Flick traci cierpliwość. Niemiec wściekły po meczu z Borussią

FC Barcelona awansowała do półfinału Ligi Mistrzów, ale porażka 1:3 z Borussią Dortmund w rewanżu ćwierćfinału wywołała nerwową reakcję Hansiego Flicka. Według Mundo Deportivo, trener Katalończyków jest wyraźnie niezadowolony z formy drużyny. I zamierza działać – bez taryfy ulgowej dla zawodników.

Wyniki są, ale forma już nie

Wyniki Barcelony z kwietnia na pierwszy rzut oka nie wyglądają źle: 1:0 z Atletico, 1:1 z Betisem, 4:0 z Borussią, 1:0 z Leganes i w końcu wspomniana porażka 1:3 w Dortmundzie. Jednak, jak zauważa Mundo Deportivo, tylko w jednym z tych spotkań — pierwszym starciu z BVB — „Blaugrana” prezentowała się naprawdę dobrze.

Co ważne, od tamtej pory zespół Flicka nie zdobył ani jednej bramki z gry. Zarówno przeciwko Leganes, jak i w rewanżu z Borussią, do siatki trafiali… rywale, po samobójczych trafieniach. Choć bramki te były efektem pressingu lub chaosu podbramkowego, Barcelona tworzyła znacznie mniej klarownych sytuacji niż wcześniej.

Jak donosi Mundo Deportivo, Hansi Flick nie krył frustracji po przegranym meczu na Signal Iduna Park. Powodem nie była jedynie porażka, ale również fakt, że jego drużyna pozwoliła rywalom na zbyt wiele. Niemca zabolało też to, że przegrał w bezpośrednim pojedynku z Niko Kovacem – trenerem, którego kiedyś zastąpił w Bayernie Monachium. Zdenerwowanie Flicka było wyczuwalne jeszcze dzień po spotkaniu.

Zazwyczaj po takiej serii meczów i awansie do półfinału Ligi Mistrzów drużyna mogłaby liczyć na chwilę oddechu. Tym razem będzie inaczej. Flick nie zamierza odpuszczać. Według Mundo Deportivo, Niemiec planuje „dokręcić śrubę” swoim zawodnikom. Nawet mimo tego, że najbliższe dwa mecze – z Celtą Vigo i Mallorcą – wydają się na papierze łatwiejsze.

Trener uważa, że właśnie te spotkania mogą dodać zespołowi energii. Zwłaszcza jeśli Real Madryt straci punkty z Getafe lub Athletic Club.

Najbliższy mecz Barcelona rozegra już w sobotę, 19 kwietnia o 16:15, gdy na własnym stadionie podejmie Celtę Vigo. Następnie, we wtorek 22 kwietnia o 21:30, zmierzy się z Mallorcą. Później czekają ją dwa arcyważne spotkania: finał Pucharu Króla z Realem Madryt (26.04, 22:00) oraz pierwszy półfinał Ligi Mistrzów z Interem Mediolan (30.04, 21:00).

Źródło: Mundo Deportivo, Sport.pl

Angielskie media rozjechały Chelsea. Brutalne oceny po porażce z Legią

Legia w czwartek sprawiła niemałą niespodziankę. „Wojskowi” wygrali z Chelsea na Stamford Bridge. Choć nie przełożyło się to na wynik całego dwumeczu, utarli nosa anglikom, którzy obecnie nie mają życia w rodzimych mediach.




Legia Warszawa wczoraj pożegnała się z Ligą Konferencji. Sprawiła tym samym miłą niespodziankę swoim kibicom. Postawiła się faworyzowanej Chelsea i zdołała pokonać ją na jej stadionie 2-1.

Miazga

Na murawie Stamford Bridge widać było masę zaangażowania, jaką włożyła w grę Legia. Nie można jednak tego samego powiedzieć o Chelsea. „The Blues” zawiedli swoich kibiców, co ma odzwierciedlenie w pomeczowych ocenach.

Brytyjskie media zrównały z ziemią przede wszystkim Filipa Joergensena. Bramkarz miał wiele bardzo niepewnych interwencji i jakby tego było mało, już na samym początku meczu sprokurował rzut karny. Ten z kolei został wykorzystany przez Pekharta.

– Wyglądał na totalnie pozbawionego pewności siebie, mijał się z dośrodkowaniami, ze wszystkim miał problemy – oceniło bramkarza „The Sun”, przyznając mu „jedynkę”.

Bardzo nisko został oceniony także Cole Palmer. Jeszcze niedawno napastnik był liderem Chelsea z prawdziwego zdarzenia. W meczu z Legią był jednak kompletnie niewidoczny, więc oceniono go na „trójkę”.




– Gdyby to był mecz z początku sezonu, miałby dwa gole po pięciu minutach. (…) Obecnie naprawdę zawodzi, trudno to oglądać zważywszy na jego niepodważalną jakość piłkarską – czytamy.

Brutalnie oceniono także innych napastników Chelsea. Oberwało się Christopherowi Nkunku czy Nicolasowi Jacksonowi.

– Niewidzialny zawodnik, zero wkładu w grę – napisała redakcja „The Chelsea Chronicle” o Jacksonie.

Suchej nitki na całej drużynie nie zostawił jej były zawodnik, Joe Cole. Na antenie „TNT Sports” przejechał się po standardach, jakie zapanowały w drużynie Enzo Mareski.

– Standardy tej grupy piłkarzy spadły mocno poniżej tego, jak powinny wyglądać. Piłka nie chodziła wystarczająco szybki, nie było energii w pressingu, wyglądali jak zespół od początku czekający na koniec meczu. To najgorszy występ tego zespołu jaki widziałem – podsumował.

Niebywały sezon polskich klubów w Europie! Tak wygląda ranking UEFA. Byliśmy o włos od jeszcze wyższego miejsca

Świetna kampania Legii i Jagiellonii w Lidze Konferencji, przełożyła się na ranking UEFA. Polska zajmuje w nim długo wyczekiwane, 15. miejsce. Było jednak blisko, żebyśmy znaleźli się jeszcze wyżej.




Cóż to był za sezon polskich klubów w europejskich pucharach. Legia i Jagiellonia dotarły aż do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Tam zostali zatrzymani dopiero przez takie marki, jak Chelsea i Real Betis. A i tak w obu przypadkach możemy mówić o naprawdę wyrównanej walce.

Upragnione punkty

Dzięki świetnym występom swoich przedstawicieli, Ekstraklasa pierwszy raz w historii znalazła się na 15. miejscu w rankingu UEFA. To daje nam możliwość wystawienia w 2026 roku aż pięciu przedstawicieli do walki w Europie – dwóch w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, dwóch w Lidze Konferencji i jednego w Lidze Europy.




W sumie na przestrzeni całego sezonu 2024/25, Polska dopisała do rankingu 11,750 pkt. Za same czwartkowe mecze Jagiellonii i Legii dopisaliśmy kolejno: 0,250 pkt. (remis z Betisem) i 0,500 pkt. (wygrana z Chelsea).

Co więcej, niewiele brakowało, a Polska znalazła by się jeszcze wyżej. Do 14. pozycji, którą zajmuje Szkocja, zabrakło zaledwie 0,550 pkt. Wiadomo już, że nikt naszego kraju nie zdoła w tym sezonie wyprzedzić. Dania, Szwajcaria czy Izrael, nie mają już swoich przedstawicieli w Europie.

Screen: transfermarkt.de.

Piękne słowa Lo Celso po meczu z Jagiellonią. „Nie byłem zaskoczony. Nie miało być łatwo”

Jagiellonia zremisowała w czwartek z Betisem (1-1) rewanżowe spotkanie w ćwierćfinale Ligi Konferencji. Duma Podlasia odpadła tym samym z rozgrywek, ale zaimponowała rywalom. Grę mistrzów Polski docenił Giovani Lo Celso.




Za nami bardzo udany sezon polskich klubów w europejskich pucharach. Zarówno Legia, jak i Jagiellonia, pożegnały się z Ligą Konferencji dopiero na etapie ćwierćfinału.

„Nie byłem zaskoczony”

Białostoczanie przegrali pierwszy mecz z Betisem 0-2. W rewanżu udało im się wywalczyć remis na własnym stadionie (1-1), ale to nie wystarczyło do sprawienia niespodzianki. Grę Jagiellonii docenił jednak Giovani Lo Celso.




– Za nami bardzo trudny mecz z rywalem, który gra bardzo dobrą piłkę, na swoim stadionie wygląda zupełnie inaczej. Cieszymy się, że przez cały czas kontrolowaliśmy to spotkanie i zrobiliśmy kolejny krok w kierunku wielkiego finału – przyznał Argentyńczyk w rozmowie z „TVP Sport”.

– Nie byłem zaskoczony dobrą grą Jagiellonii, ponieważ wiedziałem, że zaprezentuje się zupełnie inaczej. Wiedzieliśmy, że rywal na swoim stadionie jest w stanie naciskać przez cały mecz. Nie miało być łatwo. Najważniejsze, że mieliśmy wszystko pod kontrolą i nie musieliśmy martwić się o wynik. W drugiej połowie znaleźliśmy przestrzenie, byliśmy w stanie dłużej utrzymać się przy piłce i tworzyć sytuacje – dodał.

– Atmosfera na stadionie była świetna. Słyszeliśmy doping kibiców przez 90 minut. O całej otoczce spotkania mogę mówić tylko dobrze – podsumował Lo Celso.

Jagiellonia wciąż pozostaje w grze o obronę historycznego mistrzostwa Polski. Do liderującego w tabeli Ekstraklasy Rakowa, „Duma Podlasia” traci cztery punkty. Wcześniej trzeba jednak wyprzedzić jeszcze Lecha Poznań, który ma więcej o zaledwie jedno „oczko”.

Kuriozalna sytuacja przed meczem Chelsea-Legia. Polskim kibicom kazano śpiewać hymn The Blues

Na polskich kibiców wybierających się na mecz Chelsea-Legia czekał… quiz. Dotyczyło to tych kibiców z Polski, którzy nie wybierali się na sektor gości.

Przed tygodniem odbył się pierwszy ćwierćfinałowy pojedynek między Legią Warszawa a Chelsea. Spotkanie cieszyło się ogromną popularnością w naszym kraju, wszak nieczęsto polskie kluby mierzą się z tak dużą marką, jaką bez wątpienia jest klub z Londynu. Górą w tym starciu byli The Blues.

Areną rewanżowego starcia było Stamford Bridge. Spotkanie to również cieszyło się dużą popularnością wśród polskich kibiców. Liczba miejsc na obiekcie Chelsea była jednak mocno ograniczona.

Do Londynu udało się jednak więcej polskich kibiców, niż przewidziano miejsc na trybunie przeznaczonej dla gości. Część Polaków postanowiła kupić bilety na sektory przeznaczone dla kibiców Chelsea. Na miejscu miała ich jednak spotkań niespodzianka, gdyż czekał na nich… test wiedzy.

Całą sprawę nagłośnił Paweł Paczul z Weszło. Ujawnił on, iż polscy kibice posiadający bilet poza sektorem gości byli odpytywani z wiedzy o Chelsea. Jednemu z nich kazano odśpiewać hymn The Blues. Innego spytano, kto był trenerem Chelsea w 2010 roku. Jeszcze innemu zadano pytanie, kim jest Avram Grant. Były też bardziej przyziemne pytania, jak choćby wynik ostatniego meczu Chelsea. Jeden z kibiców miał zostać poproszony o pokazanie zdjęcia z poprzedniego meczu na Stamford Bridge, na jakim się było.


źródło: Weszło

Znamy półfinalistów Ligi Mistrzów! Oto szanse poszczególnych drużyn na końcowy triumf

Rozgrywki Ligi Mistrzów wkraczają w decydującą fazę. Na placu boju pozostały już tylko 4 drużyny. „Opta” przedstawiła swoje wyliczenia co do szans poszczególnych drużyn na końcowy triumf w rozgrywkach.

Za nami ćwierćfinałowe starcia w Lidze Mistrzów. W rewanżowych starciach nie było większych niespodzianek. W dwumeczu Arsenal pokonał Real Madryt, PSG było lepsze od Aston Villi, FC Barcelona rozprawiła się z Borussią Dortmund, a Inter Mediolan wygrał z Bayernem Monachium.

Przed nami półfinałowe dwumecze. Pierwsze spotkania odbędą się już za 2 tygodnie. O finał Arsenal zagra z PSG. Z kolei FC Barcelona zmierzy się z Interem.

Kto ma największe szanse na wygranie Ligi Mistrzów? Swoje wyliczenia przedstawiła „Opta”. Przeprowadzone kalkulacje wskazały, że faworytem do wygrania Ligi Mistrzów jest Arsenal. W dalszej kolejności mamy Inter i PSG. O dziwo najmniejsze szanse na triumf daje się Barcelonie.

  • Arsenal – 28,7%
  • Inter – 25,5%
  • PSG – 24,0%
  • Barcelona – 21,8%

Kibice Zawiszy dyscyplinują piłkarzy. Wpadli na bardzo oryginalny pomysł „kary”. Pokazali potwierdzenie przelewu

Zawisza Bydgoszcz często zawodziła swoich kibiców w bieżącym sezonie 3. Ligi. Ci postanowili więc wziąć sprawy w swoje ręce. Wpadli na dość oryginalny pomysł, jak zmobilizować piłkarzy do lepszej gry.




W ostatnich czterech meczach, Zawisza zdobył zaledwie jeden punkt. Przegrał tym samym trzy mecze, w dodatku na własnym boisku. Drużyna niemal straciła już szanse na awans do 2. Ligi.

Działania charytatywne

Kibice Zawiszy zdecydowali się wziąć sprawy w swoje ręce. Wpadli na oryginalny pomysł i zobligowali piłkarzy do wpłaty pieniędzy na cele charytatywne za każdy „przegrany po frajersku mecz”. O planie poinformowali w mediach społecznościowych.




„Od kibiców do kibiców

To co się dziś drużyną Zawiszy od… na murawie to jest gorzej niż dramat !!! Grupy decyzyjne kibiców na trybunach podjęły wspólną decyzję, że za każdy przegrany po frajersku mecz zespół będzie płacił 2000 zł na cele charytatywne !!! Wyzywanie zawodników, chodzenie na treningi hmm, to już u nas było zresztą jest dalej praktykowane w całej kibicowskiej Polsce. Jak wiemy takie metody przynoszą różne efekty. Dlatego my poszliśmy dalej i za nieszanowanie swoich kibiców oraz barw klubowych, w których grają piłkarze podjęliśmy taką decyzję. Dziś zespół wpłacił na kolonie dla dzieci z domu dziecka. Przegrane kolejne mecze będą skutkowały wpłatą na inne cele charytatywne ! Niech każdy piłkarz w Polsce wie, że przychodząc grać w piłkę do Zawiszy Bydgoszcz nie ma miekkiej gry, bo

ZAWISZA TO MY” – czytamy w poście [pisownia oryginalna].

Ponadto, kibice podzielili się screenem potwierdzenia przelewu bankowego. Środki zostały przelane na kolonie dla dzieci.

Tomasz Hajto komplementuje kandydata na nowego dyrektora sportowego Legii. „Będą musieli się dogadać”

Medialny przekaz jasno wskazuje, że wkrótce do Legii Warszawa dołączy Fredi Bobić. Tomasz Hajto mocno komplementuje byłego reprezentanta Niemiec. Obsypał go komplementami na antenie „Polsatu Sport”.




Bobić miał okazję pracować w Niemczech w roli dyrektora sportowego. Kibice nie są jednak jego fanami. Szczególnie oberwało mu się za pracę w Herthcie Berlin, której pozycja za jego kadencji zdecydowanie osłabła.

Fala komplementów

Wkrótce Bobić ma zostać zatrudniony w Legii Warszawa. Mimo kiepskich epizodów w Niemczech, Tomasz Hajto docenia doświadczenie i warsztat 53-latka.




Nie możemy odbierać go przez pryzmat tego, że nie wyszło mu w Hercie. Trzeba patrzeć ogólnie na całą karierę, a nie na ostatni klub, w którym był. Ma ogromne doświadczenie, był wybitnym piłkarzem. Grałem kiedyś przeciwko niemu, spotkaliśmy się na jakimś benefisie. Ma na pewno dużą wiedzę, zna mnóstwo zawodników, bo jest w niemieckiej piłce od wielu latocenił Hajto.

Pierwsze jego zadanie to zdiagnozowanie problemu, jaki jest w Legii. Drugie – dopasowanie do tego trenera. I stwierdzenie, na jakich pozycjach i kogo potrzebuje Legiadodał.

Moim zdaniem, jeżeli on przyjdzie do Legii, to na pewno na stanowisko nad Michałem Żewłakowem. Do nadzorowania. I będą musieli razem się dogadaćpodsumował.

Lewandowski wygwizdany w Dortmundzie. „Mam same pozytywne wspomnienia”

Robert Lewandowski ponownie zawitał do Dortmundu, gdzie przed laty rozbłysła jego kariera. Tym razem jednak nie został przyjęty owacyjnie. Kibice Borussii wygwizdali byłego napastnika swojego klubu podczas środowego meczu Ligi Mistrzów z Barceloną. Polak zareagował spokojnie i z klasą. Podkreślił także swój szacunek do byłego klubu.

„Koncert gwizdów” podczas meczu

Lewandowski reprezentował barwy Borussii Dortmund w latach 2010–2014. Przez cztery sezony zdobył z klubem dwa mistrzostwa Niemiec, zagrał w finale Ligi Mistrzów i stał się gwiazdą Bundesligi. W 187 występach strzelił 103 gole. Jego późniejszy transfer do Bayernu Monachium jednak przekreślił sympatię wielu fanów z Zagłębia Ruhry.

Co więcej, w barwach Bayernu Polak regularnie krzywdził swoją byłą drużynę. W 29 meczach przeciwko BVB zdobył dokładnie 29 bramek. Stał się ich największym koszmarem – i to właśnie w oczach kibiców nie zostało zapomniane.

Podczas środowego spotkania Ligi Mistrzów między Borussią a Barceloną (3:1) gwizdy w stronę Lewandowskiego były słyszalne za każdym razem, gdy dotykał piłki. Kapitan reprezentacji Polski przyjął to jednak z dużym spokojem.

– Rozumiem kibiców, ale oni też muszą mnie zrozumieć – skomentował po meczu.

– Wielokrotnie pokazywałem, że mam wielki szacunek do Borussii. Mam same pozytywne wspomnienia z Dortmundu. Zostaną ze mną na zawsze – dodał.

Źródło: BILD, Meczyki.pl

Pierwsza porażka Szczęsnego w Barcelonie. Hiszpańskie media nie miały litości

Wojciech Szczęsny po raz pierwszy zaznał smaku porażki jako podstawowy bramkarz FC Barcelony. Katalończycy przegrali w Dortmundzie 1:3 z Borussią, jednak mimo niepowodzenia awansowali do półfinału Ligi Mistrzów dzięki wcześniejszemu zwycięstwu 4:0. Hiszpańskie media nie tylko surowo oceniły występ Polaka, ale też popełniły zaskakującą pomyłkę.

Passa przerwana

Szczęsny do tej pory uchodził za talizman Barcelony. Z nim w bramce drużyna nie przegrała żadnego z 22 spotkań. Wtorkowa porażka w Dortmundzie przerwała tę serię, choć nie pokrzyżowała planów awansowych. Polak nie miał większych szans przy straconych bramkach, ale jedno zdarzenie zaważyło na jego ocenie.

To właśnie Szczęsny sprokurował rzut karny, po którym Borussia objęła prowadzenie. Ta sytuacja wyraźnie wpłynęła na jego notę meczową.

„Marca” pomyliła narodowość, a „Sport” nie oszczędził w słowach

Dziennik Marca, komentując występ Szczęsnego, przypomniał o jego rekordowej serii, choć… nazwał go Niemcem.

„Niemiecki bramkarz, który w 2025 roku jest numerem jeden, od momentu wskoczenia do składu nie zaznał porażki w koszulce Barcelony. W zasięgu ręki miał przejście do historii, ale tak się jednak nie stało” – napisano, jednocześnie przypominając o niespełnionej szansie wyrównania serii Johana Cruyffa.

Z kolei kataloński Sport ocenił Szczęsnego jako najsłabszego zawodnika Barcelony w tym spotkaniu.

„Sprokurował niepotrzebny rzut karny, co pozwoliło gospodarzom otworzyć wynik spotkania. To nie było konieczne. Jeszcze w pierwszej połowie zrehabilitował się broniąc jeden groźny strzał”.

Kłopoty przed meczem

El Mundo Deportivo poszło o krok dalej i wskazało, że problemy Szczęsnego mogły zacząć się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Polak nabawił się urazu dłoni podczas rozgrzewki, co – zdaniem dziennika – mogło wpłynąć na jego decyzje w trakcie meczu.

„Po szybkim wyleczeniu urazu w dłoniach podczas rozgrzewki, zbyt mocno zaryzykował, wychodząc pod nogi Grossa, który był odwrócony plecami. Niepotrzebnie sprokurował rzut karny, który oznaczał prowadzenie Borussii. Potem odbił nogą strzał Adeymiego, ale nie poradził sobie z rzutem rożnym, po którym było 2:0. To jego pierwsza porażka w Barcelonie” – podsumowano.

FC Barcelona awansowała do półfinału Ligi Mistrzów z łącznym wynikiem 5:3.

Źródło: Polsat Sport, El Mundo Deportivo, Sport, Marca

Zmiany w Legii Warszawa! Dariusz Mioduski sprowadza niemieckiego działacza

Legia Warszawa sięga po posiłki z Niemiec! Klub chce wzmocnić swoją strukturę organizacyjną w pionie sportowym. W angaż niemieckiego działacza zaangażował się sam Dariusz Mioduski.

Fredi Bobic ma wkrótce zasilić szeregi Legii Warszawa. Jako pierwszy o pozyskaniu niemieckiego działacza poinformował Florian Plettenberg. Niemiecki dziennikarz przekazał, że jego rodak jest w zaawansowanych rozmowach z Legią Warszawa. Według doniesień Bobic odwiedził już nawet klub i jest po „pozytywnych” rozmowach z Dariuszem Mioduskim. Plettenberg przekazał, że jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, tu Bobic powinien podpisać kontrakt z Legią w ciągu najbliższych kilku dni.

Kolejne informacje ujawnił Tomasz Włodarczyk z „Meczyków”. Z opublikowanych wiadomości dowiadujemy się, że Fredi Bobic ma zostać nowym kierownikiem sportowym. Funkcja ta byłaby mocno powiązana z Michałem Żewłakowem, który od niedawna jest dyrektorem sportowy Legii. Głównym zadaniem Bobicia ma być obserwacja i nadzór nad całym pionem sportowym Legii. Według „Meczyków” sprawa jest już przesądzona i w najbliższych dniach zostanie ogłoszone pozyskanie 53-latka. Proces pozyskania Bobicia miał nadzorować sam Dariusz Mioduski.

Fredi Bobic jako piłkarz występował w takich klubach jak chociażby Borussia Dortmund czy Bolton. Po zakończeniu kariery piłkarskiej pracował w gabinetach licznych klubów. Był związany z takimi klubami jak VfB Stuttgart, Eintracht Frankfurt czy Hertha Berlin. Ostatnio był członkiem rady nadzorczej w DFL, które odpowiada za organizację Bundesligi.


źródło: Floran Plettenberg, Meczyki

Hiszpańska prasa przed meczem BVB – Barca. „Z Polakiem w bramce nie wiedzą, co to znaczy przegrać”

We wtorkowy wieczór Wojciech Szczęsny po raz trzeci w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy pojawi się na Signal Iduna Park. Dwa poprzednie razy był rezerwowym. Tym razem stanie między słupkami jako podstawowy bramkarz FC Barcelony w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów przeciwko Borussii Dortmund.

Dortmund znów na drodze Szczęsnego

W czerwcu 2024 roku Szczęsny siedział na ławce rezerwowych podczas meczu Polska – Francja (0:0) na Euro 2024. We wrześniu, już jako piłkarz Barcelony, był również zmiennikiem w wygranym 3:2 starciu przeciwko BVB w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Teraz sytuacja jest zupełnie inna – Polak wywalczył sobie miejsce w bramce i jest niekwestionowanym numerem jeden w zespole Hansiego Flicka.

Hiszpańskie „Mundo Deportivo” poświęciło Polakowi osobny artykuł. Podkreślono w nim, że Szczęsny nie przegrał jeszcze ani jednego meczu w barwach Barcelony.

„Z Polakiem w bramce Barcelona nie wie, co to znaczy przegrać” – zaznaczono.

Możliwość dogonienia legendy

W spotkaniu z Borussią Szczęsny może wyrównać rekord Johana Cruyffa z sezonu 1973/74. Legendarny Holender nie przegrał żadnego z 23 meczów rozegranych wtedy dla Barcelony. Dziś Polak ma na koncie 22 mecze bez porażki. Awans do półfinału Ligi Mistrzów byłby zatem nie tylko sukcesem drużynowym, ale także mocnym wyróżnieniem w karierze polskiego bramkarza.

Przed meczem z Borussią dziennikarze przypomnieli wypowiedzi Szczęsnego z konferencji prasowej. Pytania dotyczyły przede wszystkim konkurencji z wracającym po kontuzji Marc-André ter Stegenem.

– Nie pozwalasz mi się rozgrzać, uderzasz prosto do tematu ter Stegena. Marc grał na bardzo dobrym poziomie. Porównywanie go do mnie nie ma większego sensu. Wraca do treningów po poważnej kontuzji. Gdy wróci do zdrowia, nie będzie wielu bramkarzy, którzy mogliby się z nim równać – przyznał Polak.

– Nie uwierzyłbym, gdyby ktoś powiedział mi, że mogę zdobywać tytuły z FC Barceloną – dodał.

Dojdzie do rotacji?

Trener Barcelony nie dał jednak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o rotację w bramce w najważniejszych meczach sezonu.

– W piłce nożnej wszystko się może zdarzyć. Nie mogę dać stuprocentowej odpowiedzi – uciął.

FC Barcelona ma ogromną zaliczkę z pierwszego meczu, wygranego aż 4:0. Dwa gole strzelił Robert Lewandowski, a po jednym dorzucili Raphinha i Lamine Yamal. Borussia Dortmund – FC Barcelona odbędzie się we wtorek, 15 kwietnia o godzinie 21:00.

Źródło: Sport.pl, Mundo Deportivo, FC Barcelona

Szok w Górniku Zabrze na koniec sezonu. Jan Urban zwolniony!

To koniec Jana Urbana w Górniku Zabrze! Według portalu meczyki.pl, szkoleniowiec został zwolniony. Tym samym nie poprowadzi drużyny w końcówce sezonu 2024/25.

Urban pracował w Górniku od 2021 roku. 62-latek odszedł z klubu po sezonie 2021/22, ale już w marcu 2022 roku powrócił do Zabrza. Pod jego wodzą zespół miewał momenty bardzo dobrej gry.

Niespodziewany finał

Rozmawiano nawet na temat przedłużenia umowy, która obowiązywała szkoleniowca. Jak podaje jednak portal meczyki.pl, nici z negocjacji. Działacze Górnika zdecydowali się zwolnić Urbana w samej końcówce bieżącego sezonu.

Miało być to pokłosie ostatniego dołka, w jaki wpadł śląski zespół. Na razie jednak nie zostanie zatrudniony nominalny następca Urbana. Drużynę do końca sezonu ma poprowadzić były opiekun rezerw – Piotr Gierczak.

– Ostatnie porażki z GKS-em Katowice, Legią Warszawa i Zagłębiem Lubin sprawiły jednak, że do zmiany trenera w Zabrzu dojdzie już teraz. Według naszych informacji Urban został zwolniony – napisał Tomasz Włodarczyk z „Meczyków”.

Źródło: meczyki.pl / Tomasz Włodarczyk.

Hajto szczerze o wypadku z 2007 roku: „Spotkała mnie tragedia. Największa trauma w moim życiu”

Tomasz Hajto wrócił do wypadku z 2007 roku. W rozmowie podczas podcastu „WojewódzkiKędzierski” przyznał, że to trauma, która odbiła się nie tylko na nim, ale i na jego rodzinie.

W 2007 roku Tomasz Hajto spowodował wypadek. Zginęła w nim 74-letnia kobieta, którą były piłkarz potrącił na przejściu dla pieszych. Jako sprawca, został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Obciążono go także grzywną w wysokości siedmiu tysięcy złotych i zakazem prowadzenia pojazdów na rok.

Trauma

Ostatnio Hajto był gościem w podcaście „WojewódzkiKędzierski”. W trakcie rozmowy wrócono do tragedii sprzed lat. Jak sam przyznał – była to trauma nie tylko dla niego samego, ale i dla jego całej rodziny.

Spotkała mnie tragedia, miałem wypadek. Notabene – śmiertelny. Wiadomo, że w takiej sytuacji wjeżdża od razu prokurator, masz badanie krwi, wszystko. Spędziłem całą noc na komisariacie. Zostałem skazany wyrokiem prawomocnym za spowodowanie wypadku. Wypadku, jak sama nazwa wskazuje Była to chyba największa trauma w moim życiupodkreślił Hajto.

Trauma, która odbiła się na całej rodzinie. I powiem jedną rzecz – dotknęło to mojej córki, której śpiewano różne piosenki. Praktycznie do szkoły nie chciała chodzić. W Polsce jest skrajny hejt. Jesteśmy tak skrajni… Albo kogoś uwielbiamy, albo  nienawidzimydodał.

Od kilku lat wypadek, który spowodował Hajto, stanowi w internecie mem. Internauci często żartują z tragedii, która się wtedy wydarzyła. Były piłkarz nie ukrywa, że jest zażenowany całą sytuacją.

Pewne kobiety, które chciały walczyć o swoje prawa, co w pełni popieram, planowały wyjść na demonstrację z dużym transparentem – osobiście go widziałem – z napisem: “PiS, wy nie jesteście Hajto, poniesiecie konsekwencje”. Ja walcząc o swoje prawo nie chciałbym najeżdżać na ciebie. To było uderzenie poniżej pasa. To mnie uderzyło na tyle mocno, że miałem takie zachwianie przez miesiąc. W jakim kierunku to idzie? Ktoś rzucił hasło, że nie zostałem skazany wyrokiem prawomocnym. Dostałem wiadomość od czternastolatka na Instagramie, czy mógłbym tego i tego dnia stanąć na takiej i takiej ulicy i przejechać jego nauczycielkę, bo ja nie poniosę konsekwencji. Nie wiem, gdzie jest granica, do której możemy się posunąć. To był wypadek, ciężko mi z tym byłoprzyznał Hajto.

Rasistowski skandal w polskiej lidze. Zaatakowani zostali czarnoskórzy kibice [WIDEO]

Do ogromnego skandalu doszło w trakcie ostatniego meczu Odry Opole w I Lidze. Zaatakowany został jeden z czarnoskórych kibiców obecnych na trybunach. Zwyzywany i opluty został także Lukas Klemenz, były piłkarz Odry.

Portal „Weszło” opublikował nagranie, na którym widać, jak jeden z kiboli Odry Opole zaatakował czarnoskórego kibica. Do zdarzenia doszło na stadionie Odry Opole podczas ostatniego meczu z Wisłą Kraków w I Lidze. Napastnik miał krzyczeć: „wyjazd, k***a”.

Osoba, która uderzyła tego czarnoskórego kibica, chodziła przez cały mecz po trybunach i wypatrywała, czy nie ma na nich innych czarnoskórych. Co najmniej trzy takie osoby zostały zaatakowane, w tym Lukas Klemenz – przekazał portalowi „Weszło” jeden ze świadków zdarzenia.

No właśnie, Lukas Klemenz. Piłkarz GKS-u Katowice również jest jednym z poszkodowanych. 29-latek skorzystał z wolnej niedzieli i wraz z synem i swoim kolegą udał się na mecz Odry Opole, w barwach której w przeszłości występował. Niestety, ich także spotkała nieprzyjemna sytuacja. Sprawę skomentował sam zainteresowany.

– Zostałem zwyzywany i opluty, a mój kolega uderzony i opluty, tylko za to, że mamy inny kolor skóry. Zgłosiliśmy sprawę policji. Szukamy osoby, która nas oczerniła i chcemy ją pociągnąć do odpowiedzialności – przekazał Lukas Klemenz cytowany przez „nto.pl”.

Powyższą sprawę na łamach portalu „opolska360.pl” wyjaśniła także Komenda Miejska Policji w Opolu. Służby prowadzą prace nad zabezpieczeniem monitoringu. Celem jest namierzenie agresora.

– W trakcie trwającego w niedzielę meczu do komisariatu policji zlokalizowanego na stadionie zgłosiło się dwóch 29-letnich mężczyzn. Przekazali policjantom, że chwilę wcześniej zostali znieważeni na tle rasowym. Dodatkowo, wobec jednego z nich miała zostać użyta z tego powodu przemoc – przekazał Przemysław Kędzior z Komendy Miejskiej Policji w Opolu na łamach „opolska360.pl”.

– Prowadzimy sprawę. Zabezpieczamy monitoring ze stadionu i dążymy do ustalenia osoby odpowiadającej za tę sytuację – uzupełnił.

Komunikat w powyższej sprawie opublikowała także sama Odra Opole. Klub przekazał, że chce wyjaśnić sprawę.

– Informujemy, że do Klubu wpłynęło zgłoszenie o incydencie w którym poszkodowanym jest były zawodnik Odry Opole Lukas Klemenz. Klub jest zdeterminowany żeby wyjaśnić zaistniałą sytuację, ponieważ absolutnie odcina się wszelkich form dyskryminacji. Dopełnimy wszelkich starań, żeby podobne zdarzenia nie miały u nas miejsca w przyszłości – przekazano w komunikacie.


źródło: weszlo.com, nto.pl, opolska360.pl

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.