𝐊𝐎𝐂𝐇𝐀𝐋𝐒𝐊𝐈 𝐒𝐇𝐎𝐖! 🔥 Zobaczcie najlepsze interwencje Polskiego bramkarza z wczorajszego meczu przeciwko Napoli! 🤩
📺 Ligę Mistrzów UEFA możecie oglądać w serwisie CANAL+: https://t.co/OFoz9m2gHf pic.twitter.com/T4w0kSIJs9
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 26, 2025
Redakcja
Fani BVB reagują na pomysł gry w Miami. Oberwało się władzom ligi… hiszpańskiej
Kibice Borussii Dortmund wykorzystali mecz Ligi Mistrzów z Villarrealem, by w wyjątkowo ostrych słowach zaprotestować przeciwko przenoszeniu ligowych spotkań za granicę. Transparenty na Żółtej Ścianie mierzyły zarówno w La Ligę, jak i hiszpańską federację.
Żółta Ściana z mocnym przekazem
Jeszcze kilka tygodni temu Villarreal i FC Barcelona byli o krok od rozegrania historycznego starcia ligowego w Miami. La Liga, prowadzona przez Javiera Tebasa, promowała ten pomysł jako szansę na komercyjny rozwój. Hiszpańska federacja i UEFA wyraziły zgodę, choć Aleksander Ceferin zaznaczał, że „mecze ligowe powinny odbywać się na ojczystej ziemi”.
Po fali krytyki, protestach klubów i symbolicznym opóźnianiu meczów 9. kolejki La Liga plan upadł. Organizatorzy uznali, że „niepewna sytuacja” uniemożliwia dopięcie wydarzenia w USA. Sprawa jednak odcisnęła swoje piętno na całym środowisku.
Bundesliga od lat stoi twardo na stanowisku, że nie wyjedzie z meczami za granicę. Hans-Joachim Watzke podkreślał we wrześniu, iż „dopóki stoi na czele DFL, nie będzie meczów poza Niemcami”. Kibice Borussii Dortmund przypomnieli o tym w swoim stylu.
Przed starciem z Villarrealem na trybunie Südtribüne pojawiły się trzy transparenty. Przekaz był bezkompromisowy: „Dom jest tam, gdzie twoje serce. Sprzeciw wobec meczów za granicą. Jć La Liga, jć RFEF.”
😳🇩🇪 ¡El tifo del @BVB que carga duramente contra LaLiga y la RFEF!
— Tiempo de Juego (@tjcope) November 25, 2025
😡 "El hogar está donde esta tu corazón… P*** La Liga , P*** RFEF"
🇪🇸 Protestan contra la intención de celebrar partidos de liga en el extranjero pic.twitter.com/5GiMjrTHwn
Pierwszy mecz TOP5 poza Europą już w kalendarzu
Hiszpański projekt upadł, ale futbol i tak stanie przed precedensem. W lutym Serie A rozegra pierwszy ligowy mecz poza Europą. Starcie Milanu z Como odbędzie się w Australii. Nie chodzi tym razem o względy marketingowe, lecz o kolizję terminu z ceremonią otwarcia zimowych igrzysk, których gospodarzem będzie Mediolan.
Źródło: X, Weszlo.com
„Szczęsny palacz”. Kibice przywitali polskiego golkipera [WIDEO]
“Szczeny fumador”… pic.twitter.com/7frJ0Kkmag
— moisESPN (@moillorens) November 25, 2025
Lech chce pobić rekord Ekstraklasy. To musi się stać, żeby wykupili Palmę
Luis Palma może zostać najdrożej wykupionym piłkarzem w historii Ekstraklasy. Lech Poznań zamierza uruchomić klauzulę Celticu, jednak aby sfinalizować operację wartą 4 mln euro, musi spełnić trzy kluczowe warunki.
Palma zachwyca, ale wyzwanie finansowe jest ogromne
25-letni skrzydłowy szybko stał się najjaśniejszym punktem Lecha. Sześć goli i sześć asyst to nie tylko liczby, ale też potwierdzenie, że reprezentant Hondurasu pasuje do stylu drużyny. Wypożyczenie z Celticu Glasgow wygasa latem, ale umowa zawiera opcję wykupu.
Kwota, o której informowały Goal.pl i Meczyki.pl, robi wrażenie – 4 mln euro. Jeśli Lech ją zapłaci, pobije transferowy rekord Ekstraklasy, należący obecnie do Legii Warszawa, która sprowadziła Miletę Rajovicia za około 3 mln euro.
Rekord klubu z Poznania również musiałby zostać poprawiony, ponieważ dotychczas najdroższym zakupem był Yannick Agnero (2,3 mln euro plus bonusy).
Władze Lecha nie mają jednak wątpliwości, że Palma zasługuje na inwestycję.
– Na dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że Palmę trzeba wykupić – czytamy na Meczyki.pl.
Klub widzi dwa możliwe scenariusze: pozostawienie skrzydłowego przy Bułgarskiej lub sprzedaż za duży zysk po świetnym sezonie.
Problemem pozostają finanse. Aby Lech mógł pozwolić sobie na transfer za 4 mln euro, musi wykonać trzy kroki:
- Awans do fazy play-off Ligi Konferencji Europy i dotarcie w niej jak najdalej.
- Zapewnienie sobie gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.
- Sprzedaż jednego z wychowanków.
Źródło: Meczyki.pl, Goal.pl
Kuriozalna czerwona kartka w meczu Premier League. Wyleciał za przepychankę z… kolegą z zespołu [WIDEO]
Full clip of Gueye fuming with his own teammate, Keane. pic.twitter.com/JghTuCl7FK
— utdreport (@utdreport) November 24, 2025
Brzęczek wraca do tematu zwolnienia z kadry. „Na EURO wyszlibyśmy z grupy”
Jerzy Brzęczek wrócił myślami do przeszłości i odniósł się do decyzji o swoim zwolnieniu z reprezentacji Polski. W rozmowie z TVP Sport podkreślił, że z nim u sterów kadra osiągnęłaby lepszy rezultat na EURO.
Brzęczek pewny swoich racji
Brzęczek został odsunięty od pracy z kadrą na początku 2021 roku. W jego miejsce zatrudniono Paulo Sousę, który miał pięć meczów, aby przygotować drużynę do przełożonych mistrzostw Europy.
Portugalczyk uzyskał przyzwoity bilans przed turniejem, jednak na samym EURO sytuacja wyglądała znacznie gorzej. Polska zdobyła zaledwie punkt, przegrywając ze Słowacją i Szwecją oraz remisując z Hiszpanią.
Zdaniem Brzęczka taki scenariusz nie miałby miejsca, gdyby on został u sterów kadry.
– Szczerze, gdybyśmy pojechali na mistrzostwa Europy, myślę, że wyszlibyśmy z grupy. Ale to byłoby dla mnie za mało. I tak to by nie było doceniane. Zwróćcie uwagę, że selekcjoner Paulo Sousa zdobył jeden punkt i wrócił, jakbyśmy zdobyli mistrzostwo Europy. Była narracja, że wspaniale graliśmy. Wyobraźcie sobie sytuację, że ja wracam z jednym punktem – stwierdził.
Brzęczek porównał presję pracy selekcjonera do sytuacji Kazimierza Górskiego.
– Praca selekcjonera jest specyficzna. Historia to pokazuje. Najwybitniejszy polski trener, Kazimierz Górski, który zdobywał srebrny medal w Montrealu, został zwolniony i skrytykowany. To pokazuje, jakie są emocje, jak musisz być przygotowany i jak do tego podchodzić – podsumował.
Selekcjoner U21 zdaje sobie sprawę, że jego druga szansa może nigdy nie nadejść, ale wierzy w inny scenariusz. Podkreślił, że ma nadzieję ponownie objąć pierwszą reprezentację.
Na razie jednak doskonale się spisuje w roli selekcjonera młodzieżówki, gdzie w eliminacjach uzyskał komplet wygranych, pokonując m.in. Włochów (2:1), czy Szwedów (6:0).
Źródło: TVP Sport
Antony chciał zagrać piłkę przewrotką. W efekcie wyleciał z boiska [WIDEO]
𝐂𝐙𝐄𝐑𝐖𝐎𝐍𝐀 𝐊𝐀𝐑𝐓𝐊𝐀 𝐃𝐋𝐀 𝐀𝐍𝐓𝐎𝐍𝐘’𝐄𝐆𝐎 ♦️
Dosyć optymistyczna była ta próba przewrotki, a skończyła się fatalnie dla piłkarza Realu Betis… 😬 #lazabawa 🇪🇸 pic.twitter.com/cpAE0bTFdw
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) November 23, 2025
Co za forma Jakuba Kamińskiego! Kolejny gol w Bundeslidze [WIDEO]
𝗚𝗢𝗢𝗢𝗢𝗟! 🤩 JAKUB KAMIŃSKI STRZELA! ⚽
Polak z piątym trafieniem w Bundeslidze! 😍 W ten sposób otwiera wynik rywalizacji z Eintrachtem! 💥 #BundesTAK 🇩🇪 pic.twitter.com/ZJ5biDIfRr
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) November 22, 2025
Wystarczyły 4 minuty! Robert Lewandowski strzela na nowym Camp Nou [WIDEO]
𝐆𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎𝐋, 𝐑𝐎𝐁𝐄𝐑𝐓 𝐋𝐄𝐖𝐀𝐍𝐃𝐎𝐖𝐒𝐊𝐈! 😍
𝐇𝐈𝐒𝐓𝐎𝐑𝐘𝐂𝐙𝐍𝐀 𝐂𝐇𝐖𝐈𝐋𝐀 𝐍𝐀 𝐂𝐀𝐌𝐏 𝐍𝐎𝐔! 🔥 Polak z pierwszym trafieniem po powrocie Barcelony do domu! 💥 #lazabawa 🇪🇸 pic.twitter.com/Q3VyQjyfwt
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) November 22, 2025
Dziennikarz się nie hamował ws. Papszuna. „Czułbym się podle jako kibic Rakowa”
Marek Papszun jest już po słowie z Legią Warszawa, a rozmowy między klubami trwają. Piotr Koźmiński z Goal.pl uważa, że sympatycy Rakowa mają pełne prawo czuć się rozgoryczeni zachowaniem szkoleniowca.
Legenda Rakowa może odejść
Papszun zbudował w Częstochowie projekt, który odmienił klub. Pod jego wodzą Raków sięgnął po mistrzostwo Polski, dwa Puchary Polski i dwa Superpuchary. Dlatego wielu kibiców było przekonanych, że trener zostanie w klubie na dłużej. Zwłaszcza że w ostatnich latach stał się symbolem rozwoju Medalików.
Tymczasem coraz głośniej mówi się o jego możliwych przenosinach do Legii. Według informacji Meczyki.pl strony dogadały najważniejsze warunki, a Papszun czeka jedynie na porozumienie klubów. Legia chce sfinalizować przenosiny jak najszybciej, natomiast Raków oczekuje wysokiej rekompensaty.
Koźmiński rozumie reakcję kibiców
Dla sympatyków Rakowa ta sytuacja jest szczególnie trudna. Chodzi nie tylko o stratę trenera, ale także o moment, w którym miałaby ona nastąpić.
– Gdybym był kibicem Rakowa, czułbym się podle. Nie odbierajmy tego, co zrobił dla klubu. Wiemy, że Marek Papszun jest z Warszawy i Legia prędzej czy później była mu pisana. Natomiast czas z punktu widzenia kibica Rakowa jest bardzo słaby – mocny cios dla Medalików ze strony Legii – powiedział Piotr Koźmiński na kanale Meczyki.
Raków zajmuje obecnie czwartą pozycję w tabeli. Legia natomiast znajduje się na 11. lokacie. Potencjalnym następcą Papszuna w Medalikach miałby zostać trener Tomczyk z Polonii Bytom.
Źródło: Meczyki.pl
Nowa afera w PZPN. Dziennikarz ujawnił pilnie strzeżony dokument
Umowa pomiędzy PZPN a Publicon Sport była przez lata owiana tajemnicą. Teraz została jednak ujawniona w reportażu TVN24. Z dokumentów wynika, że federacja znalazła się w niezwykle niekorzystnym położeniu, a wewnątrz związku narasta wobec tego otwarty konflikt.
Umowa, której PZPN nie może wypowiedzieć
Współpraca PZPN z Publicon Sport trwa od sierpnia 2022 roku. Spółka zajmuje się obsługą umów sponsorskich reprezentacji i związku. Jej współwłaścicielem jest Radosław Tadajewski, biznesmen kojarzony z rządem Prawa i Sprawiedliwości. Umowę podpisano na pięć lat, a szczegóły od początku były pilnie strzeżone. Ujawniono je dopiero w materiale Artura Warcholińskiego dla TVN24.
Od kilku dni nagłaśniamy sprawę, która powinna wybrzmieć dużo szerzej. Sponsorzy mówią wprost, że nie znają firmy Publicon Sport, a federacja nie odpowiada na kluczowe pytania o pieniądze, kontrakty i kulisy ich zawierania. To nie jest „wewnętrzna sprawa PZPN”, tylko kwestia… pic.twitter.com/KIiyLNBJi8
— Czarno na białym TVN24 (@tvn24CnB) November 21, 2025
Treść dokumentu wywołała ogromne poruszenie. PZPN nie ma prawa wypowiedzieć tej umowy, co stawia federację w pozycji całkowitej zależności od pośrednika. Ponadto musi gwarantować Publiconowi co najmniej 4,4 mln zł rocznie z tytułu sprzedaży licencji i nowych produktów. Związek musi wypłacać te środki nawet wtedy, gdy realne wpływy będą o wiele mniejsze.
Kolejnym elementem, który wstrząsnął środowiskiem, jest zapis o prowizjach. Publicon otrzymuje je również od umów, przy których nie uczestniczył. Chodzi o sponsorów tak dużych jak Biedronka, Tarczyński, Fakro, Kompania Piwowarska, Maspex czy InPost.
Najbardziej kontrowersyjny jest jednak automatyczny zapis o przedłużeniu współpracy. Jeśli do 31 stycznia 2026 roku PZPN nie podejmie żadnych działań, umowa odnowi się na kolejnych pięć lat. Dopiero wówczas obowiązywałaby do 2032 roku.
Narastające napięcie i nerwowe reakcje
Informacje ujawnione przez TVN24 wywołały burzę wewnątrz federacji. Podczas posiedzeń zarządu większość jego członków była za zakończeniem współpracy, choć część działaczy opowiadała się za jej przedłużeniem.
Z relacji świadków (w weszlo.com – przyp. red.) wynika, że wyjątkowo nerwowo reagował Henryk Kula, były wiceprezes PZPN ds. organizacyjno-finansowych. To właśnie jego podpis znajduje się na umowie.
Nerwowa atmosfera, ostre spięcia i jedno pytanie wiszące nad salą obrad: co naprawdę kryje umowa PZPN z Publicon Sport?
— Weszło! (@WeszloCom) November 22, 2025
Zanim TVN24 wyemitował reportaż „W związku z pieniędzmi”, działacze już wiedzieli, że najpilniej strzeżony dokument w polskiej piłce ujrzy światło dzienne.… pic.twitter.com/exMaPnFd4v
Sytuacja może przerodzić się więc w wewnętrzny konflikt na pełną skalę.
„Nikt w PZPN nie pyta już, czy dojdzie do starcia, tylko kto wyjdzie z niego w jednym kawałku” – czytamy.
Kolejne kroki
Sprawą zajmie się Komisja Rewizyjna kierowana przez Tomasza Salskiego. To ona ma ocenić charakter nieprawidłowości oraz przygotować rekomendacje. Deklarowane weto wobec przedłużenia umowy może zostać zgłoszone dopiero na styczniowym posiedzeniu zarządu PZPN.
Warto dodać, że Cezary Kulesza stracił część swoich dotychczasowych sojuszników. Mieczysław Golba i Maciej Mateńko nie dostali się do zarządu w wyniku decyzji Walnego Zgromadzenia. W związku tym prezes może mieć ograniczone pole manewru.
Źródło: TVN24, Sport.pl, Weszło
Przenosiny Papszuna wciąż niepewne. Spór z Rakowem o klauzulę
Marek Papszun porozumiał się z Legią Warszawa, ale jego przenosiny wcale nie są przesądzone. Raków Częstochowa oczekuje od stołecznego klubu pieniędzy, a interpretacja klauzuli w kontrakcie szkoleniowca stała się osią sporu.
Legia dogadana z trenerem, ale Raków stawia warunki
Według informacji serwisu Na Wylot Papszun uzgodnił wszystkie warunki z Legią. Pozostaje jednak kwestia kluczowa, czyli decyzja Michała Świerczewskiego. Kamil Głębocki przekazał, że Raków nie zamierza blokować odejścia trenera, ale liczy na uzyskanie określonej kwoty.
– Marek Papszun ostatecznie porozumiał się z Legią, ale „here we go” jeszcze nie ma. O tym czy do przenosin szkoleniowca dojdzie, zdecyduje tylko i wyłącznie Michał Świerczewski. Według moich informacji Raków nie będzie blokował odejścia Papszuna, ale Legia musi zapłacić oczekiwaną przez Raków kwotę. Jeśli do tego nie dojdzie, Marek Papszun pozostanie trenerem Rakowa – napisał Głębocki.
🚨Nowe informacje w sprawie ,,transferu" Marka Papszuna do Legii.
— Kamil Głębocki (@kamilglebocki) November 20, 2025
Marek Papszun ostatecznie porozumiał się z Legią, ale ,,here we go" jeszcze nie ma. O tym czy do przenosin szkoleniowca dojdzie, zdecyduje tylko i wyłącznie Michał Świerczewski. Według moich informacji Raków nie… pic.twitter.com/8OHB1wHUTF
Klauzula w kontrakcie dzieli strony
Istota sporu dotyczy zapisu w umowie. Klauzula pozwala Papszunowi odejść jedynie do zagranicznego klubu albo reprezentacji. Tak twierdzi Raków. Sam szkoleniowiec uważa jednak, że przepis może obejmować również Legię Warszawa, co otworzyłoby mu drogę na Łazienkowską bez konieczności wykupu.
Jak podaje Szymon Janczyk z Weszło, sprawę analizują prawnicy. To oni mają ustalić ostateczną interpretację zapisu. Mimo trwającego sporu pozostałe elementy negocjacji zostały uzgodnione. W tym kwestie finansowe i czas objęcia zespołu.
Raków już szykuje następcę
Częstochowianie mają świadomość, że trener chce przejść do Legii. Klub rozpoczął więc poszukiwania nowego szkoleniowca. Według Przeglądu Sportowego głównym kandydatem jest Łukasz Tomczyk, obecnie pracujący w Polonii Bytom.
Źródło: NaWylot, Weszło, Przegląd Sportowy Onet, Legia.net
Szwedzki dziennikarz punktuje Polskę. „To jej atut, ale i problem”
Michael Wagner z „Aftonbladet” ocenił reprezentację Polski przed marcowymi barażami. Podkreślił, że nasz zespół wciąż jest uzależniony od formy Roberta Lewandowskiego, a wyniki z ostatnich miesięcy nie robią na nim wrażenia.
Krytyczne spojrzenie ze Szwecji
Losowanie w Zurychu przyniosło Polsce półfinał baraży z Albanią, a w razie zwycięstwa finał z Ukrainą lub Szwecją. W Skandynawii to zestawienie wywołało niemałą dyskusję. W rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet Wagner otwarcie stwierdził, że wyniki Polaków nie budzą szacunku.
– Nie oglądałem meczów Polaków, znam tylko wyniki ich spotkań. Wiem, że przegrali z Finlandią. Nie jest to rezultat, który robi wrażenie. Finlandia jest nie tylko słabsza od Szwecji, ale to najgorsza ze wszystkich skandynawskich i nordyckich drużyn – powiedział.
Dziennikarz uważa, że problem kadry polega na strukturze wiekowej.
– Oczywiście znam Lewandowskiego i Zielińskiego, ale z tego, co się orientuję, część waszych zawodników znajduje się już po trzydziestce i szczyt ich karier jest za nimi. Teraz raczej idą w dół – ocenił.
Największą zaletą i jednocześnie największą słabością reprezentacji ma być, jego zdaniem, Robert Lewandowski.
– Macie dobrą obronę i dwóch, trzech piłkarzy, którzy mogą rozstrzygnąć mecz na wyjeździe, gdy szwedzki zespół będzie atakować. Ale nie jestem zachwycony ostatnimi wynikami – dodał.
Szwecja też ma swoje kłopoty
Wagner przyznał, że szwedzka kadra również weszła w baraże z ogromnymi problemami.
– To niesamowite szczęście, że dostaliśmy tę drugą szansę. Nasza drużyna ma za sobą najgorsze eliminacje od niepamiętnych czasów. Poniosła dwie porażki ze Szwajcarią i dwa razy przegrała z Kosowem, do tego doszły tylko dwa remisy ze Słowenią. I to z takimi zawodnikami, z Isakiem, Gyokeresem, Elangą. To nieprawdopodobne, że można grać aż tak źle, jak ostatnio – mówił.
Za kluczową przyczynę słabych wyników uznał pracę byłego selekcjonera.
– Głównym odpowiedzialnym za te wyniki był Jon Dahl Tomasson, który próbował grać systemem z ekstremalnie wysokim pressingiem 3-5-2. To okazało się katastrofą – podsumował.
W perspektywie baraży Wagner wskazuje jeden czynnik kluczowy dla Skandynawów.
– Bardziej obawiam się drugiego meczu z Polską lub Albanią. W tym spotkaniu presja będzie na naszym zespole, gdyż będzie grał u siebie – zakończył.
Polska i Szwecja mogą więc spotkać się w decydującym meczu o mundial. Obie strony wiedzą, że margines błędu jest minimalny. Wszystko rozstrzygnie się podczas marcowego zgrupowania.
Źródło: Przegląd Sportowy Onet
Kulesza wyjaśnia decyzję o niewpuszczeniu flagi. „Odpowiedzialność spadłaby na nas”
Remis z Holandią przyćmił spór o oprawę, której kibice nie mogli wnieść na PGE Narodowy. Cezary Kulesza ujawnił, dlaczego PZPN podjął taką decyzję i jakie mogą być jej konsekwencje.
Kontrowersje wokół sektorówki
Mecz z Holandią przyciągnął uwagę nie tylko ze względu na wynik, ale także na powrót zorganizowanego dopingu. Atmosfera jeszcze przed pierwszym gwizdkiem była jednak napięta. Kibice dowiedzieli się, że ogromna sektorówka nie została dopuszczona do wniesienia na stadion. Wybuchła frustracja, która po przerwie przerodziła się w protest. Race wylądowały na murawie, dlatego sędzia musiał na chwilę przerwać grę.
W wywiadzie dla Goal.pl sprawę skomentował prezes PZPN. Kulesza przyznał, że federację czekają kary.
– Bardzo źle się stało, że rzucono te race na boisko. Finansowo na pewno ucierpi federacja za ten incydent. Może się również okazać, że na meczu barażowym część trybun zostanie zamknięta – powiedział.
Kluczowe były przepisy
Najwięcej pytań wzbudziła odmowa wpuszczenia wielkoformatowej flagi. Kulesza mówi wprost, że chodziło o bezpieczeństwo oraz obowiązujące regulacje.
– Byłem prezesem Jagiellonii Białystok i dobrze pamiętam, że z flagami bywały już różne sytuacje. Istnieją konkretne przepisy, które regulują te kwestie, a dopuszczenie flag większych niż przewidują normy może mieć bardzo poważne konsekwencje. Gdybyśmy jako organizator zgodzili się na coś niezgodnego z przepisami i wydarzyłoby się cokolwiek niebezpiecznego, to odpowiedzialność spadłaby na nas – wyjaśnił.
Prezes dodał, że PZPN nie miał zastrzeżeń do standardowych elementów oprawy.
– Nie zabroniliśmy używania standardowych elementów oprawy, takich jak flagi, bębny czy megafony. Problemem była wyłącznie flaga wielkoformatowa, której nie zgłoszono na żadnym etapie przygotowań. Decyzja administracyjna dotycząca imprezy masowej jasno określała ograniczenia w tym zakresie, co wielokrotnie potwierdzono w rozmowach między PZPN a służbami państwowymi i samorządowymi – podsumował.
Reprezentacja Polski wróci do gry pod koniec marca. Wtedy odbędzie się półfinał baraży o awans na mistrzostwa świata.
Źródło: Goal.pl
To dlatego Goncalo Feio odszedł z Legii. Ostatni mecz przesądził o wszystkim
Goncalo Feio odszedł z Legii Warszawa po serii napięć z Dariuszem Mioduskim. Jak ujawnił Przegląd Sportowy Onet, ostatecznym punktem zapalnym była decyzja trenera podjęta w ostatnim meczu sezonu.
Konflikt narastał od miesięcy
Feio prowadził Legię od kwietnia 2024 roku. Zdobył Puchar Polski, jednak jego relacje z Mioduskim pozostawały chłodne. Wyniki w Ekstraklasie także nie przekonywały. Dlatego klub zastanawiał się nad tym, czy w ogóle proponować mu nowy kontrakt. Decydujące miało okazać się spotkanie ze Stalą Mielec.
Według ustaleń Łukasza Olkowicza portugalski trener z pełną świadomością nie wpuścił na boisko Mateusza Szczepaniaka. Występ 18-latka gwarantował automatyczne przedłużenie jego kontraktu.
– Bezpośrednio o rozstaniu zdecydował ostatni mecz sezonu ze Stalą Mielec i Mateusz Szczepaniak, który przesiedział go na ławce. 18-latek miał pojawić się na boisku i rozegrać kolejne minuty, żeby automatycznie przedłużył się jego kontrakt. Feio go nie wpuścił, a Legii wypadły karty z rąk w sprawie jego przyszłości – opisano w tekście.
Trener posłał do gry młodszego Aleksandra Wyganowskiego. Chciał w ten sposób dotrzymać obietnicy debiutu. Decyzja rozwścieczyła Mioduskiego.
– Zamiast niego na boisko posłał dwa lata młodszego Aleksandra Wyganowskiego, bo obiecał mu, że w tym spotkaniu zadebiutuje. To rozsierdziło Mioduskiego. Rozmowy o nowym kontrakcie zakończono, a długopisy schowano do szuflady. Wyszedł upór Feio – podsumowano.
Ostatecznie Legia postanowiła zakończyć współpracę. Klub uznał, że napięta relacja z właścicielem i ostatnie decyzje szkoleniowca uniemożliwiają dalsze budowanie zespołu.
Feio szybko znalazł nowe miejsce pracy. Po chwilowej przygodzie we francuskiej USL Dunkerque wrócił do Polski, gdzie przejął Radomiaka Radom.
Źródło: Przegląd Sportowy Onet