Pasjonat sportu, głównie w ujęciu statystyczno-ciekawostkowym. Interesuję się głównie piłką nożną, jednak śledzę największe wydarzenia w większości dyscyplin. Teksty piszę z czystej zajawki.
Dzisiejszego wieczoru w Hiszpanii jest niezwykle głośno, z powodu czerwonej kartki dla Ronalda Koemana. Holender musiał opuścić ławkę trenerską, po tym, jak powiedział do jednego z arbitrów „co za gość”. Takie rzeczy tylko w Hiszpanii.
Jeszcze kilka godzin temu można było powiedzieć, że FC Barcelona jest na autostradzie do wygrania La Liga. W czwartek Barça podejmowała Granadę, która co prawda w ostatnich kilku latach zanotowała ogromny progres, jednak mimo wszystko jest to drużyna o co najmniej dwie półki słabsza od „Dumy Katalonii”. Messi i spółka nie wykorzystali okazji do wyprzedzenia Atletico i stracili punkty z niżej notowanym rywalem.
Porażka Barcelony
Podopieczni Koemana wyszli na prowadzenie w 23. minucie meczu za sprawą gola Leo Messiego. 10 minut później Argentyńczyk mógł podwyższyć prowadzenie, jednak nie wykorzystał sytuacji „sam na sam” z bramkarzem przeciwnej drużyny. W drugiej połowie Granada strzeliła bramkę na 1:1, następnie na trybuny został odesłany Ronald Koeman, a w 79. minucie Barcelonę pogrążył 39-letni Jorge Molina. Po dzisiejszej porażce „Blaugrana” zajmuje 3. miejsce w tabeli ze stratą dwóch punktów do liderującego Atletico. Warto jednak zaznaczyć, że obie drużyny zmierzą się ze sobą w bezpośrednim pojedynku w 35. kolejce.
Czerwona kartka dla Koemana!
Poza wynikiem wielkie kontrowersje wzbudziła również czerwona kartka dla Ronalda Koemana. Zgodnie z meczowym protokołem, holenderski szkoleniowiec został ukarany czerwoną kartką za powiedzenie do jednego z sędziów czegoś w rodzaju „co za gość”.
❗ According to the official match report by the referee, Koeman was sent off for saying "what a character" to the fourth ref. Thoughts? pic.twitter.com/TACUXXEmR0
W pomeczowym wywiadzie całe zamieszanie skomentował sam zainteresowany – Ronald Koeman. Holender nie krył swojej frustracji decyzją arbitra i przyznał, że chciałby porozmawiać z sędzią, by ten wytłumaczył mu jego decyzję.
– Chcę, żeby sędzia powiedział mi, jakich słów użyłem. Nie użyłem ani jednego brzydkiego słowa – skomentował Ronald Koeman.
Koeman: "I want the referee to tell me what words I used. I didn't use a single ugly word."
Jak donosi hiszpański dziennikarz Ferran Martinez, trener FC Barcelony może zostać wykluczony nawet na 2 najbliższe mecze! Jeśli okazałoby się to prawdą, to Messi i spółka musieliby sobie radzić bez swojego trenera w meczach z Valencią oraz Atletico.
Ronald Koeman will not be on the touchline for Barça's upcoming games against Valencia and Atlético Madrid. [@martinezferran]
Z racji wygasającego kontraktu Lionela Messiego wkrótce powinniśmy poznać przyszłość Argentyńczyka. Joan Laporta i jego podopieczni mają plan na zatrzymanie swojej legendy. Dzięki niezwykle korzystnym warunkom pozafinansowym Argentyńczyk byłby w stanie zgodzić się na obniżenie wynagrodzenia o 50%.
Kontrakt Lionela Messiego z FC Barceloną obowiązuje do końca czerwca tego roku. Pamiętamy, jak w zeszłym roku, Argentyńczyk chciał opuścić „Dumę Katalonii”, jednak na to nie zgodził się ówczesny zarząd klubu z prezydentem Bartomeu na czele. W marcu nowym prezydentem Barçy został Joan Laporta, który ma bardzo dobre relacje z Leo. Sytuacja obecnie wygląda tak, że Messi najprawdopodobniej zostanie w Barcelonie, jednak do ustalenia pozostały warunki umowy.
Warunki nowej umowy Messiego
Jak podaje katalońska telewizja TV3, w poprzednim tygodniu miało dojść do spotkania Joana Laporty z ojcem Leo Messiego. Na mocy nowego kontraktu Messi miałby grać w FC Barcelonie jeszcze przez dwa kolejne lata, a następnie udałby się do MLS, gdzie miałby zakończyć karierę w Interze Miami. Po zakończeniu piłkarskiej kariery Argentyńczyk wróciłby do Katalonii, gdzie miałby zagwarantowane jedno ze stanowisk w klubie.
Obniżka wynagrodzenia
Powyższe warunki miały się na tyle spodobać 33-latkowi, że ten byłby w stanie obniżyć swoje wynagrodzenie nawet o 50%! Ze względu na obecne problemy finansowe klubu, wypłata Argentyńczyka mogłaby nawet zostać rozłożona na 10 lat.
Zbliżają się Mistrzostwa Europy, w których oczywiście udział weźmie reprezentacja Polski. Jan Tomaszewski, były reprezentant Polski, radzi Paulo Sousie, co ten musi zrobić, by na EURO osiągnąć sukces. 73-latek wydaje się być ogromnym optymistą.
Tomaszewski pełen optymizmu
Jan Tomaszewski w ostatnich kilku latach stał się ekspertem ds. reprezentacji Polski. Były bramkarz „Biało-Czerwonych” często krytykuje poczynania poszczególnych selekcjonerów i doradza im, co ci powinni zrobić inaczej. Tomaszewski uważa, że obecnie mamy najlepsze pokolenie polskich piłkarzy w historii.
– Moje zdanie jest takie, że mamy obecnie najlepsze piłkarskie pokolenie w historii. I mamy naprawdę szanse na zdobycie medalu na tych mistrzostwach. Bo jeśli nie oni, to kto? Bo jeśli nie teraz, to kiedy? – pyta Tomaszewski.
– Ci chłopcy mają realne szanse grać w półfinale. A później… Tu już zadecyduje szczęście, przypadek. Na półfinał naszą drużynę stać. Warto pamiętać, że dla niektórych zawodników to może być ostatni wielki turniej – dodał były reprezentant Polski.
W styczniu tego roku na kilka miesięcy przed startem EURO reprezentacja Polski zmieniła selekcjonera. Oczywiste jest, że drużyna pod wodzą nowego trenera nie zagra od razu na 100% swoich możliwości, gdyż trener musi poznać predyspozycje poszczególnych piłkarzy. Mimo to Jan Tomaszewski zarzuca Sousie, że ten zbyt dużo eksperymentował podczas marcowego zgrupowania.
– Życzę Paulo Sousie, aby trafił ze składem. Mam nadzieję, że nie będzie dalej eksperymentował i grał dwoma „dziewiątkami”, jak miało to miejsce w meczu z Anglią na Wembley. To było dla mnie samobójstwo. Ważne również, aby nie grał Robertem Lewandowskim w pomocy – doradza Jan Tomaszewski.
Przełożone z 2020 na 2021 rok Mistrzostwa Europy w piłce nożnej mężczyzn rozpoczną się 11 czerwca i potrwają do 11 lipca. W rozgrywkach wezmą udział 24 europejskie reprezentacje, które zostały podzielone na 6 czterozespołowych grup. Polska trafiła do grupy „E”, gdzie zmierzy się z Hiszpanią, Szwecją oraz Słowacją.
EA Sports zaczyna miewać coraz więcej problemów z licencjami klubów piłkarskich. Po tym, jak w przeszłości umowę na wyłączność z Konami podpisał m.in. Juventus, przyszedł czas na inny włoski klub – SSC Napoli.
W przeszłości zarówno FIFA, jak i PES cieszyły się niemal równym zainteresowaniem wśród piłkarskiej społeczności. Jednakże w ostatnich latach gra produkowana przez EA Sports wyprzedziła produkt Konami o lata świetlne. Mimo to japoński producent nie zamierza się poddawać i co jakiś czas zaskakuje społeczność wykupionymi licencjami.
Z okazji EURO 2020 Konami wykupiło licencję do tego turnieju, dzięki czemu do Pro Evolution Soccer 2020 został dodany dodatek związany z rywalizacją o Mistrzostwo Europy. Ponadto od FIFY 20 EA Sports nie dysponuje prawami do wizerunku Juventusu Turyn, który podpisał umowę na wyłączność ze wspomnianym Konami. Od tego sezonu w FIFIE nie ma także AS Romy. W obu przypadkach zmieniono m.in. nazwę klubu, stroje, herb. W przeszłości z FIFY usunięto stadion FC Barcelony – Camp Nou.
EA bez licencji na kolejne kluby Serie A!
Do grona klubów, które podpisały umowę z Konami, dołączyło SSC Napoli. Licencja na wyłączność będzie obowiązywać od sezonu 2022/2023. Wcześniej Konami ogłosiło nawiązane współpracy z Lazio Rzym.
Pomimo pandemii koronawirusa UEFA ogłosiło zwiększenie premii dla klubów, biorących udział w kobiecej Lidze Mistrzów. W latach 2021-2025 pula nagród będzie wynosiła 4 razy więcej niż do tej pory.
Wynagrodzenia piłkarek od lat wzbudzają wiele emocji wśród piłkarskiej społeczności. Kłótnie na ten temat najczęściej wywołują nie tyle kibice, a piłkarki, a w ostatnich kilku latach najgłośniej mówi o tym Megan Rapinoe.
Fenomen Amerykanki to w ogóle historia na oddzielny artykuł. W skrócie – Rapinoe domaga się tego, aby piłkarki zarabiały tyle samo co piłkarze, a argumentuje to tym, że przecież one tak samo ciężko muszą pracować. Nikt jej chyba jednak do tej pory nie wytłumaczył, że zarobki sportowców zależą głównie od popularności danej dyscypliny.
Od sezonu 2021/2022 kobieca Liga Mistrzów ulegnie znacznej przebudowie. Do tej pory turniej był rozgrywany w systemie pucharowym (tj. bez fazy grupowej). Od przyszłej kampanii format kobiecych rozgrywek będzie bardziej przypominał męską wersję, gdyż zostanie wprowadzona faza grupowa. Spowoduje to oczywiście zwiększenie liczby rozgrywanych spotkań, a to poskutkuje m.in. zwiększonymi przychodami od sponsorów. Ponadto na sumę 24 milionów euro składa się również dotacja z męskich rozgrywek.
– Ta dotacja dla kobiecej Ligi Mistrzów, pochodząca z rozgrywek klubowych mężczyzn, jest wyraźnym sygnałem, że rozgrywki kobiet są strategicznym priorytetem – skomentował Aleksander Ceferin.
Kobiece kluby zarobią więcej!
Pula nagród w przyszłym sezonie kobiecej Champions League wyniesie 24 miliony euro. Suma ta jest czterokrotnie wyższa od tych z poprzednich lat. Więcej zarobią kluby, więc jest szansa na podwyżki dla piłkarek.
– Dzisiejsze ogłoszenie jest ogromnym kromie naprzód w piłce nożnej. Nowy model dystrybucji finansowej rozgrywek wzmocni całą grę zawodową kobiet w całej Europie – powiedział Aleksander Ceferin.
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej mężczyzn zbliżają się wielkimi krokami! Na kilka tygodni przed startem imprezy UEFA zatwierdziła zmianę jednego z najbardziej kluczowych przepisów. Czy skorzysta na nim reprezentacja Polski?
Przełożone z 2020 roku Mistrzostwa Europy rozpoczną się 11 czerwca i potrwają do 11 lipca 2021 roku. W zmaganiach wezmą udział 24 drużyny podzielone na 6 czterozespołowych grup. Reprezentacja Polski trafiły do grupy „E”, gdzie zmierzy się z Hiszpanią, Szwecją oraz Słowacją.
Martyn Ziegler, dziennikarz brytyjskiego „The Times”, przekazał, że UEFA podjęła decyzję ws. liczby zawodników, którzy będą mogli pojechać na EURO 2020(1). Taką samą informację przekazali również dziennikarze „The Athletic”.
Exclusive: Gareth Southgate will be able to pick a 26-man England squad at Euro 2020 instead of 23 after Uefa’s national teams committee recommended the expansion https://t.co/rFHTxZ4Zp2
Do tej pory na Mistrzostwa Europy mogło pojechać 23 zawodników. Z uwagi na niezwykle napięty kalendarz w tym sezonie i możliwość zakażenia się koronawirusem europejska federacja piłkarska miała podjąć decyzję i zwiększyć szerokość kadr narodowych do 26 piłkarzy. UEFA ma ogłosić oficjalną decyzję w ciągu kilku najbliższych dni.
NEWS | Euro 2020 squads set to be expanded from 23 to 26 players.
It is hoped that the larger squad sizes will ease the burden on players and help national teams in the event of COVID-19 outbreaks in camps…https://t.co/XOSLa9lqdz
— The Athletic | Football (@TheAthleticFC) April 27, 2021
Zwolennikiem takiego rozwiązania jest Zbigniew Boniek. Przypomnijmy, że przed kilkoma dniami prezes PZPN został wybrany wiceprezydentem UEFA na 4-letnią kadencję. Zdanie Polaka podzielał m.in. Roberto Martinez, selekcjoner reprezentacji Belgii.
– Myślę, że to jest coś potrzebnego. Byłoby to zgodne ze zmianami, które zostały wprowadzone w obecnej sytuacji w światowym futbolu, z pięcioma zmianami, niepewnością ataku pandemii i dodatkowym poziomem kontuzji. Tak byłoby lepiej – mówił kilka tygodni temu Roberto Martinez.
Poznaliśmy plany Łukasza Piszczka na temat jego piłkarskiej przyszłości. Wszystko wskazuje na to, że 66-krotny reprezentant Polski po tym sezonie zakończy swoją przygodę w Borussii Dortmund.
Obecny kontrakt Łukasza Piszczka z Borussią Dortmund obowiązuje do końca obecnego sezonu. Były reprezentant Polski jest silnie związany z rodzimym klubem LKS Goczałkowice-Zdrój i to najprawdopodobniej tam zagra 35-latek w przyszłym sezonie.
– Nie zamierzam raczej po tym sezonie grać w Bundeslidze i na profesjonalnym poziomie, chyba że coś strzeli mi do głowy, ale raczej wykluczam taką sytuację – skomentował Łukasz Piszczek na antenie Kanału Sportowego.
– Mam zamiar pograć w Goczałkowicach w 3. lidze na 4. poziomie rozgrywkowym w Polsce – dodał piłkarz BVB.
Łukasz Piszczek po tym sezonie kończy profesjonalną karierę i będzie grał w @lksgoczalkowice 🧐
Obecny w studiu Mateusz Borek zapytał Łukasza Piszczka, czy ten byłby zainteresowany nową przygodą, tym razem w roli trenera. Co na to sam zainteresowany?
– Parę osób cały czas mnie pyta o to, ale ciężko mi jest na tę chwilę odpowiedzieć. Obecnie bawię się w trenerkę w Goczałkowicach. Jest to dla mnie jakiś wyznacznik i pokazuje mi to, ile trzeba poświęcić, żeby być trenerem w 3. lidze – zdradził piłkarz Borussii.
– Wiem, że jest to duże wyrzeczenie, ale z drugiej strony nie zamykam się na to. Zobaczę co przyniesie przyszłość – dodał Łukasz Piszczek.
We wtorkowy poranek otrzymaliśmy potwierdzenie, że Julian Nagelsmann od kolejnego sezonu będzie trenerem Bayernu Monachium. Kim jest nowy trener „Bawarczyków” i jaki wpływ będzie on miał na dyspozycję Roberta Lewandowskiego?
Bayern Monachium potwierdził we wtorkowe popołudnie, że nowym szkoleniowcem ich drużyny zostanie Julian Nagelsmann. Niemiec jest uznawany za jeden z największych trenerskich talentów na świecie. 33-latek rozpocznie pracę w nowym klubie od 1 lipca, jego kontrakt ma potrwać do czerwca 2026 roku.
– Już sam pięcioletni kontrakt Juliana pokazuje, jak bardzo Bayern wierzy w nowego trenera. Jestem przekonany, że wraz z Julianem Nagelsmannem będziemy bardzo skutecznie kształtować sportową przyszłość FC Bayern – skomentował Oliver Kahn, legenda Bayernu.
Julian Nagelsmann wird Cheftrainer des FC Bayern. Vertrag von Hansi Flick wird wunschgemäß aufgelöst.
Kilkadziesiąt godzin temu pisaliśmy o tym, że „Bawarczycy” są skłonni zapłacić za 33-letniego szkoleniowca RB Lipsk w okolicach 20 milionów euro! Po oficjalnym ogłoszeniu ze strony Bayernu powyższe kwota transferu uległa delikatnej zmianie. Niemieccy dziennikarze podają, że ostatecznie skończy się na 15 milionach euro dla RB Lipsk + ok. 5 milionów euro w postaci bonusów.
Najnowsze informacje co do odstępnego za Nagelsmanna są takie, że Bayern płaci 15 mln €, a z bonusami może dopłacić kolejne niecałe 5.
Julian Nagelsmann o opłacie transferowej: Ta opłata nic mi nie daje. Jestem zdania, że żaden człowiek nie jest wart takich pieniędzy. W zasadzie teraz już się nie boję. To sprawy klubu, nie zajmuję się tym. Jestem maksymalnie zmotywowany, aby osiągnąć jak najlepsze wyniki. [RBL]
Tak jak już wspomniałem, Julian Nagelsmann uchodzi za jeden z największych talentów wśród trenerów piłki nożnej na świecie. Niemiec ma jedynie 33 lata na karku, a już ma zapisane w CV prowadzenie dwóch uznanych klubów w Niemczech.
Jednak od początku. Młody Julian nie miał łatwo od samego początku swojego życia, gdyż dość szybko zmarł mu ojciec i musiał pomóc swojej mamie w sprawach rodzinnych.
– Po śmierci taty musiałem zaopiekować się mamą, pomóc jej sprzedać dom i kupić nowy. Nauczyło mnie to, że w życiu są sprawy dużo ważniejsze od futbolu. Dlatego uważam, że nie powinniśmy traktować go zbyt poważnie – wspominał Nagelsmann w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung.
Niemiec rozpoczął granie w piłkę w akademii Ausgburga i jak wiele młodych chłopców marzył o tym, by zostać zawodowym piłkarzem. W trakcie pobytu w TSV 1860 Monachium doznał pechowej kontuzji kolana i natychmiast powrócił do Augsburga. Po operacji chrząstka nadal nie była w optymalnym składzie, a zaledwie 20-letni Julian musiał zakończyć karierę piłkarską, zanim ta na dobre się rozpoczęła. Rozpacz młodego Niemca była na tyle duża, że początkowo nie chciał mieć nic więcej wspólnego z futbolem.
– To było dla mnie niezwykle smutne, że musiałem tak szybko zakończyć karierę. Początkowo nie chciałem mieć nic więcej wspólnego z piłką nożną – wspominał po latach Julian Nagelsmann.
Trenerem Nagelsmanna w Augsburgu był nie kto inny jak sam Thomas Tuchel. Obecny szkoleniowiec Chelsea dobrze rozumiał ból swojego młodszego podopiecznego, gdyż on sam musiał przedwcześnie zakończyć karierę z powodu kontuzji. W sezonie 2007/2008 Thomas Tuchel był trenerem rezerw Augsburga. 34-letni wówczas Tuchel zlecił Nagelsmannowi, by ten przeanalizował ich najbliższego przeciwnika. I tak można powiedzieć, rozpoczęła się jego przygoda. 20-latek spisał się na tyle dobrze, że tę pracę kontynuował aż do końca wspomnianej kampanii.
– To było dla mnie naprawdę ciekawe doświadczenie, bo dotąd nigdy nie zastanawiałem się, jak myśli trener. Nagle musiałem się zastanawiać, co drużyna robi z piłką, jak zachowuje się w defensywie – mówił po czasie Nagelsmann.
Po sezonie 07/08 powrócił do TSV 1860 Monachium, gdzie został asystentem trenera drużyny U-17. Następnie Nagelsmann przeniósł się do Hoffenheim, gdzie najpierw został drugim trenerem drużyny młodzieżowej, a następnie mianowano go na samodzielnego trenera w wieku zaledwie 24 lat.
W 2014 roku poprowadził drużynę Hoffenheim U-19 do triumfu w juniorskiej Bundeslidze. W 2016 roku w wieku zaledwie 28 lat objął stery seniorskiej drużyny Hoffenheim po tym, jak ze stanowiska z powodów zdrowotnych odszedł Huub Stevens. Dzięki temu stał się on najmłodszym trenerem w historii Bundesligi. Młody Niemiec miał za zadanie utrzymać „Wieśniaków” w Bundeslidze, co udało mu się wykonać. Zadanie to wcale nie było takie łatwe! W momencie gdy debiutował, Hoffenheim miało stratę do bezpiecznego miejsca wynoszącą 7 punktów. W debiutanckim sezonie w roli pierwszego trenera seniorskiego klubu wygrał 7 z 14 spotkań.
– Mam szacunek do ludzi, ale nie boję się postawionego przede mną zadania. Właściwie myślę, że z moim warsztatem będę w stanie pomóc tej drużynie – mówił przed debiutem.
W sezonie 2017/2018 zajął z Hoffenheim 3. miejsce w Bundeslidze, dzięki czemu uzyskał awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Dla „Wieśniaków” był to jeden z największych sukcesów w ich historii, nigdy wcześniej nie występowali oni w najważniejszych klubowych rozgrywkach w Europie. Najleoiej zobaczcie reakcję piłkarzy na filmie poniżej (od 02:30).
Talent Nagelsmanna nie umknął uwadze zarządowi RB Lipsk. Klub, który od zaledwie kilku sezonów odgrywa znaczącą rolę w Bundeslidze, zakontraktował Juliana Nagelsmanna przed sezonem 2019/2020, kiedy ten miał zaledwie 31 lat. Znakomite wyniki z „Bykami” tylko zwiększyły liczbę plotek dotyczących przyszłości młodego szkoleniowca. Jedno było pewne – Nagelsmann w końcu musiał trafić do klubu z absolutnego TOP-u. I tak też się stało.
Czy to dobra wiadomość dla Lewandowskiego?
Polscy kibice teraz się zastanawiają, jak będzie wyglądał Robert Lewandowski, kiedy stery przejmie Julian Nagelsmann. W przeszłości niemiecki trener wielokrotnie nie krył zachwytu nad piłkarzem Bayernu. Przyszły trener „Bawarczyków” w ostatnich miesiącach wielokrotnie wspominał, że Polak jest obecnie najlepszym napastnikiem na świecie.
– Lewandowski to obecnie najlepszy napastnik w Europie. (…) Robert jest mieszanką cech klasowego napastnika, bo jest bardzo niebezpieczny pod bramką, dobrze gra w powietrzu oraz obiema nogami. Ma też bardzo ciekawą budowę: jest wysoki, ale wciąż bardzo szybki – mówił Nagelsmann jeszcze na początku 2020 roku w rozmowie z bundesliga.com.
– Z całym szacunkiem, ale Robert Lewandowski tak naprawdę nie musi już niczego trenować. On potrafi wszystko. Musi tylko trenować tak, aby był świeży i gotowy na każdy weekend – komentował 33-latek przed startem obecnego sezonu Bundesligi w rozmowie z sport1.de.
Kolejne pytanie, jakie zadają sobie obecnie kibice w Polsce, jest to, jaki plan będzie miał Nagelsmann na napastnika Bayernu. 33-letni szkoleniowiec podczas pracy w RB Lipsk wielokrotnie eksperymentował z formacją oraz ustawieniem poszczególnych piłkarzy. Niemiec potrafił jednego dnia zagrać trzema obrońcami, w kolejnym spotkaniu czteroma, a w jeszcze kolejnym wystawiał piątkę obrońców. Wydaje się jednak, że do ustawienia większą uwagę przykuwają kibice i eksperci, aniżeli sam trener. On sam mówi, że jest do dla niego mało istotne, a dużo bardziej się liczy pomysł na grę i wymienność pozycji.
– Jestem jak piekarz, który miesza składniki, wsuwa pieczywo do pieca, a potem analizuje efekt działania. A na koniec wybiera najlepszą z możliwych recept – tłumaczył w przeszłości Niemiec.
RB Lipsk potrafiło grać nie tylko z jednym wysuniętym napastnikiem, ale również z duetem snajperów. W przeszłości Nagelsmann mówił, że Lewandowski wykazuje się cechami, które pozwalałyby mu nawet na grę jako „dziesiątka”.
– Ma dobry instynkt, a może też grać na pozycji numer „10”. Nie zawsze musi finalizować akcje, jest w stanie także zagrać kluczowe podanie. A kiedy jest 4:0 i nie musi już strzelać gola, nie ma problemu z pomaganiem drużynie utrzymać się przy piłce, nawet przez 25 minut. To niezwykłe – mówił kilkanaście miesięcy temu Nagelsmann.
Jestem piekielnie ciekaw, czy Nagelsmann zdoła czegoś jeszcze Roberta nauczyć. Jak dotąd (poza Sorlothem) słynął z tego, że napastników wznosił kilka poziomów wyżej. Nawet taki Belfodil czy Szalai wyglądali u niego na klasowe dziewiątki. https://t.co/ysdg0ry9Hn
Julian Nagelsmann zaczyna wyznaczać pewne trendy w piłce nożnej. Niemiec idzie z duchem czasu i w swoich treningach wykorzystuje to, na co pozwala mu technologa. Drony, czy wielkie ściany wideo stają się powoli normalnością. Do tego dochodzi analiza wielu statystyk z poszczególnych meczów.
– Zawsze mam w rękach iPada, dzięki któremu mogę kontrolować kamery. Gdy zatrzymuję obraz, mogę na nim rysować, pokazując zawodnikom możliwe rozwiązania sytuacji – tłumaczył Niemiec.
– Rozwój nauki w sporcie i dostęp do niesamowitych danych sprawia, że trenowanie staje się nauką. Szkoleniowcy potrzebują coraz większego naukowego zaplecza. To nie jest warunek konieczny, by być dobrym trenerem, ale daje to większe możliwości w trakcie analizy gry. Dopiero gdy zetkniesz się z takimi danymi, zrozumiesz, jak ważne one są – mówił Nagelsmann.
Hoffenheim started their preparation for Friday's Bundesliga opener against Bayern by analysing Bayern's Super Cup game against Frankfurt where Julian Nagelsmann showed his team strengths and weaknesses of Kovac's team on their giant training ground videowall [Bild] pic.twitter.com/8NnpH8Atmc
Bardzo często wymagania taktyczne Nagelsmanna przekraczały możliwości piłkarzy. Na nadmiar informacji narzekali m.in. Sandro Wagner, czy Andrej Kramarić, których Julian Nagelsmann prowadził w Hoffenheim.
– To było dla mnie coś nowego, mieć trenera, który ma takie modułowe podejście do futbolu. Próbował grać skomplikowaną piłkę, dzielił ją na części, stopniowo nad nimi pracował, a potem sklejał z powrotem jedna po drugiej – mówił Wagner.
– Zbyt często zmieniamy system w trakcie gry. Jesteśmy ludźmi, nie robotami. Kocham Juliana, ale w niektórych momentach zmieniamy systemy i potrzebujemy kilku minut, bo nie każdy gracz to rozumie albo nie dosłyszy z powodu 50 000 widzów na trybunach – komentował Kramarić.
Wielu piłkarzu było jednak pod wrażeniem metod treningowych Juliana Nagelsmanna. Jedną z takich osób był Kevin Kuranyi, który opowiedział, jak to wyglądało „od środka”.
– Pracowałem w młodości z trenerami, którzy nie znali się zbyt dobrze na piłce. Czułem się wtedy jak w liceum. Julian Nagelsmann to uniwersytet. Myśli 24 godziny na dobę o piłce. Wie, co poprawiać i jak przygotować drużynę taktycznie, tak aby zmienić plan na mecz w ciągu minuty. Podstawą jego filozofii jest to, żeby piłkarz myślał o futbolu. Masz się skupić i rozumieć ćwiczenie. Jeżeli go nie rozumiesz i wykonujesz je źle, to wylatujesz. To rozwija, bo piłkarz musi myśleć i rozumieć automatycznie.
Piłkarze chwalili sobie również relacje interpersonalne między nimi a trenerem. W przeszłości mówił o tym Sejad Salihović, jeden z podopiecznych Nagelsmanna w Hoffenheim.
– Bardzo łatwo przychodzi mi porozumiewanie się z zawodnikami, bo wyobrażam sobie, jak się czują w danej sytuacji. Mamy dobre, otwarte relacje, a wiek sprawia, że jest nieco łatwiej. Jednak wszystko nadal funkcjonuje na zasadzie trener-piłkarze – mówił Sejad Salihović.
Podsumowanie
Wydaje się, że dołączenie Juliana Nagelsmanna do Bayernu jest naturalną koleją rzeczy, gdyż sam trener od dłuższego czasu wydawał się być skazanym na klub z „Bawarii”. Można powiedzieć, że w swojej karierze Nagelsmann każdą drużynę jaką „dotknął”, to zamieniał ją w złoto. Ale nie da się ukryć, że praca w Bayernie, będzie najtrudniejszym wyzwaniem w jego dotychczasowej karierze.
Najprawdopodobniej Real Madryt czeka przebudowa linii obrony przed startem następnego sezonu. Zagraniczne źródła podają, iż Florentino Perez jest w stanie sprzedać Raphaela Varane’a.
Najbliższe miesiące, a może nawet i tygodnie mogą okazać się kluczowe w kontekście tego, jak będzie wyglądała linia obrony Realu Madryt w kolejnym sezonie. Nieznana jest wciąż klubowa przyszłość Sergio Ramosa, który zwleka z ogłoszeniem swojej decyzji w kwestii tego, gdzie chce kontynuować grę w piłkę. Już kilka miesięcy temu mówiło się o zainteresowaniu Hiszpanem ze strony takich klubów jak PSG czy Inter Miami. Jak się okazuje, kolejnym piłkarzem, który jest blisko odejścia z klubu, jest Raphael Varane.
Varane opuści Real?
28-letni środkowy obrońca trafił do „Królewskich” w 2011 roku. Francuz od lat jest filarem defensywy Realu, jednak w ostatnim czasie zdarza mu się popełniać coraz więcej błędów indywidualnych, szczególnie wtedy, gdy przy jego boku nie ma Sergio Ramosa. Na konferencji prasowej przed jutrzejszym meczem Realu z Chelsea Francuz w wymowny sposób odpowiadał na pytania dot. przyszłości.
– Moja przyszłość jest klarowna. Skupiam się na końcówce sezonu. Mamy bardzo intensywny moment i musimy wkładać całą uwagę oraz koncentrację w mecze, jakie są przed nami. To jest najważniejsze – mówił Raphael Varane.
Chelsea gotowa wyłożyć 70 milionów euro na Francuza
Jak się okazuje, Varane znajduje się na szczycie listy życzeń Chelsea, co potwierdził dobrze poinformowany Christian Falk. Kontrakt 28-latka z „Galácticos” obowiązuje do końca przyszłego sezonu. Real oczekuje za swojego piłkarza 70 milionów euro, czyli dokładnie tyle na ile Varane jest wyceniany przez transfermarkt.
Raphaël Varane is Number 1 on the shortlist (Center back) of @ChelseaFC
Pieniądze z potencjalnej sprzedaży Varane’a mogłyby zostać przeznaczone na pensję dla Davida Alaby, który od wielu miesięcy jest łączony z przenosinami do słonecznego Madrytu. Mówi się, że Austriak chciałby zarabiać około 11 milionów euro za sezon gry. Ponadto „Królewscy” planują zakupić młodego, perspektywicznego stopera. Tutaj faworytami są Pau Torres oraz Jules Kounde.
Aleksander Ceferin udzielił wywiadu brytyjskiemu „Daily Mail”, w którym opowiedział o możliwych konsekwencjach dla klubów, które chciały utworzyć Superligę. Słoweniec nazwał osoby, które myślą, że Superliga wciąż istnieje, płaskoziemcami.
Kary dla klubów Superligi?
Wciąż nie milkną echa wydarzeń z ostatniego tygodnia w kontekście utworzenia Superligi. Projekt na dobrą sprawę upadł po zaledwie kilkudziesięciu godzinach, choć kilku działaczy, z Florentino Perezem, na czele wciąż uważa, że prace nad Superligą zostały odłożone w czasie. Aleksander Ceferin, prezydent UEFA, nazwał takich ludzi płaskoziemcami.
– Dla mnie istnieją trzy grupy z tych 12 klubów, które chciały utworzyć Superligę. Pierwszą z nich stanowią kluby z Anglii, które wycofały się jako pierwsze, do drugiej należą Atletico, Milan i Inter, a po nich są płaskoziemcy, którzy myślą, że Superliga wciąż istnieje. Między nimi jest ogromna różnica, jednak wszyscy za to odpowiedzą. W jaki sposób? Zobaczymy – skomentował Aleksander Ceferin.
– Konsekwencje? Każdy musi ponieść ciężar tego, co zrobił. Nie można udawać, że nic się nie wydarzyło. Nie można zrobić czegoś takiego, a później mówić, że zostaliśmy ukarani, bo wszyscy nas nienawidzą. Jedyną przyczyną ich problemów są oni sami. Ich zachowanie nie było w porządku i w ciągu kilku najbliższych dni zobaczymy, co trzeba będzie zrobić – dodał prezes UEFA.
Ostatnie miesiące są szczególnie intensywne dla piłkarzy, ze względu na to, że obecny sezon rozpoczął się zdecydowanie później niż w poprzednich latach, co jest oczywiście efektem pandemii koronawirusa. Piłkarze, trenerzy i działacze piłkarscy narzekają na zbyt duży natłok spotkań, co widać m.in. po liczbie kontuzji mięśniowych w poszczególnych klubach. Nie pomaga w tej kwestii UEFA, która chce wprowadzić zmiany w Lidze Mistrzów od sezonu 2024/2025. Na mocy zapowiadanej reformy zmianie ulegnie chociażby liczba spotkań do rozegrania przez poszczególne kluby. Aleksander Ceferin odwołał się do komentarzy osób ze świata piłki, odnosząc się do zarobków piłkarzy.
– Niektórzy trenerzy i piłkarze mówią, że jest zbyt dużo meczów. Oczywiście, że może być mniej spotkań, ale również pensje piłkarzy i trenerów będą dostosowane do tego. Nie możesz grać mniej i liczyć, że zarobisz więcej – ocenił Słoweniec.
Brytyjska telewizja „BT Sport” zaprezentowała w ostatnim czasie swoje nowe, innowacyjne rozwiązania w kwestii prowadzenia transmisji ze spotkań Premier League. Nowości wprowadzone przez brytyjską stację przypominają nieco obraz z serii gier FIFA.
W ostatnim czasie dużo się mówi o tym, iż futbolem interesuje się coraz mniej młodych ludzi. Mówił o tym m.in. Florentino Perez, który sugerował, że wprowadzenie Superligi mogłoby poprawić tę sytuację. Inną drogę obrała stacja „BT Sport”, która postanowiła wprowadzić kilka zmian w swojej transmisji.
Zmiany w transmisji meczów
Podczas sobotniego meczu Liverpool-Newcastle „BT Sport” zaprezentowało swoje nowe rozwiązania technologiczne. Jedną ze zmian jest podpisywanie zawodników, którzy biorą udział w centrum rozgrywania akcji. Do tego dochodzi tzw. radar, który sprawia, że czujemy się, jakbyśmy grali w FIFĘ.
Z każdym kolejnym dniem wypadają kolejne trupy z szafy w kontekście Superligi. Do szczegółów umowy zawartej pomiędzy klubami doszedł „Der Spiegel”. Niemiecka gazeta podała, że każdy klub, który opuści Superligę, będzie musiał zapłacić karę w wysokości 130 milionów funtów. Czy tak też się stanie?
Superliga miała zrewolucjonizować europejską piłkę nożną. Projekt miał być jednym z najważniejszych wydarzeń w historii piłki nożnej, a okazał się ogromnym niewypałem. Głową całego przedsięwzięcia został Florentino Perez, który tłumaczył, że Superliga jest głównie skierowana dla kibiców. Jak się okazało, zdecydowana większość sympatyków futbolu nie była zbyt ochoczo nastawiona do tego projektu.
Wieczysta Kraków nie zamierza się zatrzymywać na rynku transferowym. Po zakontraktowaniu w zeszłym roku takich nazwisk jak Peszko czy Majewski, klub z krakowskiej okręgówki ma na oku kolejnego piłkarza z Ekstraklasy.
Klub z Krakowa jest znany szerszej publiczności głównie za sprawą bogatego właściciela Wojciecha Kwietnia oraz dzięki ściąganiu znanych piłkarzy. Mimo że klub występuje na 6. poziomie rozgrywkowym w Polsce, to nie oszczędza na płacach dla zawodników, którym potrafi płacić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. W zeszłym roku Wieczysta ściągnęła do siebie Sławomira Peszko oraz Radosława Majewskiego. Z kolei w tym roku do Krakowa trafił Seweryn Michalski oraz Jakub Bąk.
Pomimo niemal pewnego awansu do wyższej ligi, Wieczysta nadal chce się zbroić! Jak podaje serwis WP Sportowe Fakty, na celowniku żółto-czarnych znalazł się piłkarz Wisły Kraków – Łukasz Burliga.
Kontrakt 32-letniego obrońcy z „Białą Gwiazdą” wygasa wraz z końcem czerwca tego roku. W trwającym sezonie w barwach krakowskiej Wisły zagrał w 19 spotkaniach. W sumie na boiskach Ekstraklasy Burliga 244 mecze.
Ciężkie chwile z pewnością przeżywa ostatnio Ryan Giggs. Walijczyk został oskarżony o napaść na dwie kobiety, z powodu którego rodzima federacja piłkarska postanowiła odsunąć go od reprezentacji Walii, której to był selekcjonerem.
Ryan Giggs oskarżony
O kłopotach Ryana Giggsa pisaliśmy już w listopadzie 2020 roku. Wówczas Walijczyk został aresztowany po tym, jak zaatakował swoją partnerkę. Wówczas został szybko zwolniony z aresztu dzięki wpłaceniu kaucji.
Jak się okazuje, były piłkarz Manchesteru United zaatakował fizycznie nie tylko swoją partnerkę, ale jeszcze inną kobietę. W piątek poinformowano o zarzutach wobec Walijczyka. Wśród nich jest uszkodzenie ciała partnerki, napaść na 20-letnią kobietę oraz znęcanie się w okresie między grudniem 2017 roku a listopadem 2020. 47-latek ma stawić się przed sądem w najbliższą środę.
– Zarzut pobicia drugiej kobiety również został zatwierdzony. Pan Ryan Giggs pojawi się w Sądzie Magistrackim Manchesteru i Salford w środę 28 kwietnia – przekazała Koronna Służba Prokuratorska.
Giggs zwolniony z reprezentacji Walii!
Na decyzję Walijskiego Związku Piłki Nożnej nie musieliśmy długo czekać. Ryan Giggs nie poprowadzi rodzimej reprezentacji na tegorocznym EURO. Na stanowisku selekcjonera reprezentacji zastąpi go dotychczasowy asystent – Robert Page.
– W świetle docierających do nas informacji zdecydowaliśmy, że reprezentację na tegorocznym Euro 2020 poprowadzi jego asystent Robert Page i będzie wspomagany przez Alberta Stuivenberga. W najbliższym czasie zostanie zwołane posiedzenie zarządu federacji, na którym zostaną omówione ostatnie wydarzenia – przekazała Walijska federacja piłkarska.
– Chciałbym życzyć Robertowi Page, sztabowi trenerskiemu, zawodnikom i kibicom wszelkich sukcesów na Euro, które odbędzie się w tym roku – przekazał Ryan Giggs.
Pierwszy sezon Timo Wernera należy uznać za swego rodzaju aklimatyzację w zespole. Niemiecki napastnik w obecnej kampanii nie zachwyca zbyt wysoką formą, jaką prezentował jeszcze w barwach RB Lipsk. Timo porównał chęć strzelania goli do… podrywania dziewczyn na dyskotece.
Chelsea wykupiła Timo Wernera z RB Lipsk przed rozpoczęciem sezonu 2020/2021, płacąc za niego w granicach 53 milionów euro. Na niemieckiego napastnika skrupulatnie stawiał Frank Lampard, a Thomas Tuchel również darzy go dość dużym zaufaniem. W trwającym sezonie Werner zagrał aż 40 spotkań w pierwszej drużynie Chelsea i strzelił w nich 10 bramek. Do tego dołożył aż 12 asyst, co sumując razem, daje nam całkiem dobry wynik. Mimo to Niemiec zapadł w pamięć kibicom „The Blues” głównie ze względu na seryjnie marnowane dogodne sytuacje. Do tego doszła seria 14 spotkań z rzędu bez strzelonej bramki.
Timo Werner o zmianie trenera
W trakcie sezonu włodarze Chelsea postanowiło zrezygnować z usług Franka Lamparda i postanowili zakontraktować Thomasa Tuchela. Decyzja o zmianie trenera okazało się strzałem w dziesiątkę, gdyż gra „The Blues’ uległa znacznej poprawie.
– Chyba każdy widzi, jak wiele pozmieniał Thomas [Tuchel – przyp. red.] jeżeli chodzi o zawodników i styl gry w porównaniu do poprzedniego menedżera. Ostatecznie uważam, że zmiana systemu gry miała największy wpływ na naszą grę. Teraz gramy trójką obrońców i nie tracimy wielu bramek, co jest bardzo ważne – ocenił Timo Werner.
– W Niemczech mówimy, że dobrym atakiem wygrywa się mecze, ale dobrą obroną wygrywa się trofea. Ostatnio najczęściej wygrywamy mecze wynikiem 1:0 lub 2:0, więc należy tutaj podkreślić świetną współpracę w defensywie – dodał Niemiec.
Strzelanie bramek jak podrywanie dziewczyn?
Wróćmy jednak do wspomnianej już przez nas kwestii strzelania bramek przez Timo Wernera. Statystyki Niemca na papierze nie wyglądają aż tak źle, jakby się mogło wydawać, jednak szczególnie kłuje w oczy brak skuteczności napastnika. Piłkarz porównał zdobywanie goli do… podrywania dziewczyn.
– To jak z podrywaniem dziewczyn na imprezie. Pewnego dnia idziesz tam i nic nie potrafisz zdziałać, bo za bardzo chcesz. Idziesz innego dnia, stoisz sobie na boku i podchodzi do ciebie 100 dziewczyn. Podobasz im się, bo ci nie zależy – porównał Timo Werner.