transfery Carlitosa i Dawida Szymonowicza, później do zespołu dołączyli Kamil Dankowski i Kamil Pestka.
Nie jest tajemnicą, że kwestie finansowe raczej nie będą przeszkodą. Wieczysta płaci na poziomie Ekstraklasy, dlatego może pozwolić sobie na kontrakty, które w I lidze są rzadkością.
Pozostaje pytanie, czy Bereszyński będzie zainteresowany grą na zapleczu Ekstraklasy. Z pewnością będzie to sportowy krok wstecz, choć projekt Wieczystej kusi ambicjami i finansową stabilnością.
Warto też pamiętać, że krakowski klub nie będzie rozgrywał meczów ligowych na swoim stadionie. Z powodu wymogów licencyjnych Wieczysta w sezonie 2024/2025 będzie grać w roli gospodarza w Sosnowcu.
Jeśli transfer dojdzie do skutku, będzie to jeden z najbardziej zaskakujących ruchów tego okna transferowego.
Źródło: Piotr Tubacki, Katowicki Sport
Zjazd PZPN w Warszawie miał być formalnością, a zakończył się politycznym nieporozumieniem. Wszystko przez obecność Jozefa Klimenta — delegata UEFA, który w przeszłości otwarcie wspierał powrót Rosjan do międzynarodowych rozgrywek. Mimo kontrowersji Słowak przemawiał do zgromadzonych działaczy. Cezary Kulesza po całym zdarzeniu odniósł się do sytuacji w wywiadzie dla TVP Sport.
Jozef Kliment podczas swojego przemówienia próbował budować atmosferę pojednania i współpracy.
– Politycy budują mury, futbol buduje mosty – rozpoczął swoje wystąpienie przedstawiciel UEFA.
Na pierwszy rzut oka mogło się to wydawać standardowym przesłaniem o jednoczeniu przez sport. Problem w tym, że Kliment znany jest z prorosyjskich wypowiedzi. W przeszłości apelował o przywrócenie Rosjan do międzynarodowych rozgrywek piłkarskich, mimo agresji na Ukrainę.
– Mimo trudnej sytuacji nie przerwaliśmy współpracy z Federacją Rosyjską Piłkarską. UEFA wypełnia wszystkie swoje zobowiązania wobec RFU, a także wobec innych stowarzyszeń krajowych, w tym wsparcie finansowe. Jesteśmy zjednoczeni przez piłkę nożną i zawsze będziemy podejmować decyzje na jej korzyść – mówił wówczas.
Takie słowa wzbudziły wściekłość wśród wielu europejskich federacji, w tym również w Polsce.
Nie powinno więc dziwić, że pojawienie się Klimenta w Warszawie natychmiast wywołało burzę. Cezary Kulesza został zapytany o obecność kontrowersyjnego Słowaka podczas zjazdu PZPN. Prezes związku odpowiedział jednak wymijająco.
– Jest taka tradycja, że UEFA wysyła swojego przedstawiciela, FIFA robi to samo. Ich też interesuje, jak to się odbywa. Zapisywał pewne rzeczy, które pewnie przedstawi prezydentowi UEFA. Drugi pan, który reprezentował FIFA, również przekaże, co się tutaj działo – powiedział w rozmowie z TVP Sport.
Na pytanie o prorosyjskie sympatie Klimenta odpowiedział krótko:
– Nie byłem w strukturach UEFA, nie byłem z tym zaznajomiony.
Były prezes Jagiellonii Białystok nie miał kontrkandydata i bez przeszkód rozpoczął drugą kadencję na stanowisku prezesa PZPN.
Źródło: TVP Sport, Przegląd Sportowy Onet
Przyszłość reprezentacji Polski stoi pod znakiem zapytania nie tylko w kontekście nowego selekcjonera, ale też opaski kapitańskiej. Po dymisji Michała Probierza nie wiadomo, kto poprowadzi drużynę z orzełkiem na piersi. Jerzy Dudek w rozmowie z Meczykami nie ukrywa, że ma wątpliwości co do tego, czy Piotr Zieliński powinien dalej pełnić tę funkcję.
Zieliński został kapitanem w burzliwych okolicznościach. W trakcie ostatniego zgrupowania Robert Lewandowski stracił opaskę po konflikcie z Michałem Probierzem. Selekcjoner pozbawił napastnika Barcelony przywileju kapitana, co doprowadziło do jego zawieszenia kariery w reprezentacji.
Lewandowski jasno zadeklarował, że nie wróci do kadry, dopóki Probierz będzie selekcjonerem. Ostatecznie jednak 52-latek sam podał się do dymisji, co ponownie otworzyło temat powrotu „Lewego” do drużyny narodowej.
Jak na razie napastnik nie ogłosił oficjalnej decyzji w tej sprawie.
Głos w dyskusji zabrał Jerzy Dudek. Były reprezentant nie ukrywa, że sprawa opaski powinna zostać dokładnie przemyślana przez nowego trenera.
– To jest sytuacja, którą musi rozwiązać trener. Tak jak Robert powiedział, opaska nie jest problemem. Kapitana budują nazwiska wewnątrz zespołu. Kapitan nigdy nie rządzi sam, nie postępuje sam. (…) Kapitan ma zawsze wokół siebie trzech-czterech zawodników, którzy go wspierają. Oni razem muszą się dogadywać – stwierdził Dudek na antenie Meczyków.
Co więcej, były bramkarz ma przekonania, czy Zieliński to najlepszy wybór na dłuższą metę.
– Nie wiem, czy Zieliński ma takie predyspozycje, żeby być kapitanem. Może pod nieobecność „Lewego” tak, ale teraz nie wiem, czy to jest najlepsze rozwiązanie – dodał.
Dopiero wybór nowego selekcjonera powinien przynieść odpowiedzi na pytania o skład drużyny i jej liderów. Pewne jest jedno — w reprezentacji Polski wciąż nie brakuje tematów, które wymagają uporządkowania i wyjaśnienia.
Źródło: Meczyki.pl
Lech Poznań nie zamierza poprzestawać na jednym letnim wzmocnieniu. Po powrocie Mateusza Skrzypczaka, Kolejorz rozgląda się za kolejnym zawodnikiem, który może podnieść poziom drużyny. Jak informuje Sport24.az, mistrzowie Polski bacznie przyglądają się Toralowi Bayramovowi z Karabachu Agdam.
24-letni Bayramov od kilku lat jest podstawowym zawodnikiem Karabachu. Do azerskiego giganta trafił w 2016 roku i od tamtej pory rozegrał 204 mecze, zdobył 29 bramek i zanotował 39 asyst. Co ważne, potrafi występować nie tylko na lewej obronie, ale również po prawej stronie boiska, a nawet na skrzydle.
W ostatnim sezonie defensor imponował formą ofensywną. Strzelił dziewięć goli i dorzucił 10 asyst. W dodatku wraz z Karabachem regularnie rywalizuje na europejskiej scenie — w minionych rozgrywkach zespół grał w Lidze Europy.
Bayramov jest również ważnym ogniwem reprezentacji Azerbejdżanu. Ma na koncie 33 występy w narodowych barwach, a w czerwcu zagrał w towarzyskim meczu z Łotwą.
Zainteresowanie Lecha tym zawodnikiem może nie być przypadkowe. Już wcześniej dziennikarz Fuad Alakbarov sugerował, że 24-latek ma konkretne oferty z Polski i Belgii. Teraz jednak, według informacji portalu Sport24.az, zainteresowanie Kolejorza ma być poważne.
Za Bayramova trzeba będzie najprawdopodobniej zapłacić około miliona euro. Obrońca ma ważny kontrakt z Karabachem do końca czerwca 2026 roku, dlatego klub z Azerbejdżanu nie zamierza oddawać go za bezcen. Portal transfermarkt.de wycenia 24-latka na 1,5 mln euro.
Lech Poznań już 18 lipca zainauguruje nowy sezon Ekstraklasy meczem z Cracovią. Kilka dni później mistrz Polski rozpocznie zmagania w eliminacjach do Ligi Mistrzów, gdzie zmierzy się ze zwycięzcą pary Egnatia Rrogozhine – Breidablik.
Źródło: Sport24.az, Fuad Alakbarov
Artur Szpilka znowu znalazł się w centrum uwagi. Tym razem nie w oktagonie czy na ringu, a… w kościele. 36-letni fighter w trakcie niedzielnej mszy postanowił przerwać nabożeństwo i złożyć… intencję.
Szpilka nie od dziś słynie z nietuzinkowych zachowań, które często wywołują kontrowersje. Rok temu w trakcie mszy w Lesie Bielańskim promował swoją książkę. Tym razem jednak poszedł o krok dalej.
Podczas kazania wyszedł z ławki i podszedł do ambony. Przekazał coś na ucho księdzu Wojciechowi Drozdowiczowi, a chwilę później stanął przed mikrofonem.
– Michał Cieślak zdobył wczoraj mistrzostwo świata, zdobył mistrzostwo świata w wadze cruiser, też za niego zapomniałem złożyć intencji – oznajmił Szpilka z ambony.
— Artur Szpilka (@szpilka_artur) June 29, 2025
Okazało się, że fighter zapomniał przed mszą zgłosić intencji za swojego kolegę z ringu, który właśnie odniósł życiowy sukces. Michał Cieślak w kanadyjskim Quebecu znokautował Jeana Pascala w czwartej rundzie i został tymczasowym mistrzem świata WBC wagi junior ciężkiej.
Proboszcz parafii, ks. Wojciech Drozdowicz, potraktował sprawę z powagą i dystansem. Przyjął intencję Szpilki i poprosił wiernych o brawa dla świeżo upieczonego mistrza. Kościół wypełniły oklaski, a całe zdarzenie uwieczniono na nagraniu, które szybko trafiło do sieci.
Z drugiej strony, nie wszystkim jednak spodobało się zachowanie byłego pięściarza. W mediach społecznościowych pojawiły się głosy krytyki, dotyczące braku powagi, niestosownego ubioru Szpilki oraz ogólnej formy „wejścia” na ambonę.
Szpilka od jakiegoś czasu skupia się na karierze w MMA. Stoczył już pięć walk, z których cztery wygrał, a jedną przegrał. Co więcej, ostatnio podczas gali KSW 105 pokonał Errola Zimmermana.
Teraz jednak czas na kolejne wyzwania sportowe. Choć, jak widać, nawet w kościele potrafi zafundować kibicom niecodzienny spektakl.
Źródło: X, Meczyki.pl