Kulesza postawi na zagranicznego selekcjonera? Dziś ma się spotkać z włoską legendą

Cezary Kulesza postawi na zagranicznego selekcjonera? Według Sebastiana Staszewskiego w Warszawie dojdzie do spotkania prezesa PZPN z Fabio Cannavaro! Mistrz świata z 2006 roku wysuwa się na jednego z głównych faworytów do poprowadzenia reprezentacji Polski w barażach do mistrzostw świata. 

Karuzela z trenerami, mogącymi objąć naszą kadrę powiększa się z dnia na dzień. Jednym z pierwszych szkoleniowców, wymienianych w tym temacie był jednak Fabio Cannavaro. Wówczas kandydatura Włocha wydawała się natomiast dosyć abstrakcyjna, a sam Kulesza miał dążyć do zatrudnienia polskiego trenera.

Zmiana nastawienia?

Wiele wskazuje na to, że ostatecznie wydarzenia nieco zmieniły jednak jego pogląd. Według niedawnych informacji „Przeglądu Sportowego” Adam Nawałka, który był do tej pory faworytem do poprowadzenia reprezentacji, zraził do siebie prezesa związku. Wszystko przez medialne doniesienia o jego negocjacjach z federacją Kosowa w sprawie prowadzenia tamtejszej drużyny narodowej. Więcej o tym pisaliśmy TUTAJ.

Niewykluczone, że poza Nawałką Kulesza nie widzi wielu kandydatów na stanowisko selekcjonera „Biało-Czerwonych” wśród rodzimych szkoleniowców. Możliwe, że z tego powodu zdecyduje się na skorzystanie z usług zagranicznego trenera. A tych przecież nie brakuje.

Media non stop podają nowe nazwiska uznanych szkoleniowców, którzy wyrażali chęć objęcia reprezentacji Polski. Wśród nich miał być także Fabio Cannavaro, który był właściwie jednym z pierwszych wymienianych w tym temacie. I to właśnie o Włochu jest obecnie najgłośniej. Według Sebastiana Staszewskiego w sobotę ma nawet dojść do spotkania Cezarego Kuleszy z mistrzem świata z 2006 roku. Tematem rozmowy będzie ewentualne prowadzenie naszej drużyny.

Probierz żąda rozwiązania kontraktu z Termaliką. Nie poprowadził ani jednego treningu

Raptem dwa dni temu Termalica ogłosiła, że nowym trenerem drużyny został Michał Probierz, a ten już żąda rozwiązania kontraktu. Szkoleniowiec nie poprowadził nawet jednej jednostki treningowej. 

Wydawało się, że wszystko jest jasne i Probierz pomoże Bruk-Betowi w walce o utrzymanie w Ekstraklasie. Jak się jednak okazało – nasza liga nadal lubi zaskakiwać. Według doniesień „Przeglądu Sportowego” w sobotę do klubu miało wpłynąć pismo o rozwiązanie kontraktu. Podpisanego dwa dni temu.

Rozczarowanie

Co się wydarzyło w tak krótkim czasie? Zdaniem osoby z otoczenia Michała Probierza, szkoleniowca miała mocno rozczarować sytuacja drużyny. Z relacji wynika, że przy ustalaniu kontraktu określono pewne wymagania. Najwidoczniej Termalica ich nie spełniła.

– Kompletnie inne były ustalenia przy podpisywaniu umowy. Chciał i był gotowy pomóc klubowi, pieniądze były dla niego sprawą drugorzędną. Ale poczuł się bardzo rozczarowany. Jeśli tak to wyglądało na początku pracy, strach pomyśleć, co byłoby dalej – cytuje „Przegląd Sportowy” osoby z otoczenia trenera.

Probierz chce rozwiązać kontrakt za porozumieniem stron. Jeśli klub nie zgodzi się na żądanie szkoleniowca, to sprawa może zejść na drogę sądową.

Świerczok odejdzie z Nagoya Grampus? Polak ma problem

Jakub Świerczok zakończy swoją przygodę z Nagoya Grampus? W japońskim klubie zmienił się dyrektor sportowy, który nie widzi Polaka i kilku innych zawodników w swojej wizji. Wszystko ma się wyjaśnić w niedalekiej przyszłości. 

Jakiś czas temu Świerczok podpadł władzom ligi japońskiej. Badania antydopingowe wykazały bowiem, że etatowy reprezentant Polski zażywał nielegalne substancje przed spotkaniem. Póki co napastnika jedynie zawieszono, aż do wyjaśnienia sprawy.

Poważne kłopoty

Okazuje się jednak, że to nie koniec problemów 29-latka. „Interia” podaje, że niebawem snajper może opuścić Nagoyę Grampus. Wszystko przez zmianę dyrektora sportowego, który nie widzi Polaka w swojej wizji.

Świerczok ma się znaleźć na liście piłkarzy, który w niedalekiej przyszłości mają opuścić klub. Stanie się tak, nawet jeśli sprawa z dopingiem zakończy się zwycięstwem napastnika.

Nowy sportowy dyrektor, którym został były reprezentant kraju Motohiro Yamaguchi, pozbywa się wszystkich zawodników, których sprowadził poprzedni dyrektor. Świerczok jest drogim zawodnikiem na utrzymaniu Nagoyi, więc jest na celowniku, żeby się go pozbyć. Na jego przykładzie pokazują, jak poprzednie kierownictwo marnowało pieniądze. Z klubem już pożegnał się włoski szkoleniowiec Massimo Ficcadenti oraz siedmiu graczy – pisze „Interia”, cytując swojego informatora z Japonii. 

29-latek w barwach Nagoya wystąpił łącznie 21 razy. Strzelił 12 bramek we wszystkich spotkaniach. Do Azji przeniósł się latem ubiegłego roku z Piasta Gliwice za 2 miliony euro.

Tak Lewandowski zareagował na odejście Sousy. Kapitan zdradził swoje odczucia [WIDEO]

Robert Lewandowski w końcu skomentował odejście Paulo Sousy z reprezentacji Polski. Mateusz Borek z „Viaplay” po meczu Bayernu Monachium z Borussią M’Gladbach (1-2) zapytał napastnika o odczucia związane z całą sytuacją. „Lewy” nie krył swojego rozczarowania. – To był dla mnie szok – mówił.

Paulo Sousa rozstał się z reprezentacją stosunkowo niedawno. Portugalczyk postanowił rozwiązać kontrakt i opuścić kadrę przed marcowym spotkaniem barażowym z Rosją o wyjazd na mistrzostwa świata. 51-latek odszedł do Flamengo.

„Szok, niedowierzanie i rozczarowanie”

Długo trzeba było czekać, aż odejście Sousy skomentują piłkarze. Najbardziej jednak liczono, że głos zabierze w tej sprawie Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski nie chciał natomiast robić tego przez media społecznościowe.

W końcu udało się jednak dowiedzieć, jakie odczucia towarzyszyły 32-latkowi, gdy dowiedział się o decyzji byłego już selekcjonera. Zapytał go o nie Mateusz Borek po przegranym spotkaniu Bayernu Monachium z Borussią M’Gladbach (1-2).

– Pomyślałem, „czy to prawda?”. Szok, rozczarowanie. Bez żadnych wcześniejszych informacji. Nie dostałem żadnego sygnału, nie rozmawiałem z nim. To był dla mnie szok, niedowierzanie i wielkie rozczarowanie. Ta informacja dotarła do mnie, jak lądowałem w Dubaju. Byłem w ferworze dojazdu do hotelu i nie patrzyłem na telefon. Dopiero po jakimś czasie ktoś z rodziny czy z przyjaciół powiedział, że jest taka informacja. A ja dopiero później zobaczyłem, o co chodzi i sam zastanawiałem się, czy to jakieś medialne ploteczki, czy faktycznie jest coś na rzeczy. I dzień później to się stało już oficjalnie – powiedział po chwili namysłu na antenie „Viaplay”.

– Byłem w Dubaju, więc nie czułem potrzeby, żeby dzwonić do trenera. To nie jest moja decyzja, tylko jego. To, w jaki sposób zostało to rozwiązane, pozostawia wiele do życzenia. I chyba w całej tej sytuacji to jest najgorsze. Z drugiej strony ja jestem zawodnikiem, który już dwa dni później myśli co zrobić, żeby było dobrze. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – dodał po pytaniu o to, czy miał jakikolwiek kontakt z Paulo Sousą po ogłoszeniu jego decyzji. 

Adam Nawałka wywołał gniew PZPN-u. Jego szanse na objęcie reprezentacji zmalały?

Adam Nawałka powodem burzy w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej. Powodem mają być ostatnie doniesienia o jego zainteresowaniu reprezentacją Kosowa. Choć były selekcjoner zdementował plotki o potencjalnym podjęciu pracy na Bałkanach, Cezary Kulesza miał nie do końca mu uwierzyć. 

Niedawno największy dziennik w Kosowie „Koha Ditore” podał, że Adam Nawałka złożył swoje CV w tamtejszej federacji piłkarskiej. 64-latek miał być zainteresowany prowadzeniem reprezentacji tego kraju. Równolegle jednak pojawiały się informacje o możliwym powrocie szkoleniowca do naszej kadry.

Szybko pojawił się komentarz Nawałki w tej sprawie. W rozmowie z „WP Sportowe Fakty” zaprzeczył, aby prowadził jakiekolwiek rozmowy z kosowską federacją. – Nie ma i nigdy nie było tematu objęcia Kosowa – cytował portal.

Brak wiary

Choć Nawałka szybko zareagował, to w siedzibie PZPN cała sytuacja miała wywołać małe trzęsienie ziemi. Cezary Kulesza miał bowiem mocno zdenerwować się na byłego selekcjonera. Według „Przeglądu Sportowego” prezes potraktował takie zagrywki, jako próbę umocnienia pozycji szkoleniowca w negocjacjach ws. powrotu do kadry.

– W siedzibie polskiego związku zrobiło się gorąco. Nie ze strachu, że ktoś może nam podebrać trenera, a ze złości. Zinterpretował to jednoznacznie jako próbę umocnienia przez Nawałkę pozycji w negocjacjach. Widział takie kombinacje nie raz, nie dwa, więc nie z nim takie numery – opisano w „PS”.

Do tej pory 64-latek był faworytem do ponownego objęcia reprezentacji Polski. Dziennik twierdzi, że całe zamieszanie sprawiło, iż Kulesza patrzy teraz na Nawałkę dużo mniej przychylnym okiem. Mimo to szanse trenera na zastąpienie Paulo Sousy nadal stoją bardzo wysoko.

Dosadna wypowiedź Vukovicia o Emrelim. „Dziś nie wiem, kim on jest”

Aleksandar Vuković na łamach „Przeglądu Sportowego” skomentował sytuację Mahira Emreliego. Azer zamiesza odejść z Legii, rozwiązując kontrakt z winy klubu. Trener „Wojskowych” nie krył rozczarowania postawą swojego piłkarza. 

Pod koniec ubiegłego roku doszło do nieprzyjemnej sytuacji z udziałem kibiców warszawskiej drużyny. Po kolejnej porażce udali się oni za autokarem Legii, aby następnie pobić zawodników za fatalną dyspozycję w tym sezonie. Najmocniej dostało się Luquinhasowi oraz Emreliemu.

Brazylijczyk postanowił, że nie chce odchodzić z Polski i zamierza dalej bronić barw mistrzów Polski. Ten drugi natomiast stwierdził, że nie widzi swojej przyszłości przy Łazienkowskiej.

W ostatnim czasie podjął kroki, które mają doprowadzić do rozwiązania kontraktu z winy klubu. Wystosował w tym celu pismo, gdzie zawarto przewinienia, jakich dopuściła się Legia. Wniosek Azera został jednak odrzucony, zaś sytuacja stanęła w martwym punkcie.

„Dziś nie wiem, kim jest Emreli”

Aleksandar Vuković na łamach „Przeglądu Sportowego” nie krył swojego rozczarowania postawą 24-latka. Serb krótko po objęciu Legii postanowił porozmawiać z Emrelim, aby nakłonić go do pozostania w Warszawie. Sygnały, jakie wysyłał wówczas Azer były jasne – chce zostać i dalej grać w stolicy.

Teraz jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej. „Vuko” sam do końca nie rozumie, dlaczego Emreli zachował się w ten sposób i z dnia na dzień zmienił zdanie.

– Mówiłem w grudniu, że po pierwszej rozmowie z Mahirem miałem pozytywne odczucia na jego temat, wywarł na mnie dobre wrażenie. Umówiliśmy się, że widzimy się w styczniu, zawodnik był pozytywnie nastawiony. Obecna sytuacja i zmiana jego podejścia każą zadać sobie pytanie, o co chodzi z zawodnikiem, który najpierw zapowiada gotowość do treningów w styczniu i walkę o miejsce w składzie, a później całkowicie zmienia zdanie – przyznał Serb.

– Są w życiu sytuacje, w których poznajemy, kto jakim jest człowiekiem. Ja wiem, jaki jest Luquinhas [Brazylijczyk był drugim po Emrelim pobitym zawodnikiem przez kibiców Legii i też nosił się z zamiarem odejścia – przyp. red.], dziś natomiast nie wiem, kim jest Emreli – dodał.

Potwierdzenie wypożyczenia Puchacza kwestią czasu? Stanowski: „Jest porozumienie”

Tymoteusz Puchacz jedną nogą w Trabzonsporze? Krzysztof Stanowski napisał na Twitterze, że Turcy porozumieli się z Unionem Berlin w sprawie wypożyczenia polskiego obrońcy. Teraz pozostała tylko zgoda samego zawodnika. 

22-latek nie może zaliczyć wyjazdu z Polski do udanych. Puchacz od opuszczenia Lecha Poznań gra bardzo niewiele. W barwach Unionu przez całą rundę jesienną nie zagrał ani razu w Bundeslidze. Jedyne szanse, jakie otrzymywał od Ursa Fischera, były spotkaniami Ligi Konferencji Europy. W rozgrywkach wystąpił siedmiokrotnie, notując dwie asysty.

Łapanie formy w Turcji

Powodem takiej sytuacji miało być słabe przygotowanie taktycznie Puchacza oraz jego braki w grze defensywnej. Szkoleniowiec Unionu miał spędzić z zawodnikiem dużo czasu, aby przedstawić mu swoją wizję. Starania nie przyniosły jednak efektu, a Fischer stracił cierpliwość.

Dlatego też ekipa z Berlina pracuje nad wypożyczeniem reprezentanta Polski. Według niedawnych informacji Trabzonspor wykazywał spore zainteresowanie 22-latkiem. Turcy chcieli pozyskać obrońcę na zasadach odpowiadających Unionowi.

Teraz wydaje się, że formalności powoli dobiegają końca. Krzysztof Stanowski napisał na Twitterze, że kluby są już „po słowie” i dogadały się między sobą. Do pełni szczęścia brakuje zatem najprawdopodobniej zgody samego piłkarza.

– Jest porozumienie między Unionem Berlin i Trabzonsporem w sprawie Puchacza – napisał dziennikarz. 

Poważne oskarżenia pod adresem Bońka. Wybierał Sousie piłkarzy do reprezentacji?

Skandal w PZPN za czasów kadencji Zbigniewa Bońka? Według Mirosława Tłokińskiego byłego piłkarza Widzewa Łódź wiceprezes UEFA zatrudnił Paulo Sousę po to, aby samemu wybierać piłkarzy do kadry. Swoje oskarżenia wyłożył w rozmowie z „Super Expressem”. 

Paulo Sousa został zatrudniony przez Bońka w styczniu ubiegłego roku. Portugalczyk na stanowisku selekcjonera zastąpił Jerzego Brzęczka oraz poprowadził kadrę na Euro 2020 i w eliminacjach do mistrzostw świata. Jego przygoda w Polsce zakończyła się jednak rychło, a on sam przeniósł się do Flamengo.

Poważne zarzuty

Cała kadencja 51-latka nie była usłana różami. Były już selekcjoner pozostawił po sobie niesmak oraz trudną sytuację przed barażami (porażka z Węgrami w ostatnim meczu eliminacji oznaczała brak rozstawienia). Teraz Cezary Kulesza, nowy prezes PZPN musi podjąć decyzję o zatrudnieniu jego następcy, co wcale nie jest takie proste.

Okazuje się, że zatrudnienie Sousy do pracy z reprezentacją mogło być podyktowane osobistymi pobudkami byłego prezesa związku. Przeciwko Zbigniewowi Bońkowi poważne oskarżenia wysunął Mirosław Tłokiński. Były piłkarz Widzewa stwierdził, że „Zibi” postawił na Portugalczyka celowo, aby samemu decydować, kto otrzyma powołanie do kadry.

– Kunszt trenerski Sousy nie był brany pod uwagę, tylko współpraca w interesach między nimi. Do kadry byli powoływani piłkarze wyselekcjonowani przez „Zawodowego Bajeranta”, czyli z tzw. Stajni Zibiego, a reszta w tej kadrze w dużej mierze jest przypadkiem. Bońka od dawna na swojej stronie sportowej na facebooku nazywam „Zawodowym Bajerantem” od jego inicjałów ZB – stwierdził mocno 2-krotny reprezentant Polski. 

– Bońkowi pod koniec jego kadencji potrzebny był trener, który z różnych względów będzie go słuchał i będzie służalczy. Chciał w ten sposób przygotować sobie podłoże do przyszłej działalności, żeby dalej, przynajmniej w pośredni sposób mieć wpływ na reprezentację. Trzeba było znaleźć takiego, żeby Boniek dalej mógł rządzić i selekcjonować – zarzuca Tłokiński. 

Ocena? Negatywna

Dodatkowo pochylił się nad samą osobą Zbigniewa Bońka. Rozbił jednak swoją ocenę na dwa podpunkty. Najpierw skupił się na „Zibim” jako piłkarzu, a następnie – jako działaczu.

– Dla mnie zaszczytem było granie w drużynie z takim piłkarzem jakim był Boniek. Jako działacz jest dla mnie nosicielem HIF-u, czyli hipokryzji, ignorancji i fałszu, bo przecież nie chodzi o HIV – wypalił.

– Ma bardzo wybujałe ego. To chyba żadna tajemnica, że Boniek zawsze uważał się za najlepiej znającego się na piłce i wszechwiedzącego. Nigdy swojej pracy jako działacz nie łączył z postępem sportowym, jeśli już, to z postępem i korzyściami materialnymi, biorąc pod uwagę jego charakter. Przecież liczba młodych, zdolnych zawodników sprzedanych w ostatnich dziewięciu latach do Włoch, gdzie ma kontakty jest zdumiewająca. Dla nikogo chyba nie powinno być tajemnicą, kto w tym maczał palce – podsumował ostro.

Niefortunna interwencja Szczęsnego w meczu z Napoli. Zawalił gola Juventusowi? [WIDEO]

Poważnie osłabione Napoli zdołało wywieźć remis z Turynu w meczu z Juventusem (1-1). Całe spotkanie w barwach „Starej Damy” rozegrali Wojciech Szczęsny, zaś po drugiej stronie barykady stanął Piotr Zieliński. Bramkarz reprezentacji Polski zaliczył niefortunną interwencję przy trafieniu Driesa Mertensa. 

Przypomnijmy, że przed hitem 20. kolejki Serie A sporo się działo. Napoli miało bowiem poważne problemy kadrowe, ze względu na kwarantanny nałożone na Piotra Zielińskiego, Stanislava Lobotkę i Amira Rrahmaniego. Finalnie jednak cała trójka wybiegła na murawę w Turynie.

Spotkanie zakończyło się remisem 1-1, a jako pierwsze wynik otworzyło Napoli. Bramkę zanotował Dries Mertens, który oddał plasowany strzał pomiędzy nogami Alexa Sandro. Wojciech Szczęsny trącił zaledwie piłkę, która nieco zmieniła tor lotu. Niewykluczone, że z tego powodu nie zdołał jej wybić Matthijs de Ligt. Holender stanął bowiem na linii bramkowej i tylko czekał, aż futbolówka poleci w jego stronę. Interwencja Szczęsnego zupełnie go jednak zmyliła.

https://twitter.com/ELEVENSPORTSPL/status/1479189956727820293?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1479189956727820293%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.meczyki.pl%2Fnewsy%2Fjuventus-zremisowal-z-napoli-w-hicie-serie-a-pechowa-interwencja-wojciecha-szczesnego-wideo%2F180357-n

Polak miał również dobre momenty w meczu. Zaledwie 15 minut później popisał się świetną interwencją przy potężnym strzale Piotra Zielińskiego.

Ostatecznie Juventus wywalczył remis. W drugiej połowie „Bianconeri” wyszli z zupełnie innym nastawieniem. Gola na wagę jednego punktu zdobył Federicoi Chiesa.

Dyrektor sportowy Fiorentiny określił rolę Piątka. Złe wieści dla polskiego napastnika

Krzysztof Piątek niebawem ma zostać ogłoszony piłkarzem Fiorentiny. Transfer napastnika z Herthy Berlin wydawał się jasnym sygnałem, że Florencję zamierza opuścić Dusan Vlahović. Dyrektor sportowy klubu zapowiedział jednak, że Serb nigdzie się tej zimy nie wybiera. To z kolei oznacza, że Piątek będzie pełnić funkcję jego zmiennika. 

26-latek formalnie wciąż pozostaje zawodnikiem Herthy Berlin. W czwartek internet obiegły natomiast zdjęcia i nagrania z przyjazdu Polaka do Fiorentiny, gdzie miał odbyć testy medyczne. Oficjalne ogłoszenie transferu przez Włochów wydaje się zatem kwestią czasu.

Tylko zmiennik?

Początkowo wydawało się, że przyjście Piątka do Fiorentiny oznacza odejście Dusana Vlahovicia. Serb nie chce przedłużyć kontraktu z klubem, zaś o jego usługi zabiegają najlepsze drużyny Europy.

Daniele Prade, dyrektor sportowy „Violi” zabrał głos w sprawie przyszłości bramkostrzelnego snajpera. Zaznaczył, że tej zimy nie opuści on Florencji oraz potwierdził, że Piątek będzie wyłącznie jego zmiennikiem.

– Zatrudniliśmy Krzysztofa Piątka jako rezerwowego dla Vlahovicia, potrzebowaliśmy kolejnego napastnika – powiedział Prade cytowany przez Fabrizio Romano.

W bieżącym sezonie „Piona” zdobył zaledwie jedną bramkę w barwach Herthy w dziewięciu spotkaniach. Do Serie A wraca po dwóch latach (w styczniu 2020 roku zamienił AC Milan na Bundesligę).

Barcelona ma plan na pozbycie się Coutinho. Planuje go wypożyczyć do końca kontraktu

Philippe Coutinho trafi na długie wypożyczenie? FC Barcelona jest w trakcie negocjacji z Aston Villą. Blaugrana chciałaby oddać Brazylijczyka na osiemnaście miesięcy. 

Na Camp Nou wiązano wielkie nadzieje z byłym pomocnikiem Liverpoolu. Ostatecznie nigdy nie był jednak w stanie wrócić do formy, jaką prezentował w barwach „The Reds”. Z tego powodu od kilku miesięcy Barcelona próbuje „pozbyć się” Brazylijczyka.

Długie wypożyczenie

Jakiś czas temu pojawiły się informacje o zainteresowaniu Coutnho ze strony Aston Villi. Ekipa z Premier League chciałaby wypożyczyć zawodnika. Fanem takiego rozwiązania ma być sam Steven Gerard. Opiekun „Lwów” doskonale zna Brazylijczyka z czasów gry w Liverpoolu.

Do ustalenia pozostały jedynie: podział pensji oraz długość wypożyczenia. Według medialnych informacji kluby mają podzielić się wynagrodzeniem Coutinho z korzyścią dla Barcelony. Aston Villa może pokryć nawet 70 proc.

Jeśli chodzi o samą długość pobytu pomocnika w Premier League, to miałaby osiągnąć nawet 18 miesięcy. Kataloński „Sport” podaje, że Blaugrana chce oddać zawodnika na półtora roku, dzięki czemu zaoszczędzi sporo pieniędzy. Co więcej, gdy wypożyczenie dobiegnie końca Coutinho stanie się wolnym zawodnikiem i rozstanie się z Camp Nou raz na zawsze.

Kolejny klub zainteresowany Mahirem Emrelim. Wcześniej wyeliminował Legię z Ligi Mistrzów

Nowy, poważny kandydat do sprowadzenia Mahira Emreliego? Azer chce odejść z Legii Warszawa, zaś chętnych na jego usługi nie brakuje. W gronie faworytów do jego ściągnięcia znalazło się Dynamo Zagrzeb. 

Emreli z przytupem wszedł do składu Legii, lecz powoli spuszczał z tonu, podobnie jak cała drużyna mistrzów Polski. Snajper przede wszystkim imponował swoją grą w Lidze Europy, natomiast przede wszystkim zawodził w Ekstraklasie. W lidze zdobył zaledwie dwie bramki w 15 występach.

Coraz gorsza dyspozycja Azera frustrowała kibiców Legii. Po porażce z Wisłą Płock (0-1) w grudniu, udali się oni za autokarem Legionistów, po czym pobili jego oraz Luquinhasa. Z tego powodu Emreli zamierza opuścić Warszawę i naciska na klub w sprawie rozwiązania kontraktu.

Niedawno do zarządu Legii miało trafić pismo, zarzucające klubowi niezapewnienie zawodnikowi należytej ochrony. Piłkarz postanowił również nie udawać się na zgrupowanie drużyny w Dubaju, choć jego nazwisko znalazło się na liście, przedstawiającej kadrę „Wojskowych”. Mistrzowie Polski, póki co nie komentowali otwarcie sprawy.

Szybki epizod?

Tak czy inaczej, ze wszystkich stron dobiegają głosy, że Emreli nie zamierza kontynuować swojej kariery przy Łazienkowskiej. A chętnych na jego usługi nie brakuje. Jeszcze niedawno pojawiały się głosy o zainteresowaniu ze strony Leicester City i drużyn z Węgier.

Teraz do tego grona miało dołączyć Dynamo Zagrzeb. Portal „Azerisport” podaje, że Chorwaci wysuwają się nawet na pozycję faworyta w wyścigu po napastnika. Przyglądać się mu mieli jeszcze podczas rywalizacji z Legią w eliminacjach do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

 

Lechia Gdańsk ściągnie byłego zawodnika Realu Madryt? Wielokrotnie występował w La Liga

Lechia Gdańsk przeprowadzi bardzo ciekawy transfer? Według Piotra Koźmińskiego z „WP Sportowe Fakty” do Ekstraklasy może zawitać piłkarz z przeszłością w Realu Madryt. W La Liga nazbierał 100 występów. 

Okienko transferowe ruszyło pełną parą. W topowych ligach europejskich już doszło do kilku interesujących ruchów na rynku. Także w Ekstraklasie mieliśmy już między innymi hit z Kacper Kozłowskim, który opuścił Pogoń Szczecin na rzecz Brighton. To jednak nie koniec głośnych transferów w naszej lidze.

Były piłkarz Realu do Ekstraklasy?

Z informacji podanych przez Piotra Koźmińskiego z „WP Sportowe Fakty” wynika, że Lechia Gdańsk może wykonać niebawem taki ruch. Dziennikarz podaje, że 5. drużyna Ekstraklasy zainteresowała się Jorge Franco Alvizem „Burgui”. Hiszpan w przeszłości zaliczył epizod w Realu Madryt, którego jest wychowankiem.

W składzie „Królewskich” nigdy nie dostał jednak szansy. Nie przeszkodziło mu to natomiast w nazbieraniu 100 występów na poziomie La Liga. Obecnie bezrobotny 28-latek reprezentował barwy Espanyolu, Sportingu Gijon i Deportivo Alaves.

„Burgui” występuje na pozycji pomocnika. Łącznie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii strzelił pięć bramek i zaliczył siedem asyst. Oprócz tego 53 razy wychodził na murawę na zapleczu La Ligi.

 

Sousa zdradził, co go „skłoniło do porzucenia reprezentacji Polski”

Paulo Sousa kilka dni temu oficjalnie rozstał się z reprezentacją Polski. Portugalczyk wybrał przeprowadzkę do Brazylii, gdzie poprowadzi Flamengo. Tuż przed swoim wylotem za ocean udzielił wywiadu w telewizji „RTP”. Wyjaśnił w nim, co skłoniło go do porzucenia pracy w naszym kraju. 

PZPN ma przed sobą ciężkie tygodnie. Cezary Kulesza wraz ze swoimi współpracownikami musi czym prędzej znaleźć nowego selekcjonera. W marcu „Biało-Czerwoni” zmierzą się z Rosją w barażach o wyjazd na mistrzostwa świata. Do tego czasu drużyna musi mieć nowego trenera, który poprowadzi ją do boju w starciu ze „Sborną”.

„Wielkość Flamengo”

Cała ta sytuacja wynikła po tym, jak na odejście z kadry zdecydował się Paulo Sousa. Portugalczyk ni stąd, ni zowąd postanowił dogadać się z Flamengo, które zaproponowało mu dużo wyższą pensję. Było to o tyle niespodziewane, że jeszcze chwilę wcześniej zapewniał, że poprowadzi Polskę w walce o wyjazd na mundial.

Ostatecznie jednak nic z jego obietnic nie wyszło, a sam Sousa oficjalnie jest już trenerem Flamengo. W Polsce 51-latek nie będzie się już cieszyć dobrą opinią, a jego wizerunku w naszym kraju na pewno nie poprawią wywiady, takie jak ten udzielony „RTP”. W portugalskiej telewizji stwierdził bowiem, że:

– Wielkość Flamengo skłoniła mnie do porzucenia Polski.

Koniec sagi z Arkadiuszem Milikiem? Wiadomo, gdzie Polak zagra na wiosnę

Zwrot akcji w sprawie przyszłości Arkadiusza Milika? Według „Tuttosport” Polak nie odejdzie z Marsylii w zimowym okienku transferowym. Wszystko przez zbyt wysokie oczekiwania finansowe klubu odnośnie ceny za napastnika. 

Milik w ostatnich dniach był bohaterem wielu plotek transferowych. Włoskie media pisały o zainteresowaniu ze strony Juventusu, zaś francuskie sugerowały, że Polak jest w Marsylii niepotrzebny. W Turynie 27-latek miał zostać następcą Alvaro Moraty. Poza nim „Stara Dama” sondowała również transfer Mauro Icardiego z PSG.

Fiasko?

Ostatecznie prawdopodobnie ani jeden, ani drugi nie trafi do stolicy Piemontu. Problemem w przypadku Icardiego stały się jego wygórowane oczekiwania finansowe odnośnie pensji.

Pieniądze okazały się również kłopotliwe w kwestii Milika. Tym razem zawiniła jednak Olympique Marsylia, która nie zamierza obniżyć kwoty, jakiej oczekuje za napastnika. Ta wynosi z kolei 20 mln euro, co potwierdził Pablo Longoria, prezes klubu, cytowany przez „Tuttosport”.

Włoski dziennikarz dodaje, że nie tylko Juventus zrezygnował przez to z próby ściągnięcia napastnika. Także inne zainteresowane Polakiem drużyny postanowiły odpuścić starania. Wszystko wskazuje zatem na to, że Milik rundę wiosenną spędzi na Stade Velodrome.

27-latek w tym sezonie zdobył 9 bramek w 17 występach w barwach OM. Aż osiem goli z jego dorobku padło jednak w rozgrywkach Pucharowych (Puchar Francji i Liga Europy). W 10 spotkaniach Ligue 1 Milik tylko raz trafił do siatki. Nadchodzący okres może zatem potraktować, jako czas na powrót do odpowiedniej formy.

 

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.