Ten wieczór przeszedł do historii futbolu, ale dla Roberta Lewandowskiego długo nie miał wyjątkowego znaczenia. Polski napastnik po latach ujawnił, że skala jego wyczynu z meczu z Wolfsburgiem dotarła do niego dopiero po kilku miesiącach.
Historyczny rekord Polaka
W 2015 roku Robert Lewandowski dokonał rzeczy bezprecedensowej, strzelając pięć goli w dziewięć minut w meczu Bayernu Monachium z Wolfsburgiem. Dziś ten występ uznaje się za jeden z największych wyczynów w historii piłki nożnej, ale sam zawodnik przez długi czas nie zdawał sobie z tego sprawy.
Lewandowski rozpoczął tamto spotkanie na ławce rezerwowych, co wywołało w nim ogromne emocje. Jak przyznał w rozmowie na kanale High Performance, w trakcie meczu towarzyszyła mu przede wszystkim złość, a nie euforia.
– Pamiętam, że w czasie meczu byłem wściekły na Pepa, ponieważ nie grałem, a mogłem, ponieważ nie miałem nawet drobnej kontuzji. Nie wiem, dlaczego, ale miałem w głowie, że powinienem grać od pierwszej minuty – przyznał Lewandowski.
Po wejściu na boisko Polak działał instynktownie i nie liczył kolejnych trafień. Skupiał się wyłącznie na następnym zadaniu, a reakcje otoczenia zupełnie do niego nie docierały.
– Nawet nie wiedziałem, co robię. Byłem tak skupiony, żeby strzelić pierwszego gola, później drugiego, jednego za drugim. Thomas Mueller popchnął mnie w kierunku kibiców, żebym z nimi celebrował. Dla mnie to nie była jednak niezwykła chwila. Odbierałem ten mecz jako po prostu cenne zwycięstwo. Całego zespołu, a nie moje. Nie wiedziałem, czego Thomas ode mnie chce – wspominał.
– Wiedziałem, że strzelam dużo goli, ale nie wiedziałem, jakie to osiągnięcie. W sumie strzeliłem 12 goli w czterech meczach i byłem cały czas skupiony na kolejnych zadaniach. Nie chciałem niczego czytać ani dowiadywać się o tych niesamowitych wynikach – dodał.
Dopiero po czasie Lewandowski uświadomił sobie, jak wyjątkowy był tamten występ. Stało się to podczas zimowej przerwy w rozgrywkach.
– To było w święta Bożego Narodzenia. Czułem się bardziej zrelaksowany z moją rodziną i zrozumiałem, co się stało. Pamiętam, że byłem przy stole i pomyślałem „o ku***, co ja zrobiłem?”. To było 2-3 miesiące od meczu – podsumował.
Źródło: High Performance, meczyki.pl