Wiadomo, co ze zdrowiem Roberta Lewandowskiego. Czy kapitan zagra z Maltą?

Robert Lewandowski pomoże reprezentacji Polski podczas poniedziałkowego meczu z Maltą. Według informacji sport.pl, kapitan odbył treningi z drużyną i będzie do dyspozycji selekcjonera.




W piątek reprezentacji Polski wygrała z Litwą 1-0. Pierwszy mecz eliminacji mistrzostw świata skończył przedwcześnie Robert Lewandowski. Tuż po zdobyciu gola, kapitan „Biało-Czerwonych” zszedł z murawy z drobnym urazem.

Gotowy

Do tej pory Michał Probierz dość asekuracyjne wypowiadał się o stanie zdrowia piłkarza FC Barcelony. Sport.pl podaje jednak, że napastnik ukończył niedzielny trening kadry bez problemów. Ma być tym samym do dyspozycji selekcjonera w meczu z Maltą.

– Jak udało nam się potwierdzić, kapitan reprezentacji Polski bez żadnych problemów dokończył niedzielny trening, brał udział we wszystkich ćwiczeniach i w poniedziałek będzie do dyspozycji selekcjonera Michała Probierza – czytamy na portalu.




Póki co nie wiadomo, na jaki skład postawi tym razem Michał Probierz. Według wstępnych przecieków, możemy się jednak spodziewać między innymi Jakuba Kamińskiego czy Jana Bednarka. Między słupkami powinien z kolei stanąć Łukasz Skorupski, który został namaszczony na pierwszego bramkarza kadry.

Michał Probierz zderzony z faktami. Litwa rzadko przegrywa dwoma golami? Otóż, nie do końca…

Michał Probierz stwierdził po meczu z Litwą, że jest to drużyna, która rzadko przegrywa więcej, niż dwoma bramkami. Problem w tym, że selekcjoner się pomylił. Szybko wytknięto mu to w mediach społecznościowych.




Reprezentacja Polski w piątek rozpoczęła eliminacje mistrzostw świata. W pierwszym meczu „Biało-Czerwoni” pokonali Litwinów 1-0. Spotkanie na papierze zapowiadało się na spacerek, ale okazało się męczarnią.

Pomyłka

Po spotkaniu do wywiadów podeszli oczywiście piłkarze, ale również Michał Probierz. Selekcjoner przed kamerami stwierdził w pewnym momencie, że Litwinom ciężko strzelić więcej, niż dwa gole.

– Zdawaliśmy sobie sprawę, że reprezentacja Litwy dwoma bramkami bardzo rzadko dziś przegrywa. Ostatni mecz przegrała w 2022 z Turcją 6-0 – stwierdził Probierz podczas rozmowy z dziennikarzami.




Wypowiedź selekcjonera spotkała się ze sporą krytyką. Zresztą bardzo łatwo jest ją skontrować. Litwa różnicą dwóch goli przegrała ostatni raz w poprzednim roku. Wówczas Rumunia wygrała z nią 3-1 w Lidze Narodów.

Cofając się z kolei do 2023 roku, Litwini przegrywali dwoma bramkami dużo częściej. Dwukrotnie robili to Serbowie (0-2 i 1-3) oraz po razie Węgrzy (0-2) i Czarnogóra (0-2).

Z kolei w 2022 roku, o którym mówił Probierz, Litwini faktycznie przegrali z Turcją 0-6, ale 7 czerwca. Później różnicą dwóch goli wygrywała z nimi ponownie Turcja (0-2) oraz Estonia (0-2). A co ciekawe, jeszcze przed „szóstką” od Turcji, Litwini przegrali z Luksemburgiem (0-2).

Mateusz Borek wściekły na reprezentantów Polski. Ostra tyrada po meczu z Litwą. „Co ich zaskoczyło?!” [WIDEO]

Reprezentacja Polski w bólach wygrała pierwszy mecz eliminacji mistrzostw świata. „Biało-Czerwoni” pokonali Litwę 1-0 po bramce Roberta Lewandowskiego w końcówce spotkania. Mateusz Borek ostro podsumował występ kadry Michała Probierza.




Choć eliminacje udało się rozpocząć od zwycięstwa, to brakuje optymizmu. Polacy z Litwą rozegrali bardzo słabe spotkanie, momentami całkowicie tracąc kontrolę. W kilku sytuacjach wydawało się nawet, że to spotkanie może zakończyć się dużo gorzej.

Zaskoczeni?

Na papierze zapowiadało się, że z Litwą czeka Polaków spacerek. Rzeczywistość okazała się całkowicie inna, a nasi reprezentanci przyznali, że postawa rywali mocno ich zaskoczyła. Takich wypowiedzi udzielili choćby Sebastian Szymański i Jakub Kamiński. Rozsierdziło to Mateusza Borka, który komentował pierwszy mecz eliminacyjny.




– Ja już nie mogę słuchać takich stwierdzeń. To znaczy, że piłkarze i trenerzy albo nie czytają wywiadów, albo nie mają doniesień – stwierdził Borek.

– Od poniedziałku Edgaras Jankauskas trąbił codziennie: „Zmieniliśmy granie, przesuwamy grę wyżej, już nie bronimy tylko nisko” – dodał dziennikarz.

– Co ich zaskoczyło?! Dzisiaj się okazuje, że Litwa zaskoczyła naszych, tak jak zima często zaskakuje drogowców i potem są stłuczki – podsumował.

Chaos wokół Superpucharu Polski trwa w najlepsze. Kibice Jagiellonii bojkotują mecz

Ciąg dalszy chaosu, który towarzyszy Superpucharowi Polski. Kibice Jagiellonii publicznie oświadczyli o bojkocie meczu. PZPN całkowicie stracił kontrolę nad wydarzeniem.




Długo czekaliśmy na ustalenie terminu Superpucharu Polski. Mecz, który mają rozegrać Jagiellonia Białystok (mistrz Polski) i Wisła Kraków (Puchar Polski), ostatecznie ma się odbyć 2 kwietnia. Wokół wydarzenia narasta jednak chaos organizacyjny.

Bojkot

Pierwsze zgrzyty pojawiły się już przy wyborze lokalizacji. Pierwotnie mecz powinien zostać rozegrany na stadionie mistrza Polski, czyli Jagiellonii. Kibice Wisły Kraków mogliby jednak nie zostać wpuszczeni na obiekt „Dumy Podlasia”, wobec czego PZPN przeniósł wydarzenie na Stadion Narodowy.




Nim jednak poinformowano o zmianie lokalizacji, uruchomiono sprzedaż biletów. To mocno zdziwiło kibiców. Nie do końca było wiadomo, co się właściwie dzieje.

Problemy na tym się nie skończyły. Tym razem do głosu doszli kibice Jagiellonii, którzy otwarcie poinformowali o bojkocie. Wśród powodów takiej decyzji podano między innymi zastraszanie kibiców z Podlasia.

– Decyzją wszystkich grup kibicowskich działających na Jagiellonii, bojkotujemy mecz o Superpuchar Polski z Wisłą Kraków, zaplanowany na 2.04.2025 r – napisała na Facebooku strona „Dzieci Białegostoku”.

Michał Probierz zamiesza na mecz z Litwą. Pierwszy występ od Euro 2024

Portal meczyki.pl ustalił, jakim składem ma zagrać reprezentacja Polski w meczu z Litwą. Michał Probierz ma zaskoczyć ustawieniem w środku pola. Na tym jednak niespodzianki się nie kończą.




Reprezentacja Polski w piątek rozpocznie rywalizację w eliminacjach mistrzostw świata. Pierwszym rywalem „Biało-Czerwonych” będzie Litwa. Trzy dni później zmierzą się z Maltą. Oba mecze odbędą się na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Zaskoczenia

Michał Probierz na konferencji prasowej potwierdził już, że eliminacje rozpoczniemy z Łukaszem Skorupskim w bramce. Portal meczyki.pl podaje, że bramkarzem Bolognii zobaczymy trzech defensorów: Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora i Kamila Piątkowskiego.

Po dłuższej przerwie w reprezentacji mamy także zobaczyć Matty’ego Casha. Na drugim wahadle ma natomiast zagrać Przemysław Frankowski.




Zaskoczeniem ma okazać się środek pola. Pod nieobecność Piotra Zielińskiego zobaczyć mamy Sebastiana Szymańskiego i Jakuba Modera, a także… Jakuba Piotrowskiego. Dla piłkarza Łudogorca będzie to pierwszy występ w kadrze od fatalnego występu przeciwko Austrii na Euro 2024 (1-3).

Za strzelanie goli ma być odpowiedzialna dwójka: Lewandowski – Świderski. Tym samym Krzysztof Piątek i Mateusz Bogusz pozostaną na ławce rezerwowych.

Przewidywany skład reprezentacji Polski na Litwę, wg. portalu meczyki.pl:

Skorupski – Piątkowski, Bednarek, Kiwior – Cash, Moder, Szymański, Piotrowski, Frankowski – Świderski, Lewandowski

Legenda Holandii oceniła reprezentację Polski i… zaskoczyła o Lewandowskim. „Czasem lepiej wystąpić bez niego”

W niedzielę dowiemy się, z kim z dwójki Holandia – Hiszpania, zmierzymy się w eliminacjach mistrzostw świata. Rafael van der Vart ocenił możliwości reprezentacji Polski. Wyrok legendy „Oranje” był bezwzględny.




Pierwsze starcia ćwierćfinałów Ligi Narodów odbywają się w czwartek. Wśród nich odbędzie się mecz Holandii z Hiszpanią. Obie drużyny spotkają się w niedzielę w rewanżu. Wynik będzie znaczący dla Polski. Przegrany trafi do naszej grupy eliminacji mistrzostw świata.

Zdecydowana ocena

Na papierze wydaje się, że do „polskiej” grupy trafi Holandia. Podobnego zdania jest także legenda „Oranje”, Rafael van der Vart.

– Jeśli Hiszpanie zagrają na swoim normalnym poziomie, to Holendrom trudno będzie z nimi rywalizować. Co prawda nasza reprezentacja zrobiła ostatnio duży postęp, znów mamy talenty, ale Hiszpania ciągle jest mocniejsza – ocenił dla „Przeglądu Sportowego Onet”.

Byłego piłkarza zapytano także o wynik potencjalnej rywalizacji z reprezentacją Polski. Van der Vart nie miał w tej kwestii żadnych wątpliwości.




– Czy Holandia pokona Polskę? Oczywiście, że tak. Macie dość dobry zespół. Ciągle gra tam Robert Lewandowski i ten lewonożny zawodnik, który grał w Feyenoordzie [Sebastian Szymański – przyp. red.] – przyznał.

– Moder w Feyenoordzie zrobił na mnie wrażenie. Macie dobrych zawodników, choć obrony za bardzo nie znam, ale przede wszystkim jest Lewandowski, choć powoli zbliża się do końca kariery – dodał.

Obie reprezentacje ostatnio miały okazję rywalizować dość często. Polacy zaskoczyli Holendrów podczas Euro 2024. Wówczas jako pierwsi wyszli na prowadzenie, choć ostatecznie przegrali (1-2). Van der Vart nie krył rozczarowania tamtym występem „Oranje”.




– Byłem rozczarowany. To był najlepszy mecz waszej drużyny na EURO i to bez Lewandowskiego. On jest tak wielki, że czasem dobrze… wystąpić bez niego. Gdy jest na boisku, wszystkie piłki kierowane są do niego. Zawsze próbuję tłumaczyć w telewizji, że gdy wielki piłkarz nie gra, ktoś musi go zastąpić i czasami to lepsze dla drużyny – podsumował van der Vart.

Kiedyś grał w Serie A. Zbił fortunę na produkcji alkoholu. Imponujące osiągnięcie byłego piłkarza

Hidetoshi Nakata dawniej grał na boiskach Serie A. Obecnie przebywa na piłkarskiej emeryturze, ale nie próżnuje. Po karierze zajął się… produkcją japońskich alkoholi.




Nakata może pochwalić się całkiem bogatym CV. W trakcie piłkarskiej kariery grał między innymi w Bolognii, Parmie czy Boltonie. Buty na kołek odwiesił w lipcu 2006 roku, kiedy miał zaledwie 29 lat. Reprezentując barwy Japonii wystąpił nawet na trzech turniejach mistrzostw świata.

Produkcja sake

O Japończyku od tamtej pory nie mówiło się raczej wiele. Przypomniał jednak o sobie za sprawą wywiadu, którego udzielił na łamach „The Athletic”. Wyznał, że po zakończeniu kariery urządził sobie trzyletnią podróż.

Po zakończeniu wojaży powrócił do Japonii. Przyznał, że przez grę we Włoszech, rozkochał się w winie. To spowodowało, że odwiedził aż 450 destylarni, specjalizujących się w produkcji japońskiego trunku – sake.




W efekcie zdecydował się na założenie własnej firmy. Tym samym w 2015 roku powstało Japan Craft Sake Company. Biznes okazał się świetnym pomysłem i doskonale prosperuje.

Nakata jednak na tym nie poprzestał. Stworzył również aplikację Sakenomy, która jest powiązana z jego destylarnią, a także otworzył nową firmę. Ta z kolei skupia się na wytwarzaniu herbaty.

Japończyk już teraz może pochwalić się bardzo dużym majątkiem. „Daily Mail” wycenił go na zawrotną kwotę 28 milionów euro. Na tę kwotę składają się także inne biznesy, które od zakończenia kariery założył 48-latek.

Tomasz Hajto przejechał się po Nicoli Zalewskim. „Mógł przedłużyć kontrakt w Romie”

Zimą, Nicola Zalewski zdecydował się odejść z AS Romy. Reprezentant Polski trafił do Interu Mediolan. Na razie pełni głównie funkcję rezerwowego, co nie podoba się Tomaszowi Hajcie.




Reprezentacja Polski w piątek rozpocznie udział w eliminacjach mistrzostw świata. Michał Probierz na pewno nie skorzysta z lidera kadry, Nicoli Zalewskiego. Piłkarz Interu zmaga się z urazem, przez który musiał opuścić marcowe zgrupowanie.

Jechanka

Mimo nieobecności, Zalewski jest jednym z tematów dziennikarzy. Zimą trafił z AS Romy do Interu Mediolan, co ewidentnie nie spodobało się Tomaszowi Hajcie. Były reprezentant Polski uważa, że 23-latek powinien przenieść się do klubu, gdzie będzie podstawowym zawodnikiem, a nie jedynie rezerwowym.




– Ja wybrałbym klub, do którego przyjeżdżałbym jako gwiazda. Dostałbym polotu, pewności siebie i podpisałbym tam kontrakt na trzy-cztery lata. A jak jestem naprawdę dobry, to np. w takim Galatasaray pokazałbym, że to ja jestem Zalewski, ja mam 15 bramek i 15 asyst i po mnie może zgłosić się Manchester City, FC Barcelona czy Real Madryt – stwierdził Hajto w programie „Polsatu Sport”.

– Mógł przedłużyć kontrakt w Romie, której teraz też dobrze idzie: pięć zwycięstw z rzędu w lidze i tracą dwa punkty do europejskich pucharów. Wydostali się z tego marazmu, w którym byli – dodał.

– Zalewski mógłby tam funkcjonować. Zrobić sobie serię w Romie, zbudować markę. Nie każdy trener stawia na danego piłkarza. Trzeba o to walczyć samemu – podkreślił.

Mikael Ishak szczerze o Lechu Poznań. „Nie wiem, czy ktoś typował nas do mistrzostwa Polski”

Lech Poznań wciąż pozostaje jednym z faworytów do wygrania mistrzostwa Polski w bieżącym sezonie. Pod wrażeniem swojej drużyny jest Mikael Ishak. Szwed nie ukrywa, że przed rozpoczęciem rozgrywek, nikt nie typował ich do takiej gry.




Walka o mistrzostwo Polski trwa w najlepsze. Obecnie prym w ligowej tabeli wiodą kolejno: Raków (52 punkty), Jagiellonia (51) i Lech (50). To najpewniej między tymi drużynami rozstrzygną się losy ligi.

„Nie wiem, czy ktoś typował nas”

Tak dobra forma Lecha Poznań, który wciąż intensywnie walczy o mistrzostwo, mogła być sporym zaskoczeniem. „Kolejorz” poprzedni sezon zakończył dopiero na 5. miejscu w tabeli. Zaskoczony jest nawet… Mikael Ishak. Szwed w programie „Liga+ Extra” podkreślił, że drużyna wykonała dobrą robotę.

– To jest dość niesamowite, co my robimy w lidze. Nie wiem, czy przed sezonem ktoś typował nas do mistrzostwa Polski. Gdyby ktoś pomyślał o nas przed sezonem i teraz, to uważam, że wykonaliśmy dobrą robotę – przyznał napastnik.




Ishak poza pomaganiem Lechowi w zdobyciu mistrzostwa, walczy także o indywidualny triumf. 31-latek wciąż ma spore szanse na zdobycie korony króla strzelców. Na razie w dorobku ma 14 trafień, tyle samo, co Jesus Imaz i Benjamin Kallman. Do liderującego Efthymiosa Koulourisa traci 3 gole.

Mateusz Borek… w reprezentacji Polski? Dziennikarz chciałby podjąć się takiego wyzwania

Mateusz Borek od wielu lat pracuje jako dziennikarz i komentator. Swoją przyszłość widzi jednak w nieco innym miejscu. Otwarcie o swoich planach opowiedział w programie „Tylko Sport”.




Współwłaściciel „Kanału Sportowego” pracuje jako dziennikarz od bardzo długiego czasu. Już w 1997 roku dał się poznać jako spec od Bundesligi. Zasłynął także z komentowania meczów niemieckich rozgrywek oraz przede wszystkim – reprezentacji Polski.

Dyrektor kadry?

Coraz częściej mówi jednak o zakończeniu kariery dziennikarza. Co ciekawe, ma już na oku pewną posadę. W programie „Tylko Sport” Borka zapytano o to, czy spróbowałby swoich sił w wyborach na prezesa PZPN. Odpowiedź była zdecydowana.

– Po pierwsze nie jestem zainteresowany, po drugie nie mam żadnych szans. To są wybory baronowe. Wiedziałem, że Cezary Kulesza będzie prezesem, jak jechaliśmy na Mistrzostwa Świata do Rosji – podkreślił.

Jak sam jednak zaznaczył, praca przy reprezentacji jest dla niego interesująca. Dziennikarz ma mieć na oku funkcję dyrektora kadry.




– Myślę, że byłbym zainteresowany po przygodzie dziennikarskim jedną funkcją. Kiedyś może, za parę lat – dyrektor reprezentacji. Jestem z tą kadrą wiele lat, piłka mnie pasjonuje, interesuje. Mam gdzieś 200 spotkań tej pierwszej reprezentacji za mikrofonem. Tak naturalnie można przejść, żeby reprezentować drużynę narodową na konferencjach. Za mało jest show wokół kadry – zaznaczył.

– Czasami uciekają pewne treści. Można wokół tego wszystkiego spowodować większe zainteresowanie mainstreamu. Musi się kręcić biznes – podsumował.

Afimico Pululu mógł trafić do innego ekstraklasowicza. Prowadził rozmowy z kandydatem do mistrzostwa

Afimico Pululu to obecnie jedna z gwiazd Jagiellonii Białystok. Jak się okazuje, napastnik wcale nie musiał trafić na Podlasie. Interesował się nim inny kandydat do mistrzostwa Polski, o czym poinformował sam zainteresowany.




Jagiellonia wciąż walczy na dwóch frontach. Mistrzowie Polski zajmują wysoką pozycję w rozgrywkach Ekstraklasy i mają szansę na obronę tytułu. W Lidze Konferencji czeka ich natomiast rywalizacja z Betisem w ćwierćfinale.

Gwiazda u rywala?

Jedną z kluczowych postaci w drużynie Adriana Siemieńca, zdecydowanie jest Afimico Pululu. Angolczyk nieźle odnalazł się w Ekstraklasie, gdzie w bieżącym sezonie zdobył siedem goli. Fantastycznie spisuje się natomiast w Lidze Konferencji. Na europejskiej scenie może pochwalić się ośmioma trafieniami.

Jak się okazuje, Pululu mógł cieszyć kibiców innej polskiej drużyny. Niewiele brakowało, a kilka lat temu trafiłby do… Lecha Poznań. Niedawno takie informacje podał Mateusz Rokuszewski, według którego w miejsce Angolczyka na Bułgarską ściągnięto ostatecznie Adriela Ba Louę.




Na ten temat wypowiedział się teraz także sam Pululu. Napastnik potwierdził, że faktycznie Lech się nim interesował. Kiedy przebywał w FC Basel, prowadził nawet negocjacje z „Kolejorzem”. Nie spodobał mu się jednak plan, jaki mieli wówczas na niego potencjalni pracodawcy.

– Kiedy byłem w Basel, negocjowałem z Lechem Poznań. Przedstawili mi plan na moją osobę, ale nie był on dla mnie w stu procentach satysfakcjonujący. Lech zamierzał ustawić mnie w roli skrzydłowego, a ja preferowałem grę na pozycji numer dziewięć. Dlatego odszedłem do drużyny Greuther Fürth – zdradził Pululu.

Lewandowskiego zamurowało po pytaniu Święcickiego. „Czy pojawi się twój gol z gry?” [WIDEO]

Robert Lewandowski udzielił krótkiego wywiadu po wygranej z Atletico Madryt. Mateusz Święcicki zadał 36-latkowi złośliwe pytanie. Napastnik przez moment nie wiedział, co ma powiedzieć.




W piątek do gry wraca reprezentacja Polski. „Biało-Czerwoni” rozpoczną tym samym swoje zmagania w eliminacjach mistrzostw świata. Pierwszym rywalem będzie Litwa, a kilka dni później zmierzymy się z Maltą.

Zamurowany

Na zgrupowaniu pojawi się Robert Lewandowski, dla którego będzie to przyjazd na kadrę po przerwie. W listopadzie napastnik Barcelony zabrakło. Podczas rozmowy z Mateuszem Święcickim „Lewy” nie ukrywał, że nie może się doczekać nadchodzących meczów.

– Zawsze przyjazd na kadrę jest czymś wyjątkowym. Tym bardziej, że wracamy do Warszawy na dwa mecze. Chyba jakiś doping ma się tam pojawić, więc to coś ekscytującego… – przyznał przed kamerami „Eleven Sports”.

Nagle jednak Lewandowskiemu przerwał Święcicki… dość nietypowym pytaniem. Jak sam zaznaczył – było ono nieco złośliwe i na chwilę całkowicie wytrąciło „Lewego” z wątku.




– To zapytam złośliwie: czy pojawi się twój gol z gry? – pytał Święcicki.

– A co to za różnica? Gol to gol, czy to z gry, czy z karnego, czy z wolnego. Nieważne jak, ważne, żeby wpadało – odparł po chwili namysłu Lewandowski.

Pytanie, choć złośliwe, było całkiem zasadne. Ostatni raz kapitan reprezentacji Polski w narodowych barwach pokonał bramkarza rywali z gry w 2023 roku. Miało to konkretnie miejsce w towarzyskim spotkaniu z Łotwą.

Cytowany fragment od: [3:22]

Kierownik Lecha znów poddymił. Tak zaczepił kibiców Jagiellonii

Mariusz Skrzypczak ponownie dał się ponieść emocjom podczas meczu Lecha. Kierownik „Kolejorza” w trakcie meczu z Jagiellonią wykonał jasny gest w kierunku kibiców rywali.




Niedawno Lech wygrał z Pogonią Szczecin 3-0. Podczas spotkania kierownik poznańskiej drużyny, Mariusz Skrzypczak, zaczepiał kibiców „Portowców”. Wykrzykiwał w ich kierunku „zero tituli”, odnoszący się do braku mistrzostwa Polski czy Pucharu Polski.

Poddymił

W niedzielę Lech w meczu na szczycie mierzył się z kolei z Jagiellonią. Spotkanie przegrał 1-2, ale Skrzypczakowi nie przeszkodziło to w kolejnej próbie zaczepienia kibiców rywala. Tym razem nie mógł jednak wykrzyczeć „zero tituli”, bo Jaga ma w swojej gablocie zarówno Puchar Polski, jak i mistrzostwo.




Kierownik Lecha znalazł rozwiązanie. Pokazał w kierunku kibiców gospodarzy osiem palców. Dokładnie tyle mistrzostw ma w swoim dorobku Lech.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.