Koniec burzliwego rozdziału w historii Widzewa. Głośne odejście z zarządu klubu

Maciej Szymański złożył rezygnację z funkcji wiceprezesa Widzewa. Klub oficjalnie poinformował, że jego mandat w zarządzie wygaśnie 8 października. To symboliczne zakończenie okresu, który w ostatnich tygodniach obfitował w niepożądane skandale.

Rezygnacja po zamieszaniu wokół wesela

Wesele Macieja Szymańskiego w Grecji stało się punktem zapalnym wydarzeń, które mocno uderzyły w wizerunek Widzewa. Na uroczystości pojawił się między innymi Patryk Czubak, niedawny asystent Żeljko Sopicia, a od niedawna pierwszy trener zespołu.

Problem polegał na tym, że szkoleniowiec w trakcie przerwy w treningach poleciał świętować, podczas gdy jego piłkarze ćwiczyli indywidualnie, rozproszeni po całym świecie.

Gdy sprawa wyszła na jaw, klub komunikował się w sposób chaotyczny i niespójny. Ostatecznie Czubak został wezwany do powrotu, jednak w Łodzi nie czekała na niego cała drużyna, co dodatkowo spotęgowało krytykę. To właśnie od tego momentu presja medialna na władze Widzewa zaczęła systematycznie narastać.

Oficjalne stanowisko i osobiste słowa

Rezygnacja Szymańskiego została potwierdzona w oficjalnym komunikacie klubu. Sam działacz podkreślił, że decyzja była świadoma:

— Przychodziłem do klubu będącego w II lidze, a odchodzę z niego, gdy jest już czwarty sezon w Ekstraklasie. Był to dla mnie wspaniały czas, pełen doświadczeń i wyzwań, z którymi trzeba było mierzyć się każdego dnia. Podjęta przeze mnie decyzja jest świadoma, choć na pewno trudna z perspektywy drogi przebytej z klubem przez te lata — zaznaczył Szymański.

Działacz rozpoczął swoją pracę w Widzewie w 2019 roku jako dyrektor Akademii. Funkcję wiceprezesa pełnił od maja 2023 roku.

Źródło: Widzew Łódź, Weszło

Skandal w Anglii. Właściciele klubu próbowali kupić stadion fałszywym kontem bankowym

Na najwyższym poziomie rozgrywkowym rugby w Anglii doszło do sytuacji bez precedensu. Dwaj właściciele Salford Red Devils, Isiosaia Kailahi i Curtiz Brown, próbowali nabyć stadion, posługując się fałszywymi dokumentami bankowymi.

Klub z wielką historią i wielkimi problemami

Salford Red Devils to jeden z najbardziej zasłużonych klubów w historii brytyjskiego rugby. Zespół sięgał po mistrzostwo kraju sześciokrotnie, lecz ostatni tytuł zdobył jeszcze w sezonie 1975/76. W ostatnich dekadach klub boryka się jednak z gigantycznymi problemami finansowymi, co przekłada się także na wyniki sportowe.

W bieżącej kampanii Super League drużyna zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Na jej koncie są zaledwie trzy zwycięstwa i aż 22 porażki.

Nowi właściciele i plan zakupu stadionu

Na początku 2025 roku Red Devils przejęli Isiosaia Kailahi i Curtiz Brown. Obaj mieli za zadanie uregulować długi i postawić klub na nogi. Zamiast poprawy sytuacji, kłopoty zaczęły się pogłębiać. Mimo to właściciele wyszli z inicjatywą zakupu nowego stadionu.

Podczas finalizacji umowy pojawił się jednak szokujący problem. Jak donosi The Sun, okazało się, że dokumenty przedstawione Radzie Miasta Salford były sfałszowane. Na bankowych wyciągach znajdowały się transakcje z przyszłości.

W obliczu zarzutów Curtiz Brown próbował bronić się, wydając oświadczenie.

– Każdy dokument, który dostarczyliśmy, był prawdziwy w momencie przekazania, w tym zestawienia finansowe. Jeśli przedstawiono fałszywy dokument, nic o tym nie wiemy i nie możemy ponosić odpowiedzialności za materiały dostarczone poza naszą kontrolą – przekazał Brown.

Transakcja anulowana i kolejne kłopoty

Rada Miasta Salford oraz bank Emirates NBD jednoznacznie stwierdziły, że dokumentacja była nieprawdziwa. W konsekwencji transakcję anulowano.

Na tym jednak problemy Kailahiego i Browna się nie kończą. Władze zażądały od właścicieli Red Devils ujawnienia pełnych informacji na temat konsorcjów, które reprezentują, oraz przekazania danych dotyczących wszystkich posiadanych kont bankowych.

Przyszłość zasłużonego klubu staje pod coraz większym znakiem zapytania.

Źródło: The Sun, Meczyki.pl

Koszmar bramkarza Mołdawii. Zdradził kulisy rozmowy z Haalandem po wpuszczeniu 11 bramek

Cristian Avram we wtorkowy wieczór przeżył najgorszy mecz w swojej karierze. Bramkarz reprezentacji Mołdawii aż 11 razy wyciągał piłkę z siatki w spotkaniu z Norwegią, a jego największym katem był Erling Haaland, który zdobył pięć bramek. Po spotkaniu 31-latek zdradził kulisy rozmowy z napastnikiem Manchesteru City.

Haaland nie miał litości

Norwegowie zdemolowali rywali 11:1, a popis strzelecki Haalanda był jedną z głównych przyczyn tego pogromu. Snajper Manchesteru City skompletował hat-tricka jeszcze przed przerwą, a po zmianie stron dołożył kolejne dwa trafienia. Na listę strzelców wpisali się również Thelo Aasgaard (cztery bramki), Felix Myhre i Martin Ødegaard. Dla Mołdawii spotkanie zakończyło się upokorzeniem, a dla Avrama bolesnym doświadczeniem.

– Rozmawiałem z Erlingiem. Powiedział, że to nie moja wina i wyjaśnił, że musi próbować strzelać kolejne gole ze względu na bilans bramek. Rozumiem go. To część gry. On chciał walczyć dalej – powiedział Avram w rozmowie cytowanej przez tv2.no.

Pierwszy raz tyle wpuścił

Mołdawski bramkarz został zapytany, czy kiedykolwiek wcześniej zdarzyło mu się stracić jedenaście goli w jednym meczu.

– Żartujesz? Oczywiście, że nie – odparł z uśmiechem.

– Co mam ci powiedzieć? Przecież nie umieram. Muszę pozostać silny. Za kilka dni rozgrywam kolejny mecz, ale 11 bramek to naprawdę dużo – dodał.

Stojący po drugiej stronie boiska Orjan Nyland nie krył współczucia dla swojego odpowiednika.

– Na szczęście sam nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Mogę się tylko domyślać, że to nie było zbyt przyjemne. Współczuję mu – przyznał 35-letni bramkarz Norwegii.

Wysokie zwycięstwo znacząco przybliżyło Norwegię do wywalczenia bezpośredniego awansu na mistrzostwa świata 2026. Zespół prowadzi w grupie I z sześciopunktową przewagą nad Włochami, którzy jednak mają rozegrany jeden mecz mniej.

Źródło: tv2.no, Przegląd Sportowy Onet

Zaskakujące wieści o Dawidowiczu. Obrońca rozwiązał kontrakt po miesiącu w nowym klubie

Paweł Dawidowicz pozostaje bez klubu, choć wydawało się, że jego przyszłość jest już ustalona. Łukasz Gikiewicz ujawnił kulisy krótkiej przygody reprezentanta Polski w Arabii Saudyjskiej.

Rozstanie z Hellasem i transferowe zawirowania

30-letni obrońca latem zakończył kilkuletnią przygodę z Hellasem Werona. Jego kontrakt wygasł wraz z końcem czerwca, a Dawidowicz stał się wolnym zawodnikiem. Wydawało się, że przeniesie się do Arabii Saudyjskiej. Zainteresowanie wykazywał beniaminek ekstraklasy, Al-Hazam.

Spekulacje przycichły, ale jak się okazuje nie bez powodu. Niespodziewane informacje w tej sprawie przekazał Łukasz Gikiewicz.

– Paweł Dawidowicz kilka dni temu rozwiązał kontrakt z klubem z Arabii Saudyjskiej. Był tam miesiąc – powiedział na kanale WeszloTV.

To oznacza, że Polak faktycznie podpisał umowę z Al-Hazam, lecz strony bardzo szybko się rozstały.

Co dalej z obrońcą reprezentacji?

Dawidowicz nadal pozostaje bez klubu. W ostatnich tygodniach pojawiały się doniesienia, że może trafić do Sampdorii. Na razie jednak nie ma w tej sprawie żadnych konkretów.

Jednym z atutów Polaka w tej sytuacji jest fakt, że jako wolny zawodnik nie jest związany ramami okna transferowego. Może podpisać kontrakt w dowolnym momencie, gdy tylko pojawi się odpowiednia oferta.

Źródło: Weszło

Boniek o Lewandowskim: „Wolę go, gdy strzela gole, a nie gdy eliminuje pomocników”

Robert Lewandowski zdobył jedną z bramek w wygranym 3:1 meczu z Finlandią. Postawę kapitana reprezentacji Polski we wrześniowych spotkaniach ocenił były prezes PZPN, Zbigniew Boniek.

Ostrożne zarządzanie minutami Lewandowskiego

Napastnik Barcelony wrócił do gry po kontuzji, która wykluczyła go z pierwszej kolejki La Liga. W kolejnych dwóch ligowych spotkaniach pojawiał się tylko z ławki. W kadrze Jana Urbana Lewandowski zagrał od początku zarówno z Holandią, jak i Finlandią, jednak w obu przypadkach opuszczał murawę jeszcze przed 70. minutą.

Przeciwko Holandii 36-letni snajper był mniej widoczny. Jak sam przyznał po meczu, jego zadaniem było ograniczanie swobody Frenkiego de Jonga. To właśnie taką rolę wyznaczył mu sztab szkoleniowy.

Boniek sceptyczny wobec tłumaczeń

Były prezes PZPN nie ukrywa, że ma wątpliwości co do słów Lewandowskiego po meczu w Rotterdamie.

– Po pierwszym mówił, że starał się wyłączyć De Jonga. Ja tam mu w to specjalnie nie wierzę – przyznał Boniek w rozmowie z Romanem Kołtoniem na kanale Prawda Futbolu.

Znacznie lepsze wrażenie Lewandowski pozostawił po starciu z Finlandią. Zdobył gola na 2:0, a później brał udział w akcji zakończonej trzecim trafieniem Polaków.

– W drugim meczu zrobił to, co do niego należało. Strzelił bramkę i brał udział przy trzeciej bramce. Ja wolę Roberta Lewandowskiego, który strzela bramki i stwarza sytuacje niż eliminuje pomocników drużyny przeciwnej – podsumował Boniek.

Sam kapitan reprezentacji po meczu z Finlandią przyznał, że tym razem czuł się na boisku zdecydowanie swobodniej niż kilka dni wcześniej w Rotterdamie. To dobry sygnał przed kolejnymi spotkaniami eliminacyjnymi, które Polacy rozegrają w październiku.

Źródło: Prawada Futbolu

Urban po zwycięstwie z Finlandią: „Mamy jeszcze sporo do poprawy”

Selekcjoner reprezentacji Polski po zwycięstwie 3:1 nad Finlandią ocenił grę zespołu i wskazał elementy, nad którymi drużyna wciąż musi pracować. Trener mówił zarówno o golu Lewandowskiego, asyście Zielińskiego, jak i o problemach taktycznych.

„To jest klasa”

Urban został zapytany, które zagranie bardziej mu się podobało: gol Matty’ego Casha z Holandią czy asysta Piotra Zielińskiego przy trafieniu Roberta Lewandowskiego z Finlandią.

– Zagranie Zielińskiego. Ja lubię grę kombinacyjną, tam musieli zakombinować, a Matty zamknął oczy i po widłach sprawdził bramkarza. Jakościowo ta dzisiejsza akcja jest znakomita. Zauważ, że gra piłkę, tam jest ich chyba pięciu co najmniej, a on wychodzi sam na sam. No to jest klasa – podkreślił selekcjoner.

Ważne punkty w eliminacjach

Trener zaznaczył, że dorobek z wrześniowego zgrupowania jest istotny w kontekście walki o mundial w 2026 roku.

– Ten punkt zdobyty z Holendrami jest ważny, bo dzisiaj dołożyliśmy trzy z Finlandią, czyli z drużyną, z którą będziemy walczyć o drugą pozycję w grupie. Oczywiście będziemy się starać wygrać wszystkie spotkania, ale nie musi się to okazać wystarczające do zajęcia pierwszego miejsca – zaczął Urban.

Styl dopasowany do zawodników

Szkoleniowiec wyjaśnił, że obecna koncepcja gry kadry bazuje przede wszystkim na atutach skrzydłowych.

– Obecny sposób gry jest dobrze dostosowany do zawodników, jakich mamy do dyspozycji. Chodzi mi tu przede wszystkim o skrzydłowych, którzy mają szybkość i dryblingi, co chcemy wykorzystać. Jak kogoś z nich zmieniamy, to wprowadzamy kogoś o podobnej charakterystyce. Jest jeszcze jednak sporo do zrobienia. Mamy zbyt mało korekt w orientacji gry, by było łatwiej wykreować przestrzeń. Jest też atak pozycyjny, na który mogą sobie pozwolić pewne drużyny i takie, które nie mają wysokiego poziomu, by sobie na to pozwolić – kontynuował selekcjoner.

Pressing Finów i końcówka meczu

Urban wskazał także na trudności w budowaniu akcji, które wynikały z wysokiego pressingu rywali.

– Mieliśmy problem w budowaniu akcji, bo kurcze ci Finowie wyszli wysoko, zaatakowali pressingiem i całkiem dobrze skoordynowanym. Przy dokonanej analizie nie robili tego tak dobrze, ale dzisiaj nie dawali nam za dużo miejsca. Nie pozwalali nam zmieniać orientacji gry. Nad tym pracowaliśmy, bo w ten sposób jest łatwiej uciec spod pressingu. Mieliśmy kłopot, ale oby zawsze takie były. Sami stwarzaliśmy sytuacje i zdobywaliśmy bramki, nie pozwalając Finom zagrozić nam w pierwszej połowie – powiedział.

Selekcjoner zwrócił również uwagę na aspekt mentalny po straconym golu.

– Za bardzo uwierzyliśmy, że nie mogą nam nic zrobić. Tego nie można robić, bo w piłce nożnej mental to niesamowita rzecz, bo mecz zmienia się wtedy, kiedy przeciwnik łapie kontakt. Stan psychiczny zawodników zmienia się, bo wierzą, że dadzą radę. Mieliśmy trzy gole przewagi, więc do tego kontaktu brakowało, ale tak się dzieje, że jedno czy drugie wydarzenie zmienia oblicze w głowach piłkarzy – zakończył na temat wydarzeń z końcówki spotkania.

Dlaczego Cash nie wyszedł na drugą połowę?

Urban zdradził również powód zmiany Matty’ego Casha już w przerwie meczu.

– Miał stłuczony mocno mięsień po faulu. Typowe uderzenie kolanem w czworogłowy, po którym zaczyna coraz bardziej twardnieć przy bieganiu. W końcówce pierwszej połowy widziałem, że już utykał. Sam chciał grać dalej, ale osobiście go przekonałem do zmiany, bo tak pograłby z pięć minut i stracilibyśmy okienko na roszadę – przyznał trener.

Źródło: Łączy Nas Piłka

Kulisy cieszynki Casha, Zalewskiego i Zielińskiego. Tak ona powstała

Piotr Zieliński ujawnił kulisy powstania cieszynki, jaka została zaprezentowana w trakcie meczu z Finlandią. Inicjatorami byli Zalewski i Cash.




Wrześniowe zgrupowanie reprezentacji Polski dobiegło końca. Po remisie z Holandią przyszło zwycięstwo nad Finlandią. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1. Gole dla Biało-Czerwonych zdobyli Matty Cash, Robert Lewandowski i Jakub Kamiński. Jedyną bramkę dla Finlandii zdobył Benjamin Kallman.

Prowadzenie w meczu z Finlandią dał nam Matty Cash. Po tej bramce zawodnik Aston Villi zaprezentował nietypową cieszynkę wraz z Nicolą Zalewskim i Piotrem Zielińskim. Celebracja bramki szybko obiegła polskie media społecznościowe. Kulisy powstania cieszynki ujawnił Piotr Zieliński. 31-latek ujawnił, że pomysłodawcami byli Nicola i Matty.

– Wczoraj Matty z Nicolą mnie złapali, że potrzebują trzeciego do cieszynki. Nie było oczywiście pewne kto tego gola strzeli. Po meczu mnie złapali i powiedzieli, że nie złożyłem rąk, tak jak było ustalane, ale zdjęcie z tego i tak fajne wyszło – ujawnił Piotr Zieliński.




Piłkarze kadry w dobrych humorach po wrześniowym zgrupowaniu. „Jedziemy dalej”

Reprezentacja Polski pokonała Finlandię 3:1 na Stadionie Śląskim w meczu grupy G eliminacji do mistrzostw świata. Bramki dla Biało-Czerwonych zdobyli Robert Lewandowski, Matty Cash i Jakub Kamiński, a honorowe trafienie dla gości zaliczył Benjamin Kallman.

Znakomity finisz zgrupowania

Podopieczni Jana Urbana mają za sobą udane dni. Najpierw wywieźli z Rotterdamu cenny remis w starciu z Holandią, a następnie pewnie ograli Finów. Drużyna zaprezentowała solidną grę w ofensywie, a kibiców szczególnie ucieszyła skuteczność liderów.

Matty Cash, podobnie jak w spotkaniu z Holandią, wpisał się na listę strzelców. Do jego trafienia dołożyli się Robert Lewandowski i Jakub Kamiński. Reprezentant Finlandii, znany z występów w Cracovii, Benjamin Kallman zdobył bramkę kontaktową w końcówce, jednak nie zdołała ona odebrać Polakom komfortowego zwycięstwa.

Głos z boiska

Kamiński, który oprócz gola zaliczył także asystę przy trafieniu Casha, po meczu nie krył zadowolenia, choć jednocześnie wskazał element wymagający poprawy.

– Szkoda tej bramki na koniec, bo zero z tyłu zawsze cieszy. Nie udało się dowieźć do końca wyniku 3:0, ale mamy trzy punkty. To ważny mecz eliminacji, więc bardzo się cieszymy i jedziemy dalej – stwierdził gracz FC Koeln.

„Kamyk” zwrócił uwagę na atmosferę w drużynie i energię, którą zespół wniósł na murawę po starciu z Holendrami.

– Dzisiaj na boisku była fajna energia, myślę, że mecz z Holandią to poprzedził. Miejmy nadzieję, że będzie to kolejny krok naprzód dla tej reprezentacji. Dziś dobrze wyglądaliśmy jako drużyna, jako kompakt. Cieszmy się z tego, wyciągnijmy wnioski i patrzmy w przyszłość – podsumował reprezentant Polski w rozmowie z TVP Sport.

Dwa dobre występy z silnymi rywalami dają Biało-Czerwonym pozytywny impuls w walce o mundial 2026. Przed nami jeszcze Litwą, Holandią i Maltą. W międzyczasie zagramy również sparing z Nową Zelandią.

Źródło: TVP Sport

Burza w Widzewie. Trener poleciał na wesele, a kibice się wściekli

Widzew Łódź przeżywa trudne chwile. Po serii trzech porażek z rzędu kibiców dodatkowo rozwścieczyła decyzja o pięciu dniach wolnego dla piłkarzy i wyjeździe trenera Patryka Czubaka na wesele do Grecji. Sprawa odbiła się szerokim echem, a głos zabrały władze klubu.

Kryzys sportowy i rosnące napięcie

Widzew Łódź wszedł w sezon z wysokimi oczekiwaniami. Po przejęciu klubu przez Roberta Dobrzyckiego zespół wydał ponad pięć milionów euro na transfery, w tym 1,5 mln na Mariusza Fornalczyka. Kibice liczyli na skok jakościowy, ale rzeczywistość okazała się mniej optymistyczna. Po sześciu kolejkach drużyna miała na koncie tylko siedem punktów, a cierpliwość władz się wyczerpała. Zeljko Sopić stracił posadę, a jego miejsce zajął Patryk Czubak.

Nowy trener nie odmienił jednak oblicza zespołu. Porażka 1:2 z Lechem Poznań była trzecią z rzędu i dodatkowo pogłębiła frustrację fanów. W tym momencie Widzew balansuje tuż nad strefą spadkową, zajmując trzynaste miejsce w tabeli Ekstraklasy.

Sparing odwołany, a trener w Grecji

Podczas wrześniowej przerwy reprezentacyjnej Widzew miał rozegrać sparing z Polonią Warszawa. Ostatecznie do spotkania nie doszło, ponieważ jak informował serwis dumastolicy.pl łódzki klub sam zrezygnował z meczu. Polonia w zamian zagrała ze Zniczem Pruszków.

Szybko wyszło na jaw, że piłkarze Widzewa dostali pięć dni wolnego. Powód? Wyjazd trenera Czubaka do Grecji na ślub Macieja Szymańskiego, wiceprezesa Widzewa.

– Kibice wściekli, większość uważa, że to nie czas na balowanie, tylko na trenowanie – komentował portal lodz.wyborcza.pl.

Rzecznik klubu Jakub Dyktyński próbował tonować nastroje:

– Tak, trener Patryk Czubak wyjechał na dawno zaplanowany ślub. Nie miało to wpływu na planowanie trwającego mikrocyklu treningowego, który odbywa się zgodnie z planem, na podstawie rekomendacji Działu Przygotowania Motorycznego i Medycyny – napisał.

Głos kibiców i reakcja władz

Fani Widzewa nie kryli oburzenia w mediach społecznościowych. Do sytuacji odniósł się w końcu Michał Rydz, prezes Widzewa.

– Dziś w Łodzi spotkam się ze szkoleniowcem, by omówić plan przygotowań do meczu z Arką oraz plan na zwycięstwo w tym spotkaniu. Poprosiłem trenera o pilny powrót do Klubu. Wszyscy w Widzewie powinni teraz skupić się na pracy i stabilizacji. Dziękuję również Właścicielowi – dzięki Jego możliwościom powrót Trenera jest możliwy już dzisiaj. Następnie, dziś w godzinach popołudniowych, odniesiemy się do całej sytuacji szerzej. Zanim to jednak nastąpi, chcę odbyć rozmowę indywidualną ze szkoleniowcem oraz Dyrektorem Sportowym – ogłosił Rydz.

14 września o godz. 17:30 Widzew zagra w Łodzi z Arką Gdynia.

Źródło: X

Yannick Agnero będzie rewelacją ligi? „Jego największy atut to szybkość”

Lech Poznań sprowadził do swojej drużyny nowego napastnika, Yannicka Agnero. Transfer Iworyjczyka wzbudził duże zainteresowanie, a szwedzki dziennikarz Ola Gustavsson nie szczędził mu komplementów w rozmowie z Goal.pl.

Z małego klubu do Lecha

Agnero trafił do Poznania z Halmstadu, jednego z najsłabszych zespołów szwedzkiej ekstraklasy. Choć drużyna nie należała do ligowej czołówki, młody napastnik potrafił się wyróżniać i szybko zwrócił na siebie uwagę silniejszych klubów. Jak podkreślił Gustavsson, Halmstad nie chciał jednak sprzedawać swojego zawodnika do krajowych rywali. Na tej sytuacji skorzystał Lech.

– Może i grał dla jednego z najmniejszych klubów w szwedzkiej ekstraklasie, ale jak na Szwecję to piłkarz topowej klasy. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Największe szwedzkie kluby wykazywały nim zainteresowanie, ale Halmstad wolało go sprzedać za granicę – powiedział Gustavsson.

Atuty i elementy do poprawy

Nowy nabytek „Kolejorza” imponuje przede wszystkim szybkością i dynamiką. Potrafi rozpędzić się zarówno na krótkim, jak i długim dystansie, a do tego dysponuje dużą siłą fizyczną. Jednak, jak sam podkreśla, wciąż ma nad czym pracować.

– Jego największy atut to szybkość. Zarówno na krótkim, jak i długim dystansie. To piłkarz niezwykle dynamiczny, bardzo silny. Natomiast co do tego, co musi poprawić, to wielokrotnie sam podkreślał, że niektóre zachowania na boisku. Wie, iż musi się lepiej poruszać w niektórych momentach gry, zachowywać lepiej w pojedynkach jeden na jeden z rywalem. Że aby stać się jeszcze lepszym piłkarzem, musi dołożyć kilka innych elementów, a nie tylko bazować na szybkości. Na pewno jest też sporo do poprawy, jeśli chodzi o skuteczność w polu karnym – ocenił Gustavsson.

Dobry interes Lecha

Szwedzki dziennikarz nie zdecydował się na porównania Agnero do Mikaela Ishaka, lidera ataku Lecha Poznań, ale nie ukrywa, że nowy zawodnik to piłkarz o dużym potencjale.

– W tym momencie porównywanie ich byłoby nie fair. Ishak to Ishak, wszyscy znamy jego jakość i doświadczenie. Ale jeszcze raz, nie mam żadnych wątpliwości, że Agnero ma wielką jakość – stwierdził.

Co więcej, zdaniem eksperta, Lech dokonał bardzo korzystnego transferu także pod względem finansowym.

– To dobry deal dla Lecha. Osobiście myślałem, że Halmstad „krzyknie” więcej, jakieś 3,5-4 mln euro. W związku z tym uważam, że polski klub zrobił bardzo dobry interes – podkreślił Gustavsson.

Źródło: Goal.pl

Lewandowski z nowym podejściem do gry w Barcelonie. Hiszpańskie media reagują

Robert Lewandowski zapowiedział, że w tym sezonie jego rola w Barcelonie będzie wyglądać inaczej. Polak stawia na jakość, a nie ilość minut, co może całkowicie odmienić jego obecność w hiszpańskiej La Lidze.

Nowa filozofia kapitana reprezentacji Polski

Trzy kolejki La Ligi za nami, a Robert Lewandowski spędził na boisku zaledwie 28 minut. To zaskakująca statystyka, jednak nie można jej interpretować jednoznacznie, ponieważ tuż przed startem rozgrywek napastnik doznał drobnego urazu. Choć uraz nie był poważny, wpłynął na początkowe decyzje sztabu szkoleniowego.

Lewandowski przyznał otwarcie, że obecny sezon będzie różnił się od poprzednich. Polak nie ukrywa, że rotacje w składzie są nieuniknione, a jego priorytetem pozostaje dyspozycja w najważniejszych momentach.

– Ja już inaczej podchodzę do całej sytuacji – wolę stawiać na jakość niż na ilość. Zdaję sobie sprawę, że intensywność jest u nas bardzo wysoka, więc każdy piłkarz będzie potrzebował odpoczynku. Trudno mi to dziś ocenić, bo miałem najdłuższe wakacje w karierze i najdłuższy okres przygotowawczy. Mamy jednak taki skład, że rotacje są możliwe, a w kluczowych momentach trzeba być w najwyższej formie – podkreślił kapitan reprezentacji Polski.

Hiszpania analizuje słowa „Lewego”

Kataloński dziennik „Sport” szybko podchwycił wypowiedzi napastnika. Zdaniem tamtejszych mediów Polak w tym sezonie rozegra mniej minut niż w poprzednich kampaniach, a takie podejście może korzystnie wpłynąć na jego jakość gry.

Dídac Peyret, publicysta „Sportu”, zauważył, że przeciążenie ubiegłym sezonem sprawiło, iż Lewandowski doznał urazu pod koniec okresu przygotowawczego. Dlatego teraz większy nacisk zostanie położony na odpowiednie zarządzanie obciążeniami.

Nie jest jasne, czy Polak pozostanie niekwestionowaną „dziewiątką” Barcelony w planach Hansiego Flicka. Odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero w kolejnych tygodniach. Konkurencja jest bowiem spora: Ferran Torres czy Marcus Rashford mogą częściej otrzymywać swoje szanse.

– Jego priorytetem w tym sezonie nie jest osiąganie świetnych wyników indywidualnych, ale pomoc drużynie w decydujących meczach – podkreśla „Sport”.

Czas na reprezentację

Lewandowski wraca także do obowiązków reprezentacyjnych. Już 4 września „Biało-Czerwoni” zagrają z Holandią w Rotterdamie w pierwszym spotkaniu pod wodzą Jana Urbana. Kilka dni później czeka ich starcie z Finlandią, które może przesądzić o awansie Polski na mistrzostwa świata w 2026 roku w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku.

Źródło: Sport.es, Łączy nas Piłka

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.