Poznaliśmy najlepiej zarabiających sportowców świata! W TOP 10 jest trzech piłkarzy

Magazyn „Forbes”, zajmujący się tematyką biznesową, opublikował zestawienie dziesięciu najlepiej zarabiających sportowców na świecie. W czołowej dziesiątce znalazło się miejsce dla trzech piłkarzy.

Pandemia koronawirusa nie spowodowała znaczących strat finansowych wśród zawodowych sportowców. Ba! Najlepsi z nich zarobili jeszcze więcej niż rok wcześniej! Dziesięciu najbogatszych sportowców zarobiło w ostatnim roku łącznie 1,05 miliarda dolarów brutto. Jest to wzrost o 28% względem poprzedniego notowania.

Najbogatsi sportowcy na świecie

Na pierwszym miejscu w zestawieniu najlepiej zarabiających sportowców w 2020 roku znalazł się Conor McGregor. Irlandzki zawodnik MMA w organizacji UFC zainkasował w minionym roku ok. 180 milionów dolarów. W klatce zarobił jedynie 22 miliony. Pozostała część pochodzi z działalności pozasportowej (reklamy, prawa do wizerunku itp.).

Na drugim miejscu znalazł się Lionel Messi. Piłkarz FC Barcelony w 2020 roku miał zarobić łącznie 130 milionów dolarów. W odróżnieniu od McGregora Argentyńczyk większą część zarobionej kwoty uzyskał za działalność sportową. Na boisko piłkarz zarobił 97 milionów dolarów. Poza boiskiem uzyskał przychód w wysokości 33 milionów.

Podium zamknął Cristiano Ronaldo. Portugalczyk, podobnie jak Messi, więcej zarobił na grze w piłkę niż na działalności pozaboiskowej. W sumie piłkarz Juventusu w 2020 roku zainkasował na swoje konto 120 milionów dolarów. 70 milionów zarobił na boisko, a 50 poza nim.

  1. Conor McGregor (MMA) – 180 milionów dolarów
  2. Lionel Messi (piłka nożna) – 130 milionów
  3. Cristiano Ronaldo (piłka nożna) – 120 milionów
  4. Dak Prescott (NFL) – 107,5 miliona
  5. LeBron James (NBA) – 96,5 miliona
  6. Neymar (piłka nożna) – 95 milionów
  7. Roger Federer (tenis) – 90 milionów
  8. Lewis Hamilton (Formuła 1) – 82 miliony
  9. Tom Brady (NFL) – 76 milionów
  10. Kevin Durant (NBA) – 75 milionów

Gorąco w szatni Wisły Kraków! Rafał Boguski był wyzywany przez trenera Hyballę. „Niech się kibice o tym wreszcie dowiedzą”

Ostatnie dni nie są zbyt spokojne w Wiśle Kraków. W szatni „Białej Gwiazdy” ostatnio zawrzało, o czym opowiedział jeden z krakowskich dziennikarzy. Według jego doniesień, Rafał Boguski był wyzywany przez trenera Hyballę, a za piłkarza miał stawić się legendarny piłkarzy Wisły – Kazimierz Kmiecik.

Peter Hyballa rozpoczął pracę w Wiśle Kraków w grudniu ubiegłego roku. Pierwsze tygodnie napawały optymizmem, gdyż spośród pierwszych ośmiu meczów pod wodzą Hyballi Wisła wygrała aż 4 z nich. Głośno zrobiło się również o metodach treningowych, a piłkarze mówili, że treningi u niemieckiego trenera są niezwykle ciężkie. – To żadne legendy, żadne mity. Trenujemy bardzo ciężko – mówił kilka tygodni temu Rafał Boguski. Z biegiem czasu jednak Wisła zaczęła wyglądać na boisku coraz bladziej.

Kłótnie w szatni Wisły

Relacje między zespołem a trenerem Hyballą nie należą do najlepszych. Można to było zobaczyć w ostatniej kolejce, kiedy Jakub Błaszczykowski po strzeleniu gola podbiegł do znajdującego się na ławce Kazimierza Kmiecika i go uściskał. Tego samego Kmiecika, z którym pokłócił się wcześniej niemiecki szkoleniowiec.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Boniek o ostatnim geście Błaszczykowskiego. „Jeśli nie podoba mu się Peter Hyballa, niech go po prostu zwolni”

Nowe światło na tę sprawę rzucił Bartosz Karcz z “Gazety Krakowskiej”, który był gościem na antenie radia Weszło FM.

Każdy, kto zna Kazimierza Kmiecika ten wie, że to bardzo poczciwy człowiek. Jeżeli ktoś ma konflikt z Kazimierzem Kmiecikiem, to świadczy o nim. Jakim jest człowiekiem – opowiedział Bartosz Karcz.

Wiecie, jaka była przyczyna konfliktu Kmiecika z Hyballą? Taka, że pan Kazimierz, który jest przepoczciwym człowiekiem, stanął w obronie Rafała Boguskiego, który był przez Hyballę wyzywany. Niech się kibice o tym wreszcie dowiedzą. Uważacie, że to jest w porządku? Można mieć o Rafale różne zdanie, ale są pewne standardy. A nie był to jedyny tego typu przypadek – zdradził dziennikarz.

źródło: Weszło

Legia Warszawa nie przedłuży kontraktu z Vesoviciem z powodu jego żony? Poznaliśmy nowe fakty

Jak donosi portal legia.net, Legia Warszawa nie doszła do porozumienia z Marko Vesoviciem ws. przedłużenia kontraktu. Niewykluczone, że wpływ na decyzję klubu miały ostatnie wyznania żony piłkarza.

Marko Vesovic trafił do Legii Warszawa w styczniu 2018 roku. Od tamtej pory w barwach stołecznego klubu zagrał 81 razy. Piłkarz pochodzący z Czarnogóry był jednym z najlepszych zawodników w poprzednim sezonie Ekstraklasy.

21 czerwca 2020 roku w meczu ze Śląskiem Wrocław zerwał więzadła krzyżowe, przez co do tej pory nie mógł zagrać w pierwszym zespole Legii. 30-krotny reprezentant Czarnogóry w obecnej kampanii zagrał jedynie w rezerwach.

Sprzeczność informacji

Przed kilkoma dniami żona Vesovicia wylała swoje żale na swoim instagramie, gdzie opowiedziała o kulisach relacji Legia-Marko Vesović. Sęk w tym, że w zeznaniach kobiety było wiele nieprawdy. Tamara Vesović napisała między innymi, że piłkarz sam musiał pokryć koszty leczenia i rehabilitacji. Jak się okazało, piłkarz sam podjął decyzję dotyczącą swojego leczenia.

Dużo niższy kontrakt

Serwis legia.net podaje, że klub z Warszawy proponował piłkarzowi dużo niższy kontrakt niż do tej pory głównie z uwagi na to, że piłkarz od prawie roku jest kontuzjowany. W grę wchodziłyby liczne bonusy, które piłkarz mógłby zdobyć dzięki grze na boisku. Jeśli Vesović opuści Legię, a tak się najprawdopodobniej wydarzy, to klub będzie walczył o pozostanie Pawła Wszołka.

źródło: legia.net

Odważna deklaracja dyrektora Rakowa ws. europejskich pucharów. „Naszym celem będzie je wygrać!”

Raków Częstochowa zapewnił sobie wicemistrzostwo Polski w kampanii 2020/2021. W związku z tym podopieczni Marka Papszuna w przyszłym sezonie będą rywalizować w europejskich pucharach. Zarząd klubu z Częstochowy planuje wygrać Ligę Konferencji UEFA.

Sukces Rakowa Częstochowa

Czerwono-niebiescy wywalczyli awans do Ekstraklasy w kampanii 2018/2019. W ich pierwszym sezonie po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej zajęli 10. miejsce w ligowej tabeli. Ostatnie miesiące w wykonaniu Marka Papszuna i spółki były znakomite. Piłkarze Rakowa zapewnili sobie wicemistrzostwo Polski na kolejkę przed końcem rozgrywek.

– Na pewno, jesteśmy bardzo szczęśliwi, że na stulecie klubu udało nam się osiągnąć historyczny wynik. Jest to pierwszy taki sezon w historii klubu i wszyscy jesteśmy bardzo dumni, że byliśmy tego częścią – powiedział w rozmowie z Super Expressem Paweł Tomczyk, dyrektor sportowy Rakowa Częstochowa.

Relacje na linii zarząd-trener

Jednym z największych objawień wśród polskich trenerów w ostatnich latach jest zdecydowanie Marek Papszun. 46-letni szkoleniowiec prowadzi Raków od 2016 roku. W 5 lat doprowadził ten klub z II ligi do europejskich pucharów. Według Pawła Tomczyka współpraca między zarządem a trenem układa się bardzo dobrze.

– Przyświeca nam wspólny cel. Chcemy, aby drużyna notowała ciągły progres i grała jak najlepiej. Bardzo dużo dyskutujemy na temat zespołu. Wspólnie omawiamy role poszczególnych zawodników, ich możliwości i to, co mogą dać drużynie. Rozmawiamy na temat pozycji, które należałoby wzmocnić, a następnie rozpatrujemy potencjalne kandydatury. Wymieniamy między sobą argumenty, na samym końcu starając się wybrać możliwie optymalne rozwiązanie. Nasza współpraca jak do tej pory układa się wzorowo i mam nadzieję, że tak pozostanie – powiedział Paweł Tomczyk.

Raków powalczy w europejskich pucharach!

Dzięki zajęciu drugiego miejsca w obecnym sezonie Ekstraklasy, Raków będzie miał możliwość reprezentowania naszego kraju na arenie międzynarodowej! W kampanii 2021/2022 „Medaliki” powalczą o awans do Ligi Konferencji UEFA w kwalifikacjach. Cel? Wygrać rozgrywki!

– W każdym spotkaniu będziemy walczyć o zwycięstwo. Tak było do tej pory na krajowym podwórku i chcemy, aby ta idea przyświecała nam także w Europie. Skoro już znaleźliśmy się w tych rozgrywkach to naszym celem będzie je wygrać! Po to gramy i według mnie jest to całkowicie normalna sprawa – zadeklarował dyrektor sportowy Rakowa.

źródło: Super Express

Poznaliśmy przyszłość Virgila van Dijka. Holender opuści EURO

Virgil van Dijk nie zagra na zbliżających się Mistrzostwach Europy. Holenderski obrońca w rozmowie z klubowymi mediami zdradził szczegóły swojej rehabilitacji i powolnego powrotu do pełnego zdrowia.

29-letni obrońca Liverpoolu i reprezentacji Holandii zerwał więzadła krzyżowe w październiku ubiegłego roku. W obecnym sezonie we wszystkich klubowych rozgrywkach zagrał zaledwie 8 razy. Kontuzja wyeliminowała go z gry do końca kampanii 2020/2021.

– Siedem miesięcy temu doznałem poważnej kontuzji i była to bardzo, bardzo długa droga. Musiałem wszystko robić krok po kroku. Wszystko szło zgodnie z planem, nie miałem żadnego niepowodzenia, po prostu cały czas progresowałem – opowiedział van Dijk w rozmowie z klubowymi mediami.

– Teraz czuję się już dobrze. Jestem bardzo pozytywnie nastawiony i pełny energii do działania – dodał Holender.

Virgil van Dijk nie zagra na EURO

Jak się teraz okazuje, kontuzja, której Holender nabawił się w tamtym roku, wyeliminowała go nie tylko z gry w niemal całym sezonie klubowym, ale również wykluczyła jego występ na EURO 2020(1). O tym, czy Virgil zdąży się wykurować do turnieju, spekulowano od dłuższego czasu. Teraz jednak jest to pewne, że Virgil van Dijk na ME nie zagra.

– Podjąłem decyzję, że nie pojadę na EURO i przejdę do ostatniej fazy rehabilitacji. Pełne skupienie położę na przedsezonowe przygotowania z klubem i to jest realistyczny cel, więc czekam z niecierpliwością. – zdradził Holender.

– Oczywiście, jestem zdenerwowany, że nie poprowadzę mojego własnego kraju na mistrzostwach Europy. Są pewne rzeczy, które muszą zaakceptować zarówno oni, jak i ja sam. Myślę, że to dobra decyzja – dodał 29-letni obrońca.

źródło: Liverpool

Boniek o ostatnim geście Błaszczykowskiego. „Jeśli nie podoba mu się Peter Hyballa, niech go po prostu zwolni”

Zbigniew Boniek udzielił wywiadu portalowi meczyki.pl. Prezes PZPN opowiedział w rozmowie z Tomaszem Włodarczykiem m.in. o zbliżającym się EURO. 65-latek skomentował również ostatnie zachowanie Jakuba Błaszczykowskiego.

Konflikt w Wiśle Kraków

W zeszłą sobotę Wisła Kraków uległa na własnym obiekcie Lechowi Poznań 1:2. Jedyną bramkę dla „Białej Gwiazdy” zdobył Jakub Błaszczykowski. Po strzeleniu gola były reprezentant Polski podbiegł do znajdującego się na ławce Kazimierza Kmiecika. Legendarny piłkarz Wisły Kraków w ostatnim czasie popadł w konflikt z pierwszym trenerem – Peterem Hyballą. Gest Błaszczykowskiego jasno pokazał, kogo 35-latek wspiera w tej sytuacji.

– Regularnie oglądam ligę i muszę szczerze powiedzieć, że nie podobała mi się manifestacja Kuby Błaszczykowskiego po strzelonym golu. To było ostentacyjne pokazanie, co myślę o trenerze, którego sam zatrudniłem. Kuba ma wszystkie narzędzia, żeby takie sprawy rozwiązywać inaczej. Jeśli nie podoba mu się Peter Hyballa, niech go po prostu zwolni, a nie krzyżuje w transmisji telewizyjnej. Wisła ma więcej problemów niż osoba trenera – skomentował całą sytuację Zbigniew Boniek.

Błaszczykowski powinien zakończyć karierę?

Pomimo 35 lat na karku i wielu kłopotów zdrowotnych w ostatnim czasie Jakub Błaszczykowski nadal kontynuuje swoją piłkarską karierę. Zbigniew Boniek uważa jednak, że jest to najwyższy czas na to, by 108-krotny reprezentant Polski zakończył profesjonalną przygodę z piłką.

– Kuba powinien po sezonie założyć marynarkę i krawat. Być właścicielem w stu procentach odpowiedzialnym za pion piłkarski. Dziś na boisku to trzydzieści procent piłkarza z najlepszych lat. Jeśli go to satysfakcjonuje, to nic mi do tego, ale kiedyś każdy musiał powiedzieć pas. Kuba miał dużo poważnych kontuzji. Ciężko mu trenować z pełnym obciążeniem czy grać więcej niż 20-30 minut – sugeruje Boniek.

Euro zbliża się wielkimi krokami

Za równo miesiąc rozpoczną się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Prezes Boniek jest pełen optymizmu przed zbliżającym się turniejem.

– Jesteśmy gotowi. Ze swojej perspektywy patrzę na aspekt organizacyjny. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik – cała logistyka, terminy, godziny przylotów i odlotów na mecze. Piłkarze będą przygotowywać się i mieszkać w fantastycznych warunkach. Pozostaje aspekt sportowy zależny od wielu czynników – formy, zdrowia, a nawet szczęścia. To już jest jednak po stronie zawodników i selekcjonera – powiedział prezes PZPN.

źródło: meczyki.pl

Aymeric Laporte nie zagra w reprezentacji Francji. Piłkarz zasili inną drużynę z Europy

Aymeric Laporte najprawdopodobniej wystąpi podczas EURO 2020, jednak nie w reprezentacji Francji, a w koszulce reprezentacji Hiszpanii. Mimo że piłkarz kilkukrotnie był powoływany na zgrupowania „Trójkolorowych”, to nigdy nie wystąpił w żadnym oficjalnym meczu.

Urodzony w 1994 roku środkowy obrońca od wielu lat ma ugruntowaną pozycję w europejskiej piłce. W przeszłości zagrał w kilkudziesięciu meczach w młodzieżowych reprezentacjach Francji, jednak do tej pory nie otrzymał szansy na grę w dorosłej drużynie. Jak donoszą zagraniczne media, piłkarz powoli ma dość tej sytuacji i planuje grać w reprezentacji Hiszpanii.

Laporte zmieni reprezentację?

Warto zauważyć, że Laporte jest wychowankiem Athletiku Bilbao, w którym gra od 2010 roku. Piłkarz ma baskijskie korzenie, dzięki czemu mógł grać dla klubu z Kraju Basków. Z uwagi na to, że piłkarz nie zagrał do tej pory w żadnym meczu reprezentacji Francji, będzie mógł zmienić drużynę narodową i wybrać tę, w której chce grać.

Jeszcze w tamtym roku, Laporte był jednak przekonany, że chce walczyć o grę w reprezentacji Francji. Najwyraźniej miarka się przebrała.

– Rozmawiałem z Didierem Deschampsem o powrocie do „Les Bleus”. Staram się pokazać, że mam umiejętności, by móc grać w reprezentacji Francji – mówił przed rokiem Laporte.

Hiszpanie są pewni

Jak informuje hiszpańska „Marca”, Aymeric Laporte ma znaleźć się w szerokiej kadrze reprezentacji Hiszpanii na zgrupowanie przed EURO. Ma ona zostać oficjalnie ogłoszona 21 maja. Z kolei goal.com podaje, że Hiszpański Związek Piłki Nożnej złożył dokumenty w FIFA i czeka na ostateczną decyzję. Jutro Hiszpanie mają ogłosić, iż Aymeric otrzymał hiszpański paszport.

źródło: goal.com, Marca

Poznaliśmy obsadę komentatorską EURO. Mecz ze Słowacją skomentuje „niespodzianka”

Za równo miesiąc rozpoczną się Mistrzostw Europy w piłce nożnej mężczyzn. Wszystkie mecze turnieju będą transmitowane na kanałach TVP. W związku z tym, że turniej zbliża się wielkimi krokami, Telewizja Polska poinformowała, kto skomentuje grupowe mecze Polaków oraz wielki finał EURO. Mecz ze Słowacją skomentuje Mateusz Borek oraz „niespodzianka”.

Kiedy początek EURO?

Mistrzostwa Europy rozpoczną się 11 czerwca i potrwają do 11 lipca – wówczas ma zostać rozegrany wielki finał imprezy. W turnieju wezmą udział 24 reprezentacje z Europy, które zostały podzielone na sześć czterozespołowych grup. Reprezentacja Polski będzie rywalizować w grupie „E” z Hiszpanią, Szwecją oraz Słowacją.

Kiedy gra reprezentacja Polski?

Plan reprezentacji Polski jest taki, że do 16 maja ma się pojawić szeroka kadra powołanych zawodników. Biało-Czerwoni do ME będą się przygotowywać w ośrodku w Opalenicy od 24 maja. Zanim jednak rozpocznie się EURO 2020(1), to czekają nas dwa mecze towarzyskie z udziałem naszej reprezentacji. 1 czerwca Biało-Czerwoni we Wrocławiu podejmą Rosjan, a 7 dni później podopieczni Paulo Sousy zmierzą się w Poznaniu z Islandią.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zwycięstwo okupione kontuzją. Zlatan Ibrahimović może opuścić EURO

Kto skomentuje mecze Polaków na EURO?

W pierwszym spotkaniu na EURO Biało-Czerwoni zmierzą się ze Słowacją – mecz ten skomentuje Mateusz Borek oraz „niespodzianka”, o której na tę chwilę nie wiele wiemy. 19 czerwca Polacy polecą do Sewilli, gdzie zagrają z Hiszpanią – spotkanie skomentują Jacek Laskowski oraz Robert Podoliński. Ostatni mecz fazy grupowej z Szwecją swoim głosem umilą nam Dariusz Szpakowski oraz Andrzej Juskowiak. Ten sam duet skomentuje wielki finał imprezy.

  • Polska – Słowacja | Mateusz Borek + niespodzianka
  • Hiszpania – Polska| Jacek Laskowski + Robert Podoliński
  • Polska – Szwecja | Dariusz Szpakowski + Andrzej Juskowiak

źródło: tvp sport

Nicola Zalewski opowiedział o reprezentacji, w której chce grać. „To dla mnie wielka duma”

W minionym tygodniu Nicola Zalewski przedstawił się całemu piłkarskiemu światu. 19-letni piłkarz Romy zaliczył udane debiuty w Lidze Europy oraz w Serie A. W jednym z ostatnich wywiadów zdradził, dla której reprezentacji chce grać.

Piłkarz, który ma za sobą grę w młodzieżowej reprezentacji Polski, 6 maja zadebiutował w pierwszej drużynie AS Romy w meczu Ligi Europy przeciwko Manchesterowi United. Polak miał nawet udział przy jednej z bramek dla swojej drużyny i początkowo nawet zapisano gola na jego konto. Koniec końców bramka 19-latka została zapisana jako gol samobójczy jednego z rywali. Kilka dni później, bo 9 maja Zalewski otrzymał szansę na debiut w Serie A. 19-latek zagrał przez 10 minut przeciwko Crotone i zdołał w tym czasie zaliczyć asystę.

– Sen staje się rzeczywistością. Bardzo na to liczyłem. Debiut budzi szczególne emocje, ale nastawienie się nie zmienia, Roma bardzo zadbała o mój rozwój, zapewniając mi wiele umiejętności zawodowych – skomentował swój debiut Zalewski.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Włoskie media zakochane w Zalewskim. 19-latek zachwycił w debiucie. „O nim będzie głośno”

Nicola Zalewski urodził się we Włoszech i od najmłodszych lat gra w piłkę w tym kraju. 19-latek ma zarówno włoskie, jak i polskie obywatelstwo. Warto zaznaczyć, że Nicola w przeszłości był wielokrotnie powoływany do młodzieżowych reprezentacji Polski. Wychowanek Romy przyznał, że na chwilę obecną chciałby grać z orłem na piersi.

– Pierwszy telefon przyszedł z Polski. Wtedy też pojawiło się zainteresowanie Włochów. Ale chciałbym grać w reprezentacji Polski, ponieważ wierzyli we mnie od dziecka. Reprezentowanie mojego kraju to dla mnie wielka duma. Chcę w ten sposób podziękować moim rodzicom za wszystko, co mi dali. Przyszłość w kadrze Włoch? W tej chwili nie myślę o zmianie, ale zobaczymy, co przeniesie czas. Głównym wyborem byłaby dla mnie Polska – skomentował Zalewski w rozmowie z portalem grandhotelcalciomercato.com.

Przed kilkoma dniami ogłoszono, że szkoleniowcem AS Romy w kolejnym sezonie będzie Jose Mourinho. Polski piłkarz zabrał głos ws. nowego trenera.

– W tej chwili o tym nie myślimy, bo chcemy zakończyć sezon jak najlepiej. Mourinho to wspaniały trener, który zdobył szacunek całego świata. Mam nadzieję, że na jego treningach znacznie się rozwinę – powiedział Zalewski.

Kontrowersje po hitowym meczu w La Liga. Real Madryt został oszukany? [WIDEO]

W hicie 35. kolejki La Liga pomiędzy Realem Madryt a Sevillą doszło do kilku kontrowersyjnych sytuacji. Niepocieszeni są przede wszystkim kibice „Królewskich”, gdyż w jednej z sytuacji sędzia podjął decyzję na ich niekorzyść. Czy słusznie?

Na kilka tygodni przed końcem sezonu kwestia mistrzostwa Hiszpanii wciąż się nie wyklarowała, więc każdy kolejny mecz Realu, Atletico oraz FC Barcelony jest dla nich swego rodzaju finałem. W niedzielę Real Madryt podejmował na własnym obiekcie Sevillę. Mecz zakończył się remisem 2:2, a w jego trakcie doszło do jednej kontrowersyjnej sytuacji.

Zamieszanie w Hiszpanii

W 74. minucie przy wyniku 1:1 sędzia Juan Munuera podyktował rzut karny dla „Królewskich”, gdyż w polu karnym rywali faulowany był Karim Benzema. Ostatecznie piłkarze „Królewskich” nie mieli możliwości wykonania „jedenastki”, gdyż arbiter skorzystał z VAR-u i przyjrzał się poprzedniej akcji. Okazało się, że kilkadziesiąt sekund przed faulem na Benzemie piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał Eder Militao. W związku z tym sędzia Munuera anulował „jedenastkę” dla Realu Madryt i podyktował rzut karny dla Sevilli. Całą sytuację obejrzycie na wideo poniżej.

Niezadowolony Zidane

Kwestią sporną w Hiszpanii jest teraz to, czy zagranie ręką Edera Militao faktycznie klasyfikowało się na podyktowanie rzutu karnego. Wedle obecnych przepisów kwestia zagrania ręką jest często interpretowana indywidualnie. Po meczu Zinedine Zidane przyznał, że nie rozumie kryteriów, wedle których podążają sędziowie.

– Jestem wściekły. Rozmawiałem z sędzią, aby mi wyjaśnił tę sytuację. To bardzo skomplikowane. Nic z tego nie zrozumiałem. Skoro była ręka Militao, to była też ręka zawodnika Sevilli. Nie przekonuje mnie tłumaczenie arbitra. Nigdy nie wypowiadam się na temat ich pracy, ale dziś jestem po prostu zły. Z naszej gry jestem jednak zadowolony – skomentował Francuz w rozmowie z telewizją Movistar.

Zdanie Zidane’a podzielił inny, były piłkarz Realu – Emilio Butragueño. Hiszpan wyznał, że Realowi często w tego typu sytuacjach brakuje po prostu szczęścia.

– Nie mamy szczęścia do takich sytuacji, jak przy rzucie karnym. Mieliśmy w sezonie podobne akcje, ale decyzje wciąż zapadały na naszą niekorzyść. Tego typu zagrania są decydujące. Ta interpretacja arbitra miała olbrzymi wpływ na nasz los i budzi w nas niepokój, ponieważ w poprzednich meczach również zdarzały się takie akcje, które teoretycznie powinny działać na naszą korzyść, ale tak się nie działo – ocenił Butragueño.

fot. Eleven

Zwycięstwo okupione kontuzją. Zlatan Ibrahimović może opuścić EURO

W niedzielnym hicie Serie A Juventus Turyn poległ na własnym stadionie w starciu z AC Milan 0:3. „Rossoneri” okrasili zwycięstwo kontuzją Zlatana Ibrahimovicia. Szwed przedwcześnie musiał opuścić boisko.

W hicie 35. kolejki Serie A zmierzyli się ze sobą piłkarze Juventusu Turyn oraz AC Milan. Oba zespoły walczą o miejsce w czołowej czwórce ligi, które zagwarantowałoby awans do Ligi Mistrzów. W bezpośrednim starciu lepszy okazał się AC Milan, który pokonał na wyjeździe Juventus 3:0.

Kontuzja Ibrahimovicia

Boisko przedwcześnie musiał opuścić Zlatan Ibrahimović. Szwed w pewnym momencie upadł na murawę i złapał się za kolano. Piłkarz zszedł z boiska w 66. minucie spotkania. Jak się potem okazało, 39-latek nie był w pełni zdrowy przed rozpoczęciem meczu.

–  Ibra nie był w pełni zdrowy przed meczem, ale zacisnął zęby, bo chciał zagrać. Mam nadzieję, że to nic poważnego – skomentował po meczu trener AC Milan.

Co z EURO?

Jeśli kontuzja jednak okazałaby się dużo poważniejsza, to pod znakiem zapytania stanąłby występ 39-letniego napastnika na Mistrzostwach Europy. Przypomnijmy, że Zlatan zagrał w marcowych meczach reprezentacji Szwecji po ponad czteroletniej przerwie.

Póki piłkarz znajduje się w środowisku klubowym, to klub odpowiada za wszystkie sprawy zdrowotne. Oczywiście uważnie śledzimy to, co dzieje się z naszymi zawodnikami i staramy się uzyskać pełne informacje o stanie zdrowia – skomentował selekcjoner reprezentacji Szwecji – Janne Andersson – w rozmowie z aftonbladet.se.

Żona piłkarza Legii Warszawa krytykuje klub! „Ludzie, którzy prowadzą ten klub – o Boże…”

Żona Marko Vesovia, piłkarza Legii Warszawa, podzieliła się na swoim instagramie kilkoma nieznanymi wcześniej faktami. Z jej relacji wynika, że klub nie pokrył kosztów operacji oraz rehabilitacji piłkarza. Na tym się jednak wyznania kobiety nie kończą.

Marko Vesović jest piłkarzem Legii Warszawa od 2018 roku. W czerwcu ubiegłego roku piłkarz doznał jednak poważnej kontuzji zerwania więzadeł, z powodu której do tej pory nie wrócił do gry w pierwszym zespole Legii.

Wciąż nieznana jest przyszłość 29-letniego piłkarza. Jak już wspomnieliśmy, piłkarz od niemal roku jest kontuzjowany i nie wiadomo, w jakiej formie wróci do gry. Jego kontrakt wygasa wraz z końcem czerwca tego roku, w związku z czym decyzja dot. przyszłości piłkarza powinna zostać wyjaśniona w najbliższym czasie.

Żona Vesovicia oskarża klub!

W niedzielny wieczór głos zabrała żona Marko Vesovicia – Tamara. Kobieta opisała na swoim instagramie relacje między klubem a piłkarzem. Zdradziła również kulisy rehabilitacji Marko po odniesionej kontuzji.

– Kiedy najlepszy piłkarz łapie kontuzję, ponieważ daje z siebie 101% dla klubu i wy zostawiacie go samego na wózku inwalidzkim, gdy ten udaje się na operację do Francji – czy to jest rodzina? Kiedy mówicie mu, że nie możecie pokryć kosztów operacji i rehabilitacji – czy to jest rodzina? Kiedy mówicie mu, że musi przerwać rehabilitację i pilnie musi wrócić do klubu, a jego stan pogorsza się o 80%, bo nie macie lekarzy – czy to jest rodzina? Gdy mówicie mu, że musi zagrać w czwartej lidze w błocie zanim zagra w pierwszej drużynie. Nie szanujecie go, bo nie pozwalacie mu zagrać chociażby minuty w meczu, który nie ma już znaczenia – czy to jest rodzina? – napisała Tamara Vesović.

Kiedy wydajecie komunikat w gazecie, że Marko nie jest gotowy i jego forma jest kwestionowana, a potem wysyłacie raporty z treningów, w których Marko osiąga najwyższą prędkość podczas biegu i największą liczbę przebiegniętych kilometrów – czy to jest kłamstwo? Kiedy wygłaszacie oświadczenie, że Marko pyta o większe pieniądze, a wy nawet nie usiedliście z nim do rozmów – czy to jest kłamstwo? Kiedy mówicie, że nie macie funduszy na nowych zawodników oraz na przedłużenie kontraktów najlepszych piłkarzy, a potem oferujecie kontrakt nowemu piłkarzowi o wartości siedmiu kontraktów waszych piłkarzy – czy to jest kłamstwo? – czytamy dalej.

Kiedy okłamujesz swoich kibiców, którzy są powodem, dla którego istniejesz, czy wówczas oczekujesz pochwalnych transparentów? A może będziesz raz jeszcze zaskoczony, kiedy oni zapytają „Czego chcesz?”, „Co robisz?” – czytamy.

– Ja? Kocham ten klub! Ale ludzie, którzy prowadzą ten klub – o Boże. Mogę opowiedzieć o tych trzech latach, mogę powiedzieć wam wiele, bo wiele wiem. Mój mąż poprosił mnie jednak, żebym tego nie robiła. Wyobrażacie to sobie? On nadal szanuje Legię, taką właśnie osobą jest mój mąż. Ale ja na tym nie skończę, obiecuję wam. Teraz jednak wystarczy, ponieważ szanuję mojego męża – zakończyła Tamara Vesović.

Sprzeczność informacji

Jak pisze dziennikarz portalu Legia.net, piłkarz sam zadecydował o tym, iż chce się leczyć osobiście. Między innymi dlatego wydłużyła się jego przerwa, ponieważ rehabilitacja została źle zaplanowana.

Hansi Flick wierzy w pobicie rekordu przez Lewandowskiego. „On zasługuje na ten rekord”

Pomimo przeciwności losu Robert Lewandowski jest na najlepszej drodze do pobicia rekordu Gerda Muellera w liczbie zdobytych bramek w jednym sezonie Bundesligi. Pod wrażeniem formy Polaka jest jego trener, Hansi Flick, który uważa, że Robert zasługuje na ten rekord.

W ubiegłym roku Robert Lewandowski bezsprzecznie był najlepszym piłkarzem na świecie. Ze światowej czołówki nie wypadł również i w tym roku, choć nie zdoła on ponownie wygrać Ligi Mistrzów z Bayernem. W kończącym sezonie Lewandowski wraz z kolegami sięgnął po mistrzostwo Niemiec, a do tego niemal na pewno zdobędzie koronę króla strzelców rozgrywek.

Lewandowski pobije rekord?

Kończący się sezon Bundesligi upływa również pod znakiem próby pobicia rekordu Gerda Muellera w liczbie zdobytych bramek w jednym sezonie Bundesligi przez Roberta Lewandowskiego. Polak od samego początku sezonu jest w wybornej formie strzeleckiej. Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek Polak traci zaledwie jednego gola do historycznego wyniku Niemca. Rekord mógłby być już dawno pobity przez Polaka, jednak 32-latek pod koniec marca nabawił się kontuzji, która wykluczyła go z gry na kilka tygodni.

Pod wrażeniem formy oraz osiągnięć polskiego napastnika jest Hansi Flick. Trener Bayernu uważa, że pałeczkę po Gerdzie Muellerze przejął Lewandowski – kiedyś idolem był Niemiec, a teraz Polak.

Gole Lewandowskiego były znakomite. Thomas i Robert wykonują znakomitą robotę. Pamiętajmy, że Robert ma cztery żółte kartki, więc musi bardzo uważać, aby nie dostać kolejnej. Gerd Mueller był idolem. Dziś Lewandowski tym, kim był Gerd w przeszłości. Robert bardzo zasługuje na ten rekord. On zasługuje na ten rekord.

 

Dwie asysty Arjena Robbena! Po meczu Holender nie ukrywał łez. „Marzę o Mistrzostwach Europy”

Pomimo upływu lat Arjen Robben nadal czerpie przyjemność z gry w piłkę. W niedzielę jego FC Groningen pokonało na wyjeździe FC Emmen 4:0, a legendarny piłkarz zaliczył dwie asysty. Jak sam mówi, jeśli pojawiłaby się propozycja zagrania na EURO, to z pewnością by ją przyjął.

Arjen Robben po raz pierwszy zakończył swoją piłkarską karierę po sezonie 18/19, kiedy występował jeszcze z Bayernie Monachium. Jego rozbrat z piłką nie potrwał jednak zbyt długo, gdyż po niespełna roku od zakończenia (a tak właściwie przerwania) kariery ogłosił swój powrót do piłki. Co prawda Holender nie wrócił do gry w klubie ze światowej elity, a podpisał kontrakt z FC Groningen, którego jest wychowankiem.

Powrót do profesjonalnej gry w piłkę z pewnością nie wyglądał tak, jakby wymarzył to sobie sam zawodnik. Holender nabawił się urazu już w pierwszej kolejce Eredivisie. Po kilku tygodniach przerwy zagrał ponownie i ponownie doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry na niemalże 6 miesięcy.

Znakomity mecz Robbena

Jako że sytuacja Groningen w lidze holenderskiej jest raczej ustabilizowana, to trener Buijs postawił w meczu z FC Emmen na zaledwie dwa lata młodszego od siebie Arjena Robbena. 96-krotny reprezentant Holandii szybko spłacił dany mu kredyt zaufania. Kapitan Groningen zanotował dwie asysty w drugiej połowie meczu i poprowadził swoją drużynę do wysokiego zwycięstwa 4:0.

– Marzę o Mistrzostwach Europy. Muszę być jednak ostrożny w swoich deklaracjach, bo znów pojawią się nagłówki w gazetach. Nie mówię, że chcę powołania do kadry, ale jeżeli selekcjoner do mnie zadzwoni, na pewno się zgodzę – skomentował Arjen Robben.

Klub utworzy escape room na stadionie! Kibice będą szukać zaginione trofea

Hiszpański Sporting Gijon zapowiedział otwarcie escape room’u na ich własnym stadionie. Z tej okazji pojawił się film promujący całe przedsięwzięcie oraz jego szczegóły.

W kończącym się sezonie 2020/2021 Sporting Gijon występuje na drugim poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii. W przeszłości przez wiele lat występował nawet w hiszpańskiej ekstraklasie. Za największy sukces klubu można uznać wicemistrzostwo Hiszpanii z sezonu 1978/1979, kiedy stracili zaledwie 4 punkty do Realu Madryt.

Na początku maja Sporting Gijon ogłosił utworzenie escape room’u na stadionie. Głównym zadaniem osób biorących udział w zabawie będzie szukanie zaginionych trofeów i znalezienie drogi do wyjścia.

– W 1976 roku dochodzi do pierwszego z wielu tajemniczych zaginięć, jedno z klubowych trofeów zostało skradzione. Przez następne 30 lat powtórzy się to kilkukrotnie. W 2006 roku nastąpi ostatnie zniknięcie – czytamy w opisie atrakcji.

– Dzisiaj, 15 lat później, ty i twoi kompanii zostaliście powołani do ostatecznego rozwiązania tajemnicy. Czy uda ci się rozwiązać sprawę, odkryć winowajcę i odzyskać trofea? – czytamy dalej.

W szczegółach atrakcji przygotowanej przez Sporting Gijon czytamy, że cała zabawa trwa około 60 minut. Cena za osobę wynosi 15 euro. Więcej przeczytacie na oficjalnej stronie klubu.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.