Polacy błyszczą w Portugalii. Media chwalą reprezentantów

Jan Bednarek i Jakub Kiwior tworzą dziś oś obrony FC Porto. Polscy stoperzy szybko zaaklimatyzowali się w nowym otoczeniu i zbierają wysokie oceny w portugalskich mediach.

Polskie filary w defensywie

Jeszcze kilka tygodni temu mało kto przypuszczał, że w podstawowej jedenastce FC Porto zobaczymy dwóch reprezentantów Polski. Klub ściągnął Jana Bednarka z Southampton za 7,5 mln euro, a Jakuba Kiwiora wypożyczył z Arsenalu. Obaj natychmiast wskoczyli do wyjściowego składu i stali się kluczowymi postaciami drużyny Francesco Farioliego.

W piątkowy wieczór 19 września Bednarek i Kiwior rozegrali swoje drugie wspólne spotkanie jako para stoperów. Przed tygodniem zagrali na zero z tyłu przeciwko CD Nacional, a teraz na wyjeździe rozbili Rio Ave 3:0. Gole dla Porto zdobyli Pablo Rosario, Samu oraz Gabri Veiga. Jednak sukces ofensywy oparto na solidnej grze defensywnej dowodzonej przez Polaków.

Pochwały portugalskich mediów

Dziennik A Bola wysoko ocenił występ polskich obrońców. Bednarek otrzymał notę „6” w dziesięciopunktowej skali.

— Pomógł zneutralizować zawodnika, który mógł stanowić główne zagrożenie dla bramki Diogo Costy. Reprezentant Polski stoczył ciekawy pojedynek z Brazylijczykiem i wygrał większość akcji na boisku, zanotował też kilka fauli — napisano w uzasadnieniu.

Jeszcze lepiej oceniono Kiwiora. Według mediów zasłużył na notę „7”.

— To zawodnik, który wnosi wiele jakości do defensywy FC Porto. Były piłkarz Arsenalu odegrał decydującą rolę, blokując swoim ciałem świetny strzał Aguilery, który prawdopodobnie zakończyłby się golem. Polak nie tylko dodaje jakości w defensywie, ale także wyprowadza piłkę jak mało kto — podkreślili eksperci.

Trudny wieczór Miszty

W meczu wystąpił trzeci Polak, ale po przeciwnej stronie. Bramkarz Rio Ave, Cezary Miszta trzykrotnie musiał wyjmować piłkę z siatki, co również wpłynęło na jego ocenę.

— Stracił dwa gole z rzutów rożnych, a zwłaszcza przy drugim nie był całkowicie bez winy, bo wydawał się zbyt zaskoczony. W końcówce spotkania popisał się jednak trzema trudnymi obronami — ocenili dziennikarze.

Porto szykuje się na Ligę Europy

Zwycięstwo nad Rio Ave pozwoliło Smokom pewnie wejść w ligowy rytm. Teraz czeka je jednak inauguracja w europejskich pucharach. W czwartek FC Porto zmierzy się na wyjeździe z RB Salzburg w fazie ligowej Ligi Europy.

Źródło: Interia Sport, A Bola

Marek Papszun uderza się w pierś. „Nie ma wytłumaczenia dla naszej postawy”

Raków Częstochowa zawodzi na starcie sezonu. Po porażce z Górnikiem Zabrze trener Marek Papszun podczas konferencji prasowej zaskoczył swoją szczerością i otwarcie przyznał, że jego zespół zagrał fatalnie.

Kryzys na początku sezonu

Medaliki, które przed rozgrywkami typowano jako jednego z kandydatów do mistrzostwa, zdobyły dotąd tylko sześć punktów w sześciu meczach. Ostatnia porażka 0:1 z Górnikiem Zabrze mocno podgrzała atmosferę wokół klubu.

Na słabsze wyniki nakładały się doniesienia o napięciach w szatni, braku miejsca dla młodych polskich zawodników i nerwowych reakcjach trenera na krytykę. Dlatego piątkowa konferencja była sporym zaskoczeniem, bowiem Papszun zaprezentował się zupełnie inaczej niż w ostatnich tygodniach.

Szczere słowa trenera

Szkoleniowiec Rakowa nie owijał w bawełnę i jasno wskazał winnych słabej gry.

— Jest mi przykro, że kibice w meczu z Górnikiem oglądali taki pseudospektakl w pierwszej połowie. Nie ma żadnego publicznego wytłumaczenia dla naszej postawy w meczu z Górnikiem. Rozmawiałem przed chwilą ze Stratosem Svarnasem i mówiliśmy, że naszym problemem jest to, że na treningu prezentujemy się naprawdę dobrze, a potem przychodzi mecz i tego nie umiemy pokazać. Nic co powiem tego nie zmieni, musimy wyjść i pokazać lepsze oblicze — powiedział Papszun, cytowany przez Kamila Głębockiego.

— Mamy świetną szatnię i naprawdę atmosfera jest dobra. Na pewno wszyscy chcemy zacząć wygrywać. Dlatego tym bardziej byłem zdziwiony pierwszą połową, bo brakło nam mentalu po stracie gola, poddaliśmy się. W tym tygodniu pracowaliśmy nad mentalnością — dodał szkoleniowiec.

— Rozmawialiśmy też z zawodnikami. Wsłuchiwaliśmy się w ich oczekiwania. Ten tydzień był inny niż poprzedni — podkreślił.

Czas na Legię

Raków stoi teraz przed poważnym sprawdzianem. Już 20 września częstochowianie zmierzą się z Legią Warszawa. To spotkanie może stać się momentem przełomowym. Czas pokaże, czy zespół Papszuna rzeczywiście jest w stanie odbudować mentalność i wrócić na właściwe tory.

Źródło: Meczyki.pl, Raków Częstochowa, Kamil Głębocki

Foto: Jakub Ziemianin / Raków Częstochowa

Goncalo Feio wróci do Ekstraklasy? Portugalczyk łączony z polskim klubem

Goncalo Feio po rozstaniu z Legią Warszawa deklarował, że Polska była jego ostatnim przystankiem, ale dziś znów szuka pracy nad Wisłą. Według informacji Weszlo.com jednym z klubów zainteresowanych może być Radomiak Radom.

Krótka przygoda we Francji

Portugalczyk odszedł z Legii po zakończeniu poprzedniego sezonu. Wtedy jasno mówił, że zamyka polski rozdział w swojej karierze i zamierza kontynuować pracę we Francji. Podpisał kontrakt z Dunkierką, ale nie wytrwał tam nawet miesiąca.

Od kilku tygodni znów przebywa w Polsce i szuka nowego wyzwania. Wiele wskazuje na to, że może znaleźć je w Ekstraklasie.

Słabsza forma Radomiaka

Radomiak dobrze rozpoczął rozgrywki, ale w ostatnich tygodniach mocno spuścił z tonu. Drużyna w pięciu ostatnich kolejkach przegrała aż cztery razy i tylko raz zremisowała. Po ośmiu meczach ma na koncie zaledwie osiem punktów, co osłabiło pozycję trenera Joao Henriquesa.

Jeśli wyniki szybko się nie poprawią, w klubie może dojść do przesilenia. Wtedy naturalnym kandydatem do przejęcia zespołu byłby właśnie Feio.

Argumenty za zatrudnieniem Feio

Za Portugalczykiem przemawia kilka czynników. W Radomiaku występuje wielu jego rodaków, co ułatwiłoby mu aklimatyzację i pracę z szatnią. Istotny jest także aspekt personalny. Asystent byłego trenera Legii to brat dyrektora sportowego radomskiego klubu. Dodatkowo Feio miał już w przeszłości prowadzić rozmowy w Radomiu.

Radomiak kolejny mecz rozegra w sobotę przeciwko Piastowi Gliwice. Spotkanie rozpocznie się o 12:15 i może okazać się kluczowe dla przyszłości Joao Henriquesa. Jeśli drużyna znów zawiedzie, w Radomiu mogą przyspieszyć rozmowy z Goncalo Feio.

Źródło: Weszło

Alex Haditaghi uderza w klub Ekstraklasy. Ostra wymiana na X

Właściciel Pogoni Szczecin znów nie gryzł się w język. Alex Haditaghi brutalnie odpowiedział na obraźliwy komentarz kibica Cracovii i przy okazji zaatakował cały krakowski klub oraz jego środowisko.

Słowo kontra słowo

Kanadyjski biznesmen jest znany z ostrych wpisów w mediach społecznościowych. Tym razem sprowokował go kibic Cracovii, który nazwał go „obleśnym”. Haditaghi nie tylko odpowiedział autorowi komentarza, lecz także uderzył w całą społeczność Pasów.

— Wolę być nazywany obleśnym właścicielem, niż być częścią klubu i środowiska kibiców znanego z zabijania i dźgania ludzi nożami. Fakt, że tacy idioci jak ty z Cracovii w ogóle ośmielają się otwierać usta, jest wręcz śmieszny. Ty i cała wasza organizacja cuchniecie brudem i hańbą. Wasza społeczność kibicowska nie ma ani honoru, ani szacunku, ani klasy — tylko przemoc i tchórzostwo — napisał Haditaghi.

Na tym nie poprzestał.

— Mów o mnie, co chcesz, ale przynajmniej stoję po stronie życia, futbolu i budowania czegoś prawdziwego. Ty stoisz po stronie noży, krwi na rękach i haniebnego dziedzictwa, które kala polski futbol — dodał właściciel Pogoni.

Nie pierwszy raz

To nie pierwszy raz, kiedy Haditaghi publicznie uderza w Cracovię. Wcześniej ostro zareagował na słowa Jarosława Gambala, dyrektora skautingu Pasów, który stwierdził, że klub zrezygnował ze starań o Sama Greenwooda po poznaniu jego pensji. Anglik ostatecznie trafił do Pogoni, a właściciel Portowców nie omieszkał tego skomentować.

— Greenwood, talent na poziomie Premier League, został ci zaoferowany za darmo… a ty odmówiłeś, bo „uważasz”, że pensja jest za wysoka? To genialne. Naprawdę elitarna praca skautingowa — kpił Haditaghi.

Aktywny w mediach

Każda kolejna wypowiedź Haditaghi’ego pokazuje, że właściciel Pogoni zadomowił się w polskim środowisku i lubi aktywnie udzielać się w mediach społecznościowych. Przyszłość pokaże jednak, czy taka strategia okaże się owocna.

Źródło: X

Co dalej z Milikiem? Borek chłodno o decyzji polskiego napastnika

Arkadiusz Milik od wielu miesięcy nie pojawił się na boisku w oficjalnym meczu. Doświadczony napastnik postanowił zostać w Juventusie, mimo że jego szanse na grę są znikome. Decyzję 31-latka skomentował w Kanale Sportowym Mateusz Borek.

Długa przerwa i niepewna przyszłość

Jeszcze przed Euro 2024 Milik doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go z gry na wiele miesięcy. Od tamtej pory jego licznik występów zatrzymał się, a kibice wciąż czekają na jego powrót. Piłkarz trenuje w ośrodkach Juventusu, jednak wciąż indywidualnie, choć stan zdrowia uległ już poprawie.

Latem nie brakowało plotek o możliwym transferze. Najwięcej mówiło się o kierunku tureckim, gdzie kilka klubów było poważnie zainteresowanych sprowadzeniem Polaka. Ostatecznie Milik postanowił pozostać w Turynie, a temat zmiany barw może powrócić dopiero zimą.

Krytyczne słowa Mateusza Borka

Decyzja napastnika nie spotkała się z pełnym zrozumieniem. Swoją opinią podzielił się Mateusz Borek, który nie ukrywał rozczarowania.

— Zastanawiam się nad tą karierą. O co tu jeszcze chodzi? Umówmy się co do jednej rzeczy. Nie było polskiego piłkarza nigdy, Lewandowski jest osobną historią, który miałby takie kluby w CV. Leverkusen, Ajax, Marsylia. Może go jeszcze brat przekona na koniec do powrotu Górnika Zabrze — powiedział dziennikarz w Kanale Sportowym.

Powrót Arkadiusza Milika do Górnika Zabrze regularnie wraca w medialnych spekulacjach. Łukasz Milik, dyrektor sportowy klubu z Roosevelta, otwarcie mówi, że marzy o takim transferze i chętnie widziałby brata w barwach Górnika. Sam napastnik na razie skupia się jednak na powrocie do pełnej sprawności i walczy o rozegranie pierwszego meczu od wielu miesięcy.

Źródło: Kanał Sportowy

Pogoń Szczecin celuje wysoko. Wielkie nazwisko faworytem do objęcia drużyny

Po zwolnieniu Roberta Kolendowicza właściciel Pogoni Szczecin szuka nowego szkoleniowca. Według informacji portalu Meczyki.pl głównym kandydatem jest Philippe Clement, były trener Rangers FC, Club Brugge i AS Monaco.

Zmiany po porażce z Koroną

Sobotnia przegrana z Koroną Kielce 0:1 była dla władz Pogoni kroplą, która przelała czarę goryczy. Drużyna spadła na dziewiąte miejsce w tabeli Ekstraklasy, a właściciel klubu Alex Haditaghi zdecydował się na dymisję Roberta Kolendowicza. Jego bilans to trzy zwycięstwa, jeden remis i cztery porażki, co dało zaledwie 10 punktów na 24 możliwe.

Tymczasowo stery w klubie przejął dotychczasowy asystent Kolendowicza, Tomasz Grzegorczyk. To on poprowadzi zespół w niedzielnym spotkaniu przeciwko Lechii Gdańsk. Jednak taki stan rzeczy może nie potrwać zbyt długo.

Imponujące CV Belga

Według Meczyków najpoważniejszym kandydatem na stałego trenera jest 51-letni Philippe Clement. Belg do lutego 2025 roku prowadził Rangers FC, z którymi w 86 spotkaniach notował średnią 2,09 punktu na mecz. Wcześniej z sukcesami pracował w Club Brugge (127 meczów, 1,96 pkt) oraz w AS Monaco (73 mecze, 1,73 pkt).

Z belgijskim gigantem sięgał po trzy mistrzostwa kraju, dwa Superpuchary i jeden puchar, budując markę jednego z najlepszych trenerów w swojej ojczyźnie.

Negocjacje w toku

Nazwisko Clementa już elektryzuje kibiców Pogoni, ale rozmowy jeszcze trwają.

— 51-latek nie doszedł jeszcze do porozumienia z Pogonią. Negocjacje w sprawie ewentualnej współpracy wciąż trwają i nie wiadomo, czy zakończą się sukcesem. Belg jest natomiast człowiekiem, którego u sterów widziałby Alex Haditaghi — podają Meczyki.pl.

Jeśli transfer szkoleniowy dojdzie do skutku, będzie to jeden z największych trenerskich hitów w historii Ekstraklasy.

Źródło: Meczyki.pl

Pogoń strzela sobie w kolano nowym transferem? Brutalna opinia o Mendym

Nazwisko Benjamina Mendy’ego robi ogromne wrażenie, ale jego ostatnie lata na boisku dalekie są od dawnej świetności. Według eksperta od ligi szwajcarskiej Pogoń Szczecin może mieć więcej problemów niż pożytku z mistrza świata z 2018 roku.

Od wielkich pieniędzy do sportowego zastoju

W 2017 roku Manchester City zapłacił za Mendy’ego aż 57 milionów euro. Kilka miesięcy później obrońca świętował mistrzostwo świata z reprezentacją Francji. Wydawało się, że przed nim dekada gry na najwyższym poziomie. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej brutalna.

Z powodu procesów sądowych związanych z oskarżeniami o przestępstwa seksualne, z których został później uniewinniony, Mendy praktycznie zniknął z piłkarskiej mapy. W ciągu czterech sezonów rozegrał zaledwie 24 mecze.

Krótki epizod w Szwajcarii

Dopiero w lutym 2024 roku 31-letni defensor znalazł nowy klub. Trafił do FC Zürich, w którym zdążył wystąpić siedem razy w lidze i raz w Pucharze Szwajcarii. W debiucie zanotował asystę, ale już w kwietniu wypadł z gry przez kontuzję mięśniową.

Opinie na jego temat były jednoznaczne. Profil „Szwajcarska piłka” na portalu X podsumował go ostro:

— Haha, Benjamin Mendy w Pogoni Szczecin. Trzymajcie się tam w Szczecinie, będziecie grać jednego mniej, a przeciwnicy jednego więcej. Na szczęście w FC Zürich szybko się z nim pożegnano po 8 meczach, ale kilka goli zdążył zawalić.

Sam trener klubu po współpracy z Fracnuzem również nie krył niezadowolenia. Według Ricardo Moniza Mendy nie spełnił oczekiwań, a jego forma nie była na poziomie ligi szwajcarskiej.

Kontrakt Mendy’ego z FC Zürich miał obowiązywać aż do czerwca 2026 roku, ale został rozwiązany po zaledwie kilku miesiącach. Teraz francuski obrońca spróbuje odbudować się w Pogoni Szczecin.

Źródło: X, Weszło

Tyle GKS Katowice zaoferował Puchaczowi. O transferze do Baku zdecydowały pieniądze

Tymoteusz Puchacz był o krok od powrotu do Ekstraklasy, jednak w ostatniej chwili zmienił kierunek i trafił do azerskiego Sabah FK. Jak ustalił portal Sportowy-poznan.pl, decydujące okazały się warunki finansowe.

Zwrot w transferze

Latem 26-letni obrońca znalazł się w trudnym położeniu. W Holstein Kiel zabrakło dla niego miejsca, dlatego przygotowania do sezonu musiał prowadzić indywidualnie. Liczył na ciekawą propozycję z zagranicy, lecz oferty były nieliczne i mało atrakcyjne.

W końcówce letniego okna transferowego coraz realniejszy stawał się jego powrót do Polski. Wszystko wskazywało na to, że podpisze kontrakt z GKS-em Katowice. Strony porozumiały się co do szczegółów indywidualnej współpracy, gdy niespodziewanie na horyzoncie pojawił się Sabah FK. Klub z Baku szybko przedstawił lepsze warunki i przejął transfer.

Różnica w pensji zrobiła swoje

Jak poinformował serwis Sportowy-poznan.pl, katowiczanie oferowali Puchaczowi około 85 tysięcy złotych brutto miesięcznie. Działacze z Azerbejdżanu przebili tę propozycję, a to wystarczyło, by zawodnik zdecydował się na bardziej egzotyczny kierunek.

Debiut w nowych barwach

Puchacz dołączył do Sabahu na zasadzie rocznego wypożyczenia z Holstein Kiel. W swoim pierwszym meczu wystąpił od pierwszej minuty. Premierowe spotkanie w nowych barwach zakończyło się bezbramkowym remisem.

Źródło: Sportowy Poznań

Koniec burzliwego rozdziału w historii Widzewa. Głośne odejście z zarządu klubu

Maciej Szymański złożył rezygnację z funkcji wiceprezesa Widzewa. Klub oficjalnie poinformował, że jego mandat w zarządzie wygaśnie 8 października. To symboliczne zakończenie okresu, który w ostatnich tygodniach obfitował w niepożądane skandale.

Rezygnacja po zamieszaniu wokół wesela

Wesele Macieja Szymańskiego w Grecji stało się punktem zapalnym wydarzeń, które mocno uderzyły w wizerunek Widzewa. Na uroczystości pojawił się między innymi Patryk Czubak, niedawny asystent Żeljko Sopicia, a od niedawna pierwszy trener zespołu.

Problem polegał na tym, że szkoleniowiec w trakcie przerwy w treningach poleciał świętować, podczas gdy jego piłkarze ćwiczyli indywidualnie, rozproszeni po całym świecie.

Gdy sprawa wyszła na jaw, klub komunikował się w sposób chaotyczny i niespójny. Ostatecznie Czubak został wezwany do powrotu, jednak w Łodzi nie czekała na niego cała drużyna, co dodatkowo spotęgowało krytykę. To właśnie od tego momentu presja medialna na władze Widzewa zaczęła systematycznie narastać.

Oficjalne stanowisko i osobiste słowa

Rezygnacja Szymańskiego została potwierdzona w oficjalnym komunikacie klubu. Sam działacz podkreślił, że decyzja była świadoma:

— Przychodziłem do klubu będącego w II lidze, a odchodzę z niego, gdy jest już czwarty sezon w Ekstraklasie. Był to dla mnie wspaniały czas, pełen doświadczeń i wyzwań, z którymi trzeba było mierzyć się każdego dnia. Podjęta przeze mnie decyzja jest świadoma, choć na pewno trudna z perspektywy drogi przebytej z klubem przez te lata — zaznaczył Szymański.

Działacz rozpoczął swoją pracę w Widzewie w 2019 roku jako dyrektor Akademii. Funkcję wiceprezesa pełnił od maja 2023 roku.

Źródło: Widzew Łódź, Weszło

Skandal w Anglii. Właściciele klubu próbowali kupić stadion fałszywym kontem bankowym

Na najwyższym poziomie rozgrywkowym rugby w Anglii doszło do sytuacji bez precedensu. Dwaj właściciele Salford Red Devils, Isiosaia Kailahi i Curtiz Brown, próbowali nabyć stadion, posługując się fałszywymi dokumentami bankowymi.

Klub z wielką historią i wielkimi problemami

Salford Red Devils to jeden z najbardziej zasłużonych klubów w historii brytyjskiego rugby. Zespół sięgał po mistrzostwo kraju sześciokrotnie, lecz ostatni tytuł zdobył jeszcze w sezonie 1975/76. W ostatnich dekadach klub boryka się jednak z gigantycznymi problemami finansowymi, co przekłada się także na wyniki sportowe.

W bieżącej kampanii Super League drużyna zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Na jej koncie są zaledwie trzy zwycięstwa i aż 22 porażki.

Nowi właściciele i plan zakupu stadionu

Na początku 2025 roku Red Devils przejęli Isiosaia Kailahi i Curtiz Brown. Obaj mieli za zadanie uregulować długi i postawić klub na nogi. Zamiast poprawy sytuacji, kłopoty zaczęły się pogłębiać. Mimo to właściciele wyszli z inicjatywą zakupu nowego stadionu.

Podczas finalizacji umowy pojawił się jednak szokujący problem. Jak donosi The Sun, okazało się, że dokumenty przedstawione Radzie Miasta Salford były sfałszowane. Na bankowych wyciągach znajdowały się transakcje z przyszłości.

W obliczu zarzutów Curtiz Brown próbował bronić się, wydając oświadczenie.

– Każdy dokument, który dostarczyliśmy, był prawdziwy w momencie przekazania, w tym zestawienia finansowe. Jeśli przedstawiono fałszywy dokument, nic o tym nie wiemy i nie możemy ponosić odpowiedzialności za materiały dostarczone poza naszą kontrolą – przekazał Brown.

Transakcja anulowana i kolejne kłopoty

Rada Miasta Salford oraz bank Emirates NBD jednoznacznie stwierdziły, że dokumentacja była nieprawdziwa. W konsekwencji transakcję anulowano.

Na tym jednak problemy Kailahiego i Browna się nie kończą. Władze zażądały od właścicieli Red Devils ujawnienia pełnych informacji na temat konsorcjów, które reprezentują, oraz przekazania danych dotyczących wszystkich posiadanych kont bankowych.

Przyszłość zasłużonego klubu staje pod coraz większym znakiem zapytania.

Źródło: The Sun, Meczyki.pl

Koszmar bramkarza Mołdawii. Zdradził kulisy rozmowy z Haalandem po wpuszczeniu 11 bramek

Cristian Avram we wtorkowy wieczór przeżył najgorszy mecz w swojej karierze. Bramkarz reprezentacji Mołdawii aż 11 razy wyciągał piłkę z siatki w spotkaniu z Norwegią, a jego największym katem był Erling Haaland, który zdobył pięć bramek. Po spotkaniu 31-latek zdradził kulisy rozmowy z napastnikiem Manchesteru City.

Haaland nie miał litości

Norwegowie zdemolowali rywali 11:1, a popis strzelecki Haalanda był jedną z głównych przyczyn tego pogromu. Snajper Manchesteru City skompletował hat-tricka jeszcze przed przerwą, a po zmianie stron dołożył kolejne dwa trafienia. Na listę strzelców wpisali się również Thelo Aasgaard (cztery bramki), Felix Myhre i Martin Ødegaard. Dla Mołdawii spotkanie zakończyło się upokorzeniem, a dla Avrama bolesnym doświadczeniem.

– Rozmawiałem z Erlingiem. Powiedział, że to nie moja wina i wyjaśnił, że musi próbować strzelać kolejne gole ze względu na bilans bramek. Rozumiem go. To część gry. On chciał walczyć dalej – powiedział Avram w rozmowie cytowanej przez tv2.no.

Pierwszy raz tyle wpuścił

Mołdawski bramkarz został zapytany, czy kiedykolwiek wcześniej zdarzyło mu się stracić jedenaście goli w jednym meczu.

– Żartujesz? Oczywiście, że nie – odparł z uśmiechem.

– Co mam ci powiedzieć? Przecież nie umieram. Muszę pozostać silny. Za kilka dni rozgrywam kolejny mecz, ale 11 bramek to naprawdę dużo – dodał.

Stojący po drugiej stronie boiska Orjan Nyland nie krył współczucia dla swojego odpowiednika.

– Na szczęście sam nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Mogę się tylko domyślać, że to nie było zbyt przyjemne. Współczuję mu – przyznał 35-letni bramkarz Norwegii.

Wysokie zwycięstwo znacząco przybliżyło Norwegię do wywalczenia bezpośredniego awansu na mistrzostwa świata 2026. Zespół prowadzi w grupie I z sześciopunktową przewagą nad Włochami, którzy jednak mają rozegrany jeden mecz mniej.

Źródło: tv2.no, Przegląd Sportowy Onet

Zaskakujące wieści o Dawidowiczu. Obrońca rozwiązał kontrakt po miesiącu w nowym klubie

Paweł Dawidowicz pozostaje bez klubu, choć wydawało się, że jego przyszłość jest już ustalona. Łukasz Gikiewicz ujawnił kulisy krótkiej przygody reprezentanta Polski w Arabii Saudyjskiej.

Rozstanie z Hellasem i transferowe zawirowania

30-letni obrońca latem zakończył kilkuletnią przygodę z Hellasem Werona. Jego kontrakt wygasł wraz z końcem czerwca, a Dawidowicz stał się wolnym zawodnikiem. Wydawało się, że przeniesie się do Arabii Saudyjskiej. Zainteresowanie wykazywał beniaminek ekstraklasy, Al-Hazam.

Spekulacje przycichły, ale jak się okazuje nie bez powodu. Niespodziewane informacje w tej sprawie przekazał Łukasz Gikiewicz.

– Paweł Dawidowicz kilka dni temu rozwiązał kontrakt z klubem z Arabii Saudyjskiej. Był tam miesiąc – powiedział na kanale WeszloTV.

To oznacza, że Polak faktycznie podpisał umowę z Al-Hazam, lecz strony bardzo szybko się rozstały.

Co dalej z obrońcą reprezentacji?

Dawidowicz nadal pozostaje bez klubu. W ostatnich tygodniach pojawiały się doniesienia, że może trafić do Sampdorii. Na razie jednak nie ma w tej sprawie żadnych konkretów.

Jednym z atutów Polaka w tej sytuacji jest fakt, że jako wolny zawodnik nie jest związany ramami okna transferowego. Może podpisać kontrakt w dowolnym momencie, gdy tylko pojawi się odpowiednia oferta.

Źródło: Weszło

Boniek o Lewandowskim: „Wolę go, gdy strzela gole, a nie gdy eliminuje pomocników”

Robert Lewandowski zdobył jedną z bramek w wygranym 3:1 meczu z Finlandią. Postawę kapitana reprezentacji Polski we wrześniowych spotkaniach ocenił były prezes PZPN, Zbigniew Boniek.

Ostrożne zarządzanie minutami Lewandowskiego

Napastnik Barcelony wrócił do gry po kontuzji, która wykluczyła go z pierwszej kolejki La Liga. W kolejnych dwóch ligowych spotkaniach pojawiał się tylko z ławki. W kadrze Jana Urbana Lewandowski zagrał od początku zarówno z Holandią, jak i Finlandią, jednak w obu przypadkach opuszczał murawę jeszcze przed 70. minutą.

Przeciwko Holandii 36-letni snajper był mniej widoczny. Jak sam przyznał po meczu, jego zadaniem było ograniczanie swobody Frenkiego de Jonga. To właśnie taką rolę wyznaczył mu sztab szkoleniowy.

Boniek sceptyczny wobec tłumaczeń

Były prezes PZPN nie ukrywa, że ma wątpliwości co do słów Lewandowskiego po meczu w Rotterdamie.

– Po pierwszym mówił, że starał się wyłączyć De Jonga. Ja tam mu w to specjalnie nie wierzę – przyznał Boniek w rozmowie z Romanem Kołtoniem na kanale Prawda Futbolu.

Znacznie lepsze wrażenie Lewandowski pozostawił po starciu z Finlandią. Zdobył gola na 2:0, a później brał udział w akcji zakończonej trzecim trafieniem Polaków.

– W drugim meczu zrobił to, co do niego należało. Strzelił bramkę i brał udział przy trzeciej bramce. Ja wolę Roberta Lewandowskiego, który strzela bramki i stwarza sytuacje niż eliminuje pomocników drużyny przeciwnej – podsumował Boniek.

Sam kapitan reprezentacji po meczu z Finlandią przyznał, że tym razem czuł się na boisku zdecydowanie swobodniej niż kilka dni wcześniej w Rotterdamie. To dobry sygnał przed kolejnymi spotkaniami eliminacyjnymi, które Polacy rozegrają w październiku.

Źródło: Prawada Futbolu

Urban po zwycięstwie z Finlandią: „Mamy jeszcze sporo do poprawy”

Selekcjoner reprezentacji Polski po zwycięstwie 3:1 nad Finlandią ocenił grę zespołu i wskazał elementy, nad którymi drużyna wciąż musi pracować. Trener mówił zarówno o golu Lewandowskiego, asyście Zielińskiego, jak i o problemach taktycznych.

„To jest klasa”

Urban został zapytany, które zagranie bardziej mu się podobało: gol Matty’ego Casha z Holandią czy asysta Piotra Zielińskiego przy trafieniu Roberta Lewandowskiego z Finlandią.

– Zagranie Zielińskiego. Ja lubię grę kombinacyjną, tam musieli zakombinować, a Matty zamknął oczy i po widłach sprawdził bramkarza. Jakościowo ta dzisiejsza akcja jest znakomita. Zauważ, że gra piłkę, tam jest ich chyba pięciu co najmniej, a on wychodzi sam na sam. No to jest klasa – podkreślił selekcjoner.

Ważne punkty w eliminacjach

Trener zaznaczył, że dorobek z wrześniowego zgrupowania jest istotny w kontekście walki o mundial w 2026 roku.

– Ten punkt zdobyty z Holendrami jest ważny, bo dzisiaj dołożyliśmy trzy z Finlandią, czyli z drużyną, z którą będziemy walczyć o drugą pozycję w grupie. Oczywiście będziemy się starać wygrać wszystkie spotkania, ale nie musi się to okazać wystarczające do zajęcia pierwszego miejsca – zaczął Urban.

Styl dopasowany do zawodników

Szkoleniowiec wyjaśnił, że obecna koncepcja gry kadry bazuje przede wszystkim na atutach skrzydłowych.

– Obecny sposób gry jest dobrze dostosowany do zawodników, jakich mamy do dyspozycji. Chodzi mi tu przede wszystkim o skrzydłowych, którzy mają szybkość i dryblingi, co chcemy wykorzystać. Jak kogoś z nich zmieniamy, to wprowadzamy kogoś o podobnej charakterystyce. Jest jeszcze jednak sporo do zrobienia. Mamy zbyt mało korekt w orientacji gry, by było łatwiej wykreować przestrzeń. Jest też atak pozycyjny, na który mogą sobie pozwolić pewne drużyny i takie, które nie mają wysokiego poziomu, by sobie na to pozwolić – kontynuował selekcjoner.

Pressing Finów i końcówka meczu

Urban wskazał także na trudności w budowaniu akcji, które wynikały z wysokiego pressingu rywali.

– Mieliśmy problem w budowaniu akcji, bo kurcze ci Finowie wyszli wysoko, zaatakowali pressingiem i całkiem dobrze skoordynowanym. Przy dokonanej analizie nie robili tego tak dobrze, ale dzisiaj nie dawali nam za dużo miejsca. Nie pozwalali nam zmieniać orientacji gry. Nad tym pracowaliśmy, bo w ten sposób jest łatwiej uciec spod pressingu. Mieliśmy kłopot, ale oby zawsze takie były. Sami stwarzaliśmy sytuacje i zdobywaliśmy bramki, nie pozwalając Finom zagrozić nam w pierwszej połowie – powiedział.

Selekcjoner zwrócił również uwagę na aspekt mentalny po straconym golu.

– Za bardzo uwierzyliśmy, że nie mogą nam nic zrobić. Tego nie można robić, bo w piłce nożnej mental to niesamowita rzecz, bo mecz zmienia się wtedy, kiedy przeciwnik łapie kontakt. Stan psychiczny zawodników zmienia się, bo wierzą, że dadzą radę. Mieliśmy trzy gole przewagi, więc do tego kontaktu brakowało, ale tak się dzieje, że jedno czy drugie wydarzenie zmienia oblicze w głowach piłkarzy – zakończył na temat wydarzeń z końcówki spotkania.

Dlaczego Cash nie wyszedł na drugą połowę?

Urban zdradził również powód zmiany Matty’ego Casha już w przerwie meczu.

– Miał stłuczony mocno mięsień po faulu. Typowe uderzenie kolanem w czworogłowy, po którym zaczyna coraz bardziej twardnieć przy bieganiu. W końcówce pierwszej połowy widziałem, że już utykał. Sam chciał grać dalej, ale osobiście go przekonałem do zmiany, bo tak pograłby z pięć minut i stracilibyśmy okienko na roszadę – przyznał trener.

Źródło: Łączy Nas Piłka

Kulisy cieszynki Casha, Zalewskiego i Zielińskiego. Tak ona powstała

Piotr Zieliński ujawnił kulisy powstania cieszynki, jaka została zaprezentowana w trakcie meczu z Finlandią. Inicjatorami byli Zalewski i Cash.




Wrześniowe zgrupowanie reprezentacji Polski dobiegło końca. Po remisie z Holandią przyszło zwycięstwo nad Finlandią. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1. Gole dla Biało-Czerwonych zdobyli Matty Cash, Robert Lewandowski i Jakub Kamiński. Jedyną bramkę dla Finlandii zdobył Benjamin Kallman.

Prowadzenie w meczu z Finlandią dał nam Matty Cash. Po tej bramce zawodnik Aston Villi zaprezentował nietypową cieszynkę wraz z Nicolą Zalewskim i Piotrem Zielińskim. Celebracja bramki szybko obiegła polskie media społecznościowe. Kulisy powstania cieszynki ujawnił Piotr Zieliński. 31-latek ujawnił, że pomysłodawcami byli Nicola i Matty.

– Wczoraj Matty z Nicolą mnie złapali, że potrzebują trzeciego do cieszynki. Nie było oczywiście pewne kto tego gola strzeli. Po meczu mnie złapali i powiedzieli, że nie złożyłem rąk, tak jak było ustalane, ale zdjęcie z tego i tak fajne wyszło – ujawnił Piotr Zieliński.




EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.