Lech apeluje, aby kibice nie prosili piłkarzy o koszulki. „Skupmy się na dopingu”

Lech Poznań zaapelował do kibiców ws. transparentów z prośbami o koszulki. Klub prosi o niewnoszenie na trybuny wspomnianych banerów. – Nie chcielibyśmy, żeby tak cenne pamiątki od naszych piłkarzy były źródłem zarobku – czytamy.

Nie od dziś wiadomo, jak cenną pamiątką dla kibiców są koszulki piłkarzy. Stąd bardzo często na trybunach, praktycznie na każdym meczu, każdej drużyny na świecie widać liczne transparenty, na których kibice proszą konkretnych graczy o trykoty.

Niestety często nie są one traktowane symbolicznie, a w formie zarobkowej. Osoba, która otrzymała koszulkę potrafi wystawić ją na aukcję internetową, aby czerpać korzyść finansową.

Apel

Problem zauważył Lech Poznań. „Kolejorz” za pośrednictwem swojej strony zaapelował do kibiców, aby od najbliższego meczu na Bułgarskiej (z Lechią Gdańsk 3 marca) nie wnosić na trybuny transparentów z prośbami o koszulki.

– Niestety, dochodzą do nas również niepokojące sygnały. Na trybunach pojawia się bowiem sporo młodych osób, które mają przygotowane plakaty z wypisanymi prośbami o koszulki. Otrzymujemy wiadomości, że część z podarowanych trykotów trafia później do sprzedaży w internecie. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie dotyczy to wszystkich, ale jednak zmuszeni jesteśmy podjąć stanowcze decyzje. Także z tego powodu, że sami staramy się w miarę możliwości wspierać aukcje charytatywne i nie chcielibyśmy, żeby tak cenne pamiątki od naszych piłkarzy były źródłem zarobku – czytamy w apelu.

– Stąd od najbliższego meczu z Lechią Gdańsk (piątek, 3 marca) zwracamy się z gorącą prośbą do młodych kibiców, a zwłaszcza ich rodziców, bo to oni mają największy wpływ na swoje pociechy, o nieprzynoszenie na stadion plakatów zawierających takie prośby. Skupmy się na dopingu dla Kolejorza, a po końcowym gwizdku często zespół przechodzi obok poszczególnych sektorów i jest wtedy możliwość zdobycia autografu czy wykonania zdjęcia. Bardzo prosimy o uszanowanie naszego apelu, a jeśli zachowania będą się powtarzać, to stewardzi grzecznie acz stanowczo będą reagować – dodano.

Rozgrywki La Liga mogą zostać zawieszone. Sytuacja Lewandowskiego stała się wyznacznikiem

W 17. kolejce La Liga doszło do skandalu z udziałem sędziego. Podczas meczu Cadiz z Elche (1-1) arbiter podjął skandaliczną decyzję, a działacze gospodarzy domagają się wstrzymania całych rozgrywek. „Mundo Deportivo” pisze, że w tej sytuacji pomóc może… Robert Lewandowski. 

W styczniu podczas rywalizacji Cadiz z Elche padł remis 1-1. Sędzia uznał wówczas trafienie Ezequiel’a Ponce’a, mimo pozycji spalonej. Choć arbiter skorzystał z pomocy VAR-u, to decyzji nie zmienił. Co więcej, sprawdzał wówczas potencjalny faul, a nie spalonego, o który rozchodziła się cała afera.

Cadiz w tej sprawie złożył już skargę do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, apelując o powtórzenie meczu. Powołano się na „poważny błąd arbitra” i dodatkowo wnioskowano o… wstrzymanie całych rozgrywek La Liga. I co ciekawe, nie jest to takie nieprawdopodobne.

Pomoże… Robert Lewandowski?

Według „Mundo Deportivo” Cadiz może skorzystać z precedensu kapitana reprezentacji Polski i pójść drogą FC Barcelony. Przypomnijmy, że w listopadzie 34-latek został zawieszony na trzy mecze za rzekomo obraźliwe gesty w kierunku sędziego podczas spotkania z Osasuną (2-1).

FC Barcelona zgłosiła wówczas odwołanie do Trybunału w Lozannie, jednak wniosek odrzucono. Działacze skierowali się później do Centralnego Sądu Administracyjnego ds. Spornych w Madrycie. Tam karę udało się zawiesić, a Lewandowski mógł rozegrać mecz z Espanyolem (1-1). Następnie pauzował pozostałe spotkania.

„Mundo Deportivo” podaje, że Cadiz może pójść podobną ścieżką. Według dziennikarzy do sądu w Madrycie zgłoszono już odpowiedni wniosek. Wniesiono o zawieszenie rozgrywek La Liga aż do wyjaśnienia sprawy. Potencjalnie przerwa miałaby potrwać trzy dni. W tym czasie miałoby dojść do spotkania przedstawicieli Cadiz oraz Prokuratora Generalnego.

Luis Enrique łączony z przejęciem Chelsea. Fabrizio Romano: „Chce wrócić do pracy”

Zaskakujące informacje ws. przyszłości Luisa Enrique. Hiszpan jest coraz bardziej łączony z przejęciem Chelsea, jeśli zwolniony zostanie Graham Potter. Fabrizio Romano podkreśla, że trenerowi zależy na ciągłości w pracy. 

Wczoraj kataloński „Sport” podał sensacyjną informację. Luis Enrique, który pozostaje bezrobotny od odejścia z reprezentacji Hiszpanii, miałby objąć Chelsea w przypadku zwolnienia Grahama Pottera.

Jest blisko?

Te rewelacje wywołały spory szum w mediach. Teraz na ten temat wypowiedział się Fabrizio Romano. Włoch nie potwierdził ani nie zaprzeczył podanym informacjom. Zaznaczył jednak, że Enrique chce wrócić do pracy.

– Enrique to topowy trener. Normalne, że jego nazwisko łączone jest z wieloma posadami, takimi jak w Chelsea. Ale w tym momencie Hiszpan nie negocjuje z żadnym klubem – wyjaśnił dziennikarz.

– Jedyne, co mogę powiedzieć na sto procent, to to, że Luis Enrique chce jak najszybciej wrócić do pracy i marzy mu się powrót w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Nie chce się zatrzymywać – podkreślił.

W ostatnich dniach pojawiły się również informacje łączące byłego selekcjonera „La Roja” z Atletico Madryt oraz FC Barceloną. Najpierw jednak w obu klubach musiałaby się wyjaśnić przyszłość obecnych szkoleniowców.

Ekspert wskazał napastnika, który powinien pojechać na kadrę. Nieoczywisty wybór

Reprezentacja Polski ma sporo problemów przed marcowym zgrupowaniem. Wielu zawodników z każdej formacji jest kontuzjowanych. W obliczu tej sytuacji powołanie może dostać kilku niespodziewanych piłkarzy. Janusz Michalik w rozmowie z „TVP Sport” przyznał, kogo spodziewa się zobaczyć w kadrze. 

Początek Fernando Santosa w reprezentacji Polski nie zapowiada się szczególnie łatwo. Portugalczyk ma bardzo okrojone pole manewru jeszcze przed wysłaniem powołań. Wielu zawodników zmaga się z kontuzjami. Szczególnie źle sytuacja wygląda między innymi w ataku, gdzie z problemami zdrowotnymi zmagają się Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik czy Adam Buksa. Dodatkowo Krzysztof Piątek znajduje się w bardzo słabej formie, a Karol Świderski wrócił dopiero do regularnej gry.

Będą niespodzianki?

W przypadku Roberta Lewandowskiego sytuacja jest na szczęście najlepsza. Kapitan reprezentacji powinien w pełni wykurować się jeszcze przed startem marcowego zgrupowania. Wiadomo natomiast, że zabraknie Milika i Buksy. Oprócz wspomnianych już Piątka i Świderskiego do dyspozycji Santosa jest jeszcze Dawid Kownacki, który notuje świetne występy w 2. Bundeslidze.

Według Janusza Michalika, który rozmawiał z „TVP Sport” selekcjoner powinien postawić na pewno na Świderskiego. Napastnik nie ma wielu występów na koncie w tym sezonie, jednak potrafił już udowodnić, że może dać wiele dobrego kadrze.

– Rzeczywiście, późny start sezonu może być przeciwko zawodnikom w kwestii powołania, jednak (…) mamy problemy. Świderski po prostu zasłużył sobie na powołanie. Nawet jeśli rozegra jeszcze tylko 2-3 mecze, udowodnił, że jest przydatny, zarówno grając od pierwszych minut, jak i wchodząc z ławki – stwierdził ekspert od piłki w USA.

– Oczywiście nie wiemy, co zrobi Fernando Santos. Jest szansa, że będzie szukał w zupełnie innym miejscu. Patrząc realnie, nie jest jednak takim magikiem, żeby po miesiącu pobytu w Polsce znaleźć zawodników, którzy byliby zaskoczeniem. Będzie polegał na wypróbowanych piłkarzach. Świderski na pewno będzie tym graczem ze Stanów Zjednoczonych, który przyleci na zgrupowanie – dodał.

Michalik zaznaczył również, że Świderski jest bardzo elastycznym piłkarzem. To duży atut, który z pewnością może wykorzystać Fernando Santos.

– To jest duży atut Świderskiego – potrafi grać praktycznie na każdej pozycji z przodu. Santos postawi raczej na czwórkę z tyłu, ale nie wiemy, jak poustawia to wyżej. Według mnie Świderski może nawet występować z boku. Lubi wejść z prawej strony i rozegrać piłkę lub oddać strzał. Trudno określić jego najlepszą pozycję. Prawdopodobnie jest to rola drugiego napastnika za Lewandowskim. Musimy poczekać na koncepcję Santosa, jednak ze względu na wszechstronność Świderski tym bardziej powinien zostać powołany – ocenił.

Co więcej, ekspert twierdzi, że do reprezentacji powinien wrócić także Mateusz Klich. Pomocnik D.C. United był skrupulatnie pomijany przez Czesława Michniewicza.

– Mamy problemy w środku pola, zawsze je mieliśmy. (…) Nie ma zbytnio w kim wybierać, dlatego nie można zapominać o takim zawodniku. Mam nadzieję, że będzie mógł kadrze pomóc. W debiucie zdobył bramkę, jego drużyna postarała się o bardzo dobre zwycięstwo z Toronto. Jeśli utrzyma poziom w kolejnych spotkaniach, nie będę zdziwiony, jeśli pod koniec marca znajdzie się na zgrupowaniu. Nie wiem, czy kibice chcieliby Klicha, ale nie jesteśmy reprezentacją, która może sobie pozwolić, żeby już skreślić takiego piłkarza – podsumował.

Nowe informacje o kontuzji Lewandowskiego. Kiedy Polak wróci do gry?

Robert Lewandowski jest obecnie kontuzjowany. Przerwa Polaka ma potrwać kilka tygodni, według pierwszych diagnoz. Nowe informacje przekazał jednak hiszpański dziennikarz Ferran Martinez. 

Ostatni okres dla kapitana reprezentacji Polski nie jest najlepszy. 34-latek notował kiepskie występy i strzelał mało bramek. Kulminacją kryzysu była kontuzja, której doznał w ostatnim meczu z Almerią (0-1). Przez nią opuści między innymi czwartkowe El Clasico.

Ile przerwy?

Pierwsze diagnozy wskazywały, że Polaka czeka dwutygodniowa przerwa. Tomasz Włodarczyk z portalu meczyki.pl przekazał z kolei, że możliwy jest szybszy powrót Lewandowskiego do gry. Podobnego zdania jest Ferran Martinez. Hiszpański dziennikarz również uważa, że 34-latek może wrócić do gry w meczu z Atletikiem Bilbao (12 marca).

Reporter „Mundo Deportivo” podkreśla jednak, że jest to zdecydowanie najbardziej optymistyczny scenariusz. Dodał również, że niemożliwym byłby i tak występ od pierwszej minuty. Barcelona chce w ten sposób ograniczyć ryzyko pogłębienia lub odnowienia kontuzji.

Jose Mourinho grzmi po czerwonej kartce. „Muszę rozważyć kroki prawne”

Jose Mourinho nie obejrzał w całości wczorajszego meczu z Cremonese (1-2) z poziomu murawy. Portugalczyk dostał czerwoną kartkę i wylądował na trybunach. Teraz szkoleniowiec zapowiada podjęcie kroków prawnych. 

AS Roma sensacyjnie przegrała wczoraj z przedostatnim w tabeli Cremonese. Dla outsidera było to pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Serie A oraz pierwsze od 1996 roku.

Ścieżka sądowa?

W trakcie meczu doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji z udziałem szkoleniowca AS Romy, Jose Mourinho. Portugalczyk zaraz na początku drugiej połowy wdał się w ostrą dyskusję z sędzią technicznym. 60-latek żalił się na decyzje arbitra do głównego rozjemcy spotkania.

Narzekania na nic się jednak nie zdały. Ba, przyniosły zgoła odmienny skutek. Rozwścieczony Mourinho zobaczył czerwoną kartką i tym samym został odesłany na trybuny. Ta sytuacja jeszcze bardziej do rozsierdziła. Po spotkaniu nie ukrywał, że to on był w tym wszystkim najbardziej pokrzywdzony. Przyznał także, że zastanawia się nad podjęciem kroków prawnych przeciwko technicznemu.

– Jestem żywiołowy, ale nie szalony. Skoro tak zareagowałem, to najpierw coś musiało się stać. Muszę rozważyć, czy mogę podjąć kroki prawne. Dostałem czerwoną kartkę, bo sędzia techniczny nie rozumie, co do mnie powiedział. Chcę się dowiedzieć, czy istnieją nagrania. Nie chcę zajmować się tym, że sędzia Serra jest z Turynu, a my w niedzielę zagramy z Juventusem – mówił przed kamerami „DAZN”.

– Po raz pierwszy w mojej karierze sędzia techniczny odezwał się do mnie w taki sposób. To było nieodpowiednie. Po meczu poszedłem z nim porozmawiać. Sędzia główny kazał mi przeprosić Serrę. Odpowiedziałem, że to on powinien mieć odwagę, by wyjaśnić, co się stało. Miał jednak poważne problemy z pamięcią – grzmiał dalej Mourinho.

Co u rywali? Reprezentacja Mołdawii

Już za niespełna miesiąc czeka nas rozpoczęcie eliminacji mistrzostw Europy w Niemczech. Reprezentacja Polski zmagania grupowe zacznie od Czechów i Albańczyków, których omówiliśmy już w serii „Co u rywali”. Do odhaczenia została jednak jeszcze jedna ekipa, a konkretnie Mołdawia. Wraz z LV BET zapraszamy zatem na kolejny tekst ze wspomnianego cyklu.

W ostatniej odsłonie „Co u rywali” przyglądaliśmy się Wyspom Owczym. Wówczas stwierdziliśmy, że Farerowie są outsiderami naszej grupy, aczkolwiek nie można ich lekceważyć – szczególnie u siebie. Trudno nie odnieść wrażenia, że w przypadku Mołdawii sytuacja będzie wyglądać dość podobnie, chociaż… czy aby na pewno?

Pasmo porażek

Na samym początku skupmy się na historii najnowszej, a więc eliminacjach do ostatnich mistrzostw świata w wykonaniu Mołdawii. W poprzednim artykule wspominaliśmy już, że w tej samej grupie znalazła się także reprezentacja Wysp Owczych, która potrafiła sprawić trudności silniejszym rywalom. Nie zawojowała jej jednak, ale wciąż zaliczyła lepszy występ na przestrzeni całych eliminacji od Mołdawii.

Ta nie potrafiła wygrać ani jednego z dziesięciu spotkań, przegrywając aż dziewięć i zaledwie raz remisując. Co więcej, wśród tych porażek były takie łomoty, jak: 0-8 z Danią, 1-4 z Izraelem, czy 1-4 z Austrią.

Poprawa sytuacji

Mołdawii nie szło także w dywizji C Ligi Narodów, gdzie zbierała baty od Kosowa, Grecji i Słowenii. W dwumeczu, który mógł uchronić drużynę przed spadkiem do niższej ligi naszych przyszłych rywali pokonał z kolei Kazachstan. Paradoksalnie jednak mogło im to wyjść na dobre.

W dywizji D Mołdawia w końcu miała więcej swobody i zaczęła odnosić korzystne wyniki. Wygrali między innymi dwukrotnie z Liechtensteinem, czy raz z Andorą, ale zdołali pokonać także Łotwę (2-1), która wcześniej rozbiła ich 2-4. Finalnie to właśnie między Mołdawią a Łotwą rozegrała się walka o 1. miejsce, którą zwyciężyli ci drudzy, dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu.

Pamiętne spotkania

Do eliminacji Euro 2024 Mołdawia podchodzi jednak z gorszej pozycji. Pomijając sytuację polityczną w kraju i skupiając się wyłącznie na aspektach sportowych, nasi rywale podejmą nas u siebie dopiero w 4. kolejce zmagań grupowych. Wcześniej na własnym terenie zagrają jeszcze z Wyspami Owczymi, Czechami oraz Albanią. Podobnie zatem jak Farerowie, będą mieć za sobą już najtrudniejsze starcia.

Zdaje się więc, że na pierwszy rzut oka „Biało-Czerwoni” nie mają się czym martwić. Trudno jednak zapomnieć o fatalnych spotkaniach z Mołdawią za kadencji Waldemara Fornalika. Polacy mierzyli się z tym rywalem 10 lat temu w ramach eliminacji mistrzostw świata w Brazylii. Wówczas w dwóch meczach potrafiliśmy wygrać tylko raz (2-0) u siebie, zaś na wyjeździe męczyć się niemiłosiernie i finalnie zremisować (1-1).

Ogólnie jednak historia gier Polski z Mołdawią jest zdecydowanie jednostronna. Nie licząc tego jednego podziału punktów w meczach o stawkę „Biało-Czerwoni” wygrali trzy z czterech spotkań. W sparingach także okazywaliśmy się lepsi (dwukrotnie wygrywaliśmy po 1-0).

Niepokojące informacje ws. zdrowia kadrowicza. Czeka go dłuższa przerwa, niż zapowiadano

Arkadiusz Milik musi jeszcze poczekać na powrót do gry. Massimiliano Allegri zdradził, w jakim stanie znajduje się zdrowie Polaka. 

W bieżącym sezonie Milik świetnie odnajdywał się w Juventusie. Pierwotnie napastnik miał być jedynie zmiennikiem Dusana Vlahovicia, ale szybko wywalczył sobie silną pozycję w drużynie „Bianconerich”. Gdy Serb odniósł kontuzję, to właśnie 28-latek pełnił rolę podstawowego snajpera.

Dłuższy powrót

Niestety od stycznia sytuacja się odwróciła. Milik doznał pod koniec miesiąca kontuzji, która początkowo miała wykluczyć go na około cztery tygodnie. W najgorszym wypadku przerwa reprezentanta Polski miała wydłużyć się do sześciu tygodni.

Niepokojące informacje przekazał jednak Massimiliano Allegri. Szkoleniowiec Juventusu na konferencji prasowej w dość enigmatyczny sposób zdradził, w jakim stanie znajduje się zdrowie Milika.

– Vlahović jest zdrowy, ale Milik wróci dopiero po przerwie reprezentacyjnej. Poza nim, Kaio, Locatellim i Mirettim wszyscy zawodnicy mają się dobrze. Derby z Torino nie będą jednak łatwe – stwierdził Allegri.

Pod znakiem zapytania stoi zatem przyjazd Milika na marcowe zgrupowanie kadry. „Biało-Czerwoni” zmierzą się w jego trakcie z Czechami oraz Albanią w eliminacjach mistrzostw Europy. Będą to pierwsze spotkania Fernando Santosa w roli selekcjonera Polaków.

Poważne problemy byłego zawodnika Legii Warszawa. Zgłosił bankructwo

Adam Hlousek, znany polskim kibicom głównie ze swoich występów w Legii Warszawa zmaga się z dużymi długami. O szczegółach sytuacji lewego obrońcy informuje „Przegląd Sportowy Onet”. 

Czech przez kilka lat występował w stołecznej ekipie, gdzie wyrobił sobie znaną w naszym kraju markę. Hlousek sięgnął z Legią po trzy mistrzostwa Polski oraz krajowy puchar. Wystąpił także w Lidze Mistrzów w historycznym dla „Wojskowych” sezonie 2016/17.

Od tamtej pory minęło jednak sporo czasu, a lewy obrońca skrupulatnie obniżał loty. Z Legii odszedł w 2019 roku i grał dla Viktorii Pilzno, Kaiserslautern oraz Termaliki. Przez jakiś czas występował jeszcze w czeskim FC Zlin.

Ogromne długi

Hlousek obecnie ma problem ze znalezieniem sobie nowego pracodawcy. Proponowano go między innymi kilku polskim ekipom. Jego kandydaturę jednak odrzucono, a jak informuje „Przegląd Sportowy Onet” powodem tego miały być długi, z jakimi się zmaga.

Doszło nawet do tego, że 34-latek złożył w sądzie w Hradecu Kralove wniosek o upadłość. Tym samym, zgodnie z prawem przedstawił dokumenty o swoich dochodach oraz zadeklarował spłatę części długu. W dokumentach, które piłkarz złożył przed sądem znalazła się długa lista wierzycieli. Znalazły się na niej zarówno na osoby fizyczne, a także podmioty z Czech, jak i innych krajów.

– Na pierwszej liście widnie 27 pozycji, m.in. były piłkarz Legii Tomas Necid (332 tys. koron, tj. 66 tys. zł), zawodnik Sparty Praga Ondrej Celustka (7,6 mln koron, tj. 1,5 mln zł), były gracz Bruk-Betu Termaliki Michal Bezpalec (46 tys. koron, tj. 9 tys. zł). Do tego firmy pożyczkowe, leasingowe. Lista zagranicznych wierzycieli jest krótsza, na niej jest 8 pozycji. Cztery banki polskie (najwyższa kwota 200 tys. zł w Santander Bank), jeden niemiecki, Urząd Skarbowy w Tarnowie, ZUS i Kasper Hamalainen. Finowi Hlousek winien jest 224 tys. euro – czytamy na „Przeglądzie Sportowym”

Obecny klub Hlouska, FC Zlin ustosunkował się do całej sytuacji. Według wystawionych faktur za świadczone usługi, zawodnik miał inkasować w Czechach 100 tysięcy koron (ok. 20 tys. PLN). Po wyjściu sprawy długów na światło dzienne potwierdzono jednak, że więcej nie dostanie wynagrodzenia. Powodem była jednak niezdolność 34-latka do wypełnienia obowiązków.

Legia Warszawa rozmawia z francuskim obrońcą. To będzie pierwszy letni transfer?

Według Tomasza Włodarczyka z portalu meczyki.pl Legia Warszawa pracuje nad letnim transferem. Na celowniku „Wojskowych” znalazł się Ibrahima Cisse z Ligue 2. 

Legia nie była szczególnie aktywna podczas zimowego okna transferowego. Na Łazienkowską trafił tylko Tomas Pekhart. Czech wrócił do klubu po pół roku spędzonym w tureckim Gaziantep FK.

Kolejne ruchy

Latem „Wojskowi” mogą przeprowadzić więcej transakcji. Według Tomasza Włodarczyka z portalu meczyki.pl działacze już teraz pracują nad pierwszym transferem. Dziennikarz ustalił, że klub rozmawia z otoczeniem Ibrahima Cisse z SM Caen.

– Legia Warszawa pracuje nad letnim transferem. Mowa o środkowym obrońcy Ibrahima Cisse, który gra w Caen (Ligue 2) – powiedział Włodarczyk w programie „Pogadajmy o piłce”.

– Klub chciał go już teraz zimą, ale się nie udało. Latem będzie do wzięcia za darmo. Agenci piłkarza mieli być w piątek na meczu. Legia chciała pokazać, jak wygląda klub – dodał.

26-letni Francuz w tym sezonie wystąpił w 25 meczach Caen. „Transfermarkt” wycenia go na 1,2 mln euro.

Pierwsze spięcie Santosa z działaczem PZPN. Selekcjoner odwołał spotkanie

Fernando Santos ostro zareagował na słowa Radosława Michalskiego na temat Grzegorza Mielcarskiego. Selekcjoner reprezentacji Polski odwołał zaplanowane z działaczem spotkanie. 

Portugalczyk oraz jego asystenci intensywnie pracują z reprezentacją przed pierwszym zgrupowaniem. Te rozpocznie się już niedługo, a w marcu „Biało-Czerwoni” zagrają dwa spotkania w ramach eliminacji mistrzostw Europy. Najpierw czeka nas wyjazd do Czech, a następnie starcie z Albanią.

Spięcie

Równolegle wciąż toczy się dyskusja o tym, kto powinien zostać asystentem Santosa. Z Portugalczykiem ma pracować polski szkoleniowiec. Głośnego wywiadu udzielił ostatnio Radosław Michalski, który stwierdził, że Grzegorz Mielcarski (z którym pracować chce Santos) oczekuje od PZPN większych kompetencji. Cała sytuacja została sprawdzona przez Portugalczyka.

– Grzegorz Mielcarski raczej nie będzie w sztabie Fernando Santosa. Oczekiwał większych kompetencji niż prezes chciał mu dać – mówił 8 lutego na „Kanale Sportowym” Michalski.

Santosowi nie spodobała się ta wypowiedź, kiedy okazała się nie być prawdziwa. Doszło nawet do tego, że odwołał spotkanie z Michalskim.

– Wywiady Radosława Michalskiego nt. Grzegorza Mielcarskiego mocno nie spodobały się Fernando Santosowi. Na tyle się nie spodobały, że kiedy pojechał na mecz Lechia – Widzew, to nie bardzo chciał z nim rozmawiać. Odwołał zaplanowane przez niego spotkanie – oznajmił Tomasz Włodarczyk. 

– Te słowa bardzo szybko dotarły do Santosa. Selekcjoner sprawdził, czy Mielcarski spotkał się z przedstawicielami PZPN i czy faktycznie chciał większych kompetencji. Gdy to się okazało nieprawdą, to ten wywiad mu się nie spodobał – dodał dziennikarz meczyki.pl.

– Dodatkowo w „Przeglądzie Sportowym” Michalski zdradził, że Santos pytał, czy Robert Lewandowski ma prywatnego masażystę. Rozmowa prywatna wyszła do mediów – nie tego spodziewał się Portugalczyk. Moim zdaniem będzie mu trudno być łącznikiem pomiędzy kadrą a PZPN, skoro Portugalczyk nie będzie się z nim otwarcie komunikował – kontynuował.

– Jedynym Polakiem, z którym chciałby naprawdę współpracować Fernando Santos jest Grzegorz Mielcarski. Jeśli tego oczekuje selekcjoner, dlaczego mu tego nie dać? Na razie jednak żadne spotkanie z PZPN w tej sprawie nie zostało umówione – podsumował Włodarczyk.

Komentator wieszczy powołanie Dawida Kownackiego. „On jest motorem napędowym”

Dawid Kownacki bryluje w tym sezonie na zapleczu Bundesligi. Latem polski napastnik zmieni klub, co już oficjalnie potwierdzono. Tomasz Urban z „Eleven Sports” uważa, że zawodnik powinien otrzymać powołanie na marcowe zgrupowanie kadry. 

Reprezentacja Polski za miesiąc rozegra dwa mecze w ramach eliminacji mistrzostw Europy. „Biało-Czerwoni” zmierzą się z Czechami oraz Albanią. Będzie to pierwsze zgrupowanie podczas kadencji Fernando Santosa.

Kownacki do kadry?

Portugalczyk ma kilka problemów, związanych z kontuzjami u polskich piłkarzy. Jeszcze niedawno z urazem zmagał się Dawid Kownacki, który zalicza świetny sezon w Fortunie Duesseldorf.

25-latek wrócił do grania w piątek i ponownie wpisał się na listę strzelców. Wywalczył także rzut karny. Tomasz Urban uważa, że napastnik zasłużył sobie na powołanie do reprezentacji.

– Widziałbym go w kadrze. To tylko 2. Bundesliga, tylko Fortuna, ale on tam jest motorem napędowym. Wyszedł na Brunszwik i wręcz demolował rywali – powiedział komentator „Eleven Sports”.

– Nie deprecjonowałbym 2. Bundesligi. Nie uważam, żeby była słabsza niż Ekstraklasa – dodał.

Kownacki rozegrał w tym sezonie 20 meczów w 2. Bundeslidze. Strzelił w nich 9 goli i zanotował 6 asyst.

Lech Poznań negocjuje transfer Francuza. Ma zastąpić podstawowego piłkarza

Lech Poznań rozważa wzmocnienia na przyszły sezon. Przedstawiciele „Kolejorza” mieli rozpocząć negocjacje w sprawie pozyskania Floriana Miguela, który miałby zastąpić Pedro Rebocho. 

W czwartek Lech Poznań zapewnił sobie awans do 1/8 finału Ligi Konferencji Europy, gdzie zmierzy się z Djurgardens IF. Mistrzowie Polski pokonali u siebie Bodo/Glimt (1-0) i tym samym przedłużyli swoją przygodę z pucharami.

Myślą o przyszłym sezonie

Sukces w europejskich pucharach pozwoli Lechowi na zasilenie klubowej kasy dodatkowymi funduszami. Te zostaną prawdopodobnie wykorzystane głównie na nowych piłkarzy. Już teraz działacze mają myśleć o transferach, które przeprowadzone zostaną latem.

„TVP Sport” podaje, że Lech rozpoczął rozmowy z Florianem Miguelem. Francuz jest lewym obrońcą, który obecnie występuje w SD Huesca. Gdyby trafił na Bułgarską, zastąpiłby Pedro Rebocho, który po sezonie może zmienić pracodawcę. Podobny los może czekać Barry’ego Douglasa. Kontrakty obu zawodników wygasają w czerwcu.

26-letni Miguel rozegrał w tym sezonie 24 mecze na zapleczu La Ligi. Nie jest typem ofensywnego lewego obrońcy, stąd ma na koncie tylko jedną asystę. Gwarantuje jednak sporą jakość w defensywie. W hiszpańskim klubie występuje od 2021 roku.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.