Beckham ambasadorem mundialu w Katarze. Anglik otrzyma astronomiczne pieniądze

David Beckham to wciąż jedna z najbardziej rozpoznawalnych osób w świecie piłki nożnej. Choć swoją karierę zakończył już dawno temu, to wciąż pozostaje aktywny czy to w social mediach, czy w innych sferach biznesowych. Zamiar wykorzystać to mają Katarczycy. 

Mistrzostwa świata w Katarze odbędą się w 2022 roku. Obecnie turniej nie cieszy się specjalnie pochlebnymi opiniami. W mediach co i rusz pojawiają się informacje o łamaniu praw człowieka przez organizatorów oraz inne niepokojące informacje.

Z tego powodu Katarczykom zależy na ociepleniu wizerunku swojego kraju, jako organizatora największej piłkarskiej imprezy na świecie. W tym celu pojawił się pomysł wykorzystania Davida Beckhama.

Krocie za pomoc

Według dziennikarzy „The Sun” były piłkarz zawarł już dziesięcioletnią umowę z Katarem. W jej myśl Anglik stał się niejako ambasadorem nadchodzącego mundialu. Medialność „Becksa” ma pomóc w poprawieniu stosunków Kataru z kibicami. Przede wszystkim jest to zabieg wycelowany w ocieplenie wizerunku organizatorów przyszłorocznego mundialu.

„The Sun” podaje, że za każdy rok trwania umowy Beckham zainkasuje 15 milionów funtów. W ten sposób 46-latek zgarnie aż 150 mln funtów. Dziennikarze nie wykluczają jednak, że większość tej kwoty trafi na konto Anglika jeszcze w przyszłym roku.

Czemu Lewandowski powinien wygrać Złotą Piłkę? Bundesliga podaje argumenty

Czy Robert Lewandowski ma szansę na wygranie Złotej Piłki? Według oficjalnej strony Bundesligi… jak najbardziej tak! Polak jest wręcz najmocniejszym kandydatem. 

Coraz bardziej zbliża się gala Złotej Piłki. „France Football” zaplanowało event na 29 listopada bieżącego roku. Wtedy, w paryskim Theatre du Chatelet poznamy najlepszego piłkarza 2021 roku. W gronie kandydatów do tego tytułu znajduje się właśnie Robert Lewandowski.

Murowany faworyt?

Oczywiście poza 33-latkiem chrapkę na Złotą Piłkę mają, chociażby, Lionel Messi, Jorginho czy Karim Benzema. Wspomniana czwórka także często wymieniana jest obok Lewandowskiego w kontekście głównych kandydatów do wygrania głosowania.

Oficjalna strona Bundesligi jest jednak zdania, że to właśnie Polak najbardziej zasłużył na to wyróżnienie. W obszernym artykule o dokonaniach „Lewego” dziennikarze przekonują, dlaczego to jemu powinna przypaść statuetka.

W argumentacji zaznaczano między innymi pobicie rekordu legendarnego Gerda Mullera czy passę 19 kolejnych meczów bez porażki w Lidze Mistrzów. Oprócz tego 33-latek jest najskuteczniejszym piłkarzem w tym roku. Polak ma na koncie 53 trafienia i tylko jedna bramka dzieli go od wyrównania życiowego rekordu.

W artykule odniesiono się jeszcze do wypowiedzi kilku piłkarzy czy ekspertów. Przytoczono słowa Kevina de Bruyne, który bez ogródek stwierdził, że swój głos oddałby na Lewandowskiego.

Sousa i Cash już po spotkaniu! Wyciekły szczegóły rozmowy 24-latka z selekcjonerem

Paulo Sousa spotkał się z Mattym Cashem! Według Sebastiana Staszewskiego panowie odbyli rozmowę w londyńskim Marriotcie w sobotę rano. W spotkaniu uczestniczyli także rodzice zawodnika Aston Villi. 

Selekcjoner reprezentacji Polski przebywa obecnie w Wielkiej Brytanii. W piątek Sousa oglądał spotkanie Arsenalu z Aston Villą (3-1), aby zobaczyć na żywo Mattyego Casha. 24-latek czeka na ostatnie formalności, po czym odbierze polski paszport.

Według wielu źródeł Sousie mocno zależy na tym, aby prawy obrońca mógł grać dla „Biało-Czerwonych” jeszcze w tym roku. Poza obejrzeniem go w akcji Portugalczyk chciał także spotkać się z nim i porozmawiać nieco o jego przyszłości.

Polubili się

Jak poinformował Sebastian Staszewski z „Interii” w sobotę około 11 rano Cash spotkał się z Sousą. W londyńskim Marriotcie obaj panowie mieli odbyć blisko półtorej godzinną rozmowę. W jej trakcie 24-latek miał zapewnić jeszcze raz, że bardzo zależy mu na grze dla Polski.

Z relacji dziennikarza wynika, że obaj panowie „przypadli sobie do gustu”. Przy ich rozmowie obecni byli także rodzice piłkarza.

FIFA ukarała Albanię za mecz z Polską! Grzywna i zakaz stadionowy dla kibiców

FIFA podjęła decyzję w sprawie zamieszek podczas meczu Albania — Polska (1-0) w Tiranie. Federacja naszych niedawnych rywali otrzymała karę finansową oraz zakazu stadionowego dla kibiców na jeden mecz. 

Przypomnijmy, że reprezentacja Polski wygrała z Albanią na początku października piekielnie istotne spotkanie. Ranga meczu była bardzo wysoka, gdyż dzięki zwycięstwu udało się nam wskoczyć na drugie miejsce w grupie eliminacji mistrzostw świata.

Gorąca atmosfera była bardzo wyczuwalna na murawie. Niestety jednak widać to było także po trybunach. Kiedy Karol Świderski strzelił bramkę na 1-0 dla „Biało-Czerwonych” doszło do niemiłych obrazków.

Albańscy kibice zaczęli rzucać w stronę strzelca oraz reszty kadrowiczów butelki, zapalniczki i inny przedmioty. Wśród nich znalazły się także między innymi nawet telefony. Wobec zagrożenia zdrowia piłkarzy sędzia podjął decyzję o przerwaniu widowiska, która potrwała ponad 20 minut. Finalnie spotkanie dokończono, lecz pewne było, że federacja otrzyma karę.

Ban i grzywna

Tak też się stało. FIFA w piątek podjęła decyzję odnośnie kary dla federacji Albanii i nałożyła na nią grzywnę w wysokości 150 tysięcy franków. W przeliczeniu daje to blisko 650 tysięcy złotych.

Poza karą finansową najbliższe spotkanie Albanii z Andorą (ostatnie w ramach eliminacji mistrzostw świata) odbędzie się bez udziału kibiców.

– Związek wyraża ubolewanie z powodu podjętej decyzji i podejmie wszelkie niezbędne kroki, aby takie sytuacje, spowodowane przez niektóre osoby, nie miały miejsca w przyszłości i nie zaszkodziły naszej reprezentacji w jej meczach międzynarodowych. Federacja oceni możliwość odwołania się od tej decyzji w przewidzianym terminie – napisał albański związek.

Hajto ocenił postawę piłkarzy Legii. „Muszą pójść agresywnie do normalnej pracy”

Legia Warszawa przegrała ostatni mecz w Lidze Europy z Napoli (0-3). Mimo porażki „Legioniści” nadal zajmują pierwsze miejsce w grupie rozgrywek, lecz dużo gorzej wygląda to w Ekstraklasie. Na krajowym podwórku mistrz Polski wygląda wręcz fatalnie. W tym temacie wypowiedział się Tomasz Hajto. W „Polsat Sport” były piłkarz wskazał, czego brakuje mu w drużynie Czesława Michniewicza. 

Choć Legia przegrała z Napoli (0-3), to w Neapolu zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Gole stracili dopiero pod koniec drugiej połowy, zaś przez większą część gry wyglądali na świetnie przygotowanych na to spotkanie.

Mimo kolejnego dobrego występu w Lidze Europy postawa „Wojskowych” zdecydowanie zawodzi w Ekstraklasie. Po ostatniej klęsce przeciwko Lechowi Poznań, Legia zajmuje dopiero 15. miejsce w tabeli z dorobkiem dziewięciu punktów. Do „Kolejorza”, który lideruje w tabeli, ekipie Czesława Michniewicza brakuje już aż 15 „oczek”.

Nie ma radości z gry

Nad problemami mistrzów Polski w „Polsat Sport” pochylił się Tomasz Hajto. Były piłkarz uważa przede wszystkim, że nie można całej winy zrzucać na trenera. Według niego nieważne kto by przyszedł za Michniewicza — nie zdołałby tego obecnie ułożyć.

– Przede wszystkim Legia musi się teraz skoncentrować na lidze. Wszystkie wymówki można włożyć między książki i mole. To jest Legia Warszawa i nieważne kogo trener wystawi i kto będzie grał, to grając w takim klubie nie wyobrażam sobie, żebym mógł przegrać sześć na dziewięć spotkań i miał zwalać całą winę na trenera. Zawodnicy, nieważne kto jest wystawiony, muszą trochę przyjąć też na klatę i nie mogą notorycznie przegrywać meczów. Sam miałem taką sytuację w jednym z klubów, że byliśmy na pierwszym miejscu, potem potraciliśmy punkty z całym dołem, ale nie wołaliśmy trenera. Poszliśmy sami się spotkać i porozmawiać. Był lekki wstrząs, ostre kłótnie, prawie też doszło do rękoczynów, ale następne spotkanie wygraliśmy na wyjeździe z Leverkusen 3-0 i wygraliśmy sześć czy siedem kolejnych spotkań z rzędu, wracając na pierwsze miejsce. Szatnia na koniec załatwia takie rzeczy, ale pytanie czy Legia ma w szatni takie charaktery, żeby ją wstrząsnąć – stwierdził Hajto.

Dodatkowo zauważył, że piłkarze Legii mają inne nastawienie na spotkania Ekstraklasy, a inne na mecze w Lidze Europy.

– Niektórzy piłkarze myślą, że przyjechała Legia, to musicie się bać, ale dzisiaj to tak nie działa. Dzisiaj w lidze każdy mówi „dawajcie, przyjeżdża mistrz Polski, czekajcie, my wam pokażemy. Możemy mamy trochę mniej umiejętności, ale zagramy ostro, oddamy serducho”. I Legia ma z tym problem. Piłkarze Legii muszą w końcu wyjść, pójść agresywnie do normalnej pracy i wygrać spotkanie bez szukania wymówek. Chciałbym zobaczyć w meczu ligowym uśmiechniętych zawodników Legii, którzy wychodzą na murawę i mówią tak „przepraszam, ja jestem piłkarzem Legii, my przyjechaliśmy dzisiaj wygrać” – podsumował.

Paulo Sousa obejrzy trzy spotkania Ekstraklasy. Selekcjoner znalazł kandydata do kadry

Do reprezentacji Polski zawita niespodziewany zawodnik? Adam Godlewski podaje, że Paulo Sousa pojawi się niebawem na spotkaniu Ekstraklasy. Selekcjoner zamierza obejrzeć spotkanie Radomiaka z Cracovią.

Obecnie Sousa przebywa w Wielkiej Brytanii. Portugalczyk zamierza obejrzeć mecz Aston Villi z Arsenalem, aby przyjrzeć się na żywo Mattiemu Cashowi. Prawy obrońca wciąż stara się bowiem o polski paszport i istnieje duże prawdopodobieństwo, że niebawem będzie mógł grać dla „Biało-Czerwonych”.

Niespodziewany kandydat

Okazuje się, że selekcjoner planuje także wybrać się na spotkania Ekstraklasy. Według Adama Godlewskiego 51-latek w przyszłym tygodniu pojawi się na trzech meczach Ekstraklasy. Głównym celem będzie jednak starcie Cracovii z Radomiakiem.

Sousa chce bowiem przyjrzeć się bliżej Kamilowi Pestce. W piłkarzu „Pasów” Portugalczyk widzi ponoć dobrą alternatywę do grania na wahadle. Lewy obrońca w tym sezonie rozegrał dziewięć spotkań na poziomie Ekstraklasy. Zanotował w nich dwie asysty.

Poza meczem Cracovii Sousa ma również obejrzeć mecz Jagiellonii Białystok z Piastem Gliwice oraz Legii Warszawa z Pogonią Szczecin. Selekcjoner poszukuje prawdopodobnie kilku innych zawodników, którzy mogliby mu się przydać podczas listopadowego zgrupowania.

W tym też miesiącu Polacy zagrają dwa ostatnie mecze grupowe eliminacji do mundialu. Najpierw zmierzą się z Andorą (12 listopada), zaś później z Węgrami (15 listopada).

 

Kalidou Koulibaly zaskoczył przed meczem z Legią. „Dla mnie będą faworytem”

Legia Warszawa faworytem w meczu z SSC Napoli? Takiego zadania jest Kalidou Koulibaly, lider włoskiego klubu. Senegalczyka zacytowało „TVP Sport”.

Póki co mistrzowie Polski pozostają liderem swojej grupy Ligi Europy. Po tej kolejce na pewno się to nie zmieni, gdyż Leicester wygrało ze Spartakiem, więc obie ekipy mają kolejno: cztery i trzy punkty. Legia posiada sześć „oczek”, zaś jej najbliższy rywal, a więc Napoli – zaledwie jedno.

Kurtuazja czy szacunek

Choć „Wojskowi” sensacyjnie utrzymują się na fotelu lidera po ograniu Spartaka oraz Leicester, to w czwartek mogą mieć poważne problemy. W Neapolu zmierzą się bowiem z pierwszą drużyną Serie A, a więc SSC Napoli, które od początku sezonu zachwyca formą.

Mimo że stołeczny zespół nie jest traktowany jako faworyt, to innego zdania jest Kalidou Koulibaly. Senegalczyk uważa, że Legii nie należy lekceważyć. Stoper poszedł jednak o krok dalej i stwierdził, że to właśnie mistrzowie Polski są faworytem przed najbliższą rywalizacją.

– Może uważacie inaczej, ale dla mnie Legia będzie faworytem. Dwa zwycięstwa w LE o czymś świadczą, do tego pierwsze miejsce w grupie i mecz z Leicester, bardzo dobry w wykonaniu Legii. Czeka nas trudne spotkanie – zacytował piłkarza „TVP Sport”.

– Legia to doświadczony zespół. Oni zasługują na to, by być na pierwszym miejscu, nie ma w tym przypadku. Przyjadą jutro z tymi samymi intencjami: będą na nas czekać i musimy uważać, by nie robić nic na siłę – stwierdził.

– Pierwsze miejsce w grupie? Zrobimy wszystko, ale ważne jest, aby się zakwalifikować. Wszystko może rozstrzygnąć się nawet w ostatniej kolejce. Leicester grało z nami bardzo intensywnie, ze Spartakiem poszło nam dobrze, ale czerwona kartka sprawiła, że przegraliśmy. Ta porażka wiele nas nauczyła – podsumował.

Napoli do meczu z Legią przystąpi w nieco innym składzie niż zazwyczaj. W kadrze meczowej Luciano Spaletti nie umieścił Piotra Zielińskiego, który zmagał się ostatnio z urazem. Na ławce ma usiąść także Victor Osimhen.

 

Napoli podejmie Legię bez Zielińskiego? Polak nabawił się nietypowego urazu

Czy Piotr Zieliński zagra w najbliższym meczu Napoli z Legią Warszawa? Niewykluczone, że pomocnika zabraknie w składzie liderów Serie A. 27-latek zmaga się z bólem mięśni pośladkowych. 

Już w czwartek w Neapolu Legia podejmie lokalne SSC Napoli w ramach 3. kolejki fazy grupowej Ligi Europy. Choć „Wojskowi” kiepsko radzą sobie w Ekstraklasie, to w europejskich pucharach idzie im dużo lepiej. Do spotkania z włoskim rywalem podchodzić będą z pozycji lidera grupy.

Co ciekawe, nawet w przypadku porażki mistrzowie Polski spadną najwyżej na 2. miejsce. Obecnie mają na koncie komplet punktów (6) po dwóch kolejkach. Najbliżej nich znajduje się Spartak Moskwa (3), zaś Napoli i Leicester (po 1) nie zdołają dogonić Legii, przynajmniej nie po tej kolejce.

Bez Zielińskiego?

Do tej pory ekipie Czesława Michniewicza udało się sprawić dwie niespodzianki. Na inaugurację fazy grupowej pokonali Spartak (1-0), zaś w ostatnim spotkaniu w Warszawie ograli także Leicester (1-0). Następne spotkanie zagrają jednak ze świetnie dysponowanym Napoli.

Niewykluczone, że Luciano Spaletti zdecyduje się na wystawienie nieco bardziej rezerwowego składu. W gronie zawodników, którzy opuszczą rywalizację może znaleźć się Piotr Zieliński. Reprezentant Polski narzekał bowiem na ból mięśni pośladkowych, o czym poinformował klub na stronie internetowej.

– Zieliński zaliczył niestandardowy trening na siłowni z powodu problemów z mięśniami pośladków – napisano w komunikacie.

Cyrk trwa. Icardi odejdzie z PSG, jeśli Wanda nie wróci. Kobieta żąda pieniędzy od klubu

Zaskakujące doniesienia odnośnie Mauro Icardiego. Argentyńczyk z powodu swoich ostatnich perturbacji życiowych może odejść z Paris Saint-Germain. Zrobi to, jeśli… nie odzyska swojej żony.

Przypomnijmy, że kilka lat temu Wanda Nara była w związku małżeńskim z Maxi Lopezem. Para miała także trójkę dzieci. Jego ówczesny przyjaciel, a więc Maruco Icardi „odbił” jednak kobiet, zaś niedawnemu koledze zabronił kontaktu z potomstwem.

Wkrótce później Icardi poślubił Wandę. Związek tej dwójki budzi wciąż wielkie emocje wśród piłkarskich mediów. Niedawno wybuchła kolejna afera w tym temacie.

Jak nastolatkowie

W skrócie: Wanda Nara usunęła kilka dni temu zdjęcia ze swoim mężem z Instagrama. Dodała również na relację krótką, acz treściwą wiadomość: „Kolejna rodzina, którą zniszczyłeś dla dzi*ki”. Więcej w linku poniżej:

Mauro Icardi zdradził Wandę Nara? Wymowna wiadomość: „Kolejna rodzina, którą zniszczyłeś dla dzi*ki”

Ostatnio Icardi z kolei wstawił na swoje stories zdjęcie, na którym przytula żonę. Dopisał jej także życzenia i okraszył serduszkami. Z relacji Yaniny Latorre z telewizji „El Trece” wynika, że sytuacja była bardzo niepokojąca. Dziennikarka wyjawiła szczegóły ostatnich problemów małżonków.

– Zostawia go w mieszkaniu w Mediolanie i idzie do hotelu. Po południu on ją odwiedza i wtedy właśnie wrzucają to zdjęcie, na którym ona siedzi, a on rzuca się na nią. Wygląda jak ropucha. To zdjęcie jest prawdziwe, aktualne, a on myśli, że jak je opublikuje, to ją przekona – opowiedziała Latorre.

Odejdzie, jeśli nie wróci?

Burzliwa relacja państwa Icardi stała się pożywką dla mediów i piłkarskich pudelków. Temat przewałkowano niemal na każdym portalu na świecie. Z dnia na dzień ta sytuacja staje się coraz bardziej absurdalna. Doszło nawet do tego, że 28-latek rozważa odejście z PSG, jeśli Wanda do niego nie wróci…

– On opuszcza trening, Wanda szaleje. Jeśli ona nie wróci do niego i mu nie wybaczy, on zrezygnuje i nie będzie dłużej grał dla Paris Saint-Germain – dodała Latorre.

Według dziennikarki takie zachowanie może mieć na celu wywarcie presji na władzach paryżan. Wanda Nara ma bowiem zgodzić się na powrót do swojego męża, jeśli dostanie od klubu 3 miliony euro rocznej premii za bycie agentką piłkarza. Pieniądze miałyby być oczywiście na jej wyłączność.

Co dalej ze współpracą EA Sports i FIFA? Organizacja może stworzyć… własną grę!

Powiększa się rozłam między FIFA a EA Sports. To z kolei powiększy rynek gier piłkarskich o kolejną serię? Niewykluczone, że federacja zdecyduje się na wydanie własnej gry, po zakończeniu współpracy z „Elektronikami”! 

Od lat EA Sports współpracuje z FIFA, czego pokłosiem jest wypuszczana co roku gra pod szyldem organizacji. W ostatnim czasie jednak relacje na linii producent-federacja uległy pogorszeniu.

Zimna wojna

Doszło nawet do pewnego rodzaju konfliktu pomiędzy stronami. FIFA opublikowała także specjalne oświadczenie, z którego wynikają dwa interesujące wnioski.

Pierwszy: choć w tekście nie pada nazwa „Electronic Arts”, to łatwo się domyśleć, że organizacja sprzedaje pstryczka właśnie swojemu partnerowi. Jest także wniosek drugi: FIFA myśli o stworzeniu własnej gry!

– Muszą być [Gry i esport – przyp. red] przestrzenią zajmowaną przez więcej niż jedną stronę kontrolującą wszystkie prawa. Firmy technologiczne i mobilne rywalizują o współpracę z FIFA, jej platformami i globalnymi turniejami. W związku z tym FIFA współpracuje z różnymi graczami z branży, w tym deweloperami, inwestorami i analitykami – napisano w oświadczeniu.

Jeśli chodzi o tę drugą opcję, to sprawa może być nieco bardziej złożona. Rzeczywiście, może chodzić o stworzenie własnej, odrębnej i nowej gry piłkarskiej. Nie można jednak wykluczyć, że FIFA zamierza po prostu udzielić licencji większej ilości firm.

Tutaj pojawiają się natomiast informacje podane przez „New York Times”. Ustalono, że federacja zażądała od EA Sports płacenia miliarda dolarów co cztery lata, jako opłata za licencję. Amerykański producent nie chce się zgodzić na takie rozwiązanie, więc wątpliwe, aby inne podmioty były chętne do płacenia takich kwot. Dlatego nieco bardziej prawdopodobne wydaje się stworzenie nowej gry przez FIFA.

Anglicy ukarani za zamieszki przed finałem Euro 2020. Puste trybuny i grzywna

Jedno spotkanie przy pustych trybunach — taką karę otrzymała reprezentacja Anglii za zamieszki przed finałem Euro 2020. Oprócz tego federacja będzie musiała zapłacić grzywnę w wysokości 100 tysięcy euro. 

Podczas ostatnich mistrzostw Europy doszło do skandalicznych scen. Tuż przed finałem imprezy na Wembley szturmem wdarli się angielscy kibice, którzy nie posiadali biletów. Wybuchły zamieszki, doszło do bójek pomiędzy sympatykami „Synów Albionu” a włoską reprezentacją.

Jeszcze wcześniej angielscy kibice także dali się we znaki. Przed spotkaniem z Niemcami odśpiewali kontrowersyjną pieśń, czym sprowokowali fanów rywali.

Ban i grzywna

UEFA wszczęła postępowanie przeciwko zachowaniu Anglików, zaś w końcu po trzech miesiącach od tych wydarzeń ogłoszono werdykt. Decyzją organizacji „Synowie Albionu” rozegrają kolejne dwa mecze bez kibiców. Z tego drugie spotkanie pozostanie w zawieszeniu na „okres próbny dwóch lat”.

Oprócz tego FA będzie musiało zapłacić grzywnę. Wysokość kary ustanowiono na 100 tysięcy euro.

Komisja Kontroli, Etyki i Dyscypliny UEFA postanowiła:

1. Nakazać FA rozegranie kolejnych dwóch meczów rozgrywek UEFA w roli gospodarza za zamkniętymi drzwiami, z których drugi został zawieszony na okres próbny dwóch lat od daty niniejszej decyzji, za brak porządku i dyscypliny na stadionie i wokół niego.

2. Ukarać FA grzywną w wysokości 100 000 euro za brak porządku i dyscypliny na stadionie i wokół niego, za wtargnięcie kibiców na boisko, rzucanie przedmiotami i zakłócenia podczas odgrywania hymnów narodowych – podsumowano na „WP Sportowe Fakty”.

„To boiskowy bandyta” – kibice ostro krytykują Lukasa Podolskiego

Lukas Podolski zalicza kiepski okres, od kiedy przeszedł do Górniak Zabrze. Kibice po ostatnim spotkaniu z Wisłą Kraków (0-1) bardzo ostro skrytykowali swojego napastnika. Chodzi o dwa brutalne faule, których dopuścił się Niemiec.

Kiedy Podolski oficjalnie dołączył do Górnika w Polsce wybuchła euforia. 36-latek w końcu spełnił swoją obietnicę i dołączył do klubu z Zabrza. Na razie jednak jego transfer to jedno wielkie pasmo rozczarowań.

Na razie nie pokazał niczego wyjątkowego na boisku. W zamian za to występuje w programach telewizyjnych czy rozkręca własne biznesy. Wydaje się, że gra w ukochanym zespole to dla niego dodatkowa, dużo mniej istotna fucha.

Brutalne wejścia

Do tej pory mimo wszystko starano się jakoś przymykać oko na słabą formę „Poldiego”. W końcu to mistrz świata z 2014 roku, wielka osobistość i generalnie lubiana postać w naszym kraju. Sytuacja powoli zaczyna się jednak zmieniać.

Podolski w dalszym ciągu nie pokazuje niczego spektakularnego, czego poniekąd wymagano od niego przed sezonem. Kibice powoli tracą do niego cierpliwość, a szalę goryczy zdaje się przelać ostatni występ piłkarza przeciwko Wiśle Kraków (0-1).

W przegranej rywalizacji z „Białą Gwiazdą” Podolski dopuścił się kolejnego brutalnego faulu. Była to druga taka sytuacja. Wcześniej, przed przerwą reprezentacyjną ostro dał się we znaki Piotrowi Tomasikowi w wygranym spotkaniu z Wisłą Płock (4-2).

– To piłkarz na specjalnych prawach. Ciekawe, jak długo – komentują kibice.

– To zwykły boiskowy bandyta, a nie żadna gwiazda – dodają.

Warto zauważyć, że żadne przewinienie nie skończyło się dla Podolskiego czerwoną kartką. Ba, żółty kartonik otrzymał tylko za faul na Tomasiku. Przy wejściu w rywalizacji z Wisłą Kraków sędzia Frankowski nie sięgnął nawet po taką karę.

Wiadomo, ile wyniesie budżet Newcastle! Zimą wydadzą mniej, niż zakładano

Ile pieniędzy zimą na transfery przeznaczy Newcastle United? Nowi właściciele nie zamierzają przesadzać i rzucać od razu ogromnych kwot. „The Telegraph” podaje, jakim budżetem będzie operować klub.

Jeszcze niedawno media spekulowały nad potencjalnym budżetem Newcastle United pod wodzą saudyjskich właścicieli. Wówczas mówiono o ponad 200 milionach euro, za które już zimą nowe władze chciałyby przebudować skład „Srok”.

Mniejsza kasa

Celem miał być przede wszystkim nowy szkoleniowiec. Początkowo mówiono o Antonio Conte, lecz według ostatnich doniesień Włoch nie przejmie nowo budowanej drużyny. Póki co na stanowisku pozostaje Steve Bruce, jednak jego przyszłość wydaje się przesądzona.

Z nowym czy starym trenerem władzom klubu i tak zależy na przebudowie składu. Choć Saudyjczycy operują niemal nielimitowanym majątkiem, to nie chcą przesadzać z transferami. Zimą budżet „Srok” ma wynieść około 60 mln euro, o czym poinformował „The Telegraph”. Będzie to zatem o wiele niższa kwota, niż początkowo zakładano. Nowym właścicielom zależy bowiem na budowie długofalowego projektu.

Piękna odpowiedź Nagelsmanna na pytanie o Haalanda. „Potrzebuję Roberta Lewandowskiego”

Na temat przyszłości Erlinga Haalanda pisze się bardzo wiele. O potencjalnym transferze Norwega zapytano Juliana Nagelsmanna. Szkoleniowiec Bayernu Monachium zaskoczył, bo w swojej odpowiedzi nawet słowem nie wspomniał o 21-latku. W zamian za to skupił się na… Robercie Lewandowskim.

Bayern Monachium to jeden z klubów, które stale monitorują sytuację Erlinga Haalanda. Napastnik w najbliższej przyszłości opuści Borussię Dortmund, a ręce na niego zacierają już europejskie potęgi.

Zainteresowanie Bawarczyków to żadna tajemnica. Już jakiś czas temu Hasan Salihamidzić publicznie przyznał, że Norweg znajduje się pod obserwacją ich działaczy.

Nagelsmann? Top

Dziennikarze mimo to nadal nie dają spokoju ani przedstawicielom Bayernu, ani jego trenerowi. Na konferencji prasowej Juliana Nagelsmanna padło pytanie o to, czy Haaland jest mu potrzebny w składzie „Die Roten”. Odpowiedź szkoleniowca była… zaskakująca.

– Potrzebuję Roberta Lewandowskiego w jego najlepszej formie. Robert jest piłkarzem, z którym chętnie pracuję i którego kontrakt obowiązuje jeszcze przez długi czas w Monachium – stwierdził klarownie 34-latek.

 

Mohamed Salah najlepszym piłkarzem na świecie? Jurgen Klopp nie ma wątpliwości

Liverpool łatwo poradził sobie z Watfordem, wygrywając aż 5-0. Świetny występem w barwach „The Reds” popisał się Mohamed Salah. Komplementów pod adresem Egipcjanina nie szczędził Jurgen Klopp.

Liverpool bez większych problemów dopisał sobie kolejne trzy punkty w ósmej kolejce Premier League. Watford uległ na własnym stadionie przyjezdnym aż 5-0. Duży wpływ na wynik miał Mohamed Salah.

Choć to Roberto Firmino popisał się hat-trickiem, to Egipcjanin także miał udany występ. Najpierw asystował przy bramce Sadio Mane, zaś w 54. minucie przeprowadził fenomenalną akcję, przypominając niemal Leo Messiego z najlepszych lat.

Nie ma lepszych?

Porównanie do Argentyńczyka nie pojawiło się tu z przypadku. Wielu angielskich ekspertów porównywało Salaha do gwiazdy PSG. Pod wrażeniem występu Egipcjanina był także Jurgen Klopp.

– Dajcie spokój, kto jest lepszy od Salaha w tej chwili? Nie ma nikogo lepszego… i to jest jasne – stanowczo stwierdził szkoleniowiec Liverpoolu.

– To nie jest coś, o czym wiem od wczoraj. On jest w takiej formie już od jakiegoś czasu. Najpierw znakomita asysta, potem wyjątkowy gol. On jest na szczycie, wszyscy to widzimy – zaznaczył.

– Nie musimy mówić o tym, co Ronaldo i Messi zrobili dla światowej piłki nożnej i jak długo dominowali. W tej chwili najlepszy jest jednak Salah – podsumował Niemiec.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.