Marciniak broni decyzji o karnym dla Rakowa. „To naprawdę prosta sytuacja”

Rzut karny podyktowany dla Rakowa Częstochowa w meczu z Lechem Poznań wywołał sporo dyskusji. Szymon Marciniak, który prowadził to spotkanie, nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że jego decyzja była słuszna.

Z 0:2 na 2:2

Środowy mecz w Częstochowie dostarczył kibicom ogromnych emocji. Lech prowadził już 2:0, lecz Raków zdołał doprowadzić do remisu. Kluczowym momentem była 67. minuta, kiedy sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy po starciu Alexa Douglasa z jednym z zawodników Rakowa.

Arbiter główny nie zdecydował się na analizę sytuacji przy monitorze i jego rozstrzygnięcie wzbudziło mieszane reakcje. Wielu obserwatorów podkreślało, że stoper Kolejorza wcale nie popełnił przewinienia.

Marciniak o całej sytuacji

Sędzia nie pozostawił jednak miejsca na wątpliwości.

— Douglas widział piłkę i chciał ją wybić, ale nie zauważył zawodnika Rakowa, który był sprytniejszy. Piłkarz w czerwonej koszulce wyskakuje, zagrywa sobie piłkę i jest lewym kolanem Douglasa trącony w swoje kolano, po czym upada. To naprawdę prosta sytuacja do oceny, zwłaszcza że to była jedyna para wokół piłki, więc byłem skupiony tylko na niej — powiedział w rozmowie z Interią.

— Douglas przekonywał mnie, że on go nie widział, ale to przecież nie mój problem, tylko zawodnika. Później jeszcze dostałem potwierdzenie z VAR. To nawet nie jest kontrowersyjna sytuacja, naprawdę — dodał arbiter.

Marciniak odwołał się także do przepisów.

— Jeżeli kontakt jest kopnięciem, to nie ma znaczenia, czy to było mocne, czy mniej mocne. Jeśli idziemy kryteriami, to przy starciu dwóch zawodników ocenia się, kto jest pierwszy przy piłce – tu wygrał piłkarz Rakowa – i czy został trafiony przez rywala. I tu nie mam wątpliwości. Było kolano w kolano, jeden z zawodników zagrywa piłkę, jest między nią a rywalem i zostaje kopnięty. Jeśli ktoś uważa, że nie powinienem odgwizdać karnego, to słucham jednego kryterium, dlaczego miałby to nie być rzut karny — podsumował.

Remis w Częstochowie sprawił, że Lech zajmuje szóste miejsce w tabeli Ekstraklasy. Raków plasuje się na piętnastej pozycji. W kolejnych spotkaniach Kolejorz zmierzy się z Jagiellonią Białystok, a Medaliki podejmą Widzew Łódź.

Źródło: Interia

Wojna na słowa między Flickiem a Hiszpanią. Poszło o zdrowie Lamine Yamala

Hansi Flick wprost zarzucił hiszpańskiej federacji i selekcjonerowi Luisowi de la Fuente brak troski o zawodników. Trener Barcelony oburzył się, że Lamine Yamal grał w reprezentacji mimo bólu. Odpowiedź z Madrytu przyszła błyskawicznie.

Flick krytykuje

Tuż przed ligowym starciem z Valencią szkoleniowiec Dumy Katalonii zdradził, że 18-letni Yamal nie jest zdolny do gry.

— Lamine nie będzie dostępny jutro. Szkoda, bo grał w reprezentacji z bólem, miał problemy. W każdym meczu spędzał na boisku po 79 i 73 minuty, a między meczami nie trenował — tłumaczył Flick.

Niemiec nie poprzestał na samym fakcie absencji nastolatka.

— Reprezentacja Hiszpanii ma najlepszą drużynę na świecie i najlepszych zawodników na każdej pozycji, są niesamowicie dobrzy. Może powinniśmy bardziej się martwić o graczy. To mnie zasmuca — podkreślił trener Barcelony.

Riposta federacji

Hiszpański Związek Piłki Nożnej nie tylko odrzucił zarzuty, ale także wskazał na błędy klubu.

— To mnie zaskakuje. Kiedy Lamine był zmieniany, dwukrotnie był niezadowolony. To pokazuje, jak bardzo chciał grać. Z Barcelony nie dotarły do nas żadne informacje o jego dyskomforcie. Sztab medyczny nie był świadomy żadnych problemów — stwierdził dyrektor sportowy federacji Aitor Karanka.

Szerszy problem

Nie tylko Flick otwarcie krytykuje federacje za sposób zarządzania zawodnikami. Wcześniej Paris Saint-Germain narzekało na urazy Ousmane’a Dembele i Doué, którzy odnieśli kontuzje podczas meczu z Ukrainą. Klub apelował wówczas o stworzenie specjalnego protokołu. Miałby on poprawić przepływ informacji pomiędzy drużynami a federacjami.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet, FC Barcelona, X

Camp Nou coraz bliżej finiszu. FC Barcelona czeka na zgodę

Przebudowa legendarnego stadionu Barcelony powoli wchodzi w decydującą fazę. Piłkarze i kibice już od dawna marzą o powrocie na Camp Nou, ale klub wciąż zmaga się z formalnościami i problemami technicznymi.

Terminy, które się przesuwają

Remont największej areny Katalonii trwa od wielu miesięcy i pochłania gigantyczne środki. Pierwotnie planowano, że otwarcie nastąpi w sierpniu, podczas meczu o Puchar Gampera z Como. Ta wizja szybko okazała się nierealna.

W klubie rozważano wrześniowy termin, lecz i on się oddalił, ponieważ wciąż brakuje certyfikatu potwierdzającego zakończenie prac, niezbędnego do uzyskania pozwolenia na użytkowanie obiektu.

Dodatkowo problemy spotęgowała niedawna ulewa w Barcelonie, która ujawniła uchybienia w kwestiach bezpieczeństwa. To sprawiło, że realny termin powrotu drużyny na Camp Nou przesunął się co najmniej na październik.

Stadion nabiera kształtów

Mimo trudności inwestycja jest coraz bliżej mety. W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie ukazujące aktualny stan obiektu. Trybuny w dolnych i środkowych sektorach są gotowe, a prace koncentrują się głównie na najwyższych rzędach.

Działa już system nagłośnienia i oświetlenia, zamontowano bandy reklamowe, a kibice mogli zobaczyć pierwsze wizualizacje odnowionych szatni.

Tymczasowy dom

Zanim Barça wróci na swój legendarny stadion, musi korzystać z alternatywnych rozwiązań. Zespół rozgrywa mecze na Estadi Olímpic Lluís Companys na wzgórzu Montjuic. Niedawno część spotkań przeniesiono na kameralne Estadi Johan Cruyff.

To rozwiązanie tymczasowe, ale coraz bardziej doskwiera kibicom, którzy niecierpliwie odliczają dni do powrotu na Camp Nou.

Źródło: X

Neymar uderza w wyniki Złotej Piłki. Stanął w obronie rodaka

Ousmane Dembele został nowym zdobywcą Złotej Piłki, jednak największe emocje wzbudziła lokata Raphinhy. Neymar ostro skomentował decyzję głosujących.

Dembele na szczycie

W poniedziałkowy wieczór w Paryżu odbyła się uroczysta gala France Football. Największe wyróżnienie trafiło do Ousmane’a Dembele, który w ubiegłym sezonie poprowadził Paris Saint-Germain do mistrzostwa Francji i triumfu w Lidze Mistrzów. To właśnie Francuz zgarnął prestiżową statuetkę.

Za jego plecami uplasował się młodziutki Lamine Yamal z Barcelony, a podium uzupełnił Vitinha, klubowy kolega Dembele z PSG. Czwarte miejsce przypadło Mohamedowi Salahowi, natomiast piątą lokatę zajął Raphinha.

Wynik brazylijskiego skrzydłowego Barcelony wywołał jednak falę komentarzy. Ostro wypowiedział się również Neymar.

— Piąte miejsce Raphinhy to jest po prostu żart — napisał Brazylijczyk w mediach społecznościowych.

Nowa formuła plebiscytu

Od 2022 roku Złota Piłka przyznawana jest za osiągnięcia w całym sezonie, a nie, jak wcześniej, w roku kalendarzowym. Zmiana formuły miała sprawić, że oceny staną się bardziej miarodajne. W praktyce jednak wciąż rodzi to wiele kontrowersji, czego najlepszym dowodem jest tegoroczny ranking końcowy.

W edycji 2025 uwzględniono również wyniki Klubowych Mistrzostw Świata.

Źródło: Przegląd Sportowy Onet, Instagram, X

Kontrowersyjny karny dla Rakowa. Sędzia Przybył wytłumaczył decyzję

Rzut karny podyktowany dla Rakowa Częstochowa w meczu z Legią Warszawa rozpalił dyskusję w 9. kolejce Ekstraklasy. Arbiter Jarosław Przybył w rozmowie z Meczykami szczegółowo wyjaśnił, dlaczego zdecydował się wskazać na jedenasty metr.




Remis po gorącej sytuacji

Raków wyrównał w końcówce spotkania z Legią dzięki skutecznie wykonanemu karnemu Iviego Lopeza. Sama decyzja o przyznaniu jedenastki wywołała jednak ogromne emocje.

Trener stołecznej drużyny Edward Iordanescu otwarcie podważał rozstrzygnięcie arbitra. 

— Oglądałem powtórki dwadzieścia razy, ale nie jestem w stanie zgodzić się z sędzią w ocenie tej sytuacji — mówił po meczu.

Przybył o spornej akcji

Jarosław Przybył przyznał, że w pierwszym momencie dostrzegł kontakt, lecz interpretował go inaczej niż później system VAR.

— W pierwsze tempo widziałem, że doszło do kontaktu i wydawało się, że z perspektywy boiska ręka była ułożona w sposób naturalny po kontakcie z Arseniciem. Tak to zinterpretowałem, bo byłem dobrze ustawiony — relacjonował arbiter.

Sytuacja została zweryfikowana dopiero po analizie wideo. Zdaniem Przybyła to Stojanović sprowokował Arsenicia, który instynktownie wystawił rękę, broniąc się przed naskakującym rywalem.

— Po analizie VAR trzeba wejść w mocne szczegóły i posługiwać się kryteriami. Zawodnik biały wyskoczył z ręką ułożoną nienaturalnie do góry i wziął całe ryzyko interwencji na siebie. Zawodnik Rakowa patrzył na piłkę i wystawił rękę, by zamortyzować zderzenie. Nie mamy wątpliwości, że ręka była poza obrysem i to jest przewinienie. Jedyną wątpliwością z boiska było, czy ułożenie ręki Arsenicia nie spowodowało przewinienia na rywalu — tłumaczył Przybył.




Na koniec arbiter podkreślił, że jego pierwotna interpretacja była odmienna.

— Czy ktoś, kto wystawia rękę, bo ktoś na niego naskakuje, popełnia przewinienie? W mojej ocenie to nie było przewinienie. To kwestia ochrony zdrowia przed nadskakującym zawodnikiem — zakończył sędzia.

Źródło: meczyki.pl | fot. Canal+ Sport

Polacy błyszczą w Portugalii. Media chwalą reprezentantów

Jan Bednarek i Jakub Kiwior tworzą dziś oś obrony FC Porto. Polscy stoperzy szybko zaaklimatyzowali się w nowym otoczeniu i zbierają wysokie oceny w portugalskich mediach.

Polskie filary w defensywie

Jeszcze kilka tygodni temu mało kto przypuszczał, że w podstawowej jedenastce FC Porto zobaczymy dwóch reprezentantów Polski. Klub ściągnął Jana Bednarka z Southampton za 7,5 mln euro, a Jakuba Kiwiora wypożyczył z Arsenalu. Obaj natychmiast wskoczyli do wyjściowego składu i stali się kluczowymi postaciami drużyny Francesco Farioliego.

W piątkowy wieczór 19 września Bednarek i Kiwior rozegrali swoje drugie wspólne spotkanie jako para stoperów. Przed tygodniem zagrali na zero z tyłu przeciwko CD Nacional, a teraz na wyjeździe rozbili Rio Ave 3:0. Gole dla Porto zdobyli Pablo Rosario, Samu oraz Gabri Veiga. Jednak sukces ofensywy oparto na solidnej grze defensywnej dowodzonej przez Polaków.

Pochwały portugalskich mediów

Dziennik A Bola wysoko ocenił występ polskich obrońców. Bednarek otrzymał notę „6” w dziesięciopunktowej skali.

— Pomógł zneutralizować zawodnika, który mógł stanowić główne zagrożenie dla bramki Diogo Costy. Reprezentant Polski stoczył ciekawy pojedynek z Brazylijczykiem i wygrał większość akcji na boisku, zanotował też kilka fauli — napisano w uzasadnieniu.

Jeszcze lepiej oceniono Kiwiora. Według mediów zasłużył na notę „7”.

— To zawodnik, który wnosi wiele jakości do defensywy FC Porto. Były piłkarz Arsenalu odegrał decydującą rolę, blokując swoim ciałem świetny strzał Aguilery, który prawdopodobnie zakończyłby się golem. Polak nie tylko dodaje jakości w defensywie, ale także wyprowadza piłkę jak mało kto — podkreślili eksperci.

Trudny wieczór Miszty

W meczu wystąpił trzeci Polak, ale po przeciwnej stronie. Bramkarz Rio Ave, Cezary Miszta trzykrotnie musiał wyjmować piłkę z siatki, co również wpłynęło na jego ocenę.

— Stracił dwa gole z rzutów rożnych, a zwłaszcza przy drugim nie był całkowicie bez winy, bo wydawał się zbyt zaskoczony. W końcówce spotkania popisał się jednak trzema trudnymi obronami — ocenili dziennikarze.

Porto szykuje się na Ligę Europy

Zwycięstwo nad Rio Ave pozwoliło Smokom pewnie wejść w ligowy rytm. Teraz czeka je jednak inauguracja w europejskich pucharach. W czwartek FC Porto zmierzy się na wyjeździe z RB Salzburg w fazie ligowej Ligi Europy.

Źródło: Interia Sport, A Bola

Marek Papszun uderza się w pierś. „Nie ma wytłumaczenia dla naszej postawy”

Raków Częstochowa zawodzi na starcie sezonu. Po porażce z Górnikiem Zabrze trener Marek Papszun podczas konferencji prasowej zaskoczył swoją szczerością i otwarcie przyznał, że jego zespół zagrał fatalnie.

Kryzys na początku sezonu

Medaliki, które przed rozgrywkami typowano jako jednego z kandydatów do mistrzostwa, zdobyły dotąd tylko sześć punktów w sześciu meczach. Ostatnia porażka 0:1 z Górnikiem Zabrze mocno podgrzała atmosferę wokół klubu.

Na słabsze wyniki nakładały się doniesienia o napięciach w szatni, braku miejsca dla młodych polskich zawodników i nerwowych reakcjach trenera na krytykę. Dlatego piątkowa konferencja była sporym zaskoczeniem, bowiem Papszun zaprezentował się zupełnie inaczej niż w ostatnich tygodniach.

Szczere słowa trenera

Szkoleniowiec Rakowa nie owijał w bawełnę i jasno wskazał winnych słabej gry.

— Jest mi przykro, że kibice w meczu z Górnikiem oglądali taki pseudospektakl w pierwszej połowie. Nie ma żadnego publicznego wytłumaczenia dla naszej postawy w meczu z Górnikiem. Rozmawiałem przed chwilą ze Stratosem Svarnasem i mówiliśmy, że naszym problemem jest to, że na treningu prezentujemy się naprawdę dobrze, a potem przychodzi mecz i tego nie umiemy pokazać. Nic co powiem tego nie zmieni, musimy wyjść i pokazać lepsze oblicze — powiedział Papszun, cytowany przez Kamila Głębockiego.

— Mamy świetną szatnię i naprawdę atmosfera jest dobra. Na pewno wszyscy chcemy zacząć wygrywać. Dlatego tym bardziej byłem zdziwiony pierwszą połową, bo brakło nam mentalu po stracie gola, poddaliśmy się. W tym tygodniu pracowaliśmy nad mentalnością — dodał szkoleniowiec.

— Rozmawialiśmy też z zawodnikami. Wsłuchiwaliśmy się w ich oczekiwania. Ten tydzień był inny niż poprzedni — podkreślił.

Czas na Legię

Raków stoi teraz przed poważnym sprawdzianem. Już 20 września częstochowianie zmierzą się z Legią Warszawa. To spotkanie może stać się momentem przełomowym. Czas pokaże, czy zespół Papszuna rzeczywiście jest w stanie odbudować mentalność i wrócić na właściwe tory.

Źródło: Meczyki.pl, Raków Częstochowa, Kamil Głębocki

Foto: Jakub Ziemianin / Raków Częstochowa

Goncalo Feio wróci do Ekstraklasy? Portugalczyk łączony z polskim klubem

Goncalo Feio po rozstaniu z Legią Warszawa deklarował, że Polska była jego ostatnim przystankiem, ale dziś znów szuka pracy nad Wisłą. Według informacji Weszlo.com jednym z klubów zainteresowanych może być Radomiak Radom.

Krótka przygoda we Francji

Portugalczyk odszedł z Legii po zakończeniu poprzedniego sezonu. Wtedy jasno mówił, że zamyka polski rozdział w swojej karierze i zamierza kontynuować pracę we Francji. Podpisał kontrakt z Dunkierką, ale nie wytrwał tam nawet miesiąca.

Od kilku tygodni znów przebywa w Polsce i szuka nowego wyzwania. Wiele wskazuje na to, że może znaleźć je w Ekstraklasie.

Słabsza forma Radomiaka

Radomiak dobrze rozpoczął rozgrywki, ale w ostatnich tygodniach mocno spuścił z tonu. Drużyna w pięciu ostatnich kolejkach przegrała aż cztery razy i tylko raz zremisowała. Po ośmiu meczach ma na koncie zaledwie osiem punktów, co osłabiło pozycję trenera Joao Henriquesa.

Jeśli wyniki szybko się nie poprawią, w klubie może dojść do przesilenia. Wtedy naturalnym kandydatem do przejęcia zespołu byłby właśnie Feio.

Argumenty za zatrudnieniem Feio

Za Portugalczykiem przemawia kilka czynników. W Radomiaku występuje wielu jego rodaków, co ułatwiłoby mu aklimatyzację i pracę z szatnią. Istotny jest także aspekt personalny. Asystent byłego trenera Legii to brat dyrektora sportowego radomskiego klubu. Dodatkowo Feio miał już w przeszłości prowadzić rozmowy w Radomiu.

Radomiak kolejny mecz rozegra w sobotę przeciwko Piastowi Gliwice. Spotkanie rozpocznie się o 12:15 i może okazać się kluczowe dla przyszłości Joao Henriquesa. Jeśli drużyna znów zawiedzie, w Radomiu mogą przyspieszyć rozmowy z Goncalo Feio.

Źródło: Weszło

Alex Haditaghi uderza w klub Ekstraklasy. Ostra wymiana na X

Właściciel Pogoni Szczecin znów nie gryzł się w język. Alex Haditaghi brutalnie odpowiedział na obraźliwy komentarz kibica Cracovii i przy okazji zaatakował cały krakowski klub oraz jego środowisko.

Słowo kontra słowo

Kanadyjski biznesmen jest znany z ostrych wpisów w mediach społecznościowych. Tym razem sprowokował go kibic Cracovii, który nazwał go „obleśnym”. Haditaghi nie tylko odpowiedział autorowi komentarza, lecz także uderzył w całą społeczność Pasów.

— Wolę być nazywany obleśnym właścicielem, niż być częścią klubu i środowiska kibiców znanego z zabijania i dźgania ludzi nożami. Fakt, że tacy idioci jak ty z Cracovii w ogóle ośmielają się otwierać usta, jest wręcz śmieszny. Ty i cała wasza organizacja cuchniecie brudem i hańbą. Wasza społeczność kibicowska nie ma ani honoru, ani szacunku, ani klasy — tylko przemoc i tchórzostwo — napisał Haditaghi.

Na tym nie poprzestał.

— Mów o mnie, co chcesz, ale przynajmniej stoję po stronie życia, futbolu i budowania czegoś prawdziwego. Ty stoisz po stronie noży, krwi na rękach i haniebnego dziedzictwa, które kala polski futbol — dodał właściciel Pogoni.

Nie pierwszy raz

To nie pierwszy raz, kiedy Haditaghi publicznie uderza w Cracovię. Wcześniej ostro zareagował na słowa Jarosława Gambala, dyrektora skautingu Pasów, który stwierdził, że klub zrezygnował ze starań o Sama Greenwooda po poznaniu jego pensji. Anglik ostatecznie trafił do Pogoni, a właściciel Portowców nie omieszkał tego skomentować.

— Greenwood, talent na poziomie Premier League, został ci zaoferowany za darmo… a ty odmówiłeś, bo „uważasz”, że pensja jest za wysoka? To genialne. Naprawdę elitarna praca skautingowa — kpił Haditaghi.

Aktywny w mediach

Każda kolejna wypowiedź Haditaghi’ego pokazuje, że właściciel Pogoni zadomowił się w polskim środowisku i lubi aktywnie udzielać się w mediach społecznościowych. Przyszłość pokaże jednak, czy taka strategia okaże się owocna.

Źródło: X

Co dalej z Milikiem? Borek chłodno o decyzji polskiego napastnika

Arkadiusz Milik od wielu miesięcy nie pojawił się na boisku w oficjalnym meczu. Doświadczony napastnik postanowił zostać w Juventusie, mimo że jego szanse na grę są znikome. Decyzję 31-latka skomentował w Kanale Sportowym Mateusz Borek.

Długa przerwa i niepewna przyszłość

Jeszcze przed Euro 2024 Milik doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go z gry na wiele miesięcy. Od tamtej pory jego licznik występów zatrzymał się, a kibice wciąż czekają na jego powrót. Piłkarz trenuje w ośrodkach Juventusu, jednak wciąż indywidualnie, choć stan zdrowia uległ już poprawie.

Latem nie brakowało plotek o możliwym transferze. Najwięcej mówiło się o kierunku tureckim, gdzie kilka klubów było poważnie zainteresowanych sprowadzeniem Polaka. Ostatecznie Milik postanowił pozostać w Turynie, a temat zmiany barw może powrócić dopiero zimą.

Krytyczne słowa Mateusza Borka

Decyzja napastnika nie spotkała się z pełnym zrozumieniem. Swoją opinią podzielił się Mateusz Borek, który nie ukrywał rozczarowania.

— Zastanawiam się nad tą karierą. O co tu jeszcze chodzi? Umówmy się co do jednej rzeczy. Nie było polskiego piłkarza nigdy, Lewandowski jest osobną historią, który miałby takie kluby w CV. Leverkusen, Ajax, Marsylia. Może go jeszcze brat przekona na koniec do powrotu Górnika Zabrze — powiedział dziennikarz w Kanale Sportowym.

Powrót Arkadiusza Milika do Górnika Zabrze regularnie wraca w medialnych spekulacjach. Łukasz Milik, dyrektor sportowy klubu z Roosevelta, otwarcie mówi, że marzy o takim transferze i chętnie widziałby brata w barwach Górnika. Sam napastnik na razie skupia się jednak na powrocie do pełnej sprawności i walczy o rozegranie pierwszego meczu od wielu miesięcy.

Źródło: Kanał Sportowy

Pogoń Szczecin celuje wysoko. Wielkie nazwisko faworytem do objęcia drużyny

Po zwolnieniu Roberta Kolendowicza właściciel Pogoni Szczecin szuka nowego szkoleniowca. Według informacji portalu Meczyki.pl głównym kandydatem jest Philippe Clement, były trener Rangers FC, Club Brugge i AS Monaco.

Zmiany po porażce z Koroną

Sobotnia przegrana z Koroną Kielce 0:1 była dla władz Pogoni kroplą, która przelała czarę goryczy. Drużyna spadła na dziewiąte miejsce w tabeli Ekstraklasy, a właściciel klubu Alex Haditaghi zdecydował się na dymisję Roberta Kolendowicza. Jego bilans to trzy zwycięstwa, jeden remis i cztery porażki, co dało zaledwie 10 punktów na 24 możliwe.

Tymczasowo stery w klubie przejął dotychczasowy asystent Kolendowicza, Tomasz Grzegorczyk. To on poprowadzi zespół w niedzielnym spotkaniu przeciwko Lechii Gdańsk. Jednak taki stan rzeczy może nie potrwać zbyt długo.

Imponujące CV Belga

Według Meczyków najpoważniejszym kandydatem na stałego trenera jest 51-letni Philippe Clement. Belg do lutego 2025 roku prowadził Rangers FC, z którymi w 86 spotkaniach notował średnią 2,09 punktu na mecz. Wcześniej z sukcesami pracował w Club Brugge (127 meczów, 1,96 pkt) oraz w AS Monaco (73 mecze, 1,73 pkt).

Z belgijskim gigantem sięgał po trzy mistrzostwa kraju, dwa Superpuchary i jeden puchar, budując markę jednego z najlepszych trenerów w swojej ojczyźnie.

Negocjacje w toku

Nazwisko Clementa już elektryzuje kibiców Pogoni, ale rozmowy jeszcze trwają.

— 51-latek nie doszedł jeszcze do porozumienia z Pogonią. Negocjacje w sprawie ewentualnej współpracy wciąż trwają i nie wiadomo, czy zakończą się sukcesem. Belg jest natomiast człowiekiem, którego u sterów widziałby Alex Haditaghi — podają Meczyki.pl.

Jeśli transfer szkoleniowy dojdzie do skutku, będzie to jeden z największych trenerskich hitów w historii Ekstraklasy.

Źródło: Meczyki.pl

Pogoń strzela sobie w kolano nowym transferem? Brutalna opinia o Mendym

Nazwisko Benjamina Mendy’ego robi ogromne wrażenie, ale jego ostatnie lata na boisku dalekie są od dawnej świetności. Według eksperta od ligi szwajcarskiej Pogoń Szczecin może mieć więcej problemów niż pożytku z mistrza świata z 2018 roku.

Od wielkich pieniędzy do sportowego zastoju

W 2017 roku Manchester City zapłacił za Mendy’ego aż 57 milionów euro. Kilka miesięcy później obrońca świętował mistrzostwo świata z reprezentacją Francji. Wydawało się, że przed nim dekada gry na najwyższym poziomie. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej brutalna.

Z powodu procesów sądowych związanych z oskarżeniami o przestępstwa seksualne, z których został później uniewinniony, Mendy praktycznie zniknął z piłkarskiej mapy. W ciągu czterech sezonów rozegrał zaledwie 24 mecze.

Krótki epizod w Szwajcarii

Dopiero w lutym 2024 roku 31-letni defensor znalazł nowy klub. Trafił do FC Zürich, w którym zdążył wystąpić siedem razy w lidze i raz w Pucharze Szwajcarii. W debiucie zanotował asystę, ale już w kwietniu wypadł z gry przez kontuzję mięśniową.

Opinie na jego temat były jednoznaczne. Profil „Szwajcarska piłka” na portalu X podsumował go ostro:

— Haha, Benjamin Mendy w Pogoni Szczecin. Trzymajcie się tam w Szczecinie, będziecie grać jednego mniej, a przeciwnicy jednego więcej. Na szczęście w FC Zürich szybko się z nim pożegnano po 8 meczach, ale kilka goli zdążył zawalić.

Sam trener klubu po współpracy z Fracnuzem również nie krył niezadowolenia. Według Ricardo Moniza Mendy nie spełnił oczekiwań, a jego forma nie była na poziomie ligi szwajcarskiej.

Kontrakt Mendy’ego z FC Zürich miał obowiązywać aż do czerwca 2026 roku, ale został rozwiązany po zaledwie kilku miesiącach. Teraz francuski obrońca spróbuje odbudować się w Pogoni Szczecin.

Źródło: X, Weszło

Tyle GKS Katowice zaoferował Puchaczowi. O transferze do Baku zdecydowały pieniądze

Tymoteusz Puchacz był o krok od powrotu do Ekstraklasy, jednak w ostatniej chwili zmienił kierunek i trafił do azerskiego Sabah FK. Jak ustalił portal Sportowy-poznan.pl, decydujące okazały się warunki finansowe.

Zwrot w transferze

Latem 26-letni obrońca znalazł się w trudnym położeniu. W Holstein Kiel zabrakło dla niego miejsca, dlatego przygotowania do sezonu musiał prowadzić indywidualnie. Liczył na ciekawą propozycję z zagranicy, lecz oferty były nieliczne i mało atrakcyjne.

W końcówce letniego okna transferowego coraz realniejszy stawał się jego powrót do Polski. Wszystko wskazywało na to, że podpisze kontrakt z GKS-em Katowice. Strony porozumiały się co do szczegółów indywidualnej współpracy, gdy niespodziewanie na horyzoncie pojawił się Sabah FK. Klub z Baku szybko przedstawił lepsze warunki i przejął transfer.

Różnica w pensji zrobiła swoje

Jak poinformował serwis Sportowy-poznan.pl, katowiczanie oferowali Puchaczowi około 85 tysięcy złotych brutto miesięcznie. Działacze z Azerbejdżanu przebili tę propozycję, a to wystarczyło, by zawodnik zdecydował się na bardziej egzotyczny kierunek.

Debiut w nowych barwach

Puchacz dołączył do Sabahu na zasadzie rocznego wypożyczenia z Holstein Kiel. W swoim pierwszym meczu wystąpił od pierwszej minuty. Premierowe spotkanie w nowych barwach zakończyło się bezbramkowym remisem.

Źródło: Sportowy Poznań

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.