Robert Lewandowski szczerze opowiedział o grze w reprezentacji. „Jestem ofiarą własnego sukcesu”

Robert Lewandowski szczerze opowiedział o swojej grze w reprezentacji Polski. Nie ukrywa przy tym, że sam przyczynił się do pewnych tez, jakie pojawiają się na jego temat. 

34-latek od lat pełni funkcję kapitana „Biało-Czerwonych”. Jest także jej najważniejszą postacią oraz jednym z najlepszych piłkarzy w historii. Wiąże się to z ogromnymi oczekiwaniami, jakie mają wobec niego zarówno kibice, jak i dziennikarze.

„Ofiara własnego sukcesu”

W rozmowie z „TVN” Lewandowski przyznał, że krytyka, jaka wylewa się na niego po nieudanych spotkaniach reprezentacji jest po części jego winą. Konkretnie winą sukcesu, jaki osiągnął w swojej karierze.

– Zdaję sobie sprawę, że jestem trochę ofiarą własnego sukcesu. Wiele osób patrzy na reprezentację Polski przez pryzmat mnie, czy innych zawodników grających w topowych klubach. Jest nas jednak znacznie więcej. Robimy co w naszych siłach, sukcesów czasem brakuje, ale dajemy z siebie maksimum możliwości – stwierdził „Lewy”. 

Przy okazji piłkarz Barcelony zaznaczył, że wciąż nie ma dość gry w narodowej drużynie. Wystosował jednak apel do młodszych zawodników, którzy powoli wchodzą do pierwszej kadry.

– Nadszedł czas na to, by coraz większa liczba zawodników zaczęła brać odpowiedzialność za tę reprezentację – przyznał. 

Co ciekawe, Lewandowski wyjawił również, że w meczu ze Szwecją w barażach do mistrzostw świata grał z kontuzją. Zdradził, że nie lubi schodzić z boiska przez swoją ambicję.

– Zawsze miałem wysokie ambicje, nawet grając co trzy dni, w przypadku urazów ciężko mi opuścić boisko. Nie jestem taki, by komunikować, że nie daję rady i schodzić. Całą drugą połowę w spotkaniu ze Szwecją grałem ze złamanym żebrem. Wiele dla mnie znaczy obecność na boisku i możliwość pomocy kolegom, nigdy nie chciałem dopuszczać myśli, by kontuzje, czy zmęczenie odbierały mi możliwość występów – skwitował. 

Wojciech Szczęsny wskazał swojego następcę w reprezentacji. „Jest w stanie zamknąć innym drogę”

Wkrótce miejsce w bramce reprezentacji Polski może zająć nowy bramkarz. Wojciech Szczęsny wyjawił, kogo chciałby zobaczyć między słupkami, gdy sam odejdzie z drużyny narodowej. 

Zawodnik Juventusu już kilka miesięcy temu zdradził, że mistrzostwa świata w Katarze będą jego ostatnim mundialem w karierze. Taką deklarację złożył jeszcze przed rozpoczęciem turnieju i wciąż ją podtrzymuje.

– Ja to wiem, że już nigdy nie zagram w mistrzostwach świata. Nic się nie zmieniło – zapewnił na kanale „Łączy nas Piłka”. 

– Nie mam pojęcia, jak będę czuł się za dwa lata. Są takie etapy w życiu, że lepiej skończyć rok za wcześnie niż rok za późno – dodał.

Następca namaszczony

Szczęsny przy okazji rozmowy wyznał, że widzi już swojego następcę w reprezentacji. 32-latek stawia na Kamila Grabarę. Uważa, że ma on wszystko, czego potrzeba, aby zostać nową „jedynką” kadry.

– Mam wrażenie, że są za mną młodzi bramkarze, którzy będą w stanie godnie reprezentować kraj, jak choćby Kamil Grabara. Uważam, że jest on w stanie na kilka lat zamknąć innym drogę do bramki naszej kadry – podkreślił.

Bramkarz Juventusu od wielu lat gra dla „Biało-Czerwonych”. W narodowej drużynie zagrał na trzech turniejach mistrzostwa Europy (2012, 2016 i 2020) oraz na dwóch mundialach (2018 i 2022). Podczas ostatnich mistrzostw świata był zdecydowanie najlepszym piłkarzem reprezentacji Polski.

Nowe informacje ws. powrotu Messiego na Camp Nou. Barcelona może sprzedaż wielu piłkarzy

FC Barcelona ma specjalny plan, który pozwoli jej latem przeprowadzić operację sprowadzenia na Camp Nou ponownie Leo Messiego. Zdaniem katalońskiego „Sportu” wielu piłkarzy może pożegnać się z grą dla Blaugrany. Praktycznie nikt nie może czuć się bezpiecznie. 

Messi ma ważny kontrakt z PSG do końca bieżącego sezonu. Argentyńczyk nie podjął jeszcze decyzji o jego przedłużeniu, a rozmowy z paryżanami stanęły w martwym punkcie. Naturalnym kandydatem do ściągnięcia 35-latka wydaje się FC Barcelona. Działacze mają być w stałym kontakcie z otoczeniem zawodnika oraz nim samym. Chęć do ponownego ściągnięcia mistrza świata na Camp Nou potwierdził na konferencji prasowej wiceprezes – Rafael Yuste.

Nie ma świętych krów

Aby jednak powrót Messiego mógł stać się faktem, Barcelona musi zdecydowanie zacisnąć pasa. Operacja będzie bardzo skomplikowana, ze względu na ekonomiczne problemy klubu ze stolicy Katalonii. Kataloński „Sport” twierdzi, że głównym przegranym powrotu Argentyńczyka może być Ansu Fati, który od dawna jest łączony z odejściem.

Inni piłkarze również nie mogą się czuć jednak bezpiecznie. Działacze Blaugrany opracowali już specjalny plan, który wiązać się ma z obniżkami pensji. Do tego ma również dojść sprzedaż kilku zawodników.

– Rozważane są odejścia za ponad 120 milionów euro. Z zawodników wypożyczonych wróci tylko Abde, a klub wysłucha ofert za niemal każdego piłkarza. Niewielu będzie nietykalnych. To w dużej mierze efekt bolesnej porażki z Realem Madryt, która potwierdziła potrzebę drugiej rewolucji w składzie, żeby móc z całkowitą gwarancją rywalizować na najwyższym poziomie – czytamy na „Sporcie”.

Wiele zależy także od decyzji przedstawicieli ligi hiszpańskiej. Władze muszą najpierw zatwierdzić plan Barcelony, a następnie zaakceptować propozycję kontraktu dla Messiego. Dopiero wtedy klub będzie mógł otwarcie negocjować z Argentyńczykiem.

– Barca musi podpisać sprawdzonych zawodników, ale żeby to zrobić, będzie musiała najpierw sprzedawać. Plan rentowności, który, jak mają nadzieję, zostanie zatwierdzony przez władze La Liga, przewiduje silne dochody z transferów. Z kolei operacja pozbycia się niektórych zawodników była przygotowywana od dawna – dodają dziennikarze. 

– Kontrakt Messiego jest uzależniony od zgody La Liga. Jeśli FC Barcelona ją otrzyma wtedy będzie w stanie otwarcie negocjować z otoczeniem mistrza świata. Przed przystąpieniem do transferowej ofensywy poczeka jednak na ostateczne rozstanie Argentyńczyka z PSG – twierdzi „Sport”.

Francuskie media zachwycone Przemysławem Frankowskim. „Błyszczał”

Kolejne świetne recenzje za swój występ zbiera Przemysław Frankowski. Francuskie media doceniają wkład reprezentanta Polski w zwycięstwo nad Strassbourgiem (2-1). 

Lens wygrało wczoraj kolejny mecz w Ligue 1 i goni liderujące w tabeli PSG. Ekipa Frankowskiego traci już tylko trzy punkty do paryżan. Mistrzowie Francji mają jednak jeden mecz zaległy do rozegrania.

Pieją z zachwytu

Lens wygrało ze Strabourgiem 2-1, a wynik meczu otworzył Przemysław Frankowski. Polak znajduje się w tym sezonie w świetnej formie i wczoraj ponownie to udowodnił. Zauważyli to także francuskie portale, które doceniają jego wkład w cenne zwycięstwo.

– Po lewej stronie wahadłowy RC Lens popisał się niezłym występem. Zawsze hojny w swoich wysiłkach Polak szybko został wynagrodzony. Otworzył wynik podkręconym strzałem po podaniu Thomassona. Następnie piłkarz Lens miał do rozegrania wielki pojedynek z Guilbertem i pomimo kilku straconych piłek, zaprezentował się godnie – stwierdził portal „MaxiFoot”, który przyznał 27-latkowi „siódemkę” w dziesięciostopniowej skali. 

– Podobnie jak w zeszłym tygodniu w Rennes, Polak stworzył zgrany duet z Facundo Mediną. Odnajdywaliby się, nawet grając z zamkniętymi oczami. Mówili tym samym językiem futbolu i właśnie ci dwaj pomocnicy najbardziej zranili 'owczarki alzackie’. Pierwszy uczynił to Frankowski, który uderzył już po dziesięciu minutach i otworzył wynik wysublimowanym podkręconym strzałem. Reprezentant Polski błyszczał także w defensywie – ocenił serwis le11lensois.

– Polak jest w dobrej formie i był drugim najlepszym zawodnikiem gospodarzy tego wieczoru. Często dobrze ustawiony zarówno w ofensywnie, jak i defensywnie. Szybko otworzył wynik pomimo interwencji VAR-u – podsumował z kolei portal madeinlens.com, który także przyznał Frankowskiemu „7”. 

27-latek rozegrał w tym sezonie 34 mecze w barwach Lens. Wczorajszy gol ze Strasbourgiem był dla niego trzecim trafieniem w tym sezonie. „Franek” ma także na koncie dwie asysty.

Włoskie media straciły cierpliwość do Piątka. „Pół roku oszukało wszystkich”

Krzysztof Piątek znalazł się ponownie w ogniu krytyki po kolejnym słabym występie w barwach Salernitany. Włoskie media nie zostawiają suchej nitki na Polaku po zremisowanym meczu z Interem (1-1). 

27-latek czeka na gola od pięciu miesięcy. Ostatni raz trafił do siatki w listopadzie ubiegłego roku w spotkaniu z Cremonese (2-2). Od tamtej pory popisuje się wyłącznie nieskutecznością w polu karnym rywali.

Fala krytyki

We Włoszech powoli tracą do Piątka cierpliwość. Tamtejsze media nie przebierają w słowach po remisie Salernitany z Interem (1-1). Polski napastnik spędził na murawie pełne 90 minut, ale nie potrafił pokonać Andre Onany. „La Gazzetta dello Sport” zauważa co prawda, że 27-latek był osamotniony, jednak i tak przyznała mu notę „5”.

– Nie strzelił gola od listopada. Został sam w ataku. Nie mógł ominąć obrońców Interu, choć w drugiej połowie był poszukiwany w ataku – czytamy w uzasadnieniu. 

Dużo mocniej występ Piątka podsumowano na łamach calciomercato.com. Dziennikarze piszą wręcz o „oszustwie”.

– Pół roku w Genui oszukało wszystkich. W pierwszej połowie był osamotniony, ale w grze z Dią oczekiwaliśmy czegoś innego – stwierdzono. 

– Jest przydatny przy obronie wielu piłek i oferuje wsparcie swoim kolegom z drużyny, ale brakuje mu wykończenia przed bramką. Okazuje się niezbędny w mechanizmach zespołowych dzięki swoim ruchom, które otwierają przestrzenie dla kolegów z drużyny – oceniło natomiast tuttomercatoweb.com, przyznając Piątkowi „szóstkę”.

Rosną problemy Śląska Wrocław. Liderzy zespołu zostali wystawieni na sprzedaż

Śląsk Wrocław, przez swoją trudną sytuację finansową, wkrótce czekają ogromne zmiany. Założenia na najbliższy okres przedstawił prezes klubu, Piotr Waśniewski. Działacz udzielił wywiadu na łamach goal.pl. 

Nie jest tajemnicą, że Śląsk znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Jakiś czasu temu w oficjalnym komunikacie poinformowano o stracie aż 20,6 mln złotych. Waśniewski wyjaśnił powody takiego stanu rzeczy w rozmowie z Przemysławem Langierem.

– Absurdem byłby plan zakładający generowanie strat. Natomiast chciałbym wyjaśnić te 20,6 mln zł na minusie, o których mowa. Co roku rozmawiamy tej samej kwestii, czyli o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki przez właściciela o 13 mln zł. Ta kwota w całości jest przeznaczona na bieżące funkcjonowanie klubu, lecz w omawianym raporcie nie pojawia się ona po stronie przychodów. Natomiast jej wydatkowanie jest już widoczne w bilansie i na starcie generuje stratę w wysokości tych 13 mln zł. Przekładając to na bardziej zrozumiały język – gdyby Śląsk Wrocław w ciągu roku zrealizował wszystkie swoje założenia związane z przychodami, transferami i tak dalej, i wypracowałby taki wynik finansowy, który pozwoliłby zapewnić pokrycie wszystkich zaplanowanych wydatków, a do tego przeznaczyłby przekazane przez gminę Wrocław środki, miałby stratę w wysokości 13 mln zł. Jeśli w sprawozdaniu finansowym strata byłaby niższa niż 13 mln zł, to by oznaczało, że spółka z punktu widzenia rozliczenia księgowego wypracowała nadwyżkę finansową – czytamy na goal.pl.

Pieniądze na już

W klubie nikt nie ukrywa, że bardzo potrzebny jest zastrzyk dodatkowej gotówki. Taką można natomiast uzyskać z transferów kluczowych zawodników. Waśniewski potwierdził, że na sprzedaż są także liderzy „Wojskowych”, jak John Yeboah oraz Erik Exposito.

– Tak. Podobnie jak Erik Exposito, który od dłuższego czasu nie jest anonimowym zawodnikiem. Mamy też zawodników dużo młodszych, których nazwisk nie chcę tutaj wymieniać, a którzy także cieszą się dużym zainteresowaniem zagranicą. Ich także oferujemy i dostajemy o nich zapytania – wyjawił prezes Śląska. 

– Nasz plan zakłada sprzedaż kilku zawodników, ale od razu zaznaczamy w nim, że jest to obarczone ryzykiem i nigdy nie można być pewnym transferów. Mamy chociażby przykład sprzed ponad roku, gdy odejście Erika do Chin było w zasadzie dopięte, na pewno w przestrzeni między dwoma klubami. Zawodnik nie doszedł jednak do porozumienia w sprawie indywidualnego kontraktu, czy raczej – jego zabezpieczenia, z nowym pracodawcą i z wydawało się pewnego transferu nic nie wyszło – podsumował.

Wrocławianie problemy mają nie tylko w kwestiach finansowych. Także w Ekstraklasie nie idzie im najlepiej. Podopieczni Ivana Djurdjevicia zajmują dopiero 13. miejsce w Ekstraklasie z przewagą dwóch punktów nad strefą spadkową. W najbliższej kolejce zmierzą się z Wartą Poznań.

Zlatan Ibrahimović wkrótce zostanie bez klubu? AC Milan miał podjąć decyzję w jego sprawie

Po sezonie zakończy się przygoda Zlatana Ibrahimovicia z AC Milan. Takie informacje przekazuje przynajmniej włoski dziennikarz Santi Aouna, Według niego działacze „Rossonerrich” podjęli decyzję w kwestii przyszłości Szweda. 

Ibrahimović wrócił na San Siro w 2020 roku po wielu latach przerwy. Z nim w składzie AC Milan sięgnął w zeszłym sezonie po mistrzostwo Serie A. W bieżącym natomiast pełni już mniejszą rolę na boisku, przez operację kolana, której poddał się kilka miesięcy temu.

W lutym Szwedowi udało się wrócić na murawę, jednak szybko doznał kolejnego urazu. Łącznie w trwających rozgrywkach wystąpił tylko czterokrotnie.

Smutny koniec

Cała sytuacja rzutowała bezpośrednio na przyszłość 41-latka w klubie. Zdaniem Santiego Aouny, dziennikarza footmercato.net działacze zdecydowali o nieprzedłużeniu wygasającego kontraktu doświadczonego napastnika. Tym samym latem „Ibra” zostanie wolnym zawodnikiem. Na razie nie wiadomo, czy zdecyduje się na całkowite zakończenie swojej kariery.

Łącznie Ibrahimović strzelił dla Milanu 93 gole i zanotował 35 asyst. Dokonał tego w 163 występach.

Głośny powrót na ławkę trenerską? Ole Gunnar Solskjaer łączony z klubem

Wkrótce możemy być świadkami powrotu do pracy Ole Gunnara Solskjaera. Według medialnych doniesień – Norweg jest łączony z przejęciem Club Brugge. Belgowie szukają nowego trenera po zwolnieniu Scotta Parkera.

Anglik przejął klub z Brugii pod koniec 2022 roku. Jego kadencja okazała się jednak totalnie nieudana. Pod jego wodzą drużyna rozegrała 12 meczów, spośród których wygrała zaledwie 2. Dodatkowo w 1/8 Ligi Mistrzów Club Brugge doznał bolesnej porażki z Benfiką, przegrywając w dwumeczu aż 7-1.

Głośny powrót?

Na początku marca działacze zdecydowali się więc na zwolnienie Parkera. Belgowie od tamtej pory nie znaleźli jego następcę, a piecze nad zespołem obecnie sprawuje tymczasowy trener. Wkrótce może się to jednak zmienić.

Dziennikarz Sacha Tavolieri informuje, że głównym kandydatem do zastąpienia byłego reprezentanta Anglii jest Ole Gunnar Solskjaer.

Norweg pozostaje bez klubu od listopada 2021 roku. Wtedy rozstał się z Manchesterem United i, mimo wielu ofert, nie zdecydował się na powrót do zawodu. Obecnie sytuacja miała się jednak zmienić. 50-latek jest ponoć zainteresowany przejęciem klubu z Brugii.

Kamil Grosicki rozczarowany brakiem powołania. Myśli o pożegnaniu z kadrą!

Zbliża się zakończenie kariery reprezentacyjnej przez Kamila Grosickiego? Piłkarz Pogoni Szczecin nie wyklucza takiej możliwości. Wszystko zależy jednak od planów Fernando Santosa na budowę kadry. 

Grosicki przez lata był podstawowym piłkarzem „Biało-Czerwonych”. W narodowych barwach zagrał do tej pory 88 razy. Strzelił 17 goli i zanotował 24 asysty. Zaliczył również występy na mistrzostwach Europy w 2012 i 2016 roku oraz na mundialu w 2018 i 2022 roku.

Obecnie doświadczony skrzydłowy występuje na boiskach Ekstraklasy w Pogoni Szczecin. W bieżącym sezonie wystąpił w 26 meczach „Portowców”, w których strzelił 10 goli i dołożył 3 asysty.

Pożegnanie z kadrą?

Mimo dobrej formy prezentowanej na ligowym podwórku Grosicki nie otrzymał powołania na ostatnie zgrupowanie reprezentacji Polski. Fernando Santos postawił na młodszych piłkarzy. Na kadrę przyjechał między innymi Michał Skóraś z Lecha Poznań czy Jakub Kamiński z Wolfsburga.

W rozmowie z „Super Expressem” piłkarz Pogoni wyznał, że jest rozczarowany decyzją selekcjonera. Zaznaczył jednak, że nie załamuje głowy i wciąż będzie pracować na powołanie. Nie ukrywa przy tym, że jeśli nie uda mu się wrócić do drużyny narodowej w czerwcu, to będzie myśleć nad pożegnaniem z reprezentacją.

– Wydawało mi się, że wszystko robię grając w Pogoni, żeby dostać powołanie. Wiem, że jest nowy selekcjoner, ale nawet po ostatnich swoich występach w reprezentacji, gdy wchodziłem z ławki, wydawało mi się, że wnosiłem coś pozytywnego do gry. Pod tym kątem myślałem o swojej roli w kadrze, żeby wejść w trudnych momentach i pociągnąć zespół, bo czuję się na tyle mocny – wyznał.

– Robię wszystko, żeby być w jak najlepszej formie, i jeśli będę dobrze grał, robił liczby, to myślę, że ktoś to zauważy. Swoje decyzje będę podejmował po powołaniach w czerwcu – zaznaczył.

– Na pewno brak powołania w czerwcu oddali mnie od kadry. No bo jeśli będę w formie, będę strzelał bramki a powołania nie dostanę, to trzeba będzie pomyśleć co dalej. Czy to już nie czas na pożegnanie z kadrą? – skwitował „Grosik”.

Zinczenko podziękował Polakom za pomoc Ukraińcom. Piękne słowa piłkarza Arsenalu [WIDEO]

Ołeksandr Zinczenko niespodziewanie zwrócił się do Polaków. Podziękował za wsparcie, jakie w naszym kraju okazywane jest Ukraińcom. Wywiad dla „Viaplay” poniósł się po internecie.

Wojna, jaką ponad rok temu rozpoczęła Rosja na terytorium Ukrainy wciąż trwa. Nic nie zapowiada, aby agresor zamierzał w najbliższym czasie zaprzestać działań zbrojnych. Od początku inwazji Polacy regularnie pomagają wschodnim sąsiadom, którzy uciekają z napadniętego kraju.

Podziękowania

Postawa naszego kraju nie umknęła uwadze na arenie międzynarodowej. Kolejnym tego dowodem jest wywiad Ołeksandra Zinczenki, którego udzielił polskiemu oddziałowi „Viaplay”. Piłkarz Arsenalu, gdy dowiedział się, skąd pochodzą rozmówcy, postanowił złożyć oficjalne podziękowania.

– Po pierwsze, korzystając z okazji, chciałbym bardzo podziękować całej Polsce, a także wszystkim Polakom za pomoc, jaką dostaliśmy, i którą dalej otrzymujemy. Oczywiście, w złych momentach poznaje się prawdziwych przyjaciół. Prawdziwych braci. Myślę, że teraz relacje między Polską i Ukrainą weszły na inny poziom. Mam nadzieję, że ten koszmar skończy się szybko i po wszystkim będziemy mogli razem się cieszyć – powiedział przed kamerami Ukrainiec. 

Hiszpańscy dziennikarze krytykują Lewandowskiego za występ w El Clasico

Hiszpańscy dziennikarze bardzo słabo oceniają występ Roberta Lewandowskiego w El Clasico. W mediach padają między innymi nawiązania do filmu o 34-latku, który miał niedawno swoją premierę. 

Real Madryt przejechał się w środę po FC Barcelonie na Camp Nou. „Królewscy” wygrali 4-0 po hat-tricku Karima Benzemy i awansowali do finału Pucharu Króla. W nim zmierzą się z Osasuną.

„Nieznany”

Kolejny słaby mecz w ostatnim czasie rozegrał Robert Lewandowski. Polski napastnik zbiera obecnie bardzo słabe oceny w hiszpańskich mediach. „Mundo Deportivo” w swoim uzasadnieniu nawiązało nawet do filmu o nim.

– Nieznany. Jak tytuł jego filmu dokumentalnego. Nie skończył z wystarczającą siłą dwóch najlepszych piłek, jakie miał w polu karnym przy stanie 0:0. Nie dokonywał dobrych wyborów w kilku sytuacjach. Jego najlepszy strzał przed przerwą został odbity przez Courtois i skończył się kontrą na 0:1 – czytamy. 

Źle ocenił 34-latka także kataloński „Sport”. Napastnik otrzymał notę „4”. Gorszą mogą „pochwalić się” tylko Marcos Alonso i Sergi Roberto.

– Zdesperowany. Dużo grał tyłem do bramki, szukał podań do kolegów, brakowało mu strzału. Jedyny, jaki oddał, świetnie obronił Courtois. Skończył w rozpaczy tak jak cała drużyna – napisali dziennikarze. 

W najbliższy poniedziałek FC Barcelona ponownie zagra na Camp Nou. Tym razem w ligowej rywalizacji zmierzy się z Gironą.

Kontrowersje po El Clasico. Barcelonie należał się karny po faulu na Lewandowskim? [WIDEO]

Nie milkną echa wczorajszej rywalizacji FC Barcelony z Realem Madryt. Według Rafała Rostkowskiego Blaugranie jeszcze w pierwszej połowie mógł należeć się rzut karny. Były międzynarodowy sędzia nie wyklucza, że arbiter El Clasico przeoczył faul na Robercie Lewandowskim. 

Real Madryt przejechał się wczoraj po Barcelonie, wygrywając rewanż w półfinale Pucharu Króla aż 4-0. Mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby sędzia podyktował rzut karny przeciwko „Królewskim” jeszcze przy bezbramkowym wyniku. Wówczas Lewandowski oddał strzał na bramkę Courtois, a później ruszył do dobitki. Obrońcy rywali wzięli go jednak w kleszcze.

34-latek padł na murawę, ale nie odgwizdano przewinienia. Piłkarze Carlo Ancelottiego wyszli natomiast z kontrą, po której objęli prowadzenie.

Przeoczony karny?

Zdaniem Rafała Rostkowskiego, byłego międzynarodowego arbitra, w tej sytuacji Lewandowski mógł być faulowany. Sugeruje wręcz, że Barcelonie mógł należeć się rzut karny.

– Nawet jeśli piłkę w tej sytuacji zagrał obrońca Realu, a nie Lewandowski, to wygląda na to, że drugi z obrońców interweniował w sposób nieudany i nieprawidłowy faulując napastnika Barcelony – przyznał Rostkowski w „TVP Sport”. 

– Oglądając mecz na żywo nie można było stwierdzić z całkowitą pewnością, czy Barcelonie należał się rzut karny. Możliwe, że w ujęciach z innych kamer było widać tę sytuację inaczej i lepiej niż w dalekim planie z kamery ustawionej wysoko na środku trybuny głównej – dodał.

Kamery zarejestrowały spięcie Viniciusa z piłkarzem Barcelony. „Jesteś fatalny” [WIDEO]

Wczorajsze El Clasico, poza bramkami, opiewało w emocje. Na murawie dochodziło do wielu zgrzytów między piłkarzami FC Barcelony i Realu Madryt. Najbardziej iskrzyło między Viniciusem Juniorem a Gavim. Pod sam koniec meczu Brazylijczyk starł się także z Ferranem Torresem. 

Real Madryt nie dał żadnych szans Barcelonie w rewanżowym meczu półfinałowym Pucharu Króla. „Królewscy” rozbili drużynę Xaviego na Camp Nou i wygrali aż 4-0. Hat-trickiem oraz asystą popisał się Karim Benzema, który został naturalnie najlepszym piłkarzem meczu.

Pyskówka

Spotkanie przyniosło nam nie tylko bramki i liczne emocje, ale także sporo spięć między zawodnikami. Najostrzej po stronie Realu zaprezentował się Vinicius, który starł się z Gavim jeszcze w pierwszej połowie. Obaj zostali ukarani wówczas żółtymi kartkami.

Brazylijczyk nie dał jednak szybko o sobie zapomnieć. Przez cały mecz walczył nieustannie z Ronaldem Araujo. Pod koniec spotkania kamery uchwyciły natomiast jego spięcie z Ferranem Torresem, a właściwie to, jak zwrócił się w jego kierunku.

– Zamknij się, jesteś fatalny – rzucił w kierunku piłkarza Barcelony.

Jeszcze przed ostatnim gwizdkiem Carlo Ancelotti zdecydował się na ściągnięcie Viniciusa z boiska. Włoch obawiał się, że jego zawodnik dostanie drugą żółtą kartkę, która wykluczyłaby go z gry w finale Pucharu Króla. Tam Real zmierzy się z kolei z niespodziewanym finalistą – Osasuną.

PZPN skomentował aferę antydopingową. Co z występem Salamona w reprezentacji?

Kwestia pozytywnego testu antydopingowego Bartosza Salamona wzbudziła spore emocje w środowisku. Kibice zaczęli się martwić, czy nie wpłynie ona także na wynik meczu Polska – Albania (1-0), w którym piłkarz Lecha Poznań zagrał 90 minut. Jakub Kwiatkowski uspokoił jednak, że nie będzie to miało żadnego wpływu. 

Lech Poznań opublikował we wtorek niepokojący komunikat. Kontrola antydopingowa, przeprowadzona przed meczem Ligi Konferencji z Djurgarden, wykazała wynik pozytywny w przypadku testu Bartosza Salamona. Możliwe konsekwencje dotyczące klubu szybko obiegły internet. Poruszono także kwestię reprezentacji Polski.

Kadra bezpieczna?

Przede wszystkim pojawiły się plotki o walkowerze, który miałby dotknąć zarówno Lecha, jak i reprezentację. Salamon rozegrał bowiem mecze w barwach obu drużyn – najpierw z Djurgarden w LKE, a następnie z Albanią w eliminacjach ME 2024. Jakub Kwiatkowski rozwiał jednak wątpliwości w tej sprawie.

– Tak jak wszyscy, jesteśmy mocno zaskoczeni sprawą Bartka Salamona. Mamy nadzieję, że zostanie to szybko wyjaśnione. Ta sprawa nie będzie miała żadnego wpływu na ostatnie mecze reprezentacji, gdyż kontrola antydopingowa odbyła się po meczu rozgrywek klubowych – powiedział rzecznik PZPN na łamach „WP Sportowe Fakty”.

Gigantyczna transakcja Roberta Lewandowskiego. Polak zarobił fortunę

Robert Lewandowski wzbogacił się o około 200-300 milionów złotych. Polski napastnik sprzedał swoje udziały w firmie Hymon, specjalizującej się w fotowoltaice. Mowa o 33 procentach udziałów. 

34-latek dał się poznać nie tylko ze stricte sportowej strony. Lewandowski od lat zajmuje się także biznesem. Kapitan reprezentacji Polski skrupulatnie rozwija swoją markę „RL9”, którą sygnowana jest już między innymi jego kawa czy napoje izotoniczne. W portfolio posiada także restaurację „Nine’s” i markę odzieżową „Less”.

Milionowe zyski

Poza własnymi biznesami Lewandowski aktywnie działa także na giełdzie. Według tygodnia „Wprost” w swoim dorobku nie posiada już jednak udziałów w Hymon – firmie, która zajmuje się fotowoltaiką. Choć dane odnośnie kwoty transakcji nie są potwierdzone, to wynika z nich, że snajper Barcelony sprzedał 33 proc. swoich akcji za 200-230 mln złotych.

Lewandowski udziałowcem spółki był od 1 grudnia 2020 roku. Odsprzedanie udziałów potwierdził w rozmowie z „TVN24” Artur Adamowicz z „RL9 Team”, ale nie zdradził przy tym kwoty transakcji.

– Zaangażowanie spółki 5in9 Global, zarządzanej przez Lewandowskiego, miało od początku charakter inwestycyjny – mówił Adamowicz. 

– Po otrzymaniu atrakcyjnej propozycji spółka 5in9 Global zdecydowała się odsprzedać wszystkie swoje udziały. Kwota transakcji objęta jest tajemnicą handlową, dlatego możemy tylko powiedzieć, że zakładane cele inwestycyjne zostały w pełni zrealizowane – podsumował. 

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.