Nowy właściciel w Lechii Gdańsk? Grupa zajmuje się już sześcioma innymi drużynami

Lechia Gdańsk może niebawem zmienić właściciela. Na spotkaniu z Wartą Poznań widać było Paula Conwaya, związanego z Pacific Media Group. Według mediów to właśnie ta grupa może w przyszłości przejąć klub. 

Lechia należy obecnie do niemieckiego rodziny Wernze. Posiadają oni udziały także w Viktorii Koeln i Lokomotive Lipsk. Bardzo możliwe jednak, że wkrótce polska drużyna opuści ich szeregi.

Duża grupa

Według „Interii” na trybunach w meczu Lechii z Wartą Poznań pojawił się Paul Conway, przedstawiciel Pacific Media Group. Spotkanie oglądał wraz z Adamem Mandziarą, przewodniczącym rady nadzorczej klubu. Wiele wskazuje na to, że PMG interesuje się przejęciem udziałów w Gdańsku.

Grupa Conwaya obecnie posiada już w swojej „kolekcji” sześć europejskich ekipach. Mowa o: Barnsley, FC Thun, KV Ostenda, Esbjerg FB, Nancy oraz Den Bosh. Dodatkowo niedawno PMG wykupiło 10 proc. akcji Kaiserslautern.

Firma znana jest z korzystania z metody „Moneyball”. Zbierając informacje o piłkarzach wykorzystują analizy matematycznie. Pomagają one w wyszukiwaniu wartościowych zawodników.

Szymon Marciniak zapisze się w historii. Duże wyróżnienie dla polskiego sędziego

Szymon Marciniak otrzymał od UEFA kolejną szansę na pokazanie się na arenie międzynarodowej. Polski arbiter poprowadzi spotkanie półfinału Ligi Mistrzów między Liverpoolem a Villarreal. Pierwszy mecz zaplanowano na środę. 

„The Reds” pod wodzą Juergena Kloppa pokonali w ćwierćfinale Benficę i zapewnili sobie awans do półfinału. Dwumecz z Portugalczykami zakończył się wynikiem 6-4. Villarreal natomiast sprawił w poprzedniej fazie sporą niespodziankę. Podopieczni Unaia Emery’ego ograli bowiem Bayern Monachium (2-1 w dwumeczu).

Duże wyróżnienie

Teraz obie ekipy powalczą w środę o awans do finału LM. Potwierdziły się również wcześniejsze doniesienia i teraz już wiadomo, że sędzią tego spotkania będzie Szymon Marciniak. Dla naszego arbitra będzie to już ósmy mecz, który poprowadzi w bieżących rozgrywkach Ligi Mistrzów.

Dodatkowo zapisze się on w historii naszego kraju. Nigdy wcześniej żaden polski arbiter nie otrzymał nominacji do prowadzenie spotkania na takim etapie rozgrywek.

Wraz z Marciniakiem na Anfield pojadą także jego asystenci: Paweł Sokolnicki oraz Tomasz Listkiewicz. W wozie VAR zasiądą natomiast: Tomasz Kwiatkowski i Bartosz Frankowski. Sędzią technicznym został z kolei Slavko Vincic ze Słowenii.

Arkadiusz Milik skomentował domniemany konflikt z Sampaolim. „Zdarzyło się i tyle”

Arkadiusz Milik należy do gwiazd Olympique Marsylii. Jednym problemem Polaka we Francji miał być konflikt z Jorge Sampaolim, który mocno nagłaśniały media. Sam zawodnik zdementował jednak te doniesienia w programie „Po Gwizdku”. 

28-latek świetnie wprowadził się do OM. Łącznie w 48 występach strzelił dla marsylczyków 30 goli i zanotował dwie asysty. Stał się przy okazji ulubieńcem kibiców i gwiazdą zespołu.

Konflikt

Milik miał jednak w Marsylii jeden problem. Polak miał nie dogadywać się z trenerem, Jorge Sampaolim. Francuskie i polskie media często informowały o konflikcie między oboma panami. Do spięć dochodziło czasem w trakcie spotkań, co tylko dodatkowo pompowało sprawę.

Napastnik odniósł się do domniemanego sporu ze szkoleniowcem w programie „Po Gwizdku”. Zdementował w nim zarzucany konflikt.

– Czasami są różne reakcje, różne emocje. W piłce są codziennością. I będą się pojawiać. Ja przyznaję, że z jedną emocją po zejściu z boiska przesadziłem. Zdarzyło się, przeprosiłem za to zachowanie. I tyle – oznajmił, odnosząc się do sytuacji z meczu z Ligi Europy przeciwko Karabachowi. Wówczas po krótkiej wymianie zdań z Sampaolim Milik w złości kopnął butelkę z wodą. 

– Żadnego większego problemu jednak nie było. Trener zrozumiał, że są emocje. Takie jest życie. Problemu nie mieliśmy, nie mamy. Idziemy razem i realizujemy kolejne cele – dodał.

Wielki transfer Christiana Eriksena? Erik ten Hag widzi w nim lidera projektu

Bardzo możliwe, że Christian Eriksen zostanie bohaterem głośnego transferu. Duńczykiem miał się ostatnio mocno zainteresować Manchester United, za sprawą Erika ten Haga. 

Za kilka miesięcy minie rok od dramatycznej sytuacji z Euro 2020. W meczu Danii z Finlandią Christian Eriksen padł na murawę bez kontaktu z rywalem. Jak się okazało pomocnik przeszedł atak serca. Obecnie występuje w angielskim Brentford, ze wszczepiony kardiowerter-defibrylatorem.

Wielki transfer?

Wkrótce może jednak zmienić klub. Świetna forma, jaką prezentuje 30-latek od swojego powrotu do gry spowodowała, że interesują się nim mocne drużyny. Niedawno informowano o zakusach ze strony Tottenhamu. Teraz go gry miał także wkroczyć Manchester United.

Według Harry’ego Pratta z „Daily Star” Erik ten Hag widzi w Duńczyku idealne uzupełnienie środka pola. Holender musi powoli myśleć o wzmocnieniach na tej pozycji, gdyż z Old Trafford pożegna się kilku pomocników. Głośno mówi się między innymi o odejściu Paula Pogby, Nemanji Maticia, Juana Maty i Jessego Lingarda.

Eriksen miałby zostać liderem środka pola w projekcie budowanym przez ten Haga. Szkoleniowiec ma być zachwycony samym powrotem piłkarza do gry oraz poziomem, jaki prezentuje.

Duńczykowi w tym sezonie udało się strzelić jednego gola i zanotować dwie asysty w barwach Brentford. Dodatkowo dwukrotnie trafiał do siatki w meczach reprezentacji.

Wskazano trzy kluby zainteresowane Drągowskim. Polak przeniesie się do Premier League?

Bartłomiej Drągowski w przyszłym sezonie może reprezentować barwy innego klubu. Według włoskich mediów polskim bramkarzem zainteresowane są zespoły z Anglii. Transfer zostanie dopięty przed zakończeniem trwających rozgrywek?

Kontrakt Drągowskiego obowiązuje do czerwca przyszłego roku. Fiorentina ma zatem prawdopodobnie ostatnią szansę, aby spieniężyć 24-latka. W innym przypadku bramkarz będzie mógł za darmo odejść do innej drużyny.

Spore grono zainteresowanych

Według „Corriere Fiorentino” reprezentantem Polski zainteresowały się kluby z Anglii. Dziennik wymienia takie zespoły, jak Tottenham, Southampton czy Bournemouth. Ta ostatnia ekipa jest na dobrej drodze do wywalczenia sobie awansu do Premier League.

Dziennikarze podkreślają, że kiepski sezon Drągowskiego we Włoszech wcale nie zmniejszył zainteresowania jego osobą na rynku. Działacze wielu klubów w dalszym ciągu postrzegają go jako klasowego golkipera. Docenia się również talent, jaki posiada 24-latek.

Prawdopodobnie największe szanse na regularne występy Polak miałby w Southampton. Między słupkami „Świętych” od lat stoi Fraser Forster. Jego kontrakt z klubem wygasa jednak w lipcu tego roku. W Tottenhamie etatową „jedynką” pozostaje z kolei Hugo Lloris.

„La Gazzetta dello Sport” znowu pisze o Zalewskim. „Obalił hierarchię Mourinho”

Włoskie media nie przestają zachwycać się Nicolą Zalewskim. Polak niedawno był gwiazdą hitowego meczu z Napoli (1-1), a teraz cała uwaga ponownie skupia się na nim. „La Gazzetta dello Sport” poświęciła sporo miejsca dla 20-latka przed spotkaniem Romy z Interem.

Ekipa Jose Mourinho wciąż walczy o zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Inter natomiast nadal ma szanse na obronę mistrzostwa Włoch z poprzedniego sezonu. Wiele wskazuje więc na to, że w sobotę czeka nas świetne widowisko.

Cała uwaga

„La Gazzetta dello Sport” przed hitem Serie A skupiła się na Nicoli Zalewski. Polak notuje w ostatnich tygodniach świetne występy i wciąż znajduje się na ustach włoskich dziennikarzy. Dziennik podkreśla, że w meczu z Interem Polak będzie najmłodszym obrońcą „Giallorossich”.

– W meczu, w którym wyróżniają się „senatorowie” (starsi zawodnicy) tacy jak Samir Handanović i Edin Dzeko, a nie Rui Patricio, Chris Smalling i Henrich Mchitarjan, chłopiec wymyślony przez Jose Mourinho jako lewy obrońca stawia przed sobą wyzwanie. Obalił hierarchię w drużynie Portugalczyka. 20-latek urodzony we włoskiej Tivoli, ale będący polskiego pochodzenia jest kimś istotnym pod kątem przyszłości – czytamy w „LGdS”.

Dziennikarz, Massimo Cecchini podkreśla, że spory wpływ na Zalewskiego miała śmierć jego ojca. Krótko po tej sytuacji do sieci trafiło wideo, gdzie 20-latek odreagowywał bolesną stratę wraz z kolegami. Przy okazji miał zażywać podejrzaną substancję. Ostatecznie poradził sobie jednak i obecnie jest na fali wznoszącej.

– 24 września, po długiej i straszliwej chorobie, Nicola stracił ojca Krzysztofa. Mąż pani Ewy był jego mentorem, pierwszym fanem – był do niego bardzo przywiązany – zauważa dziennikarz.

https://twitter.com/DlugoszMarcin/status/1446438822611505157?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1446438822611505157%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.tvp.pl%2F59784453%2Fserie-a-nicola-zalewski-chwalony-przed-meczem-inter-as-roma-obalil-hierarchie-jose-mourinho

– Można powiedzieć, że od tych trudnych momentów rozpoczął się nowy start dla zawodnika Giallorossi. Roma dała do zrozumienia w grudniu nowym kontraktem do 2025 roku, że Zalewski ma stać się jednym z filarów nowej drużyny. Będzie częścią tego, co ma nadejść w przyszłości na Stadio Olimpico. Ma on też marzenie o mundialu: a to jest głównym celem wszystkich tych, którzy w piłkę zawodowo grają – dodaje.

Ten Hag zapewnia, że postawi twarde warunki piłkarzom United. „Nie zamierzam zmieniać wizji”

Od przyszłego sezonu Erik ten Had zostanie nowym trenerem Manchesteru United. Holender udzielił wywiadu dziennikowi „Trouw”. Podzielił się na jego łamach swoimi przemyśleniami odnośnie podjęcia się nowego wyzwania.

Ten Hag przejmie drużynę po Ralfie Rangnicku, który będzie pracować do końca trwających rozgrywek. Później Niemiec zostanie na Old Trafford, wspomagając działania klubu od wewnątrz. Holenderski szkoleniowiec ma się natomiast zająć budową długofalowego projektu. Z Manchesterem zwiąże się kontraktem do 2025 roku.

Narzuci swoje warunki

Holendrowi zależało na tym, aby mieć duży wpływ na politykę „Czerwonych Diabłów. Jak sam przyznaje, podpisał kontrakt, dopiero gdy spełniono jego warunki.

– Kiedy podpisywałem umowę, postawiłem pewne żądania. Jeśli Manchester by mi tego nie zagwarantował, nie zdecydowałbym się na ten ruch. Ja będę osobą odpowiedzialną za postawę drużyny. Wiem też, że ocena mojej pracy będzie zależna od wyników – oznajmił dziennikowi „Trouw”.

Trenerzy, którzy do tej pory pracowali na Old Trafford często nie byli w stanie dotrzeć do piłkarzy. Skład United jest bowiem po sam korek wypchany gwiazdami. Ten Hag zapewnia, że potrafi rozmawiać z zawodnikami o wielkich nazwiskach.

– Potrafię radzić sobie z wielkimi nazwiskami. Nie zamierzam zmieniać mojej wizji. Powiem piłkarzom, czego od nich oczekuję i kto nie wywiąże się z obowiązków, usłyszy to ode mnie. Bez względu na to, kogo będzie to dotyczyło – zaznaczył.

– W Ajaksie sprawiłem, że klub zaczął grać w odpowiedni sposób. W naszej grze nigdy nie zabrakło piękna i efektowności – podkreślił Holender.

Jasna deklaracja Aleksandara Vukovicia. Po sezonie obejmie inny klub Ekstraklasy?

Nowy sezon oznacza dla Legii Warszawa wielkie zmiany. Do drużyny dojdzie z pewnością kilku nowych zawodników, a kilku się z nią pożegna. Wiadomo również, że nastąpi zmiana na stanowisku szkoleniowca. Aleksandar Vuković wyznał, że nie zmierza kontynuować swojej przygody ze stołecznym klubem, jeśli nie będzie pierwszym trenerem. 

Serb ma ważny kontrakt z Legią do końca czerwca bieżącego roku. Wraz z końcem sezonu pożegna się więc z Łazienkowską. Prawdopodobnie jego następcą zostanie Kosta Runjaić, który prowadzi obecnie Pogoń Szczecin, ale również odejdzie z niej po sezonie.

Trudny mecz

Najbliższym rywalem Legii w lidze jest właśnie drużyna prowadzona przez niemieckiego szkoleniowca. Vuković na konferencji prasowej przed spotkaniem z „Portowcami” przyznał, że drużynę czeka trudny mecz. Ma jednak nadzieje, że do końca rozgrywek uda mu się jeszcze zdobyć z Legią kilka punktów.

– Z moich wyliczeń – 36 punktów nie jest wystarczające, jeśli chodzi o utrzymanie się w lidze. My jako drużyna mamy w sobie wystarczająco dużo ambicji, aby w najbliższych meczach punktować na poziomie podobnym, jak ma to miejsce od początku roku – cytowała szkoleniowca oficjalna strona Legii. 

– Przed nami bardzo trudne spotkanie z Pogonią. O punkty będzie ciężko, ale zrobimy wszystko, aby je zdobyć. W dalszej kolejności mamy do wywalczenia 12 „oczek”. Nie ukrywam, że w tym momencie jest do dla mnie także kwestia osobista, aby zdobyć jak najwięcej punktów do końca rozgrywek. W tej chwili łatwo o podejście, że nic się nie liczy. Ze swojej strony zrobię jednak wszystko, abyśmy o każdy punkt walczyli tak, jak w momencie zagrożenia spadku z ligi – dodał „Vuko”.

Serb odniósł się również do swojej przyszłości. Wiadomo, że po wygaśnięciu kontraktu odejdzie z Legii. Przyznał natomiast, że zamierza kontynuować swoją karierę trenerską w roli pierwszego szkoleniowca w innej drużynie. Nie wyobraża sobie pracy przy Łazienkowskiej w innej roli.

– Ja i piłkarze wiedzieliśmy o tym, że jestem trenerem do końca sezonu. Pod tym kątem nic się nie zmieniło, nie było żadnych zaskoczeń. Od przerwy reprezentacyjnej kilka dni później stało się jasne, że idzie to w tym kierunku. Nie zostanę w innej roli w Legii. Chcę kontynuować swoją pracę jako pierwszy trener w innej drużynie – oznajmił.

Rizespor walczy o utrzymanie, a jego piłkarz wyleciał z boiska w 35. sekundzie [WIDEO]

Rizespor, walczący o utrzymanie się w lidze tureckiej, przegrał dziś z Fenerbahce aż 0-6. Już w 35. sekundzie meczu bezmyślnego faulu dopuścił się Fabricio Baiano, piłkarz outsidera. Brazylijczyk za swoje zachowanie zobaczył czerwoną kartkę i na samym początku meczu musiał zejść z boiska. Co ciekawe, był to już jego czwarty czerwony kartonik w tym sezonie.

Osobiste wyznanie reprezentanta Polski. „Gram z martwicą”

Patryk Kun na łamach „Przeglądu Sportowego” wyznał, że już od kilku lat gra z martwicą kości. Lekarze mówili mu, że będzie coraz gorzej. 27-latek twierdzi jednak, że od kilku lat jego stan się nie pogorszył. 

Kun jest podstawowym piłkarzem Rakowa Częstochowa, dla którego w bieżącym sezonie rozegrał 37 spotkań. Zanotował w nich jednego gola i dołożył cztery asysty. Dzięki dobrej postawie na boiskach Ekstraklasy otrzymał powołanie do reprezentacji Polski na marcowe zgrupowanie. Był to jego pierwszy przyjazd na kadrę w karierze.

Poważna choroba

27-latek w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” podzielił się bardzo osobistym wyznaniem. Kun od kilku lat zmaga się z martwicą kości. Jego problemy zdrowotne sięgają jeszcze czasów, gdy występował w Rozwoju Katowice.

– To dawna historia, gdy grałem w Rozwoju Katowice, podczas jednego z meczów upadłem na prawą rękę, pobolewała, ale nieco to zbagatelizowałem. Poszedłem do fizjoterapeuty, powiedział, że będziemy ją tejpować, nie wysłano mnie nawet na prześwietlenie – zdradził. 

– Kiedy poszedłem do Arki, dałem znać, że od półtora roku boli mnie nadgarstek. Okazało się, że to przewlekłe złamanie, że powstał staw rzekomy, który można leczyć jedynie operacyjnie. Wracając z lekarzem klubowym uznaliśmy, że wykonamy zabieg po sezonie. Miałem przeszczep kości z biodra, włożone w rękę druty, ale po tym wszystkim było jeszcze gorzej. Sześć tygodni w gipsie, mięśnie zrobiły się słabe. I do dziś mam problem, nie mogę wykonywać niektórych ćwiczeń w siłowni. Do bólu przywykłem, wiem, jak funkcjonować na co dzień, by go nie czuć, pojawia się dopiero przy niekontrolowanych ruchach – dodał Kun.

– Usłyszałem, że martwica kości przenosi się na kolejne. Lekarze twierdzą, że będzie coraz gorzej, ale od 2 do 3 lat jest podobnie, więc cieszę się, że stan jest stabilny. Dopóki mocno mnie nie boli, normalnie gram. Liczę, że medycyna pójdzie przez ten czas do przodu i pojawią się nowe metody, które sprawią, że kość łódeczkowata faktycznie się zrośnie. Bo kiedy przechodziłem operację, miałem tylko 50 procent szans, by się udała. A nawet mniej, bo takie rokowania są zaraz po złamaniu. Gdybym o tym wiedział, pewnie w ogóle bym się na nią nie zdecydował – wyjaśnił.

Problemy nie przeszkadzają Kunowi w regularnych występach dla Rakowa. Niewykluczone, że wraz z drużyną częstochowian, uda mu się sięgnąć po pierwsze w karierze mistrzostwo Polski. 27-latek niedawno dostał również powołanie na swoje pierwsze zgrupowanie kadry. Nie udało mu się jednak zadebiutować w drużynie narodowej.

Joan Laporta został zapytany o transfer Lewandowskiego. „Ma większe szanse” [WIDEO]

Robert Lewandowski w dalszym ciągu nie przedłużył kontraktu z Bayernem Monachium. To z kolei potęguje plotki o jego przyszłości. Media z Hiszpanii wciąż łączą go z FC Barcelona. Joan Laporta zapytany przez jednego z kibiców o transfer Polaka odparł, że „ma większe szanse na przyjście„. 

Umowa Lewandowskiego z Bayernem obowiązuje do czerwca przyszłego roku. Na razie nie wygląda na to, aby 33-latek przedłużył umowę. Co prawda władze Bawarczyków zapewniają, że nie chcą rozstawać się z napastnikiem, ale nie robią nic w kierunku wypracowania porozumienia.

„Bardzo prawdopodobne”

Z obozu Barcelony dobiegają natomiast głosy o stałym kontakcie z Pinim Zahavim, agentem Lewandowskiego. Izraelczyk miał już kilkukrotnie latać do Katalonii, aby negocjować transfer swojego klienta.

Teraz oliwy do ognia dorzucił sam Joan Laporta. Zapytany o potencjalne ściągnięcie napastnika Bayernu odparł, że „Tak, ten ma większe szanse na przyjście”.

Nie jest jednak wiadome, od kogo większe szanse ma Lewandowski, gdyż filmik udostępniony w internecie został ucięty. Potwierdza to więc wyłącznie negocjacje między stronami.

Rio Ferdinand przewiduje wielką przebudowę United. Nawet 15 piłkarzy na wylocie z klubu

Manchester United w tym sezonie spisuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań. „Czerwone Diabły” we wtorek przegrały z Liverpoolem aż 0-4, co wzbudziło wiele głosów krytyki. Rio Ferdinand, legenda klubu z Old Trafford uważa, że latem może dojść do kadrowej rewolucji. 

Liverpool wprost skompromitował jednych z największych rywali w Premier League. Manchester United nie miał właściwie żadnych odpowiedzi na grę „The Reds” i przegrał aż 0-4. Co gorsza, porażka oznacza, że najprawdopodobniej drużyny Rangnicka zabraknie w przyszłej edycji Ligi Mistrzów.

Rewolucja

Na gorąco po meczu sam Ralf Rangnick przyznał, że drużynę czeka gruntowna przebudowa. Ocenił, że do klubu może trafić nawet dziesięciu nowych zawodników. Dziś potwierdzono jednak, że w przyszłym sezonie „Czerwone Diabły” poprowadzi Erik ten Hag. To właśnie pod Holendra będzie budowany nowy skład.

Rio Ferdinand nie krył swojego rozczarowania porażką z Liverpoolem. Legendarny piłkarz Manchesteru stwierdził, że z Old Trafford pożegna się nawet 15 piłkarzy.

– Ten Hag musiałby być Einsteinem, aby szybko zmienić sytuację. W jaki sposób Manchester United tak skończył? Nigdy wcześniej nie widziałem upadku w takim tempie. To niepokojące, ale wiedzieliśmy, że ten czas nadchodzi. Musi odbyć się wielka przebudowa. Myślę, że około 15 piłkarzy przygotowuje się do spakowania swoich rzeczy i opuszczenia United. Czy kiedykolwiek w tym klubie wydarzyło się coś takiego? – mówił Ferdinand.

Manchester United zajmuje dopiero 6. miejsce w tabeli Premier League. Tym samym znajduje się w strefie gry w eliminacjach do Ligi Konferencji Europy. Do Arsenalu i Tottenhamu (5. i 4. lokata) traci trzy punkty.

Żegnaj Derby, witaj… no właśnie. Do jakiego klubu powinien trafić Krystian Bielik?

Sezon 2021/22 powoli dobiega końca, a więc, co za tym idzie, w ligach mamy coraz więcej rozstrzygnięć. Na nieszczęście dla kibiców Derby County, „Baranom” nie uda się utrzymać w Championship i wiadomo, że przyszłoroczne rozgrywki spędzą w League One. Co to oznacza dla samej drużyny prowadzonej przez Wayne’a Rooneya? Przede wszystkim odejście wielu zawodników. W tym gronie prawdopodobnie znajdzie się Krystian Bielik. Jaka przyszłość czeka zatem reprezentanta Polski?

Sportowo Derby dawało sobie w tym sezonie radę na zapleczu Premier League. Być może udałoby się zwojować coś więcej, gdyby nie kara odjęcia aż 21 punktów na samym początku rozgrywek. Tak naprawdę licząc tylko punkty, jakie zdobyły „Barany”, to spokojnie udałoby się utrzymać w Championship. Winę ponoszą za to oczywiście działania zarządu i problemy finansowe, jakie spadły na klub. Nie mniej jednak co się stało, to się nie odstanie, a teraz Derby musi się mierzyć z brutalną rzeczywistością.

Co dokładnie wiąże się ze spadkiem do League One? Przede wszystkim wiele transferów zawodników wychodzących z klubu. Na pewno kadra zostanie znacząco uszczuplona. Większość piłkarzy nie marzy o występowaniu na trzecim szczeblu rozgrywkowym w Anglii, a sam klub będzie potrzebować pieniędzy. „Barany” liczą się więc z gruntowną przebudową drużyny. Wśród zawodników, którzy raczej opuszczą Derby znajduje się także Krystian Bielik. Trudno sobie wyobrazić, aby pomocnik dalej występował w lidze spoza „topowej piątki”.

Zastrzyk gotówki

Ewentualna sprzedaż Bielika oznaczałaby również pokaźny zastrzyk gotówki dla klubu. Obecność Krystiana na boisku daje dużo drużynie. Musi mu jednak dopisywać zdrowie, co niestety nie zawsze się zdarza. 24-latek w bieżącym sezonie zanotował tylko 15 występów, w których strzelił jednego gola. Nie grał regularnie, z powodu przytrafiających mu się kontuzji. Zdrowy Bielik to zdecydowane wzmocnienie składu oraz jakość, jakiej czasami brakowało ekipie Rooneya. Polak po powrocie z kontuzji był wielokrotnie chwalony i uznawany za jeden z najjaśniejszych punktów „Baranów”.

– Jest świetnie zbudowany, szybki, potrafi się mądrze ustawiać. W fazie defensywnej dobrze blokuje drogi podania, a gdy Derby atakuje, to potrafi mądrze rozgrywać. Nie wszystkie piłki kieruje na siłę do przodu, często korzysta z całej szerokości boiska. I oczywiście jest wielkim zagrożeniem przy stałych fragmentach gry. Nie ma żadnej przesady, jeśli stwierdzę, że gdy tylko jest zdrowy, to Derby nie ma lepszego zawodnika – mówił między innymi Ryan Conway, dziennikarz śledzący poczynania Derby, w rozmowie z portalem meczyki.pl.

– Uważam, że jest znakomity. Niestety miał pecha z kontuzjami, ale moim zdaniem ma przed sobą wielką przyszłość. Jest fantastycznym zawodnikiem. W tamtym sezonie, kiedy złapał kontuzję, oznaczało to dla nas wielką stratę. To był filar naszej drużyny, wyniki znacząco się pogorszyły, kiedy go straciliśmy – mówił z kolei Shay Given, legenda Newcastle United w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą w „The Legends”.

Zachwycony Bielikiem był także Czesław Michniewicz, który postawił na niego w meczu barażowym ze Szwecją. Selekcjoner już krótko po objęciu reprezentacji Polski zaznaczył, że widzi w nim olbrzymi potencjał.

– Cieszy mnie Krystian Bielik. Dziś wieczorem do niego zadzwonię. To zawodnik przyszłościowy. To może być w przyszłości filar reprezentacji, ma olbrzymi potencjał, ale też olbrzymi pech w ostatnich latach – przyznał pod koniec stycznia na konferencji. 

Oczywiście trzeba też nadmienić, że w ostatnim czasie Bielikowi przydarzały się gorsze występy. Nie można jednak w ten sposób oceniać całego potencjału i umiejętności, jakie drzemią w 24-latku. Zdecydowanie posiada talent na grę w klubie z Premier League, lub bijącego się o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. League One wydaje się być jednak ligą poniżej jego możliwości.

Gdzie mógłby trafić?

Jeśli Bielikowi dopisze zdrowie, wydaje się, że nie powinien mieć problemu ze zmianą klubu. W Premier League jest kilka ekip, które mogłyby sporo zyskać na wykupieniu pomocnika z Derby. Maciej Łuczak, dziennikarz meczyki.pl stwierdził, że Polak mógłby trafić do Leeds United, Southampton, Crystal Palace, Brighton czy Aston Villi. Osobiście najchętniej zobaczyłbym Bielika w tym ostatnim klubie.

Pod okiem Stevena Gerrarda 24-latek mógłby się jeszcze wiele nauczyć i rozwinąć swoje umiejętności. Przy okazji warto zaznaczyć, że „The Villains” będą szukać latem wzmocnień. Nawet jeżeli Polak nie znajduje się wysoko na liście życzeń, to gdzieś jego nazwisko przewinęło się w gabinetach działaczy. Tym bardziej że klub nie ma zbyt wielu piłkarzy na jego pozycję.

– Bardziej ofensywnych piłkarzy najczęściej ubezpiecza Douglas Luiz. W klubie nie ma jednak za bardzo alternatywy, już zimą Aston Villa starała się o Phillipsa z Leeds – pisał Maciej Łuczak, dziennikarz „Meczyków”, dobrze zaznajomiony z angielskimi realiami. 

Dodatkowo na korzyść takiego ruchu przemawia… Matty Cash. Prawy obrońca mógłby z pewnością szepnąć swoim pracodawcą dobre słówko o reprezentacyjnym koledze. Tym bardziej że sam nie dawno wskazał Bielika jako jednego z polskich piłkarzy, który z powodzeniem mógłby grać w Premier League.

– W kadrze jest wielu utalentowanych zawodników i kilku mogłoby grać w Anglii. Oczywiście Robert Lewandowski czy Piotr Zieliński, to top. A także Krystian Bielik, bardzo dobry zawodnik – stwierdził w rozmowie z Sebastianem Staszewskim. 

Inne opcje?

W grę wchodzi oczywiście także klub z nieco niższego pułapu. Być może Bielikiem zainteresuje się klub z dołu tabeli, lub któryś z beniaminków. Awans do PL ma już zapewnione Fulham, które na pewno będzie potrzebować wzmocnień, jeśli myśli o dłuższym pozostaniu na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Pewnym krokiem do awansu zmierza również Bournemouth, więc to kolejny klub, który na spokojnie może optować za ściągnięciem Bielika.

Nikt jednak nie powiedział, że pomocnika nie może zostać w Championship na kolejny sezon. Gdyby przenosiny do Premier League nie wypaliły, to być może zgłosiłby się klub z aspiracjami walki o awans w przyszłym sezonie.

A kto wie, czy Bielik nie zdecyduje się na drastyczny ruch i totalną zmianę otoczenia? Talent, jakim dysponuje pomocnik pozwala ze spokojem sądzić, że poradzi on sobie również w innym kraju, nie koniecznie tylko w Anglii. Walory fizyczne, jakimi operuje oraz technika mogą mu zapewnić wejście zarówno do Premier League, jak i Bundesligi, La Ligi, Serie A czy Ligue 1.

Warto pamiętać również, że Bielik jest uniwersalnym typem zawodnika. Poza grą na nominalnej pozycji defensywnego pomocnika 24-latka można ustawić jako środkowego obrońcę. To dodatkowo zwiększa wachlarz autów, jakimi dysponuje oraz z pewnością będzie brane pod uwagę przez działaczy klubów, którzy będą zastanawiać się nad wykupieniem Polaka z Derby County.

Piątek wyznał, co zawiodło podczas gry w Milanie. Dlatego nie wyszło mu w Mediolanie?

Krzysztof Piątek obecnie jest piłkarzem Fiorentiny. Do Serie A wrócił po ponad dwóch latach, kiedy to nie poradził sobie w AC Milan. Czemu Polakowi nie wyszło na San Siro? 26-latek opowiedział o przyczynach niepowodzenia w rozmowie z „DAZN”. 

Piątek pierwszy raz trafił do Włoch w lipcu 2018 roku. Sezon 2018/19 był w jego wykonaniu spektakularny. Polak zdobywał gola za golem w barwach Genoi i zapracował sobie na transfer do mocniejszego klubu. Pozostał w Serie A, ale przeniósł się do Milanu.

W pierwszych meczach napastnik dalej błyszczał formą, ale wszystko zmieniło się po zwolnieniu trenera. Gennaro Gattuso został wówczas zastąpiony przez Mario Giampaolo. Wtedy sukcesywnie skuteczność snajpera malała, a gdy do klubu przyszedł Stefano Pioli, Piątek opuścił San Siro i trafił do Herthy Berlin.

Co poszło nie tak?

 26-latek w rozmowie z „DAZN” wrócił do tamtego okresu. Wyznał, co jego zdaniem zawiodło i nie pozwoliło mu do końca rozwinąć skrzydeł. Przyznał także, że żałuje tak szybkiego podjęcia decyzji o odejściu z Mediolanu.

– W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy wszystko działało. Strzeliłem wiele goli w drużynie prowadzonej przez Gennaro Gattuso. Potem przyjechał trener Giampaolo i zmienił formację oraz pomysł. To był system, w którym gracze nie występowali na swoich pozycjach – stwierdził Piątek.

– Grałem z Castillejo jako napastnikiem i Suso jako trequartistą, to nie są ich pozycje. W ciągu dwóch miesięcy się myliłem, zespół też się mylił, było ciężko. Nie mogę powiedzieć, że trener słabo mnie rozumiał, ale potrzebowałem czasu, aby zgrać się z tym systemem. Po raz pierwszy grałem z trequartistą oraz dwoma napastnikami – dodał.

– Muszę zrozumieć, co nie zadziałało. Myślę, że obaj potrzebowaliśmy czasu, dwa miesiące to za krótko. Kiedy przyjechałem do Milanu, chciałem od razu wziąć koszulkę z numerem 9. Gattuso i klub powiedzieli mi, żebym wziął 19, bo na „dziewiątkę” trzeba zapracować. Po sześciu miesiącach wziąłem numer 9 i strzeliłem tylko kilka goli, a wszyscy kibice pytali mnie, dlaczego zmieniłem numer – podsumował napastnik.

Piątek w Herthcie dalej nie umiał powrócić do formy prezentowanej na początku przygody w Serie A. Ostatecznie w styczniu bieżącego roku powrócił do Włoch, tym razem podpisując kontrakt z Fiorentiną. W sumie w 13 występach strzelił jak na razie 6 goli.

Flamengo nie zwolni Paulo Sousy. Wiceprezydent klubu zapewnia o poparciu dla Portugalczyka

Brazylijskie media spekulowały niedawno nad przyszłością Paulo Sousy. Portugalczyk miał zostać niebawem zwolniony z Flamengo po znaczących porażkach. Wiceprezydent klubu oznajmił jednak, że 51-latek może być spokojny o swoją posadę. 

Były selekcjoner reprezentacji Polski przegrał jakiś czas temu finał mistrzostw stanowych z Fluminense. Do tego doszła również porażka w meczu o Superpuchar Brazylii z Atletico Mineiro. Jakby tego było mało, to niezadowoleni ze współpracy ze szkoleniowcem mieli być zawodnicy Flamengo.

Można spać spokojnie

W brazylijskich mediach pojawiło się zatem wiele spekulacji odnośnie przyszłości Portugalczyka. Zarząd klubu miał już nawet szukać sobie nowego trenera i szykować się do zwolnienia Sousy. Wiceprezydent Flamengo oznajmił jednak, że na razie 51-latek może być spokojny o swoją posadę i ma poparcie władz.

– Początek sezonu nie ułożył się po naszej myśli, jednak protesty kibiców poszły o krok za daleko. Liczy się to, że Paulo Sousa ma teraz pełne poparcie zarządu – oznajmił Marcos Braz na antenie „SporTV”.

– Rozumiemy, że nowy trener potrzebuje czasu, by wdrożyć swoje metody. W piłce nożnej rezultatów oczekuje się natychmiast. Nie oznacza to, że nie dążymy do osiągnięcia celów, które wyznaczył prezydent Landim – dodał wiceprezydent Flamengo.

Sousa ma podpisany kontrakt z brazylijskim klubem do końca przyszłego roku. Wydaje się więc, że na razie może być spokojny o swoją posadę.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.