Kolejne 30 milionów od Wrocławia dla Śląska. Nowy prezes klubu zabrał głos. „W Norwegii żadnego prywatnego klubu nie ma”

Środki, które miasto Wrocław przeznacza na rzecz Śląska, budzą wielkie emocje. Nowy prezes klubu ma w tej sprawie zdecydowane stanowisko. W rozmowie z „Przeglądem Sportowym” próbuje bronić władz.




W styczniu w Śląsku doszło do sporych zmian. Nowym prezesem klubu został Remigiusz Jezierski, który zastąpił Michała Mazura. Na stanowisko dyrektora sportowego mianowano natomiast Rafała Grodzickiego. Ogromnym echem odbiły się także kolejne miliony, które miasto Wrocław przelało na konto WKS-u.

„My tego nie doceniamy”

Śląsk otrzymał kolejne 30 milionów złotych dofinansowania. Kibice już od dawna nie ukrywają, że nie zgadzają się z taką polityka. Z kolei nowy prezes klubu nie widzi w tym nie złego. Co więcej, uważa, że to korzystny układ.




– Wiem, że nastawienie wszystkich do takich akcji jest niezmienne. Ja wcześniej stałem z boku, więc miałem do tego neutralny stosunek. Teraz, gdy jestem w środku, mam swoje przemyślenia na ten temat, trochę przeanalizowałem, jak to wygląda w innych miastach, a nawet krajach. Na przykład w Norwegii żadnego prywatnego klubu nie ma i to normalna sytuacja, pod warunkiem normalnego układu partnerskiego i zdrowych relacji budżetowych. U nas te proporcje są zachwiane, a informacje nie są może wystarczająco dobrze przekazywane do radnych, by ten hejt wylewał się mniej – powiedział dla „Przeglądu Sportowego”.

– To pokazuje, w którą stronę idzie Polska, gdzie kluby ścigają się cały czas ze sobą w kwestii budżetu. Jesteśmy coraz bardziej konkurencyjnym rynkiem w skali Europy, bo piłkarze patrzą nie tylko na piękne miasta, stadiony i społeczeństwo, ale też poziom piłkarski porównywalny do innych. Tylko my tego nie doceniamy, a teraz jeszcze zarobki stają się lepsze niż w innych krajach. Te wyścigi powodują, że kluby są obarczone presją. Jeżeli pieniądze są prywatne, to każdy zazdrości, a jeżeli pieniądze są z miasta, to każdy krytykuje – dodał.

Źródło: Przegląd Sportowy

Lechia dostała świetną ofertę za Bobcka. Miliony nie zrobiły wrażenia

Tomas Bobcek znakomicie wszedł w rundę wiosenną Ekstraklasy. Słowak w meczu z Lechem potwierdził świetną formę i strzelił bramkę. Dawid Dobrasz podaje, że Lechia miała otrzymać za swojego napastnika bardzo lukratywną ofertę.




W pierwszej części sezonu, Bobcek zgromadził w sumie 14 goli i 4 asysty. Tym samym sporo mówiło się o zainteresowaniu ze strony zagranicznych klubów. Ostatecznie Słowak został jednak w Gdańsku.

Miliony na stole

Już w pierwszym meczu w 2026 roku, Bobcek potwierdził, że nadal znajduje się w wysokiej formie. Ustrzelił gola przeciwko faworyzowanemu Lechowi Poznań, natomiast Lechia wygrała niespodziewanie przy Bułgarskiej 3-1.




Dawid Dobrasz z portalu meczyki.pl ustalił, że Bobcek mógł zimą jednak odejść z klubu. Według dziennikarza, Lechia otrzymała ofertę z FC Midtjylland. Duńczycy proponowali ponoć aż sześć milionów euro.

Choć oferta była lukratywna, działacze z Gdańska nie byli pod wrażeniem. Bez żalu odrzucili propozycję, co jak na razie okazało się świetnym posunięciem. Niewykluczone, że za Bobcka dużo więcej uda się wyciągnąć podczas letniego okna.

Źródło: meczyki.pl

Frederiksen skomentował porażkę z Lechią. Obwinił piłkarzy

Lech Poznań nie tak wyobrażał sobie wznowienie rozgrywek Ekstraklasy. „Kolejorz” pierwszy mecz rundy wiosennej przegrał z Lechią Gdańsk. W dodatku na własnym terenie.




Oczekiwania wobec Lecha były zdecydowane. Powrót rozgrywek miał oznaczać pogoń za czołówką tabeli. Spotkanie z Lechią sprowadziło jednak „Kolejorza” na ziemię.

„Zabrakło przede wszystkim jakości”

Po porażce (1-3), Niels Frederiksen nie ukrywał rozczarowania postawą swojej drużyny. Przede wszystkim przyznał, że nie będzie szukać na siłę pozytywów.




– To jeden z tych dni, gdy trudno znaleźć coś dobrego patrząc na naszą grę. Zagraliśmy na poziomie znacznie niższym od tego, co zwykle oczekujemy. Zabrakło nam wielu podstawowych elementów w naszej grze. Bez nich trudno myśleć o zwycięstwie – ubolewał Frederiksen.

Według szkoleniowca główną winę ponoszą piłkarze. Wskazał przede wszystkim brak jakości w zagraniach, powolne budowanie akcji czy przegrywane pojedynki.

– Zabrakło przede wszystkim jakości w grze z piłkę. Rozgrywaliśmy nasze akcje zbyt wolno, za mało było ruchu, przegrywaliśmy większość pojedynków jeden na jeden, szczególnie w obronie. Pozwalaliśmy rywalowi na zbyt wiele. Mieliśmy też kłopoty w momencie, gdy przeciwnik podchodził pod nas wyżej, a my z tym nie potrafiliśmy sobie poradzić – analizował.

– Lechia miała jasny plan i starała się nas bardzo szybko atakować. My nie radziliśmy sobie z pressingiem przeciwnika, który atakował nas wysoko. Może powinniśmy czasami spróbować stosować prostsze środki i grać długim podaniem, choć to nie jest nasza filozofia gry. Zawsze staramy się budować nasze akcje od bramki – podsumował Duńczyk.

Jan Urban nie wyklucza wielkiego powrotu na baraże! „Wtedy dostaniemy odpowiedź”

Niewykluczone, że reprezentacja Polski na mecze barażowe MŚ 2026 zostanie solidnie wzmocniona. Jan Urban przekazał, że w kadrze ponownie może zagrać Jakub Moder. Wszystko zależy od jego dyspozycji po powrocie po kontuzji.




26-latek w bieżącym sezonie jeszcze nie rozegrał ani jednego meczu. Moder wraca do siebie po operacji kręgosłupa, któremu poddał się w minionym roku.

Duże wzmocnienie

Zapowiada się, że wkrótce pomocnik wróci na murawę w barwach Feyenoordu. W połowie stycznia Robin Van Persie przekazał na konferencji prasowej, że Polak znów trenuje z resztą drużyny. Powrót do gry wydaje się więc kwestią czasu.




To także dobre wieści dla reprezentacji Polski. Jan Urban w rozmowie z „WP Sportowe Fakty” zapewnił, że Moder pozostaje w orbicie zainteresowań kadry. Jeśli powrót do gry okaże się udany, to 26-latek może pomóc kolegom podczas marcowych baraży.

– Być może będziemy mogli skorzystać z Kuby w marcu, w barażach. Jeżeli będzie zdrowy, może zdążyć dojść do formy fizycznej. Zaczął już trenować z zespołem, ale musi wskoczyć na taki poziom, by mógł ćwiczyć na sto procent – zaznaczył Urban dla „WP Sportowe Fakty”.

– Wtedy dostaniemy odpowiedź, czy po kontuzji nie ma śladu, czy Kuba będzie odczuwał dyskomfort. Podejrzewam, że na dzień dzisiejszy nawet sam Kuba tego nie wie. Trening a mecz to duża różnica. Kuba na razie nie brał udziału w spotkaniach – dodał.

W marcu reprezentacja Polski zmierzy się z Albanią w półfinale baraży o wyjazd na mistrzostwa świata. Jeśli „Biało-Czerwoni” wygrają, o swój bilet do Ameryki Północnej, powalczą bezpośrednio ze zwycięzcą pary Ukraina – Szwecja.

Źródło: WP Sportowe Fakty

Zachwyca formą w Niemczech – zadebiutuje w reprezentacji Polski? Żukowski nie ukrywa swoich ambicji

Mateusz Żukowski ma za sobą kapitalny okres. W ostatnich tygodniach spisywał się znakomicie, występując w barwach Magdeburga. Nie ukrywa przy tym swoich ambicji i wprost mówi, że marzy mu się powołanie do reprezentacji Polski.




Żukowski już w przeszłości uchodził za dość duży talent. Nie prowadził sobie jednak w Glasgow Rangers i wrócił do Ekstraklasy. Obecnie znów próbuje swoich sił w zagranicznych wojażach, grając na zapleczu Bundesligi.

Wysokie ambicje

Ofensywny zawodnik we wrześniu trafił ze Śląska Wrocław do Magdeburga. Z powodu kontuzji stracił sporą część sezonu, jednak od powrotu w listopadzie zachwyca formą. Rozegrał do tej pory siedem meczów na poziomie 2. Bundesligi, w których strzelił aż sześć goli i dołożył asystę.

Sam Żukowski uważa, że kontuzja paradoksalnie mu… pomogła. W czasie powrotu do zdrowia mógł poukładać sobie pewne rzeczy w głowie. To miało finalnie wyjść mu na dobre, a efekty mamy właśnie widzieć.




– Kontuzja pomogła uporządkować mi głowę. W treningu pokazywałem umiejętności, ale w meczu nie. Pracowałem mocno nad mentalem. Kilka lat temu pracowałem z psychologiem, dziś nie. Ale bardzo pomagają mi rozmowy z żoną – przyznał 24-latek na antenie „Kanału Sportowego”.

Żukowski nie ukrywa również swoich ambicji. Zdecydowanie mówi, że chciałby zadebiutować w reprezentacji Polski przy okazji meczów barażowych do mistrzostw świata. Zdaje sobie jednak sprawę, że czeka go wciąż daleka droga.

– Jest to na pewno mój cel i jedno z marzeń, które chciałbym spełnić. Ale do meczów barażowych jest jeszcze trochę czasu. Chcę utrzymać dobrą formę i dać trenerom do myślenia – podsumował.

Źródło: Kanał Sportowy | Fot. Screen – X / Kanał Sportowy

Kulisy zwolnienia Moreno z Rosji. Nadużywał czatu GPT. Piłkarze mieli według planu… nie spać 28 godzin

Robert Moreno został zwolniony z FK Soczi już kilka miesięcy temu. Dopiero teraz na jaw wyszły kulisty tej decyzji. Jak się okazało, Hiszpan nadużywał sztucznej inteligencji, za pomocy której miał nawet ustawiać skład.




Moreno rozpoczął prace w Rosji pod koniec 2023 roku. Z kolei we wrześniu ubiegłego roku stracił tę posadę. W tamtym momencie decyzję tłumaczono przede wszystkim słabymi wynikami, które notowała drużyna.

Nadużywanie AI

Już po kilku miesiącach ujawniono prawdziwe powody zwolnienia Moreno. Jak się okazało, Hiszpan nadużywał sztucznej inteligencji w wielu obszarach swojej pracy. Wykorzystywał czat GPT, jako jedno z głównych narzędzi w kwestii planowania sportowego i logistycznego.




Miało nawet dojść do tego, że z pomocą AI, Hiszpan ustalał wyjściowy skład. Oficjalnie potwierdził to były dyrektor FK Soczi, Andriej Orłow. Przytoczył przy tym kilka absurdalnych sytuacji.

Najbardziej kuriozalna miała miejsce podczas planowania wyjazdu do Chabarowska. Moreno miał zapewniać, że z pomocą czatu GPT plan podróży jest przygotowany. Szybko okazało się jednak, że taka rozpiska oznaczałaby dla piłkarzy brak snu przez 28 godzin. Po interwencji Orłowa zmieniono parametry w aplikacji i tym razem wszystko się zgadzało.




Moreno miał także wykorzystać AI do analizy potencjalnych transferów. Gdy Soczi zastanawiało się nad zakupem jednego napastnika spośród: Władimira Pisarskiego, Pawła Mieleszyna oraz Artura Szuszenaczewa, Hiszpan wrzucił ich dane z Wyscouta do czatu. Ten uznał, że Szuszenaczew jest najlepszym wyborem. Okazał się jednak całkiem nietrafiony.

Źródło: beinsports.com | fot. Screen – YouTube / Coaches’ Voice

Legia zainteresowana liderem rewelacji 1. Ligi! To będzie nowy napastnik Papszuna?

Legia Warszawa przygotowuje się do wznowienia rozgrywek. „Wojskowi” nadal szukają wzmocnienia linii ofensywnej. Według medialnych doniesień, klub z Łazienkowskiej ma być zainteresowany napastnikiem Pogoni Grodzisk Mazowiecki.




Marek Papszun przygotowuje Legię do powrotu po przerwie zimowej. Już w niedzielę „Wojskowi” wrócą do gry. Przy Łazienkowskiej podejmą Koronę Kielce.

Z 1. Ligi do Ekstraklasy?

Choć liga wraca już w przyszły weekend, Legia wciąż nie wzmocniła swojego potencjału ofensywnego. Nadal głównymi napastnikami w drużynie są Mileta Rajović i Antonio Colak. Do tego należy doliczyć też Nsame, jednak ten leczy kontuzję.




Według medialnych informacji, na celowniku stołecznej drużyny miał pojawić się Rafał Adamski. Napastnik Pogoni Grodzisk Mazowiecki ma za sobą świetną rundę. W 19 meczach 1. Ligi strzelił 10 goli i dołożył 11 asysty.

Na Adamskiego uwagę zwróciła masa klubów, także z zagranicy. Sytuację zawodnika mają monitorować głównie ekipy z 2. Bundesligi. Legia ma jednak przewagę w postaci bliskiej współpracy z Pogonią.

Fot. Screen – YouTube / Betclic 1 Liga

Komiczna sytuacja w Turcji. Sędziowie rzucili piłką w śnieg, żeby przekonać się, że nie da się rozegrać meczu [WIDEO]

W tureckiej 3. lidze doszło wczoraj do komicznej sytuacji. Z powodu zalegającego śniegu odwołano mecz. Sędziowie do podjęcia tej decyzji potrzebowali jednak przeprowadzenia testu.




Media społecznościowe obiegła kuriozalna sytuacja z Turcji. W tamtejszej 3. lidze odwołano spotkanie z powodu śniegu, zalegającego na murawie.

Choć ewidentnie widać było, że boisko nie nadaje się do rozegrania meczu, sędziowie nie byli przekonani. Musieli samodzielnie przeprowadzić test, polegający na… rzuceniu piłką w śnieg.




Dopiero po tym, gdy futbolówka utknęła – podjęli decyzję o odwołaniu spotkania.

Bochniewicz porównał Polskę z Holandią i rozwalił. „Ku**a, jaki Feyenoord?”

Paweł Bochniewicz wrócił do Ekstraklasy. Po pięciu latach gry w Holandii, obrońca został piłkarzem Górnika Zabrze. Na antenie „Meczyków” w pewnym momencie rozbroił, mówią o Feyenoordzie.




29-latek grał w Górniku już kilka lat temu. W 2018 roku trafił do Zabrza na wypożyczenie z Udinese, natomiast półtora roku później – w ramach transferu definitywnego. Niedługo później wyjechał do Heerenveen.

„Jaki Feyenoord?”

W Holandii Bochniewicz miewał kilka bardzo dobrych okresów. Ostatnie miesiące spędził natomiast na powrocie do zdrowia po poważnej kontuzji. Kilka tygodni temu powrócił do gry po zerwaniu więzadeł.




Teraz ponownie będziemy mogli zobaczyć 29-latka na boiskach Ekstraklasy. Po ogłoszeniu powrotu Bochniewicza do Zabrza, na antenie „Meczyków” pojawiła się z nim rozmowa.

W jej trakcie defensor nie zamierzał kryć się w język. Zaznaczył, że siła holenderskich klubów jest w naszym kraju zdecydowanie zawyżana. Za przykład podał Feyenoord.

– W Holandii mówią o Feyenoordzie, że gdy wychodzi się na murawę to przez doping kibiców nogi drżą. Mówię: „ku***, jaki Feyenoord?”. W Polsce mamy takie stadiony i takich kibiców, że Feyenoord to jest nic – ocenił Bochniewicz.

Źródło: meczyki.pl | fot. Screen – YouTube / Meczyki

Lewandowski został wybrany piłkarzem roku i mówił o końcu kariery. „Nie ma co ukrywać”

Wczoraj odbył się coroczny plebiscyt Tygodnika „Piłka Nożna”. Robert Lewandowski bez zaskoczenia został wybrany Piłkarzem Roku po raz 13. w karierze. Wprost z Hiszpanii połączył się z widzami i opowiedział m.in. o swojej przyszłości.




Statuetkę na gali „Piłki Nożnej” odebrała za Lewandowskiego jego siostra. Kapitan reprezentacji Polski był w tym czasie w Barcelonie, skąd połączył się na żywo.

„Bliżej mi końca, niż dalej”

Na starcie Lewandowski przywitał się ze zgromadzoną publicznością. Podziękował za przyznaną nagrodę oraz wyróżnił trenerów, kolegów z drużyny czy rodzinę.

– Dobry wieczór Państwu. Czyli mogę powiedzieć: stary człowiek, a może. Przede wszystkim chciałbym podziękować wszystkim za tę nagrodę. Bardzo się cieszę, wiadomo, że ta praca, którą ciągle wykonuję, pomimo mojego wieku staram się dawać to, co mam najlepszego – zaczął „Lewy”.

– Chciałbym też podziękować wszystkim trenerom, zawodnikom, osobom, które mnie wspierają na co dzień. Rodzinie – to osoby, które wiedzą, ile kosztuje wysiłku życie piłkarza, trenera, czy w ogóle funkcjonowaniu w całym środowisku piłkarskim. Że nie jest to łatwy kawałek chleba – dodał.

Lewandowski zapewnił też, że nie wie jeszcze, kiedy zakończy karierę. Ku smutku wielu kibiców zaznaczył jednak, że na pewno bliżej mu do jej końca, niż dalej. Póki co skupia się natomiast na wyzwaniach, które ma przed sobą jeszcze w bieżącym sezonie.




– Osobiście staram się cieszyć się z tego, co robię. W perspektywie czasu, lat, wiem, że kiedyś to się skończy. Nie pytajcie kiedy, bo sam nie wiem, myślę, że przyjdzie ten moment i wtedy sam będę widział, że to ten moment. Na razie mam jeszcze trochę przed sobą, przede wszystkim jutrzejszy mecz i kolejne mecze w Lidze Mistrzów, La Liga i wiadomo, marcowe baraże. Mam nadzieję, że ten sezon będzie jeszcze z takiego wysokiego topu – przyznał Lewandowski.

– Dopóki mam radość z gry i przede wszystkim fizycznie czuję się dobrze, to jestem taką osobą, że jak coś robię, to chcę to robić dobrze. I dopóki to będę robił, to będę widział w tym wszystkim sens. Ale nie ma co ukrywać, że bliżej mi końca, niż dalej. Niech inni się chwilkę wstrzymają, a przyjdzie na nich kolej – podsumował.

Fot. Screen – Polsat Sport

Kolejna kontuzja w reprezentacji Szwecji! Rosną problemy potencjalnych rywali Polaków w finale baraży

Reprezentacja Szwecji może powoli zacząć się martwić marcowymi barażami. Portal fotbollskanalen.se przekazał, że kolejny kadrowicz doznał kontuzji. Tym razem mowa o zawodniku Tottenhamu, Lucasie Bergvallu.




Szwecja ma za sobą katastrofalne eliminacje do mistrzostw świata. Na sześć meczów nie wygrali żadnego. Zdobyli przy tym zaledwie dwa punkty. W grupie mieli z kolei Szwajcarię, Kosowo oraz Słowenię, czyli rywali na dość zbliżonym poziomie.

Zdziesiątkowani

Tylko dzięki wynikom w Lidze Narodów, Szwedzi zapewnili sobie ostatnią szansę na awans na mundial. W marcu przystąpią do meczów barażowych. Pierwszym rywalem będzie Ukraina, natomiast dalej czekać będzie ktoś z dwójki Polska – Albania.




Portal fotbollskanalen.se podaje natomiast, że wątpliwe wydaje się, aby w barażach wystąpił Lucas Bergvall. Piłkarz Tottenhamu doznał kontuzji, która wyklucza go z gry nawet na trzy miesiące.

Warto zaznaczyć, że to nie jedyny piłkarz, którego występ stoi pod znakiem zapytania. Od dawna kontuzję leczy również Dejan Kulusevski. Dodatkowo, dość pechowo, urazu doznał także Aleksander Isak.

Jakub Kiwior podsumował debiut Pietuszewskiego w Porto. „Nie pokazał jeszcze wszystkiego”

Oskar Pietuszewski ledwie został ogłoszony zawodnikiem FC Porto, a już otrzymał okazję do debiutu. Skrzętnie ją wykorzystał, bo kibice byli nim zachwyceni. Jakub Kiwior przekonuje, że jego młodszy kolega nie pokazał jeszcze pełni możliwości.




Na początku stycznia końca dobiegła saga związana z Pietuszewskim. 17-latek ostatecznie odszedł z Jagiellonii za 8-9 mln euro (+bonusy). Wybrał FC Porto, więc wydawało się, że na debiut będzie musiał trochę poczekać.

„Nie pokazał wszystkiego”

Francesco Farioli postanowił jednak zaskoczyć. Postanowił dać Pietuszewskiemu szansę w miniony weekend przeciwko Victorii Guimaraes. Wprowadził 17-latka w 73. minucie, a ten odwdzięczył się wywalczonym rzutem karnym, który dał Porto zwycięstwo.




Kolejne rajdy Pietuszewskiego zaowocowały dodatkowo wyrzuceniem jednego z rywali z boiska. Za faul na Polaku drugą żółtą kartkę otrzymał Telmo Arcanjo. Jakub Kiwior w rozmowie z „A Bola” przekonuje, że to ledwie cząstką umiejętności nastolatka.

– Debiut Oskara był fantastyczny. A nie pokazał jeszcze wszystkiego, co potrafi. W kolejnych meczach będzie miał więcej czasu, aby się zaprezentować – uważa Kiwior.

Pietuszewski na pewno nie zagra w czwartkowym meczu Porto z Victorią Pilzno. 17-latek nie został zgłoszony do rozgrywek Ligi Europy.

Jagiellonia znalazła nowego napastnika. Wcześniej chciały go Raków i Legia

Jagiellonia chce ściągnąć nowego napastnika. Według portalu meczyki.pl, działaczom wpadł w oko piłkarz Realu Zaragoza. Niedawno starał się o niego także Raków Częstochowa.




„Duma Podlasia” niedawno była blisko pozyskania Keyana Vareli. Skrzydłowy Servette Genewa miał zastąpić w Białymstoku Oskara Pietuszewskiego. W związku z trudną przeszłością zawodnika, zdecydowano się jednak zerwać negocjacje.

Nowy napastnik

To nie sprawiło, że Jagiellonia przestała szukać wzmocnień ofensywy. Według portalu meczyki.pl, na oku działaczy znalazł się Samed Bazdar. 21-latek jest napastnikiem Realu Zaragoza, w dodatku dobrze znany na polskim rynku.




Wcześniej Bazdarem interesowali się Raków Częstochowa oraz Legia Warszawa. Pierwsza z ekip mocno zabiegała o jego transfer. Tomasz Włodarczyk informuje, że jeśli nie dojdzie do niczego zaskakującego – napastnik trafi do drużyny Adriana Siemieńca.

– Są już sprawdzane dokumenty, a piłkarzowi kupiono bilet do Turcji, gdzie Jagiellonia szykuje się do powrotu rozgrywek ligowych. Jeżeli wszystko będzie w porządku, Bazdar od razu dołączy do nowego zespołu. 21-latek ma pojawić się w Belek jeszcze środowego wieczora – czytamy na portalu meczyki.pl.

Bośniak gra Saragossie od lipca 2024 roku. W bieżącym sezonie strzelił jednego gola oraz dołożył jedną asystę w dziewięciu meczach.

Źródło: meczyki.pl | fot. Screen – TikTok / Partizan Belgrad

Przemysław Wiśniewski zdecydował ws. transferu do Widzewa Łódź!

Przemysław Wiśniewski był łączony z powrotem do Ekstraklasy i transferem do Widzewa Łódź. Jak przekazał Dariusz Adamczuk – tak się jednak nie stanie. Reprezentant Polski zdecydował o kontynuowaniu zagranicznej kariery.




Widzew, podobnie jak latem, jest aktywny w czasie zimowego okna transferowego. Ogłoszono już choćby ściągnięcie Bartłomieja Drągowskiego. Obok niego do Łodzi miał trafić także inny reprezentant Polski – Przemysław Wiśniewski.

Wybrał zagranicę

27-latek obecnie gra w Spezii, gdzie walczy o utrzymanie w Serie B. Defensor zyskał sympatię kibiców po udanym debiucie w reprezentacji Polski. Jan Urban postawił na niego już na samym początku swojej kadencji.




Niedawno w mediach pojawiły się informacje, że Wiśniewskim mocno zainteresował się Widzew Łódź. Okazuje się jednak, że do takiego ruchu na pewno nie dojdzie. 27-latek nie ma zamiaru wracać jeszcze do Ekstraklasy, co jasno zakomunikował Dariusz Adamczyk.

– Ciężki temat. Jest stoperem reprezentacji Polski, który chce kontynuować karierę za granicą. Powroty do Polski, przynajmniej w tym oknie, to nie są łatwe tematy – zaznaczył działacz dla „Przeglądu Sportowego Onet”.

EkstraklasaTrolls.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.