Przyszłość Lewandowskiego pod znakiem zapytania. Kibice Barcelony wyrazili swój głos

Wciąż nie wiadomo, jak potoczy się przyszłość Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie. Według większości ankietowanych kibiców Blaugrany, klub nie powinien przedłużać umowy z Polakiem.

Ankieta bez litości

Ostatnie miesiące przyniosły wiele spekulacji dotyczących przyszłości kapitana reprezentacji Polski w Katalonii. Trwający sezon różni się od poprzednich, ponieważ polski napastnik zmagał się z dwoma urazami i spędzał na boisku mniej czasu niż wcześniej. To odbiło się także na jego liczbach, choć wciąż pozostają one solidne.

Lewandowski wystąpił dotąd w 18 spotkaniach, w których strzelił osiem bramek i zanotował dwie asysty. Jednocześnie jego kontrakt z Barceloną wygasa po zakończeniu obecnej kampanii, dlatego temat ewentualnego przedłużenia lub rozstania wraca regularnie w mediach.

W przestrzeni medialnej pojawiały się informacje o potencjalnych kierunkach, jeśli Polak zdecydowałby się na zmianę klubu. Najczęściej wymieniano Milan, choć przewijały się także wątki związane z Chicago Fire czy ligą turecką. W tle pozostaje również Arabia Saudyjska, która od dawna interesuje się piłkarzami o wielkich nazwiskach.

Teraz głos zabrali kibice Barcelony. Dziennik „Mundo Deportivo” przeprowadził ankietę wśród 300 socios klubu, pytając ich o przyszłość Lewandowskiego. Wyniki pokazują wyraźny podział, ale większość opowiedziała się za rozstaniem. Aż 59,33 procent ankietowanych, czyli 178 osób, uznało, że klub powinien pożegnać Polaka latem. Za jego pozostaniem zagłosowało 31,66 procent, czyli 95 socios, a 3,66 procent badanych wybrało odpowiedź „nie wiem”.

Na razie są to jednak wyłącznie opinie kibiców, a klub nie wydał żadnego oficjalnego komunikatu w sprawie przyszłości napastnika. Według krążących plotek sam Lewandowski skłania się ku pozostaniu w Katalonii, choć ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły.

Źródło: Mundo Deportivo

fot. FC Barcelona

Kucharski ma kompleks Lewandowskiego? Mocne słowa kapitana reprezentacji Polski

Relacja Roberta Lewandowskiego i Cezarego Kucharskiego od lat istnieje już tylko na sali sądowej. Kapitan reprezentacji Polski w długiej wypowiedzi wrócił do kulis rozstania z byłym menadżerem i wyjaśnił, co najbardziej go w tej historii zabolało.

Sąd zamiast współpracy i gorzkie słowa kapitana

Robert Lewandowski i Cezary Kucharski przez kilka lat tworzyli jeden z najmocniejszych duetów w polskim futbolu. Kucharski jako menadżer brał udział w transferach Lewandowskiego do Borussii Dortmund i Bayernu Monachium, ale od dawna panowie nie współpracują. Dziś łączy ich wyłącznie wieloletni spór sądowy.

W ostatnich latach temat relacji tej dwójki wraca głównie w kontekście zarzutów dotyczących rzekomego szantażu. Kucharski miał domagać się od Lewandowskiego 20 milionów euro w zamian za milczenie. Sam były agent w rozmowie z Weszło TV twierdził: „Lewandowski dostarczył prokuraturze, co mu pasowało. Nie ma początku, nie ma końca”.

Do tej historii Lewandowski wrócił w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim, który przytoczył jedną z wypowiedzi Kucharskiego.

– Gdyby on był Twoim menadżerem, to Złota Piłka na pewno byłaby Twoja, bo on by nie pozwolił, żebyś nie przedłużył kontraktu z Nike i żebyś nie podpisał kontraktu z Coca Colą. Ma rację? – zapytał dziennikarz.

– Jeśli chodzi o Czarka, to powiem tak: można stracić zawodnika z kontraktu, ale nie stracisz go z kompleksów. To jest złożony temat. Wiadomo, że nie mamy żadnych relacji. W sądzie to już trwa z sześć lat. Mogę wyjaśnić jedną rzecz: z Czarkiem już w 2017 r. nasze relacje nie były na tym poziomie, co wcześniej – odpowiedział Lewandowski.

Kapitan reprezentacji Polski przyznał także, że myślał o zmianie menadżera jeszcze przed podpisaniem kontraktu w 2016 roku.

– Jak podpisywałem kontrakt w 2016 r., to już wcześniej się zastanawiałem nad zmianą menadżera. Ta lojalność mnie zgubiła totalnie. Mówię: dobra, tyle lat współpracujemy z Czarkiem, wszyscy piłkarze odeszli od niego, ja byłem pierwszy, ale jestem do końca i chcę być lojalny – dodał.

Lewandowski podkreślił, że wiedział, jaką pozycję ma na rynku i jaką umowę może dostać od Bayernu, ale mimo to postawił na lojalność.

– Z jednej strony wiedziałem, ile mogę zarabiać i jaki kontrakt mogę otrzymać od Bayernu. Z drugiej strony walczyłem z myślami, czy to jest czas na zmianę, ale powiedziałem, że lojalność i Czarek sobie jeszcze zarobi – tłumaczył.

Najwięcej emocji wzbudził jednak wątek medialnych działań byłego menadżera.

– Jedyne, czego nie rozumiem albo co mnie boli, że przez dwa lata Czarek przygotowywał się medialnie na plan, jak zniszczyć mnie i moją rodzinę – stwierdził Lewandowski.

– Jakbyśmy się pokłócili o coś, to bym powiedział: Czarek, Ty masz swoje A, ja mam swoje B, idźmy do sądu i niech on to rozstrzygnie – dodał.

Napastnik Barcelony zaznaczył też, dlaczego przez długi czas unikał publicznych komentarzy.

– Nigdy o Czarku się nie wypowiadam, bo mam wrażenie, że to nie jest ze mną wojna, tylko z otoczeniem ludzi wokół mnie. Po tylu latach nie jest to dla mnie ważna osoba – podsumował.

– Jest jednak tyle nieścisłości i manipulacji w tej historii, że chciałem tylko powiedzieć, jak to wygląda. Po co to medialnie zostało zrobione? – zakończył.

Źródło: Rymanowski Live, Sport.pl

Jagiellonia kusi piłkarza Legii. Młody pomocnik na radarze Dumy Podlasia

Według doniesień Pawła Gołaszewskiego Jagiellonia Białystok zainteresowała się zawodnikiem Legii Warszawa. Chodzi o Aleksandra Wyganowskiego, defensywnego pomocnika drugiego zespołu stołecznego klubu.

Kontrakt kluczem do możliwego transferu

Jagiellonia Białystok wykazuje zainteresowanie pozyskaniem Aleksandra Wyganowskiego, który obecnie występuje w rezerwach Legia Warszawa. Informację przekazał Paweł Gołaszewski na antenie programu „Polsat Futbol Cast”.

16-letni defensywny pomocnik w trwającym sezonie rozegrał 12 spotkań w barwach Legii II, ale miał także okazję sprawdzić się na arenie międzynarodowej. Wyganowski wystąpił w Lidze Młodzieżowej UEFA, gdzie mierzył się między innymi z Fiorentiną.

Istotnym elementem całej układanki pozostaje kontrakt zawodnika. Według danych portalu Transfermarkt jego umowa z Legią obowiązuje jedynie do 30 czerwca 2026 roku, dlatego Jagiellonia może spróbować wykorzystać tę sytuację, jeśli rozmowy o przedłużeniu nie przyniosą efektu.

Paweł Gołaszewski podkreślił, że ewentualne przenosiny nie oznaczałyby natychmiastowej gry w pierwszym zespole mistrza Polski. To byłby projekt długofalowy, a niewykluczone byłoby także wypożyczenie, żeby zbierał doświadczenie.

Mimo młodego wieku Wyganowski zdążył już zaliczyć debiut w seniorskim zespole Legii. W obecnym sezonie pojawił się na boisku w meczu ligowym przeciwko Stali Mielec.

Źródło: Polsat Futbol Cast

Saudyjczycy wchodzą do gry o Lewandowskiego. „AS” pisze o możliwym rozstaniu z Barceloną

Temat przyszłości Roberta Lewandowskiego wraca z dużą siłą, ale tym razem nie chodzi wyłącznie o MLS. Według informacji dziennika „AS”, Arabia Saudyjska coraz śmielej walczy o polskiego napastnika, a scenariusz pożegnania z Barceloną staje się realny.

Arabia Saudyjska kusi kontraktem

Ostatnie tygodnie przyniosły medialne doniesienia o zainteresowaniu Robertem Lewandowskim ze strony klubów z USA, jednak nowe informacje zmieniają narrację. Jak przekazuje dziennikarz gazety „AS”, Saniego Gimenez, do walki o kapitana reprezentacji Polski mocno włączyli się Saudyjczycy.

Według tych doniesień agent Lewandowskiego, Pini Zahavi, ma spotkać się z przedstawicielami ligi Arabii Saudyjskiej. Hiszpański dziennikarz podkreśla, że opcja gry na co najmniej dwa sezony w tamtejszych rozgrywkach jest bardzo realna, a jednocześnie wyjątkowo atrakcyjna finansowo. Saudyjskie kluby mogą zaproponować 37-letniemu napastnikowi warunki zdecydowanie lepsze niż te, które oferują zespoły z MLS, w tym Chicago Fire.

Sani Gimenez zaznacza jednak, że na tym etapie nie zapadła żadna ostateczna decyzja. Jednocześnie wskazuje na sygnały, które mogą sugerować zbliżające się rozstanie z FC Barcelona. W obecnym sezonie Robert Lewandowski coraz częściej traci miejsce w wyjściowym składzie na rzecz Ferrana Torresa, a problemy zdrowotne nie omijają go tak, jak w poprzednich latach.

Według „AS”, w klubowych gabinetach trwają już przygotowania na różne scenariusze. Deco ma pracować nad planem odejścia Polaka. Władze klubu czekają jednak na jasne stanowisko samego zawodnika. Na razie więc przyszłość Lewandowskiego pozostaje otwarta.

Źródło: AS

Jagiellonia może szykować się na stratę talentu. Pietuszewski coraz bliżej zmiany klubu

Transfer Oskara Pietuszewskiego nabiera tempa i wiele wskazuje na to, że Jagiellonia Białystok wkrótce straci jednego z najcenniejszych piłkarzy. 17-letni skrzydłowy jest blisko przenosin do FC Porto, a kluczowe decyzje zapadają właśnie teraz.

Porto działa zdecydowanie

Jagiellonia Białystok musi liczyć się z odejściem Oskara Pietuszewskiego, ponieważ młody skrzydłowy znalazł się bardzo blisko transferu do FC Porto. Informację jako pierwszy przekazał Tomasz Włodarczyk z Meczyki.pl, podkreślając, że to nie jest nagły ruch portugalskiego klubu.

Porto obserwowało Pietuszewskiego od dłuższego czasu, ale dopiero po długim monitoringu zdecydowało się na konkretne działania. W ostatnich godzinach kilka klubów pytało o 17-latka, jednak to ekipa z Estádio do Dragão bardzo szybko przejęła inicjatywę.

Negocjacje między Porto a Jagiellonią są już zaawansowane, a finalizacja transferu wydaje się kwestią czasu.

– Jeżeli miałbym prognozować, to bardzo, bardzo, bardzo prawdopodobne, że ten utalentowany skrzydłowy trafi do dwójki reprezentantów Polski – Jakuba Kiwiora i Jana Bednarka – przekazał Tomasz Włodarczyk.

Dziennikarz zaznaczył również, że istotną rolę odegrali sami piłkarze, którzy mieli pozytywnie wypowiedzieć się o Pietuszewskim w rozmowach z władzami Porto. Co równie ważne, sam zawodnik jest w pełni przekonany do tego kierunku.

– Porto jest zdecydowane. Z tego, co wiem Oskar Pietuszewski jest zdecydowany na projekt. Kolejny krok tego zawodnika będzie niezwykle ważny, aby go nie utopić, nie pogrzebać. Nie są to słowa rzucone na wiatr – od początku była wola, żeby ten ruch był przemyślany – dodał Włodarczyk.

Portugalczycy chcą działać szybko i wdrażać młodego Polaka do zespołu już teraz.

– Wiem, że FC Porto chce zawodnika już teraz. Chciałoby przyprowadzić go już teraz i wdrażać do zespołu. Dla Pietuszewskiego to kierunek doskonały. Ten projekt został mu przedstawiony i on jest na niego zdecydowany – podkreślił dziennikarz Meczyki.pl.

Warto zaznaczyć, że sam piłkarz nie wywiera presji na Jagiellonię i spokojnie czeka na decyzję klubu. Do tej pory Pietuszewski rozegrał w seniorskiej drużynie „Dumy Podlasia” 54 spotkania, strzelił cztery gole i zanotował trzy asysty. Jeśli transfer dojdzie do skutku, będzie to z pewnością jeden z najgłośniejszych wyjazdów młodego zawodnika z Ekstraklasy w ostatnich latach.

Źródło: Meczyki.pl

Lech wzmacnia rywalizację w bramce. Nowy golkiper blisko mistrzów Polski

Lech Poznań finalizuje ruch, który ma wzmocnić rywalizację między słupkami. Wszystko wskazuje na to, że do mistrza Polski trafi Plamen Andreev, młodzieżowy reprezentant Bułgarii.

Nowe nazwisko w Kolejorzu?

W obecnym sezonie numerem jeden w bramce Lecha bezprecedensowym numerem jeden jest Bartosz Mrozek. Teraz jednak Kolejorz postanowił rozejrzeć się za drugim bramkarzem, który ma wzmocnić konkurencję w „klatce”.

Według Dawida Dobrasza z Meczyków, klub od dłuższego czasu rozglądał się za konkurentem, ponieważ sztab szkoleniowy chce zwiększyć presję na podstawowego golkipera.

Początkowo bułgarskie media informowały, że do Poznania może trafić Swietosław Wucow z Lewskiego Sofia. Te doniesienia nie potwierdziły się, chociaż kierunek bułgarski pozostał aktualny. Lech zdecydował się bowiem na innego bramkarza.

Nowym zawodnikiem mistrza Polski ma zostać Plamen Andreev, obecnie związany z Racingiem Santander. Hiszpański klub wypożyczył go z Feyenoordu Rotterdam, który nadal zarządza jego kontraktem. Z artykułu dziennikarza Meczyków wynika, że transfer znajduje się na ostatniej prostej.

21-letni bramkarz ma trafić do Poznania na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu po sezonie. Dla Andreeva będzie to szansa na regularną grę, ponieważ w trwających rozgrywkach zanotował zaledwie pięć występów. Przed nim jednak bardzo trudne zadanie, ponieważ Bartosz Mrozek jest niekwestionowanym numerem jeden w bramce Kolejorza.

Źródło: Meczyki.pl

Lewandowski wrócił do gry. Media nie zachwyciły się jego grą

Powrót Roberta Lewandowskiego do ligowego grania nie przyniósł przełomu. Barcelona wygrała i umocniła się na czele tabeli, ale hiszpańskie media oceniły występ Polaka z wyraźnym chłodem.

Powrót po przerwie i surowe recenzje

FC Barcelona pokonała Villarreal 2:0 i potwierdziła swoją dominację w La Lidze. Bramki zdobyli Raphinha z rzutu karnego oraz Lamine Yamal, dlatego wynik nie pozostawił wątpliwości. Dla kibiców z Polski najważniejsza była jednak obecność Roberta Lewandowskiego, który po raz pierwszy od meczu z Atletico Madryt pojawił się w lidze.

Robert Lewandowski wszedł z ławki rezerwowych i spędził na boisku nieco ponad pół godziny. Nie wpisał się na listę strzelców, ale miał udział przy golu Yamala. Po jego próbie strzału piłka trafiła do Frenkiego de Jonga, a Holender odegrał do młodego skrzydłowego, który wykończył akcję.

Mimo tego media w Hiszpanii nie były dla Polaka łaskawe, chociaż Barcelona przez większą część drugiej połowy zamknęła rywala w polu karnym. Dziennik „Sport” uznał jego występ za mało widoczny i przyznał notę 6.

– Niezauważony. Miał mało kontaktów z piłką, bo brakowało mu miejsca – ocenili dziennikarze.

„Marca” również stwierdziła, że Lewandowski nie odegrał kluczowej roli w zwycięstwie zespołu Hansiego Flicka, dlatego pominęła go w ocenach. Z kolei „Mundo Deportivo” zwróciło uwagę na trwającą niemoc strzelecką.

– Starał się przełamać złą passę i wykazywał zaangażowanie, ale pozostał niewidoczny – napisano.

Najostrzej wypowiedział się portal „El Desmarque”, który wystawił Polakowi notę 4. Dziennikarze podkreślili, że w doliczonym czasie gry Lewandowski częściej dotykał piłki niż przez wcześniejsze pół godziny.

Najbardziej wyważoną opinię przedstawił „AS”. Według tego dziennika napastnik wszedł w dobrej dyspozycji, ale dobrze zorganizowana defensywa Villarreal skutecznie ograniczyła jego możliwości.

Było to ostatnie spotkanie Barcelony w 2025 roku. Kolejna okazja do odpowiedzi ws. formy Lewandowskiego nadejdzie 3 stycznia 2026 roku, kiedy „Blaugrana” zmierzy się w derbach Katalonii z Espanyolem.

Źródło: Polsat Sport

Były obrońca Ekstraklasy z kosmiczną wyceną. Transfermarkt zaktualizował jego wartość

Jeszcze niedawno grał na boiskach Ekstraklasy, a dziś jego nazwisko jest znane wśród skautów największych klubów. Aktualizacja Transfermarkt wyniosła byłego piłkarza Radomiaka, Lukę Vuskovicia na poziom, który jeszcze kilka miesięcy temu brzmiał jak fantazja.

Od Radomia do europejskiej czołówki

Niemiecki portal Transfermarkt opublikował nową aktualizację wartości rynkowych, a jedna z wycen szczególnie przyciąga uwagę polskich kibiców. Luka Vusković, były zawodnik Radomiaka Radom, osiągnął pułap 40 milionów euro. To najwyższa wycena piłkarza, który w tak niedalekiej przeszłości występował w Ekstraklasie.

Chorwacki stoper spędził w Radomiu sezon 2023/24 na zasadzie wypożyczenia. Wówczas portal szacował jego wartość na około 7 milionów euro, dlatego obecny skok robi ogromne wrażenie. W barwach Radomiaka rozegrał 14 spotkań ligowych, strzelił trzy gole i zanotował asystę, ale jego gra wzbudzała skrajne opinie.

Vusković imponował w ofensywie, ponieważ często skutecznie włączał się w akcje pod bramką rywali. Jednocześnie miewał problemy w defensywie, a początek jego przygody z Ekstraklasą okazał się bolesny. Radomiak w pierwszych meczach tracił wiele bramek.

Mimo tych trudności czas spędzony w Polsce okazał się ważnym etapem rozwoju. Po Ekstraklasie Chorwat ruszył dalej, a jego wartość rosła błyskawicznie. Dzisiejsza wycena stawia go powyżej Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo razem wziętych, choć to raczej symbol skali potencjału niż realnego porównania sportowego. Przede wszystkim ich wiek odgrywa wielką rolę.

Transfermarkt wskazuje jednoznacznie, że Ekstraklasa była dla Vuskovicia trampoliną, a nie przystankiem. Z perspektywy polskiej ligi to także sygnał, że młodzi piłkarze mogą budować tu wartość, nawet jeśli ich pobyt trwa krótko. W przypadku Chorwata ten etap okazał się kluczowy, ponieważ zapoczątkował drogę do absolutnego topu.

Według ostatnich doniesień piłkarz Tottenhamu (aktualnie wypożyczony do HSV – przyp. red.) znalazł się między innymi na radarze FC Barcelony.

Źródło: X, Transfermarkt.de, sport.pl

Marek Papszun nowym trenerem Legii. Czas na głęboką przebudowę

To już oficjalne. Legia Warszawa postawiła na Marka Papszuna w momencie sportowego kryzysu. Klub liczy, że nowy trener zatrzyma spadek formy i nada drużynie wyraźny kierunek, o czym poinformował w oficjalnym komunikacie.

Nowy trener i nowe porządki przy Łazienkowskiej

Ostatnie miesiące okazały się dla Legii wyjątkowo nieudane, ponieważ zespół znalazł się na przedostatnim miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Drużyna odpadła także z Pucharu Polski oraz Ligi Konferencji, dlatego presja na szybkie decyzje rosła z tygodnia na tydzień. Władze klubu uznały, że potrzebują wyraźnego impulsu sportowego.

Od dłuższego czasu mówiło się o zatrudnieniu Marka Papszuna, ale rozmowy z Rakowem Częstochowa długo nie przynosiły przełomu. Negocjacje były trudne, jednak obie strony ostatecznie doszły do porozumienia.

W piątkowy poranek Legia oficjalnie potwierdziła angaż szkoleniowca. Umowa będzie obowiązywać do czerwca 2028 roku. Nowy trener szybko rozpocznie pracę z zespołem, a klub przedstawił już plan przygotowań.

– W najbliższych dniach Marek Papszun skompletuje i przedstawi sztab szkoleniowy. Treningi z pierwszym zespołem rozpoczną się 5 stycznia, a 10 stycznia drużyna wyjedzie do andaluzyjskiej miejscowości Mijas na obóz przygotowawczy przed rundą wiosenną – czytamy w komunikacie Legii.

Zmiany obejmą jednak nie tylko pion sportowy, mimo że to on budzi największe emocje wśród kibiców. W styczniu dojdzie do przetasowań w zarządzie klubu, który zostanie ograniczony do dwóch osób. Z końcem roku z funkcji wiceprezesa odejdzie Jarosław Jurczak, dotychczas nadzorujący finanse, sprawy prawne i administracyjne. Po dwunastu latach pracy będzie kontynuował działalność w strukturach właścicielskich.

Od 1 stycznia 2026 roku pełną odpowiedzialność za zarządzanie klubem przejmie Marcin Herra. Właściciel Legii podkreśla, że oba ruchy tworzą spójną całość.

– Cieszę się, że trener Marek Papszun będzie z nami i wkrótce rozpocznie pracę z drużyną. Doprowadzenie tego procesu do końca wymagało dużej determinacji obu stron i jest wyrazem naszego zaufania do kompetencji, doświadczenia i charakteru trenera. Jednocześnie od początku nowego roku powierzam całościowe zarządzanie klubem Marcinowi Herra i wierzę, że wspólnie z trenerem, w pełni wykorzystają stworzone warunki i potencjał Legii, aby osiągać wymagane rezultaty sportowe, organizacyjne i biznesowe – powiedział Dariusz Mioduski.

Legia wchodzi więc w nowy etap, ale sama zmiana trenera nie rozwiąże wszystkich problemów. Czas pokaże, w jakim miejscu znajdą się Wojskowi u boku Papszuna.

Źródło: Legia.com

Były piłkarz Legii mocno o klubie i Mioduskim. „To strata czasu i cios w wizerunek klubu”

Sezon w wykonaniu Legii Warszawa coraz bardziej rozczarowuje, a krytyka płynie już nie tylko od kibiców. Marcin Komorowski wprost ocenił sposób zarządzania klubem i nie zostawił suchej nitki na działaniach właściciela.

Chaos decyzyjny i sportowa zapaść

Legia 30 października przegrała u siebie z Pogonią Szczecin i odpadła z Pucharu Polski. Był to ostatni mecz Edwarda Iordanescu w roli trenera Wojskowych. Po zwolnieniu Rumuna zespół przejął tymczasowo Inaki Astiz, jednak zmiana nie przyniosła żadnej poprawy. Pod wodzą Hiszpana Legia rozegrała dziewięć spotkań, w których zanotowała trzy remisy i aż sześć porażek.

W rozmowie z TVP Sport do obecnej sytuacji odniósł się Marcin Komorowski. Były piłkarz Legii skrytykował nie tylko wyniki, ale przede wszystkim sposób prowadzenia klubu przez Dariusza Mioduskiego.

– Od dłuższego czasu słyszymy, że zespół przejmie Marek Papszun. Nie rozumiem, dlaczego Dariusz Mioduski nie spotkał się z właścicielem Rakowa Częstochowa Michałem Świerczewskim i nie załatwił tej sprawy inaczej. Dziwię się, bo to strata czasu i coś, co bardzo mocno uderzyło w wizerunek klubu. Teraz to wszystko wygląda niepoważnie – powiedział Komorowski.

Wszystko wskazuje na to, że Marek Papszun zostanie nowym trenerem Legii. 51-latek już wcześniej deklarował gotowość objęcia zespołu, jednak Raków Częstochowa nie wyraził zgody na jego odejście przed końcem rundy. W piątek w Warszawie ma odbyć się oficjalna konferencja powitalna szkoleniowca, ale nastroje kibiców wciąż są chłodne.

Komorowski podkreślił, że obecna sytuacja sportowa Legii jest bezprecedensowa.

– Mam jednak nadzieję, że zamieszanie wreszcie się skończy, a nowy trener poukłada zespół. Kiedy Legia nie zdobywała mistrzostwa, niezadowolenie było bardzo duże. Krytyka pojawiała się po zajęciu przez zespół drugiego czy trzeciego miejsca w lidze. Co mają powiedzieć kibice teraz, gdy Legia przezimuje na przedostatnim miejscu w tabeli? To katastrofa – dodał były zawodnik stołecznego klubu.

Legia w czwartek o godzinie 21:00 rozegra ostatni mecz w 2025 roku. Rywalem Wojskowych będzie Lincoln Red Imps w końcowej kolejce fazy ligowej Ligi Konferencji. Spotkanie zamknie wyjątkowo nieudany rok dla warszawskiego klubu.

Źródło: TVP Sport

Alex Haditaghi z mocnym stanowiskiem ws. Grosickiego. „Nie podoba mi się to”

Negocjacje kontraktowe Kamila Grosickiego z Pogonią Szczecin nabrały publicznego charakteru. Po medialnych doniesieniach głos zabrał właściciel klubu Alex Haditaghi, który szczegółowo przedstawił stanowisko zarządu i oczekiwania kapitana zespołu.

Twarde warunki i brak porozumienia

Obecna umowa Kamila Grosickiego z Pogonią Szczecin wygasa po zakończeniu sezonu 2025/26. Od dłuższego czasu temat jej przedłużenia budzi duże zainteresowanie, a według Alexa Haditaghiego rozmowy są dalekie od finału.

Właściciel Portowców na platformie X skrytykował sposób prowadzenia negocjacji przez otoczenie zawodnika.

– Nie podoba mi się, że Kamil, jego agenci, przyjaciele i ludzie z jego otoczenia prowadzą negocjacje na forum publicznym. Nie podoba mi się, że prywatne rozmowy i spotkania są ujawniane. Koniec i kropka – napisał.

Haditaghi ujawnił również konkretne oczekiwania finansowe zawodnika.

– Swój obecny kontrakt Kamil podpisał prawie dwa i pół roku temu, jako 34-latek, z wynagrodzeniem na poziomie 160 tysięcy miesięcznie. Dzisiaj jest znacznie starszy, po wygaśnięciu obecnej umowy będzie miał 38 lat. Prosi o nowy, dwuletni kontrakt, który będzie obowiązywał do jego czterdziestki, ze znaczącą podwyżką zarobków do 250 tysięcy złotych miesięcznie. Plus dwa miliony złotych bonusu za podpis. To w sumie około ośmiu milionów złotych na przestrzeni dwóch lat. Nie zgadzam się na te warunki – podkreślił.

Kanadyjczyk przedstawił też propozycję klubu.

– Co zaoferowaliśmy? Jego aktualną pensję, jeden gwarantowany rok nowego kontraktu i opcję przedłużenia, jeżeli Kamil rozegra 75% meczów w nadchodzącym sezonie. To półtora roku gwarantowanego kontraktu plus kolejny rok, jeżeli utrzyma zdrowie i formę. Do tego znaczące premie zespołowe i indywidualne – wyliczał.

Haditaghi odniósł się również do aspektów sportowych.

– Kibice kochają gole i asysty, ale współczesny futbol wymaga czegoś więcej. Gra w obronie ma znaczenie. Pressing ma znaczenie. Standardy treningowe mają znaczenie. Nasz najlepszy strzelec nie może być jednocześnie naszym najsłabszym piłkarzem w defensywie. To elitarny futbol, a nie gra wideo – ocenił.

W sezonie 2025/26 Kamil Grosicki rozegrał 20 spotkań w barwach Pogoni. Zdobył siedem bramek i zanotował cztery asysty. Na razie nie ma sygnałów, by strony były bliskie porozumienia.

Źródło: X

Widzew idzie na całość. Potężna kwota na zimowe transfery

Widzew Łódź bardzo mocno otworzył zimowe okno transferowe. Klub nie tylko sprowadził już dwóch zawodników, ale szykuje ruch, który przejdzie do historii Ekstraklasy. Łączne wydatki mają przekroczyć 40 mln zł.

Rekordowy plan w cieniu walki o utrzymanie

Widzew ma za sobą intensywny początek zimy. Do Łodzi trafili już Christopher Cheng z Sandefjord oraz Lukas Lerager z FC Kopenhagi. To jednak dopiero wstęp do znacznie większych ruchów.

Jak informują Meczyki.pl, klub jest bliski sprowadzenia Osmana Bukariego. Kwota transferu ma wynieść około 5 mln euro, co uczyniłoby go najdroższym piłkarzem w historii Ekstraklasy. Widzew nie zamierza jednak na tym poprzestać.

Według tego samego źródła, klub opublikował na platformie Transfer Room ogłoszenie dotyczące środkowego obrońcy. Widzew jest gotów wydać na ten transfer nawet 2 mln euro, a zawodnik mógłby liczyć na wynagrodzenie sięgające 750 tys. euro rocznie.

W praktyce oznacza to, że łączne wydatki Widzewa w zimowym oknie transferowym mogą sięgnąć około 10 mln euro. Takiej skali inwestycji w jednym oknie transferowym polska liga jeszcze nie widziała.

Transferowa ofensywa kontrastuje z sytuacją sportową. Po 18 kolejkach Ekstraklasy Widzew zajmuje 15. miejsce z dorobkiem 20 punktów. Nad strefą spadkową utrzymuje się wyłącznie dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu od GKS-u Katowice, który ma rozegrany jeden mecz mniej.

W Łodzi wyraźnie uznano, że utrzymanie wymaga natychmiastowych i bardzo kosztownych decyzji. Najbliższe tygodnie pokażą jednak, czy rekordowe wydatki przełożą się na realną poprawę wyników.

Źródło: Meczyki.pl

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.